Tanie linie gorsze od tradycyjnych? Obalamy 7 mitów, w które wierzysz!
Nazwa „tanie linie”, którą posługujemy się w języku polskim, nie jest poprawna, ale skoro się przyjęła, nie ma co z tym walczyć. Warto jednak wiedzieć, że to błędne tłumaczenie skrótu LCC – low cost carrier, czyli dosłownie – przewoźnik niskokosztowy. Taki, który ponosi niskie koszty działalności poprzez pobieranie opłat za usługi dodane do samego przewozu pasażera.
To rozróżnienie, od „linii tradycyjnych” (legacy airlines, zwane też liniami regularnymi), które w cenie biletu zawierały nie tylko fotel w trakcie przelotu, ale również posiłek, bagaż, etc. Czas przeszły nie jest tu przypadkiem.
Oto 7 mitów o różnicach między liniami niskokosztowymi a liniami tradycyjnymi, które wciąż funkcjonują. To różnice w ofercie, które istniały, ale na skutek zbliżania się modelu biznesowego linii tradycyjnych do przewoźników niskokosztowych, dziś na trasach krótkich (wewnątrzeuropejskich) – są już historią.
Powiesz Czytelniku - po co mi bagaż rejestrowany, lecę tylko z podręcznym. A ten tanie linie dopuszczają mikroskopijny, a regularni przewoźnicy - znacznie większy. Ten mit trudniej obalić, zwłaszcza jeśli porównujemy do Wizz Aira lub patrzymy na objętość bagażu.
Co się jednak stanie, gdy przyjrzymy się dopuszczalnej wadze? Otóż, standardem u tanich przewoźników jest bagaż 10-kilogramowy. Tymczasem, na przykład: Alitalia, Finnair, LOT - dopuszczają maksymalnie 8 kilogramów bagażu podręcznego. A UIA tylko 7 kilogramów.
Nie jest to martwy przepis. Jeśli latacie na przykład na pokładzie PLL LOT, nie raz pewnie widzieliście, jak wymiary i waga bagażu podręcznego na Lotnisku Chopina są faktycznie kontrolowane, a za przekroczenie norm bagażu podręcznego trzeba płacić.
fot. Fly4free.pl
