Tanie linie gorsze od tradycyjnych? Obalamy 7 mitów, w które wierzysz!
Nazwa „tanie linie”, którą posługujemy się w języku polskim, nie jest poprawna, ale skoro się przyjęła, nie ma co z tym walczyć. Warto jednak wiedzieć, że to błędne tłumaczenie skrótu LCC – low cost carrier, czyli dosłownie – przewoźnik niskokosztowy. Taki, który ponosi niskie koszty działalności poprzez pobieranie opłat za usługi dodane do samego przewozu pasażera.
To rozróżnienie, od „linii tradycyjnych” (legacy airlines, zwane też liniami regularnymi), które w cenie biletu zawierały nie tylko fotel w trakcie przelotu, ale również posiłek, bagaż, etc. Czas przeszły nie jest tu przypadkiem.
Oto 7 mitów o różnicach między liniami niskokosztowymi a liniami tradycyjnymi, które wciąż funkcjonują. To różnice w ofercie, które istniały, ale na skutek zbliżania się modelu biznesowego linii tradycyjnych do przewoźników niskokosztowych, dziś na trasach krótkich (wewnątrzeuropejskich) – są już historią.
W Polsce, tylko w Warszawie mamy dwa lotniska. Z portu Chopina w stolicy lata Wizz Air, a Ryanair operuje stąd na trasach krajowych. Popatrzmy, więc na lotniska docelowe.
Wizz Air na przykład bezpośrednio konkuruje z PLL LOT na trasie do Tel Awiwu, Larnaki, Wilna, Bratysławy (oba połączenia ruszą niebawem), Kijowa obsługując identyczne połączenia, na te same lotniska docelowe. Z TAP Portugal na trasie do Lizbony.
Również Ryanair coraz częściej lata na lotniska główne w danych miastach. Na przykład - do Frankfurtu z Krakowa. easyJet z Krakowa lata na główne lotniska w Paryżu i Mediolanie.
fot. PanSG, GFDL / Wikimedia Commons
