Fly4free.pl

Klasa biznes kontra klasa ekonomiczna i oferta tanich linii. Czy warto płacić za wygodę? Sprawdzamy

Lot w klasie biznes
Foto: Nina Lishchuk / Shutterstock

Masz dość ciasnych foteli w niskokosztowych liniach lotniczych? Przechodząc przez klasę premium economy (i zerkając „do biznesu”) marzysz, aby kiedyś polecieć w komfortowych warunkach? A może to gra niewarta świeczki?

To nie będzie detaliczne porównanie oferty klasy biznes i klasy ekonomicznej (zahaczając o premium economy). Nie znajdziecie tutaj znęcania się nad „klasą bydlęcą” – jak niektórzy nazywają tanie linie lotnicze. Nie będzie także gloryfikowania podróży w luksusie lub hejtowania tych, których na takie podróże stać.

Spróbujmy na kwestię latania w klasie biznes popatrzeć z nieco innego, praktycznego punktu widzenia. A także odbrązowić niektóre mity, które krążą wokół tanich linii lotniczych.

Gotowi?

* * *

Maciek, krakowska korporacja, 35 lat.

– Latam w biznesie, bo płaci za to mój pracodawca. Dawniej było to obligatoryjne przy długich lotach, teraz za każdym razem muszę mieć na taki lot zezwolenie swojego przełożonego.
– A prywatnie także wybierasz klasę biznes?
– Chyba zwariowałeś. Lecę w economy, a jak jest możliwość, kupuję bilet w tanich liniach. Szanuję swoje pieniądze.

Rozumiem Maćka. Jeżeli jego przełożeni chcą, aby był wypoczęty na rozmowach biznesowych w Stanach Zjednoczonych, to zapewniają mu ku temu warunki. Spędzenie ponad 10 godzin w ciasnym fotelu klasy ekonomicznej na trasie z Polski do USA, komfortem nazwać nie można. Nic dziwnego, że wiele firm, wysyłając swoich pracowników w podróż przez ocean – chce mieć pewność, że ich człowiek po wyjściu z samolotu i zamówieniu taksówki do hotelu, będzie gotowy do spotkań i ciężkiej pracy tuż po szybkim odświeżeniu się.

To czysta maksymalizacja czasu, który jest policzalny. Ale także zdroworozsądkowa kalkulacja: pracownik będzie wypoczęty, czyli bardziej wydajny. Być może dzięki temu skróci się pobyt za oceanem, niezbędny do dopięcia kontraktu lub innej umowy.

W końcu to pieniądze firmowe. A czas to pieniądz.

Koszty lotów w biznesie

Kilka tygodni temu zadzwonił do mnie mój znajomy. Mówił, że firma go wysyła do Los Angeles, na 10-dniowy wyjazd. Razem z nim będzie leciało jeszcze dwoje innych pracowników. I narzekał, że będzie musiał podróżować w klasie ekonomicznej. W jego głosie nie słychać było entuzjazmu. Padły stwierdzenia, że pracodawca próbuje oszczędzać na kosztach.

– Bez sensu, przecież to tylko ze dwa razy więcej, firmę na to stać. Nie dość tego, o planowanej podróży dowiedziałem się niedawno. Ciekawe, kiedy były kupowane bilety – narzekał.

Znajomemu nie chciało się sprawdzić lub zapytać o cenę tego biletu. Ale ja, na potrzeby niniejszego artykułu, pobawiłem się w detektywa.

Wróciłem do jego przykładu. Byłem dociekliwy, sprawdziłem aktualne ceny.

Wylot w środę, 4 lipca, z Warszawy. Połączenie bezpośrednie, LOTem, na pokładzie Dreamlinera. Sprawdzam cenę klasy economy. Na stronie PLL LOT ów bilet kosztuje teraz 3658 PLN w jedną stronę. Powrót 14 lipca, także bezpośrednio do Warszawy, również LOT. Cena? 3010 PLN.

Jak wygląda ta sama podróż w klasie biznes? Trasa Warszawa – Los Angeles to 9695 PLN. A powrót z Los Angeles do Warszawy? 11467 PLN.

6668 PLN kontra 21162 PLN. To stanowczo nie jest „dwa razy więcej”. Nie biorę pod uwagę lekkiej abstrakcyjności tych cen, wynikającej ze sprawdzania daty lotu, która jest praktycznie last minute.

Dzwonię do znajomego, mówię mu o tych cenach. W odpowiedzi słyszę słowo, które powszechnie uchodzi za obraźliwe. Nie miał pojęcia, że bilety „w biznesie” potrafią tyle kosztować.

Klasa biznes
Foto: Dr Ajay Kumar Singh / Shutterstock

Plusy i minusy klasy biznes

Czy warto? Podróż w klasie biznes to zupełnie inny typ przemieszczania się, niż w klasie ekonomicznej. Wspólne jest w sumie chyba tylko to, że pasażerowie „w biznesie” siedzą (i lecą) tym samym samolotem co podróżni w klasie economy. Poziom obsługi. Przestrzeń. Rozkładany fotel. Jedzenie i napoje, w tym także drogie alkohole. Gadżety, piżamy, kosmetyki.

Czujesz się doceniony, prawda? Dopieszczony przez linię lotniczą, w końcu jesteś VIPem z klasy biznes. Na lotnisku przysługiwał Ci fast track, nie musiałeś tłoczyć się w kolejce do security z innymi pasażerami. Przed lotem skorzystałeś z saloniku biznesowego, przeczytałeś bieżącą prasę, posiliłeś się. Wszystko za darmo. Przepraszam, w cenie biletu.

– Skusiłem się kiedyś na podróż w biznesie, trasa z Ameryki Południowej do Niemiec. Nie było warto.
– Kto płacił?
– Ja, to był prywatny wyjazd, częściowo wrzucony w koszty firmowe. Chciałem spróbować tych luksusów. A zobaczyłem spoconych kolesi w garniturach, trochę bananowej młodzieży.
– Okej, ale miałeś niezapomnianą podróż…
– Napiłem się szampana, zjadłem dobre rzeczy, położyłem się spać, wstałem, wysiadłem z samolotu. Uwierz mi, znam lepsze sposoby na przepalenie blisko 10 tys. PLN. Nigdy więcej.

Rozczarowanie w głosie jednego z moich dalszych znajomych (z branży, nazwijmy to, rozrywkowej) jest ewidentne. Po co to zrobił?

– Chciałem spróbować. Nowe doświadczenie, wiedziałem że część z tych pieniędzy będę mógł potraktować jako inwestycję w siebie.
– Inwestycję?!
– Tak. Widzisz, wielu z moich branżowych kontrahentów przerzucało się opowieściami o podróżach w biznesie. Słabo jest kłamać w towarzystwie, więc doszlusowałem do nich w ten sposób. Może i głupi, ale teraz przy rozmowie o takich podróżach, mogę śmiało wtrącić swoje trzy grosze.
– Kurde, to jest głupie nieco…
– Trochę tak. Ale od tego czasu leciałem już dwa razy w premium economy i raz w biznesie. Nie za swoje. I swoje zdanie na ten temat mam.

Fajnie jest móc się pięknie różnić. Mam totalnie odmienne zdanie na temat takiego sposobu wydawania pieniędzy niż mój znajomy. Nie wydałbym nawet połowy tej kwoty. Ale… ale nie wszystko jest takie oczywiste.

Bilet w pierwszej klasie
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Biznes biznesowi nierówny

2017. Siedzę „w biznesie”. Miejsce 1A, ponoć to najbardziej prestiżowe w całym samolocie. Problem w tym, że to lot z… Tallinna do Warszawy. A samolotem, na pokładzie którego doświadczam owych „rajskich biznesów”, jest Bombardier CRJ-900LR.

Czy znam bardziej bezsensowny sposób wydania pieniędzy, niż lot taką maszyną na krótkiej trasie, w klasie biznes z Estonii do Polski? Tak, mógłbym na przykład rozpalić banknotami w kominku. Albo postawić u bukmachera, że Polska zostanie mistrzem świata w piłce nożnej na odbywającej się w Rosji imprezie.

Praktycznie nic nie odróżnia miejsca na którym siedzę, od innych – tych za moimi plecami. Nie dzieli nas żadna zasłona. Również jest głośno, również jest niewygodnie.

Plusem jest to, że obok mnie nikt nie siedzi. I to jest najczęściej jeden z największych przywilejów, który spotyka pasażerów klasy biznes na krótkich lotach (pomijam zwiększone limity bagażu oraz fast track i możliwość skorzystania z saloniku). Ach, i nie zapominajmy o milach, które w przypadku lotów w klasie biznes „zbierają się szybciej”.

Gdybym zapłacił za ten bilet, czułbym, że jestem „przegrywem”, jak to mawiają w internecie. Tym razem jednak za niego nie płaciłem, to nie jest wyjazd prywatny.

* * *

2017. Siedzę w klasie premium economy Dreamlinera. Podróż do Azji minęła błyskawicznie: pyszne jedzenie, wygodny fotel, który mogę regulować w pewnym zakresie. Podchodzimy do lądowania, a ja w ogóle nie czuję zmęczenia. Obok mnie mały chłopiec spokojnie śpi, mając odchylony fotel. Tutaj czuć wyraźną różnicę w porównaniu z klasą ekonomiczną. I mając możliwość zakupu biletu w promocyjnej cenie (lub podwyższając sobie klasę podróży za zgromadzone mile), zrobię to z przyjemnością.

Rozglądając się po kabinie, widzę większy egalitaryzm niż wcześniej. Okazuje się, że owe mityczne „lepsze warunki latania” można pod pewnymi względami dostać w rozsądnych kwotach (lub wykorzystując nadarzającą się okazję). Przypominam sobie nasze forum Fly4free i czytelników, którzy dzięki pewnym sztuczkom (i nie będąc dziećmi milionerów) latają po świecie w biznes klasie, „na leżąco”. Ot, chociażby tropikey i jego podróż.

Premium Economy w LOT
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Tanie linie lotnicze a klasa biznes

Tytuł brzmi jak prowokacja, prawda? Co tanie linie lotnicze mają wspólnego z biznesem? Cóż, przewoźnicy tacy jak Ryanair czy Wizz Air również mają pomysły, aby skusić potencjalnych klientów na droższe bilety. I (chociaż ma to niewiele wspólnego z klasą biznes), prezentują oferty premium.

Czy warto? I czy faktycznie są to lepsze warunki, na które warto wysupłać dodatkowe pieniądze? Cóż, miałem okazję lecieć (wyjazd prywatny) z Budapesztu do Ejlatu w Izraelu na takim właśnie „biznesowym” miejscu. Moim przewoźnikiem był Ryanair, a taryfa dumnie nazywała się: Business Plus.

Czym to się różniło od normalnego lotu Ryanairem, jakich odbyłem dziesiątki – podobnie jak zapewne Wy, drodzy czytelnicy? Otóż, uwaga… praktycznie niczym. Przysługiwała mi ekspresowa odprawa, mogłem ze sobą zabrać bezpłatnie bagaż rejestrowany, byłem na pokładzie jako jeden z pierwszych pasażerów. Mogłem (to było ciekawe doświadczenie) bez żadnych dodatkowych kosztów odprawić się na lotnisku, a nie w domu przed komputerem. I w zasadzie to tyle przewagi nad resztą podróżnych.

Sprzedaż pokładowa, propozycje zakupu zdrapek, kolejka do toalety, płaczące dziecko dwa rzędy za mną – to wszystko było zwykłe, normalne, takie jak zawsze. Nie, zdecydowanie nie było to doświadczenie „business plus”. Nigdy więcej nie kupiłem tego typu biletu w liniach niskokosztowych.

Cena tej „przyjemności”? Cóż, najprościej różnicę pokazać na aktualnym przykładzie. Lot w jedną stronę z Modlina do Ejlatu, w czwartek, 6 grudnia 2018 r. Zwykły bilet w Ryanair kosztuje 162 PLN. Wersja „Plus” to wydatek 305 PLN. A „Flexi Plus”, który umożliwia w pewnym zakresie modyfikację daty lotu? To 402 PLN. Blisko trzy razy więcej.

Napiszę to wyraźnie: każdy kupuje bilety, kierując się swoimi potrzebami i zasobami finansowymi. Z mojego punktu widzenia jednak, zakup biletu w owej „najwyższej taryfie” mija się z celem.

Bilet Ryanair
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / Ryanair

Tani przewoźnik nie zawsze jest tani

Ciekawostką jest również to, że będąc zdecydowanym już na wykupienie najdroższego biletu w tanich liniach lotniczych – warto sprawdzić, czy na tej samej trasie nie operuje klasyczny przewoźnik, który ma w swojej ofercie bilety w klasie biznes lub economy premium. Można się… nieźle zdziwić.

W przywoływanym przykładzie Izraela: jeżeli ktoś z czytelników ma ochotę lecieć z Warszawy do Tel Awiwu, na przykład 30 września, może zakupić bilet na podróż linią Wizz Air – najtańszy kosztuje, uwaga, 1459 PLN! A wersja Wizz Plus to koszt 1759 PLN.

Alternatywą jest lot… LOTem – i to w Premium Economy, a nie w standardowej klasie ekonomicznej. Powiecie, że bilet będzie kosztować kilka razy więcej? Mówię: sprawdzam…

…i cóż, ten bilet – na moment pisania niniejszego artykułu – kosztuje 1888 PLN. Napiszmy to jeszcze raz, wyraźnie: lot klasą Premium Economy, z 2 bagażami rejestrowanymi, posiłkiem z menu Premium, szybkim wejściem na pokład i innymi przywilejami, jest zaledwie 130 PLN droższy od podróży na pokładzie samolotu Wizz Air! Pamiętajmy, że takie ceny w low-costach są jednak pewną aberracją (ponad 1,7 tys. PLN za lot w jedną stronę!), niemniej – jak widać – zdarzają się.

Szczegóły połączeń lotniczych
Foto: Collage / Paweł Kunz, Fly4free.pl / Wizz Air / LOT

Głos rozsądku

Wróćmy do biznes klasy. Łapię mojego przyjaciela, który ma ponad 200 lotów za sobą. Miałem okazję być z nim w wielu krajach, często na bardzo nietypowych (i krótkich) wypadach – to właśnie jemu przytrafiła się nieprzyjemna przygoda w Tel Awiwie, którą dla Was opisywałem na łamach Fly4free.pl

– Wbrew pozorom, nie potrafię jednoznacznie ocenić latania w biznesie. Miotają mną skrajne uczucia – zawsze po nocy w fotelu eko, gdy wychodzę zmęczony po próbie spania w pozycji siedzącej, ślinię się na widok rozłożonych fotele w biznesie – opowiada Kamil. – Z drugiej strony, latanie w „C” (klasa biznes – przyp.aut.) jawi mi się jako kosztowny zbytek. Oczywiście jeżeli mowa o lotach stricte urlopowo-wypoczynkowych, a takie z reguły latam – dodaje Kamil, który jest naszym aktywnym forumowiczem.

OK, ale frapuje mnie jedna kwestia. I od razu o nią zahaczam.

– Kamil, no dobrze, ale chciałbyś wydać swoje ciężko zarabiane pieniądze na lot w biznesie?
– Nie jestem przekonany, czy warto poświęcać czas i pieniądze na podniesienie komfortu podróży, którą tak czy owak mam zamiar odbyć – precyzuje Kamil. – Biznes klasa jako dodatek do wcześniej zaplanowanej podróży – w porządku. Jako coś, na co wydaję ostatnie oszczędności, czy odkładam przez pół roku – nie.

Sposoby na tani lot w biznes klasie

Skupmy się raz jeszcze na przewadze lotów w klasie biznesowej. Nie da się ukryć, że odległości między kolejnymi rzędami są znacznie większe – co radykalnie wpływa na jakość podróży. O możliwościach regulacji fotela już wspominałem… a mogąc przekształcić swój fotel w łóżko, zapewniamy sobie spokojny sen podczas podróży.

Uśmiechnięta i kompetentna obsługa, metalowe sztućce, porcelanowe talerze, świetny dobór potraw i alkoholi – to wszystko mile łechce ego pasażera, który (zostawmy na chwilkę kwestię finansową) może z nutką wyższości patrzeć na innych podróżnych, tłoczących się w klasie ekonomicznej. W końcu słynne „poverty parade” – gdy inni pasażerowie muszą przedefilować przed Twoim fotelem w drodze na swoje „gorsze” miejsce – nie wzięło się z niczego.

* * *

Czy można skorzystać z dobrodziejstw klasy biznes, płacąc tyle, co za lot w klasie ekonomicznej? Można! Na naszym forum mamy specjalny dział, gdzie czytelnicy dzielą się niesamowitymi okazjami na lot w takich właśnie warunkach. Niektóre z prezentowanych możliwości brzmią niczym ogromny komunikat „WYPRZEDAŻ” w centrum handlowym – biorąc pod uwagę koszty, jakie z reguły musimy ponieść, chcąc lecieć w biznesie.

Zatem, do zobaczenia na pokładzie samolotu… w klasie biznes? 😉

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Akademicki artykuł, jak kogoś nie stać na biznes, to nie poleci i tyle. Z ta kompetentną obsługą nie przesadzalabym.  Zdjecie z Emiratow z pierwszej klasy
Aga_podrozniczka, 25 czerwca 2018, 20:56 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Dokladnie jak napisala Aga - albo kogos stac albo nie. Jak nie ma sie 6-10 tys wolnych na bilet to sie nigdy nie rozwaza klasy biznes i tyle.Jak kogos stac i raz poleci w biznesie nocny lot kiedy  moze sie wygodnie wyspac pr to j   nigdy nie bedzie chcial/a leciec na dlugiej trasie klasa ekonimiczna. .      
Roman9x, 25 czerwca 2018, 22:20 | odpowiedz
Aga –  w tym sęk, że jest sporo osób, które (patrząc realnie, nazwijmy to kryterium „dochodowym”) nie stać na biznes klasę. A jednak... udaje im się raz na pewien czas lecieć w takich właśnie warunkach ;)
Aga_podrozniczka [...] jak kogoś nie stać na biznes, to nie poleci i tyle.
Paweł Kunz, 26 czerwca 2018, 7:47 | odpowiedz
Avatar użytkownika
[...] trzeba dokłądnie sprawdzać cenniki lini lotniczej, a nie tylko skyskaner lub podobne, mnie osobiście 2 razy zdarzyło się że klasa Bussines byłą TAŃSZA od economy ( nasz rodzimy LOT na trasie Moskwa-Warszawa)... Bardzo często zdarza mi sie dopładanie przy odprawie w liniach S7 lub Aeroflot; 100-150 Eur za klase Bussines.
MPSA, 26 czerwca 2018, 10:52 | odpowiedz
Klasa biznes byłaby bardzo kusząca gdyby nie były to te same fotele co w ekonomicznej a tak jak w USA fotele szersze z większa ilością miejsca na nogi (np 2-1 w Embraerach i 2-2 w 737), nie wiem czemu w Europie tego nie ma...
PrezesDrzymi, 31 grudnia 2020, 1:42 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »