Polskie lotniska uczą się od najlepszych. Zaczynają „rozpieszczać” pasażerów
Ileż to lat marzyliśmy o drobnych rzeczach ułatwiających spędzanie czasu na lotnisku. Poidełka, ciekawe place zabaw, wygodne krzesła w odpowiedniej liczbie – to wszystko było zagranicznym standardem, do którego w naszych portach polski pasażer mógł jedynie tęskno wzdychać. Ale czasy się zmieniają, a lotniska w końcu zrozumiały, że nawet drobne gesty wobec pasażerów potrafią mieć ogromne znaczenie. Zobaczcie, jak wiele zmieniło się w ostatnich latach.
Fotele z funkcją masażu dostępne bez opłat, basen z widokiem na płytę lotniska, zjeżdżalnia, sala kinowa, piwo z własnego browaru, a nawet lodowisko czy wodospad – każdą z tych atrakcji możecie spotkać na największych i najciekawszych lotniskach świata. W Polsce droga do wybudowania mega lotniska, które mogłoby oferować chociaż część rozrywek znanych z Singapuru, Seulu czy Tokio jeszcze daleka. Choć plany dotyczące CPK są ambitne, na razie możemy tylko snuć idealistyczne wizje o tym, jak lotnisko będzie wyglądać, czym ugości pasażerów i czy w ogóle będzie miało szansę stawać w szranki z najlepszymi.
Dlatego póki co, najważniejsze dla pasażerów jest to, co już istnieje. Tu i teraz. Fajnie myśleć o CPK jak o drugim Changi, ale na razie pozostaje nam m.in. coraz bardziej zapchane lotnisko Chopina czy Kraków Airport, blokowany w rozwoju Modlin czy niewielki port w Katowicach, który naprawdę potrzebuje zmian. Jednak mimo wszystkich trudności, trzeba przyznać, że polskie lotniska walczą o komfort pasażera. Nawet, jeśli budżet nie pozwala na wybudowanie własnego wodospadu a strefa klimatyczna nieco przeszkadza w pomysłach typu odkryty basen.
A ponieważ nie są to wielkie, spektakularne zmiany, a jedynie kolejne kroczki w ulepszaniu przestrzeni, mogliście w ogóle nie zauważyć, że się pojawiły. A przecież takie pomysły trzeba doceniać!
Woda od lotnisku, 7 zł w kieszeni
Jedną z najbardziej irytujących rzeczy na polskich lotniskach jest cena butelkowanej wody. Od kiedy zmieniły się przepisy, a przez kontrolę bezpieczeństwa nie mogą przejść żadne płyny powyżej 100 ml, sklepy bezcłowe kasują nas jak za zboże. 7 a nawet 9 zł to widok za butelkę wody mało kogo już dziwi, choć również mało kogo nie denerwuje. I mimo licznych zapowiedzi, że obecne przepisy już niedługo się zmienią, mimo setek pomysłów na uregulowanie ceny wody na lotnisku, sytuacja wciąż jest jaka jest.
Na szczęście wreszcie – wzorem innych lotnisk na całym świecie – polskie porty zaczęły montować tzw. poidełka, czyli ogólnodostępne kraniki z wodą pitną. Spragnieni pasażerowie mogą korzystać z udogodnienia bez ograniczeń. Często też bez problemu mogą uzupełnić własną butelkę – rozwiązanie jest więc ekonomiczne i ekologiczne.
Pierwsze poidełka pojawiły się na lotnisku Chopina we wrześniu 2017 roku.
– W skali świata nie jest to z pewnością nowe rozwiązanie, ale cieszymy się, że możemy wyjść naprzeciw oczekiwaniom naszych pasażerów, którzy od dawna pytali o taką możliwość. Jesteśmy pierwszym lotniskiem w Polsce, które wprowadziło takie poidełka i mamy nadzieję, że inne lotniska w Polsce pójdą tą drogą – mówił Hubert Wojciechowski, ówczesny dyrektor Biura Marketingu i PR Lotniska Chopina.
Jednak w ostatnim roku mamy dosłownie wysyp poidełek. W styczniu 2019 roku postawiło je lotnisko w Krakowie, w czerwcu w Poznaniu, a miesiąc później były już też w Katowicach. Cierpliwie czekamy aż staną się standardem we wszystkich portach.
Oddychaj, wszystko będzie dobrze!
Woda to jednak nie wszystko. W ostatnich miesiącach polskie lotniska postanowiły na różne sposoby zadbać także o spokój ducha pasażerów. W lipcu tego roku na Okęciu pojawił się np. kiosk samoobsługowy, dzięki któremu możemy wykupić usługę Fast Track (czyli przejście kontroli bezpieczeństwa w innym miejscu, najczęściej bez kolejki), wejście do jednego z 3 salonów Executive Lounge lub obydwie te usługi w formie jednego wejścia Business Pass Premium.
W Krakowie już od stycznia 2018 pasażerowie mogą za to skorzystać z ogólnodostępnej drukarki. Komu choć raz na gwałt była potrzebna papierowa karta pokładowa ten wie, jak bardzo taki sprzęt może się przydać. Niestety proces wydruku nadal jest dość skomplikowany – płatność jest możliwa tylko kartą, a plik trzeba wcześniej przesłać na adres mailowy lub przez specjalną aplikację. W przypadku rozładowanego telefonu, sprawa jest więc bardzo utrudniona. Zawsze jednak lepsze to niż nic.
Ale to udogodnienia przydatne głównie w kryzysowych sytuacjach. Tymczasem sposobów na relaks na lotniskach przybywa i coraz częściej salonik nie jest jedyną opcją, by wygodnie odpocząć. W tym miesiącu krakowskie lotnisko wreszcie stworzyło specjalną strefę drzemki. Znajdziecie tam kilka lotniskowych krzeseł-leżaków, na których możecie odpocząć o wiele wygodniej niż na zwykłym krześle. Obok każdego z nich znajduje się także gniazdko, dzięki któremu przy okazji naładujecie też swoją elektronikę.
Na najbardziej zestresowanych pasażerów czekają jeszcze dwie dodatkowe opcje – relaksujące ćwiczenia fizyczne, które prowadzi współpracująca z lotniskiem firma i Zen – specjalnie wyszkolony pies, który pomaga się uspokoić.
– Krótkie sesje ćwiczeń odbywają się w poniedziałki i piątki w godzinach 10:00 – 13:00 – czytamy na stronie Kraków Airport.
Jeśli zaś chodzi o psa, to ten uroczy czarno-biały border collie pojawia się w hali odlotów w poniedziałki i wtorki. Początkowo akcja miała odbywać się tylko w wakacje, ale Zen wciąż czuwa na lotnisku i pomaga niespokojnym pasażerom.
– Dzięki kontaktom z psem obniża się poziom kortyzolu oraz zwiększa wydzielanie oksytocyny, a to w konsekwencji człowiek staje się bardziej spokojny – tłumaczyła w rozmowie z nami Katarzyna Harmata, opiekun psa. – Część osób przychodzi do nas z własnej inicjatywy, ale do części to my podchodzimy. Jeśli widzę, ze ktoś jest zestresowany, jakieś dziecko płacze, to proponuję wspólną zabawę – opowiadała.
I inne atrakcje
Chcecie więcej atrakcji? Żaden problem. Słyszeliście już o Fun Zone? Strefa z grami i zabawami dla pasażerów krakowskiego lotniska była tworzona stopniowo.
– Najpierw w czerwcu 2018 roku była Strefa Kibica, gdzie pasażerowie mogli oglądać na żywo mecze na dużym monitorze. Po Mistrzostwach Europy został stół do piłkarzyków. Potem powstało pole do zapomnianej już nieco gry w klasy, szachy XXL oraz gra w kółko i krzyżyk – opowiada Natalia Vince, rzecznik Kraków Airport. – Z czasem dołożyliśmy również stół ping-pongowy, który cieszy się aktualnie największą popularnością, a ostatnio również grę w Twistera.
Co ważne pracownicy lotniska cały czas dbają o Strefę Rozrywki tak, by panował w niej porządek. Jednocześnie robią, co mogą, by pasażerowie mogli wykorzystać czas spędzony na oczekiwaniu maksymalnie.
– Na przykład o skończonej partii szachów nasi pracownicy NEED HELP ustawiają je, tak by kolejni gracze nie musieli tracić czasu i od razu zacząć zabawę. Na bieżąco uzupełniamy także piłeczki i rakietki – tłumaczy.
Jeśli jednak od nudy, zwykle o wiele bardziej doskwiera wam głód i pragnienie, to koniecznie sprawdźcie najnowszą usługę dostępną na Lotnisku Chopina. Food to gate pozwala zamawiać przekąski, dania obiadowe, śniadania czy napoje bez konieczności ruszania się spod bramki.
– Dostawa trafi do określonego punktu odbioru w ciągu 25 minut. W przypadku przekroczenia tego czasu gwarantowany jest zwrot kosztów zamówienia – zapewnia Lotnisko Chopina. – Oferta jest dostępna od 4:00 do 22:00.
Nie można też zapominać, że od 27 czerwca w stołecznym porcie pojawiło się jedno z największych lotniskowych udogodnień – automatyczne bramki odprawy granicznej. Jako pierwsze wprowadziły je port w Modlinie i Lotnisko Chopina.
To tylko niektóre przykłady nowości, jakie zagościły na polskich lotniskach w ostatnim czasie. Jedne służą rozrywce, inne przyśpieszają odprawę, a jeszcze inne po prostu ułatwiają życie. Najważniejszy jest jednak fakt, że wreszcie coś się ruszyło, a lotniska wychodzą naprzeciw potrzebom pasażerów. A biorąc pod uwagę planowane rozbudowy lotniska w Gdańsku, Katowicach czy Krakowie – szczerze wierzymy, że kolejne nowości będą pojawiać się regularnie.