Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 30 Sie 2015 01:54 

Rejestracja: 30 Mar 2013
Posty: 76
Termin: 15.05 – 01.06.2015
Trasa: Poznań – Berlin – Lizbona - São Miguel – Terceira – Pico – Faial – São Jorge – São Miguel – Lizbona – Berlin – Poznań

15 maja
Z Poznania wyjechałyśmy ok. 4 rano, trzeba było dojechać do Berlina, skąd o 11.30 wylatywał nasz samolot do Lizbony. Podróż do Berlina minęła szybko i właściwie niezauważalnie, ponieważ o tej porze chyba nikt z podróżujących nie ma problemu ze snem ;) Ok. 7.30 byliśmy na lotnisku Berlin-Schönefeld. Cóż, trzeba było szybko się obudzić, żeby nie paść ofiarą tych tłumów ludzi, którzy pewnie też gdzieś lecieli albo i niekoniecznie (wiadomo, że ludzie w różnym celu przyjeżdżają na lotniska ;) Mniejsza o to, nasz dzień zaczął się od śniadania i to było najważniejsze, że w odróżnieniu od innych nie musiałyśmy nigdzie się spieszyć ;) Samolot Berlin - Lizbona wyleciał z ok. 30 min. opóźnieniem i tym sposobem w Lizbonie byliśmy dopiero ok. 15 godz. Szkoda, ponieważ miałyśmy spore plany na stolicę Portugalii, ale po krótkiej naradzie zdecydowałyśmy, że mimo to jedziemy do centrum, w końcu 2-godz. spacer w centrum to lepiej, niż 3h czekania na lotnisku . Z lotniska do centrum można bardzo łatwo dostać się metrem, a zatem już po 30 min. spacerowałyśmy wraz z naszym małym bagażem (niestety, tanie linie lotnicze „pilnują”, by bagaż podróżnych był jak najmniejszy) wzdłuż pięknych uliczek Lizbony :) (1 bilet na metro kosztuje 1,4 € + 0,5 € za kartę wielokrotnego użytku Viva Viagem).

Z Lizbony i potem między wyspami korzystałyśmy z usług linii Sata. Być może nie mam dużego doświadczenia, jeżeli chodzi o różne linie lotnicze, ale podróż z Sata podobała mi się. Obsługa w samolocie była fajna, a szczególnie, że dostaliśmy zarówno gorące napoje, jak też zimne, całkiem dobre kanapki i do tego jeszcze deser (tak to mogę latać, naprawdę ;)
Lotnisko na wyspie Sao Miguel jest nieduże, znajduje się niedaleko miasta. Pas startowy biegnie dosłownie wzdłuż oceanu, dlatego fajnie jest obserwować z góry, jak lądują i startują samoloty ;)

Image

Image

Image

Sao Miguel (15.05 – 21.05)


Z lotniska do miasta dojechałyśmy aerobusem. W poczekalni na lotnisku jest stoisko, w którym można kupić bilet na aerobus, umówić się na termin powrotny, dostać wszystkie niezbędne informacje. Cena biletu – 5 € (w obie strony), aerobus zawozi do samego hotelu i potem zabiera też spod samego hotelu, co jest mega wygodne! Jeżeli chodzi o język, to okazało się, że na Azorach w zasadzie wszyscy lepiej czy gorzej potrafią mówić po angielsku (podobno większość mieszkańców wysp posiada rodzinę w Stanach, pewnie stąd wynika naprawdę gęsta siatka połączeń lotniczych z Kanadą oraz USA).

Zanim opuściłyśmy lotnisko (to dotyczy wszystkich wysp), podeszłyśmy jeszcze do informacji turystycznej. Fajna sprawa! Można tam dostać i to za darmo mapę wyspy + większych miast, rozkład komunikacji publicznej, mapki z trasą pieszych wędrówek (wszystkie te materiały można również dostać w informacji turystycznej w Ponta Delgada).
W Ponta Delgada nocowałyśmy w Residencial Sete Cidades (ok. 21 godz. byłyśmy w końcu u siebie w pokoju, dzień przelotów dobiegł końca, uff :)). Jeżeli chodzi o hotel, to dla nas ważny był koszt noclegu (rezerwacji dokonałyśmy przez hotels.com, było sporo taniej niż przez booking.com), ale nie chciałyśmy rezygnować z własnej łazienki i śniadania. Zważywszy jeszcze, że w niektóre dni korzystałyśmy z komunikacji publicznej, musiałyśmy również pamiętać o przyzwoitej lokalizacji hotelu, żeby nie trzeba było daleko iść do przystanku. Podsumowując, powyższy hotel nie był luksusowy, ale spełniał nasze wymagania. Pokoje były czyste, a śniadanka smaczne (najbardziej cieszyło nas, że codziennie dostawałyśmy świeże Bolo Lêvedo – rodzaj lekko słodkich miejscowych bułek, bardzo nam smakowały! ;)

Image

16 maja
Po dobrym śniadanku nadszedł czas, by spojrzeć trochę bliżej na wyspę São Migiel. Droga z hotelu do centrum zajmowała nam jakieś 10 min, ale mimo to w standardzie było tak, że rano wychodziłyśmy i przez cały dzień nas nie było. Na São Migiel jest całkiem sporo atrakcji, dlatego szkoda czasu, by spędzać go w hotelu :)

Na dobry początek był zaliczony spacer wzdłuż wybrzeża, zajrzałyśmy do wszystkich kościółków po drodze, a co ważniejsze znalazłyśmy biuro firmy MobyDick-Tours (http://www.mobydick-tours.com/), by od razu nabyć bilety na oglądanie wielorybów i delfinów. W zasadzie zobaczenie wielorybów było głównym celem wyjazdu (przynajmniej dla niektórych z nas ;)) Właśnie dzięki wielorybom w swoim czasie dowiedziałam się o istnieniu takiego zakątka Ziemi jak Azory. Być może też dlatego już pierwszego dnia postanowiono, że to dobry moment, by od wielorybów zacząć przygodę z Azorami ;)
Firma MobyDick-Tours była wybrana ze względu na koszt biletu (35 € - najniższa cena, którą udało nam się znaleźć przed wyjazdem w Internecie). Istotne również było to, że MobyDick-Tours do swoich morskich wycieczek wykorzystuje taki większy stateczek, a nie mały ponton. Wydawało nam się, że stateczek będzie bardziej stabilny i dzięki temu bujanie będzie zdecydowanie mniej wyczuwalne. Myliłyśmy się albo miałyśmy pecha, jeżeli chodzi o skalę bujania w tym czasie w oceanie, ale przed wypłynięciem jeszcze o tym nie wiedziałyśmy, niestety…

Image

Wycieczka miała zająć nam 4 godziny, wróciliśmy już po 3 godz. (i całe szczęście!!!). Niektórzy z nas widzieli dużo delfinów, żółwie, a niektórzy… (w tym również ja ;)) już po 15 min. od wypłynięcia mogli doświadczyć wszystkich „przyjemności” związanych z chorobą morską… To było straszne, nie żartuję! :D Z przerażeniem myślałam, że o zgrozo, wycieczka ma trwać aż 4 godziny i jeszcze za to zapłaciłam… Im dłużej szukaliśmy wielorybów, tym mocniej fale rzucały nasz stateczek, tym coraz więcej ludzi dowiadywało się, co to jest choroba morska… Po jakimś czasie organizator wycieczki stwierdził, że chyba już nikomu nie zależy na wielorybach ;), tym sposobem postanowiono, że wracamy do portu. A zatem wielorybów tym razem nie zobaczyłam (tak, tak!!! Był ciąg dalszy poszukiwań ogromnych stworów, ale o tym trochę później), z kolei koszt wycieczki z tego względu ostatecznie nam zmniejszono do 30 €/os., czyli i tak dość dużo).

Wieczorem znowu spacerowałyśmy wzdłuż wybrzeża i dzień tym sposobem dobiegł końca…

17 maja

Trasa dnia: Sete Cidades - Lagoa Verde - Vista do Rei – Mosteiros

Do Sete Cidades dojechałyśmy autobusem (koszt biletu 3,91€), a potem już pieszo i za pomocą mapy szukałyśmy najpierw jezior Lagoa Verde oraz Lagoa Azul (to nie jest daleko od przystanku autobusowego, może z15 min. do „niebieskiego jeziora” i następne 10 min do „jeziora zielonego” :)) Jeziora rzeczywiście są w kolorze zielonym i częściowo niebieskim, bo bardziej widoczny jest szary niż niebieski, no ale cóż. Zielono jeziorko obeszłyśmy wkoło, zanim znalazłyśmy kierunkowskaz na Vista do Rei (okazało się, że droga do Vista do Rei zaczyna się już tuż przy parkingu, a nie „końca” jeziora, no ale kto wiedział… ;)

Pogoda tego dnia była bardzo zmienna, dlatego stopniowo idąc w górę, udało nam się zobaczyć 2 jeziora razem, ale ludzie, którzy przyjechali na ten punkt widokowy samochodem, już takiego szczęścia nie mieli, mgła była tak duża, że z tej wysokości prawie nic nie było widać.

Image

Image

Image

Image

Image

Już w pierwszy dzień pobytu na wyspie dosłownie wszędzie widziałyśmy te szczęśliwe krowy pasące się na polu z przepięknym widokiem na ocean, powszechne hortensje (symbol Azorów), ogromną ilość odcieni zielonego, że momentami odruchowo musiałyśmy sprawdzić, czy aby na pewno to są żywe rośliny, a nie sztuczne :D

Image

Image

Image

Powrót z Mosteiros był wybrany z tego względu, że autobus stamtąd w kierunku Ponta Delgady wyjeżdżał o 18.05 (bilet kosztował 3,31 €), czyli miałyśmy cały dzień na spokojny i niespieszny trekking. Z kolei miasteczko Mosteiros jest nieduże, przystanek autobusowy znajduje się w centrum miejscowości przy kościele. Podobno jest tam też piękna plaża, ale zabrakło nam czasu, by ten fakt sprawdzić :) Można jednak było podziwiać widok na miasto z góry, co też zrobiłyśmy :)

Image

18 maja

Trasa dnia: Furnas - Parque Terra Nostra - Lagoa das Furnas - Caldeiras das Furnas

Do Furnas można bez żadnego problemu dojechać autobusem (albo południową stroną wyspy, albo północną, jak kto woli). Wybrałyśmy autobus w kierunku Povoacao przez Furnas (koszt biletu ok. 4 €).

Wycieczkę zaczęłyśmy od zwiedzania ogrodu botanicznego Terra Nostra, ponieważ autobus zatrzymuje się dokładnie przed wejściem do tego parku. Ludzi w parku było niedużo, ale bez względu na niezbyt ciepłe powietrze większość kąpała się w basenie termalnym (temperatura wody w basenie wynosi ok. +30-40 st.). Przy basenie jest spora ilość przebieralni, prysznic, więc dołączyłyśmy do reszty turystów i też skorzystałyśmy z mega przyjemnej kąpieli :) Bardzo ciekawe doświadczenie, że w wodzie było cieplutko, z kolei na zewnątrz bardzo rześkie powietrze, że aż trudno było uwierzyć, że dałam się namówić na przebranie kurtki na strój kąpielowy… ;) Na pewno super sprawa! Z przydatnych informacji, które udało mi się gdzieś tam wcześniej znaleźć i sprawdzić osobiście, zachęcam, by zabrać ze sobą ciemniejszy ręcznik oraz jakiś starszy strój kąpielowy, który nie szkoda wyrzucić po kąpieli albo przynajmniej mieć świadomość, że wszystko może nie do końca się wyprać (woda zawiera bardzo dużą ilość żelaza, stąd ma taki żółty kolor). Skóra również „łapie” od wody żółty nalot, ale na szczęście idzie potem tego się pozbyć pod prysznicem (może, co prawda, niekoniecznie od razu w parku) :D

Image

Po kąpieli nadszedł czas na spacer. W parku rośnie dużo hortensji, różnych paproci, kamelii, jakieś inne rośliny…

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Na obiad w Furnas większość turystów zamawia „cozido” – takie tradycyjne azorskie danie z warzyw i mięsa (chociaż rybę w ten sposób również podobno można przyrządzić), które gotuje się głęboko w ziemi nad parującymi gorącymi źródłami. Cóż, nie byłyśmy wyjątkiem, zamówiłyśmy słynne „cozido” w restauracji Tony’s. Całkiem smaczne jedzonko, ale bez szału, po prostu ciekawy sposób przyrządzania :)

(cozido jest na talerzu stojącym trochę dalej, na pierwszym planie jest tuńczyk :)).
Image

Po obiedzie i spacerze po mieście, jak też odrobinę za miastem, taksówką dojechałyśmy do jeziora Lagoa das Furnas (taksówka kosztowała 8 €), żeby zobaczyć, gdzie zakopuje się „cozido”, jak też by poczuć zapach wydobywającej się z ziemi siarki, by zobaczyć słynne azorskie gejzery… A zatem potwierdzam, że rzeczywiście pełno tam jest gorących źródeł, gotuje się prawie na okrągło słynne „cozido”, siarkę czuje się nie tylko w okolicy tychże źródeł.

Image

Image

Image

Image

Image

Z powrotem do Ponta Delgady wróciłyśmy wieczorem, korzystając z autobusu, tyle że wsiadłyśmy do niego przy jeziorze Lagoa das Furnas.

19 maja

Trasa dnia: Santa Iria – Porto Formoso – Nordeste – Ermida da Senhora da Paz

Ten i następny dzień różniły się od poprzednich tym, że zmieniłyśmy sposób zwiedzania wyspy. Już nie chodziłyśmy dużo pieszo, tylko wygodnie jeździłyśmy wynajętym autem :) Samochód wynajęłyśmy bezpośrednio w firmie Autocunha (http://www.autocunha.net/ ). Rezerwacja była zrobiona jeszcze przed podróżą i z dostarczeniem samochodu do hotelu. W tym przypadku bezpośredni wynajem okazał się tańszy, niż przez Economy Car Rentals, i co bardzo ważne, nie było żadnej blokady środków na karcie kredytowej (co prawda, zapłaciłyśmy za pełne ubezpieczenie SCDW). Zarówno samochód, jak też obsługa były bardzo fajne, polecam! :)

Nasz samochodzik :)

Image

Kierując się na Ribeira Grande i nie wjeżdżając do samego miasta, bardzo szybko dojechałyśmy do punktu widokowego Santa Iria. Było ładnie, ale ze względu na zachmurzenie dużego wrażenia ten punkt widokowy na nas nie zrobił.

Image

Następny przystanek – plantacja herbaty Porto Formoso. Najpierw całkiem niepotrzebnie wjechałyśmy do miasteczka Porto Formoso, co było sporym błędem, ale dzięki temu na własnej skórze doświadczyłyśmy uroku małych wąskich uliczek, które prowadzą raz w górę, raz w dół; ruch z naprzeciwka nie zawsze jest widoczny, nie mówiąc już o zaparkowanych samochodach miejscowych również w tych wąskich małych uliczkach. Podsumowując, nasz kierowca nie miał lekko! ;) Samochód dał sobie radę, ale gdyby silnik był nieco lepszy, to mimo wszystko wszyscy by nam tym skorzystali :)

Wracając do plantacji herbaty Porto Formoso, jest to niewielka plantacja, na której rośnie i produkuje się 3 rodzaje czarnej herbaty – Pekoe, Orange Pekoe oraz Broken Lear (każdy rodzaj herbaty różni się przede wszystkim swoją mocą). Wejście na plantację jest darmowe. Najpierw turystom proponuje się obejrzenie filmu na temat uprawy herbaty, potem pokazuje się etapy produkcji, z kolei pod koniec zwiedzania można również całkowicie za darmo spróbować wybranego gatunku herbaty. Można oczywiście nabyć herbatę jako pamiątkę do domu (koszt 3 €), ale absolutnie nikt tego nie wymaga.

Image

Image

Dalej droga prowadziła nas w kierunku Nordeste – miejscowość znajdująca się we wschodniej części wyspy. Wiadomo, że jadąc w kierunku Nordeste, zatrzymywałyśmy się na każdym możliwym punkcie widokowym, a trochę ich było :)

Image

Image

Można było zobaczyć wodospady (Parque Natural da Ribeira dos Caldeirões), trochę poobserwować ptaki.

Image

Image

Image

Image

Image

Nordeste nie zrobił na nas dużego wrażenia, ale niektóre punkty widokowe w okolicach Nordeste i owszem, były bardzo ładne :)

Image

Image

Już wieczorem dotarłyśmy jeszcze do jednego pięknego miejsca – Ermida De Nossa Senhora Da Paz. Stąd można podziwiać miasto oraz maleńką wysypkę Ilhéu da Vila Franca.

Image

Image

20 maja

Trasa dnia: Augusto Arruda Pineapple Plantation – Lagoa do Fogo – Miradouro da Boca do Inferno – Ponta da Ferraria (tzw. „gorący ocean”)

Plantacja ananasów była dla nas nie tyle czymś ciekawym, co bardziej nowym, bo raczej nie często widuje się, gdzie i jak rosną ananasy… :) Augusto Arruda Pineapple Plantation (znajduje się w miejscowości Fajã de Baixo, plantacja jest otwarta codziennie od 09:00 do 20:00) jest to niewielka plantacja, ale dość znana na Azorach. Pracownicy większym grupom robią wycieczki, dokładnie opowiadając oraz pokazują różne ciekawostki związane z uprawą ananasów. Wejście znowu było darmowe, ale obok szklarni znajduje się nieduży sklepik z pamiątkami, w którym można nabyć oczywiście ananasy, likier ananasowy + wszelkie inne produkty, w procesie wytwarzania których wykorzystuje się ananas. :) Ciekawy pomysł w każdym razie na biznes ;)

Image

Image

Image

Lagoa do Fogo – ładne i drugie co do wielkości jezioro na wyspie, ale z powodu mgły, która swoją drogą zdaniem miejscowych bardzo często tam jest, niedużo udało nam się zobaczyć. Pewnie byłoby cudownie pójść pieszo wokół tego jeziora, nie mieliśmy jednak na to czasu. Okolica w każdym razie jest przepiękna i warta zobaczenia! :)

Image

Image

Punkt widokowy Miradouro da Boca do Inferno – to miejsce zapamiętałam ze zdjęć jeszcze przed wyjazdem na Azory i nie pomyliłam się w swoim wyborze! Moim skromnym zdaniem ;) jest to najpiękniejsze miejsce na wyspie, które będę zawsze przywoływać w pamięci, gdy padnie słowo Azory…

Image

Image

W trakcie poszukiwań Miradouro da Boca do Inferno zobaczyłyśmy wiele innych pięknych tras, punktów widokowych. Niestety zabrakło nam czasu, by podążać każdą ścieżką. Niektóre szlaki zaliczyłyśmy częściowo, niektóre punkty widokowe widziałyśmy z daleka… Właśnie w tym dniu każda z nas stwierdziła, że na Azory musimy jeszcze wrócić, bo przecież tyle nie zdążyłyśmy…

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ponta da Ferraria („gorący ocean”) – niestety, nie udało nam się doświadczyć „gorącej” kąpieli w oceanie. Trochę trudno było przewidzieć, o której uda nam się do tego miejsca dotrzeć, a przypływy i odpływy też nie chciały dostosować się do nas… :D W Internecie jest sporo opinii, że jest to wyjątkowe miejsce i ciekawe zjawisko, no ale cóż, mamy kolejny powód, by kiedyś powrócić na Azory :) Tym niemniej widoki w Ponta da Ferraria również są przepiękne :)

Image

Image

Image

21 maja

Samolot na Terceirę leciał o 13.10, dlatego przed południem udało nam się zobaczyć jeszcze 2 parki miejskie (jeden płatny – Jardim José do Canto, drugi bezpłatny - Jardim Antonio Borges). Bardziej przypadł nam do gustu park bezpłatny ;)

Image

Image


Ostatnio edytowany przez alesikpl 01 Wrz 2015 00:00, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 30 Sie 2015 21:45 

Rejestracja: 30 Sie 2015
Posty: 2
Fajnie znów być na Azorach :)

-- 30 Sie 2015 21:50 --

i te "sznurki"... ach... :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 30 Sie 2015 22:16 

Rejestracja: 30 Mar 2013
Posty: 76
A zatem ciąg dalszy wyprawy... ;)

Terceira (21.05 – 25.05)

Długość lotu São Miguel – Terceira wynosi ok. 40 min. Samolot, który realizuje ten lot, jest sporo mniejszy od tego, co sprowadził nas z Lizbony do Ponta Delgady, podróż minęła przyjemnie i bezpiecznie :) Z lotniska do miasta Angra do Heroísmo (stolicy Terceiry) dojechałyśmy taksówką (koszt 17 €), zajęło nam to mniej więcej 30 min. Można było jechać autobusem, koszt dojazdu byłby wtedy trochę niższy, ale przy takiej opcji trzeba zaliczyć przesiadkę w Praia da Vitória, ponieważ bezpośredniego połączenia lotnisko – Angra nie ma. Głównie ze względu na bagaż stwierdziłyśmy, że jednak wolimy taksówkę. Tradycyjnie zanim opuściłyśmy lotnisko, zaliczyłyśmy punkt informacji turystycznej i tym sposobem byłyśmy zaopatrzone we wszystkie możliwe bezpłatne mapy i rozkłady jazdy. ;)

Nocleg był zamówiony w Casa de Hospedes Isaias w Angra do Heroísmo. Jest to niewielki pensjonat, który zapewnia pokoje z własną łazienką oraz wspólną kuchnią. Warunki skromne, ale było w miarę czysto, ręczniki wymieniano codziennie, a co ważniejsze było naprawdę tanio (nam wyszło ok. 12 €/os. za noc). Do centrum miasta dochodziłyśmy pieszo za jakieś 10 min. Podsumowując, chyba całkiem ciekawa oferta noclegowa ;)

Po zakwaterowaniu się udałyśmy się na pierwszy spacer po Angrze. Jakie wrażenia? Ładne, zadbane, niewielkie miasto. Turystów bardzo mało (na pieszych szlakach, jak się później okazało, w ogóle prawie nigdy nikogo nie widziałyśmy), a więc super kierunek dla spokojnego odpoczynku :)

Image

Image

Image

Image

22 maja


Trasa dnia: Angra do Heroismo – Sao Mateus da Calheta – Serreta – Serreta Lagoinha – Serreta – Angra do Heroismo

Do Sao Mateus da Calheta (malutka wioseczka niedaleko Angra do Heroismo) dojechałyśmy taksówką (koszt 6 €), ponieważ autobusy jeżdżą dość rzadko, więc wyszło nam, że mniejsze odległości spróbujemy pokonywać taksówką, z kolei na większe odległości musimy łapać autobus, by zbyt dużo nie przepłacać za transport.

Co jest ciekawego w Sao Mateus da Calheta? Byłyśmy w muzeum wielorybnictwa (znajduje się bezpośrednio w porcie tej miejscowości), ale nic ciekawego tam nie zobaczyłyśmy, więc naszym zdaniem nie warto tam iść. Oprócz muzeum w Sao Mateus da Calheta tuż przy wjeździe do portu znajduje się restauracja Beira Mar, którą na pewno warto uwzględnić w planach pobytu na wyspie. Na pierwszy rzut oka budynek wcale nie przypomina restauracji, ale zdaniem miejscowych jest to najlepsze miejsce na kolację na całej wyspie. Cóż, możemy tylko potwierdzić, że podawane jedzenie jest przepyszne, z kolei ceny są najniższe ze wszystkich, które widziałyśmy na Azorach. Np. pokaźnych rozmiarów drugie danie z różnymi gatunkami ryb kosztuje 8-12 €, koszt zupy 1,5 – 3 €, a co ważniejsze wszystkie owoce morza są naprawdę świeże (nieraz widziałyśmy, jak tuż przed otwarciem restauracji pracownicy wnosili jeszcze mokre i prosto z portu różnego rodzaju mięczaki).

Ciekawe spostrzeżenie, że na Azorach wciąż przestrzegają zasady, że dania ciepłe podaje się w restauracjach wyłącznie od 12 do 15 godz. i potem od 18.30 do 23. Być może mało jeszcze w swoim życiu podróżowałam, ale przyzwyczaiłam się do tego, że w Europie za pieniądze (żeby nie było ;)) dla turystów robione jest wszystko. Pasuje każda godzina, by turystę nakarmić, byle by na tym można było zarobić. :D Cóż, mieszkańcom Azorów chyba na tym nie zależy. Nieważne, że turysta jest już głodny o 16-17 godz., musi i tak swoje odczekać do 18.30, a nieraz i do 19 godz., zależy od restauracji. ;) Otóż wiele razy musiałyśmy czekać, aż nam „łaskawie” otworzą restaurację… Dziwne uczucie, jak się siedzi pod restauracją albo jeszcze lepiej trzeba ustawić się w kolejkę, by w końcu się najeść (przed ww. Beira Mar kolejki były zawsze, dlatego warto pomyśleć o wcześniejszej rezerwacji, chociaż nam akurat zawsze udawało się znaleźć jakieś wolne miejsce) :D

Image

Image

Image

Image

Szlak pieszy Serreta Lagoinha zaczyna się i kończy w miejscowości Serreta. Do wioski Serreta dojechałyśmy autobusem (koszt biletu ok. 3 €), miejscowi, którzy jechali wraz z nami w autobusie, zadbali o to, by kierowca zatrzymał się dokładnie przed wejściem na szlak. Gościnność mieszkańców Azorów robi naprawdę duże wrazenie! :)

Serreta Lagoinha jest to malutkie jezioro, które znajduje się dość wysoko npm. Droga do jeziora powinna była nam zająć 2-3 godz. (7 km), jednak zajęła nam sporo więcej, ponieważ trochę pobłądziłyśmy i ostatecznie szłyśmy swoim „szlakiem”. :D Sam w sobie szlak nie jest trudny, prowadzi przez las, na otwartych przestrzeniach widać ocean, a nawet wyspę São Jorge. W ciągu całego dnia na szlaku widziałyśmy tylko 2 turystów, resztę czasu byłyśmy tylko my i las, ptaki, przepiękne widoki i szum oceanu… ;)

Image

Image

Image

Image

23 maja

Trasa dnia: Angra do Heroismo – Praia da Vitoria – Baias Agualva – Biscoitos – Sao Mateus da Calheta – Angra do Heroismo

Trasę tego dnia również odbyłyśmy częściowo autobusem (do Praia da Vitoria, koszt biletu ok. 2-3 € + z Quatro Ribeiras do Biscoitos i potem z powrotem z Biscoitos do Sao Mateus da Calheta), częściowo taksówką (z Praia da Vitoria do początkowego punktu pieszego szlaku Baias Agualva – koszt taksówki 15 €).

Praia da Vitoria jest to również niewielkie miasto, jeszcze mniejsze niż Angra do Heroismo. Jest tam dość duża piaszczysta plaża i to byłoby na tyle. W każdym razie spędziłyśmy tam niewiele czasu, zaliczyłyśmy spacer przez centrum, zajrzałyśmy na miejscowy targ rybny i to tyle.

Image

Image

Z kolei pieszy szlak Baias Agualva w rzeczywistości był o wiele ciekawszy, niż spodziewałyśmy się. Jest to bardzo malowniczy szlak wzdłuż wybrzeża. Stopień trudności jest prawie żaden, może na początku jest nieco trudniejsze podejście w górę. Natomiast w większości jest to po prostu przyjemny spacer, podczas którego można wypatrywać mewy oraz płynące gdzieś daleko stateczki. Jest tam naprawdę bardzo ładnie, więc polecam tę wędrówkę ;)

Image

Image

Image

W Biscoitos warto zobaczyć, a może też i wykąpać się w Piscinas naturais dos Biscoitos. To są tzw. „baseny naturalne”, czyli coś w rodzaju zatoki/basenu, które są oddzielone od reszty oceany oraz większych fal kamieniami. Dodatkowo jest zapewnione bezpieczne zejście do wody. Przy ciepłej pogodzie jest tam sporo kąpiących się osób.

Image

Do wody ostatecznie nie weszłyśmy, ale za to spróbowałyśmy miejscowe lody Quinta dos Açores. Coś w tych lodach jest, mają swój specyficzny smak. Może to kwestia mleka od szczęśliwych azorskich krów?! ;) Warto w każdym razie spróbować! Fabryka Quinta dos Açores znajduje się niedaleko Angra do Heroismo, dlatego chętni mogą kupić te lody nie tylko w sklepach, ale też w kawiarni tuż przy fabryce :)

Image

Chciałabym zwrócić również uwagę na kolorowe domki Azorczyków. Bardzo nam się podobają! Prawie na wszystkich domach jest wbudowana płytka z obrazem jakiegoś świętego, myślę, że pewnie chodzi o opiekuna tego domostwa. Wszystkie domy są oczywiście zadbane oraz wywołują naprawdę pozytywny nastrój :)

Image

Image

Image

Image

Dzień wydawałoby się, że już kończy. Mogłabym wspomnieć o zaliczonej jeszcze tego dnia kolacji w Sao Mateusz w restauracji Beira Mar, ale tak się złożyło, że to nie było jeszcze wszystko, jeżeli chodzi o różnego rodzaju doświadczenia i wrażenia ;)
Okazało się, że z powodu nadchodzących Świąt Zesłania Ducha Świętego na ulicach wioski została zorganizowana najprawdziwsza miejscowa korrida! Na szczęście na Azorach nikt nie męczy byków. Miejscowa korrida polega na tym, że uwiązany i przetrzymywany na bardzo długiej linie przez 6-7 facetów byk jest wypuszczany na ulice wioski, by gonić tych śmiałków, którzy odważą się go drażnić albo po prostu wejść mu w drogę. Ile było emocji… Otóż z ciekawości podeszłyśmy, by zobaczyć, jak to widowisko wygląda. Zaznaczę, że byłyśmy całkiem daleko od byka, jak też obserwowałyśmy imprezę z pewnej wysokości, ponieważ byłyśmy na pewnym podwyższeniu. Niespodziewanie facet, który uciekał przed bykiem, jakimś cudem wskoczył albo został wciągnięty przez innych ludzi na to podwyższenie, na którym między innymi my byłyśmy. I co myślicie? Byka to nie zatrzymało! Byk również wskoczył na to podwyższenie i zaczął biec w naszą stronę… Emocje sięgały zenitu, pięta nie nadążały za resztą ciała, ponieważ kto wiedział, że byk potrafi tak wysoko skakać?! :D Oczywiście, nikomu nic się nie stało, ale na pewno już wiemy, dlaczego korrida jest tak lubiana wśród Azorczyków i nie tylko ;)

Image

24 maja

Trasa dnia: Algar do Carvao – dookoła wyspy

Tego dnia wynajęłyśmy samochód (Fiat Panda z firmy Ilha Verde przez Economy Car Rentals). Ilha Verde spodobała nam się zdecydowanie mniej, niż poprzednia firma w Ponta Delgada. Samochód, jeżeli nie chcesz dopłacać, trzeba było odbierać bezpośrednio na parkingu firmy Ilha Verde, zawsze był blokowany depozyt na karcie kredytowej, a co gorsze ściągnięcie blokady następowało jakieś 7 dni po oddaniu samochodu. Więcej minusów, na szczęście, nie było.

W ciągu dnia zdążyłyśmy pojechać nie tylko do jaskini Algar do Carvao, ale też zrobić kółko wokół większej części wyspy, zatrzymując się i podziwiając większość punktów widokowych. 1 dzień w zupełności wystarcza, by objechać wyspę dookoła. Jeżeli ktoś planuje piesze wędrówki, to taniej jest dojechać do szlaków autobusem albo taksówką.

Algar do Carvao jest to ogromna jaskinia, a dokładniej krater powulkaniczny, który obowiązkowo trzeba zobaczyć, będąc na Terceirze. W jaskini można podziwiać stalagmity i stalaktyty, na samym dole znajduje się jezioro, które latem często wysycha, a zimą znowu się pojawia. Wejście do jaskini kosztuje 5 € albo 8 €, jeżeli kupić bilet łączony na zwiedzanie 2 jaskiń (Algar do Carvao oraz Gruta Natal).

Image

Image

Niedaleko od Algar do Carvao znajduje się Furnas do Enxofre – cos podobnego do Furnas na wyspie Sao Migiel, ale znacznie mniejsze, jeżeli chodzi o rozmiar. Z ziemie przez szczeliny wydobywa się para siarki oraz dym, które są oznaką tego, że region jest wciąż aktywny sejsmicznie.

Image

Najważniejsze wydarzenia dnia, które mogłyśmy zobaczyć, to liczne procesje z powodu Świąt Zesłania Ducha Świętego. Z przewodników turystycznych wiedziałyśmy, że na Azorach jest bardzo mocny kult Ducha Św., ale żeby aż tak… Zacznę od tego, że mają 2 dni wolnego z powodu tego świętego, nie mówiąc już o tym, że wiele osób świętuje przez cały tydzień. W cukierniach piecze się specjalne ciasta, słodycze…

Image

Image

Każda rodzina powinna mieć własną koronę św. Ducha, z którą potem w procesji idzie najmłodszy członek tej rodziny.

Image

Image

Wiele rodzin najpierw zdobi, a potem czeka na procesję w specjalnych wozach…

Image

Image

Zgodnie z tradycją tego dnia po procesji wszyscy dostają chleb jako symbol tego, że należy dzielić się z potrzebującymi. Z kolei po zakończeniu liturgii wszyscy mieszkańcy udają się do kapliczek św. Ducha, by tam wraz ze wszystkimi świętować ważne dla nich święto.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

25 maja

Trasa dnia: Monte Brasil + okolica

Ech, to już ostatni dzień naszego pobytu na Terceirze (ale nie koniec pobytu na Azorach ;)) Przed południem udało nam jeszcze się wybrać na półwysep Monte Brasil (znajduje się tuż koło Angry). Do samej góry wejść nam nie było dane, zabrakło czasu, ale zdążyłyśmy zauważyć, że na pewno warto tam się wybrać, gdyby ktoś się nad tym zastanawiał ;) Z Monte Brasil jest piękny widok na całą Angrę, jak też wybrzeże Terceiry.

Image

Image

Prawie obok z Monte Brasil znajduje się bardzo fajny plac zabaw dla dzieci, jak też plac ćwiczeń dla dorosłych. Na pewno polecam! :)
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 30 Sie 2015 22:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 405
Loty: 131
Kilometry: 304 726
srebrny
Niezła relacja. Również z czystym sumieniem mogę polecić Azory. Na Tercierze nie byłem, osobiście największe wrażenie na mnie zrobiły Corvo i Flores. Pozdrawiam i czekam na dalszy ciąg...
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 30 Sie 2015 23:01 

Rejestracja: 25 Lis 2011
Posty: 261
Fajna relacja, myślałam, że tydzień na Azory jest wystarczający, tymczasem okazuje się, że można tam spędzić więcej czasu i jest co oglądać. No i fajne jest to, że nie jest to jeszcze b. popularna destynacja i nie odpoczywa się w tłumie.
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 31 Sie 2015 00:21 

Rejestracja: 30 Mar 2013
Posty: 76
Dziękuję za komentarze :) Na Flores i Corvo nie byłam, ale chętnie w swoim czasie tam się wybiorę ;) Tymczasem ciąg dalszy mojej relacji...

Pico, Faial, Sao Jorge (25.05 – 31.05)

Szkoda było żegnać się z Terceirą, bo jednak zostały nie zaliczone piesze szlaki, jak też nie wszystkie jaskinie były obejrzane, ale cóż, następne wyspy czekały ;)

Lot na wyspę Pico trwał jedynie ok. 30 min., ale pogoda zmieniła się diametralnie. Wyspa spotkała nas pełnym słońcem, zupełnie innymi gatunkami roślin. Wszędzie był widoczny powulkaniczny krajobraz, tzn. rosną małe krzaki albo zupełnie drobna trawa, drzew prawie w ogóle nie ma. Z drugiej strony pełno tam jest winorośli, a dokładnie pól przedzielonych kamieniami na kształt siatki, dzięki czemu winogrona są chronione przed wiatrem i mogą szybciej dojrzewać.

Na lotnisku znowu uzupełniłyśmy nasze zasoby o mapy wysp centralnych (Pico, Faial oraz Sao Jorge), a potem taksówką dojechałyśmy do hotelu (koszt taksówki 12€).
Tym razem nocowałyśmy w Villa da Madalena (http://www.villadamadalena.com/). Był to nasz zdecydowanie najdroższy do tej pory hotel na Azorach, ale z drugiej strony też najbardziej komfortowy. Hotel znajduje się w mieście Madalena, lokalizacyjnie jest umieszczony na wzgórzu, dlatego z okien hotelu oraz balkonu widać nie tylko ocean, ale też sąsiednią wyspę Faial. Wspaniała miejscówka jednym słowem!

26 maja

Trasa dnia: wyspa Faial: Peter Cafe Sport (muzeum scrimshaw) –
Vulcão dos Capelinhos – krater Caldeira – Porto Pim (Senhora da Guia) – Marina da Horta

Od czego by tu zacząć… Na wyspie Faial byłyśmy tylko przez 1 dzień, niestety, ale jak powiedziałaby moja jedna znajoma optymistka, dzięki temu mamy po prostu niepodważalny powód, by tam wrócić! :D Mam nadzieję, że dokładnie tak będzie i że pewnego dnia tam powrócę, by nadrobić zaległości, a z pewnością jest co tam robić ;)

W celu zaoszczędzenia czasu i ułatwienia sobie zwiedzania na Faial wynajęłyśmy samochód, dlatego o komunikacji publicznej na tej wyspie nic napisać nie mogę. Samochód wypożyczyłyśmy znowuż przez Ilha Verde (tzn. za pośrednictwem Economy Car Rentals).

Image

Na wyspę dostałyśmy się promem (czas w podróży – 30 min., koszt 3,4 €).

Image

Image

Zwiedzanie wyspy rozpoczęłyśmy od spaceru po mieście Horta (stolica Faial), trzeba było koniecznie wejść do Peter Cafe Sport – tradycyjnej kawiarni żeglarzy z całego świata. Na ścianach, na suficie, dosłownie wszędzie w kawiarni pełno jest flag z całego świata (polska również była i to nie jedna ;)) Menu jakoś specjalnie nie zachwyca, ale herbatę albo kawę jak najbardziej zamówić można :)

W tym samym miejscu, tyle że na piętrze Peter Cafe Sport znajduje się Museu do Scrimshaw (wejście kosztuje 2 €) – muzeum rzeźby wykonanej na zębach lub kości wielorybów, niektóre przedstawione eksponaty pochodzą z 1884r. Warto wejść do tego muzeum, bo gdzie indziej można zobaczyć tego typu arcydzieła… Z drugiej strony to dobrze, że tego typu sztuka dotyczy już raczej przeszłości, niż przyszłości, bo szkoda wielorybów. Jeszcze trochę i wiele gatunków wielorybów może po prostu zniknąć z oceanów, niestety.

Image

Image

Dalej ruszyłyśmy do pozostałości po wulkanie Vulcão dos Capelinhos. Wybuch wulkanu nastąpił wcale nie tak dawno w 1957r., w wyniku którego wyspa Faial powiększyła się o 2,5 km nowego terytorium. Na szczęście nikt nie zginął, wszyscy zdążyli się ewakuować. Teraz to miejsce wzbudza podziw, jeżeli chodzi o swoją wielkość, czarną ziemię albo bardziej pozostałości popiołu i lawy.

Image

Image

Image

Jak najbardziej można wejść na sam krater, widoczny jest stamtąd piękny krajobraz, duża ilość mew.

Image

Image

Image

Krater Caldeira nie udało się nam zobaczyć, w tej części wyspy była zbyt duża mgła, widoczność sięgała jakieś 10-15m. Szkoda, ale to, co zobaczyłyśmy w drodze do góry, to było nasze ;)

Image

Image

Image

Chciałabym jeszcze wspomnieć o Porto Pim (Senhora da Guia). Jest to półwysep, który znajduje się tuż obok Horty. Koniecznie trzeba tam pojechać albo wejść pieszo (jak najbardziej da się to zrobić ;)). Z góry jest widoczna nie tylko Horta, ale też cała wyspa Faial, jak też Pico. Tu też znajduje się chyba najlepsza na całych Azorach plaża (szeroka, piaszczysta i z ciepłą wodą, co jest chyba najważniejsze! ;))

Image

Na wyspie Faial wszyscy turyści podziwiają też port Marina da Horta, a dokładniej oglądają wszystkie malowidła pozostawiane przez żeglarzy (wcześniej malowano „na szczęście”, by szczęśliwie dopłynąć do celu, a dziś nowe rysunki zostawia się bardziej w celu zachowania tradycji. Cóż można i tak :)) My z kolei podziwiałyśmy nie tylko rysunki, ale też mega drogie jachty… ;)

Image

Image

Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 31 Sie 2015 09:06 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2014
Posty: 3116
Nie przypuszczałam, że na Azorach jest aż tak ładnie ;)
_________________
Ιαπόνκα76
Image
Góra
 Relacje PM off
alesikpl lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 31 Sie 2015 10:12 

Rejestracja: 26 Cze 2015
Posty: 54
Dobrze zobaczyć taką relację ze zwiedzania na spokojnie i bez pośpiechu. Jak uda mi się tam dotrzeć z dziećmi to właśnie tak będzie to wyglądać.
Góra
 Relacje PM off
alesikpl lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 31 Sie 2015 14:49 

Rejestracja: 26 Maj 2013
Posty: 111
niebieski
Dzieki Waszej relacji potwierdza sie to co o Azorach wiedzialem. To nie jest miejsce dla wszystkich. Piekna przyroda i brak turystyki masowej to plus. Nie ma tam masowej bazy hotelowej jak na Kanarach, nie ma "zlotych plaz", parkow rozrywki dla gawiedzi i "dzieciaczkow", dyskotek, klubow itp. Pogoda tez robi swoje. Zmienna i potrafi nawet latem zaskoczyc. Wszystko co lubie :-) Wasza relacja zacheca by tam sie wybrac.

Wysłane z mojego X2_Twin przy użyciu Tapatalka
_________________
Moje podróże: http://albumzpodrozy.pl (Azory, Malta, Indonezja, Węgry i inne)
Góra
 Relacje PM off
alesikpl lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 31 Sie 2015 23:38 

Rejestracja: 30 Mar 2013
Posty: 76
Dziękuję wszystkim za kolejne komentarze :) Azory ładne są i tyle, cóż tu więcej dodać, aczkolwiek rzeczywiście nie jest to kierunek dla każdego ;) I kontynuuję swoją relację ;)

27 maja

Trasa dnia: wyspa Sao Jorge

Na tej wyspie byłyśmy tylko przez 1 dzień. Szkoda, ale ile trzeba by mieć urlopu, by móc dokładnie zwiedzić każdy zakątek Azorów?! Teraz przynajmniej nie muszę się zastanawiać, gdzie mogę spędzić każdy następny urlop, starczy rozrywki na całkiem sporą ilość urlopów ;)
Wracając do relacji… :) Z Pico na Sao Jorge dopłynęłyśmy promem (zajęło nam to 1 godz. 20 min. oraz 10 € koszt biletu w jedną stroną. W trakcie podróży można nie tylko obserwować delfiny, ale przy odrobinie szczęścia można też zobaczyć wieloryby! W naszym przypadku udało się z daleka wypatrzeć, jak wieloryb puszcza fontanny :)

Image

Na Sao Jorge również wypożyczyłyśmy samochód. 1 dzień to zbyt mało, by korzystać z transportu publicznego. Z drugiej strony, jeżeli wynajęcie samochodu nie wchodzi w grę, to lepiej zobaczyć cokolwiek, niż nic! ;)

Nasze następne autko ;)
Image

Jakiejś specjalnej trasy w przypadku Sao Jorge nie układałyśmy. Jechałyśmy przed siebie wzdłuż wybrzeża, zatrzymując się na wszystkich możliwych punktach widokowych.

Image

Image

Image

Image

Widziałyśmy kolejne azorskie wodospady, znowu liczne kapliczki ku czci Ducha Św.

Image

Image

Udało nam się znaleźć i spróbować tradycyjne dla wyspy Sao Jorge ciastka – Espécies ;) , Zobaczyłyśmy, jak Azorczycy uprawiają kawę, a potem suszą, mielą i dają przepyszną kawę do spróbowania turystom! ;) Otóż pochwalę się, że dla nas również zrobiono świeżutką kawę z ziaren, a potem pokazano domową uprawę :D Gdyby ktoś był zainteresowany, proszę odnotować sobie miejscowość Fajã dos Vimes ;)

Image

Image

Image

Image

Z powodu dużej mgły, dotyczyło to zwłaszcza terenów położonych w górach, niestety, nie udało się zbyt dużo zobaczyć. Z drugiej strony (coż za wspaniała wiadomość! ;)) musimy koniecznie tam wrócić, bo ewidentnie pozostały braki w zwiedzaniu :D Tak na marginesie Sao Jorge jest moim zdaniem doskonałym miejscem na liczne górskie wędrówki. Stopień trudności pewnie jest w zasięgu niemal każdego, z kolei ilość szlaków jest przeogromna + ze wszystkich wysp na których byłyśmy, na Sao Jorge turystów można chyba było policzyć na placach jednej ręki ;)

I jeszcze jedno miejsce, które udało nam się jakimś trafem zaliczyć :) Istnieje opinia, że na Sao Jorge jest produkowany najlepsze ser w całej Portugalii. Trudno mi do tego się ustosunkować, bo raczej nie jestem znawcą serów ;), ale chętnie skorzystałam z okazji zobaczenia i podziwiania domowej manufaktury zajmującej się produkcją sera! :) Serownia, którą widziałyśmy, znajduje się w wiosce Santo Amaro. Żeby nie było nieporozumień, tam nie ma zorganizowanych wycieczek, ale na prośbę zainteresowanych życzliwi Azorczycy jak najbardziej pokazują to, w czym są dobrzy i co jest dla nich ważne. Mogłyśmy nie tylko zobaczyć, ale też spróbować wspomniany ser. W podziękowaniu za „wycieczkę”, jak też dla przyjemności własnego podniebienia kupiłyśmy odrobinę sera na „zaś” (niestety, nie mogłyśmy kupić całego kilkukilogramowego kawałka sera, easyjet raczej nie „zniósłby” takiej ilości bagażu podręcznego :D)

Image

Image

Ostatnie spojrzenie na Sao Jorge, Velas i prom zabiera nas z powrotem na wyspę Pico…

Image

Image
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 01 Wrz 2015 21:53 

Bardzo ciekawa relacja ;) , czy możesz napisać jakie były temperatury podczas Waszego pobytu?
Góra
 PM off  
 
#12 PostWysłany: 02 Wrz 2015 00:19 

Rejestracja: 30 Mar 2013
Posty: 76
Pogoda... Miałyśmy fajną pogodę, udało nam się ;) Coś w okolicy +20-23 st. W dzień przeważnie chodziłyśmy na krótki rękaw, rano i wieczorem + na promie, gdzieś wyżej w górach była przydatna bluza. Zachmurzenie i mgłę widziałyśmy nieraz, ale jeżeli chodzi o deszcz, to chyba ze 2 razy nam się zdarzyło, ale zawsze to były deszcze przelotne :)
Góra
 Relacje PM off
bepaja1 lubi ten post.
bepaja1 uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 05 Wrz 2015 20:09 

Rejestracja: 22 Maj 2015
Posty: 31
Loty: 24
Kilometry: 60 505
Swietna relacja.
Bardzo nam sie przyda,gdyz wybieramy sie na Azory w pazdzierniku.Czy Sao Jorge byla ostatnia wyspa na ktorej bylyscie?
No i na wyspach bedziemy tylko 10 dni,wiec ktore naprawde warto zobaczyc a ktore mozna pominac.
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 05 Wrz 2015 21:22 

Rejestracja: 26 Mar 2014
Posty: 136
Czekam z niecierpliwością na zakończenie.
Góra
 Relacje PM off
alesikpl lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 05 Wrz 2015 22:29 

Rejestracja: 30 Mar 2013
Posty: 76
bepaja1 napisał(a):
Swietna relacja.
Bardzo nam sie przyda,gdyz wybieramy sie na Azory w pazdzierniku.Czy Sao Jorge byla ostatnia wyspa na ktorej bylyscie?
No i na wyspach bedziemy tylko 10 dni,wiec ktore naprawde warto zobaczyc a ktore mozna pominac.


Wrażenia ze zwiedzania wyspy Pico są niżej ;) Jeżeli chodzi o wybór którejś wyspy, to 10 dni to jest dobry czas, by zobaczyć Sao Miguel (największą wyspę), a potem skupić się na wyspach centralnych, pomiędzy którymi można niewielkim kosztem przemieszczać się promem (mam na myśli Faial, Pico i Sao Jorge). Nie oznacza to jednak, że te wyspy są najładniejsze ;) Naprawdę wszystkie wyspy są piękne i warte zobaczenia, jak też różnią się między sobą, dlatego trudno wybrać tę "naj". Osobiście chciałabym wrócić na każdą z tych wysp, a przecież nie widziałam jeszcze Flores i Corvo (też podobno wyjątkowe), Graciosa, Santa Maria... Po powrocie z wyjazdu proszę podzielić się wrażeniami ;)

-- 05 Wrz 2015 22:53 --

Cieszę się, że moja relacja komuś się przydaje, więc kontynuuję ;)

28 maja

Trasa dnia: wejście na górę Pico

Image

Wejście na Pico trudno opisać… Z jednej strony na Pico może wejść absolutnie każdy, ponieważ od strony umiejętności technicznych nie ma jakichś specjalnych wymagań. Z drugiej strony wejście na górę jednak wymaga dużo sił, energii i chociaż podstawowych zasad bezpieczeństwa (tzn. dobre obuwie trekkingowe, jak też przynajmniej 1l wody ze sobą). Góra Pico jest najwyższym szczytem Portugalii, znajduje się 2351m n.p.m. oraz 6098m mieści się pod wodą (dane z Wikipedii ;)) Góra rzeczywiście robi wrażenie zarówno przed wejściem, jak też w trakcie, a nawet po wejściu trudno uwierzyć, że tam weszłyśmy ;)

Z Madaleny do Casa da Montanha do Pico dojechałyśmy taksówką (20€). Myślałyśmy, że za wejście na szlak trzeba będzie coś zapłacić, ale nie, wejście było darmowe. Opłata jest pobierana tylko w sezonie, czyli w czerwcu-lipcu. W punkcie turystycznym Casa da Montanha do Pico powiedziano nam, na co mamy zwracać uwagę, co mamy robić, jeżeli się zgubimy; musiałyśmy wypełnić ankietę z naszymi danymi + podać orientacyjny czas powrotu; dostałyśmy krótkofalówkę na wypadek nieprzewidzianych okoliczności oraz poinformowano nas, że ewentualna akcja ratunkowa będzie kosztować nas co najmniej 1000 €. Podsumowując, załapałyśmy, że wejście na Pico to rodzaj bardzo odpowiedzialnego odpoczynku :)

W Casa da Montanha panowała tak duża mgła, że wydawało się, że nasze wejście tego dnia kompletnie nie ma sensu, że przecież przy takiej widoczności nic nie zobaczymy… Na szczęście im byłyśmy wyżej, tym intensywniej świeciło słońce, tym ładniej było wkoło, aż w którymś momencie zupełnie zniknęłyśmy za chmurami ;)

Image

Image

Image

Obowiązkowo trzeba zabrać ze sobą krem przeciwsłoneczny! Szkoda skóry ;) Słońce jest na tyle intensywne, że bardzo łatwo się spalić :)

Image

Z powodu bliskiej odległości od lotniska było widać, jak lecą samoloty…

Image

Dzień w każdym razie był udany, chociaż wieczorem już ledwo ciągnęłyśmy te nasze nogi… :) Czasowo wejście nam zajęło ok. 3,5h, zejście ok. 3h.

Na Pico polecamy restaurację Restaurante Marisqueira Ancoradouro w Areia Larga (to jest niedaleko Madaleny, nam spacer wzdłuż wybrzeża zajmował ok. 15 min). Jeżeli chodzi o restaurację, to mają wspaniałą obsługę, jeszcze lepsze jedzonko, przepiękny widok na ocean oraz wyspę Faial z tarasu, jak też ceny są dość przystępne. Trafiłyśmy do tej restauracji z polecenia miejscowych i również polecamy! ;)

Image

Image

29 maja

Trasa dnia: Vinhas da Criação Velha (szlak nr PR5PIC – wszystkie szlaki można sprawdzić tu http://trails.visitazores.com/en/trails-azores)

Szlak zaczyna się w Porto do Calhau oraz kończy się w Areia Larga (dokładnie tej miejscowości, w której znajduje się wyżej polecana przez nas restauracja :)) Szlak sam w sobie jest bardzo łatwy i wyciszający, powiedziałabym. Idzie się wzdłuż winorośli, potem wzdłuż oceanu, cały czas nie tracąc z widoku wyspy Faial. Czasowo spacer zajmuje ok. 2-3h.

Image

Image

Image

Image

Jeżeli chodzi o nas, to zaczęłyśmy ten dzień ww. spacerem, potem przyszła kolej na relaksujący obiad w Restaurante Marisqueira Ancoradouro, a potem znowu spacerowałyśmy wzdłuż oceanu w Madalenie… taki dzień pełny relaksu i bez żadnego pośpiechu :)

30 maja

Trasa dnia: punkty widokowe wzdłuż wybrzeża – Lajes do Pico – whale watching – Sao Roque do Pico – Lajido da Santa Luzia

Znowu i po raz ostatni wynajęłyśmy samochód, żeby chociaż trochę zobaczyć resztę wyspy Pico. Samochód był wynajęty znowu przez Ilha Verde (czyli pierwotnie przez Economy Car Rentals).

Image

Największe wrażenie zrobiła na mnie obserwacja delfinów i wielorybów!!! Długo nie mogłam zdecydować się na ponowne wypłynięcie (wspomnienia z Ponta Delgady robiły swoje, dlatego odkładałam podjęcie decyzji aż do ostatniej chwili), ale chęć zobaczenia wielorybów, jak też chęć osiągnięcia głównego celu wyprawy na Azory były mocniejsze, dlatego zdecydowałam się na kolejny trip ;) Tym razem jednak zdecydowanie lepiej przygotowałam się do morskiej eskapady. Miejscowi podpowiedzieli mi, jakie tabletki najlepiej kupić, więc poprzedniego dnia zaopatrzyłam się w aptece w Vomidrine, wzięłam 2 sztuki (zamiast 1 zalecanej ;)) i heja! :D Gonimy wieloryby! :D

Image

Image

Jeżeli chodzi o szczegóły, to wycieczka tym razem była wykupiona w firmie Futurismo (40 €) w miejscowości Lajes do Pico. Przed wypłynięciem wszyscy wycieczkowicze dostali kurtki + kamizelki ratunkowe, krótko przedstawiono nam zasady bezpieczeństwa, a potem wypłynęliśmy pontonem w poszukiwaniu tych ogromnych ssaków… Nie wiem dokładnie dlaczego (czy z powodu prędkości oraz w zasadzie prawie całkowitego braku bujania, czy rzeczywiście tabletki zadziałały, czy wszystkiego razem), ale czułam się rewelacyjnie, żadnych oznak choroby morskiej! Czegoż więcej potrzeba, by podziwiać mega szybkie delfiny, a potem też ogromne wieloryby?! Było cudownie, bardzo skromnie mówiąc ;) Delfinów wszędzie było mnóstwo, całe stada i różne gatunki, skakały, bawiły się tuż przy naszym pontonie, nurkowały, a potem znowu wynurzały się i skakały. Ech, tyle emocji i przyjemnych wspomnień :)

Image

Image

Image

Image

W którymś momencie pojawiły się wieloryby. Najpierw zauważyliśmy 2 wieloryby z jednej strony, a potem 2 następne z drugiej strony… Pilot wycieczki musiał zdecydować, którą parę wielorybów będziemy „ścigać”, ponieważ ssaki płynęły w różnych kierunkach. Póki wszyscy podziwiali i szukali wzrokiem, w którym miejscu wieloryby znowu się pokażą, pilot przekazywał nam mnóstwo informacji na temat wielorybów, które właśnie zobaczyliśmy, jak je można odróżnić od pozostałych gatunków, co ciekawego warto zapamiętać itp. Zapewniam, że tych informacji było całkiem sporo, ale kto będzie wnikliwie słuchał pilota wycieczki, gdy realnie blisko od Ciebie wynurza się, puszcza fontanny, a potem pokazuje swój ogon i znowu zanurza się głęboko pod wodę ogromny wieloryb, a dokładniej 2 wieloryby ;)

(Zdjęcia są kiepskiej jakości, jestem tylko amatorem, pomijając, że rzeczywistość była ciekawsza niż robienie zdjęć ;))
Image

Image

Image

Image

Ech, emocji było mnóstwo, nawet mnie to przerosło, tzn. nie spodziewałam się, że aż tyle frajdy sprawi mi ta wycieczka :D W drodze powrotnej obok nas przepływały żółwie, ptaki polowały na ryby… Po zakończeniu wyprawy dostaliśmy kartki z informacją, jakie zwierzęta udało nam się zobaczyć. Widziałam zatem 2 płetwale błękitne oraz 2 finwale, jak też dużo delfinów zwyczajnych oraz delfinów pręgobokich :)

Image

Image

Po takiej ilości wrażeń trudno było znowu wsiąść do samochodu i jechać dalej, chciało się z powrotem nad ocean, by znowu i znowu podziwiać te piękne zwierzęta… Ale cóż, czas ucieka i nie pyta, czy ma na nas zaczekać ;) Trzeba było jechać dalej, przecież dalej również czekały na nas kolejne przepiękne widoki… :)

Image

Image

Image

Image

Image

Wieczorem znowu można było zobaczyć kolejne procesje z okazji Świąt Zesłania Ducha Św…

Image

Image

Procesje były również i następnego dnia…

Image

31 maja

Nadszedł czas, by pożegnać się z wyspami, ich tradycjami, ogromną życzliwością i naprawdę niezwykłym pięknem. Bardzo nam tam się spodobało i jeżeli będziemy miały okazję, to na pewno tam wrócimy :)

Image

Image


Ostatnio edytowany przez alesikpl 07 Wrz 2015 22:35, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 06 Wrz 2015 19:20 

Rejestracja: 22 Maj 2015
Posty: 31
Loty: 24
Kilometry: 60 505
Dziekuje za dokonczenie relacji.
Tylko ,gdzie podzialy sie zdjecia?
pozdrawiam
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 06 Wrz 2015 22:44 

Rejestracja: 30 Mar 2013
Posty: 76
:o Dziwne, u mnie wszystko dobrze się wyświetlało... Jednak usunęłam wszystkie linki i jeszcze raz wstawiłam zdjęcia od nowa. Mam nadzieję, że teraz będą widoczne dla wszystkich ;) Co prawda, niektóre zdjęcia zrobiły się malutkie (też nie mam pojęcia dlaczego... :evil:) Ech, nie ma lekko, trochę techniki i człowiek się gubi ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 07 Wrz 2015 08:15 

Rejestracja: 07 Kwi 2014
Posty: 501
niebieski
Świetna relacja. Do tej pory wydawało mi się że wystarczą 3-4 dni na Azory ale po jej lekturze muszę skorygować plany :-)
Przydałoby się tylko nieco więcej informacji o transporcie publicznym
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 07 Wrz 2015 09:30 

Rejestracja: 26 Gru 2013
Posty: 316
Bardzo ciekawa relacja, treściwa i niedługa, taka pigułka perfect a zdjęcia udane. Byłem na Azorach w II połowie czerwca. Moja trasa kolejno Warszawa Ch.-Lizbona-Faial(baza 6 dni w Horta)-Pico-Faial-Sao Jorge-Faial-Sao Miguel(baza 6 dni w Ponta Delgada)-Lizbona-Modlin. Po powrocie przymierzałem się napisać tutaj relację, wiele faktów a nawet odniesionych wrażeń pokrywa się z moimi więc niedługo zamieszczę fotorelację z minimum komentarzy. Nie miałem tyle szczęścia co Wy - widziałem tylko lekko wynurzony grzbiet wieloryba i kilka delfinów oraz żółwia, miałem słaby refleks i moje zdjęcia z wyprawy na ocean zaliczam do nieudanych, korzystałem z tej samej firmy lecz był to statek a nie łódź pontonowa. Na statku było wielu przepychających się turystów... Nie wchodziłem na Pico, byłem tylko u podnóża tego wulkanu, Wy miałyście niesamowity widok będąc wyżej od poziomu chmur - widok samolotu nad chmurami, ciekawe zdjęcie. Gratuluję! Ja na pewno kiedyś wrócę na Azory, czeka mnie zwiedzanie pozostałych wysp a niektóre miejsca chciałbym zobaczyć ponownie i być może wejść na Pico.
Góra
 Relacje PM off
alesikpl lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 07 Wrz 2015 22:48 

Rejestracja: 30 Mar 2013
Posty: 76
Wintermute napisał(a):
Przydałoby się tylko nieco więcej informacji o transporcie publicznym


Co konkretnie Ciebie interesuje? Rozkład podawać nie ma sensu, bo rozkład zmienia się. Z kolei na każdym lotnisku oraz w informacji miejskiej można dostać rozkład jazdy autobusów (na rozkładzie są podane nie tylko numery i godziny odjazdu, ale też miejscowości - kierunek jazdy + mapka z zaznaczoną trasą jazdy, więc bardzo łatwo tym się posługiwać ;) )

-- 07 Wrz 2015 22:52 --

wulkan napisał(a):
... więc niedługo zamieszczę fotorelację z minimum komentarzy...


Czekam zatem z niecierpliwością i naprawdę z przyjemnością zobaczę zdjęcia, a i komentarze chętnie przeczytam :) Jeżeli chodzi o wyprawę na oglądanie wielorybów, to następnym razem polecam jednak ponton. Wszyscy turyści (w pontonie mieści się pewnie ok.12-16 os.) mają swoje wyznaczone miejsce, nikt nie przemieszcza się (raczej ;) ), dlatego łatwiej o zaplanowanie zrobienia zdjęcia. A dalej albo refleks, albo szczęście, albo dobry sprzęt z możliwością robienia dobrych zdjęć seryjnych, bo inaczej niestety... moje zdjęcia też nie są powalające, no ale coś mi się udało uchwycić :D
Góra
 Relacje PM off
wulkan lubi ten post.
 
 
 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group