Najpopularniejszy kierunek z Polski traci na znaczeniu! Linie kasują dużo tras, pasażerowie narzekają…
Wielka Brytania to kraj, który nieodłącznie wiąże się z rewolucją polskiego ruchu lotniczego w Polsce. Wejście do Unii Europejskiej w 2004 roku zbiegło się w czasie z pojawieniem się na naszych lotniskach tanich linii lotniczych, które zwietrzyły interes w przewożeniu tłumu emigrantów zarobkowych na Wyspy Brytyjskie. Nic dziwnego, bo liczba naszych rodaków w tym kraju zaczęła rosnąć w lawinowym tempie: z nieco poniżej 100 tysięcy Polaków w 2004 roku do 922 tysięcy w roku 2017. To zaś znalazło odzwierciedlenie w statystykach. W latach 2016-2017 co czwarty pasażer w ruchu regularnym na polskich lotniskach podróżował z lub do Wielkiej Brytanii, a liczba pasażerów do tego kraju mocno przekraczała 8 mln podróżnych w skali roku (w rekordowym pod tym względem 2019 roku liczba pasażerów wyniosła 8,286 mln pasażerów).
Od tego czasu liczba pasażerów na tym kierunku, a co za tym idzie, samo oferowanie linii lotniczych znacząco spada. Powody są oczywiście jasne: to przede wszystkim Brexit, a także znaczący spadek Polaków mieszkających na Wyspach Brytyjskich. Z ostatnich danych wynika, że w 2021 roku w Wielkiej Brytanii mieszkało ok. 682 tys. Polaków, co oznacza dość znaczący spadek. Widzą to też linie lotnicze, które dość znacząco zmniejszają oferowanie na tych trasach z polskich lotnisk.
Zaczęło się już w trakcie pandemii koronawirusa, gdy przywracając połączenia, na wielu trasach, zwłaszcza na mniejsze brytyjskie lotniska, tanie linie zaczęły ciąć częstotliwości lotów – najczęściej z 3 do 2 tygodniowo. Swoje zrobiła też wojna w Ukrainie, która sprawiła, że Polska straciła na atrakcyjności wśród brytyjskich turystów. Ten trend udało się nieco zatrzymać, choć nawet wydarzenia z ostatnich tygodni pokazują, że przewoźnicy potrafią przeszacować z popytem.
Kemer od 1915 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Rzeszów)
Hurghada od 1431 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Poznań)
Hurghada od 2241 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Dobrym przykładem jest lotnisko w Krakowie, będące przez lata „mekką” dla brytyjskich turystów, także tych nieco bardziej imprezowych. Cięcia zaczęła linia Jet2.com, która w tegorocznym szczycie sezonu wakacyjnego zdecydowała się na zawieszenie 5 z 6 tras, na których lata do Krakowa. Połączenia z Birmingham, Glasgow, Leeds/Bradford i Newcastle linia zawiesiła w okresie od czerwca lub lipca do września, a najdłużej potrwa przerwa w przypadku połączenia do East Midlands, gdzie loty będą zawieszone od 20 maja do 7 listopada. Na nieco mniejsze cięcia zdecydowała się linia easyJet, która w letnim rozkładzie zmniejszy liczbę lotów do Krakowa z Edynburga i Bristolu, a także zawiesi połączenie do Londynu Luton, dodając jednocześnie połączenie do Belfastu.
Loty do Wielkiej Brytanii tnie także Wizz Air, choć jak pisaliśmy wczoraj, są to zmiany wymuszone sytuacją z silnikami i koniecznością uziemienie części floty. Efekty są jednak takie, że w sezonie letnim nie polecimy „landrynką” z Krakowa, Wrocławia i Warszawy do Birmingham, z Krakowa do Leeds, a z lotniska w Szymanach – do Londynu Luton. Z czego to wynika?
– Jeśli chodzi o kraje, do których latamy, musieliśmy dokonać pewnych korekt. Na pewno ruch na naszym głównym rynku, a więc z Polski do Wielkiej Brytanii, dość mocno spadł po Brexicie i nie widać, żeby sytuacja miała się poprawić, co widać też po naszej siatce. Na pewno jest to efekt tego, że pracownicy z Polski przenieśli się do innych krajów np. do Niemiec. A my przenieśliśmy trochę nasz środek ciężkości w przypadku lotów z Polski na takie kraje jak Włochy czy Hiszpania – mówił niedawno w rozmowie z Fly4free.pl Robert Carey, prezes Wizz Aira.
Jak to się ma do statystyk? Z danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego wynika, że po trzech kwartałach ubiegłego roku (to najświeższe dane, jakimi dysponuje ULC) linie przewiozły na trasach Polska-Wielka Brytania 5,83 mln pasażerów. Porównując do analogicznego okresu w 2019 roku (ostatnim „normalnym” roku branży lotniczej) – to o ponad 360 tysięcy pasażerów mniej. Mniejsze są też udziały brytyjskiego rynku w ogólnej liczbie pasażerów – Wielka Brytania wciąż jest liderem, ale ma tylko 18,66 procenta pasażerskiego „tortu”.
Pasażerowie narzekają, ale…
Cięcia są oczywiście dostosowane do popytu, choć nie ulega wątpliwości, że wielu podróżnych z Wysp Brytyjskich ma powody do narzekań. Tak jest choćby z naszymi rodakami z centralnej Polski mieszkającymi w Szkocji, którzy po zawieszeniu trasy z Modlina do Edynburga zostali… bez jakichkolwiek sensownych połączeń na stołeczne lotniska.
– Nie ma nic z Edynburga ani z Glasgow. Najbliższe lotnisko, na które możemy lecieć, to Poznań lub Gdańsk. Ceny poszybowały w górę, bo wiadomo, że ludzie chcą latać, a miejsc jest mało – mówi w rozmowie z nami Łukasz Popławski, który mieszka i pracuje od lat w Edynburgu.
– Trochę nie rozumiem motywów usunięcia tej trasy. Latałem na niej regularnie co 2 miesiące i samolot praktycznie zawsze był pełny, a bilety też nie były tanie, bo to było jedyne połączenie do centrum Polski – dodaje.
Ale nie wszędzie tak jest, bo Wielka Brytania wciąż pozostaje głównym kołem zamachowym ruchu na większości polskich lotnisk. Tak jest na przykład w Łodzi.
– Gdyby Ryanair wprowadził bilet miesięczny, to wśród pasażerów łódzkiego lotniska znalazłoby się wielu chętnych do jego kupna i byłyby to osoby latające do Wielkiej Brytanii – mówi w rozmowie z łódzką „Wyborczą” Wioletta Gnacikowska, rzeczniczka lotniska. – Kierunki emigracyjne ciągle cieszą się dużą popularnością, w końcu w Wielkiej Brytanii mieszka już kolejne pokolenie Polaków – przekonuje.
W sezonie zimowym Ryanair wznowił połączenie z Łodzi do East Midlands i zwiększył częstotliwość lotów na londyńskie lotnisko Stansted do 7 w tygodniu. Ale i tak wygląda na to, że trochę przestrzelił z oszacowaniem zainteresowania, bo w letnim rozkładzie od kwietnia liczba lotów z Łodzi do Londynu ponownie zostanie zmniejszona do 5 tygodniowo (wypadną połączenia w poniedziałki i czwartki).
To jak to jest z tą Wielką Brytanią? „Pozostanie jeszcze długo liderem”
Czy ten trend spadku zainteresowania lotami na Wyspy Brytyjskie będzie utrzymany? Ekspert lotniczy Dominik Sipiński z „Polityki Insight” i ch-aviation uspokaja i twierdzi, że choć o szybkim odbiciu nie może być mowy, to oferta lotów do tego kraju może się jeszcze zwiększyć.
– Wielka Brytania jest i jeszcze długo pozostanie najważniejszym kierunkiem międzynarodowych podróży lotniczych osób z Polski – obecnie to prawie 19 proc. tego rynku. Natomiast perspektywy rozwoju są ograniczone z uwagi na nasycenie tego rynku i Brexit, który ograniczył migrację do tego kraju. Zapewne z czasem pojawią się jeszcze dodatkowe połączenia z niektórych miast regionalnych, ale bardziej prawdopodobne są zmiany tras przy względnie umiarkowanym wzroście netto. Szansą na rozwój na pewno są dodatkowe połączenia British Airways do polskich regionów, być może nowe trasy LOT, ale na tle oferty low-costów, to stosunkowo niewielka zmiana. Obecnie Ryanair i Wizz Air mają ponad 80 proc. udziału w rynku Polska-Wielka Brytania – mówi Sipiński.
Zgadza się z nim Grzegorz Bykowski, wiceprezes lotniska w Poznaniu.
– W moim przekonaniu spadki liczby pasażerów na trasach z Polski do Wielkiej Brytanii związane z wyjściem z UE już miały miejsce i nie będą się znaczna pogłębiać. Należy pamiętać, że Zjednoczone Królestwo to najlepiej rozwinięty rynek lotniczy w Europie i w związku z tym nie należy się spodziewać jakiegoś istotnego spadku ruchu na tych trasach – mówi w rozmowie z Fly4free.pl.
– Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie że widoczne spadki w dynamice przewożonych pasażerów na trasach do Wielkiej Brytanii mają większy związek z bieżącą sytuacją ekonomiczną na wyspach niż z domniemanym efektem kuli śnieżnej związanej z Brexitem – dodaje.