Fly4free.pl

„Przyjeżdżając do Polski zachowaj szczególną ostrożność”. Sprawdzamy, co grozi turystom w naszym kraju

turyści w krakowie
Foto: krakow.poland / Shutterstock

Kieszonkowcy, rasiści, oszuści i kluby, które ściągną z twojej karty równowartość średniej klasy samochodu. Tak nasz kraj widzi brytyjski MSZ. Przed czym jeszcze ostrzegają swoich rodaków zagraniczne strony? I jakie zagrożenia czyhają na obcokrajowców w rzeczywistości? Sprawdźmy.

W ostatnich tygodniach – czy to w zagranicznych mediach czy w oficjalnych państwowych portalach dla osób wybierających się za granicę – pojawiły się ostrzeżenia przed przyjazdem do Polski. Oczywiście żadne z nich nie miało rodzaju tych najgroźniejszych typu „nie podróżuj”, ale już „zachowaj szczególną ostrożność” jak najbardziej. I choć większość z nich miała związek z zaplanowanym Marszem Niepodległości, postanowiliśmy przy okazji sprawdzić, przed czym ministerstwa spraw zagranicznych w innych państwach przestrzegają w kontekście Polski przez cały rok.

Co ich tu spotka w teorii?

Na stronach brytyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych, w których możemy znaleźć ostrzeżenia i rady dotyczące wyjazdów do Polski, także widnieje informacja o zachowaniu szczególnej ostrożności. Ale co poza tym?

– Zdarzają się przestępstwa wobec obcokrajowców, a w niektórych przypadkach ataki były motywowane rasowo. Powinieneś także zwracać uwagę na możliwość ulicznej przestępczości i drobnych kradzieży, a cudzoziemcy mogą wydawać się intratnymi celami – czytamy w zaleceniach. – Ataków terrorystycznych w Polsce nie można wykluczyć.

Ministerstwo ostrzega także przed nielicencjonowanymi taksówkami na lotniskach i poleca korzystanie jedynie z tych oficjalnych oraz zaleca sprawdzanie rachunków w barach i klubach. Dodatkowo trzeba uważać na własne pijaństwo, co akurat jest cenną i całkiem słuszną radą.

Nie zostawiaj napojów ani jedzenia bez opieki i strzeż się przyjmowania napojów od przypadkowych znajomych – brzmi jedno ze zdań. – Jeśli okaże się, że jesteś pijany w miejscu publicznym, możesz zostać przewieziony do przychodni, w której lekarz lub pielęgniarka dokonają medycznej oceny. Nie zostaniesz wypuszczony, dopóki nie wytrzeźwiejesz, a to może wymagać noclegu. Będziesz musiał zapłacić za koszt pobytu – ostrzega ministerstwo.

Artykuły w zagranicznej prasie skupiają się przede wszystkim na oszustwach, kradzieżach, wszelkich nieuczciwych klubach, które będą próbowały wykorzystać twoje upojenie alkoholowe do nabicia gigantycznego rachunku. Wspominają o rasistowskich czy homofobicznych atakach, ale także o tradycyjnym i mocno kultywowanym stawaniu w obronie kobiet.

Równocześnie ministerstwo dość dyplomatycznie zwraca uwagę, że w kwestiach środowisk LGBT „większość Polaków jest dość tradycyjna w swoich poglądach”. Będąc jednak sprawiedliwym i obiektywnym trzeba dodać, że w ogólnych radach informują również, że większość wyjazdów przebiega bezproblemowo. Chociaż tyle.

Jak sobie to wyobrażają?

Czytam, czytam i zastanawiam się, jak wiec miałoby to wszystko wyglądać. I wyobrażam sobie mniej więcej tak. Przyjeżdża taki Brytyjczyk do Polski, wysiada z Ryanaira na Kraków Airport, ściska swój niewielki bagaż podręczny i już od pierwszego kroku boi się, że go taksówkarz oszuka. Więc zgodnie z zaleceniami wsiada do oficjalnej taksówki lotniskowej i za kurs do centrum zapłaci raptem 69 PLN. Niby każdy w Krakowie wie, że drożej by było chyba tylko dorożką, ale przynajmniej nikt go nie oszukał.

Potem jedzie z kolegami na upragniony wieczór kawalerski, po którym można byłoby nakręcić kolejną część Kac Vegas z podtytułem Gniew Boży. Budzi się z ograbioną do cna kartą kredytową, na izbie wytrzeźwień i siniakami, które zdobył chwaląc się swoim brytyjskim akcentem. STOP.

Serio? Bo mieszkając w Krakowie widzę dzikie tłumy obcokrajowców – od tych, co przyjechali prosto spod Pałacu Buckhingham, przez sąsiadów zza zachodniej i wschodniej granicy, Włochów, Hiszpanów i Portugalczyków, których ściągnęli koledzy z Erasmusa, aż po pół Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które z sukcesem zwozi tu bezpośrednie połączenie FlyDubai.

I wiecie co widzę? Cały stos poważnych zagrożeń i stresu. Bo nie wiedzą, jak zdążyć zobaczyć wszystkie atrakcje, kiedy odhaczyć wszystkie najfajniejsze restauracje, na co najpierw wydać pieniądze, od której strony zacząć robić zdjęcia. W dodatku większość dużych miast ścisłe centrum ma tak skonstruowane, że trzeba zwiedzać na piechotę. Albo Tatry… Wiecie, jak się łatwo w górach zmęczyć? Albo na Mazurach jak trzeba żeglować? Tam można złapać zadyszkę albo nawet się zzipać i nikt o tym nie ostrzega! No któż to widział tak ludzi narażać?!

turyści w tatrach
Foto: Mike Pellinni / Shutterstock

Wypatrując hejnalisty na wieży Mariackiej albo koziołków na Starym Rynku w Poznaniu, kark można wygiąć aż nadto i potem tylko ból i płacz zostaje. Zwiedzając Fabrykę Schindlera w Krakowie albo spacerując po tamtejszym Kazimierzu, zaglądając do Muzeum Powstania Warszawskiego w stolicy czy Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku czy jadąc do byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz – Birkenau, można zupełnie przypadkiem, w przystępnej – choć dającej do myślenia – formie dowiedzieć się czegoś o skomplikowanej i trudnej historii Europy i świata. Nie daj Boże, ktoś zburzy wizję, którą obcokrajowiec pielęgnował w sobie od lat. I jak z tym później żyć?

Ci bardziej rozrywkowi mogą przepaść w czeluściach licznych kawiarni, pubów, knajpek większych i mniejszych, z których każda ma swój niepowtarzalny klimat i dla większości obcokrajowców ma ceny śmiesznie niskie. Zresztą najlepszym przykładem niech będzie Mario Balotelli, piłkarz włoskiej reprezentacji, który jak wyszedł z hotelu w podkrakowskiej Wieliczce po przegranej z Hiszpanami nocną porą, tak znalazł się dopiero rano, choć szukał go trener i wszystkie media, a jego zdjęcie z kebabem do dziś zdobi jeden z okołorynkowych lokali.

No i o zgrozo wszystko tu inne niż miało być. Miało być szaro, buro, komunistycznie – z pijakami i złodziejami na każdym kroku. Tymczasem można się tu nieźle zdziwić, co opisywaliśmy rok temu korzystając z uprzejmości naszych zagranicznych znajomych. Szok i zdziwienie towarzyszą im niejednokrotnie. A te dwa uczucia mogą prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych. I zmarszczek, jak człowiek czoło wygina w podkówkę na każdym roku. Nikt ich przecież nie chce.

A najgorzej jak tacy obcokrajowcy jeszcze mają w Polsce znajomych albo trafili na świetnego gospodarza z couchsurfingu czy innych społecznościowych cuda-wianków. To tak naprawdę oni, podstępni zdrajcy stwarzają największe zagrożenie. Oddajesz się w ich ręce, masz nadzieję, że przeprowadzą cię przez tutejszą skomplikowaną rzeczywistość pełną kombinowania, załatwiania i psocenia, a oni co?

Dawaj cię poznawać z koleżankami, w których się można zakochać tak, że nagle przeprowadzka do Polski wydaje się być spełnieniem marzeń. Zapewne też zabiorą na imprezę, po której pierwszy raz w życiu wypowiesz słowa: „więcej nie piję”. A po wszystkim jeszcze wezmą na tradycyjny obiad do babci, żebyś trochę polskiej kultury zaznał.

I jak już zjesz pierogi, gołąbki, naleśniki i kilka krokietów, przepijesz dwoma kieliszkami domowej naleweczki – dla zdrowotności, wiadomo – to się wreszcie okaże, że ziemniaki już gotowe, a na stół wjadą w akompaniamencie kotletów schabowych i przynajmniej trzech dodatków – kapusty, buraczków i mizerii. Oczywiście pod warunkiem, że talerze po rosole już wyczyszczone. Legenda o Smoku Wawelskim nie wzięła się znikąd. Jeśli obiad u babci nie zniszczy turysty, to już nic mu nie będzie grozić. Przetrwa wszystko. I O TYM MEDIA MILCZĄ!

Foto: ELEPHOTOS / Shutterstock

Realne groźby

I tak. Mamy kieszonkowców, nieuczciwych taksówkarzy, agencje turystyczne sprzedające wycieczki dwa razy drożej niż podpowiadałaby przyzwoitość albo nieuczciwe knajpy reklamowane przez miłe panie z parasolkami, do których wejście jest niczym finansowe samobójstwo. Tylko że to wszystko mają też w Londynie, Lizbonie, Bangkoku, Berlinie, Nowym Jorku.

U nas dodatkowo zdarzają się jeszcze podrabiane oscypki czy obwarzanki, ryba zważona z panierką w nadbałtyckiej smażalni, bo cena w menu za 100 g, a specem od marketingu jest tu symboliczny Janusz oraz grillowana kiełbasa na jarmarku świątecznym w cenie, jakby ją sami Trzej Królowie dostarczyli razem z mirrą, kadzidłem i złotem.

Tak, niektórzy (nieliczni?) ludzie wciąż mają poglądy tu rodem sprzed 200 lat i lentilki w głowie, ale równocześnie miliony są świetną wizytówką naszego państwa. Jeszcze nie wszyscy mówią biegle w dwóch językach, a w dodatku często jeździmy po drogach szybciej niż można. Czasem zamiast przyznać, że nie znamy trasy i angielskiego wystarczająco dobrze, ktoś z nas przytaknie dla zasady i wprowadzi w błąd. Na szczęście mamy też piękne tradycje, fenomenalne krajobrazy, świetne hotele, zadbane zabytki, sycącą i smaczną kuchnię, gigantyczną ofertę kulturalno-rozrywkową.

To wszystko przyciąga do naszego kraju ponad 18 mln turystów rocznie. Wielu z nich chce tu wrócić. Jeszcze więcej przyznaje, że Polska przerosła ich oczekiwania. Namieszaliśmy im w głowach, często zachwyciliśmy, nieraz zaskoczyliśmy i wielokrotnie ugościliśmy najlepiej jak potrafimy. I oby to zawsze było największe zagrożenie, jakie na nich czeka w rzeczywistości. Wtedy z całą świadomością, nawet zeznając pod przysięgą, możemy powiedzieć wprost.

Winny, wysoki sądzie.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Super artykuł, doceniam autora :)
dar_kozlowski, 16 listopada 2018, 21:06 | odpowiedz
Avatar użytkownika
W końcu ktoś odważył się napisać bez kompleksów - prawdę
pablo1603, 16 listopada 2018, 21:11 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Dla Brytoli powinno być dodane jeszcze jedno ostrzeżenie: „w Polsce możesz spotkać ludzi bez tatuażu”(rzecz dla nich niewyobrażalna)
Voyager503, 16 listopada 2018, 21:41 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Dodatkowo uwaga : w Tym kraju są ludzie super pracowici, przyjaźni,mili i żyją bez zasiłków.(??) No i jest bezpieczniej niż u was i można płacić telefonem ( e?) no i nie trzeba udawać picia herbaty . 
BOCIANXX, 17 listopada 2018, 0:51 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Fajny artykuł, bez kompleksów!
DMW, 20 listopada 2018, 1:53 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »