Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 10 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 20 Sie 2016 01:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Lut 2014
Posty: 328
Wracając z podróży nawet tej najkrótszej, już tęskni się za następną. Znacie to uczucie ;) Klasycy mówią, że "to rodzaj choroby w zasadzie nieuleczalnej", coś w rodzaju niekontrolowanego pociągu podróżniczego. Nieważne jak to nazwiemy, chorobą czy syndromem włóczęgi. To pewien rodzaj niepokoju, który ciągle gdzieś na nas pcha. Gdyby tylko okoliczności pozwalały, prawie w ogóle nie byłoby nas w domu. Tym razem kierunek Kreta, bilety kupiliśmy jeszcze zimą i nie mogliśmy się doczekać dnia wyjazdu w połowie maja 2016.

Nasza podróż po zachodniej Krecie jest sumą ponad 700 przejechanych kilometrów pośród krętych, górskich dróg, zapierających dech w piersiach krajobrazów, czasem poprzez wioski tak małe, które mogłyby umknąć w ciągu kilku sekund. Domów zawieszonych nad przepaściami i kapliczek tak licznych, że nikt nie zdołałby ich policzyć. Okwieconych ulic miast i miasteczek, kilkunastu wydeptanych ścieżek, krótkich wizyt w kościółkach wetkniętych w skały, gdzie z pewnością jakiś duch unosi się pod nisko zawieszonym sufitem albo czasem przysiada na progu i przygląda się takim jak my. Jeśli dodać do tego miękkość piasku pod stopami, orzeźwiający i zbawczy chłód kąpieli w Morzu Kreteńskim od północy i Morzu Libijskim od południa, to można ulec złudzeniu, że przez chwilę ma się do czynienia z namiastką raju.

Ogólny zarys naszej trasy po zachodniej części Krety:

Image



I jeszcze kozy, czasem nawet stada kóz. Towarzysze naszego spotkania z wyspą. Są wszędzie: na zboczach gór skubią to, co można wyrwać ze skąpego podłoża, leżą leniwie na rozgrzanych asfalcie, albo idą środkiem drogi nie zważając na nadjeżdżające samochody. To w końcu one są u siebie, my jesteśmy tylko gośćmi.

Naszą kreteńską podróż zaczynamy od Chanii, jest to drugie pod względem wielkości miasto na wyspie. Niebo trochę kapryśne, w zasadzie w pierwszym momencie podejrzewamy pilota o to, że bez naszej wiedzy zawrócił do Pyrzowic ;) Zdecydowaliśmy się na wypożyczenie samochodu z polecanej na forum wypożyczalni Europeo, na miejscu wypełniamy odpowiednie dokumenty i ruszamy przed siebie malutkim, czerwonym Kia Picanto.

Pierwszy dzień cały mokry od deszczu, dzierżąc parasol w dłoni ruszamy w miasto i mimo ciężaru chmur nad głowami dostrzegamy jego piękno. Nic nie jest nam w stanie popsuć nastroju, nawet grecki kryzys gospodarczy, który bucha z telewizji podczas każdych wiadomości w Polsce a którego tu w zasadzie wcale nie widać. Pozytywnie zdziwiło nas również to, że w niedziele zamknięte są markety sieciowe lub niektóre stacje benzynowe. W Polsce przydałaby się taka przerwa od gonitwy za pieniądzem i spędzaniem wolnego czasu w galeriach chociaż w ten jeden dzień. Bardziej wymierną korzyścią byłoby spędzenie go z rodziną czy przyjaciółmi, lub na zwyczajnym nic-nie-robieniu.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W Chanii na uwagę zasługuje dzielnica Evraiki czyli najstarsza część miasta. Znajdują się w niej m.in. Kościół San Francesco, Kopuła Meczetu Janczarów, muzeum archeologiczne, galerie, Katedra Marii Panny. To też plątanina wąskich uliczek, klimatycznych restauracji, sklepików w których można kupić rękodzieła (biżuteria, ozdoby, zabawki), przyprawy czy ubrania. Tuż przy porcie ciągnie się rząd kolorowych kamieniczek, by zobaczyć ich piękno wystarczy przejść się w okolicę latarni morskiej a idąc wzdłuż brzegu oprócz ryb, można w wodzie zauważyć kraby, jeżowce lub rozgwiazdy. Atrakcją miasta z pewnością jest Hala Targowa, wybudowana w 1913 roku na wzór tej w Marsylii, która do dzisiejszego dnia spełnia swoją funkcję. Można się w niej zaopatrzyć praktycznie we wszystko. Zaczynając od owoców morza, oliwy z oliwek, poprzez nalewki kreteńskie a kończąc na suszonych gałązkach przypraw, które pachną zupełnie inaczej niż te kupowane w standardowych opakowaniach. Przywiezienie takich gałązek będzie oryginalnym i niezapomnianym prezentem.

Oprócz Hali Targowej warto zajrzeć na lokalne bazary. Można na nich kupić głównie świeże warzywa i owoce. Miejsca te nie są organizowane pod turystów lecz dla miejscowych a wnioski nasuwają się same. Pod tym adresem można sprawdzić lokalizację oraz dni w których się one odbywają:

http://www.west-crete.com/chania-street-markets.htm

Na stare miasto warto przyjść również po zachodzie słońca, gdzie wąskie uliczki pełne kolorowych lampek i latarni tworzą przyjemny klimat nawet w deszczowy dzień. Należymy do osób, które cenią bardziej walory przyrodnicze od tych miejskich, jednak zwiedzanie Chanii i opisanego w dalszej części miasta Retimno na pewno nie żałujemy. Wręcz przeciwnie, jeśli wrócimy na Kretę to ponownie z ogromną przyjemnością będziemy spacerować uliczkami tych miast :)

Image

Kolejnego dnia udajemy się w kierunku Paleochory. Jazda samochodem przez góry z wycieraczkami włączonymi cały czas nie napawa optymizmem szczególnie, że główną atrakcją miejscowości do której zmierzamy jest plaża. Możecie wierzyć lub nie, ale nawet podobało nam się leżenie pod palmowym parasolem w deszczu.
Tylko my, tony piachu i szum morza, zupełnie jak na bezludnej wyspie, bo za nami nie było żywego ducha ;)

Image

Image

Image

Image

Image

Miejsce to zupełnie inaczej wygląda w słoneczny dzień, jednak cóż by to była za przyjemność z podróżowania, gdyby widoki były zawsze takie same jak na oglądanych przed podróżą zdjęciach? I trzeba mocno wierzyć w to, że nawet niebo w końcu znudzi się szarością i zacznie prześwitywać łaskawie błękitem. Chyba ta odrobina nadziei sprawia, że już po kilku godzinach nasze wewnętrzne baterie słoneczne ładują się mocą promieniowania UV ;). Ta energia sprawiła, że naszym kolejnym celem staje się plaża Elafonissi, jedna z najbardziej rozpoznawanych na Krecie. Do wyboru mieliśmy kilka dróg, wszystkie o długości około 50 km. Naszą uwagą na mapie przykuła droga drugiej kategorii , która odbija w lewo przy miejscowości Sklavopoula i tu zgodnie stwierdziliśmy, że próbujemy. W końcu niby przez góry, ale 20 km do przodu .. pozorna oszczędność czasu ;). Ale ...

Image

Image

Image

Było warto, po drodze piękne widoki, stada kóz, pojedyncze domy i natura prawie nietknięta cywilizacją. Droga okazała się przejezdna, jednak mocno wyboista. Od Sklavopouli na próżno szukać drogi asfaltowej, trzeba było ogromniej staranności, aby nie powiesić się gdzieś samochodem lub nie uszkodzić go o wystające głazy. Dla doświadczonego kierowcy nic strasznego, zwłaszcza dla takiego, który jeździł kiedykolwiek mocno obniżonym samochodem. Zasada na takiej drodze jest niezwykle prosta: dziury zawsze bierzemy między koła a wyboje celujemy na koło. Dlaczego tak? Załóżmy, że samochód ma 25 cm prześwitu. Wystarczy wjechać w 10 cm dziurę jednym kołem a między kołami mieć wystający kamień na 10 cm i z prześwitu niewiele zostaje. Droga była o 20km krótsza, ale czasowo nie nadrobiliśmy ani minuty ;) Nad Elafonissi docieramy wieczorem.

Image

Image

Image

Nazajutrz, przy słonecznej pogodzie Elafonissi odkrywa swoje największe piękno, błękit płytkiej laguny. Ze względu na głębokość wody jest to doskonałe miejsce dla rodzin z dziećmi. Czytaliśmy przed wyjazdem, że jej atutem jest śnieżnobiały piasek, zaróżowiony popękanymi muszelkami. Niektórzy piszą nawet o różowej barwie. Na nasze oko piasek może i śnieżnobiały, ale odcień różu na zdjęciach raczej jest podkręcony, na żywo wygląda ładnie ale nas nie powalił na kolana.

Image

Image

Image

Image

Następnym celem jest plaża Falasarna, droga do niej prowadzi wzdłuż zachodniego wybrzeża. Widoki są przepiękne i doceniamy coraz bardziej korzyść płynącą z wynajęcia samochodu.

Image

Mimo, że trasa jest górzysta i często prowadzi raz w górę raz w dół, to samochód z malutkim silnikiem daje radę, trzeba tylko troszkę bardziej popracować skrzynią biegów.
Zatrzymać się wtedy, kiedy krajobraz zapiera dech w piersiach to wartość sama w sobie. Takich "zapieraczy" Kreta posiada mnóstwo..

Podróżując przez Kretę można zauważyć wiele kapliczek stojących na poboczach. Są duże i małe, stare i nowe, zadbane i zapomniane. Pierwsza myśl to taka, że naród grecki jest silnie wierzący. Przyczyna powstania ich ponoć jest tylko jedna – wypadek samochodowy. Kapliczki stawia się w podziękowaniu za to, że z wypadku uszło się z życiem albo uprasza się o spokojny spoczynek dla osoby, której nie miała tyle szczęścia.

Image

W cudownych okolicznościach przyrody docieramy do plaży w Falasarnie. Plaża jest nawet ładna, woda czysta i błękitna, ale takich plaż na Krecie naszym zdaniem jest mnóstwo.

Image

Ruszamy więc na Balos. To chyba najbardziej rozpoznawalne miejsce na Krecie. Prowadzi do niego kamienista droga, za jej przejazd pobierana jest symboliczna opłata 1€ od osoby. Droga w porównaniu z wcześniej wspomnianą z miejscowości Sklavopoula na plażę w Elafonissi to pestka. Nie ma się czego obawiać, jeśli tylko ktoś patrzy uważnie na drogę to nie uszkodzi się samochodu. Większą część trasy na Balos przejechaliśmy z prędkością 40 km/h lub większą dlatego ostrzeżenia o wystających skałach i możliwych uszkodzeniach samochodu uważam za mocno wyolbrzymione, ale to moje subiektywne zdanie i każdy ma prawo do swojego.

Na końcu drogi znajduje się parking, który nawet w maju przy zachmurzonym niebie pękał w szwach. Naszym zdaniem, gdy już zobaczycie auta zaparkowane na poboczu, to można śmiało zakończyć drogę. Dalej jest wąsko, tłoczno i jest niewiele miejsca do zawracania.

Nasz krótki filmik obrazujący jakość drogi na Balos:



Po zostawieniu samochodu należy dostać się pieszo na szczyt wzniesienia a potem lekko, stromym zboczem zejść w kierunku laguny. Trasa z parkingu na plażę trwa około 40 minut i jest prawdziwą przyjemnością. Miejscowi próbując zarobić na turystach wymyślili Donkeys taxi (żeby było śmieszniej tego dnia na etacie były tylko konie), ale turyści zlitowali się nad zwierzętami i nie korzystali z ich usług ;)

Image

Gdybyśmy mieli wybrać tylko jedno z dwóch miejsc, Elafonissi lub Balos nam bardziej spodobało się na Balos. Mając czas na oba miejsca nie pomijajcie żadnego z nich! W obu miejscach o tej porze roku było bardzo wietrznie. A to oznacza, że nawet w słoneczną pogodę odczuwamy lekki chłód i złudzenie, że nie opalamy się wcale. Wieczorem można się mocno zdziwić :)

Image

Image

Image

Image

Image

Planując podróż po Krecie znaleźliśmy lokalną lecz ciekawą atrakcję, którą pomijają przewodniki. Mianowicie są to piramidy błotne w wiosce Potamida. Miejscowość ta znajduje się niedaleko drogi wiodącej z Balos do Chanii, dlatego naszym zdaniem warto zajrzeć choćby na chwilę. Czytaliśmy, że wiosną w okresie największej erozji wodnej piramidy te pokryte są błotem, myśleliśmy, że ze względu na dwa poprzednie dni kiedy padało będzie tam pobojowisko. Na szczęście okazało się, że bez problemów można powspinać się na te niespotykane okazy natury - zdecydowanie warto.

Image

Image

Kolejnego dnia udajemy się do wioski Aradena. Ruszamy z Chani, droga wiedzie pomiędzy górami wzdłuż wąwozów. Docierając do południowego wybrzeża zatrzymujemy się na chwilę w małym, portowym miasteczku Hora Sfakion. Tłumy turystów, kawiarenki pękające w szwach. Chwila zachwytu w porcie i ruszamy dalej. Nie zajechaliśmy jednak daleko, bo naszą uwagę przyciąga drogowskaz do "Sweetwater Beach". Jak się okazuje to bardzo kameralna plaża. Atrakcją jest już samo zejście do niej. Szlak prowadzi po zboczu góry, można się więc trochę powspinać. Odradzamy jednak przejście w klapkach czy japonkach, szlak do najłatwiejszych nie należy. W dół schodzimy około 25 minut. Jak się okazuje miejsce to też upodobali sobie między innymi nudyści, więc opalenie bez białych plam na ciele wchodzi w grę ;). Na końcu plaży znajduje się bar. Dla nas to miejsce warte powrotu i polecenia.

Image

Image

Image

Po orzeźwiającej kąpieli i odpoczynku na Sweetwater Beach udajemy się w kierunku Wąwozu Aradena. Tuż nad nim mieściła się kiedyś wioska, po której zostały tylko ruiny domków. Miejsce mocno refleksyjne. Ponoć mieszkańcy opuścili wioskę w popłochu, przyczyną tego miała być wendetta czyli zemsta rodowa (w myśl zasady wet za wet, oko za oko). Jedna z legend mówi o tym, że ponoć chodziło też o dzwonek zawieszony na szyi jednej z kóz. Co jest prawdą, nie wiemy. Ale pewnie gdzieś można odnaleźć odpowiedź na to pytanie. W Ardenie znajduje się też słynny most, które od niedawna łączy wieś Anopolis z resztą wyspy. Kiedyś wioska ta była zupełnie odcięta od Świata. Dziś w sezonie z mostu można skoczyć nawet na bungee.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Zwiedziliśmy opuszczoną wioskę, bizantyjski kościół, w planach było tylko krótkie zejście na dno wąwozu i powrót, jednak brak turystów i spokój skłonił nas do dłuższego zostania na dole.

Image

Image

Kolejnego dnia celem była plaża Preveli. To jedno z tych miejsc, do którego chce się wracać. Krem de la krem, czy perła nad perłami. Zwał jak zwał. Już sama droga pośród gór usłanych wąwozami jest zwiastunem tego, że może czekać nas prawdziwa atrakcja.

Image

Image

Preveli Beach to miejsce gdzie w towarzystwie gaju palmowego rzeka spotyka się z morzem. Można wybrać się na krótką wycieczkę pośród palm, schłodzić się w strumieniu a potem wrócić na plażę i zakosztować kąpieli w morzu. Świetna słodko-słona fuzja. Koszt parkingu przy tym miejscu to zaledwie 2€ za samochód, wstęp na plażę (przynajmniej w maju) jest bezpłatny.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W południowej można zobaczyć znaki drogowe, które są mocno zniszczone albo przestrzelone na wylot. Niektóre wyglądają tak, jakby dostało im się z armaty. Zastanawiało nas to, bo skala dewastacji jest dość niespotykana. Po powrocie przeczytaliśmy, że to wynik niezadowolenia Kreteńczyków. Buntują się przeciwko decyzjom, jakie zapadają w Atenach, nierównym podziale środków unijnych albo obecności amerykańskich baz wojskowych. Posiadanie broni w Grecji jest nielegalne, ale wielu Kreteńczyków posiada jeszcze taką z okresu II Wojny Światowej i w ramach protestu używa jej w taki właśnie sposób (zdjęcie zapożyczone z innej strony).

Image

Na początek kolejnego dnia udaliśmy się do starej, opuszczonej wioski Mili (Old Mili), która znajduje się w wąwozie o tej samej nazwie. Ta malownicza osada została opuszczona ze względu na nieustanne niebezpieczeństwo osunięcia się skał. Chodzi się tu opuszczonymi uliczkami mijając ruiny domów, zachwaszczone ogrody i podwórka. Ciekawe miejsce w którym czuć upływający czas i to jak natura odzyskuje zawłaszczona wcześniej przez człowieka przestrzeń. Szukając informacji o tym miejscu znajdowaliśmy sprzeczne informacje odnośnie początku trasy. Gdyby ktoś się wybierał w to miejsce, to podajemy sprawdzone przez nas koordynaty: 35°20'15.3"N 24°30'14.0"E

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Kolejnym celem stało się do miasteczko Bali. Jest to urocza, spokojna, bardzo widokowa miejscowość turystyczna. Najlepiej dojechać na sam koniec miasteczka i wejść pieszo na sam cypel. Potem zejść w kierunku morza skalnym tarasami i mamy własne (przynajmniej w maju), kameralne kąpielisko.

Image

Image

Image

Po miłym spędzeniu czasu na skalnych półkach i kąpieli w morzu właściwie już wieczorem, chcieliśmy zobaczyć niedaleko położoną jaskinię Melidoni. To jedna z 5 najsłynniejszych jaskiń Krety. Jeden z przewodników informował, że wstęp jest bezpłatny a jaskinię zwiedzać można do godziny 20 (echh te przedruki!). Dementujemy! Wstęp kosztuje 4€ od osoby i jaskinia czynna jest w maju do godziny 19.

Informacja o godzinach otwarcia jaskini z Maja 2016:

Kwiecień - Maj 9:00-19:00
Czerwiec - Wrzesień 9:00-20:00

Image

Kolejnego dnia z hotelu udaliśmy się do Retimno - miasta renesansu. Miasto to jest trzecim co do wielkości miastem Krety. Nasze serca kradnie najstarsza część miasta Palia Poli. Warto pokręcić się pośród wąskich uliczek i nacieszyć oczy architekturą. Na uwagę zasługuje z pewnością Fontanna Rimondi (zbudowana jeszcze przez Wenecjan, można przysiąść na placu w okolicy Szkoły Tureckiej i popatrzeć na piękny meczet, albo przejść się w okolicę starego Portu Weneckiego. Dużą atrakcją jest tu Fortezza Castele (Wstęp do fortecy jest płatny: dorośli 4€, bilet ulgowy 3€).

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Z Retimno udaliśmy się Georgioupoli, to mała wioska która przyciąga do siebie małą kapliczką Świętego Mikołaja położoną na końcu skalistego molo u wejścia do portu urodą przypominającego raczej postkomunistyczny kurort. Swoją drogą niezły patent, wybudować taką kapliczkę która staje się wabikiem dla turystów. Nas ta nowoczesna budowa jakoś nie powaliła na kolana, ale jadąc przez tą miejscowość można poświęcić chwilę by zobaczyć na własne oczy i ocenić.

Image

W jednym z hoteli podczas śniadania spytaliśmy, gdzie można dostać tak pyszne, suszone pomidory. Roześmiana Pani z obsługi powiedziała nam o tym, jak prosto je zrobić. Pozostali goście nasłuchiwali naszej rozmowy z zaciekawieniem, pewnie w myślach robili notatki ;). Na pożegnanie otrzymaliśmy bukiet świeżo zebranego oregano. Teraz sadzonka stoi u nas na parapecie i zastanawiamy się jak ją rozmnożyć.

Image

Prawdą jest to, że najwspanialsze rzeczy w życiu są zupełnie za darmo. Z przyjemnością dzielimy się z Wami tym przepisem, w końcu najlepsze są te sprawdzone:

Suszone pomidory:
- pomidory oczyścić z nasion
- pokroić na kawałki
- wystawić na działanie promieni słonecznych (1 dzień z jednej strony, 2 dzień z drugiej strony)
- zalać niewielką ilością oliwy z oliwek
- posypać sporą ilością oregano
- oprószyć niewielką ilością soli

W niektórych wioskach można spotkać bananowca, kreteńskie banany są bardzo małe. Udało nam się kupić takie na jednym z targów, poza wielkością nie wyczuliśmy specjalnej różnicy, ale właśnie poznawanie lokalnych produktów jest bardzo przyjemne podczas podróży.

Image

Image

Na Krecie warto spróbować również pysznych oliwek serwowanych w przeróżnych zalewach. To niebo w gębie. Nie mogliśmy oprzeć się serom, a smak miodu tymiankowego niespotkanego przez nas do tej pory zapamiętamy na długo. Jego niepowtarzalny smak pochodzi od pracowitych pszczół, które swój nektar zbierają z kwiatów tymianku w okolicach Gór Białych. Zamiast zwykłego masła polecamy to sezamowe a ketchup zamieńmy na pastę z oliwek ;)

Nasze informacje o Krecie czerpaliśmy z przewodników, relacji z forum F4F oraz blogów. Do naszych rąk trafiła też książka "Chalepianka. Zapiski z Krety". Nie kierujemy się ślepo ocenami innych,
Często to, co zachwyca kogoś, nas nie porusza wcale. Innym razem jest zupełnie odwrotnie. Wspaniale jest wtedy, kiedy trafiamy na coś ciekawego zupełnie sami.

Grecy mawiają siga, siga czyli "powoli, powoli", będzie więc dla nas ogromną radością tu powrócić, odpocząć od pędzącego trybu życia, jakby tylko taki nadawał sens. Powrócić do gajów oliwnych, pięknych gór i błękitu takiego, że już sam człowiek nie wie czy to niebo czy woda. I tych uśmiechniętych twarzy zwykłych ludzi, napędzanych chyba energią słoneczną, oliwą, lokalnym winem i słodyczą dojrzałych pomarańczy.

Kalo Dromo czyli Szczęśliwej Podróży ;o) Czego Wam i sobie życzymy ;o)
_________________
Potrzebujesz plastikowe śledzie do namiotu? zapraszam na PW
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
KIA_80 uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 21 Sie 2016 01:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Kwi 2013
Posty: 267
Kreta poza sezonem jak wymarła. Chociaż jak kiedyś bylismy na Krecie w sierpniu 2014 to też było pustawo co mnie zdziwiło. Puste restauracje były nawet wieczorem i ogólnie ludzi niezbyt dużo. Może tam zawsze jest pusto... ?
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 21 Sie 2016 11:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Lut 2014
Posty: 328
Nie wiem co uważasz pod pojęciem wymarła ;)

wieczorami w każdej miejscowości jakiej byliśmy było pełno ludzi w knajpach i tętniło życie a byliśmy w drugiej połowie maja. Ludzi nie było mało, powiedziałbym że tyle ile bym sobie życzył bo nie przepadamy za tłumami :)

Według mnie termin godny polecenia, upał tak bardzo nie doskwiera a o opaleniznę nie ma się co martwić, temperatury w okolicach 25 stopni w cieniu- nawet w dni zachmurzone było lekko ponad 20 :)
_________________
Potrzebujesz plastikowe śledzie do namiotu? zapraszam na PW
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 21 Sie 2016 12:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Kwi 2013
Posty: 267
Dało się kąpać wszędzie bez problemu ?
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 21 Sie 2016 12:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Lut 2014
Posty: 328
Pytasz o temperaturę wody? W każdym miejscu w którym byliśmy pływało wiele osób, również my :)
Woda nie była taka żeby siedzieć sobie w niej bez ruchu 20 minut lub dłużej ale do pływania była idealna.
_________________
Potrzebujesz plastikowe śledzie do namiotu? zapraszam na PW
Góra
 Relacje PM off
ELBE lubi ten post.
ELBE uważa post za pomocny.
 
 
#6 PostWysłany: 22 Sie 2016 00:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Kwi 2013
Posty: 267
Balos to najładniejsze miejsce jakie widziałem podczas moich europejskich wojaży.

Jest w Europie ładniejsze miejsce ? :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 22 Sie 2016 14:14 

Rejestracja: 22 Sty 2016
Posty: 169
Loty: 115
Kilometry: 237 945
Ja się kąpałem w okolicach Chanii (Agii Apostoli) na samym początku kwietnia tego roku. Dla mnie woda była całkiem ok, choć nie powiem że była ona jakoś bardzo ciepła :) dziewczyny twierdziły, że jest zimna, dla mnie była w porządku. Do tego nie przypuszczałem, że można się tak spiec nawet na początku kwietnia, spiekłem się w niecałą godzinę :oops: :D

Wiosna to bardzo fajna pora na zwiedzanie, a także odpoczynek na Krecie - w ogóle nie ma tłumów, jest ciepło, ceny są niskie...
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 22 Sie 2016 15:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Mar 2016
Posty: 0
Loty: 62
Kilometry: 128 708
elbeBalos to najładniejsze miejsce jakie widziałem podczas moich europejskich wojaży.Jest w Europie ładniejsze miejsce ?
:)
to subiektywne, ale myślę, że co najmniej w samej Grecji jest kilka równie wbijających w chodnik :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 23 Sie 2016 15:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Kwi 2013
Posty: 267
Na przykład jakie ? :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 17 Wrz 2016 18:23 

Rejestracja: 28 Mar 2014
Posty: 171
Loty: 22
Kilometry: 63 900
Cytuj:
elbeBalos to najładniejsze miejsce jakie widziałem podczas moich europejskich wojaży.Jest w Europie ładniejsze miejsce ?
:)


To wszystko kwestia gustu. Mnie np. powalają widoki na Maderze (prawie na całej wyspie) albo góry Anaga na Teneryfie. Kreta natomiast poza ładnym kolorem wody nie robi na mnie najmniejszego wrażenia. Podejrzewam, że już bardziej podobałoby mi się na Korfu, ale tam jeszcze nie byłem.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 10 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group