Fly4free.pl

Centrum Krakowa zmienia się w skansen dla turystów. Wysyp nowych tras – hit czy zagrożenie?

Foto: De Visu / Shutterstock

Rosnąca liczba turystów powoduje, że w centrum Krakowa powstaje coraz więcej miejsc noclegowych, a mieszkańcy masowo wyprowadzają się na obrzeża – stolica Małopolski zaczyna powoli odczuwać cenę popularności. Czy Krakowowi grożą takie problemy, jakie są udziałem Dubrownika, Wenecji i Amsterdamu? I czy mieszkańcy w ogóle widzą problem?

Środa była wyjątkowym dniem dla krakowskiego lotniska – Wizz Air oficjalnie otworzył tutaj swoją bazę operacyjną, co jest oczywiście wielkim powodem do świętowania dla wszystkich miłośników wojaży z Małopolski. Liczba nowych połączeń jest imponująca – w sumie do jesieni Wizz Air otworzy z Krakowa aż 18(!) nowych połączeń. A przecież to tylko wisienka na torcie – od wiosny 6 nowych tras uruchomił z Krakowa choćby Ryanair.

Nowe trasy otworzył też LOT. Dla pasażerów z Krakowa oznacza to jeszcze więcej możliwości taniego podróżowania, ale… jest też druga strona medalu. Mówili zresztą o niej przedstawiciele Wizz Aira, gdy pytaliśmy ich o powody rozwoju na lotnisku tak blisko swojej dużej bazy w Katowicach – liczba turystów przybywających do Krakowa rośnie z każdym rokiem w tak szybkim tempie, że po prostu nie mogli tego zignorować. Widać to zresztą nawet po statystykach lotniska – plan na ten rok zakłada, że port w Balicach obsłuży ponad 8 mln pasażerów, czyli o 1,3 miliona ludzi więcej niż w 2018 roku.

A to prowadzi nas do postawienia pytania, czy Kraków radzi sobie z tak dużym napływem turystów i czy wkrótce może podzielić los takich miast jak Barcelona czy Amsterdam, w których mieszkańcy zaczynają już protestować przeciwko zbyt dużej liczbie przybyszów. Jak wygląda sytuacja pod Wawelem? Sprawdźmy.

"Brytole" już nie straszą

Na pierwszy rzut oka liczba przybywających do miasta robi wrażenie – według danych Małopolskiej Organizacji Turystycznej, Kraków w zeszłym roku odwiedziło ponad 13,5 mln turystów. Jednak w porównaniu z poprzednimi latami, nieco zmienił się też ich “profil”.

– Czasy, kiedy pijani, półnadzy Brytyjczycy wprost wylewali się z ogródków kawiarnianych na Rynku Głównym, już trochę przeminęły. Owszem, zdarzają się incydenty, jak ostatnio, gdy kilku uczestników wieczoru kawalerskiego w majtkach “w stylu Borata” jechało dorożką po rynku, ale sam fakt, że teraz te rzeczy zauważamy świadczy o tym, że takich zjawisk jest mniej niż 10 lat temu, gdy pracowałem w jednym z krakowskich hosteli – mówi Aleksander Gurgul, dziennikarz krakowskiej “Gazety Wyborczej”, który pisze o problemie z nadmiarem turystów w mieście.

Jego zdaniem pewien wpływ na zmianę profilu odwiedzających Kraków mają nowe obiekty powstające w mieście. Wśród nich wyróżnia Tauron Arenę, dzięki której w Krakowie odbywa się więcej koncertów i ważnych imprez sportowych oraz Centrum Kongresowe ICE, a także Targi w Krakowie, które są co prawda słabo skomunikowane z lotniskiem i resztą miasta, ale przyciągają ludzi z całej Polski.

Gurgul nie obawia się turystycznego przepełnienia, choć wskazuje na poważny problem, jakim jest niesamowity rozrost miejsc pod najem krótkoterminowy dla turystów w centrum Krakowa.

Foto: MS_emerald / Shutterstock

Centrum miasta staje się makietą

– Już teraz pojawiają się głosy, że centrum Krakowa staje się bardziej makietą miasta, a nie miastem. Wielu ludzi wyprowadziło się i albo swoje mieszkania sprzedało, albo je wynajęło. W ostatnim czasie kilka ważnych gmachów w okolicy Rynku Głównego sprzedały dwa banki i  Poczta Polska. Powstaną w nich najprawdopodobniej hotele, a to oznacza, że tendencja do wyludniania się rejonu Plant będzie się pogłębiać – mówi Gurgul.

Zgadza się z nim Marcin Wesołowski, autor bloga podróżniczego Wojazer.co, który na własnej skórze odczuł opustoszenie centrum.

– Miałem szczęście mieszkać przez jakiś czas z żoną bezpośrednio przy Rynku. Życie w tej lokalizacji przestało być znośne w 2014 roku. Jako ostatni opuściliśmy więc kamienicę, w której wcześniej mieszkali bardzo fajni ludzie. Nasza lokalizacja była centrum kulturowym dla znajomych,  w budynku tętniło życie, codziennie ktoś wpadał na wino lub kawę. Jednak pewnego dnia się poddaliśmy. Ostatni zgasiliśmy światło – opowiada Wesołowski.

– Ta historia obrazuje przy okazji pewien trend. Życie uciekało i nadal ucieka z centrum miasta. Staje się ono skansenem dla turystów. A życie krakowian? Przenosi się do innych dzielnic, do nowych, małych ośrodków, których jeszcze nie zdominowała masowa turystyka. Ja osobiście, z własnej i nieprzymuszonej woli nigdy nie spędzam czasu po pracy na Rynku i w okolicach. Opuszczam je natychmiast i bez jakiegokolwiek sentymentu – przyznaje.

Foto: krakow.poland / Shutterstock

Czy Kraków podzieli los Barcelony?

– Moim zdaniem już podzielił: ceny w centrum są niedostosowane do mieszkańców: w sklepach i restauracjach, ale też jeśli chodzi o ceny nieruchomości. Człowiek odnosi wrażenie, że absolutnie całe centrum, wszystkie pozostałe kamienice, remontowane są pod apartamenty na wynajem turystyczny czy też na tak popularne aparthotele. I tak z reguły właśnie jest. Zresztą nikt o zdrowych zmysłach nie marzy dziś o mieszkaniu na krakowskim starym mieście – mówi Marcin.

To prowadzi do kolejnego pytania: czy mieszkańcy Krakowa w ogóle lubią turystów i czy nie przeszkadza im to, że ich liczba z roku na rok jest coraz większa? Odpowiedź: nie, i jest co najmniej 6,5 miliardów powodów na udowodnienie tej tezy. Bo właśnie ok. 6,5 mln PLN zostawili turyści w zeszłym roku w Krakowie.

– Stosunek typowego mieszkańca Krakowa to turystów określiłbym jako “love-hate relationship”. Coś tam ponarzeka w towarzystwie, ale tak naprawdę akceptuje, że jest jak jest. Jedyne, co niezmiennie irytuje mieszkańców to fakt, że miejskie władze zdają się swoich mieszkańców stawiać daleko za turystami – uważa Wesołowski.

Nikt się jednak specjalnie nie buntuje i nie żąda jakichkolwiek działań.

– Mało tego, większość mieszkańców trzyma kciuki za jeszcze większy wzrost. Dlaczego? To miasto, poza biznesem, innowacjami, outsourcingiem i edukacją, dosłownie stoi na turystyce i bardzo lubi pieniądze, które wraz z turystami przybywają do miasta – mówi Wesołowski.

Inna sprawa jest taka, że faktycznie, wydaje się, że “limity” turystów, jakich może przyjąć Kraków, są jeszcze bardzo rozciągliwe. To między innymi efekt ogromnej rywalizacji między hotelami a nieregulowanymi obiektami noclegowymi typu Airbnb.

– Ten ogrom wyboru sprawia, że nadal bywają w mieście takie okresy jak listopad czy od stycznia do marca, gdy w Krakowie jest po prostu cicho, spokojnie i jest zdecydowanie mniej turystów. Wtedy widać tak zwany niski sezon w dwóch miejscach – na lotnisku i na portalach rezerwacyjnych, gdzie właściciele różnych obiektów drastycznie obcinają ceny za noclegi – mówi Wesołowski.

Foto: krakow.poland / Shutterstock

Problemu nie ma?

Przeciwnie – jest i to dość poważny.

Po ścisłym centrum Krakowa, kolejną wyludniającą się dzielnicą, w której dokona się ten sam proces, będzie Kazimierz. Dlatego uregulowanie kwestii najmu krótkoterminowego będzie dla władz miasta jednym z najważniejszych wyzwań. Przede wszystkim dlatego, by zatrzymać mieszkańców w mieście i nie dopuścić do jego “rozlewania się”, co – jak wiemy – powoduje wzrost kosztów utrzymania miasta – mówi Gurgul.

I miasto próbuje coś robić. W zeszłym roku pisaliśmy o tym, że Kraków zastanawiał się nad “ucywilizowaniem” najmu krótkoterminowego, nad którym nikt nie ma kontroli. Dość powiedzieć, że nie wiadomo nawet dokładnie, ile punktów oferujących noclegi jest w mieście – oficjalnie Kraków ma ponad 20 tys. miejsc noclegowych w pokojach gościnnych, kwaterach prywatnych czy mieszkaniach do wynajęcia, ale to tylko oficjalna liczba zgłoszonych nieruchomości, bo w rzeczywistości może być ich znacznie więcej.

– Prawnicy magistraccy przeprowadzają obecnie dogłębną analizę prawną, co możemy zrobić w sprawie apartamentów dla turystów. Ale patrząc na prawo przedsiębiorców i liberalną w tym zakresie ustawę o usługach turystycznych, wydaje się, że mamy ograniczone możliwości manewru – mówiła wówczas Katarzyna Gądek, zastępca dyrektora wydziału promocji i turystyki w krakowskim ratuszu. 

I zdaniem Wesołowskiego, jeszcze długo nic się w tej materii nie zmieni.

– Kraków ma wiele do zrobienia. Walczymy z wielkim problemem zatrucia powietrza, przebudowujemy infrastrukturę miasta, budujemy na potęgę, ściągamy ludzi do pracy. Ostatnią rzeczą, o której intensywnie się tutaj debatuje jest zbyt duża liczba turystów. Wszyscy wiemy, jak jest, ale daleko nam jeszcze do walki o wyciszenie miasta. W tej sytuacji trudno sobie wyobrazić, że krakowianie zaczną wkrótce wypisywać na murach “Tourists – go home” – uważa.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »