Pamiętasz „cud na rzece Hudson”? Opowieść o zwyczajnym bohaterstwie
Był 15 stycznia 2009 roku, godzina 15.26. Rejsowy Airbus A320 linii US Airways wystartował z nowojorskiego lotniska LaGuardia w kierunku Charlotte. Jednak już po kilku minutach, o godz. 15.31 samolot zderzył się z kluczem dzikich gęsi i stracił moc w obu silnikach. W związku z tym, Sullenberger podjął decyzję o awaryjnym lądowaniu na wodzie na nieoblodzonej tafli rzeki Hudson. Ryzykowny manewr zakończył się powodzeniem, żadnemu ze 155 pasażerów nic się nie stało. „Sully” został obwołany bohaterem, a samo lądowanie przeszło do historii jako „cud na rzece Hudson”.
Ale w najnowszym filmie Clinta Eastwooda (w którym tytułową rolę gra Tom Hanks) równie ważne, a może nawet ważniejsze jest to, co działo się dalej – to sprawa przed Narodową Radą Bezpieczeństwa Transportu. Na podstawie zeznań kapitana i innych świadków miała ona zdecydować czy pilot nie mógł np. zawrócić na inne lotnisko i czy decyzja o awaryjnym lądowaniu nie była zbyt dużą brawurą z jego strony.
Szczegóły tamtego zdarzenia i zeznania Sullenbergera znajdujemy w tekście opublikowanym na portalu gazeta.pl.
Wynika z niego, że pilot miał bardzo krótki czas na reakcję. Z zapisu czarnej skrzynki dowiadujemy się, że od informacji do wieży kontrolnej o awarii do samego lądowania upłynęły tylko 4 minuty.
Pierwotnie samolot miał wracać na lotnisko LaGuardia. Kontroler ruchu lotniczego Patrick Harten natychmiast zaproponował pas numer 13. Pierwszy, do którego samolot mógł dolecieć.
W nagraniach słychać zdenerwowanie pilota i kontrolera – obaj mylą numer lotu, który ma awaryjnie wracać na lotnisko.
Sytuacja była jednak poważna – utrata mocy w obu silnikach zdarza się bardzo rzadko. Można podjąć próbę ich ponownego uruchomienia, ale akurat w tym przypadku uległy one trwałemu uszkodzeniu, nie było to więc możliwe.
Stąd „Sully” podjął samodzielną decyzję o lądowaniu na rzece.
– Od początku zdawałem sobie sprawę, że jedynym rozwiązaniem było dla nas awaryjne lądowanie na rzece. Nie wahałem się – opowiadał po latach pilot.
Akcja ratunkowa przebiegła błyskawicznie – promy i holowniki z pobliskiego portu wyciągnęły ludzi na brzeg po godzinie, a cała akcja ratunkowa zakończyła się o 16.55.
Ale dla Sully’ego powrót do normalności nie był łatwy. Cierpiał na zespół stresu pourazowego – miał podwyższone ciśnienie, nie mógł spać w nocy. No i jeszcze to śledztwo, które ciągnęło się przez 15 miesięcy.
– To był dla mnie bardzo trudny okres, bo na szali była cała moja zawodowa reputacja – tłumaczył po latach.