Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 9 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 25 Gru 2015 02:28 

Rejestracja: 12 Maj 2015
Posty: 9
Loty: 7
Kilometry: 13 216
Informacje

Data: 22-26.11.2015r.
Wylot – przylot: Warszawa Modlin – Teneryfa Południowa - Warszawa Modlin
Linia lotnicza: Ryanair
Przemieszczanie się: Wynajęty samochód
Nocleg: 1 noc w hotelu oraz 3 w pokoju wynajętym przez Airbnb


Skrócony plan podróży:

Dzień 1
- przylot
- wypożyczenie samochodu
- szlak zmysłów
- nocleg na północy wyspy

Dzień 2
- plaża las Teresitas
- San Pedro de Daute
- Punta de Teno
- Masca
- nocleg na południu wyspy

Dzień 3
- Teide
- Los Cristianos

Dzień 4
- Siam Park
- Costa Adeje

Dzień 5
- błąkanie się po miastach nad wybrzeżem
- oddanie auta
- wylot




Dzień I

Podróż i lotniska
Wylot z Modlina w niedzielę 22.11.2015r. o godzinie 10:25. Śniegu nie ma, ale temperatura oscyluje w granicach trzech stopni Celsjusza. Jest pochmurno i brzydko. Lotnisko malutkie, a kolejki na bramkach długie. Po około czterdziestu minutach stania udało dostać się na strefę bezcłową. Każdy z nas miał po dwa bagaże - po jednej większej torbie oraz ja mniejszą z jedzeniem, a Magda plecaczek. W sumie każdy z naszych bagaży formalnie przekraczał wymiary, ale w razie potrzeby dałoby się je upchać tak żeby spełniły wymogi wielkości. Podczas czekania na otwarcie bramek panie z obsługi Ryanair'a podeszły i poinformowały, że bagaż 60 ostatnich osób będzie leciał w luku bagażowym. Nam to pasowało bo i tak mieliśmy jeszcze mniejsze podręczne, a z tymi nie było trzeba się cisnąć w samolocie. Lot miał trwać 5:50h, ale pilot zdołał go skrócić o ok. 25 minut i w ten sposób wylądowaliśmy na słonecznym lotnisku około godziny 14:50. Od razu dało się wyczuć wilgoć i wysoką temperaturę (było ok. 21 stopni). Sama podróż pozostawiła mały niesmak z powodu głośniej, rozpitej ekipy polskich turystów, których pracodawca wysłał na wczasy. Doszło do tego, że załoga przestała sprzedawać alkohol i rekwirować każdy, który zobaczyła. Stereotyp o polakach utrwalony :oops:


Wypożyczalnia
Pierwszym punktem było odebranie samochodu. Zanim "przyjechały" nasze bagaże i się oporządziliśmy była już 15:40. Samochód był zarezerwowany na 16:00 więc postanowiliśmy spróbować go odebrać. Była to moja pierwsza styczność z wypożyczalnią. Pracownik poinformował, że można już zacząć załatwiać formalności, a auto odbierzemy o wyznaczonej godzinie. Pogadał o tym, że weźmie 272 euro kaucji, które zostaną zwrócone, chyba że nie oddamy z pełnym bakiem itd. po czym poprosił o zapłatę kartą. "Transaction rejected". Druga próba i to samo :? Pracownik pozwolił użyć karty debetowej, ale tam było za mało pieniędzy... i co teraz? Telefon do banku, gdzie mam kartę kredytową, 15 minut czekania na linii i okazuje się, że mam za małe limity transakcyjne na karcie "ponieważ zmienił je Pan w piątek, a czas kiedy zmiana wejdzie w życie to do dwóch dni roboczych". Szybka analiza sytuacji i drugi telefon do koleżanki, która po zalogowaniu się na moje konto przelała mi środki z mojego konta oszczędnościowego (które dzięki Bogu tam miałem). Odetchnąłem z ulgą kiedy tym razem transakcja została zaakceptowana. Z dudniącym sercem podpisałem się tylko na komputerku jaki mają kurierzy i szczęśliwy odebrałem kluczyki. Odnaleźliśmy parking i odszukaliśmy odpowiednie miejsce, a tam: Reno Captur z 2014-2015 roku :mrgreen: Auto na full wypasie i co ważne z wbudowanym GPSem, za którego nie musieliśmy dopłacać. Na wszelki wypadek (chociaż miałem wykupione ubezpieczenie) porobiłem zdjęcia małych otarć i wgnieceń. Wyruszyliśmy z pół godzinnym opóźnieniem.

Samochód wypożyczałem przez stronę http://www.autoeurope.eu/index.cfm?aff=googleza&c=24472 w wypożyczalni Thrifty. Oni jako jedyni nie naliczali dodatkowych opłat za młody wiek. W tamtejszych wypożyczalniach nie mogłem wziąć samochodu ponieważ 23 lata kończyłem 27.11.2015r. Łączne koszta wliczając pełne ubezpieczenie od wszystkiego to 61,36 funtów, ok. 370 złoty.

Image


Szlak zmysłów (N28.5308, W16.2801)
To miała być nasza pierwsza i ostatnia atrakcja tego dnia. Jechaliśmy autostradą, zachwycając się wszystkim dookoła - góry, pagórki, skały, roślinność, słońce, ocean... Dokładnie tak miało tu być. Im bardziej zbliżaliśmy się do północnego punktu podróży tym było zimniej i tym więcej ciemnych chmur pojawiało się nad nami. Droga zamiast godziny trwała 20 minut dłużej z powodu jazdy z trzema GPSami na raz :roll: Na miejsce dotarliśmy o 17:50 czyli łącznie z 50 minutowym opóźnieniem. Parking pusty, zimno, wietrznie, trochę kropi, robi się ciemno. Weszliśmy na szlak i przeszliśmy jakieś pół kilometra po czym wróciliśmy nie chcąc ryzykować, że zastanie nas tam noc. Zapewne w dzień jest tam pięknie, ale kiedy zapada zmrok, a chmury w każdej chwili mogą spuścić deszcz miejsce to traci urok. To jedyna rzeczy, która przez całą podróż nie poszła zgodnie z planem.

Image

Image

Image


Hotel (N28.5121, W16.1896)
Pokój mieliśmy zarezerwowany w Hotel Brisas De Anaga S.l. Nie będę go tutaj recenzował. Dokładny opis wraz ze zdjęciami zamieściłem na Tripadvisor: http://pl.tripadvisor.com/ShowUserReviews-g7293759-d2652319-r331064132-Alojamientos_Brisas_de_Anaga-Almaciga_Tenerife_Canary_Islands.html



Dzień II

Wschód słońca - Plaża Las Teresitas (N28.5121, W16.1790)
Poranek postanowiliśmy zacząć o 7 udając się na punkt widokowy znajdujący się nad plażą Las Teresitas. Niestety chmury uniemożliwiły obejrzenie wschodu słońca. Upamiętniliśmy na zdjęciach plażę i wszystko wokół i ruszyliśmy dalej, udając się na południe. Jako, że byliśmy bez śniadania zajechaliśmy jeszcze do Lidla w San Andres, ale niestety okazało się, że jest otwarty od 10:00. Tak więc z planem, że zatrzymamy się w jakiś sklepie po drodze ruszyliśmy do Punta de Teno.

Image

Image

Image


Image


Image


San Pedro de Daute (N28.3752, W16.7631)
Naszą jazdę zakłóciło piękne miejsce, w którym nie mogliśmy się nie zatrzymać :D Jadąc główną drogą TF-42 w pewnym momencie po prawej stronie jesteśmy dosłownie nad samym oceanem. Przeszliśmy się wybrzeżem podziwiając fale, które rozbijały się o skały pod nami i wróciliśmy (wciąż głodni) do auta.

Image

Image

Image


Punta de Teno (N28.3428, W16.9202)
Na początek tylko wspomnę, że w momencie przekroczenia "granicy" północnej części wyspy z południową diametralnie zmienia się pogoda :) Chmury odchodzą gdzieś daleko, wychodzi słońce, a słupek rtęci podnosi się o kilka stopni :)

Do Teno dojeżdża się drogą TF-445. W pewnym momencie zaraz za miastem, a przed rozpoczęciem wjeżdżania na górę (chociaż ciężko powiedzieć kiedy na Teneryfie się nie wjeżdża :D ) minąłem podniesiony szlaban - przy bardzo wietrznej i deszczowej pogodnie droga jest zamykana z powodu osuwających się skał. Przygotowując się do wycieczki czytałem opinie o tym miejscu i o drodze do niego. Wyczytałem, że są ostrzeżenia żeby tam nie jeździć, ale to przesada i droga jest bardzo bezpieczna. Yyyy, mam mieszane uczucia :P Od miejscowości Buenavista do najdalej wysuniętego punktu na wschód prowadzi wąska droga, z której po prawej mamy przepaść, a po lewej pionowe ściany góry. Czy jest całkowicie bezpiecznie? O tyle o ile o przepaść byłem spokojny bardziej martwiły mnie kawałki skał, które mijałem na drodze. Mniej więcej połowa drogi jest niezabezpieczona i dopiero po pewnym czasie jazdy widzimy wielkie metalowe siatki, które powstrzymują spadające kamienie przed znalezieniem się na drodze. Jednak mimo wszystko widoki, które ukazują nam się po trafieniu na miejsce pozwalają zapomnieć o wszystkim przez co przed chwilą się przeszło. Słońce, góry, ocean i piękna zatoczka. Przepiękne widoki i miejsce, które trzeba zaliczyć będąc na tej cudnej wyspie. Nigdzie indziej też tak nie wiało - naprawdę czasami było ciężko ustać :) Miałem nadzieję, że znajdzie się tu jakaś restauracja, ale nie spodziewałem się aż takiego pustkowia - jedyne co tam jest to latarnia.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Masca (N28.30337, W16.83657)
Dziwią mnie opinie osób, które twierdzą, że dojazd tam jest bezproblemowy, a drogi wcale nie są takie wąskie. Subiektywnie uważam, że niedoświadczeni kierowcy mieliby problem żeby się tam poruszać. Dwa auta osobowe miną się "bez problemu", ale kiedy pojawiają się autobusy jest już ciężej. Udało się na szczęście po drodze znaleźć sklepik (a wręcz nawet minimarket). Zrobiliśmy zakupy i po jakiś 20 minutach kiedy byliśmy na miejscu, ok. 12:30 w końcu zjedliśmy śniadanie. Duży problem jest z zaparkowaniem w Masce. Jest tam parking, ale zdecydowanie za mały co powodowało, że ludzie stawali w każdej możliwej zatoczce na długość ok. 1,5 km jeszcze za miasteczkiem. Tak więc i my zostawiliśmy tam auto i ruszyliśmy w drogę. Kolejna konfrontacja z recenzjami, które czytałem. Przejście szlaku zajęło nam niecałe trzy godziny idąc bardzo spokojnym tempem i robiąc po drodze ponad 200 zdjęć. Szlak nie jest trudny. Owszem trzeba kilka razy zeskoczyć z wyższych kamieni czy wyżej podnieść nogę żeby gdzieś wejść, ale "ciężki szlak"? Mijaliśmy tam starsze panie, wycieczki emerytów, kobietę, która miała (naprawdę) z 80 kilo nadwagi. Tak więc polecam go i starszym i dzieciom i każdej innej osobie. Może zająć wtedy droga cztery godziny, ale nie nazwę jej trudną bo w żadnym momencie nie przysparza ona problemów. Widoki po raz kolejny cudowne. Schodzimy coraz niżej i niżej idąc kanionem pomiędzy dwoma górami. Przeróżna roślinność, strumyki i mini wodospady, przepiękne skały, zero owadów. Jest to kolejny punkt, który trzeba zaliczyć.



Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Po dotarciu na wybrzeże zastajemy jedynie dwa stanowiska z kilkoma osobami, które proponują nam rejs z wybrzeża do Los Gigantes oraz jednych Amigos, którzy sprzedają puszki zimnych napojów z przenośnej lodówki (chyba najlepsza Mirinda jaką piłem w życiu) :D My z Magdą zarezerwowaliśmy rejs już wcześniej na stronie http://www.mascalosgigantes.com/reservas/?lang=en. Dokonując rezerwacji płacimy 8 euro za osobę. Na miejscu koszt ten to 10 euro. Przy wcześniejszej rezerwacji trzeba jednak podać dokładną godzinę, o której będziemy płynąć (dostępne są trzy: 13:30, 15:30 i 16:30). Na miejscu byliśmy przed 16, a łódź wypływała o 16:30 tak więc mieliśmy czas żeby odpocząć na plaży, zjeść i pomoczyć nogi. Temperatura musiała wynosić koło 25 stopni. Woda w oceanie nie za ciepła, ale gdybyśmy mieli więcej czasu pewnie nie odmówilibyśmy sobie kąpieli.


Image

Image

Image


Przepłynięcie łódką to kwestia około 20 minut. Płynie się blisko brzegu tak więc raczej nie można się nastawiać, że zobaczy się delfiny (chociaż czytając takie wypowiedzi miałem nadzieję, że jednak jakiś kiedyś się pokaże). Odpuściliśmy sobie zwiedzanie Los Gigantes i po zrobieniu drobnych zakupów i wypytaniu tutejszych gdzie jest przystanek autobusowy ruszyliśmy z powrotem w drogę po auto. Od przystani trzeba iść ciągle prosto aż dojdziemy do rozstaju dróg i tam w prawo. Po dotarciu na przystanek pojawił się problem ponieważ rozkład jazdy był tak dziwny, że nie potrafiliśmy nic z niego wywnioskować. W końcu stwierdziliśmy, że mamy autobus o 18:30 (na przystanku byliśmy ok. 17:50). Jednak kiedy autobus przyjechał ok. 18:40 kierowca wysiadł i oznajmił, że odjeżdża o 19. Poczekaliśmy cierpliwie. Bilety kupiliśmy u kierowcy płacąc 1,65 euro za osobę. Pierwszy autobus jechał do Santiago del Teide (325, 461 lub 462), gdzie trzeba wysiąść na drugim przystanku (dla upewnienia lepiej spytać kierowcę ponieważ jak nie ma ludzi chętnych do wysiadki to nie zatrzymuje się na niektórych przystankach). Kiedy wysiedliśmy czekał już bus, który jechał do Masca (355). Bilet również zakupiony u kierowcy tym razem za 1.45 euro za osobę. Nie wiem czy wyjeżdża on o wyznaczonych godzinach czy po prostu czeka aż będą ludzie bo ten nasz kiedy wsiedliśmy postał jeszcze może z trzy minuty i pojechał. Jazda była... ciekawa :D W zupełnych ciemnościach, bus gnał wąskimi, pozakręcanymi drogami, nie zważając na ograniczenia prędkości :D Dzięki Bogu kierowca, który doskonale wiedział czemu jedziemy do Masca nie wyrzucił nas w mieście pozostawiając na pastwę nocy i pieszej 20 minutowej tułaczce po samochód tylko podwiózł nas pod same drzwi auta :)


Image

Image

Image

Image

Image


"Hotel" part 2
Drugi nocleg zarezerwowaliśmy na Airbnb. Trzy noce kosztowały nas 61 euro :shock: Pokój w swoim mieszkaniu w Aronie udostępniła nam Annarita Vitali. Powiem tak: daliśmy radę, ale nie wiem czy kiedyś jeszcze się odważę :) Na pewno nie, kiedy cena będzie tak zaniżona. Właścicielka miała najwięcej komentarzy w okolicy - pozytywnych komentarzy co po wizycie tam mnie zaskoczyło.
Jako, że pierwszy raz korzystałem z Airbnb nie wiedziałem, że trzeba dopytać się o dokładny adres i byłem pewien, że to co było podane podczas rezerwacji to wszystko. Kiedy jednak GPS stwierdził, że „to tu” staliśmy samochodem na opustoszonej ulicy, po której z obu stron stały, mieniące się różnymi kolorami domki-bloki. Co zrobić? Szukamy. Wyszliśmy z auta i podchodzimy do pierwszych lepszych drzwi w poszukiwaniu nazwisk, numerów, czegokolwiek. Nie ma nic.
- To przecież mogliście zadzwonić do właścicielki żeby się spytać, gdzie trzeba jechać :roll: Moglibyśmy gdyby znała angielski. Podczas tułaczki podjechał samochód, z którego wyszła młoda dziewczyna, która na szczęście znała angielski :) Magda wyjaśniła jej co się dzieje i dała telefon żeby skontaktowała się z Annaritą i dowiedziała się gdzie ta mieszka. Po krótkiej rozmowie nasz bohater wsiadł w auto i jadąc przed nami doprowadził do celu oddalonego o jakieś 50 sekund jazdy :)
Annarita mieszka w domku, który składa się z ogródka oraz trzech pomieszczeń: sypialnio-przedpokojo-kuchni, łazienki oraz pokoju dla gości. Mieszka z trzema wielkimi psami, które nie są groźne. Jednak sprawiają wrażenie "niehigienicznych". Jeden, który jest stary i ledwo się rusza przesiaduje w domu, a dwa pozostałe urzędują na dworze. Po wejściu czuć dziwny odór, który zapewne ma silny związek z psem, który tam żyje. Całe mieszkanie wydaje się mało sterylne. Jestem pedantem i osobiście umierałem tam duchowo :) Wszystko przebiła sytuacja, która miała miejsce ostatniego dnia przy śniadaniu: piesek, który miał legowisko przy stole w kuchni po prostu (przepraszam) nasrał pod siebie, wstał i poszedł. Za kilka sekund uniósł się cudny zapach kupy delikatnie łaskocząc nas po nosach podczas spożywania posiłku.
W kuchni do dyspozycji mamy lodówkę, naczynia i sztućce. Codziennie rano można liczyć na kawę. Łazienka nawet OK tylko prysznic w trochę złej kondycji. Annarita zapewnia ręczniki, szampon, żel pod prysznic, piankę do golenia. W pokoju dla gości (na zdjęciach poniżej) znajduje się dwuosobowe duże łóżko, szafa na ubrania, stolik oraz dwie szafki nocne. Na oknie wisi koc. W porównaniu do reszty pomieszczeń te było swoistym azylem :)
Z plusów: Annarita jest bardzo miła i sympatyczna. Naprawdę się stara żeby goście byli szczęśliwi i dobrze się tam czuli. Codziennie rano robi kawę. Poczęstowała nas świeżo zerwanymi pomidorami i rukolą z przydomowego ogródka. Samochód można zaparkować na placu obok jej domu - jest ciasno, ale miejsce zawsze się znajdzie. Robi też kolacje - aczkolwiek tu się zastanawiam czy to rzeczywiście jest na plus :D Po zjedzeniu jednej pierwszego dnia na dwie pozostałe nie przyszliśmy :)
Tak więc cena niespotykana, ale coś kosztem czegoś.


Image

Image


Ostatnio edytowany przez wisnia1418, 05 Sty 2016 23:43, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 27 Gru 2015 02:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Paź 2012
Posty: 527
Loty: 4
Kilometry: 4 702
niebieski
Ciekawa relacja z moim nadchodzacym kierunkiem. Czekam na więcej. :)

Wysłane z mojego SM-G900F przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 06 Sty 2016 01:59 

Rejestracja: 12 Maj 2015
Posty: 9
Loty: 7
Kilometry: 13 216
Dzień III

Pico del Teide (N28.25640, W16.62298)
Pozwolenie na wulkan zarezerwowaliśmy na stronie https://www.reservasparquesnacionales.es/real/parquesnac/usu/html/detalle-actividad-oapn.aspx?ii=6ENG&cen=2&act=1 około dwa miesiące wcześniej. Wybraliśmy przedział godzin od 13 do 15. Plan był prosty: wchodzimy sami i zjeżdżamy kolejką. Bilet na kolejkę zarezerwowaliśmy na stronie https://www.reservasparquesnacionales.es/real/parquesnac/usu/html/detalle-actividad-oapn.aspx?ii=6ENG&cen=2&act=1. Wybieramy tam przedział godzinowy, w którym będziemy chcieli skorzystać (my wybraliśmy 15-16) z kolejki. Koszt jednostronnej jazdy to 13,50 EUR na osobę. Po zakupie biletów otrzymujemy mailowe potwierdzenie, które trzeba wydrukować i mieć ze sobą. Po dotarciu do stacji naprzeciwko kasy biletowej znajduje się maszyna, w której trzeba zczytać kod kreskowy z potwierdzenia (można chyba też zczytać kod z telefonu). Wtedy maszyna drukuje bilety. Po odebraniu biletów w kolejce staliśmy około 15 minut.

Przy dolnej stacji kolejki znajdują się darmowe parkingi, gdzie można zostawić samochód. Dojeżdża się tam drogą TF-21. Droga szeroka, bezpieczna, pod górkę :) Szlak pieszy rozpoczyna się dokładnie 2,8 km dalej. Po drodze jak i przed samym wejściem na szlak również znajdują się miejsca, w których można zostawić samochód. Początkowa trasa bardzo przyjemna (w porównaniu do reszty). Nie ma dużego nachylenia, dokładnie wyznaczona. Słońce świeci, chmury pod nami, mocno wieje. Po przejściu około 4,5 kilometra rozpoczyna się drugi etap – ciężki etap.


Image

Image

Image


Poniższe zdjęcie przedstawia ścieżkę drugiego etapu. Wspinaczka jest demotywująca z kilku powodów, jednak jednym z ważniejszych dla mnie był "szczyt za szczytem" czyli wydaje Ci się, że zaraz koniec i w końcu dochodzisz do celu, a po postawieniu nogi "na szczycie" widzisz kolejny przed sobą. I tak w kółko.


Image


Drugi etap to wchodzenie pod stromą górę. Wchodzenie wąską ścieżką, która czasami nagle się gubi. Nie ma precyzyjnie wyznaczonego szlaku i można go „interpretować” po swojemu :) Droga to piasek, żwir i niestabilne kamyki, po których nie wchodzi się komfortowo ponieważ często się osuwają.
Pierwszy raz mieliśmy do czynienia z tak dużą wysokością i organizm Magdy miał spore problemy. Po zrobieniu dosłownie kilku kroków robiło jej się słabo, musiała przystawać i chwilę odpoczywać. Choroba wysokościowa dawała jej się bardzo we znaki, a rozrzedzone powietrze wysysało wszystkie siły. Byliśmy pewni, że podołamy bez problemu i żadne z nas nie spodziewało się takiego obrotu sprawy. Kondycja nie ma tu nic do rzeczy - Magda nie pali, zdrowo się odżywia, regularnie ćwiczy, a mimo to padała co trzy minuty wspinaczki. Drugi etap kończy się na schronisku Refugio de Altavista. Schronisko to różni się od tych, które spotykamy w polskich górach, gdzie można zjeść wypasiony obiad. Dla tych, którzy tam nie nocują zaczyna się i kończy na jednym pomieszczeniu, w którym znajdują się miejsca do siedzenia i trzy automaty – jeden z ciepłymi napojami (kawa, herbata, czekolada), jeden z zimnymi (woda, Pepsi) i jeden z przekąskami (batony, orzeszki, chipsy).

Dojście do Schroniska zajęło nam cztery godziny (poniższe zdjęcia z Endomondo przedstawiają właśnie tą drogę). Tam odpoczęliśmy około trzydzieści minut i ostatni trzeci etap trwał półtora godziny. Łącznie od wyjścia z samochodu spod dolnej stacji kolejki do dotarcia do górnej stacji kolejki minęło sześć godzin.


Image

Image

Image

Image

Image


Trzeci etap to wchodzenie po skałach wulkanicznych. Brak roślinności, brak piasku, brak ścieżki :) Naprawdę momentami jej nie było, ale nie jestem w stanie powiedzieć czy to przez to, że my źle szliśmy czy rzeczywiście się po prostu urywa. Wchodzenie dużo przyjemniejsze niż podczas drugiego etapu. Skały przeważnie silnie przytwierdzone do podłoża tworzą swoistego rodzaju schody, którymi się wchodzi. Jednak brak tlenu nadal o sobie przypominał.


Image

Image

Image


Już po drodze wiedzieliśmy, że nie zdążymy żeby wejść na sam szczyt dlatego jak już tam byliśmy rozczarowania wielkiego nie było. Ogólnie szlak jest bardzo trudny. Stromy, niejednoznacznie wyznaczony, długi. Chociaż pewnie gdyby znajdował się z 2000 metrów niżej aż takiego problemu by nie robił. Pogoda była bardzo piękna. Słońce mocno przypiekało, temperatura w granicach 10 stopni, zimny, ciągły wiatr. Polecam posmarowanie twarzy olejkiem do opalania.
Zjazd kolejką trwa około 10 minut, a na dole czeka na nas w końcu haust porządnego powietrza :)


Image

Image

Image


Los Cristianos
Po męczącej wyprawie postanowiliśmy pojechać do którejś z nadmorskich miejscowości na zachód słońca i kolację. Tak trafiliśmy do Los Cristianos. Nie kierując się konkretnymi współrzędnymi udało nam się dojechać i zaparkować blisko plaży (na ulicy Calle Finlandia, N28.0547, W16.7238). Teraz kiedy świeża bryza wypełniała nasze płuca było czuć kolosalną różnicę pomiędzy „jakością” powietrza tu na dole, a tam u góry. Ciężko mi powiedzieć czemu, ale urzekło mnie to miasto. Piękna, wielka, piaszczysta plaża. Wzniosłe hotele i małe kwatery tuż u podnóżka oceanu. Przeszliśmy całą plażę w poszukiwaniu dogodnego miejsca do oglądania zachodu. Cudo. Mógłbym każdego dnia siedzieć i się wgapiać jak czerwony krążek ginie ma horyzoncie. Po zachodzie trafiliśmy do świetnej restauracji: Restaurant Pizzaria Pasta and Vino (http://www.tripadvisor.co.uk/Restaurant_Review-g562820-d1575447-Reviews-Restaurant_Pizzaria_Pasta_and_Vino-Playa_de_las_Americas_Tenerife_Canary_Islands.html). Ceny były porównywalne do innych lokali, a jedzenie naprawdę dobre. Im później się robiło tym więcej ludzi pojawiało się na deptaku i w pobliskich lokalach.


Image

Image

Image

Image
Góra
 Relacje PM off
Aga_podrozniczka lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 06 Sty 2016 16:07 

Rejestracja: 13 Lis 2015
Posty: 1
Loty: 13
Kilometry: 23 162
gratuluję próby wejścia od samego dołu. My przymierzaliśmy się do tego w październiku jednak stanęło na wjeździe i wejściu tylko ostatniego odcinku. Widoki ze szczytu niesamowite, tylko ten wiatr. Fajnie się ogląda i czyta o miejscach gdzie się było.
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 06 Sty 2016 23:39 

Rejestracja: 28 Sie 2012
Posty: 31
Bardzo przydatna relacja.Zwłaszcza informacje o trasie samochodowej do Masca i zejsciu wąwozem.Wylatujemy w niedziele na 11 dni.
Cztery babcie 65+ :D
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 07 Sty 2016 02:05 

Rejestracja: 06 Lip 2011
Posty: 2986
złoty
Ze zdjęć wynika, iż miejscem które was urzekło była Playa de las Americas ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 09 Sty 2016 12:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2014
Posty: 5
wylatuję tam 13.01 , bardzo ciekawa relacja, mimo że sporo czytałem o Teneryfie to kilka opisów mi się przyda. A na pewno ten żeby się nie wybierać pieszo na wulkan bo tak mi po głowie chodziło :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 09 Sty 2016 21:36 

Rejestracja: 12 Maj 2015
Posty: 9
Loty: 7
Kilometry: 13 216
Nygus87 napisał(a):
gratuluję próby wejścia od samego dołu. My przymierzaliśmy się do tego w październiku jednak stanęło na wjeździe i wejściu tylko ostatniego odcinku. Widoki ze szczytu niesamowite, tylko ten wiatr. Fajnie się ogląda i czyta o miejscach gdzie się było.

Dziękuję. Nie było łatwo, ale szczerze polecam. Satysfakcja z osiągniętego celu nie do zastąpienia :) Chociaż żałuję, że nie udało się zdobyć samego szczytu. Może następnym razem... :)


elka2012 napisał(a):
Bardzo przydatna relacja.Zwłaszcza informacje o trasie samochodowej do Masca i zejsciu wąwozem.Wylatujemy w niedziele na 11 dni.
Cztery babcie 65+ :D

Ciesze się, że relacja przydatna. Z taką myślą ją tworzę, żeby pomóc innym :) Życzę udanych wczasów i wielu ciepłych dni.


greg1291 napisał(a):
Ze zdjęć wynika, iż miejscem które was urzekło była Playa de las Americas ;)

Urzekło nas w sumie całe miasto Los Cristianos :) Niesamowity Klimat. Sama plaża również piękna, szczególnie podczas zachodów słońca. Warto tam je spędzać.


piksel napisał(a):
wylatuję tam 13.01 , bardzo ciekawa relacja, mimo że sporo czytałem o Teneryfie to kilka opisów mi się przyda. A na pewno ten żeby się nie wybierać pieszo na wulkan bo tak mi po głowie chodziło :)

Życzę udanych zimowych wakacji. Dla jasności nie odradzam wchodzenia tylko uprzedzam, że podejście jest ciężkie i nie można go bagatelizować. Byłem pewien, że skoro po polskich górach mogę chodzić godzinami bez problemu to czemu miałbym nie wejść tam? 2000 metrów zmienia postać rzeczy :) Duże znaczenie ma jak zareaguje organizm na wysokość. Tak jak pisałem - ja nie miałem większych problemów natomiast moja towarzyszka z braku tlenu niemal słabła.


yoshi napisał(a):
Ciekawa relacja z moim nadchodzacym kierunkiem. Czekam na więcej. :)

Wysłane z mojego SM-G900F przy użyciu Tapatalka

Dziękuję. Życzę miłego "wypoczynku" ;)


P.S. Gdyby ktoś miał jakieś pytania chętnie służę pomocą :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 14 Lut 2016 23:27 

Rejestracja: 12 Maj 2015
Posty: 9
Loty: 7
Kilometry: 13 216
Dzień IV

Siam Park (N28.072927, W16.727242)
Znajduje się przy głównej drodze TF-1. Zaparkować samochód można na płatnym parkingu pod parkiem (nie znam kosztu) lub za darmo w pobliskich uliczkach. Ja sądząc, że innej możliwości nie ma zaparkowałem w uliczce po prawej stronie (N28.069589, W16.724030) – przed 10 było tam całkowicie pusto.
Pogoda była jak na tą porę roku bardzo dobra. Ok. 23 stopni Celsjusza, początkowo bez zachmurzeń. Z czasem jednak pojawiały się chmury tak więc w zależności od tego czy było słońce oraz czy byliśmy mokrzy było albo zimno albo gorąco :) Po raz kolejny przeczytanie kilku recenzji wprowadziło mnie trochę w błąd. Informacje tam zawarte o wielkich kolejkach spowodowały, że postanowiliśmy wykorzystać czas jak najlepiej i być w parku od samego otwarcia. O godzinie 9:45 staliśmy w jednej z dwóch ok. 100 metrowych kolejek. O dziwo wpuszczenie wszystkich zajęło zaledwie ok. 10 minut. Po zakupie biletu przechodzi się przez „bramki”, na których obsłudze należy pobieżnie pokazać zawartość plecaka/torby. Następnym zadaniem jest znalezienie punktu, w którym zakupuje się kluczyki do szafek w szatni. Dokonujemy płatności, przebieramy się i możemy ruszać :)

Jeżeli chodzi o kolejki do atrakcji to... Nie było. Czytając pewną recenzję dowiedziałem się, że żeby zjechać na każdej ze zjeżdżalni jeden raz trzeba poświęcić cały dzień. Nie w listopadzie! :D Niby ludzie byli, ale tak jakby ich nie było. Zjeżdżałem tyle razy na wszystkim, że pod koniec już miałem dość. Zapewne w sezonie trwa to o wiele dłużej, ale o tej porze roku tłumów nie ma, w związku z czym czekanie trwało ok. 5 minut.
Atrakcji opisać się nie da. Jeżeli ktoś jest na Teneryfie po prostu musi zaliczyć ten park, a każde jedno euro jest tego warte! Zjeżdżanie na przeróżnych pontonach, kołach, saneczkach. Łagodne i ostre, ciemne, zimne, ciepłe, pojedyncze, grupowe... Trzeba spróbować wszystkiego, a wrażenia są nie do opisania – szczęście, euforia, adrenalina, podekscytowanie. Każdy znajdzie coś dla siebie. Dla małych dzieci są dwie atrakcje: rzeka, która jest też przeznaczona i dla dorosłych (3) oraz "zaginione miasto" (5 - na zdjęciu poniżej). Dodatkowo na terenie jest też plaża, gdzie dzieciaki mogą się pobawić w piasku lub poskakać na sztuczne fale.

Co z jedzeniem? Oprócz punktów i budek z goframi, kawami, naleśnikami itp. na terenie parku znajduje się „restauracja”. Działa na zasadzie szwedzkiego stołu, gdzie do wyboru mamy gotowe dania: hot-dogi, pizze, lasagne, jakieś chińskie specjały, sałatki owocowe, napoje, surówki itd. Przy każdym produkcie podana jest cena. Po zaserwowaniu sobie odpowiedniej porcji podchodzimy do kasy, gdzie po zsumowaniu, płacimy za całość. My za dwie osoby, bez napojów zapłaciliśmy 17,50 €.

A teraz bardzo ważne: po wejściu do parku było kilka reklam butów do chodzenia, w których też można zjeżdżać na zjeżdżalniach. Para kosztowała 9 €. Śmiałem się. Sześć godzin później chodzenia i wchodzenia po schodach już się nie śmiałem :D Jeżeli nie posiadacie czegoś takiego, a nie chcecie wydawać dodatkowych pieniędzy to weźcie sobie przynajmniej klapki. Przy każdej atrakcji znajduje się miejsce, gdzie można zostawić klapki/ręcznik.

Główne koszty:
Wejście: 34 €
Szafka duża: 5 € (+5 € kaucji, która jest zwracana po oddaniu kluczyka) – na dwie osoby
Szafka mała: 3 € (+5 € kaucji, która jest zwracana po oddaniu kluczyka) – na jedną osobę
Posiłek: ok. 10 € na osobę
Buty, w których można zjeżdżać: 9 €

Resztę cen na bieżąco najlepiej sprawdzać na stronie Siam Parku


Image


Image


Image


Image


Image


Atrakcja dla dzieci
Image


Costa Adeje
Wieczór postanowiliśmy spędzić tak jak dnia poprzedniego tylko, że w innym mieście. W Costa Adeje był problem z zaparkowaniem samochodu i po krążeniu po okolicy zaparkowaliśmy w miejscu oddalonym o jakieś 10 minut drogi pieszej. Po zaopatrzeniu się w McFlurry, usadowiliśmy się na leżakach na Playa Fanabe i rozkoszowaliśmy widokiem zachodzącego słońca. Po spektaklu spacerowaliśmy wzdłuż plaży. Nie do końca wiem dlaczego, ale miasto mi się zbytnio nie spodobało. Chyba było bardziej zaniedbane niż Los Cristianos. Dużo restauracji, w co drugiej była muzyka na żywo – ktoś grał i śpiewał. Nie pamiętam nazwy restauracji, w której byliśmy tak więc nie będę też recenzował (ale nie polecam jeść spaghetti :D ). Ceny posiłków wszędzie zbliżone. Zrobiliśmy kolejne zakupy i wróciliśmy na nocleg


Image


Image


Image


Dzień V

Wybrzeże (wszędzie :D)
Ostatnie chwile spędzaliśmy chodząc po wybrzeżach miast. Najgorętszy dzień naszego pobytu. Kupowaliśmy pocztówki, jedliśmy lody, siedzieliśmy na plaży, spacerowaliśmy. Ostatnie drobne wydaliśmy na zdjęcie z papugą :) Fotograf chciał 10 € za zrobienie i wywołanie zdjęcia. Dostał 4,95 € i zrobił kilka fotek naszym aparatem.


Image


Image


Image


Image


Wypożyczalnia part 2
Stacja benzynowa żeby zatankować samochód jest przy samym lotnisku. Cena paliwa nie jest tam zawyżana więc to najwygodniejsze rozwiązanie. Zapłaciłem niespełna 20 € za przejechane ok. 500 km. Zaparkowałem samochód, gość z obsługi podszedł w ciągu minuty. Zerknął tylko na samochód, wsiadł na chwilę do środka spisać licznik itp. i powiedział, że wszystko OK i można się zgłosić do kanciapy obok żeby oddać kluczyk i odebrać kaucję. Całość trwała może siedem minut. Dostałem potwierdzenie oddania kaucji, zrobiłem dwa kroki i... Zaraz, zaraz, czemu 150 € a nie 227? Zawróciłem i mówię, że coś się nie zgadza. Pan uprzejmie poinformował, że przecież kaucja wynosiła 150 € a pozostała część to opłata za ubezpieczenie (59 €) i za młody wiek kierowcy (68 €). Radości z wycieczki czar prysł :cry:
Podczas zamieszania przy płatności za samochód w pewnym momencie podpisałem umowę – okazało się, że komputerek, w którym złożyłem podpis to było zaakceptowanie umowy, a nie potwierdzenie dokonania płatności jak myślałem. Tym sposobem podpisałem umowę, której wcześniej nie widziałem. Po powrocie do kraju złożyłem reklamację – zwrócono mi pieniądze za pobraną opłatę z tytułu młodego wieku kierowcy ponieważ rzeczywiście niesłusznie była pobrana, ale za ubezpieczenie już nie. Nie było ono obligatoryjne, a że się podpisałem AutoEurope nie było w stanie nic zrobić. Cóż... Nauczka na przyszłość.


Lot part 2
Powrotny lot był ciekawy ponieważ obok mnie i Magdy pod oknem siedział rusek. Jego żona siedziała w połowie samolotu, regularnie przychodziła, stała mi nad głową i prowadziła z nim dialog. Kiedy z nieznanych przyczyn nagle zniknęła okazało się, że za nami również siedzą Rosjanie, tak więc nasz współpodróżny teraz obrócony do tyłu darł się do nich, a oni do niego. Całą drogę. Naprawdę. Ze trzy godziny bez przerwy. Ktoś też miał gazy i raz na jakiś czas unosił się w górę zapach siarki :o Tym razem lot nie był krótszy i trwał pełne 5:40h. Szczęśliwie wylądowaliśmy, wyszliśmy i powitaliśmy zamarzniętą Warszawę.



Podsumowując Teneryfa to wspaniałe miejsce i dla aktywnych i dla tych, którzy lubią poleniuchować. To połączenie wszystkiego. Możesz leżeć plackiem, smażąc się na plaży, a możesz ubrany w zimową kurtkę zasuwać po wulkanie na trzech tysiącach metrów. Przeróżnych atrakcji spokojnie starczy na tydzień czasu. Wakacje tam też nie naciągną zbytnio naszego portfela (w porównaniu do innych europejskich krajów). Ceny są niskie lub umiarkowane. Najwygodniej jest wypożyczyć własny samochód i nim poruszać się po wyspie ponieważ komunikacja miejska jeżeli w ogóle gdzieś jest, to odgadnięcie jej sposobu działania jest wręcz niemożliwe. Jednak świeżym kierowcom odradziłbym poruszanie się tym środkiem transportu. Według mnie nie można przegapić Punta de Teno, Masca, Teide i Siam Parku choć wszystko co zwiedziłem (i czego niestety nie) jest warte zobaczenia. Polecam wakacje na tej wyspie i życzę wszystkim, którzy na nią trafią udanego pobytu.

Teneryfa - wyspa tańcząca w wietrze i słońcu
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
Donut_Toosk uważa post za pomocny.
 
 
 [ 9 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group