REKLAMA

Odpoczynek? W życiu! Najdziwniejsze powody, dla których ludzie podróżują

para przed koloseum
Foto: oneinchpunch / Shutterstock

Szeroko rozumiane wakacje – odpoczynek, zwiedzanie albo połączenie jednego i drugiego to najpopularniejszy powód, dla którego decydujemy się na wyjazd. Coraz częściej nie brakuje jednak turystów, których motywują zupełnie inne rzeczy niż palmy, drinki i lista zabytków UNESCO. A ich potencjał jest tak zaskakująco duży, że dostrzegły go nawet biura podróży.

Czy wpadlibyście na to, że powodem podróży może być niedziela niehandlowa, urodziny dyktatora, kurczak za 5 PLN albo wyeliminowanie paru zmarszczek? Być może część tych powodów wydaje Wam się absurdalna, a być może – wręcz przeciwnie – sami chcielibyście z takiej okazji skorzystać. Każdy z nich jest prawdziwy, choć część miała charakter podróży na własną rękę, a inne zorganizowanego wyjazdu. Wszak jeśli tylko jej popyt, to czemu nie stworzyć podaży?

Pustki w szafie czy niedziela niehandlowa? Nie ma znaczenia!

Wizyta przy Checkpoint Charlie, Bramie Brandenburskiej i na Placu Poczdamskim – brzmi jak zupełnie normalna wycieczka do Berlina, prawda? I byłaby nią, gdyby nie najważniejszy, podkreślony w nazwie programu punkt wyjazdu – wizyta w galerii handlowej KaDeWe i Primarku. Jeszcze tylko nocna jazda autokarem tam i z powrotem i w trochę ponad dobę berliński city-break nastawiony na zakupy chyli się ku końcowi. W zależności od wybranego miasta takie zorganizowane oferty można znaleźć nawet za 90 PLN.

Jechalibyście? Wielu z was pewnie nie, tymczasem wyjazdy na zakupy do zagranicznych galerii handlowych i sklepów niedostępnych w Polsce mają się całkiem dobrze i niemal co sezon wracają na strony biur podróży. Na kobiecych grupach podobne wyjazdy organizowane są też na własną rękę. I to nie tylko do taniego Primarku, ale też do outletów najdroższych marek we Włoszech, Francji, Wielkiej Brytanii czy Niemczech. Nawet po odliczeniu kosztów transportu, jeśli ktoś poluje na naprawdę luksusowe ubrania, tu ma szansę na zrobienie dobrych zakupów w niskiej cenie, więc łowcy okazji regularnie jeżdżą tam z przyjemnością.

A przecież na razie mowa tylko o ubraniach. Tymczasem nie brakuje osób, które są gotowe jechać do Wielkiej Brytanii czy USA po sprzęt elektroniczny, a w ubiegłym roku w Turcji, dzięki osłabieniu tamtejszej waluty, ustawiały się kolejki obcokrajowców gotowych kupić iPhone’y.

Gdy tylko w Polsce wprowadzono niedziele niehandlowe, jeden z czeskich przewoźników zaczął reklamować trasę z Katowic do Ostrawy, zachęcając do niedzielnych kursów na tej trasie właśnie… na zakupy. W ślad za nim znalazły się też mniejsze agencje gotowe zorganizować takie wycieczki od a do zet, z podwiezieniem pod samą galerię handlową włącznie.

dziewczyny na zakupach
Foto: G-Stock Studio / Shutterstock

Jedźmy, ale co można tam zjeść?

Wypowiedzieliście kiedyś takie zdanie? To świetnie. Jest bardzo duża szansa, że mniej lub bardziej niepostrzeżenie staliście się gastroturystami. Tymi samymi ludźmi, którzy pojadą do Cieszyna specjalnie po piwo, na Mazury myśląc całą drogę o węgorzu, a w Bieszczady jedynie mamieni wizją naleśnika-giganta. I ja to rozumiem, bo sama jestem jedną z tych osób, które podróżują widelcem po mapie. Pierwsza informacja, jaką sprawdzam na temat danego miejsca, to lista rzeczy do zjedzenia.

A później, gdy już dotrę na miejscu zazwyczaj skrupulatnie odhaczam punkt po punkcie. Myślę, że w wielu przypadkach jedzenie, poznawanie nowych smaków i zakupy spożywcze były dla mnie znacznie ważniejsze niż sama podróż. Wszak mogę przez krótką chwilę nie podróżować, ale zrezygnować z odwiedzin ulubionej trattorii w Rzymie, z podwójnej porcji owoców morza na La Boqueria w Barcelonie czy nawet ze zrobienia zapasów oscypków na Podhalu? Nigdy!

To właśnie dla was tworzymy listy miejsc najlepszych dla gastroturystów, w których ceny i oferta kulinarna sprawia, że aż chce się schować widelec to plecaka i ruszyć w drogę. Ale ten sam potencjał dostrzegają biura podróży – od kursów kulinarnych w konkretnych miastach świata, przez całe wyprawy nastawione wyłącznie na próbowanie lokalnych smaków, wizyty w winnicach, zakupy na niewielkich marketach i jedzenie w opór.

Ba, w ubiegłym roku Tripadvisor stworzył ranking najlepszych podróżniczych atrakcji z całego świata sugerując się opiniami, ocenami i popularnością gotowych produktów od agencji turystycznych. I co zwyciężyło? Kurs gotowania w Toskanii za 424 PLN! Czy to nie jest szaleństwo?

Foto: Zhukov Oleg / Shutterstock

Byle nie było zbyt różowo i optymistycznie

Są też jeszcze mniej typowe, a bardziej kontrowersyjne pomysły na podróżowanie. Jeśli słyszeliście kiedyś termin mrocznej turystyki, już wiecie, co mam na myśli. Jeśli nie – pomyślcie o swoich znajomych, którzy wolą odwiedzić Czarnobyl zamiast Egiptu, chętniej pójdą do slumsów niż na plażę, a największą radość sprawia im eksplorowanie opuszczonych budynków. W zależności od definicji mroczna turystyka może się bowiem nieco różnić. Jedni zaliczą do niej po prostu mroczne miejsca – często związane ze śmiercią, katastrofami, wojną, czarną magią czy zabobonami. Inni rozszerzają ją o tzw. urbex i wszystko, co może pozostawiać etyczne wątpliwości.

Na pierwszy rzut oka „dark tourism” może się wydawać niszową gałęzią branży turystycznej, ale nic bardziej mylnego. Lokalne agencje prześcigają się w pomysłach jak wykorzystać nawet najbardziej mroczne elementy swojej historii, architektury czy warunków społeczno-politycznych. A to sprawia, że możemy podglądać wojnę przez lornetkę za kilkadziesiąt USD, pojechać z przewodnikiem do slumsów i nawet spędzić tu noc zaledwie za 103 PLN albo odwiedzić Koreę Północną w trakcie urodzin Kim Dzong Ila za 2650 PLN czy ukraińsko-rosyjskie pogranicze. 

Różaniec, modlitwa i w drogę

Inni ludzie podróżują ze względu na religię. Tłumy ciągną do Bazyliki Matki Bożej z Guadalupe, do Jerozolimy, na Jasną górę, do Lourdes albo Fatimy. Pielgrzymi czy po prostu mocno wierzący ludzie odwiedzają najbardziej odległe sanktuaria, a biura podróży prześcigają się w coraz to bardziej atrakcyjnych ofertach. Nawet LOT przyznaje, że powrót długo niewidzianej trasy do Bejrutu może pomóc w napędzeniu pielgrzymek do Libanu, a Ryanair rozważa loty do Mostaru widząc ogromny potencjał w ludziach pragnących zobaczyć Medziugorie.

Zresztą siłę religijnej turystyki doskonale pokazuje przykład Arabii Saudyjskiej, którą mimo braku istnienia wiz turystycznych, chociażby w 2017 roku odwiedziło ponad 16 mln ludzi. Większość z nich przyjeżdża tu ze względu na Mekkę, którą każdy muzułmanin powinien odwiedzić przynajmniej raz w życiu.

Sprawdzam pierwsze lepsze biuro podróży i taka wyprawa z Londynu – w zależności od standardu, terminu i liczby nocy kosztuje od 500 GBP w przypadku umrah (pielgrzymki, która może odbyć się w dowolnym czasie w roku) do nawet 10 tys. GBP, gdy w grę wchodzi hadż (jeden z filarów islamu i najsłynniejsza pielgrzymka ze ściśle określoną datą). Oczywiście jest zarezerwowana tylko dla wyznawców islamu, ale ważniejsze jest to jak wiele biur podróży czuje w tym świetny biznes. I umówmy się – robi to nie bez powodu.

camino de santiago
Foto: varuna / Shutterstock

To tylko początek…

Czego byśmy nie robili, jakich ofert podróży nie znajdowali i jakich motywacji sami sobie nie wymyślali – i tak zawsze jest ktoś, kto robi coś jeszcze innego. Na całym świecie nie brakuje turystów i wycieczek nastawionych na odwiedzanie znanych miejsc z filmów i seriali – nawet jeśli bywają horrendalnie drogie. Inni podążają trasą tańszych zabiegów medycznych chcąc pozbyć się zmarszczek, naprawić wzrok czy poprawić to i owo w swoim wyglądzie. Ludzie latają szukając najlepszego piwa, odhaczając maratony biegowe albo organizując kolejne wieczory kawalerskie lub po prostu – czołganie się po klubach, które niekoniecznie kończy się przed ołtarzem

Coraz częściej pojawiają się wyjazdy sportowe z odchudzaniem i treningiem w tle, które odbywają się w najpiękniejszych i najdalszych zakątkach świata. Rozkwita turystyka motywacyjna, czyli wyjazdy połączone z personalnymi kursami, medytacją albo szeroko rozumianym „odnajdowaniem siebie”. Ktoś inny chce po prostu zdobywać kolejne nietypowe kreski na mapie, czyli odhaczać loty, które są trudno dostępne, niepopularne, odbywają się na ciekawych samolotach albo są obsługiwane przez mniej znane linie. 

Dla niektórych istnieje turystyka etniczna, w której dzieci imigrantów pierwszy raz odwiedzają kraj, z którego pochodzili rodzice oraz agroturystyka, w której dzieciaki z wielkich miast naprawdę pierwszy raz w życiu mogą zobaczyć, skąd się bierze mleko i jak to jest, gdy siano wbija się w tyłek.

Przy tym wszystkim zwykłe „wakacje” wydają się być do bólu sztampowe. Na szczęście zawsze można połączyć poszczególne elementy, a na końcu i tak chodzi o to, by każdy robił to co lubi i spędzał urlop w taki sposób, jaki to jemu najbardziej odpowiada. Nawet, jeśli oznacza to stanie w kolejce w miasteczku outletowym, pozornie bezsensowne latanie tam i z powrotem czy precyzyjnie zaplanowane obiady w liczbie czterech dziennie.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


plaża w albanii
Najlepsza oferta

Lato w Albanii za 938 PLN

Kamil Walinowicz | 2019-08-21 20:05
REKLAMA
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel