Wygoda czy przepłacanie? Przetestowałem klasę Premium Economy w LOT na 11,5-godzinnym locie do San Francisco
Premium Economy maszynką do zarabiania pieniędzy
Nie tak wygodnie jak w biznesie, ale zdecydowanie bardziej komfortowo niż w klasie ekonomicznej i to za rozsądne pieniądze – tak w skrócie można podsumować klasę Premium Economy, która cieszy się niesłabnącą popularnością wśród pasażerów oraz… przewoźników. Dość powiedzieć, że nawet linia Emirates prowadzi teraz program modernizacyjny swojej floty, którego jednym z głównych punktów jest właśnie wprowadzenie tej klasy do jej samolotów. Powód? Oczywiście finanse. Kilka lat temu Lufthansa chwaliła się, że jej przychód w klasie Premium Economy w przeliczeniu na metr kwadratowy powierzchni w samolocie jest o 39 procent większy niż w klasie biznes. Jak wygląda lot klasą Premium Economy na pokładzie LOT i na jakie udogodnienia mogą liczyć pasażerowie? Sprawdźmy.
Złote Piaski od 1420 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Wrocław)
Riwiera Albańska od 2018 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Rodos od 2609 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Na początek kilka informacji porządkowych
Klasa Premium Economy w LOT-owskich Dreamlinerach składa się z 21 foteli ustawionych w układzie 2-3-2. Decydując się na lot w tej taryfie, możemy nadać 2 sztuki bagażu po 23 kilogramy każdy oraz bagaż podręczny o wadze do 10 kilogramów i wybrany przedmiot osobisty. O tym, że jest wygodniej, przekonujemy się już na lotnisku – odprawić się na lot i nadać bagaże możemy na dedykowanym stanowisku dla pasażerów premium i klasy biznes, a w cenie biletu mamy też Fast Track. Niestety, bilet w taryfie premium nie obejmuje wstępu do saloniku lotniskowego.
Kilka słów o fotelu
Fotele w klasie Premium Economy są wygodne i przestronne, choć widać już po nich oznaki zużycia. Ze specyfikacji wynika, że przestrzeń między rzędami wynosi 38 cali, a więc 96,5 cm (dla porównania: w klasie ekonomicznej to 31-32 cale), można więc całkiem wygodnie wyciągnąć nogi i cieszyć się podróżą.
Oczywiście nie da się jak w biznesie wyregulować fotela do pozycji łóżka, ale można go wygodnie pochylić o kilkanaście centymetrów. W połączeniu z podnoszonym podnóżkiem można dzięki temu spokojnie naładować akumulatory i zapaść w spokojny sen.
Przed startem
Po sprawnym boardingu kieruję się do swojego fotela. Znajduję tam standardowy zestaw, czyli słuchawki, koc i poduszę, a także butelkę wody i kosmetyczkę z niezbędnymi przyborami do odświeżenia się: jest pasta i szczoteczka do zębów, krem do twarzy i rąk oraz opaska na oczy.
Jeszcze przed startem pasażerowie Premium Economy otrzymują powitalny napój: do wyboru jest szampan, woda lub sok. Oprócz tego dostajemy też małą przekąskę na zaostrzenie apetytu.
Samolot w końcu startuje, a my możemy się zająć testowaniem systemu rozrywki pokładowej. Jest on dość intuicyjny – wysuwanym z podłokietnika ekranem możemy sterować dotykowo lub za pomocą specjalnego pilota. W systemie rozrywki pokładowej znajdziemy ok. 100 filmów, seriali, a także muzykę czy nawet programy popularnonaukowe.
Jest to typowa mieszanka klasyki (głównie amerykańskiego) kina, polskie filmy (które co ciekawe – są zdecydowanie najchętniej oglądane na pokładach Dreamlinerów przez pasażerów) i hollywoodzkie nowości – z najnowszych pozycji LOT oferował np. nową ekranizację „Wichrowych Wzgórz”, która miała swoją kinową premierę w lutym.
W systemie rozrywki pokładowej możemy też oczywiście oglądać mapy i na bieżąco śledzić nasz lot. Jako entuzjasta lotnictwa na pierwszy ogień wybrałem koszulę bliższą ciału i film, w którym w dość ważnej roli występuje lotnisko w Radomiu 😉
Posiłki
Po kilkunastu minutach od startu zaczyna się pierwszy serwis, czyli obiad. Do wyboru mamy pierś z kurczaka z kluskami śląskimi lub wegetariańską lasagne. Do tego sałatka, wędzony łosoś na zimno i brownie na deser. Całość prezentuje się poprawnie, dania są bardzo estetycznie podane na porcelanie, w smaku też niczego nie można zarzucić, choć trudno tu o zachwyty – najtrafniejszym terminem jest znany skądinąd zwrot „samolotowe jedzenie”.
Uprzedzając fakty: tak prezentowała się kolacja, podana na nieco ponad godzinę przed lądowaniem. Przez cały czas pasażerowie mają też dostęp do napojów i przekąsek: na stanie są m.in. orzeszki, wafelki czy krówki.
Kilkadziesiąt minut po posiłku w samolocie przygaszane są światła – część pasażerów zapada w sen, reszta buszuje po systemie rozrywki pokładowej.
Bonus: Niesamowite widoki na Grenlandię!
Kto nie spał, ten mniej więcej w połowie lotu miał okazję podziwiać – zachęcony przez pilota – lądolód grenlandzki. Grenlandia oglądana z góry wyglądała niesamowicie, a spektakl ten można było podziwiać przez dobre kilka minut, z czego skwapliwie skorzystała część podróżnych.
Czas lądować
Nieco ponad godzinę przed lądowaniem ponownie zapalane są światła w kabinach i zaczyna się drugi serwis, czyli w tym przypadku kolacja. Dodatkowo oprócz napojów serwowana jest kawa lub herbata. Samo lądowanie przebiega bez komplikacji, choć trwa dłużej niż zakładaliśmy – samolot musiał bowiem kołować w powietrzu przez dobre 40 minut ze względu na duże natężenie ruchu na lotnisku w San Francisco.
Po lądowaniu udaliśmy się do kontroli paszportowej i szczęśliwie nie musimy długo czekać. Następnie udajemy się do zlokalizowanego w terminalu Aviation Museum na uroczystą inaugurację nowej trasy. Swoją drogą – jeśli będziecie mieli chwilę czasu po wylądowaniu, to gorąco polecam to miejsce. To mus dla każdego fana lotnictwa – w środku znajdziecie między innymi archiwalne plakaty reklamujące nowe trasy i linie lotnicze, miniatury samolotów i inne artefakty, a wszystko we wnętrzach stylizowanych na starą poczekalnię lotniska w San Francisco.
Premium Economy w LOT. Czy warto?
Wszystko jest oczywiście kwestią ceny, jaką musimy zapłacić za bilet. Z jednej strony trudno się przyczepić do komfortu podróży i – przede wszystkim – świetnej obsługi, która od lat jest znakiem rozpoznawczym LOT. Z drugiej strony wyraźnie widać, że produkt ten jest już dość solidnie wysłużony i tak jak w przypadku klasy biznes – zdecydowanie przyda mu się retrofit. Ten rozpocznie się już pod koniec tego roku, gdy „na warsztat” trafią dwie pierwsze ósemki.
Co zmieni się w klasie Premium Economy po retroficie?
Z zapowiedzi przewoźnika wynika, że w klasie ekonomicznej premium pojawią się zupełnie nowe fotele firmy Recaro (model PL3530) oraz nowe ekrany do systemu rozrywki pokładowej w rozdzielczości 4K o przekątnej 13,3 cala. Narodowy przewoźnik obiecuje też więcej miejsca na rozłożenie nóg, co ma też praktyczne zastosowanie – lądując w środkowym fotelu będzie można łatwiej przedostać się do alejki. Po retroficie wszystkie Boeingi 787-8 będą też miały dostęp do internetu – mój test samolotowego Wi-Fi na pokładzie narodowego przewoźnika możecie przeczytać tutaj.
LOT nadgoni więc zaległości w stosunku do swoich konkurentów, co jest absolutną koniecznością. Dobrze, żeby w ślad za dobrym serwisem stał też lepszy produkt niż to, co od momentu wejścia do służby kilkanaście lat temu jest już nieco nadgryzione zębem czasu.
***
W inauguracyjnym rejsie LOT z Warszawy do San Francisco uczestniczyłem na zaproszenie Polskich Linii Lotniczych LOT. Przewoźnik w żaden sposób nie wpłynął na treść powyższej publikacji.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?