Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 7 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 12 Gru 2016 23:21 

Rejestracja: 04 Lut 2014
Posty: 170
Pomysł na La Palmę pojawił się w czerwcu wraz z zakupionymi biletamy easyJet. Kosztowały 471 zł w obie strony dla 2 osób. Wylot z Berlina SXF o godz 12:05, przylot na La Palmę o 16:25.
Po wylądowaniu na lotnisku w Santa Cruz udaliśmy się na lotniskowy parking gdzie odebraliśmy kluczyki do wypożyczonego samochodu. Otrzymaliśmy Dacia Sandero, w opcji full-full z pełnym ubezpieczeniem. Samochód wypożyczaliśmy przez stronę ECR, samochód z wypożyczalni TopCar.

Ponieważ była już godzina 17 od razu ruszyliśmy na zachodnią stronę wyspy gdzie była nasza baza wypadowa. Po drodze zatrzymaliśmy się na chwilę na plaży w Los Cancajos i na Mirador el Time. Ponieważ były chmury plaża zrobiła przeciętne wrażenie. Nocleg w miejscowości La Punta rezerwowaliśmy przez Airbnb. Otrzymaliśmy skromnie wyposażony pokój (łóżko, szafa, stolik, lampka nocna), dostęp do łazienki i w pełni wyposażonej kuchni i ogrodu gdzie mogliśmy do woli częstować się rosnącymi owocami, w szczególności awokado, mango, bananami.

Drugiego dnia zaplanowaliśmy trekking szlakiem wulkanów. Z samego rana pojechaliśmy do Refugio el Pilar, tam zostawiliśmy samochód i ruszyliśmy na szlak.
Sam szlak nie jest wymagający, polskie Bieszczady mogą bardziej zmęczyć. Na początku szlak prowadzi przez sosnowe lasy które częściowo spłonęły w pożarze w sierpniu tego roku. Sam las widać że się odradza, z pozoru całkowicie spalone drzewo przy bliższym spojrzeniu można zauważyć że puszcza zielone igiełki, jednak trochę potrwa zanim znowu będzie zielono.

Załącznik:
DSC_0161.JPG


Załącznik:
DSC_0157.JPG


Załącznik:
DSC_0158.JPG


Załącznik:
DSC_0155.JPG


Droga jest przyjemna, wiedzie stopniowo pod górę, idzie się po dywanie sosnowych igieł. Mniej więcej na wysokości szlaku na Nambroque ścieżka wychodzi z lasu i wiedzie już odkrytym terenem. Widoki są księżycowe, grzeje słońce, ziemia ma czarno-miedziane barwy przez to też szybko się nagrzewa i oddaje ciepło, jest podwójnie gorąco mimo że temperatura to ok 25 st.

Załącznik:
DSC_0084.JPG


Załącznik:
DSC_0085.JPG


Załącznik:
DSC_0093.JPG



Na szlaku nigdzie nie ma sklepików ani nawet imigranta sprzedającego butelki wody (dziwne ;-/) dlatego ważne jest aby mieć ze sobą naprawdę sporo wody i jedzenie. Po wyjściu z lasu nie ma gdzie się schować przed słońcem więc naprawdę warto mieć czapkę a już na pewno krem z wysokim filtrem.

Załącznik:
DSC_0096.JPG


Załącznik:
DSC_0101.JPG


Załącznik:
DSC_0107.JPG


Jeśli chodzi o buty – my mieliśmy buty typowo trekkingowe i szczerze nie wyobrażam sobie żeby przejść szlak w „adidasach”. I nie dlatego że to nie jest możliwe, bo pewnie i w sandałach można byłoby się wybrać, ale najzwyczajniej szkoda było by mi butów. Kamyczki, z pozoru płaskie powierzchnie są naprawdę ostre, to tak jakby chodzić po pumeksie ale nie takim co można znaleźć w niejednej polskiej łazience tylko o nieregularnych i ostrych kształtach.

Załącznik:
DSC_0112.JPG


Załącznik:
DSC_0123.JPG


Szlakiem doszliśmy do Volcan Martin i stamtąd ruszyliśmy w drogę powrotną. Szlak biegnie dalej aż do Faro de Fuencaliente, z wulkanu Martin droga praktycznie biegnie ciągle w dół jednak ten odcinek sobie darowaliśmy z prostego powodu – nie mielibyśmy jak wrócić po samochód na Refugio el Pilar.

Załącznik:
DSC_0131.JPG


Załącznik:
DSC_0136.JPG


Planując przejście Ruta de los Volcanes trzeba pamiętać o tym że szlak kończy się i zaczyna w dwóch różnych miejscach oddalonych od siebie o 17 km szlakiem (El Pilar <-> Fuencaliente). Dodatkowo na El Pilar można się dostać tylko samochodem lub taxi, nie kursują tu żadne autobusy ani z El Paso ani z Santa Cruz. Koszt taxi to kilkadziesiąt EUR. Z Fuencaliente kursują autobusy w stronę Santa Cruz i El Paso. Jeśli chodzi o łapanie stopa z El Pilar – przyjeżdżają tu turyści którzy chcą wejść na szlak oraz osoby (turyści, tubylcy) którzy spędzają czas na campingu, większość turystów mieszka na wschodniej stronie wyspy (Santa Cruz) – jak ze wszystkim - można zaryzykować.
Co do samego szlaku – jest dobrze oznaczony, nie możliwości żeby się zgubić. Oprócz głównego szlaku są też szlaki "poboczne" albo wydeptane ścieżki. Często jest tak że główny szlak biegnie zboczem wulkanu omijając szczyty i wtedy warto wejść na taką boczną ścieżkę żeby zobaczyć coś więcej niż czarne zbocze wulkanu. W pierwszą stronę szliśmy „regulaminowo” i byliśmy chyba jedynymi ludźmi którzy tak szli. W drodze powrotnej korzystaliśmy z tych bocznych szlaków wchodząc na każdy wulkan i zaglądając każdemu do środka. Wycieczka zajęła nam praktycznie cały dzień. Wracając wpadliśmy na plażę w Tazacorte na zachód słońca. Plaża jest bardzo szeroka i piaszczysta a fale były ogromne.

Załącznik:
DSC_0204.JPG


Trzeci dzień również poświęciliśmy na trekking. Z samego rana pojechaliśmy przez Tijarafe do Hoyo Grande i stamtąd bardzo krętą i wąską drogą na Roque de los Muchachos. Przy skręcie na Roque de los Muchachos w Hoyo Grande przy drodze stoi wielka tablica na której jest informacja czy droga jest otwarta czy zamknięta. Warto na to zwrócić uwagę bo potem pojawia się szlaban który w razie zamknięcia wjazdu jest opuszczony. Nie warto więc bezcelowo kręcić w górę jeśli będzie trzeba zwrócić na wąskiej drodze. Droga prowadzi stromo w górę pośród drzew z których spadają ogromne szyszki (chyba warto mieć ubezpieczenie samochodu), zakręty praktycznie o 360 stopni, może zrobić się niedobrze. Tą drogą mijając teleskopy wjeżdża się praktycznie na sam szczyt Caldery. Jest tam parking na kilkanaście samochodów, który do południa zapełnia się samochodami i autokarami więc reszta samochodów parkuje wzdłuż drogi. Parking to jednocześnie Mirador de los Muchachos. Kilka kroków dalej znajdują się formacje skalne objęte ochroną. Dalej można przejść szlakiem na punkty widokowe skąd widać całą Calderę – szczyty krater w dole.

Załącznik:
DSC_0268.JPG


Załącznik:
DSC_0315.JPG


Załącznik:
DSC_0323.JPG


Załącznik:
DSC_0238.JPG


Załącznik:
DSC_0239.JPG


My wybraliśmy się szlakiem czerwonym prowadzącym szczytami, w stronę Pico de la Nieve. Z całego szlaku rozciąga się niesamowity widok na Calderę i resztę wyspy. Trafiliśmy akurat, że na niebie nie było absolutnie żadnej chmurki, nie było też wiatru więc słońce paliło niesamowicie. Szlak jest oznaczony, nie ma możliwości zejścia, jedyny minus to pościągane tabliczki informacyjne z nazwami szczytów/miejsc więc pomagała nam mapa w znalezieniu lokalizacji. Szlak nie jest wymagający, chyba mogę go porównać do przejścia z Kasprowego Wierchu do Przełęczy Liliowe, nie ma trudnych przejść, żadnych przepaści które mogłyby zatrzymać oddech. Na parkingu znajduje się punkt informacyjny gdzie można uzyskać informacje od pracownika Parku. My przyjechaliśmy rano i punkt był nieczynny, dopiero później był otwierany.

Załącznik:
DSC_0245.JPG


Załącznik:
DSC_0255.JPG


Załącznik:
DSC_0266.JPG


Widok na cały krater wulkanu jest imponujący choć osobiście najlepszy jest z punktów widokowych na Roque de los Muchachos, potem idąc szlakiem widzi się praktycznie to samo co na początku tylko z innej perspektywy. Generalnie jeśli ktoś nie jest wielkim fanem chodzenia można poświęcić 20 minut żeby z Roque zejść na Pico Fuente Nueva ( 100 m różnicy wysokości) i z bliska zobaczyć jeden z wielu teleskopów. My wróciliśmy z powrotem tym samym szlakiem bo na Roque zostawiliśmy samochód.

Załącznik:
DSC_0284.JPG


Załącznik:
DSC_0293.JPG


Załącznik:
DSC_0299.JPG


Załącznik:
DSC_0271.JPG


Podsumowując sam szlak i widoki są powieleniem tego co widzi się z Roque de los Muchachos więc można sobie darować kilkugodzinny spacer jeśli liczy się na końcu na coś „spektakularnego”. My wybraliśmy ten szlak bo lubimy chodzić ;-) I tu jest podobna sytuacja co z Ruta de los Volcanes. Szlak zaczyna się na Roque de los Muchachos a kończy w zupełnie innym miejscu więc przy organizacji wypadu jeśli ktoś chce naprawdę przejść cały czerwony szlak to trzeba kombinować z transportem. Z tego co widziałam na Roque podjeżdżały busy/autobusy ale nie mam wiedzy jak często, skąd i za ile. Oczywiście w pobliżu nie ma żadnego sklepu więc zapas wody przy dłuższym trekkingu jest niezbędny.

Załącznik:
DSC_0303.JPG


Załącznik:
DSC_0305.JPG


Załącznik:
DSC_0327.JPG


Po powrocie ze szlaku zjechaliśmy tą samą drogą na zachodnią część wyspy. Po całym dniu na słońcu zakręty przyprawiały mnie o mdłości, idzie naprawdę zwymiotować ;) Wracając do La Punta postanowiliśmy jeszcze zobaczyć plażę Playa de la Veta, którą polecił nam nasz gospodarz. Zapewniał że jest super, super piasek, żadnych turystów i że jest to jego ulubiona. Droga na nią zakrętami nie ustępowała tej na Roque, wiodła najpierw wioskami a potem plantacjami bananów, cały czas w dół. Dojechaliśmy do momentu gdzie na drodze pojawił się znak że dalej już tylko samochodem z napędem 4x4 warto jechać.

Załącznik:
DSC_0539.JPG


Zostawiliśmy samochód i dalej pieszo asfaltem w dół. Po kilkunastu metrach okazało się że są prowadzone roboty drogowe więc i tak droga dla samochodów była zamknięta. W pewnym momencie kończył się asfalt i ostatnia plantacja bananów i zaczęło się urwisko, w którym wytyczono szlak do zejścia na plażę. Sam widok mógł zniechęcić. Widać było ścieżkę, gdzieniegdzie z zamontowaną barierką. Skoro już zaliczyliśmy tyle zakrętów to schodzimy! Ścieżka diabelnie kręta, z luźnymi kamieniami, można było kilka razy skręcić nogę. Im niżej się schodziło i patrzyło w górę tymbardziej upewniałam się w przekonaniu że to bardzo zły pomysł.

Załącznik:
DSC_0331.JPG


Załącznik:
DSC_0332.JPG


Urwisko ciągnęło się pionowo w górę i miałam poczucie że zaraz coś mi spadnie na głowę. Ocean w dole tłukł o skały niemiłosiernie, aż trudno było uwierzyć że tam gdzieś ma być plaża!?!? Po szczęśliwym zejściu na sam dół okazało się że piasku nie ma a plaża to kamienie wielkości dyni i większe o które rozbijały się wściekłe fale. Do ścian urwiska przyklejone były coś a’la altanki oraz jaskinie z wstawionymi drzwiami. Zadziwiający widok.

Załącznik:
DSC_0345.JPG


Załącznik:
DSC_0358.JPG


Fale robiły ogromne wrażenie, usiedliśmy na murku przy jednej jaskini i gapiliśmy się na huczący ocean.

Załącznik:
DSC_0359.JPG


Załącznik:
DSC_0360.JPG


Po jakimś czasie nagle przy nas pojawił się tubylec! Jak on się tu znalazł?! Okazało się że mieszka w wiosce na górze, przyszedł tu do swojej jaskini, w plecaku miał dwa worki cementu bo w weekend planuje zrobić betonowe schodki do jaskini. Cooo????

Załącznik:
mms_20161212_185118.jpg


Jaskinia jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, teraz opiekuje się nią 35 letni Hiszpan. Jaskinia to taka kawalerka z aneksem kuchennym, w środku jest łóżko małżeńskie oddzielone ścianką działową od reszty jaskini, jest szafa na ubrania, kuchnia w zabudowie z kuchenką gazową na butlę i lodówka, wydzielone miejsce na łazienkę, stół, krzesła, dystrybutor wina, bieżąca słodka woda w kranie i prąd. Prąd narazie na generator ale nasz Hiszpan planuje do wakacji wstawić solar słoneczny i ogólnie zacząć pozyskiwać prąd z siły oceanu. Oczywiście cały czas częstował nas winem własnej roboty. Przed jaskinią też wybetonował sobie zejście do oceanu gdzie zakłada tylko drabinkę do schodzenia do wody. Największe wrażenie zrobiła na mnie betoniarka… wszystko co jest w tej jaskini musiał na własnych plecach znosić po urwisku tu na dół. Betoniarkę znosił na dwa razy – najpierw bęben a potem resztę betoniarki. Okej, nie była to ogromna betoniarka, ale jak próbowałam ją podnieść to nawet nie drgnęła! Jest jedynym właścicielem betoniarki na dole urwiska, pozostali sąsiedzi pożyczali ją od niego jak chcieli sobie coś wyrównać przed jaskinią czy wymurować ;) Ogólnie jaskinie i altanki używane są w lato, wtedy z tego co nam opowiadał ludzie normalnie w nich mieszkają, on też z rodziną, albo zaprasza kolegów i sobie wędkują kilka dni, w zimie po pracy znosi tu potrzebne rzeczy a na weekendy zostaje żeby wykonać jakieś prace bo zawsze jest coś do ulepszenia.

Załącznik:
DSC_0371.JPG


Załącznik:
DSC_0375.JPG


Załącznik:
DSC_0393.JPG


Ponieważ słońce zaszło za urwisko i robiło się ciemno pożegnaliśmy naszego uroczego Hiszpana i zaczęliśmy się wspinać w górę. Jeszcze tylko….. kilka zakrętów i byliśmy w domu.

Załącznik:
DSC_0396.JPG


Załącznik:
DSC_0399.JPG


Załącznik:
DSC_0407.JPG


Załącznik:
DSC_0409.JPG


Załącznik:
DSC_0417.JPG


Oczywiście "złożyliśmy reklamację" u naszego gospodarza jeśli chodzi o plażę i piasek którego na Playa de la Veta nie było. Był w dużym szoku, pokazywał nam zdjęcia z telefonu plaży sprzed 2 tygodni - i faktycznie oprócz kamieni o które dzisiaj walił ocean był piasek, co prawda nie była to szeroka plaża ale była. Pokazaliśmy mu nagrania z telefonu z dzisiejszego dnia i nie mógł uwierzyć, śmiał się że udało nam się tam dojść :-)

Czwarty dzień spędziliśmy na południu wyspy. Samochodem pojechaliśmy do Fuencaliente i z tego miejsca weszliśmy na ostatni odcinek Ruta de los Volcanes. Szlak jest bardzo łagodny, praktycznie nigdzie nie trzeba się wspinać ;-)

Załącznik:
DSC_0425.JPG


Załącznik:
DSC_0427.JPG


Pierwsza niespodzianka – wejście na wulkan San Antonio jest płatny – 5 eur, darowaliśmy sobie i z powodu ceny i z powodu licznych autokarów stojących na parkingu przed wulkanem. Omijając ten wulkan poszliśmy dalej szlakiem na wulkan Teneguia.

Załącznik:
DSC_0444.JPG


Załącznik:
DSC_0448.JPG


Szlak jakby biegnie obok wulkanu, my oczywiście na niego weszliśmy. Na górze wiało niemiłosiernie ale było warto – zero ludzi, widoki marsjańskie.

Załącznik:
DSC_0452.JPG


Załącznik:
DSC_0458.JPG


Załącznik:
DSC_0470.JPG


Załącznik:
DSC_0473.JPG


Załącznik:
DSC_0474.JPG


Załącznik:
DSC_0486.JPG


Załącznik:
DSC_0492.JPG


Załącznik:
DSC_0502.JPG


Szlak kończy się w Faro de Fuencaliente. Tu też są słynne solniska, restauracja, latarnia morska.

Załącznik:
DSC_0507.JPG


Załącznik:
DSC_0509.JPG


Stąd wsiedliśmy w autobus (co 2 godziny) i wróciliśmy za 2,4 eur do Fuencaliente. Stąd już samochodem pojechaliśmy na najbliższą plażę Playa de Echentive. Plaża położona jest przy drodze z Faro de Fuencaliente, można na nią dojechać autobusem, zejście na plażę jest oznaczone, prowadzi schodami po skałach, ma piaszczystą plażę przeplataną kamieniami. Tu czekaliśmy na zachód słońca a potem udaliśmy się z powrotem do La Punta.

Załącznik:
DSC_0518.JPG


Załącznik:
DSC_0538.JPG


Piąty i ostatni dzień na La Palmie zaczęliśmy od spakowania rzeczy i ruszyliśmy najpierw na plażę w Tazacorte a potem na wschodnią część wyspy. Mijając kolejne Mirador dojechaliśmy na parking przy Playa de Nogales.

Załącznik:
DSC_0552.JPG


Ścieżka na plażę jest prosta, zadbana. Sama plaża bardzo urokliwa i jak dla mnie ma najlepszy piasek, delikatny, drobny, bez żadnych kamieni. Ponieważ znajduje się niedaleko od Santa Cruz było na niej sporo ludzi mimo że ściany urwiska skutecznie zasłaniały słońce. Prosto z plaży pojechaliśmy na lotnisko, oddaliśmy samochód i ruszyliśmy w podróż do Berlina.

Załącznik:
DSC_0554.JPG


Załącznik:
DSC_0558.JPG


Podsumowując: poruszaliśmy się po zachodniej stronie wyspy, dzięki temu nie było aż tak wielu turystów, po wschodniej stronie w Santa Cruz stał zacumowany olbrzymi wycieczkowiec, plaża w Los Cancajos była zapełniona przy dobrej pogodzie, więc wyobrażam sobie że na wschodzie mogło być bardziej tłoczno. Nie byliśmy w Los Tilos co też mieliśmy w planach ale zabrakło czasu, przydałyby się jeszcze dwa dodatkowe dni ;-) Hiszpanie, z którymi rozmawialiśmy oczywiście Ci z zachodu chwalili tą część wyspy, polecali jeszcze północną część. Niestety nie wszystko da się zobaczyć w niecałe 5 dni. To co zrobiliśmy i zobaczyliśmy było dla nas optymalnym rozwiązaniem, nie wróciliśmy z wyjazdu zmęczeni a niedosyt zostaje zawsze z każdego wyjazdu ;-)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 12 Gru 2016 23:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1202
złoty
Poziom ekscytacji przed lutowym wyjazdem na La Palmę właśnie wzrósł mi 100 razy.
Dzięki za tę relację!
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
George23 uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 13 Gru 2016 19:39 

Rejestracja: 04 Lut 2014
Posty: 170
Jakbyś miała jakieś pytania, to służę pomocą : )
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 13 Gru 2016 20:25 

Rejestracja: 07 Lut 2014
Posty: 350
Świetna robota!

Bardzo ciekawi mnie co polecacie z miejsc "poza trekkingowych". Liczę na mały wpis :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 14 Gru 2016 00:39 

Rejestracja: 04 Lut 2014
Posty: 170
myca007

Wulkan
Żeby zobaczyć wulkan z bliska bez zbędnego chodzenia polecam wulkan San Antonio. Wejście na wulkan kosztuje 5 eur i znajduje się przy Centro de Visitantes Volcan de San Antonio w miejscowości Fuencalientes na południu wyspy. Przy Centrum zatrzymują się autobusy komunikacji miejskiej a jeśli masz samochód przy wejściu na wulkan jest duży parking. My ominęliśmy ten wulkan obchodząc go szlakiem Ruta de los Volcanes, ale to najprostszy sposób żeby zobaczyć z czego powstała ta wyspa. Blisko jest stąd do Faro de Fuencaliente gdzie można zobaczyć solniska. W latarni morskiej jest muzeum, wejście kosztuje 2 eur.

Plaża
Polecam wszystkie plaże na których byliśmy. Plaża del Puerto de Tazacorte jest bardzo szeroka i piaszczysta, nawet przy dużych falach jest dużo miejsca żeby rozłożyć ręcznik a woda była w moim odczuciu ciepła. Tak samo Playa Echentive szeroka i bezpieczna przy dużych falach. Dwukrotnie byliśmy na plaży Los Cancajos, raz gdy dzień był pochmurny (plaża była zupełnie pusta) i fal praktycznie nie było, drugi raz gdy było słonecznie i na plaży było mnóstwo ludzi (blisko położony hotel). Fale były niewielkie i była to jedyna plaża z zieloną flagą (czyli można się kąpać), na wszystkich pozostałych ze względu na duże fale wywieszone były czerwone flagi.

Załącznik:
DSC_0001.JPG


Niestety nie udało nam się dojechać (z braku czasu) na plażę przy miejscowości Garafia (Santo Domingo) - polecał nam ją nasz gospodarz.
Jeśli chcesz się opalać na plaży to warto wybierać te które nie są osłonięte przez strome urwiska bo do takich miejsc może nie dochodzić słońce np. Playa Nogales w naszym wypadku, poza tym gdy słońce przejdzie na drugą stronę Caldery (szczyty mają 2400 m wysokości) na wschodzie wyspy robi się "ciemno" podczas gdy na zachodzie będziesz mógł oglądać zachód słońca.
Polecam w punkcie informacji turystycznej wziąść ogólną mapę wyspy na której zaznaczone są plaże, na naszej mapce była zaznaczona nawet Playa de la Veta więc zaryzykuję że na takiej mapce są wszystkie plaże. Wtedy w prosty sposób można sobie zorganizować wyjazd.

Gwiazdy
Jeśli interesują Cię gwiazdy i kosmos idealnym miejscem jest Roque de Los Muchachos. Jest tam sporo teleskopów i innych urządzeń. Można je zobaczyć właśnie z Roque.

Załącznik:
DSC_0312.JPG


Poza tym wiem że z wyprzedzeniem można zarezerwować sobie zwiedzanie obserwatorium
http://www.iac.es/eno.php?op1=2&op2=420&op3=56&lang=en
My nie skorzystaliśmy z tego, trochę żałuję ale trudno. Dodatkowo na wyspie istnieją specjalnie wyznaczone miejsca do obserwowania gwiazd. Niekiedy są to miejsca na punktach widokowych, których jest tu sporo lub jest to specjalnie utworzone miejsce. Takim miejscem jest Mirador Llano del Jable, mniej więcej w połowie drogi z El Paso do Refugio el Pilar.

Załącznik:
DSC_0011.JPG


Niestety nie zrobiłam zdjęcia tablicy. Ale w tym miejscu znajdowała się "mapa nieba", były zaznaczone wszystkie gwiazdy, konstelacje itd które z tego miejsca można było zobaczyć w nocy. Dla pasjonatów myślę że to super sprawa, mogę się założyć że w punkcie informacji turystycznej znalazła by się mapa takich punktów.

Widoki
Na wyspie jest mnóstwo punktów widokowych. Gdziekolwiek nie pojedziesz, po drodze spotkasz mirador. Są to ładne, dobrze zorganizowane miejsca, z ławeczkami gdzie można sobie zatrzymać samochód, zaparkować go i usiąść na ławeczce żeby rozkoszować się widokiem. Kilka razy się zatrzymaliśmy ale potem włączyła się znieczulica ;-) naprawdę jest tego sporo.

Załącznik:
DSC_0004.JPG


Ocean
Z wyspy organizowane są wycieczki oferujące obserwację wielorybów, delfinów itp. W porcie Tazacorte znajdowały się dwie "budki" gdzie oferowano wycieczki łodziami. Koszt to kilkadziesiąt EUR (40 eur i więcej). Ceny były różne, nie wiem co było w poszczególnych pakietach i na czym polegała obserwacja (nurkowanie czy obserwowanie przez lornetkę z łodzi), w każdym razie panowie reklamowali to jako 100% gwarancji satysfakcji ;-)

Pieszo
Nie trzeba się nachodzić żeby coś zobaczyć. Na Roque de los Muchachos można wjechać (2426 m) samochodem/autobusem i stamtąd przejść się kawałek ma punkt widokowy co nie wymaga niczego, żadnej kondycji ani butów, ale warto. Poza tym na dole w parku Caldera de Taburiente jest sporo wyznaczonych pieszych szlaków które są proste i nie zajmują całego dnia. Warto udać się do Centro de Visitantes Parque Nacional które znajduje się przy drodze między Santa Cruz a El Paso, jest czynne do godz 18 i można uzyskać wszelkie niezbędne mapy i informacje (my korzystaliśmy dwukrotnie). Z tego miejsca też biegną szlaki np na La Cumbrecita czy Pico Bejenado, z miejscowości Los Llanos de Ardane można się przejść się do kolorowego wodospadu w wąwozie Angustias.
Cała wyspa poprzecinana jest różnymi pieszymi szlakami. Jest też szlak wina ;)

Wino
Szlak wina to nie tylko bodegi ale też rosnące na zboczach krzewy. Np w Fuencaliente znajduje się bodega, blisko centrum turystycznego przy wulkanie San Antonio.
http://www.bodegasteneguia.com/
Wino było ok :-)
Jeśli to Cię interesuje to polecam tę stronę
http://www.vinoslapalma.com/bodegas/nue ... degas.html
można znaleźć coś dla siebie ;-)

To tak na gorąco co mi przychodzi do głowy, co można robić nie mając butów trekkingowych ;-)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#6 PostWysłany: 15 Gru 2016 22:16 

Rejestracja: 07 Lut 2014
Posty: 350
Eh, mysle ze EasyJet powinien Wam odpalić parę biletów w gratisie za zachęcanie do odwiedzenia LaPalmy :D Dzięki!
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 17 Kwi 2019 09:37 

Rejestracja: 26 Paź 2015
Posty: 1
Loty: 52
Kilometry: 101 510
Kiedy przylecieliścue na wyspę ? Jakie bylybtemperatury w dzień i nocy oraz oceanu?
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 7 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: babaryba, CommonCrawl [Bot] oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group