Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 13 Paź 2022 12:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3666
Loty: 557
Kilometry: 655 514
HON fly4free
W Gruzji byłem kilka razy, ale zwykle były to pobyty krótkie, dość przypadkowe. Podobało mi się, ale bez efektu wow. Oczywiście trochę czytałem o tym kraju, trochę słyszałem i brak nadzwyczajnych przeżyć trochę mnie dziwił.
Dzielę państwa Poradziecji na 3 grupy. Pierwsza to Kraje Nadbałtyckie – całkiem inny świat, druga to Ukraina, Gruzja, na swój sposób Kirgistan i ostatnio Mołdawia (choć ten kraj może stanowić oddzielną kategorię) – miejsca gdzie żyje więcej wolnych ludzi niż sowków. Trzecia grupa to cała reszta (oczywiście jest ona wewnętrznie mocno zróżnicowana). W trzeciej grupie rządzą autokraci, społeczeństwa są bierne (może niesprawiedliwością jest wpisywanie do niej Armenii, zwłaszcza że tam nastąpiła demokratyzacja, za co zresztą kraj został ukarany przez Rosję), ludzie nie mają poczucia sprawczości.
Gruzja ma też jeszcze jedną istotną cechę: starą, pieczołowicie kultywowaną kulturę, własny alfabet i powszechną znajomość historii – i tej dotyczącej najbliższej okolicy jak również historii kraju (ta druga cecha mocno odróżnia ją od Armenii).
Niezwykła jest siła przetrwania tego niewielkiego kraju przez tysiące lat historii. Zawsze miał silniejszych sąsiadów, przez większą część czasu potrafił żyć z nimi w zgodzie (co nie oznacza licznych epizodów tragicznych). Taka specyfika lokalna, udzielająca się także innym. To na tamtejszym wybrzeżu najłatwiej spotkać Ormian i Azerów bawiących się razem.
Oczywiście to nie jest wszystko takie proste i oczywiste, relacje są znacznie bardziej zniuansowane (zresztą Gruzja to kraj o znaczących różnicach regionalnych), a żyjący w obronnych wieżach Swanowie to grupa znana ze swej wojowniczości. Gruzińskie dzień dobry „gamardżoba” pochodzi od słowa „zwycięstwo”
Tym niemniej kraj ten jest powszechnie znany z gościnności jego mieszkańców (tak naprawdę nie jest to cecha unikalna dla Gruzji, ale oni posiadają wyjątkowe umiejętności jej promocji). Tak właśnie, umiejętność promocji to jest tamtejsza specjalność. Ilość lokalnych specjałów znanych zagranicą jest chyba największa z całej Poradziecji. Warto też zauważyć, że Rosjanie nie za bardzo mogą sobie poradzić bez tutejszych specjalności – rosyjski nadzór sanitarny (ciało całkowicie polityczne) kilkukrotnie uznawał gruzińskie wina i wodę borżomi za niebezpieczne dla zdrowia, ale zawsze nie na długo – bo jak żyć bez tych specjałów w Rosji.
Gruzja to też najdziwniejsza transformacja z tragiczną postacią Saakaszwilego. To dzięki niemu państwo poradziło sobie z gigantyczną korupcją, zorganizowaną przestępczością, groźbą rozpadu, stało się szerzej rozpoznawalne w świecie.
To polityka Saakaszwilego spowodowała, iż przy pierwszym pobycie, kilkanaście lat temu, od gospodyni w Tbilisi usłyszałem: „jeśli będziesz miał jakiś problem – idź na policję.” To był dla mnie olbrzymi szok, bowiem milicja w Poradziecji (poza pierwszą grupą), była dla mnie synonimem pasożytnictwa, korupcji i kompletnej nieużytości. Saakaszwili rozwiązał starą milicję, stworzył nową (warunkiem wstąpienia był brak jakichkolwiek doświadczeń w milicji), dobrze wyposażył, dał wysokie wynagrodzenia i nagle okazało się, że Policjanci potrafią być pomocni.
Niestety Saakaszwili szybko poczuł się bogiem, pozazdrościł satrapom z innych byłych republik Sojuza i chciał mieć władzę taką jak oni. Gruzini tego nie kupili, ale w zamian wybrali sobie władzę otwarcie prorosyjską i oligarchiczną. Zrobili to obywatele w znaczącej części antyrosyjscy, pamiętający że Rosja zabrała im znaczną część kraju, pamiętający krzywdy historyczne. Ja w tej sprawie mam jednak teorię spiskową – to było działanie służące uregulowaniu stosunków z największym i najbardziej niebezpiecznym sąsiadem – Gruzji rządzonej przez Bidzinę Rosja nie najedzie. Jednak, kiedy rząd przesadzał z prorosyjskością, jak na przykład wtedy, gdy pozwolono rosyjskiemu posłowi przemawiać z miejsca przewodniczącego parlamentu, naród natychmiast zbierał się do protestów.
Relacja z Rosją i Rosjanami ma również inny, skomplikowany wymiar, czego dowiedziałem się od jednego z moich rozmówców. Rosjanie są w większości źli, więc Gruzini mają wszelkie podstawy, aby ich nie lubić, jednak tu pojawia się problem, bo oni są również gościnni (to tamtejszy imperatyw), więc nawet jeśli to jest Rosjanin i nie zachowuje się w sposób niewłaściwy, należy go przyjąć i ugościć.
Właśnie kwestia gruzińsko – rosyjska, szczególnie w obliczu ostatnich fal uchodźców z kraju rządzonego przez Władimira Władimirowicza, była przedmiotem mojego szczególnego zainteresowania w trakcie ostatniej wizyty. Szczególnie, że kiedy byłem tam poprzednim razem, wraz z moim przyjazdem rozpoczęły się wspomniane powyżej antyrosyjskie protesty.
Dodatkowo ta sprawa była ciekawym uzupełnieniem głównego celu wizyty, czyli zwiedzania tamtejszych Socmodów.
Mój pierwotny plan zakładał zwiedzanie Tbilisi oraz wycieczki co najmniej do Tskaltubo i Cziatury. Kiedy jednak zdałem sobie sprawę ile ciekawych rzeczy jest do zobaczenia w Tbilisi, a także wziąwszy pod uwagę umiarkowany komfort oraz wolne tempo podróży międzymiastowych, zdecydowałem się spędzić cały tydzień w stolicy. Wyszedł z tego fantastyczny wyjazd (efekt wow został osiągnięty niejednokrotnie), który spróbuję opisać i zilustrować w dalszych wpisach, choć nie wiem czy wyjdą mi one równie zgrabnie jak ten wstęp.

Image
Napis w toalecie jednego z barów, umieszczony tak, że nie da się go przeoczyć
Image
Dawne muzeum archeologiczne


Ostatnio edytowany przez pabien, 13 Paź 2022 16:45, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 13 Paź 2022 16:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3666
Loty: 557
Kilometry: 655 514
HON fly4free
Już przy kontroli granicznej dało się zauważyć, że to inna rzeczywistość niż w krajach środkowoazjatyckich. Cała procedura zajęła może 45 sekund, pogranicznik nie drapał bóghonora, nie kazał ustawiać się do kamery, nie pozował na groźnego urzędnika na ważnym stanowisku. Przed terminalem stał nowiutki autobus z kasownikiem akceptującym karty. Szybko okazało się, że nie różni się pod względem wieku i komfortu od pozostałych pojazdów kursujących na innych trasach. Wszystko nowiutkie, tak jak w Wawce. I marszrutki też nowe, wszystkie takie same. Niezależnie od rodzaju środka trnansportu można płacić kartą płatniczą (drożej) lub dwużelową kartą transportową.
To bardzo duża zmiana od mojego pierwszego pobytu. I ludzie wyglądają inaczej – ubierają się różnorodnie i kolorowo.
Normalnie bardziej Europa niż w takim Kijowie.
Kolejnym zaskoczeniem były ceny. Drogo, właściwie to ceny warszawskie +. Noclegi to w ogóle odlot. Dość powiedzieć że za Ibisa Budget (luksusowego) płaciłem prawie 250 zł za noc! Za jakiegoś nonejma z oknem tuż nad skrzyżowaniem ulic 150.
Zapamiętałem to miasto jako dość zaniedbane z dachami skleconymi jak popadnie, elementami drewnianymi w stanie zaawansowanego reumatyzmu i zaawansowanymi kompozycjami z rur. Teraz takie rzeczy widziałem od przypadku do przypadku, a na starym mieście (z którego szybko uciekłem, bo to jednak piekło) to już chyba wszystko wyrównali. To stare, malownicze Tbilisi znalazłem tylko nad stacją metra Rustawelli. A poza tym wypucowane reprezentacyjne ciągi komunikacyjne (z wyjątkiem przejść podziemnych, ale one się tam po prostu nie przyjęły) i dużo nowej architektury. Często takiej bardziej ambitnej, a w zasadzie efekciarskiej, choć nie o porywającej jakości.
Oprócz walki z ich robaczkami oczywiście żadnych problemów komunikacyjnych. Chyba wszyscy znają angielski lub rosyjski a często obydwa naraz. Choć z tym rosyjskim niektórzy mają kłopoty, ale bardziej goście niż gospodarze. Sam byłem świadkiem jak rosyjskojęzyczna grupa podeszła do baru i zamawiali piwo po angielsku. Pierwsze, bo drugie już po rosyjsku. Zdążyli zauważyć, że wszyscy tam mówią w tym języku. Rosjanie, których widziałem byli grzeczni i spokojni. Nie dało się zauważyć nieustannych żądań wywyższania się, wymagań lepszego traktowania, bo mam pieniądze i płacę. W części pewnie dlatego, że to nie ci Rosjanie, których znamy z wyjazdów do ciepłych krajów szukają w Gruzji schronienia, a także ze względu na prowadzone i wszędzie widoczne działania o charakterze edukacyjnym.
Niezależnie od rodzaju klienteli odwiedzających przybytki, w większości z nich widać oznaki solidarności z Ukrainą. Gdzieś tam obiecywali bezpłatnego drinka za likwidację rosyjskiego dyktatora, jednak rekordem był nocny klub na kierującej swą ofertę do mniej wyrafinowanej klienteli rosyjsko – turacko – arabskiej, wyłączonej z ruchu kołowego części ulicy Boba Dawida 4 Budowniczego. Nad jego wejściem widniał napis „Putin Chujło”
Do tego dochodzą niezliczone flagi ukraińskie, Slava Ukraini, napisy wskazujące na niechęć do Rosjan. Wszędzie mogą zobaczyć czy usłyszeć komunikat o okupowaniu 20% terytorium Gruzji. I tak, ci z którymi rozmawiałem nie wstydzą się powiedzieć, iż są uchodźcami. O tym więcej napiszę później
Postanowiłem nie prowadzić tej relacji w sposób chronologiczny, więc zanim pojawi się cudowny, ale też z istotnymi lokalnymi elementami modernistyczny socjalizm, pokażę kilka zdjęć starego, uroczego Tbilisi, trochę rur i wybrane przykłady działań edukacyjnych.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Tu napis nie jest oryginalny, ale za to występuje mozaika w tle

Image

Image

Image

A ten mi się podobał, zwłaszcza środkowe słowo, nawet nie wiem czy ono występuje w rosyjskim, ale na pewno jest zrozumiałe

Przy okazji tego wulgaryzmu przypomniała mi się rozmowa na temat rusycyzmów w jezyku gruzińskim. O ile w językach Azji Środkowej jest ich dużo w tym są to wyrazy tak popularne jak "sumka" czy "ostanowka", Gruzini przyznają się do jednego: "idi nachuj"
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 13 Paź 2022 16:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Sty 2012
Posty: 4018
platynowy
@pabien jak zwykle, niepłytkie i świetne 🙂 .
Mam tylko wątpliwości w ocenie obecnego nawału Rosjan e GE. Jednak to bardziej dezerterzy, niż uchodźcy.
Uchodźców widziałem na dworcu w Przemyślu. Inni oni byli.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 13 Paź 2022 17:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3666
Loty: 557
Kilometry: 655 514
HON fly4free
Dezerter to osoba, która uchyla się od służby wojskowej. Ci z pierwszej marcowej fali nie byli nawet zagrożeni powołaniem, więc to nie ta motywacja. Ci z drugiej też nie są formalnie dezerterami, nie dostali powołania (prawdopodobnie, bo z powołaniem ciężko byłoby im wyjechać, choć to może tylko kwestia ceny). Oni uciekają, żeby nie znaleźć się w sytuacji bycia dezerterem. Uchodźca to w sumie bardziej prawniczy termin. Czy ci Rosjanie mają podstawy do ubiegania się o taki status? Pewnie jakby chcieli to by je znaleźli. Spróbuję jeszcze o tym napisać, ale to zajmie chwilę, bo to trudny i delikatny temat. Nie roszczę sobie przy tym prawa do nieomylności. Byłem tam raptem tydzień więcej patrzyłem niż rozmawiałem, a na pewno nie rozmawiałem z reprezentatywną grupą przybywających z Rosji, choć sytuacja każdego z nich była inna
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 14 Paź 2022 00:14 

Rejestracja: 07 Sty 2015
Posty: 1396
niebieski
Temat Rosja w Gruzji jest bardziej złożony, warto choćby posłuchać tutaj:
https://dzialzagraniczny.pl/2022/05/jak ... odcast128/
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 14 Paź 2022 08:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3666
Loty: 557
Kilometry: 655 514
HON fly4free
kumkwat_kwiat napisał(a):
Temat Rosja w Gruzji jest bardziej złożony


No co ty? A zauważyłeś, że dopiero zacząłem o tym pisać? I na dodatek zrobiłem wyraźne zastrzeżenie.

Mogę ci objawić pewną prawdę: temat jest znacznie bardziej złożony niż to, czego mozesz dowiedzieć się z podcastu, do którego link zamieściłeś.

Co więcej, napiszę o sprawach, które w trakcie tamtej rozmowy nie mogły być poruszone, bo ona odbyła się 5 miesięcy temu
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 17 Paź 2022 14:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3666
Loty: 557
Kilometry: 655 514
HON fly4free
Pisanie kolejnych części relacji trochę się opóźniło. Wszystko przez weekend i związane z nim obowiązki (wybitnie miłe)

Image

Ale już jestem z powrotem, zatem:

Z lektury i z instagramu znałem kluczowe obiekty: kilka budynków, mozaiki, rzeźby. Kiedy zacząłem się temu przyglądać dokładniej, już na miejscu, okazało się, że rzeczy wysoce interesujących jest kilkadziesiąt. Rozsianych po całym mieście. Na dodatek zawsze coś wpada w oko po drodze. Jeśli bym pojechał na wycieczkę poza stolicę musiałbym zrezygnować z czegoś lub zmienić sposób zwiedzania ze spacerów i zbiorkomu na szybszy, a jednak zmniejszający szanse na dodatkowe odkrycia. Poza tym niewyjeżdżanie i włóczenie się po rożnych mniej lub bardziej dziwnych okolicach pozwala lepiej poczuć miasto – cokolwiek to znaczy.
Przed pierwszym pełnym dniem zwiedzania przygotowałem sobie punkty na mapie. Organizacja transportu okazała się bezproblemowa. W mapach google są rozpisane trasy autobusów i marszrutek, na przystankach wyświetlane są informacje (nie do końca precyzyjne) dotyczące odjazdów. Autobusy dojeżdżają prawie wszędzie. A tam gdzie nie dojeżdżają można się dostać kolejką linową.
Zwiedzanie postanowiłem zacząć od wysokiego C. Najbardziej charakterystyczną modernistyczną budowlą Tbilisi jest dawny gmach Ministerstwa Transportu, obecnie siedziba Bank of Georgia. Budynek został oddany w 1975 roku. Ciekawostką jest fakt, iż jego architektem był wiceminister Transportu – sam sobie zbudował siedzibę. Z perspektywy czasu ma to jedną istotne konsekwencje: Zbudował go dobrze, a pewnie dzięki obecnemu właścicielowi, nadal wygląda jak nowy. Zresztą jest to budynek, który przez tych prawie 50 lat nie zestarzał się.
Cudownie położony, spleciony z roślinnością robi olbrzymie wrażenie. Można mu się długo i z dużą przyjemnością przyglądać. Zresztą akurat ta cecha jest charakterystyczna dla wielu obiektów stolicy Gruzji, choć nie koniecznie jest to doświadczenie prostego piękna.

Image

Image

Image

Po drodze, bo budynek jest położony poza centrum, oglądałem Pałac Sportu, dość nietypowy w formie oraz mozaikę ze strażakami. Są dwie mozaikowe kompozycje poświęcone tej służbie w Tbilisi. Ta jest mniej znana, mniej profesjonalnie wykonana, ale te tańce strażaków są moim zdaniem niezwykle urocze.

Image

Image

Image

Image


O ile czas obszedł się dobrze z budynkiem Ministerstwa Transportu, podobny los nie spotkał kolejnych budynków położonych dalej wzdłuż drogi. Są to dawna siedziba przedsiębiorstwa energetycznego (chyba) i wyższa szkoła Pedagogiczno – techniczna. Szczególnie tę drugą spotkał smutny los. Mieści się tam nadal jakieś przedszkole, szkoła, są mieszkania, jednak znaczna część pomieszczeń jest opuszczona. Na dodatek z części mieszczącej audytorium (chyba) ktoś zajumał cudowny relief nazwany Sowieckim Batmanem lub Batmanem z Tbilisi.

Image

Image


Jakimś dziwnym trafem nie zauważyłem, że kawałek dalej miałem zaznaczony kolejny obiekt – muzeum archeologiczne. Zamiast tam pójść udałem się na drugą stronę Kury oglądać tereny targowe. Może dobrze, że ominąłem ten budynek, bo to byłoby za dużo wrażeń jak na jeden dzień.

Po drodze natknąłem się na rzeźbę, potem całkiem oryginalny budynek, który mieści coś o nazwie zbliżonej do centrum medycyny eksperymentalnej.

Image

Image

Na drugiej stronie Kury odwiedziłem garaże strzeżone przez ochroniarza sowka, który nie chciał dać mi ich fotografować (bo to to dawne partyjne garaże, obecnie raczej rozpierdzielnik).

Image

Kawałek dalej przechodzi się obok ciekawego, bardzo rozgadanego reliefu. O tej porze roku widocznego tylko w niewielkiej części. Całość widać, kiedy spadną liście. Tam pracownik serwisu samochodowego znajdującego się pod reliefem zapytał mnie w czym rzecz, że od czasu do czasu przychodzą tam ludzie i robią zdjęcia (to jest zagłębie naprawy samochodów, chyba głównie wymiany opon, więc miejsce zupełnie nie turystyczne). Opowiedziałem coś o sztuce, coś o nawiązaniu do ludowych legend, dobrej spuściźnie Sojuza – wysłuchał, a potem opowiedział co znajduje się w miejscach zasłoniętych. Widać relief nie jest mu obojętny.

Image

Z rzeczy vintage można tam też znaleźć fajną czcionkę

Image

Kilkaset metrów dalej, już w części rezydencjonalnej natknąłem się na arcyciekawą mozaikę, przedstawia ona chyba Lato (a w zasadzie jego boginię). Szczególnie frapujące są te chmurki i aureola nad postaciami w prawym górnym rogu.

Image

Image

Teren targów był już nie daleko. Po drodze jeszcze zobaczyłem wygięte przez czas wertykalne żelbetowe elementy przed klatką schodową. Uznałem je za niepozbawione uroku.

Image

U celu naprawdę jest co oglądać. Mamy tam wszystko: reliefy, rzeźby, mozaiki i architekturę. Wszystko na niewielkim terenie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Już wracając do hotelu zauważyłem osobliwy sposób powiększania mieszkania. Znacznie bardziej ekspansywny niż prosta zabudowa balkonu. Do tego tematu oraz tbiliskich spraw mieszkaniowych, wrócę później, bo w kolejnych dniach okazało się, że domów z takimi i innymi wypustkami jest więcej, znacznie więcej

Image
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 17 Paź 2022 19:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3666
Loty: 557
Kilometry: 655 514
HON fly4free
Przyszedł czas na bloki na wzgórzach (odcinek 1 – w poszukiwaniu Sky Bridge). Na początku jednak mój ulubiony i pewnie najciekawszy w Tbilisi peron metra na stacji Politechnika (tuż obok są pierwsi strażacy)

Image

Image

Image

Później mozaika z tematyką zbliżoną do tej na reliefie obok garażu, potem ciekawy blok jeszcze na płaskim i wjazd na wzgórza.

Image

Image

Image

Okolica oferuje piękne widoki.

Image

Image

Ciekawe zlepy – to termin wymyślony przez moje córki, kiedy pierwszy raz znalazły się z Gruzji. Początkowo budziły u nich obrzydzenie, ale z czasem jednak fascynację. Tu ta wersja zaawansowana, ekspansywna

Image

I główny bohater. Mam coś na kształt lęku wysokości i niełatwo mi się chodziło po tych kładkach. One już nie pełnią swojej komunikacyjnej funkcji – nie da wejść do bloku i potem zjechać windą.

Image

Image

Image

Później przyszedł czas na przeprowadzkę do kolejnego hotelu i zwiedzanie centralnych części stolicy Gruzji.
Najbliżej była sala koncertowa. Przebudowa głównego budynku – rotundy poszła moim zdaniem trochę za daleko, ale pozostała klatka schodowa i zakratowane okna.

Image

Image

Tuż obok znajduje się centrum handlowe, pewnie kiedyś pełniło jakąś poważniejszą funkcję. Środkowa część uległa daleko idącej i mocno szpecącej przebudowie, ale od frontu nadal prezentuje się świetnie i niezwykle oryginalnie.

Image

Image


W okolicy znalazłem również bardzo elegancji niewielki budynek jednorodzinny. Uwagę zwracają ogromne (jak na owe czasy i tę cześć świata) okna.

Image


Na koniec dnia poszedłem na basen

Image

Image

Image

Eksplorację okolic centrum kontynuowałem następnego dnia. Zaczęło się od parku 9 kwietnia. Poszedłem tam oglądać mozaikową rzeczkę

Image

Znalazłem również nietypowy pomnik rewolucji. Taki smutny. Zmylił mnie napis po rosyjsku w brzmieniu: „wieczna pamięć bohaterom rewolucji.” To nie była ta rewolucja i ci bohaterowie. Po I wojnie Światowej Gruzja miała krótki epizod niepodległości. Istnieje prawdopodobieństwo, iż byłby on znacznie dłuższy, gdyby nie wysoko postawieni Gruzini, w tym Józef Dżugaszwili, będący blisko wodza sowieckiej rewolucji. Ich lobbing spowodował, że państwo sowieckie nie pozostawiło Gruzji samej sobie. Jest to dodatkowy powód dla którego Gruzini nie przepadają za państwem przez które zostali przejęci. Warto tu zauważyć, że Tbilisi jest bardzo starannie wyczyszczone z sowieckich motywów. Jestem zaawansowanym znajdywaczem gwiazd pięcioramiennych oraz sierpów i młotów, a w Tbilisi udało mi się znaleźć tylko 2 – jeden na terenie targów, ale taki nie wprost i drugi branżowy, kolejowy, na dodatek drewniany

Image

Image

Image

Naprzeciwko pomnika rewolucji (po drugiej stronie mozaikowej rzeczki) stoi Nike z karabinami w tle.

Image

Na południe od parku, już na wzgórzu stoi taki oto dom. Muszę kiedyś dokładniej zbadać, kiedy powstał, bo wygląda trochę jakby awangardowo. Kawałek dalej w zamkopodobnej siedzibie mieści się w siedziba rządu.

Image

Image

Po przeskoku na drugą stronę Kury podziwiałem żłobek. To mój absolutny top obiektów wczesnej edukacji. Może się z nim równać jedynie przedszkole, które znalazłem w Medellin i które być może pojawia się w mojej niedokończonej relacji z pierwszej wizyty w Kolumbii.

Image

Nieopodal stoi widoczny z daleka a zasłonięty z budynek z ciekawym motywem dekoracyjnym (i zapewne przeciwsłonecznym) na fasadzie, również, jak budynek rządu zwieńczony blankami – one okazały się elementem często spotykanym w Tbilisi. Zważywszy na wieże mieszkalne Swanów i pochodzenie słowa powitania, można uznać je za motyw nawiązujący do lokalnej tradycji.

Image

Przeciw lokalnej tradycji powstał zaś kolejny budynek. Niestety trudny do odwiedzenia, chyba że się zorganizuje tam balangę lub zostanie na takową zaproszonym. To dawny pałac ślubów. Świecki, ale wyglądem nawiązujący do świątyni chrześcijańskiej. Tak się spodobał jednemu nowobogackiemu Gruzinowi, że na początku tego tysiąclecia sprywatyzował go sobie i urządził tam mieszkanko. Po jakimś czasie mu się to jednak znudziło i teraz wynajmuje go na imprezy.

Image

Po kolejnym skoku przez Kurę i tam zostałem zaskoczony przez wolnostojącą mozaikę o tematyce łowieckiej. Nie jest to arcydzieło, ale efekt zaskoczenia był wysoki. Kawałek dalej był kolejny ładny bloczek.

Image

Image

Celem była słynna mozaika strażacka. Po drodze znajdował się jeszcze dworzec autobusowy. Międzynarodowy, gdzie można znaleźć autobusy do szuji – chyba nikt nie ma wątpliwości w jakim kraju ta kreatura się znajduje?

Image

Image

Image

Strażacy nie chcieli wpuścić do środka, a na dodatek postawili busa w sposób utrudniający fotografowanie zza płota. Ale obejrzeć się dało. Mozaika „tańczący z ogniem” jest imponująca w swojej szczegółowości.

Image

Image

W drodze powrotnej do hotelu godna odnotowania była jeszcze ceramiczna kompozycja na stacji metra Isani, dojazd do którego wymagał kolejnego przeskoku przez Kurę. Jeśli ktoś zastanawiałby się czemu wracałem jadąc w przeciwną stronę niż mój cel, służę odpowiedzią: korki nie dotyczą jazdy metrem.

Image

Image
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 18 Paź 2022 15:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3666
Loty: 557
Kilometry: 655 514
HON fly4free
Następny dzień to przede wszystkim dwie wyprawy. Na północ i południe.
Na północ do Gruzińskich Kronik podchodziłem z pewną nieśmiałością. Specjalnie się im wcześniej nie przyglądałem, bo istniało ryzyko, że się poddam. Spodziewałem się komiksu o historii Gruzji i uznałem, że może to być ciekawe.
Pierwszym wyzwaniem było dotarcie tam komunikacją publiczną. Google zaproponowały mi podróż od drugiej strony i dalej pod górę polną drogą. Zastanawiałem się nawet, czy to miejsce nie jest przypadkiem do oglądania z daleka. Okazało się, że zupełnie nie o czym świadczył autokar z chińską wycieczką.
Kompozycja powstała aby uczcić 3K lat państwowości i 2K lat chrześcijaństwa w Gruzji. Nawet jeśli te liczby są lekko naciągnięte, to jednak przypominają, że cywilizacja istniała tam dużo wcześniej niż u nas.
Niestety realizacja jest delikatnie mówiąc taka sobie. Po pierwsze zrobiona w metalu, nie w betonie. Po wtóre komiksowa część nie dotyczy historii Gruzji tylko wydarzeń z westernu z nudnym drugim tomem – czyli scen z obu testamentów. Gruzińskie są postacie nad scenami – ja na razie ich nie odróżniam.

Image

Image

Wyprawa nie była jednak porażką, bowiem kompozycja stoi na wzgórzu, z którego rozpościerają się atrakcyjne widoki. Zarówno na miasto jak i Tbiliskie Morze. Ponadto wypatrzyłem ciekawy budynek i w drodze powrotnej do metra mogłem przejść się po okolicy, która widziana z samolotu zapowiadała sporo interesujących rzeczy do zobaczenia.

Image

Image

Bonusem było obserwowanie uczestniczek wycieczki robiących zdjęcia.

Image

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wypatrzony przeze mnie budynek nie został zaprojektowany jako mieszkalny. Zresztą kawałek dalej widziałem zasiedlony dawny urząd skarbowy, którego część biurowa przeniosła się do oficyny.
Znalazłem tam najbardziej ekspansywnego zlepa – wydaje się, że powiększanego dwukrotnie, wyglądający na nieczynny budynek o nieznanym przeznaczeniu oraz bloki z blankami na wzgórzu.

Image

Image

Image

Image


Przy ostatniej stacji metra jest osiedle ozdobione płytkami ceramicznymi. Całkiem malownicze.
Image

I jeszcze takie ciekawostki

Image

Image

Po zwiedzaniu wróciłem do hotelu, na kolejny nocleg przeniosłem się w inne okolice. Takie bardziej ormiańskie w stylu patrząc na systemy rur spustowych. Stamtąd zaś wziąłem autobus i czwarty raz tego dnia przekraczając Kurę pojechałem w nieznane. Miejsce zaznaczyłem na mapie, ale nie pamiętałem co mam tam znaleźć. Wysiadłem z autobusu na ostatnim przystanku i szybko zorientowałem się co miało być eksplorowane. A okolica okazała się piękna

Image

Bloki to dawne akademiki. Po drugiej stronie doliny znajduje się Uniwersytet. Można się do niego dostać kolejką linową lub mostem. O nim jednak później. Na początek bloki

Image

Image

Image

Image

Nie wiem kiedy i w jakich okolicznościach straciły one swoje pierwotne przeznaczenie. Teraz są budynkami mieszkalnymi. Mimo slumsowatego wyglądu, wcale nie dla wykluczonych. Tak jak kilka poprzednich przykładów pokazuje, mieszkańcy Tbilisi żyją w takich warunkach. Problem musi być olbrzymi zważywszy na adaptację wszystkiego co się da na cele mieszkaniowe. I tu pojawiło mi się pytanie, na które na razie nie znalazłem odpowiedzi. W jakim stopniu uchodźcy z Rosji pogarszają sytuację mieszkaniową w Tbilisi? Czy przypadkiem nie jest tak, że oni przyjeżdżający głownie z Moskwy i Petersburga, mający sporo pieniędzy poszukują takich mieszkań? Czy może jednak operują w wyższym segmencie. Jeden z forumowiczów pisał ostatnio, że w Tbilisi nie ma dostępnych do wynajmu mieszkań powiedzmy „normalnych” według naszych standardów. Z drugiej relacje, które do nas docierają o zepsuciu rynku przez Rosjan mają największe szanse pochodzić z rozmów z przedstawicielami „klasy średniej.” W Gruzji przecież, nie inaczej niż u nas, poszczególne grupy niespecjalnie się ze sobą komunikują.
Chodząc po tym osiedlu, całkowicie zafascynowany wyglądem budynków, gapiący się minutami na poszczególne ściany, czułem się trochę nieswojo, ale oczywiście nie spotkałem się z żadną negatywną reakcją mieszkańców. Tylko jeden z psów – normalnie cichych i spokojnych nie tolerował mnie – obcego i postanowił pójść za mną i poszczekać.

Oprócz akademików na osiedlu można znaleźć mniejsze, zgrabne budynki. Podejrzewam, że przeznaczone dla wykładowców.

Image

Gmachy uniwersyteckie też okazały się być niczego sobie. Zwłaszcza biblioteka (chwilowo pewnie czekająca na remont)

Image

Image

W drodze powrotnej, naprzeciwko Parku Wake, skąd jest kolejka do Żółwiego Jeziora stoi bardzo fajna superjednostka, a w zasadzie dwie.

Image

https://uploads.tapatalk-cdn.com/202210 ... 2f1860.jpg

Nad jezioro się nie wybrałem, bo była spora kolejka do kolejki. Zresztą trzeba sobie coś zostawić na kolejny raz.

To była sobota. Planowałem jakieś wieczorne rozrywki, ale tak mnie dzienne spacery zmęczyły, że przespałem moje plany
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 18 Paź 2022 20:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3666
Loty: 557
Kilometry: 655 514
HON fly4free
Powoli wycieczka zbliżała się do końca. Teoretycznie zostały mi dwa pełne dni zwiedzania i jeszcze połowa, ale inne okoliczności spowodowały, że skróciły się one znacząco. Na dodatek sił i entuzjazmu brakowało. Jednak w niedzielę rano wszystko oprócz pogody było OK.

Pojechałem zobaczyć to co przegapiłem, czyli dawne muzeum archeologiczne. Google zaproponowały mi złą trasę, która wymagała przejścia przez 10-cio pasmową ulicę a potem przejścia obok niezbyt przyjaźnie wyglądających psów (nie sprawdzałem stopnia nieprzyjazności, choć z prawdopodobieństwem zbliżonym do pewności był niski) lub trochę na około, co wybrałem. Gdybym wysiadł przystanek wcześniej mógłbym podejść tam wygodną drogą obok cmentarza.

Swoją drogą u kamieniarza obok widziałem obrazek na nagrobku, który wyraźnie krzyczał – musisz zwiedzić cmentarz. Jednak padało i uznałem, że innym razem.

Jedyną zaletą wybranej przeze mnie trasy była możliwość zobaczenia muzeum i tego czego się nie spodziewałem, czyli posągu Św. Nino z dołu.
Image

Image

I muzeum i posąg, a w zasadzie cała kompozycja, są wspaniałe. Nie mogę zrozumieć czemu stoi zamknięte. Ta pieczara – drapieżnik robi niesamowite wrażenie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po drugiej stronie ulicy stały oryginalne bloki z częściowo spadzistymi dachami.

Image

Ciągle padało, mimo to uznałem, że pojadę nad Jezioro Tbiliskie i zrealizowałbym ten plan, gdyby nie latający talerz (na dodatek z antenką). Przejeżdżając obok nie zauważyłem go, ale kawałek dalej miałem przesiadkę i zobaczyłem go. Początkowo myślałem, że to jakaś willa bogatego Gruzina. Okazało się, że to była siedziba stołecznego numeru 112.

Image

Oprócz formy budynku sama jego lokalizacja i widoki stamtąd są niczego sobie.

Image

Obejrzałem go, ale ponieważ zmokłem uznałem, że daruję sobie jezioro i wracam do miasta. Po drodze minąłem kilka ładnych budynków:
Szpital – od frontu niestety zapakowany w jakąś blachę

Image

Takiego elegancika:

Image

Narodowe Archiwa

Image

Wypatrzyłem też kolejną parę budynków położonych obok siebie. Chciałem przyjrzeć się im z bliska, ale okazało się to nie być łatwe, a kolejki linowej akurat w tym miejscu nie zbudowali.

Image

Wróciłem do hotelu z zamiarem poszukania Rosjan do rozmów. Po drodze natknąłem się na jedyną rosyjską flagę (na dodatek w Alei Rustawellego). Była na balkonie kościelnej fundacji. Takie są teraz te kościoły, i takie najczęściej były.

Image

Odcinek dotyczący rozmów z uchodźcami i nie tylko ukaże się później, pewnie wraz z krótką relacją z wycieczek w kolejnych dniach (dużo tego nie było, ale były to rzeczy duże – mam na myśli albo rozmiar albo klasę). Na zachętę, na koniec duża rura

Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 18 Paź 2022 21:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Sty 2012
Posty: 4018
platynowy
A ta flaga po lewej to nie Jemenu?
Złotego orła widać.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 18 Paź 2022 21:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3666
Loty: 557
Kilometry: 655 514
HON fly4free
Uwierz, że rosyjska - takiego psikusa zrobił mi aparat przy sztucznym świetle. Kiedy się zatrzymałem i przyglądałem ze zdziwieniem, przechodzień powiedział mi "tak, nie wydaje ci się, to rosyjska flaga" i sam też zdjęcie zrobił
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 19 Paź 2022 08:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lis 2013
Posty: 831
Loty: 184
Kilometry: 250 759
niebieski
@pabien Kiedyś kierowca taksówki w Tbilisi powiedział mi, że lokalsi nazywają ten budynek po ministerstwie ... "dwa ch*** w adin żop" ;)
Ciekaw jestem, czy inne z charakterystycznych budynków też mają takie swoje nieformalne nazwy... :roll:
BTW - "Tańczący z ogniami" też jest rewelacja, muszę to kiedyś zobaczyć na własne oczy.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
pabien lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 19 Paź 2022 12:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3666
Loty: 557
Kilometry: 655 514
HON fly4free
Zastanawiałem się jakie miejsce będzie najlepsze dla rozmów z Rosjanami. W tym przypadku myślenie było całkowicie zbędne, bowiem odpowiedź brzmi: każde, choć powinno mieć bar, warunek, żeby byli klienci i byli to Rosjanie spełnia prawdopodobnie 100% knajp w centrum Tbilisi. Jeśli akurat nie ma klientów przy barze to jest szansa, że barman będzie Rosjaninem.
Przekonałem się o tym przez przypadek. Po znalezieniu tej rosyjskiej flagi tak spieszyłem się podzielić tą informacją, że pisałem idąc przejściem podziemnym na Placu Wolności. Nie zauważyłem, belki i z impetem uderzyłem w nią głową. Już nie było czasu na szukanie Tej knajpy, poszedłem do pierwszej, która nie była Kinkalnią i nie pisano przy jej wejściu o darmowym piciu za głowę Putina, choć to akurat nie powoduje, że w środku nie ma Rosjan, a większość z nich pewnie przyszłaby z tą głową, gdyby miała taką możliwość. Po prostu naprzeciwko był bar, gdzie podawano krafty. Tam poprosiłem o piwo i lód na głowę. Trochę się rozejrzałem – akurat ktoś grał – słabo, bo to były amatorskie występy i śpiewał – nie po rosyjsku oczywiście.
Ruchu wielkiego nie było, więc zagadałem barmana. Był bardzo chętny do rozmowy i mocno zdziwiony, że ja Polak znam rosyjski. On był z pierwszej fali uchodźców. Wyruszył ze swojego Pitera zaraz po rozpoczęciu wojny. Jak mówił z 300 dolarami w kieszeni. W Petersburgu był barmanem, uwielbia swoje miasto, ale uznał, że nie zostanie w państwie, które jest agresorem. Potem żartem mówił, że przecież przy tych sankcjach byłby zmuszony serwować jedynie drinki z wódką, a to mu się nie uśmiecha.
Zapytałem go o życie w Tbilisi, on mi na to powiedział mniej więcej: „no wiesz trochę zadupie – ja mieszkałem w Piterze.” Ja mu na to o scenie techno. On, że no OK, czasami coś dobrego grają, ale też jest dużo imprez z muzyką nędznej jakości.
To dość symptomatyczne: w Moskwie czy Petersburgu żyło/żyje się bardzo dobrze i oni lubią swoje małe światki tam. Mam wrażenie, że podobnie jak my tutaj.
Ta ucieczka z 300 dolarami brzmi dość dramatycznie, ale on szybko powiedział mi, że jeśli mu się nie uda lub znudzi w Tbilisi to rodzice już od pewnego czasu są w Stanach i może do nich przyjechać.
Pytałem go też o doświadczenia z Zachodu. Gdzie był w Europie, on mi na to odpowiedział, że trochę jeździł kiedy był malutki, ale to było dawno temu i nic nie pamięta. Za to był w Nowej Zelandii.
Powiedział mi jeszcze jedną istotną rzecz, że kontakty z Ukraińcami się urwały. Nawet raz przy barze fajnie się gadało z jednym Ukraińcem, ale na tym się skończyło, on więcej już się tam nie pojawił. W barze oczywiście wisi flaga ukraińska, jasne jest, że mój Rosjanin reżimu nie popiera, ale ta wojna, zupełnie inaczej niż wojna z 2014 zrujnowała kontakty między obiema nacjami.
Posiedziałem trochę, pogadałem, potrzymałem lód przy czole i poszedłem do wcześniej wybranego miejsca. Okazało się zajebiste. Malutkie i inkluzywne. Za barem Gruzinka (a dawniej pół-Rosjanka) wśród gości: Gruzinka (ta doskonale znała angielski i rosyjski więc w razie czego potrafiła szybko pomóc znaleźć brakujące słowo), Rosjanie, Białorusin i … Francuz. Znowu chętnie podejmowali temat uchodźctwa.
Barmanka powiedziała, że teraz jeśli pyta się ją o narodowość, mówi że jest Gruzinką, choć pochodzi z rodziny mieszanej, rosyjskojęzycznej i swojego języka zaczęła się uczyć dopiero w szkole. Jednak rosyjskość bywa tam trochę wstydliwa.
Białorusin wyjechał w marcu, w obawie przed mobilizacją. Wyjechał bez planów i bez zabezpieczenia finansowego. Pracuje zdalnie. Ale z Białorusinami jest mocno inaczej niż z Rosjanami – tam poparcie dla dyktatora jest niskie i jedynie maleńka część społeczeństwa wierzy temu co mówi Łukaszenka – pewnie ta sytuacja powoduje, że białoruscy żołnierze nie zostali wysłani na front. Istnieje bowiem ryzyko, że daną im broń wykorzystają zupełnie nie przeciw Ukrainie. Mój rozmówca co prawda twierdzi, że w końcu Białoruś dołączy do wojny, ja mu nie wierzę, a w przypadku materializacji takiego scenariusza liczę, że byłby to koniec Łukaszenki.
Kolejny Rosjanin z Moskwy wyjechał ostatnio razem z pracą.
Jeszcze jeden, również Moskwianin, powiedział mi, że na razie ma „poduszkę finansową” na długo, więc nawet nie myśli co i kiedy będzie robić. On dość precyzyjnie przedstawił swoją motywację. Początkowo do pozostania, a potem do ucieczki. W Moskwie żyło mu się dobrze. Miał świetną pracę, znajomych. Nigdy nie wspierał dyktatury, ale mówił, że nie ma najmniejszego wpływu na rzeczywistość polityczną. Głosowanie nie ma sensu, a protestować nie można (tak powiedział). Został po rozpoczęciu wojny, a wyjechał kiedy pojawiło się zagrożenie, że może być do niej siłą wciągnięty. Można krytykować taką postawę, ale z drugiej strony jest ona zrozumiała i wytłumaczalna. „Nie można protestować” oznacza, że kiedy to robisz masz duże szanse trafić na długo do kolonii karnej. To jednak nie jest tak jak u nas, że za protesty grozi ci przesiedzenie 2 dni w areszcie, próba wystawienia mandatu lub w ostateczności postępowanie karne ze znikomymi szansami na wygraną władzy. U nas też oczywiście rządzący starają się ograniczyć prawa obywateli, jednak są wiele kroków przed tym do czego doszła Rosja (w tej sprawie jest zresztą szerokie pole do refleksji).
Jak pisałem w knajpie był też Francuz. I to jednak jest symptomatyczne, kiedy sobie rozmawialiśmy ja opowiadałem o naszym reżimie wyprowadzającym Polskę z obszaru cywilizacji zachodniej, on o rasistowskiej Francji i Macronie prowadzącym państwo ku przepaści. Tymczasem Rosjanie ograniczali się do stwierdzenia, że nie popierają reżimu i że jest on zły. Ale filipiki przeciw Putinowi nie byli skłonni wygłosić.
Jasne, ze ilość wypitego alkoholu trochę przeszkadzała w prowadzeniu spójnej rozmowy, wiele ciekawych kwestii nie zostało poruszonych i w ogóle można było dowiedzieć się więcej, ale naprawdę spędziłem bardzo moim zdaniem wartościowy wieczór.
Dokonałem również pewnego odkrycia. O ile w dzień pojawiał się u mnie pewien strach przy przechodzeniu przez ulice między samochodami, kiedy wracałem całkowicie zniknął, a auta bardzo grzecznie mi ustępowały. Nie wykluczam, że pewien wpływ na to miała pora – o 3 w nocy samochodów jest po prostu mniej, ale z drugiej strony przypomniało mi się pewne zdarzenie z Dniepru. Kiedyś przyleciałem tam w piątek wieczorem. Przy ulicy dojazdowej do miasta widziałem mnóstwo pijanych ludzi. Część z nich miała problem ze zmieszczeniem się na chodniku i od czasu do czasu dryfowała na jezdnię. Kierowcy grzecznie ich omijali nawet nie używając klaksonu.
Zważywszy na wydarzenia z poprzedniego dnia, poniedziałek nie zaczął się dla mnie wcześnie. W planach była wizyta w łaźni siarkowej, nawet się tam wybrałem, ale na miejscu zauważyłem, że nie wziąłem klapek. Postanowiłem przejść się przez chwilę po tym turystycznym centrum. Domy nad Kurą są bardzo malownicze, ale samo stare miasto kompletnie zatraciło swoją autentyczność (jak większość miejsc najechanych przez turystów). Na szczęście znalazłem ciekawy relief z sowieckim bogiem elektryfikacji (lub energii słonecznej).

Image

Wróciłem do hotelu na piechotę i jeszcze zrobiłem zdjęcie siedzibie banku VTB

Image

Później pojechałem w okolice dworca kolejowego. Dworzec, totalnie przeskalowany jak na 5 odjeżdżających pociągów dziennie wygląda jak jakiś wyciągnięty z wody lotniskowiec.

Image

Obok jest poczta, też niczego sobie

Image

Image

Potem nadszedł wieczór i wróciłem do baru. Tym razem też było miło, choć rozmowy nie układały się w coś nadającego się do relacjonowania. Znów dotrwałem do zamknięcia, ale jako że był to poniedziałek nie niedziela nastąpiło ono 3 godziny wcześniej.

W dniu powrotu miałem do wykonania jedno zadanie. Jadąc z lotniska wypatrzyłem ciekawy przystanek i jakąś mozaikę niedaleko. Postanowiłem się tam zatrzymać obejrzeć oba obiekty i sfotografować. Że przystanek jest wart zatrzymania wiedziałem, ale nie miałem pojęcia co przedstawia mozaika.

Image

Okazała się ona zupełnie niezwykła. Znów religijna scena w świeckiej wersji. W centrum kościół nie kościół oraz rodzina z piątką dzieci. Po bokach stare Tbilisi i nawet o rybach w Kurze pamiętano. Ciekawy jestem co produkowała fabryka na której ścianie umieszczono tę pracę.


Image

Mozaika stanowi bardzo trafne podsumowanie mojej wizyty: architektura i więcej ludzi niż zwykle.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 23 Paź 2022 14:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Sty 2012
Posty: 4018
platynowy
pabien napisał(a):
... Po drodze natknąłem się na jedyną rosyjską flagę (na dodatek w Alei Rustawellego). Była na balkonie kościelnej fundacji. Takie są teraz te kościoły, i takie najczęściej były.

Image

pabien napisał(a):
Uwierz, że rosyjska - takiego psikusa zrobił mi aparat przy sztucznym świetle. Kiedy się zatrzymałem i przyglądałem ze zdziwieniem, przechodzień powiedział mi "tak, nie wydaje ci się, to rosyjska flaga" i sam też zdjęcie zrobił

@pabien nie dawała mi spokoju ta rosyjska flaga w Gruzji, jeszcze przy al. Rustawelego, parę metrów od parlamentu, pod którym w przeszłości były takie liczne demonstracje przeciwko Rosjanom.
Spadł mi kamień z serca, że to jednak nie flaga Rosji . Nie mogłem uwierzyć w taką przemianę Gruzinów.
W budynku ma siedzibę fundacja "katolikosa patriarchatu całej Gruzji". Kościół jest zaangażowany w pomóc humanitarną dla Jemenu, dlatego domniemywałem , że to jego flaga. Kolorystyka wskazuje, iż równie dobrze może być egipska lub z kilku innych krajów arabskich. Z całą pewnością dolny pas jest czarny.
O tym, że nie pałają tutaj miłością do Rosji potwierdzają także obiekty na podłodze klatki schodowej obok fundacji znajdującej się w tym samym budynku.
Załącznik:
Screenshot_20221023-143650_Gallery.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez wtak, 23 Paź 2022 19:10, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 23 Paź 2022 16:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3666
Loty: 557
Kilometry: 655 514
HON fly4free
Ok, nie wiem jakim sposobem ja wyraźnie widziałem tam flagę rosyjską. Nawet kolejność kolorów jest nie taka
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 23 Paź 2022 19:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Sty 2012
Posty: 4018
platynowy
Dobre jest to, że ja także inaczej widziałem te kolory. Jemen, czy Egipt mają inny układ pasów ;) .
Powiedzmy jednak tak: dobrze, że nie rosyjska.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Pacyfa lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 24 Paź 2022 12:30 

Rejestracja: 28 Kwi 2012
Posty: 398
niebieski
Dodam tylko krótko:
1. Dojście do władzy Iwaniszwilego nie było efektem racjonalnych wyborów demokratycznych. Głosy były kupowane, powstał nawet w owym czasie cały system redystrybucji środków. Aby wesprzeć Iwaniszwilego, Kreml podłączył go do lukratywnych biznesów w Rosji. Ale po wyborach kasa musiała płynąć w drugą stronę. Dla Iwaniszwilego polityka to instrument finansowy. Za pomocą instrumentów państwa licytowano wszystkie dochodowe biznesy, które pośrednio lub bezpośrednio przejmował Bidzina Iwaniszwili. W krótkim czasie w jego rękach znalazło się około 80% PKB kraju. Obecnie Iwaniszwili nie musi pełnić roli politycznej, bo i tak jest nazywany carem Gruzji. On wyznacza kto co ma robić.
2. Gruzja obecnie nie jest tak przejrzysta, jak była za czasów Sakaszwilego. Zastopowano policję i sądy, co spowodowało głośne napady rabunkowe tego lata w Batumi. Iwaniszwili uwolnił także znaczną część przestępców. Infrastruktura powstała za Sakaszwilego nie jest remontowana, a nowa nie powstaje, za wyjątkiem kilku chińskich projektów.
3. Obecny najazd Rosjan można by powstrzymać, ale niestety jest cena którą płaci Gruzja za pośredniczenie w handlu z Rosją, także bronią. I nic tu nie da nastawienie proukraińskie społeczeństwa.
4. Prezydent სალომე ზურაბიშვილი jest tylko marionetką zaplątaną w tę korupcyjną machinę tak zwanego Gruzińskiego Marzenia. Ona nie na i nigdy nie miała mocy sprawczej. Wiem to gdyż rozmawiałem z nią kiedyś jak była na UW w Warszawie.

To nie są czyjeś kompilacje, tylko moje osobiste spostrzeżenia. W związku z tym mogą być subiektywne.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#19 PostWysłany: 24 Paź 2022 14:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3666
Loty: 557
Kilometry: 655 514
HON fly4free
Z częścią tego co napisałeś zgadzam się, z częścią nie. Bidzina bogaty był już przed wyborami.

Wydaje się, że jego wygrana to jednak w znacznej mierze wina Saakashvilego. Tak jak w Polsce wina Tuska.

Z jednej strony nieumiejętność oceny nastrojów społecznych, z drugiej cyniczny dobrze przygotowany przeciwnik oferujący proste rozwiązania

U nas to była redystrybucja środków dla najbiedniejszych i obrzydzanie Zachodu

Tam zaoferowanie poczucia bezpieczeństwa.

To działa nawet w lepiej wyedukowanych społeczeństwach niż nasze czy gruzińskie.

A potem zaczyna się zawłaszczanie państwa, szczególnie łatwe tam, gdzie instytucje są wątłe.

Warto przy tych porównaniach dodać, że tam Bidzina wygrał trzeci raz
Góra
 Relacje PM off
meczko lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 24 Paź 2022 22:06 

Rejestracja: 28 Kwi 2012
Posty: 398
niebieski
Tak Bidzina był bogaty przed wyborami i przygotowywał od długiego czasu atak na Gruzję. Początkowo testował swoje pomysły w Czorwili, a następnie przejął władzę w całym kraju. Przejęcie władzy było w pełni demokratyczne i nastąpiło w październiku 2012 roku.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot], Google Adsense [Bot] oraz 6 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group