Ryanair dalej będzie karał zbuntowane lotniska. Zyska na tym Polska, głównie kosztem Europy Zachodniej!
Ryanair rośnie w Polsce jak na drożdżach – w tym roku chce na naszych lotniskach przewieźć ponad 18 mln pasażerów. Polska jako rynek rozwijający się cieszy się dużymi względami irlandzkiego przewoźnika, choć warto też dodać, że nie wszędzie Ryanair jest równie łaskawy, jeśli chodzi o plany rozwojowe. Co jakiś czas irlandzka linia wysyła więc sygnały niezadowolenia do wybranych lotnisk, wskazując na zbyt wysoki poziom opłat lotniskowych i sugerując, że jeśli nie zostaną one obniżone, przewoźnik będzie musiał ograniczyć stąd swoją ofertę. I często faktycznie tak się dzieje – na naszym rynku mamy choćby lotnisko w Modlinie, choć mamy też przykłady z zagranicy, jak choćby Szwecja, gdzie Ryanair zamknął wszystkie trasy krajowe, czy niedawno ogłoszone zamknięcie dużej bazy operacyjnej (3 samoloty) we francuskim Bordeaux.
Limassol od 2465 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Side od 2772 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Kreta Zachodnia od 2542 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Wrocław)
Ryanair stosuje tu doskonale znaną przez lotniska taktykę szantażu. Za każdym razem wskazując, że jeśli jakieś lotnisko nie chce zaproponować linii bardziej atrakcyjnych warunków, przeniesie swoje samoloty tam, gdzie te warunki po prostu będą lepsze. Teraz ta strategia będzie jeszcze bardziej aktualna – w świetle bieżących planów irlandzkiej linii.
– Musimy pamiętać, że po zakończeniu obecnej dostawy od Boeinga czekają nas praktycznie 2 lata przerwy w dostawie nowych samolotów, bo nowe Boeingi 737 MAX 10 dostaniemy dopiero w 2027 roku. Będziemy więc pewnie przesuwać samoloty pomiędzy istniejącymi bazami operacyjnymi, ale tylko w ograniczonym zakresie. Po stronie lotnisk jest to więc ostatni moment na zabezpieczenie wzrostu liczby samolotów i pasażerów. Większość lotnisk o tym wie i jest już mocno zaawansowana w negocjacjach – mówi w rozmowie z Fly4free.pl Michał Kaczmarzyk.
Jak to wygląda w praktyce? W przyszłym roku cała grupa Ryanair (a więc nie tylko Buzz) otrzyma 47 nowych samolotów od Boeinga. Oczywiście, zakładając, że Amerykanie znów nie wyłożą się z terminowością dostaw.
Czy to oznacza, że możliwe są kolejne sytuacje jak w przypadku Bordeaux, gdzie zamknięcie bazy spowoduje przeniesienie części samolotów np. do Polski?
– Dokładnie tak. Chociaż nie ukrywam, że jeżeli wchodzi o nasz region Europy Środkowo-Wschodniej, będziemy walczyć o to aby zwiększać flotę, co roku dokładając przynajmniej po kilka samolotów w naszych bazach. Jeżeli się to uda, będzie się to działo kosztem baz w Europie Zachodniej – mówi Kaczmarzyk.
Szef Buzza nie ukrywa przy tym, że w niektórych krajach irlandzka linia może zanotować stagnację lub nawet spadek oferowania.
– W tej chwili trwają prace nad rozkładem i planem alokacji nowych maszyn pomiędzy liniami lotniczymi wchodzącymi w skład Grupy Ryanair. Będą na pewno rynki, na których w kolejnych latach nie będzie wzrostów. Natomiast my mamy ambitny plan, żeby Europa Środkowo-Wschodnia kontynuowała wzrosty, najlepiej w dwucyfrowym tempie – mówi szef Buzza.
Dlaczego my, a nie Europa Zachodnia?
– Bo to ciągle rynek rozwijający się, z dużą perspektywą wzrostu. Nasycenie rynku jest sporo mniejsze niż w Europie Zachodniej. Widać to wyraźnie po początku sezonu letniego. Kwiecień i maj notują kolejne rekordy w liczbach przewiezionych pasażerów w naszej części Europy. W tym samym czasie rynki Europy Zachodniej wymagały stymulacji. Obserwujemy też rosnące zainteresowanie regionem ze strony turystów zagranicznych. Obserwując trendy w Europie Zachodniej (ograniczenia dla turystów) spodziewamy się, że część ruchu turystycznego, szukająca nowych kierunków, naturalnie spojrzy w naszą stronę. Polska jest wciąż rynkiem, który czekają lata szybkich wzrostów, a my jako lider tego rynku, chcemy się do tego przyczynić – mówi Kaczmarzyk.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?