Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 7 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 03 Cze 2024 17:50 

Rejestracja: 21 Lut 2011
Posty: 931
Loty: 297
Kilometry: 621 875
złoty
Kolejna relacja z serii forumowych wypadów w te okolice w związku z okazją cenową Discover
Bilety kupione ponad rok temu. Pierwotnie jeszcze w terminie pory mokrej, ale później dzięki zmianom w rozkładzie udało się przenieść loty na weekend majowy, który jest już porą suchą na tym odcinku rzeki Zambezi.
Wstajemy o 4:30 i jedziemy na lotnisko. Zaczynamy od lotu z Poznania do Warszawy. Tam śniadanie i lecimy dalej do Kopenhagi. Tu mamy około 6h więc spokojnie zdążymy pozwiedzać miasto, tym bardziej, że bilet do centrum kosztuje tylko 15zł.

Image

Gdy wracamy mamy jeszcze czas na jedzenie i odpoczynek:

Image

Tymczasem z Gdańska dolatuje kolega Andrzej. Razem lecimy do Frankfurtu, gdzie przez kolejne 5h objadamy się w salonikach.
Lecimy Eurowings Discover - biedną wersją lufthansy:

Image

Nie udało nam się wyłapać siedzeń które mają więcej miejsca na nogi, ale przynajmniej nie zabrali nam tych wybranych przy odprawie (jak przy powrocie z Cancun). Lot ma międzylądowanie w Windhoek w Namibii, gdzie wymieniono załogę na nowa.


Sporo przed czasem lądujemy w Victoria Falls. Okienka przy kontroli paszportowej są dedykowane dla różnych typów wizy, trzeba stanąć w właściwej kolejce. Nasza kolejka do podwójnej wizy (45usd) przesuwa się najbardziej powoli.

Zimbabwe jest najdroższym z krajów w tej okolicy. Co w sumie jest trochę dziwne, kraj jest znany z hiperinflacji w 2007 liczonej w tysiącach procent w skali roku. Wtedy ceny podwajały się co nieco ponad dzień. Zakończyło się to upadkiem lokalnej waluty i obecnie korzysta się tam z dolarów amerykańskich (oficjalnie także z juanów chińskich). Dziś można kupić jako pamiątki te stare banknoty o nominałach 10, 20, a nawet 50 miliardów dolarów Zimbabwe.
Najlepiej więc nie marnować czasu na drogie noclegi po stronie Zimbabwe i od razu uciekać do Zambii. Tak też robimy.
Po wyjściu z terminala bierzemy taxi (30usd nienegocjowane - bo ciężko zbić) i jedziemy na most graniczny z Zambią.

Image

Wracamy się jeszcze na chwilę do straganów z pamiątkami, by sprawdzić ceny, a potem z paszportami idziemy w stronę mostu.
Stary 100letni most jest cudem techniki. Inżynierowie z Wielkiej Brytanii przyjechali, zrobili pomiary, zaprojektowali most, który potem po wykonaniu konstrukcji został przywieziony statkiem do Mozambiku, potem koleją tutaj i został na miejscu złożony. Wszystko pasowało, a cały proces zajął.. 2 lata i to chyba niecałe, Projektant obliczeń został później głównym projektantem mostu portowego w Sydney. Konstrukcja była wzmacniana i ma swoje ograniczenia. Obecnie może na nią wjechać tylko jeden samochód na raz co powoduje spore kolejki samochodów z towarami po obu stronach. Dlatego na moście dominuje ruch pieszy. Zimbabwe ma swój posterunek graniczny 1km od środka mostu na zachód, a Zambia 600m w drugą stronę.

Image

Już z mostu widać niewielki fragment wodospadu. Po drugiej stronie jest opcja skoku na bungee. Dopiero co wysiedliśmy z samochodu, a tu taka egzotyka. Nie wiem jak długo szliśmy przez ten most, ale myślę, że przynajmniej pół godziny.

Image

Po dojściu do posterunku Zambijskiego mamy jeszcze spory zapas czasu. Stoimy w kolejce przynajmniej 10min (dopiero później ktoś nam powiedział, ze nie musieliśmy w niej stać) i okazuje się, że nie przybito nam pieczątek po stronie Zimbabwe. Okazuje się, że osoba której pokazywaliśmy paszportu sprawdzała je tylko pobieżnie, a pieczątkę dostaje się w budynku obok, który po prostu minęliśmy. Pech. Wracamy te 1,5km w upale, robimy to co trzeba po stronie Zimbabwe i wkurzeni wracamy po raz trzeci mostem ponownie na stronę Zambii. Tym razem już bez kolejki wszystko idzie sprawnie. Do Zambii i Botswany nie są wymagane wizy. Decydujemy, że pomimo wszystko wchodzimy jeszcze na wodospady po stronie Zambii, wejście jest zaraz obok, a bilet to aż 20usd (nieco taniej wychodzi przy płaceniu w zambijskich kwachach). Widoki robią wrażenie. Na czas tego spaceru przestajemy czuć głód i zmęczenie. Jest super:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jeszcze przed wejściem na wodospady dogadujemy taxi do granicy z Botswaną. To około 1-1,5h drogi. Zgadzamy się na 60usd choć wiemy, że da się zejść niżej, ale tego dnia czas i wygoda są ważniejsze.
Po wyjściu z wodospadów kupujemy jeszcze zapasy napojów i w drogę.
Przejeżdżamy przez miasto Livinstone, wygląda egzotycznie, zwiedzimy je w drodze powrotnej.
Jadąc odpoczywamy po ciężkiej nocy i mocnym początku podróży. Mamy na tę okazję jeszcze jedzenie zabrane ze sobą.
Przejście graniczne jest w miejscowości Kazungula, dopiero kilka lat temu zbudowano tutaj most, wcześniej funkcjonowała jedynie przeprawa promowa.

Image

To ciekawe miejsce bo co prawda most łączy tylko Zambię i Botswanę, ale po jednej stronie mostu zaczyna się na środku rzeki Namibia, a po drugiej Zimbabwe.

Image

Tutaj także posterunki graniczne są daleko od siebie, na swoich brzegach rzeki. Spacer to aż 40min więc odpada, przejazd tego odcinka taxi uzgodniliśmy już przy wycenie. Formalności graniczne przebiegają tu sprawniej. Po drugiej stronie bierzemy kolejne taxi (8usd) i jedziemy już bezpośrednio do hotelu.

Mamy sporo stresu. Tutaj proste noclegi są tanie, a wyższa jakość kosztuje nieproporcjonalnie więcej. Szukałem czegoś fajnego i przeglądałem także ceny tych najfajniejszych hoteli. Trafiłem na perełkę, bardzo niską cenę dobrego hotelu dostępną tylko na expedii. Zapłaciłem bez większego zastanowienia, ale to była stawka naprawdę dobra, poniżej połowy standardowej ceny u wszystkich innych pośredników - to budzi czujność, że mogą być problemy, jeśli to hotel popełnił błąd. Do końca nie mieliśmy pewności wszystko pójdzie zgodnie z planem, ale poszło.
Hotel to Chobe Marina Lodge, z zewnątrz wygląda bardzo debrze, a po wejściu do recepcji jeszcze lepiej:

Image

Image

Image

Dalej jest piękny zielony ogród, a raczej taras wkomponowany w dziką roślinność.

Image

Image

Image

Image

Okazuje się nawet, że nie mamy zwykłych pokoi, a apartamenty w domach w ogrodzie. Sypialnię, salon z widokiem na rzekę i bardzo dużą łazienkę. Bajka. Andrzej ma domek dalej od recepcji i już widział przy swoim tarasie dziką świnię obwąchującą trawnik.
Nie ma jeszcze czasu na relaks, musimy dogadać safari na jutro. Kasane to punkt wypadowy do pobliskiego Parku Narodowego Chobe. Mam kontakt telefoniczny do lokalnego polecanego pośrednika, ten odpisuje w ciągu kilku minut i umawiamy się w jego biurze (200m od naszego hotelu). Dogadujemy szczegóły i od razu płacimy. Razem 50usd za osobę, za safari samochodem o wschodzie słońca i safari łodzią przed zachodem słońca. W tym około 30% to opłata za wstęp do parku.
Gdy wracamy jest już ciemniej ale nadal klimatycznie.

Image

Pełni obaw szukamy hotelowej restauracji. Okazuje się, że są dwie: jedna oferuje szwedzki stół za jednorazową opłatę około 100zł od osoby i opłata ta nie zawiera napojów, a druga mniejsza oferuje dania z karty. Wybieramy tę drugą, bo stawki są zdecydowanie korzystne (nieco niżej niż restauracje w Polsce), jedzenie jest bardzo dobre.

Image

To był długi i intensywny dzień. Zdecydowanie szczęśliwy.
_________________
Image
http://robertsadlowski.com <- zdjęcia i relacje z podróży


Ostatnio edytowany przez rob_sad, 03 Cze 2024 20:47, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 03 Cze 2024 19:40 

Rejestracja: 26 Maj 2014
Posty: 820
platynowy
Cytuj:
gdzie wymieniono załogę na nową (ładniejszą)
Może wyjdę na narzekacza, ale w mojej ocenie słabe jest wrzucanie (i w ogóle robienie) zdjęć stewardess do internetu. Co innego, jakby jeszcze była jednym z elementów zdjęcia gdzieś w tle, a tu jest portret na dużym zbliżeniu.
Nie wiem jak jest w Eurowings, ale zasady przewozu LH wprost mówią:
Cytuj:
11.6 Fotografowanie i filmowanie na pokładzie jest dozwolone tylko wtedy, gdy możliwe jest zagwarantowanie i zabezpieczenie praw osób fotografowanych – w szczególności ich prawa do ochrony prywatności.
No chyba, że odbyło się to za zgodą - wtedy oczywiście nie ma tematu. :) I nie narzekam sobie tak bez powodu - wiem z pierwszej ręki, że personel z reguły bardzo nie lubi robienia zdjęć/kręcenia filmów podczas demo i innych czynności. I w dobie obecnego parcia na umieszczanie wszystkiego w social media absolutnie im się nie dziwię. ;)
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
rob_sad uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 03 Cze 2024 21:23 

Rejestracja: 21 Lut 2011
Posty: 931
Loty: 297
Kilometry: 621 875
złoty
-- 03 Cze 2024 20:48 --

@radeom masz racje. Usunalem zdjecie

-- 03 Cze 2024 21:23 --

Jesteśmy umówieniu przed recepcją o 5:50. To trzecia pod rząd niedospana noc, ale to nic. Warto. Kierowca przyjeżdża prawie punktualnie. O tej godzinie jest jeszcze zupełnie ciemno i zimno. Jedziemy odkrytym samochodem, mamy do dyspozycji grube koce do okrycia się, ale nawet to niespecjalnie pomaga. Dopiero po dojechaniu do granic parku zjeżdżamy z utwardzonej drogi i tu kierowca musi jechać wolniej, co oznacza, że mniej wieje. Robi się jasno, choć słońce jeszcze nie wzeszło. Mijamy pierwsze stada antylop Impala:

Image

Image

Gdy dojeżdżamy do rzeki wschodzi słońce. Na razie widać niewiele zwierząt:

Image

Dopiero po dłuższym czasie zwalniamy, bo kierowca zauważył słonia:

Image

Mijamy większe i mniejsze małpy, sporo ptaków. Na razie jestem nieco rozczarowany. Mając w pamięci 3dniowe safari w Tanzanii to tutaj nie umywa się do Ngorongoro.
Image

Kierowca nagle mocno przyspiesza i gnając tak na granicy przyczepności mówi, że dostał przez radio sygnał o śladach lwa. W pierwszej chwili pomyślałem, że robi sobie jaja, żeby podnieść emocje, bo wiem, że wcale nie tak łatwo jest zobaczyć lwa z bliska, wcześniej widziałem go tylko z daleka. Ale miał rację, mamy farta. W tle widać, że w porę przyjeżdża jeszcze kilka innych samochodów:

Image

Image

Lwy powolnie idą sobie w stronę rzeki całkowicie ignorując wszystko dookoła:
Image

Od tego miejsca powoli wracamy brzegiem rzeki. Widać, że coraz więcej zwierząt zmierza do wody. Przez drogę przechodzi stado bawołów:

Image

Image

Mamy w planie przerwę na kawę lub herbatę, taki piknik. Małpy próbują ukraść co tylko się da. Ta zgarnęła całe opakowanie ciastek, ale i tak nie wie jak je otworzyć:

Image

Image

Mijamy jeszcze rodzinkę słoni także zmierzającą nad rzekę.

Image

Akcja z lwami zajęła sporo czasu, odwozimy jeszcze inne osoby w różnych miejscach miasta:

Image

Tak się złożyło, że byliśmy odbierani jako ostatni i też jako ostatnich nas odwieziono. Przez to dojeżdżamy do hotelu znacznie później niż było w planie. Śniadanie jest serwowane do 10:00, a nam zostaje mniej niż 10min, nikt jednak nie robi nam problemów, spokojnie zdążyliśmy się najeść.
Odpoczywamy i idziemy do "centrum" Kasane na zakupy. Ceny są zaskakująco wysokie, pamiątki droższe niż w Zimbabwe.

Image

Image

Image
_________________
Image
http://robertsadlowski.com <- zdjęcia i relacje z podróży
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
TikTak uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 04 Cze 2024 10:48 

Rejestracja: 21 Lut 2011
Posty: 931
Loty: 297
Kilometry: 621 875
złoty
O 14:45 jesteśmy umówieni w marinie na popołudniowe safari łodzią. To około 400-500m od naszego hotelu. To marina z nazwy, ale realnie to wydeptany kawałek brzegu. Obok nas siada para starszych Niemców. Okazuje się, że pani jest z Polski, ale od kilku dekad jest lekarzem w Hamburgu. Przyjechali aż na 3tyg, robią to samo safari już 3ci raz bo im się podoba. Zgubili tabletki antymalaryczne, ale się nie martwią, bo przecież są lekarzami.
Najpierw oglądamy ptaki i krokodyle:

Image

Image

Image

Impala i samice kudu:

Image

Image

Później hipopotamy i słonie.

Image

Image

Dwie rodziny słoni piją, a my pomiędzy nimi:

Image

Image

Słońce świeci coraz niżej:

Image

Wracamy przy zachodzącym słońcu odcinkiem rzeki, która graniczy z Namibią. Kilka razy przepływamy już na stronę Namibii, ale jednak trzymamy się daleko od brzegu. Pewnie da się trafić w Chobe na więcej zwierząt, ale i tak relacja jakości do ceny na tle bardzo drogich safari w Tanzanii jest świetna.

Image

Image

Image
_________________
Image
http://robertsadlowski.com <- zdjęcia i relacje z podróży
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 06 Cze 2024 10:22 

Rejestracja: 21 Lut 2011
Posty: 931
Loty: 297
Kilometry: 621 875
złoty
Długo jemy śniadanie, to nasz pierwszy spokojny poranek od dawna. Potem idziemy jeszcze na spacer kupić pamiątki. Po wymeldowaniu z hotelu umówionym taxi jedziemy na granicę. Tam musimy się przesiąść do kolejnego, bo tylko uprawnieni mogą z tej strony wozić pasażerów przez most. Z mostu widać stado kąpiących się hipopotamów, stajemy więc na chwilę:

Image

Kierowca odwożący nas do granicy już podczas jazdy załatwił nam przez telefon taxi do Livingstone za 40usd. Nie targujemy się, bo wiemy, że to dobra stawka.

Image

Boimy się trochę przejścia z super hotelu do czegoś bardziej przyziemnego, ale nie ma dramatu. Recepcja i część gastronomiczna są przy samej rzece Zambezi. Bardzo przyjemnie, bo woda chłodzi powietrze. Czekamy na pokoje:

Image

Image

Image

Standard pokoju jest zdecydowanie niższy a i tak koszt to ponad 100usd za noc.

Popołudnie mamy przeznaczone na zwiedzanie miasta. Zaczynamy od muzeum Livingstona, które okazuje się być bardziej tanią wersją muzeum historii naturalnej, dopiero na koniec są ekspozycje dotyczące samego Livinstona. Jestem trochę zawiedziony, bo kreuje się go na odkrywcę wodospadu, a on nawet nie przyszedł tu na własnych nogach, a został przyniesiony w lektyce. Największy atut muzeum to sklep z tanimi pamiątkami, gdzie nie trzeba się targować i można płacić kartą.

Image

Image

Miasto wygląda fajnie, jest kolorowe. Aż ciężko uwierzyć, że ten kawałek Afryki został dla świata zachodniego odkryty zaledwie 150lat temu. Później szybko przystąpiono do eksploatacji tego co najcenniejsze, w Zambii to rudy miedzi. Firma która pierwsza dostała koncesję (a raczej zgodę plemion) na wydobycie była prowadzona przez Cecila Rhodesa. Stał się on w zasadzie głównym nadzorcą i gubernatorem nie tylko obszaru dzisiejszej Zambii, ale też Zimbabwe. To dla miedzi zbudowano tu linię kolejową i most przy wodospadzie. Byłą wówczas warta znacznie więcej niż dziś, a Zambia była nawet przez jakiś czas producentem numer 1 na świecie - oczywiście, nie Zambia bezpośrednio, a "opiekująca" się nią Wielka Brytania. Wtedy terytoria te na część Rhodesa otrzymały nazwę Rodezja i zostały podzielone na Rodezję Północną (dzisiejsza Zambia) oraz Rodezję Południową (Zimbabwe). Kraje te zaczęły upominać się o swoje dopiero podczas II Wojny Światowej, a niepodległość uzyskały znacznie później, w okresie podróży i twórczości Kapuścińskiego.
Widać trochę zabudowy kolonialnej:

Image

Image

Image

Jeśli ktoś nie był w muzeum pamiątki może kupić na wielkim targowisku. Ceny też są dobre, znacznie lepsze niż w Botswanie i Zimbabwe.

Image

Image

Image

Image

Wieczór spędzamy w hotelowej restauracji. Jest tłoczno, bo przyjeżdżają tu ludzie z miasta. Nieco szokuje ogromna ilość komarów, których nie było za dnia.

Image
_________________
Image
http://robertsadlowski.com <- zdjęcia i relacje z podróży
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 07 Cze 2024 07:57 

Rejestracja: 21 Lut 2011
Posty: 931
Loty: 297
Kilometry: 621 875
złoty
Czuliśmy niedosyst po oglądaniu wodospadu od strony Zambii, bo mieliśmy na to tylko nieco ponad 1h. Zdecydowaliśmy się tam wrócić o innej porze dnia, by mieć inne widoki. I zdecydowanie było warto. Rano światło jest z innej strony i wszystko wygląda inaczej, chyba lepiej.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Zeszliśmy też szlakiem na dno wąwozu. Roślinność tam jest inna. Żonkę coś ugryzło w ucho i to tak, że bolało ją pół twarzy, na szczęście do wieczora prawie przeszło.

Image

Image

Jest też krótki szlak górą w stronę mostu:

Image

Image

Image

Po południu mamy dogadane safari w pobliskim niewielkim Parku Narodowym Mosi-oa-Tunya. Na początku pewna konsternacja, bo nie mogą odpalić samochodu.

Image

Potem jakoś idzie. Mijamy zebry, których nie widzieliśmy w Chobe:

Image

Image

Image

Najcenniejsze w parku są nosorożce białe. W krytycznym momencie było ich na świecie tylko 2500 osobników. Udało się wielkim wysiłkiem zwiększyć ich ilość kilkukrotnie, ale nadal to gatunek zagrożony. Mieszka ich tutaj kilkanaście, niby na wolności, bo są przez dzień i noc pilnowane przez uzbrojonych strażników. Dzięki temu przywykły do bliskości ludzi i można do nich podejść naprawdę blisko:

Image

Image

Image

Image

Image

Nasi przewodnicy próbują znaleźć żyrafy, ale bez skutku. Może byłoby łatwiej, gdyby wcześniej 2x znowu nie mieli problemów z odpaleniem samochodu. Znajdujemy sępy przy kościach słonia:

Image

Image

Przejeżdżamy przez opuszczoną osadę. Przewodnicy mówią, że budynki zniszczyły słonie:

Image

Jedziemy później na zachodni skraj parku, gdzie mamy krótki piknik.

Image

Małpa z grila:

Image

Image

Gdy wracamy słońce jest już nisko, ale zwięrząt już niewiele:

Image

Mijamy stary cmentarz z okresu pierwszych osadników.

Image

Na jednym z pozostałych nagrobków widać datę 1904. To okres gdy biali osadnicy w tym miejscu byli dziesiątkowani przez malarię, dlatego rok później przeniesiono osadę na wzgórza dalej od rzeki i nazwano ją Livingstone.
Wieczór ponownie w hotelowej restauracji z widokiem na Zambezi:

Image

Zdjęcie nieba. Na dole widać lekką mgiełkę, to Wielki Obłok Magellana, widoczny tylko na niebie południowym:

Image
_________________
Image
http://robertsadlowski.com <- zdjęcia i relacje z podróży
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 08 Cze 2024 13:53 

Rejestracja: 21 Lut 2011
Posty: 931
Loty: 297
Kilometry: 621 875
złoty
Rano jedząc śniadanie widzimy, że dziś nad wodospadem unosi się większa chmura pyłu wodnego. To widok z odległości około 4km. Widać nawet motolotnię (przelot jest droższy niż helikopterem, opcja tylko po stronie Zambii)

Image

Plan na dziś jest napięty. Zamówionym wczoraj taxi jedziemy na granicę na moście Wiktorii. Przechodzimy most na piechotę i po 1,5km kolejne formalności już po stronie Zimbabwe. Widoki z mostu świetne, bo słońce jest niżej:

Image

Image

Image

Z granicy odbiera nas samochód operatora lotów helikopterem BonisAir, lot dogadaliśmy przez whatsup 2dni wcześniej. Przez to, że na forach jest wiele relacji z wodospadów wiem już, że przy 3 osobach cena którą bez problemu da się wynegocjować to 100usd, udało mi się zejść do 95usd. Lotnisko dla helikopterów jest nieco poza miastem

Image

Trafiamy na sporą grupę z Chin, co trochę nas opóźnia. Wprost nam powiedzieli, że oni mają pierwszeństwo, bo my zapłaciliśmy mniej ;)
Sam lot trwa zaledwie kilkanaście minut, ale to fajne przeżycie:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Kolega Andrzej miał farta i dostał miejsce w pierwszym rzędzie:

Image

Image

Tak wygląda cały terminal BonisAir

Image

Zostały nam niecałe 3h, a mamy jeszcze w planie obejście wodospadów po stronie Zimbabwe. Odwożą nas do wejścia. Wstęp tutaj to aż 50usd, bardzo drogo.

Image

Image

Image

Image

Image

Szczelina w którą wpada woda jest tu węższa, a wody nieco więcej. W efekcie pył wodny taki, że czasem nic nie widać. Najlepszy widok jest na zachodnik końcu wodospadu, tam gdzie spływa najwięcej wody po łagodniejszym zjeździe.
Nie miałem świadomości, że jestem taki mokry:

Image

Image

Pomimo, że większa część wodospadu znajduje się po stronie Zimbabwe, to widokowo strona Zambijska jest ciekawsza i tańsza. Przy okrojonym budżecie lepiej zrezygnować z tego biletu i skupić się na zwiedzaniu po stronie Zambii. Albo dopłacić do lotu helikopterem co w przypadku tego wodospadu jest zdecydowanie zalecane.
Zostaje nam 30min na zakup ostatnich pamiątek. Dla mnie to za dużo, więc robię zdjęcia okolicy:

Image

Taxi na lotnisko bierzemy za 22usd. My już siedzimy, Andrzej nadal kupuje. Na lotnisko jedzie się około 20min.

Image

Jesteśmy w terminalu na znacznie mniej niż 2h przed odlotem, do odprawy jest ogromna kolejka (co nieco dziwi, bo z Windhoek leciało z nami może 30-40 osób). Pomimo, że korzystamy z okienka priorytetowego, tracimy jeszcze sporo czasu na security i na salonik zostaje tylko 30-40min. Nie ma jedzenia w formie bufetu, ale można zamówić kanapki, które są całkiem dobre. Andrzej testuje lokalne napoje:

Image

Wsiadamy do samolotu jako jedni z ostatnich. Lecimy razem z rodziną z Polski, z Poznania których poznaliśmy wcześniej na porannym safari w Chobe. Podczas postoju w Windhoek mamy piękny zachód słońca:

Image

W Frankfurcie zostaje nam niewiele czasu na śniadanie, odpoczywamy dłużej dopiero w Kopenhadze. My mamy lot SAS bezpośrednio do Poznania, Andrzej około 2h później do Gdańska.
Udany wyjazd.
_________________
Image
http://robertsadlowski.com <- zdjęcia i relacje z podróży
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
TIT uważa post za pomocny.
 
 
 [ 7 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group