Polska nie jest już pupilkiem tanich linii. Jak wypadamy na tle innych krajów?
W zeszłym roku linie lotnicze uruchomiły w Polsce 92 nowe trasy. Dużo? Rok wcześniej było ich aż 130. I wszystko wskazuje na to, że jeszcze długo nie pobijemy tego wyniku, a w tym roku wypadniemy ze światowej czołówki najszybciej rozwijających się rynków lotniczych.
7 nowych tras z Warszawy, 10 nowości z Warszawy, Poznania i Gdańska czy 5 nowych tras Ryanair z Wrocławia – w ostatnich latach przyzwyczailiśmy się do tego, że tanie linie rozpieszczały nas masą nowych kierunków niemal każdego roku. W efekcie od paru lat jesteśmy zaliczani do grona najszybciej rosnących rynków lotniczych świata. Niestety, miniony rok nie wypada już tak dobrze jak lata poprzednie.
Z corocznego zestawienia Anna.aero dotyczącego najszybciej rosnących rynków lotniczych na świecie wynika, że w 2018 roku przewoźnicy otworzyli w Polsce 92 nowe trasy. Pamiętajmy, że nie jest to wynik netto, czyli nie uwzględnia tras zawieszanych przez linie lotnicze w danym roku.
W zestawieniu najszybciej rosnących krajów świata zajęliśmy 16. miejsce. W Europie natomiast znajdujemy się na 9. pozycji za ubiegły rok.
Najszybciej rosnącym rynkiem świata w 2018 r. były Stany Zjednoczone, a kolejne miejsca zajęły: Niemcy, Wielka Brytania i Włochy.
Polska traci grunt
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że 92 trasy to dużo, ale musimy pamiętać, że w poprzednich latach w naszym kraju otwierano znacznie więcej nowych tras. W 2016 r. przewoźnicy otworzyli u nas aż 105 nowych połączeń, z kolei w 2017 roku mogliśmy się poczuć jak prawdziwa lotnicza potęga.
LOT, Ryanair, Wizz Air i spółka otworzyły wówczas u nas aż 130 nowych tras, a Polska zajmowała 13. miejsce w zestawieniu, wyprzedzając m.in. Meksyk czy Tajlandię.
W tegorocznej edycji warto zwrócić uwagę przede wszystkim na Austrię, która głównie dzięki dużemu napływowi tanich linii na lotnisko w Wiedniu, mogła się cieszyć aż 121 nowymi trasami.
Skąd te spadki?
Mniejsza liczba nowych tras jest związana głównie z polityką low-costów, które w 2018 roku ogłaszały ich znacznie mniej niż dotychczas. Związane to było z obawami o rosnące ceny ropy, ale również z tym, że tanie linie mocniej inwestowały w Europie Zachodniej: Wizz Air postawił na rozwój w Londynie i Wiedniu, Ryanair mocno rozwijał swoją tanią linię Laudamotion, prężniej działał też we Francji.
I wydaje się, że ten trend będzie się utrzymywał – na przyszły rok największe polskie lotniska (wyłączając Kraków) planują bardzo umiarkowane wzrosty liczby pasażerów, sięgające 3-4 procent w skali roku.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?