„Testament jest w lewej szufladzie”. Jak się latało w Polsce 90, 60 i 40 lat temu – przeczytaj wspomnienia
„Wniebowzięte” to historia latania w Polsce opowiedziana przez stewardesy – kobiety, które w PRL były obiektem zazdrości wszystkich. Bo z jednej strony nocowały w najlepszych hotelach, zarabiały w dolarach, wyjeżdżały na zachód i kupowały modne ubrania. Ale jest też druga strona medalu – bycie stewardesą w PRL to praca po dwanaście godzin na dobę przez niemal trzydzieści dni w miesiącu, konieczność radzenia sobie ze zmęczeniem, z trudnymi pasażerami, z służbami bezpieczeństwa i celnikami, którzy patrzą na ręce, z chorobami, ze strachem o życie swoje i koleżanek.
Zobaczcie, jak z perspektywy ich oraz pasażerów wyglądało latanie w Polsce na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.
Kandydatka na stewardesę oprócz miłej aparycji i znajomości języków obcych musi też umieć radzić sobie w powietrzu. Jak to sprawdzić? Przy użyciu metod, które dziś nazwalibyśmy wybitnie niehumanitarnymi.
Na rozgrzewkę krzesło Baraniego, czyli badanie błędnika.
To specjalne obrotowe krzesło, na którym siada kandydatka na stewardesę i następnie jest okręcana po 10 razy w każdą stronę. Potem musi wstać, dotknąć palcem nosa i przejść się po pokoju.
Ale to nic przy teście na pokładzie samolotu. Jak wyglądały? Z kandydatkami na pokładzie maszyna wzbijała się na wysokość 500 metrów i zaczynały się próby. Pierwsza – przeniesienie przez kabinę tacy ze śniadaniem. W stymulowanych przez pilotów warunkach poważnych turbulencji.
„(...)Druga próba polega na rozdaniu prasy wśród pasażerów i zebraniu jej. Zadanie pozornie łatwe, gdyby nie piloci, którzy teraz dopiero – gdy nie ma obawy o zawartość tac – zaczynają imitować istne tornado. »Litka« ani przez chwilę nie leci po torze prostym, warkot silników to słabnie, to wznosi się do przejmującego ryku. Wszystkie te graniczące z akrobacją ruchy samolotu, jakieś ślizgi na skrzydło, połączone z nurkowaniem, nagłe zwroty, gwałtowne zmiany wysokości musiały zadziwiać i przestraszyć niejednego z mieszkańców wsi i osiedli między Warszawą a Piasecznem. Stewardesy muszą kolejno klękać lub odpychać się od sufitu(...)”.Fot. LOT
