Kapiszony 2015: Największe wpadki roku branży lotniczej
Powodów do narzekania zawsze znajdzie się pod dostatkiem (tutaj możecie przeczytać nasze zestawienie za ubiegły rok), a 2015 nie był pod tym względem wyjątkowy. Z pomniejszych rzeczy można było utyskiwać, że LOT kompletnie olewa porty regionalne, w Pendolino wciąż nie ma Wi-Fi (i nie będzie jeszcze minimum kilka miesięcy), a oprócz Wizza i Ryanaira żaden inny duży gracz nie chce zwiększyć konkurencji na rynku (tak, easyJet – to do ciebie!). Możemy się przynajmniej pocieszać, że inni mają gorzej – Niemcy po raz 215. przełożyli otwarcie supernowoczesnego lotniska w Berlinie, bo wciąż nie mogą się połapać, które 2 kabelki z kilku milionów nie stykają. Może faktycznie warto posłuchać „Bilda” i lepiej to lotnisko wyburzyć i zbudować od nowa?
Ale w naszym zestawieniu na czele znalazły się inne wydarzenia.
1. Tragifarsa w Radomiu nie ma końca

Jedynym pozytywem w tym roku dla Radomia było to, że we wrześniu – po 16 miesiącach od momentu oddania do użytku, zaczęły z niego w końcu wylatywać samoloty regularnych linii. Reszta to pasmo niepowodzeń i niewybrednych żartów, w wyniku których Radom przestał się już kojarzyć tylko z „chytrą babą”.
Pod koniec października (po 5 tygodniach od uroczystej inauguracji) z lotów do Pragi zrezygnowały czeskie linie CSA, a w połowie listopada łotewski Air Baltic przestał wozić mieszkańców Radomia do Rygi. Powodem była fatalna frekwencja – w czasie grudniowej sesji rady miasta władze lotniska podały, że do tej pory lotnisko obsłużyło tylko 783 osoby.
Jaka przyszłość czeka lotnisko w Radomiu? Władze portu desperacko szukają nowych przewoźników, a miejscy włodarze reagują na jego problemy z coraz większą irytacją i nie można wykluczyć, że za kilka miesięcy generujące duże straty lotnisko zamknie się na amen.
Czy wskrzeszenie lotniska w Radomiu się uda? Będzie to szalenie trudne, głównie ze względu na bliską odległość do Warszawy i Lublina – tamtejsze lotnisko zanotowało w ubiegłym roku największy wzrost liczby pasażerów spośród wszystkich lotnisk w Polsce.
Na razie do końca lutego CSA wznowiła połączenia do Pragi, jednak frekwencja na razie nie powala – w samolotach w każdą ze stron lata maksymalnie po kilka osób.
2. Likwidacja Eurolotu
Eurolot zakończył żywot pod koniec marca, ale czy to faktycznie zła wiadomość? To zależy, bo wiadomo – im więcej linii na rynku, tym lepiej. Ale z punktu widzenia podatnika (czyli prawie każdego z nas) to jak skrócenie cierpienia firmie, która była skarbonką bez dna – ostatnie opublikowane wyniki z 2012 r. mówiły o 173,8 mln zł straty netto. W kolejnych latach była ona zapewne podobna, a za różnicę płaciłem ja, ty i ty też, czyli budżet państwa, bo Eurolot był kontrolowany przez resort skarbu.
Miarą słabości Eurolotu był fakt, że gdy przestał latać, jego konkurenci wcale nie palili się do tego, by otwierać połączenia na obsługiwanych przez Eurolot trasach.
– Gdyby te trasy były rentowne, Eurolot pewnie nadal by istniał – powiedział prezes Wizzaira Jozsef Varadi, pytany o bankruta.
Za Eurolotem najbardziej płaczą mniejsze lotniska, dla których ta decyzja oznaczała utratę atrakcyjnych kierunków (Rzeszów stracił np. połączenie z Paryżem i Rzymem). Ale likwidacji linii rynek nie odczuł – co ciekawsze kąski zabrał do siebie LOT (trasa Gdańsk-Kraków czy połączenia z Warszawy do Chorwacji), który przejął też leasing Bombardierów, użytkowanych do samego końca przez Eurolot.
3. Fatalny rok Lufthansy
Szefowie niemieckiej linii spędzili ubiegły rok na gaszeniu pożarów. Wszystko zaczęło się 24 marca, gdy samolot linii Germanwings (wchodzących w skład Grupy LH) lecący z Barcelony do Dusseldorfu, rozbił się we francuskich Alpach. W katastrofie zginęli wszyscy na pokładzie – 150 osób, a szybko okazało się, że winny był drugi pilot Andres Lubnitz, który celowo rozbił samolot. Niemcom zarzucano przy okazji katastrofy kiepskie procedury, bo zgodnie z przepisami cierpiący na depresję Lubnitz nie powinien siadać za sterami samolotu. Z powodu katastrofy firma straciła co najmniej kilkadziesiąt mln euro, m.in. z powodu odwołanych rezerwacji i mniejszej liczby sprzedanych biletów, a także wypłaty odszkodowań dla ofiar katastrofy.
Drugim problemem Niemców była fala strajków pracowników Lufthansy. Tylko od stycznia do marca związki w Lufthansie strajkowały 6 razy, co dla firmy oznaczało stratę 42 mln euro.
Ale największy strajk miał miejsce w listopadzie, gdy pracownicy obsługi pokładowej strajkowali przez 7 dni. Był to najdłuższy strajk w historii Lufthansy, która musiała w tym czasie odwołać 4679 rejsów. Firma oszacowała straty na minimum 10 mln euro dziennie i choć w końcu dogadała się ze związkiem, w kolejce ze swoimi postulatami są jeszcze m.in. piloci czy obsługa naziemna.
4. Nieudana prywatyzacja LOT
Niespodziewana dymisja Sebastiana Mikosza z funkcji prezesa LOT w połowie sierpnia, związana z niechęcią ówczesnego rządu do prywatyzacji naszego narodowego przewoźnika to jedno z głównych rozczarowań roku. Tym bardziej, że LOT potrzebuje świeżego kapitału – spółka zakłada, że do 2020 roku będzie miała dwa razy więcej samolotów i przewiezie dwa razy więcej pasażerów niż obecnie (ok. 10 mln ludzi rocznie), jednak bez pieniędzy choćby na flotę będzie to niemożliwe.
Czy prywatyzacja LOT jest możliwa? Tak, choć okoliczności nie będą już tak dobre jak w tym roku. Zamieszanie związane z przejęciem władzy przez PiS sprawia, że Polska nie jest stabilnym miejscem dla potencjalnych inwestorów zainteresowanych LOT. Z kolei z powodu bessy nie spełni się raczej scenariusz alternatywny w postaci debiutu LOT na warszawskiej giełdzie.

