Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 11 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 11 Sty 2026 17:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2913
Loty: 1020
Kilometry: 2 235 971
HON fly4free
Po wyjeździe do Zachodniej Australii w lutym 2025, wiedzieliśmy, że chcemy wrócić do tego kraju jak najszybciej. Moja obietnica do żony, że kupię bilety nie miała jakiejś konkretnej daty, aż do lipca, kiedy to żona powiedziała bym spojrzał w kalendarz jak układa się wolne na święta 2025. Ostatni tydzień roku u mnie w robocie przeważnie dają wolne za darmo, do tego wigilia wolna, wspaniale ułożone weekendy oraz 6 stycznia powodowały, że za 3 dni urlopu, 2 dni opieki na dziecko można było wyrwać 19 dni wolnego.

W tym czasie sam znalazłem deal BA do Sydney za 3500. Było na ferie 2026, ale wyloty wtorek, powroty piątek, więc na miejscu max 8 dni, a urlopu 10. Bez sensu.
Za to w tym idealnym świąteczno-noworocznym terminie Turkish miał loty za 5600 w promocji. Ładna mi promocja, co nie? W życiu tyle za bilet nie wydałem, a tu jeszcze musiałem kupić 4. Chodziłem struty przez kilka dni, ale racjonalnie patrząc w tym terminie za taką kasę to były loty na jakieś totalnie popularne kierunki typu Tajlandia czy Filipiny. Może ta cena jednak nie jest taka zła? W końcu pomyślałem, że rodzina i tak znosi dużo moich samotnych wyjazdów, więc raz się żyje. Żona jeszcze chciała wziąć siostrę, tak jak przy naszych poprzednich wakacjach w USA i w Kostaryce/Nikaragui, więc koniec końców kupiliśmy 5 biletów.

Turkish miał tę zaletę, że rozkład był dobry, bagaż w cenie i fajne godziny. Do tego *A. Oczywiście za miesiąc zmienili rozkład i musieliśmy lecieć w piątek wieczór, zamiast soboty rano. Ale za to dali hotel oraz wskoczyłem na klasy A i Y, więc 20k mil od osoby za podróż. To lubię.

Pomny doświadczeniami z Perth, chciałem szybko zarezerwować loty i samochody. W Perth samochód miałem za 700 zł na 8 dni (Outlander), który na miesiąc przed podróżą był już za 2800. Australia może być znośna cenowo jak porezerwuje się na wiele miesięcy przed podróżą.

Nie chciałem jechać pomiędzy SYD i MEL, gdzie niewiele jest do zobaczenia, więc pomyślałem, że użyję Uluru jako przeskok. Koniecznie także chciałem zobaczyć Tasmanię i nie wracać się potem do MEL.
Dokupiłem zatem loty:
SYD-AYQ
AYQ-MEL
MEL-HBA
HBA-SYD
Wszystko Jetstarem po około 200-300 zł od osoby. Dobra cena.

Rezerwacja samochodów. Jako, że było nas 5, to musiałem wziąć większe samochody.
W SYD najlepiej wychodził Land Cruiser Prado (!) za 800 zł na 3 dni (Thrifty)
W AYQ lokalne wycieczki na 5 osób windowały koszty dużo, więc lepiej było wynająć Corollę na dobę za 300 zł i samemu objeździć.
W MEL samochód na 8 dni wyszedł najdrożej - 2500 zł za Standard SUV (Outlander znowu) w Bargain car rental
W HBA za to za 500 zł miałem pickupa typu Hilux (ale Mazda) za 3 dni, też w Bargain. Dobry deal.

Oczywiście były mniejsze i (niewiele) tańsze samochody, no ale ze względu na 5 osób i bagaż potrzebne były większe.

W planie także była Kangaroo Island. Chciałem tam zabrać wynajęty samochód, ale jak na 2 miesiące przed chciałem kupić prom to nie było już w ogóle miejsc pomiędzy świętami i sylwestrem! To czas kiedy wszyscy Australijczycy mają wakacje i ta wyspa jest popularna. Miałem farta z noclegiem zarezerwowanym za 500 zł/doba na tej wyspie, bo potem najtańszy był za 3k :o
Nocleg miałem, ale samochodu nie mogłem wziąć. Na terminalu promowym są jednak 2 wypożyczalnie. W lokalnej wziąłem Mitsu ASX za 1100 zł za 2 dni. Drogo, ale wzięcie samochodu na prom byłoby niewiele tańsze, więc już nie narzekałem.

Ogólnie noclegi wszystkie zrobiłem przez booking z promocji 15 mil/euro, więc mam nadzieję jeszcze skosić mil.
Ceny za apartamenty/domki dla 5 osób kosztowały 500-600 zł średnio. Jedynie w Uluru było za 1000.

Jak to wszystko zacząłem liczyć to stwierdziłem, że podróżowanie to nie jest tanie hobby :roll: , ale trzeba korzystać z życia póki można.

Mamy trochę latania, trochę roadtripa. Będzie super!

Ruszamy :D

Załącznik:
au.jpg
au.jpg [ 35.28 KiB | Obejrzany 1900 razy ]


Załącznik:
mel.jpg
mel.jpg [ 104.44 KiB | Obejrzany 1900 razy ]
_________________
Image Image


Ostatnio edytowany przez cart, 23 Sty 2026 13:57, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
27 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Loty Etihad Airways do Singapuru z Warszawy od 2556 PLN ✈️🧳 Oferta first minute Loty Etihad Airways do Singapuru z Warszawy od 2556 PLN ✈️🧳 Oferta first minute
Wakacje w sercu południowej Transylwanii 🦇🏰 Wycieczka już od 497 PLN ✈️🛌 Wakacje w sercu południowej Transylwanii 🦇🏰 Wycieczka już od 497 PLN ✈️🛌
Offline
#2 PostWysłany: 15 Sty 2026 14:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2913
Loty: 1020
Kilometry: 2 235 971
HON fly4free
Wylot z Warszawy mamy w piątek wieczorem. Turkish ma dwa wieczorne loty i oba zapchane. Na 2h locie jest ciepły posiłek i na szczęście dolatujemy na czas. Odbieramy bagaż i udajemy się do hotel desk. Przysługuje nam hotel z uwagi na to, że wylot do SYD mamy dopiero o 15 następnego dnia. Bez problemu dostajemy 3 pokoje (2+2+1) i za chwilę prowadzą nas do busiku.

Do hotelu jest ponad 30 minut jazdy, dziwne, że nic wokół nowego lotniska nie wybudowali. Marzy się coś takiego jak w ET, gdzie hotel jest rzut beretem. Sam hotel natomiast bardzo fajny i mamy bardzo obfite śniadanie w cenie. Już o 11 zabiera nas bus z powrotem na lotnisko. Przy bramce naszego lotu jest bardzo duża kolejka. Szukają chętnych na lot jutrzejszy. Spotykamy kilka polskich rodzin, jedni z nich czekają na lot już trzeci dzień, bo wylecieli przymusowo z lotu... Nas jest piątka, więc TK raczej nie będzie ryzykował 3k euro odszkodowania. Wsiadamy bez problemu, a A350 oczywiście wypełniony jest do ostatniego miejsca.

Samolot nowy, ekran duży, ale miejsca nie jest niestety zbyt wiele. Szczególnie jak pasażer przed nami rozłoży fotel to robi się bardzo ciasno. Każdy dostaje amenity kit - piękna kolorowa torebeczka Lacoste. Wziąłem kilka sztuk na pamiątkę ;-). Do KUL lecimy 9h. W KUL wszyscy wysiadają z samolotu i niestety muszą przejść przez kontrolę bezpieczeństwa, która jest przed bramką. Kompletny bezsens, ale ponoć to przepisy malezyjskie by kontrolować wszystkich na przesiadce. Do SYD leci się kolejne 7.5 i jakoś to zlatuje. Moje dzieciaki na szczęście dobrze znoszą długie loty. Mamy takie dmuchane wypełniacze, które wkłada się w miejsce na nogi, więc nasz 4.5 latek ma właściwie łóżeczko jak położy się bokiem.

Sprawnie przechodzimy immigration i witamy w Australii. Idę od razu do Hertz/Thrifty po samochód. Uzgadniam, że bez problemu mogę oddać na terminalu krajowym, który jest po drugiej stronie lotniska. Dostajemy prawie nówkę Land Cruisera Prado z silnikiem diesel 2.8l. Kloc straszny, ale całkiem dobrze się nim manewruje. Hotel mamy 10 km od lotniska, jeszcze szybkie zakupy i gaśniemy.

Nasz apartament jest mega fajny, ma chyba z 60 m2. Dwie duże sypialnie, salon, kuchnia, pralnia, dwie łazienki. Kosztował 560 zł za dobę, więc dobry deal.
Dzisiaj chcieliśmy wziąć dzień na luzaka i zwiedzić Sydney. Parkowanie w mieście jest mega mega drogie, ale jak pisałem w wątku o transporcie jest na to sposób. W Secure parking robię prepaid i za 7 AUD mam parking w centrum na cały dzień.

Po drodze zwiedzamy jednak najpierw Enmore. To taka dzielnica Art Deco w Sydney z najstarszym teatrem w mieście. Z samego rana oczywiście jest bardzo spokojnie, ale jest kilka knajp otwartych, gdzie ludzie jedzą śniadanie.

Image

Image

Image

Robimy szybki spacer i jedziemy do centrum. Miałem problem z zaparkowaniem Land Cruisera, bo parking w większości miał miejsca dla samochodów do wysokości 1.8m, a mój miał 1.85. Udało się jednak w końcu gdzieś wcisnąć, ale mało co dachem nie zawadziłem o sufit. Samochód miał czujniki i kamery z każdej strony, ale nie z góry :)

Spacerujemy sobie The Rocks. Ładnie, czysto i tak nowocześnie. Stare budynki mają po 100 lat, nawet ruiny prawie przegapiliśmy ;-)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W końcu go widać! Harbour Bridge

Image

Image

No i najsłynniejszy budynek oczywiście... Zawsze myślałem, że jest biały, ale nie jest.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Decydujemy się przepłynąć po zatoce. Płyniemy do Manly, gdzie jest piękna plaża i możemy podziwiać operę z wody:

Image

Image

Image

Manly to bardzo turystyczne miejsce. Jest duży deptak, gdzie możemy zjeść lunch, a także kąpiemy się na plaży. Woda zimna, ale nikomu to nie przeszkadza.

Image

Image

Przy powrocie zrobiła się pogoda i jest zupełnie inny odbiór downtown, opery i mostu :)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Idziemy do opery. Żar leje się z nieba. Trochę szukamy jak tam w ogóle wejść.

Image

Image

Image

Image

Udało się wejść do środka, ale na salę już nie wpuścili. Trzeba było mieć bilety, a bilety na cokolwiek były wyprzedane na kilka dni do przodu.

Idziemy jeszcze w stronę pierwszego więzienia. W końcu Australia była początkowo miejscem dla skazańców i to dla wielu kobiet. Dostaje się audiobooka i można obejrzeć małe muzeum.

Image

Image

Wracamy do samochodu i padamy ze zmęczenia. Jet lag daje się we znaki.

Image

Image
_________________
Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off
25 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#3 PostWysłany: 16 Sty 2026 12:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2913
Loty: 1020
Kilometry: 2 235 971
HON fly4free
Kolejny dzień przeznaczyliśmy na Blue Mountains. Nie wiedziałem jak do tego podejść i wklepałem w AI aby mi podał co muszę zobaczyć. Wyskoczyła mi lista 6 punktów widokowych i te zamierzaliśmy zrealizować.
Planowanie w erze AI super :)

W 1.5 godzinki jesteśmy już na pierwszym miejscu widokowym. Pogoda mega, więc spodziewamy się super widoków. Pierwszy punkt to Lincoln's Rock, spektakularna, otwarta panorama Jamison Valley z płaskiej skały. Na parkingu jesteśmy jedyni, a ścieżka to jedyne 5 minut.

Image

No i faktycznie jest wow. Dolina wypełniona drzewami, pionowe uskoki i bezkres.

Image

Image

Image

Jedyne co przeszkadza to muchy :). Nie aż tak mocno, ale to taki znak rozpoznawczy Australii...

Drugie miejsce to Wentworth Falls lookout. Jest tu kilka samochodów, ale bez przesady. Widoczek super...

Image

Schodzimy kilkanaście minut na dół do wodospadów. Dołem w ogóle biegnie fajny szlak i jak ktoś ma do spędzenia kilka dni to można sobie fajnie pospacerować.

Image

Image

Trzecie miejsce to Sublime Point. Nie ma tu prawie nikogo. Młody nam zgasł, więc dzielimy się na pół i idziemy osobno. Na szczęście wszystkie punkty widokowe są max 5 minut od parkingu, więc nie ma problemu.

Image

Image

Image

Echo Point (Three Sisters) to chyba najbardziej oblegane miejsce. Kilka autobusów, nie ma gdzie zaparkować, a jak już znalazłem to był w sporej cenie... Widok jednak powoduje, że zapominamy o tych przeciwnościach.

Image

Schodzę na dół.

Image

Obiektyw 10mm przydaje się do objęcia jednej z sióstr z bliska.

Image

Pionowe schody w dół prowadzą do dołu doliny. Poszedłem dość sporo bo myślałem, że będą jakieś widoki, ale niestety nie było. Po tych schodach zmachałem się jednak jak wariat i potem walczyłem z zakwasami.

Szybki Cahill's lookout i danie dnia, czyli Govetts Leap Lookout. Mało tu ludzi, ale widok chyba najpiękniejszy. Ciężko oddać ten bezkres na zdjęciach.

Image

Image

Image

Image

Image

Jesteśmy mega usatysfakcjonowani. Naprawdę piękne miejsca i bardzo dostępne do zwiedzania. A jak ktoś chce zrobić dłuższe trekkingi to też jak najbardziej można.

Wracamy do Sydney. Chciałem odwiedzić jeszcze Parramatta Female Factory. Wszyscy mi zasnęli w samochodzie, więc wyszedłem sam. Szkoda, że zamknięte i nie wiem dlaczego. Może dlatego, że jest tuż przed świętami?

Parramatta Female Factory to jedno z najważniejszych miejsc związanych z historią kolonialnej Australii i losem skazanych kobiet.

Powstała w 1821 roku w Parramatta (dzisiejsze przedmieście Sydney) i była pierwszą państwową instytucją w Australii przeznaczoną wyłącznie dla kobiet-skazańców. Mimo nazwy nie była typową fabryką i pełniła wiele funkcji jednocześnie. Trafiały tam skazane oraz chore kobiety. Czasami skazane za bardzo drobne przewinienia typu kradzież jedzenia.

Image

Image

Image

Image

Wracamy do hotelu na odpoczynek. Powoli żegnamy się z Sydney i jutro lecimy do Ayers Rock.
_________________
Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#4 PostWysłany: 16 Sty 2026 18:44 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4696
Loty: 545
Kilometry: 1 226 030
złoty
Robiłam w listopadzie trek od Wentworth Falls (tam można zejść w dół wodospadu - strome schody) do 3 sióstr. Całość ok 20km
fajny jest jeszcze Bridal Veil Lookout czy Elysian Rock Lookout
całość opisana tutaj:
https://www.nationalparks.nsw.gov.au/th ... f-top-walk

spokojnie da sie zrobić komunikacja miejską z Sydney i lokalną - jak ktoś wczesnie wystartuje to pewnie nawet w 1 dzień ;) lepiej celowac w zachod słońca na 3 siostrach

Załączniki:
3s.jpg
3s.jpg [ 225.32 KiB | Obejrzany 1565 razy ]
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
Kasia_S uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#5 PostWysłany: 17 Sty 2026 10:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2913
Loty: 1020
Kilometry: 2 235 971
HON fly4free
Uluru - marzenie każdego podróżnika, także moje :). Kiedyś latało się do Alice Springs i jechało kilka godzin. Teraz można wylądować na lotnisku Ayers Rock, na kilka kilometrów przed Uluru. Stworzono tu małe miasteczko z kilkoma hotelami i cenami z kosmosu. Nasz 4 osobowy unit to prawie 1000 złotych, dlatego zostajemy tu tylko na jedną noc. Rozkłady samolotów pozwalają na zobaczenie w tym czasie to co trzeba.

Lądujemy wczesnym popołudniem i wynajmujemy samochód w Avis. Ma niestety limit 150 km, ale może nie będzie tak źle jak przekroczymy. Na lotnisku jest jeszcze Hertz i jakaś lokalna wypożyczalnia.
Meldujemy się w resorcie i tu jemy w barze jakiś szybki fast food. Zimna woda z polewaka w cenie. Zresztą generalnie wszędzie w AU, całkiem smaczna kranówa z lodem jest za darmo.

Żar leje się z nieba - jest 39 stopni i oczywiście wszędobylskie muchy. O 15 wyjeżdżamy na zwiedzanie. Stwierdziliśmy, że pojedziemy najpierw do Kata Tjuta na widoczek.
Trzeba jednak najpierw zapłacić za park pass. Jest nas 3 dorosłych i 2 dzieci - dzieci do lat 18 na szczęście za darmo, ale i tak jestem lżejszy o 300 zł. Pass pozwala na wjazd na 3 kolejne dni.

Przy skręcie do Kata Tjuta nie mogliśmy sobie oczywiście odmówić pierwszych zdjęć :)

Image

Kata Tjuta obejrzeliśmy z Dune view point. Skały są dużo bardziej rozległe niż Uluru i w sumie rzadko się o nich wspomina. Natomiast też są super.

Image

Wracamy pod Uluru. Chcemy go objechać dookoła i zobaczyć zachód.

Uluru to ogromny monolit z piaskowca, wznoszący się na 348 metrów ponad równinę pustynną, a jego obwód u podstawy wynosi około 9,4 km.
Góra słynie z niezwykłych zmian koloru - o świcie i o zachodzie słońca skała przybiera intensywne odcienie czerwieni, pomarańczu i purpury, więc pojawienie się na zachodzie i wschodzie to obowiązek.

Dla rdzennych mieszkańców Australii, ludu Anangu, Uluru jest świętym miejscem, nierozerwalnie związanym z opowieściami Czasu Snu, które opisują powstanie świata, prawa społeczne i relację ludzi z naturą. Każda szczelina, jaskinia i formacja skalna ma swoje znaczenie duchowe i kulturowe.

Image

Ciekawa jest ilość dziur w górze, powstałych zapewne od krótkich i intensywnych opadów. Góra z każdej strony wygląda inaczej.

Image

Co ciekawe, przez wierzenia, na niektórych odcinkach drogi są znaki by w tym miejscu nie robić zdjęć.

Image

Image

Przy Uluru jest kilka ścieżek, np. Mala Walk, która prowadzi do jaskiń z rysunkami. Doszliśmy tam kawałek, ale nie dało się wejść. Pewnie można tylko z przewodnikiem.

Image

Image

Są tu też znaki, że od 6 lat nie wolno wspinać się na górę. Można za to stąd obejść dookoła, jak ktoś wytrzyma w tym upale.

Idziemy do Waterhole. Spotykamy wycieczkę z naszego resortu, w tym po raz kolejny Polaków. Zwiedzanie w grupie 30 osób jednak nie jest zbyt fajne.

Image

Image

W czasie deszczu to jest tu niezły wodospad. Popatrzyłem akurat na zdjęcie z telefonu przewodniczki.

Image

Szukamy powoli miejsca na zachód słońca. Jest wydzielone miejsce dla samochodów oraz dla wycieczek.

Image

Pomimo zakazów, że samochody nie mogą jechać na miejsce dla wycieczek to wjeżdżam na parking i widzę kilka samochodów. Stajemy i my. To miejsce dla wycieczek jest jednak wyżej i wydaje mi się lepsze.

Kolory Uluru faktycznie kosmiczne, ale niebo już niestety nie to samo, więc w sumie warto odwiedzić górę o każdej porze dnia.

Image

Image

Image

Idziemy wcześnie spać, bo pobudka o 5 by dojechać na wschód. Dzisiaj Wigilia, ale nasze dania to zwykłe kanapki ;-)
_________________
Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#6 PostWysłany: 18 Sty 2026 11:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2913
Loty: 1020
Kilometry: 2 235 971
HON fly4free
Pobudka o 5, bo do punktu widokowego na wschód słońca jedzie się dobre pół godziny. Dojeżdżamy na kilka minut przed wschodem. Ludzi pełno, a platforma widokowa tak nabita, że nie damy rady się wcisnąć.
Idziemy więc szlakiem, gdzie jest dużo spokojniej.
Co ciekawe, stąd widać skały Kata Tjuta, które są prawie 50 km dalej.

Image

Image

Image

Po wschodzie wszyscy się szybko rozjeżdżają, więc mogę wejść na platformę i jeszcze chwilę podziwiać kolory:

Image

Image

Obejrzenie Uluru to faktycznie coś wspaniałego.

Wracam na śniadanie i czas ruszać dalej. Samochodem zrobiłem 200 km, więc muszę dopłacić 50 zł za kilometry. Mały koszt biorąc pod uwagę piękno miejsc.

Na lotnisku z Jetstarem tym razem nie jest tak łatwo. Niepotrzebnie wszyscy podeszliśmy do check-in zdać duży bagaż, ponieważ pani zaczęła ważyć nasze podręczne. A mieliśmy ich łącznie 25 kg za dużo (limit 7kg na pasażera). Trochę kłótni i musimy nadać dwie walizki podręczne i zapłacić około 250 złotych.

Naszym samolotem przylatuje @pawfazi z rodziną. Czekam na nich w hali i dało radę przybić piątkę zanim musiałem pójść się boardować.

W Melbourne wita nas 18 stopni. Na szczęście jest słońce, ale naprawdę jest chłodno. Sami Australijczycy narzekają na zimno tego lata.

Jest Boże Narodzenie, dziś parkowanie w mieście za darmo, więc jedziemy na popołudniowy spacer. Ogólnie miasto jest bardzo ładne, czyste, nowoczesne i przemyślane. Jak nie lubię miast to Melbourne bardzo mi się podoba.

Oglądamy najpierw Budynek Wystawy Królewskiej z XIX wieku. Budynek powstał w 1880 roku z okazji Międzynarodowej Wystawy w Melbourne, która miała pokazać światu potęgę gospodarczą i kulturalną kolonialnej Australii. To właśnie w tym budynku w 1901 roku odbyła się uroczysta inauguracja Parlamentu Australii. Zbudowany w stylu wiktoriańskim, z wyraźnymi wpływami renesansu i architektury klasycznej.
Najbardziej charakterystycznym elementem jest centralna kopuła, inspirowana katedrą Santa Maria del Fiore we Florencji. Ogromna Great Hall była jedną z największych na świecie w chwili powstania.

Z uwagi na święto, niestety jest zamknięte i do środka nie wejdziemy...

Image

Image

Image

Możemy stad pooglądać kilka ciekawych budynków downtown.

Image

Image

Niedaleko znajduje się Old Melbourne Gaol. To dawne więzienie, które dziś jest muzeum i ważnym symbolem kolonialnej przeszłości Australii. To największe byłe więzienie w stanie Victoria, gdzie wykonano 130 egzekucji.
Dzisiaj to muzeum, a niestety znowu z uwagi na święto, jest zamknięte.

Image

Jeździmy jeszcze trochę po pięknym centrum i dojeżdżamy do Shrine of Remembrance, narodowego pomniku poświęconego żołnierzom poległym w służbie kraju. Początkowo pomnik upamiętniał ofiary I wojny światowej, lecz dziś dedykowany jest wszystkim Australijczykom, którzy służyli i polegli w konfliktach zbrojnych.

Image

Image

Image

Stąd jest piękny widok na downtown:

Image

Jeszcze szybki rzut oka na Archikatedrę św. Patryka i możemy wracać. Do Melbourne jeszcze wrócimy, więc nie ma ciśnienia.

Image
_________________
Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off
21 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#7 PostWysłany: 19 Sty 2026 22:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2913
Loty: 1020
Kilometry: 2 235 971
HON fly4free
Dzisiaj jedno z piękniejszych miejsc, czyli Great Ocean Road. Z Melbourne to spory kawałek i jak dojeżdżamy do 12 Apostołów to w szoku jestem ile jest samochodów. Kierują nas w ogóle na drugi parking i idziemy w tłumie ludzi. Trzeba się trochę poprzepychać, poczekać na swoją kolej i można obejrzeć to:

Image

Image

Image

W takich momentach to opieram się o barierki i oglądam.

Image

Image

Są dwa punkty widokowe, z drugiego dobrze widać Gibson's steps.

Image

Image

Image

Image

Co tu dużo mówić. Cudo.

Image

Image

Jedziemy dalej. Kilka km dalej jest Loch Ard Gorge. Tu ludzi już jest duuuużo mniej. Można spokojnie pooglądać.

Image

Image

Image

Image

Mamy tu łuk skalny:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Kawałek trzeba przejść do Razorback. Trochę mi się nie chciało iść, ale to byłby duży błąd. Jest mega, a objąć to obiektywem to niezła sztuka.

Image

Trzeba było skleić z dwóch ;-)

Image

Image

Jeszcze jeden lookout. Tym razem London Bridge.

Image

Image

Image

Cudo.

I na koniec Bay of Islands:

Image

Image

Image

Coś wspaniałego. 18 stopni, wietrznie, pochmurno, a ja bez czapki spaliłem całą głowę.

Zjadamy obiad w najbliższym miasteczku, gdzie bez żenady doliczają 15% za to, że są otwarci w święta (jest 26.12). Przynajmniej zamawia się przy barze i nie płaci napiwku. To taki standard australijski co bardzo mi się podoba, szczególności w zderzeniem z USA, gdzie podatek i napiwek mogą stanowić dodatkowe 40% do cen.

Nocleg mamy w Portland, ale zanim tam dojedziemy, czeka nas jeszcze wizyta w Unesco Budj Bim. Odwiedzamy najbliższy od drogi komponent Tyrendarra. To ważny komponent Budj Bim Cultural Landscape, który leży w tradycyjnym kraju ludu Gunditjmara. Tyrendarra Indigenous Protected Area (IPA) to południowy fragment kulturowego krajobrazu Budj Bim, położony wzdłuż lawowego przepływu Tyrendarra (pozostałości po erupcji wulkanu Budj Bim / Mount Eccles sprzed ok. 27 000 lat).

To miejsce jest tradycyjnym miejscem spotkań i ceremonii dla ludu Gunditjmara oraz częścią systemu hydrologicznego powiązanego z Budj Bim — jednym z najstarszych i największych systemów akwakultury na świecie,
obszarem o znaczeniu duchowym i kulturowym.

Dzisiaj jest tylko ścieżka i porozsypywane kamienie. Jak ktoś nie przeczytał historii to miejsce kompletnie bez znaczenia.

Image

Image

Image

Meldujemy się w małym i przytulnym motelu. Mimo święta, nawet 25 grudnia wszystkie duże sklepy w Australii są otwarte. Można łatwo zrobić zakupy na kolację i śniadanie.
_________________
Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#8 PostWysłany: 20 Sty 2026 15:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2913
Loty: 1020
Kilometry: 2 235 971
HON fly4free
Dzisiaj czeka nas 700 km drogi. Ruszamy zatem jeszcze przed 8. Cel to Kangaroo Island, na którą mamy prom o 19.

Na szczęście po drodze jest coś zobaczenia, a tym czymś są Naracoorte caves, wpisane na listę Unesco jaskinie, gdzie znaleziono szczątki prehistorycznych zwierząt.

Droga tam prowadzi najpierw bocznymi drogami i trochę się irytuję, że jadę takimi dziurami. Aż nagle coś nam przebiega przez drogę. Zatrzymuję się a to koala wchodzi na drzewo! Wyskoczyłem z samochodu, ale sensowne zdjęcie zrobiłem tylko telefonem. Za chwilę był już wysoko. Niesamowite szczęście i jedno z moich marzeń by zobaczyć koalę w naturalnym środowisku.

Nie mija 5 minut i syn krzyczy, że widzi następną koalę. Tym razem mama z dzieckiem. Ale fart!

Image

Image

Image

Radochy było co nie miara. Jedziemy dalej. Kolejne 5 minut i siedzi kolejny na gałęzi nad drogą :)

Image

Phi, tych koali tu tyle, że więcej się nie zatrzymuję ;-). Heh, chyba kluczem było wyjechanie w miarę rano i jechanie bocznymi drogami.

Po 2h jesteśmy w Naracoorte caves.
Naracoorte Caves National Park to jedno z najważniejszych miejsc paleontologicznych na świecie. Położony w regionie Limestone Coast, park chroni zespół jaskiń wapiennych, które przez setki tysięcy lat działały jak naturalna kapsuła czasu, zachowując niezwykle bogaty zapis życia lądowego Australii. Jego znaczenie wynika z faktu, że jaskinie przechowują najpełniejszy znany zapis fauny Australii z ostatnich ~500 000 lat, obejmujący kilka epok lodowcowych, zmiany klimatu oraz okres pojawienia się ludzi na kontynencie.

Jaskinie działały przede wszystkim jako pułapki typu „pitfall” - zwierzęta wpadały przez otwory w stropach i nie mogły się wydostać oraz legowiska drapieżników i siedziby sów, które znosiły tam szczątki swoich ofiar. Dzięki temu kości osadzały się warstwami i często pozostawały nienaruszone przez dziesiątki tysięcy lat.

Największą sławę Naracoorte przyniosły znaleziska wymarłej megafauny Australii, czyli ogromnych zwierząt plejstocenu. Wśród najbardziej znanych odkryć znajdują się:

- Thylacoleo carnifex – tzw. lew workowaty, największy znany drapieżny ssak Australii,
- Procoptodon goliah – krótkopyski kangur o wzroście do 2 metrów,
- Zygomaturus – masywny roślinożerca przypominający hipopotama,
- Wonambi naracoortensis – gigantyczny, 5‑metrowy wąż dusiciel,
- szczątki wilkowora tasmańskiego i diabła tasmańskiego na kontynencie

Łącznie w osadach Naracoorte zidentyfikowano ponad 120 gatunków kręgowców, z czego wiele wciąż żyje w Australii, co czyni to miejsce kluczowym dla badań nad zmianami klimatu i wymieraniem gatunków.

Z 28 jaskiń, tylko 4 są dostępne do zwiedzania. Na miejscu trzeba wykupić tour z przewodnikiem. Niestety do największej Victoria musiałbym zbyt długo czekać, więc poszliśmy do Alexandra. Można tam właściwie oglądać tylko procesy krasowe, ale jak komuś mało to w tutejszym muzeum są bardzo fajne repliki powyższych zwierząt.

Przed jaskiniami hasa pełno kangurów.

Image

Image

Image

Image

Po 5h dojeżdżamy do promu. Jest tu duży parking, zostawiamy trochę gratów w samochodzie i na lekko płyniemy na Kangaroo Island. Prom płynie niecałą godzinę. Na miejscu odbieram kluczyk ze skrzynki i samochód. Jedziemy coś zjeść i robi się ciemno, a do noclegu mamy jeszcze 50 km. Powiem szczerze, że w życiu nie jechałem samochodem bardziej przestraszony. Jazda nocą po Australii, a w szczególności na tej wyspie to wojna nerwów. Jadę max 60 kph i z duszą na ramieniu. Już na początku przebiega mi przed maską koala z małym na grzbiecie. Potem non stop widzę stada kangurów wzdłuż drogi i tylko czekałem aż któryś wyskoczy mi przed maskę. Na szczęście udało się bez żadnych przygód, ale powiedziałem sobie, że więcej nie jeżdżę po nocy. Nie chcę mieć zwierzaka na sumieniu.
_________________
Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#9 PostWysłany: 21 Sty 2026 11:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2913
Loty: 1020
Kilometry: 2 235 971
HON fly4free
Kangaroo Island z jakiegoś powodu kojarzyło mi się z rajem i obfitością australijskiej fauny. Mieliśmy trochę pecha, że akurat nasze 2 pełne dni tutaj to upał. Temperatury sięgały 30 stopni, a wszystkie dni przed i po naszej wizycie miały max 22. Wpływa to oczywiście na to, że zwierzaki chowają się i mało je widać. A my sobie nie pomagaliśmy, ponieważ w końcu dostosowaliśmy się do zmiany czasu i lubiliśmy pospać. Także zebranie się w 5 osób i jeszcze z dziećmi zawsze jest czasochłonne.

Dzisiaj pojechaliśmy na drugą stronę wyspy do parku Flinders Chase. Zajeżdża się do Visitors Center i bilety wejściowe były przekreślone i była tylko jedna jakaś kosmiczna cena. Na szczęście Pani powiedziała, że to tylko za wycieczkę z nimi, a tak to wejście jest za darmo. Odetchnąłem, bo zapłacić 5x 200 AUD nie uśmiechało mi się.

W tym miejscu chcieliśmy zobaczyć dwie rzeczy. Przede wszystkim jest to Admirals Arch oraz skałki, na których wygrzewa się spora kolonia uchatek nowozelandzkich.

Image

Image

Image

Image

Przez chwilę zapomnieliśmy w ogóle o łuku skalnym, bo oglądanie tych zwierzaków jest świetnym doświadczeniem. Ogólnie wybrzeże jest tu bardzo ładne.

Image

Image

Image

Bliżej łuku, można oglądać uchatki z bliższej odległości.

Image

Image

Natomiast sam Admirals Arch - wow. Niezła forma skalna.

Image

Image

Jeszcze rzut oka na zwierzaki z drugiej strony.

Image

Image

Image

Można jechać do Remarkable Rocks.
Jest to grupa ogromnych, fantazyjnie uformowanych granitowych głazów położonych na szczycie klifu. Skały wyglądają jak rzeźby nowoczesnego artysty, choć w rzeczywistości są dziełem natury, wiatru, deszczu i słonej morskiej bryzy. Ich obecna forma powstawała przez ponad 500 milionów lat, co czyni je jednymi z najstarszych formacji skalnych w Australii.

Image

Image

To chyba najsłynniejsza skała, nazwałem ją "paszcza" ;)

Image

Image

Image

Image

Image

Resztę dnia spędzamy na plażach przy Vivone i Little Sahara. Część atrakcji było płatnych.

Wieczorem postanowiliśmy jeszcze zapolowac na koale. Dobra miejscówka jest przy Duck Lagoon. Jest to rozlewisko rzeki i sporo wysokich drzew wzdłuż. Można pospacerować. Znaleźliśmy kilka osobników :)

Image

Image

Image

Duck Lagoon to także dużo ptactwa.

Image

Image

Image

Image

Rano wracamy w to samo miejsce. Znaleźliśmy 2 koale, choć pani z campera, który tu nocował powiedziała, że widziała 7.

Image

Image

Koale śpią 20h dziennie. Żywią się tylko eukaliptusem, który daje mało energii, więc ciągle są zaspane.

Image

Image

Image

Jedziemy do Seal Bay. Trzeba niestety płacić za obejrzenie fok. Można bliżej (i drożej) z przewodnikiem lub taniej z platformy. Pani mówi, żeby pójść na platformę i jak nie będziemy usatysfakcjonowani to dopłacić do biletu i pójść z przewodnikiem. Tyle dobrze, że nie trzeba płacić za dwa bilety.

Idziemy więc na platformę. Po drodze mijamy szkielet wieloryba.

Image

Image

A foczek dużo :)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

A kangurów było mało. Jeździliśmy po północnej części wyspy i tam ich trochę siedziało w cieniach drzew, ale nie udało mi się zrobić dobrych zdjęć.

Czas szybko zleciał i trzeba było wracać na ląd. Przy promie jeszcze jest miejscówka z pingwinami, ale było jeszcze za wcześnie - pojawiają się dopiero o zmroku.
Obejrzeliśmy jedynie kormorany i wróciliśmy na ląd. Nocleg w Adelajdzie.

Image

Image
_________________
Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#10 PostWysłany: 22 Sty 2026 14:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2913
Loty: 1020
Kilometry: 2 235 971
HON fly4free
Rano objeżdżamy trochę centrum Adelajdy samochodem, ale bez spaceru. Kolejne ładne i dobrze zaplanowane miasto. Może się podobać. Spędzamy trochę czasu na plac zabaw by młody mógł się wyskakać przed 5h podróżą do Mildury.

Mildura to znowu outback. Temperatura rośnie do ponad 30 stopni. Zostawiam dzieciaki na hotelowym basenie i jadę zobaczyć kolejne Unesco - Willandra Lakes region.

Obszar znany jest przede wszystkim jako jedno z najważniejszych miejsc badań nad najdawniejszą historią człowieka poza Afryką. Region zasłynął odkryciami, które zrewolucjonizowały wiedzę o początkach osadnictwa człowieka w Australii. Znaleziono najstarsze znane szczątki ludzkie w Australii - Mungo Man - szczątki mężczyzny sprzed ok. 40–42 tys. lat, jeden z najstarszych przypadków rytualnego pochówku na świecie oraz Mungo Lady - skremowane szczątki kobiety sprzed ok. 40 tys. lat, co czyni je najstarszym znanym kremacyjnym pochówkiem na Ziemi.

Po długich badaniach szczątków Mungo Man i Mungo Lady oraz sporach ze społecznością Aborygenów, pochowano ich z powrotem w nieznanym miejscu na tym obszarze.

Willandra Lakes Region to system wyschniętych jezior plejstoceńskich (sprzed dziesiątek tysięcy lat), połączonych niegdyś strumieniami. Obszar obejmuje około 2 400 km² suchych równin, wydm i dawnych brzegów jeziornych, w krajobrazie typowym dla australijskiego interioru. Jeziora wyschły około 20k lat temu. Obecnie można oglądać jedynie trochę formacji skalnych zwanych China Wall.

Obejrzeliśmy visitor center i przestraszyliśmy małe stado kangurów kopiące ziemię przy kranie.

Image

Image

Image

Image

Formacje są bardzo ładne, ale ogląda się je trochę ze zbyt daleka.

Image

Image

Kolejnego dnia wracamy do Melbourne. To kolejne 6-7h drogi. Po drodze na szczęście jest co zobaczyć. W outbacku są oczywiście ogromne pola uprawne i co chwila widać silosy na zboże. W wielu miejscowościach po drodze powstało tzw. silos art, czyli ogromne murale. Wspaniale to wygląda.

Image

Druga rzecz, którą zobaczyliśmy do pozostałości osady walijskiej, poszukiwaczy złota.
Osada powstała około 1854 roku, w kulminacyjnym okresie gorączki złota w Victorii. Zamieszkana była głównie przez imigrantów z Walii. Osada rozwinęła się wokół kopalni Nimrod Reef Mine, prowadzącej wydobycie złota
początkowo aluwialnego, później z żył kwarcowych. Kopalnia działała (z przerwami) od lat 50. XIX w. aż do początków XX wieku.

Domy w Welsh Village budowano z lokalnego łupka i kamienia, nawiązywały stylistycznie do tradycyjnych zabudowań walijskich.

Image

Image

Image

Na wieczór dojeżdżamy do Melbourne. Jest sylwester, ale jakoś nie dotrwaliśmy do północy ;-)
_________________
Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#11 PostWysłany: 23 Sty 2026 13:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2913
Loty: 1020
Kilometry: 2 235 971
HON fly4free
Mieliśmy dwa kolejne dni w Melbourne. Mieliśmy jednego dnia jechać na Philip Island, gdzie jest słynna Parada Pingwinów, a drugiego do Wilsons Promontory.
Dobrze, że sprawdziłem, że na pingwiny trzeba kupić bilety i nie było na tydzień wprzód... Poza tym można je zobaczyć tylko o zachodzie słońca.

1 stycznia zatem bierzemy na luzaka i kręcimy się trochę po centrum Melbourne. Parkowanie darmowe dziś, więc luz.

Jest dużo ładnej architektury i trochę street art.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po południu odwiedzamy jeszcze malutki park narodowy Organ Pipes, który jest na przedmieściach Melbourne i niedaleko naszego hotelu.

Image

Kolejnego dnia pojechaliśmy do Wilsons Promontory, a ja z roztargnięcia zostawiłem aparat w hotelu. Park jest bardzo ładny, ale zwierzaków niestety nie zobaczyliśmy - jedynie Emu na wybiegu. Za to podróż w jedną i w drugą stronę trwała po 3.5h i to było trochę za dużo...

Czas na Tasmanię.
Tym razem na lotnisku ważenie każdego. Natrętna hinduska chodziła z wagą i czepiła się na maxa. Trzeba było sporo dopłacić...

W Hobart na lotnisku bierzemy naszą Mazdę pickupa za 500 zł na 3 dni i ruszamy w stronę parku narodowego Tasman.
Można tu obejrzeć słynny Tasmans Arch i ładne wybrzeże.

Image

Image

Image

Image

Zeszło nam się tyle, że do Port Arthur dojeżdżamy o 16:30, a do 17 otwarte. To największe byłe więzienie i świetnie zachowane. Nie decydujemy się na wejście, bo mało czasu i głupio zapłacić ponad 300 zł za chwilę spojrzenia.

Jadąc do Hobart zatrzymujemy się jeszcze tylko na różne widoczki po drodze.

Image

Image

Drugiego dnia na Tasmanii jedziemy do Tasmanian Wilderness, a konkretnie do Cradle Mountain. Można jechać szybciej dookoła, albo wolniej przez właśnie wilderness. Chcieliśmy zobaczyć trochę dzikości więc jedziemy wolniej. Widoczki ładne i niestety ogromna ilość zabitych zwierząt przy drodze. Jeszcze nie widziałem tutaj takiej masakry, ale co minutę coś leżało :(

Image

Na szczęście było też coś żywego. Znaleźliśmy kolczatkę siedzącą przy drodze.

Image

Image

Dojeżdżamy w końcu na miejsce i szokuje nas ogromny parking i ilość ludzi. Udało się kupić bilet rodzinny i wsiada się tu w autobusy, które rozwożą po atrakcjach.
Dla mnie najważniejsze było zobaczyć samą Cradle Mountain i to jest to cudo:

Image

Image

Image

Image

Image

Nastepnie wracamy na polanę, gdzie można zobaczyć wombaty! Ah, w końcu je znajdujemy. Najpierw z daleka, a potem drugi z totalnie bliska, podszedł pod samą ścieżkę. Super :)

Image

Image

Była też kolczatka:

Image

i więcej wombatów :)

Image

Image

Image

Image

Image

Robimy krótki spacer po drewnianej ścieżce. Widoczki naprawdę super.

Image

Image

Image

Image

I wracamy na początek, tu też jest ścieżka i nawet udaje się zobaczyć wallabi.

Image

Image

Image

Na nocleg dojeżdżamy do Launceston.

Ostatniego pełnego dnia zastanawialiśmy się co zrobić. Czy wracać do Port Arthur czy odwiedzić park Freycinet ze słynną Wineglass Bay. Ta druga opcja wygrała.
Miejsce także mega oblegane, długo jeździliśmy zanim udało się wcisnąć naszym pickupem i w sumie takie miejsce, że tylko mocna terenówka by wjechała.

Do punktu widokowego prowadzi 30 minutowa ścieżka i nasz młody zaczął stawiać się bokiem. Żona poświęciła się by zostać, a my oglądaliśmy ten widok:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Fajnie by to z drona wyglądało, ale i tak wszędzie w Australii są zakazy.

Image

Wracamy do Hobart. Robimy jeszcze spacerek po mieście naznaczonym trudną historią niewolniczą.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

I w tym miejscu zaczyna się nasz odwrót. Rano lecimy do Sydney, gdzie jeszcze wynajmujemy samochód na dzień, bo tak najtaniej się poruszać (170 zł za Corollę). Odwiedzamy Bondi Beach i Royal National Park.
Wieczorem pakujemy się do Turkisha i po 30h lądujemy w mroźnej Warszawie.
_________________
Image Image
Góra
 Profil Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 11 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group