LOT ma plan awaryjny, jeśli projekt CPK nie wypali. Pasażerowie z Polski będą bardzo niezadowoleni
– Istnieje prawdopodobieństwo, że będziemy na lotnisku w Budapeszcie więksi niż w Warszawie – mówi prezes LOT Rafał Milczarski. Stawia tym samym coś w rodzaju ultimatum: LOT wcale nie musi rozwijać się w Polsce, jeśli Centralny Port Komunikacyjny nie powstanie.
Narodowy przewoźnik nie ma ostatnio dobrej prasy – najpierw okazało się, że gdy prezentował na uroczystej gali nowoczesne samoloty w biało-czerwonych barwach, w tym samym czasie odwoływał rejsy z powodu usterek maszyny. A biało-czerwony Dreamliner, który mógłby go teoretycznie zastąpić, w tym samym czasie dumnie prezentował się jako tło w telewizyjnej transmisji. Do tego doszła publikacja “Faktu” dotycząca awaryjnego lądowania Dreamlinera LOT w Nowym Jorku oraz fatalne dane na temat punktualności i liczby odwołanych połączeń narodowego przewoźnika w czerwcu.
Mimo to LOT nie rezygnuje z mocarstwowych planów. Jak pisaliśmy na łamach Fly4free.pl, przewoźnik mocno rozwija się w Budapeszcie – uruchomił już stamtąd bezpośrednie połączenia do Nowego Jorku i Chicago, a także regularne połączenie z Krakowem, a już od lutego zacznie latać dwa razy dziennie na trasie Budapeszt-Londyn City.
I ze słów Milczarskiego wynika, że to nie koniec. Mało tego, lotnisko w stolicy Węgier może stać się za kilka lat ważniejsze dla LOT-u niż port w Warszawie.
– Jeżeli z jakichś powodów inwestycja w Centralny Port Komunikacyjny miałaby się opóźnić, a wierzę, że do tego nie dojdzie, to istnieje prawdopodobieństwo, że będziemy więksi w Budapeszcie niż w Warszawie. Tam są duże możliwości rozwoju. A podkreślę, że to nie jest port państwowy, tylko prywatny. Często spotykamy się z zarzutem, że potrafimy współpracować tylko z państwowymi podmiotami. To nieprawda – mówi Milczarski w rozmowie z portalem Gazeta.pl.
Oznacza to, że LOT tak czy inaczej będzie się mocno rozwijał w Budapeszcie, który stanie się drugim hubem przewoźnika. Jest to też pewnego rodzaju forma nacisku na rządzących i decydentów w sprawie budowy CPK – jeśli proces budowy lotniska się przeciągnie lub sama inwestycja nie dojdzie do skutku, rozwój LOT będzie kontynuowany, ale poza naszym krajem.
Z pewnością jest to kiepska informacja dla polskich portów lotniczych takich jak Wrocław czy Kraków, które miały prawo oczekiwać, że LOT będzie chciał zbudować swój drugi hub w Polsce. Z drugiej strony – taka deklaracja prezesa Milczarskiego pokazuje aspiracje LOT, które de facto sięgają nawet poza Budapeszt. Kilka dni temu w chorwackich mediach pojawiła się informacja, jakoby nasza linia lotnicza była zainteresowana przejęciem udziałów w liniach Croatia Airlines, wcześniej chęć ścisłej współpracy z LOT zadeklarował prezes linii TAROM. Z naszych informacji wynika, że w obu tych sprawach nie poczyniono żadnych konkretnych kroków i są to raczej spekulacje, natomiast samo „przyglądanie się” przez LOT sytuacji obu przewoźników jest faktem.
Największym problemem dla LOT jest jednak teraz kwestia przepustowości na Lotnisku Chopina, a także opanowanie problemów z siatką połączeń, czyli licznych opóźnień i odwołanych lotów.
Wyobrażacie sobie sytuację, w której LOT lata z Budapesztu na kilku dalekich trasach i kilkudziesięciu połączeniach krótkiego i średniego zasięgu?