Rekordowo drogie loty? Nie! LOT kusi promocyjnymi biletami, których cena… praktycznie nie zmieniła się od 2 lat
„Szalona Środa”: leć do Wilna, Pragi i Tallina od 373 zł
O najnowszej edycji „Szalonej Środy” pisaliśmy rano na łamach Fly4free.pl. W ramach najnowszej promocji LOT możemy polecieć w maju i czerwcu z Warszawy i szeregu polskich lotnisk regionalnych od 373 zł do Wilna, Rygi oraz Tallinna. Same kierunki są tu kwestią wtórną, jednak na ciekawą rzecz zwrócił uwagę na forum Fly4free.pl użytkownik bm-bam. Wskazał on bowiem, że promocyjne ceny biletów na tych samych trasach i w tym samym okresie były dostępne 2 lata temu w praktycznie tych samych cenach – wówczas promocyjne ceny lotów do Wilna i Rygi kosztowały 379 zł, a do Tallina 429 zł. Sprawdziliśmy, faktycznie tak było. Co z tego wynika?
Korfu od 2517 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Modlin)
Ayia Napa od 2444 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Radom)
Ayia Napa od 2269 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Radom)
Linie próbują pobudzić popyt mimo drogiej ropy
To tylko przykład, który jednak świetnie pokazuje obecną sytuację na rynku. Z jednej strony mamy więc obawy o brak paliwa lotniczego (choć jak pisaliśmy wczoraj na Fly4free.pl, są one kompletnie nieuzasadnione) i wysokie ceny biletów z powodu drogiej ropy (choć trzeba przyznać, że w ostatnich dwóch tygodniach cena baryłki znacząco spadła), które powodują niepewność ze strony podróżnych. To zaś negatywnie wpływa na popyt, zwłaszcza w obecnym okresie jeszcze przed szczytem sezonu turystycznego. W efekcie ceny biletów – choć teoretycznie powinny mocno zdrożeć – w praktyce stoją w miejscu, bo linie lotnicze muszą stymulować zainteresowanie ze strony pasażerów. Mało tego, zdarzają się przypadki, gdy jest taniej niż rok temu, a ostatnio zaobserwowaliśmy nawet zaskakujący powrót… biletów za 1 euro.
Czy ten stan rzeczy długo się utrzyma?
Rynkowa niepewność może skłonić przewoźników do tego, by jeszcze przez jakiś czas utrzymywać ceny na stabilnym poziomie, ale nie będą tego w stanie robić długo. Niezależnie od dalszego rozwoju kryzysu na Bliskim Wschodzie i trudnej sytuacji z paliwem lotniczym (deeskalacja i odblokowanie cieśniny Ormuz lub alternatywny plan Komisji Europejskiej i sprowadzanie części potrzebnego paliwa z innych miejsc na świecie), linie lotnicze będą podnosić ceny przed szczytem sezonu wakacyjnego, a jedynie pytanie brzmi – o ile. Dlaczego? Częściowo będzie to związane ze spadkiem podaży, czyli anulowaniem części połączeń przez przewoźników, w połączeniu z naturalnym wzrostem popytu na wakacyjne kierunki. A dodatkowo w sytuacji, gdy popyt na takie kierunki jak Bliski Wschód czy Azja jest obecnie mniejsze, można się spodziewać wyższego zainteresowania (i w efekcie większego wzrostu cen) lotami do niektórych krajów południa Europy jak m.in. Włochy, Hiszpania czy Grecja.
Na razie jednak wyraźnie widzimy, że sytuacja cenowa jest zaskakująco stabilna.