Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Sycylia w 5 dni
#1 PostWysłany: 14 Sty 2020 00:45 

Rejestracja: 03 Wrz 2019
Posty: 46
Loty: 50
Kilometry: 71 485
Po mojej pierwszej relacji wybuchła dość żywa dyskusja. Żeby uniknąć rozczarowań, wszystkim którzy oczekują tekstu napisanego trzynastozgłoskowcem i zdjęć na miarę National Geopraphic - odradzam lekturę. Relacja jest subiektywna, a zdjęcia dalej robione "cegłą". Przy tak małej ilości czasu i w towarzystwie małego krasnoludka, wolę obserwować świat bezpośrednio niż przez obiektyw, szukając godzinami dobrego ujęcia. I dalej będę rozwodzić się nad wspaniałością małych rzeczy bo świat mnie zachwyca. Wszystkich tych, którzy nie mają noblowskich oczekiwań literackich serdecznie zapraszam i będę zaszczycona jeśli poświęcicie chwilę mojej relacji.
Bilety na Sycylię kupiłam bez większego entuzjazmu. Jesteśmy we Włoszech minimum raz w roku, więc wkradła się mała rutyna. Ale bilety za 450 zł za trzy osoby i jeszcze 150 zł do wykorzystania na koncie Wizzair... W obawie, że trafi mnie grom z jasnego nieba jak przepuszczę taką okazję, zabookowałam na początek grudnia lot do Katanii.
Jak usiadłam do planowania podróży już wiedziałam, że przeznaczone przez nas 5 dni to za mało, żeby zobaczyć wszystkie smaczki, które skrywa wyspa. No trudno, wrócimy, zwłaszcza że mąż gdyby mógł wziąłby z Włochami ślub.
Zdecydowaliśmy się na intensywny objazd. Z lotniska w Katanii prosto do Palermo, następnie Noto, Syrakuzy i z powrotem na lotnisko w Katanii. Z pełnym przekonaniem muszę stwierdzić, że czas który zarezerwowaliśmy sobie na te miasta był wystarczający. I nie dlatego, że nie ma tam co oglądać, ale wszystko jest skumulowane blisko siebie i możliwe do zwiedzania pieszo.
Od razu po wyjściu z lotniska uderzyła Nas fala ciepłego powietrza. Przez cały pobyt temperatura sięgała 20 stopni w dzień i 14 nocą. Natomiast bez wątpienia odczuwalna była około 27. Za dnia nawet w t-shirtach momentami było nam za gorąco. Sycylijczycy oczywiście poubierani w pikowane kurtki i owinięci szalami po uszy, ale to już inna sprawa...
Drogi ekspresowe którymi się poruszaliśmy były szerokie, dobrej jakości, stosunkowo puste i darmowe. Sycylijczycy jeżdżą z głową. Może to nie Warszawa, ale też nie Neapol. Pamiętam jak podczas pobytu w Indiach, pełna zdumienia zapytałam riksiarza na podstawie jakich zasad poruszają się po ulicy, na co powiedział mi, że jest tylko jedna zasada: "każdy uważa na swój pojazd". I myślę, że w myśl tej reguły, można bezpiecznie poruszać się w większości miast na świecie ;) Jeżeli jesteście samochodem i planujecie nocleg w historycznym centrum Palermo, musicie wiedzieć, że jest strefa ograniczonego ruchu samochodowego. Nie wszędzie można parkować, ponieważ miejsca postojowe są tylko dla mieszkańców. Dodatkowo za sam wjazd do strefy należy uiścić opłatę w wysokości 5 euro dziennie.
Palermo z pewnością nie zachwyci każdego. Brudno, obdrapane budunki i oczywiście brak chodników. Tak naprawdę jak na całym południu: ogromne dziedzictwo kulturowe choć strasznie zaniedbane. Ja w tym widzę piękno i inność, która mnie urzeka.
Niespiesznym krokiem z plecakami i gałgankiem w wózku zwiedziliśmy klasyki: Quatro Canti, Teatro Massimo (Teatr Wielki), Fontanna Pretoria (Fontanna Wstydu), Kościół San Cataldo, Kościół Santa Maria dell Ammiraglio, Castello A Mare (Ruiny Zamku), Capella Palatina i Park Miejski Villa Bonano. Poza Castello a Mare, który można śmiało odpuścić, cała reszta była warta zobaczenia. Villa Bonano, piękny park, bogato obsadzony różnego gatunku palmami, pozwalał odetchnąć pełnymi płucami, przyzwyczajonymi do warszawskiego smogu. Gorąco polecam, by zatrzymać się na chwilę i wśród śpiewu ptaków, nacieszyć piękną przyrodą.
Na szczególną uwagę zasługuje kościół San Giuseppe dei Teatini.
Uważam, że jest to obiekt, którego nie powinno zabraknąć na liście must see w Palermo. Ogromny, majestatyczny i bogato zdobiony, w dużej mierze pokryty szarym marmurem. Przez ciemne witraże słabo przedziera się światło słoneczne, więc wnętrze sprawia wrażenie nieco mrocznego. Zarówno na mnie jak i na mężu wywarł duże wrażenie.
Załącznik:
IMG-20191208-WA0180.jpg
Załącznik:
IMG-20191208-WA0138.jpg
Załącznik:
IMG-20191208-WA0082.jpg
Załącznik:
20200113_230823.jpg
Załącznik:
20200113_230812.jpg
Załącznik:
20200113_230747.jpg
Załącznik:
20200113_230735.jpg
Załącznik:
20200113_230722.jpg
Załącznik:
20200113_230658.jpg
Załącznik:
20200113_230645.jpg
Załącznik:
20200113_230418.jpg
Załącznik:
20200113_230407.jpg
Załącznik:
20200113_230319.jpg
Załącznik:
20200113_230310.jpg
Załącznik:
20200113_230259.jpg
Załącznik:
20200113_230217.jpg
Załącznik:
20200113_230205.jpg

Druga rzecz, która moim zdaniem zasługuje na szczególną uwagę to Katakumby Kapucynów. Znajdują się tam tysiące zwłok posegregowanych według ich przynależności społecznej. Ciała leżą, stoją lub wiszą ubrane w charakterystyczne dla nich stroje. W poszczególnych salach można znaleźć prałatów, kupców, profesorów, mieszczan w odświętnych strojach; dziewice, które nie zdążyły wyjść za mąż (są w sukniach ślubnych), całe familie, jak również małe dzieci czy kobiety. Najlepiej zachowanym ciałem, jest mumia dwuletniej dziewczynki Rosalii Lombardo zmarłej w 1920 roku. Dzięki specjalnym technikom balsamowania, ciało wygląda tak jakby dziewczynka spała, przez co nazywana jest
La Bella Addormentata” czyli „Śpiąca Królewna”.
A teraz moja ulubiona część relacji czyli trochę o jedzeniu. Cała Sycylia stoi streetfoodem, który jest typowy dla tej części Włoch i bardzo dobrej jakości . Być w Palermo i nie spróbować ulicznego jedzenia, to jakby do końca nie poznać miasta. Jadąc do Palermo, miałam całą listę potraw, których chcę spróbować. Oto najpopularniejsze z nich:
Arancini - ryżowe kulki z różnym nadzieniem, obtoczone w bułce i usmażone w głębokim oleju. Spotkałam się z nimi w różnych częściach Włoch, ale tylko tu były naprawdę smaczne.
Pane con Milza - Kanapka z grillowaną śledzioną i płucami
Gotowane karczochy
Fritolla - Kanapka z resztek, różnego rodzaju mięs
Purpu Vugghiutu - Gotowana ośmiornica
Stigghiole - grillowane jagnięce jelita z cebulką i zieloną pietruszką
Cannoli - rurki nadziewane Ricottą
Gelato con la brioche - lody w brioszce
Na Street food najlepiej wybrać się na jeden z czterech targów Palermo.
Kiedyś Quatro Canti dzielił miasto na 4 główne dzielnice, każda z nich miała własne targowisko. Do dziś zachowały się trzy: Bellaro, Vucciria, Cappo.
Najbardziej polecanym zarówno przez bloggerow jak i naszego gospodarza było Bellaro. Pięknie i kolorowo, gdzie nigdzie słychać było rozśpiewanych Włochów nawołujących do odwiedzenia ich stoiska. Pełno ryb, warzyw, owoców, orzechów, bakalii, przypraw. W zasadzie tylko i aż to co oferuje ich ziemia. Po zakupach zdecydowaliśmy się spróbować popularnej kanapki że śledzioną. I pomimo, że kocham podroby i bardzo pozytywnego nastawienia, była tak okropna, że po kilku gryzach wylądowała w koszu. Ale trzeba samemu ocenić, ponoć niektórym smakuje :) Dla Nas była tak obrzydliwa, że w pocie czoła zaczęliśmy szukać jakiegoś mocnego alkoholu, żeby móc zabić smak śledziony w ustach. Po szocie likieru z granata problem zniknął, ale trauma zostanie do końca życia.
Wieczorem wybraliśmy się na Vuccirię, na którym skupia się nocne życie Palermo. Zamiast tradycyjnego targowiska, otwierają się stoiska z ulicznym jedzeniem i puby. Ludzie piją na ulicach, śmiejąc się i biesiadując. Kolacja była zdecydowanie lepiej trafiona niż śniadanie. Wybraliśmy stoisko ze świeżymi rybami i owocami morza, które można było dowolnie komponować i poprosić o usmażenie lub ugrillowanie. Zjedliśmy pyszne, świeżutkie dary morza w towarzystwie butelki wina. Wszystko w bardzo przystępnej cenie. Żeby szybciej strawić małe rybki smażone na głębokim oleju, udaliśmy się do pobliskiej Tawerna Azurra. Miejsce pełne Włochów popijajacych lokalne drinki. Zamówilismy dwa kieliszki Zibibbo za jedyne 2 euro/kieliszek. Jest to mocne wino likierowe, typowe dla tego regionu Włoch. Polane z beczki, tak hojnie, że najpierw trzeba było upić z brzegu szklanki żeby nie rozlać podnosząc. Na dokładkę po drinku z lokalnych trunków i z zadowolonymi brzuchami zakończyliśmy przygodę w Palermo.
Załącznik:
20200113_230153.jpg
Załącznik:
20200113_230228.jpg
Załącznik:
20200113_230239.jpg
Załącznik:
20200113_230250.jpg
Załącznik:
20200113_230513.jpg
Załącznik:
20200113_230526.jpg
Załącznik:
20200113_230554.jpg

Kolejny dzień zarezerwowalismy sobie na Noto. Śliczna spójna zabudowa sprawiła, że całe miasto zapisało się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Po prostu urokliwe i ciche. Żeby przejść całość starego miasta w zupełności wystarczy godzina, jednak warto poświęcić trochę więcej czasu, żeby przesiąść i nacieszyć oczy i serce. Niestety, kawiarnia, na której myśl mamy odruch Pavlova- Cafe Sicilia, znana z Netflixowego Chef Table, była zamknięta z powodu inwentaryzacji. Ale nie ma tego złego... mamy kolejny powód żeby wrócić na wyspę. Po miłym, leniwym dniu pojechaliśmy do Syrakuz spędzić nasze ostatnie dwie noce w słonecznej Italii.
Załącznik:
20200113_225514.jpg
Załącznik:
20200113_230025.jpg
Załącznik:
20200113_230239.jpg
Załącznik:
20200113_230250.jpg
Załącznik:
20200113_230100.jpg
Załącznik:
20200113_230122.jpg
Załącznik:
20200113_230140.jpg

W związku z tym, że Syrakuzach się rozchorowałam zwiedzanie ograniczyliśmy tylko do Ortigi. Klimatyczna wysepka o urokliwych wąskich uliczkach z ślicznymi kamienicami. Wszedzie pełno knajpek z lokalnym jedzeniem. W końcu udało mi się spróbować Caponaty, do której byłam bardzo sceptycznie nastawiona. Dla takiego miesożercy jak ja, słodkie leczo z bakłażana i na dodatek podawane na zimno brzmiało przerażająco. Spróbowałam "bo trzeba" a resztą mialam nadzieje skarmić dziecko (bo chyba całkiem zdrowe) ale było tak pyszne, że musieliśmy domówić kolejną porcję :) Na pewno spróbuję odtworzyć ten smak w domu.
W Syrakuzach zaliczyliśmy Piazza Archimede z Fontanna di Diana, Church of Saint Lucia, Church of Saint John Baptist, Piaza del Duomo ze Świątynią w Syrakuzach, Ruiny Świątyni Apolla i Źródło Aretuzy. Na szczególną uwagę zasługują trzy ostatnie pozycje. Piaza del Duomo urzekł nas przede wszystkim piękną, nostalgiczny ciszą. Poza sezonem był praktycznie pusty, co pozwalało cieszyć się piękna architekturą bez troski, że ktoś zasłoni, potrąci czy ukradnie torebkę. Sama Świątynia w Syrakuzach była bardzo monumentalna i okazała. W środku oparta na ogromnych kolumnach będących pozostałością po Świątyni Ateny, sprawiała niesamowite wrażenie. Koło Świątyni Apolla również nie przeszliśmy objętnie.
Ogromne kolumny i łuki pozwalały zrozumieć jak wyglądała architektura tysiące lat temu.
Na sam koniec zostawiliśmy sobie Źródło Aretuzy. Dzień przed musiałam odświeżyć sobie mit o nim. Aretuza to nimfa Peloponezu, towarzyszka Artemidy. Zakochał się w niej bóg rzeki Alfejos. Aretuza uciekła przed nim na wyspę Ortygię koło Syrakuz na Sycylii, gdzie zamieniła się w źródło. Pływają tu kaczki i rośnie papirus, z którego słynie miasto. Nieopodal przy linii brzegowej morza jest mnóstwo knajpek. Omijajcie je szerokim łukiem, typowo nastawione na wypchane kieszenie turystów. Są drogie (8-10 euro za zupę) a jedzenie najsłabsze jakie jadłam kiedykolwiek we Włoszech.
I na koniec absolutny hit pobytu w tym mieście (mój subiektywny): Caseificio Borderi, włoski Street food zlokalizowany na Ortigia Street Market. Za ladą stoi wspaniały człowiek, z wielką pasją i miłością do tego co robi. A robi kanapki. W każdą wkłada serce, niczego nie robi taśmowo. Za jedyne 6 euro w środku znajdziecie wszystko o czym może marzyć każdy gastrocholik: pyszne Prosciutto, minimum 4 rodzaje włoskich serów, świeże zioła, warzywa, bakłażan, grzyby, suszone pomidory, oliwki, chili, limonkę.. I wiem, że czego bym nie napisała nie oddam ani pasji ani smaku, który tam panuje. Tam po prostu trzeba się wybrać.
Dla szerszego poglądu zamieszczam link z demonstracją składania kanapki. Jak obejrzycie, będzie Wam się śnić po nocach:


Na miejscu oczywiście sami Włosi, nikt nikogo nie namawia do zakupów. Szef kroi sery i częstuje wszystkich zgromadzonych, robi mini kanapki i wręcz nalega na degustację. Po dość długim opieraniu się od wzięcia (bo przecież i tak kupiĘ) spakował mi na wynos :) Sery, które podaje po prostu rozpływają się w ustach. Nikogo nie trzeba przekonywać ani namawiać smak broni się sam. Oprócz kanapek, można kupić produkty, których używa. Wszystko pakują próżniowo więc bez obawy o szybką utratę przydatności do spożycia wróciliśmy z pełnymi światami szynek i serów. Na koniec jeszcze wciśnięto nam w ręce gratis dwa canolli. Co prawda byłam najedzona pod korek, ale ugryzłam kawałek i znów oniemiałam. Wspaniałe, mocno serowe, delikatnie słodkie. Zupełnie inne niż jedliśmy do tej pory: napełnione obrzydliwie słodkim kremem, który z ricottą nie ma nic wspólnego. Cudownie było przedłużyć sobie smak Sycylii po powrocie do Warszawy.
Załącznik:
20200113_225656.jpg
Załącznik:
20200113_225707.jpg
Załącznik:
20200113_230418.jpg
Załącznik:
20200113_225730.jpg
Załącznik:
20200113_230025.jpg
Załącznik:
20200113_230735.jpg
Załącznik:
20200113_225846.jpg
Załącznik:
20200113_225919.jpg
Załącznik:
20200113_225940.jpg
Załącznik:
20200113_225950.jpg
Załącznik:
20200113_230002.jpg

Co warto kupić do Polski?
Na pewno wspomniane już wcześniej..
-szynki i sery :) Sycylia słynie z Pecorino i Ricotty.
Mają bardzo dobre:
- migdały i pistacje.
My przywieźliśmy również:
-kremy z pistacji, które były obłędne w smaku i stosunkowo dużą ilością pistacji w składzie. Na prezent świetnie nadają się
-Frutta di Martorana- owoce i warzywa, wykonane z marcepanu do złudzenia przypominające świeże. Pomysłydawczyniami tworzenia marcepanowych łakoci, były zakonnice z kościoła Najświętszej Marii Panny w Palermo. Zakonnice zasłynęły z jednego z najpiękniejszych ogrodów w mieście. Zaintrygowany tym biskup postanowił udać się aby odwiedzić ogród wykorzystując swój status. Wizyta ta jednak przypadła w środku zimy, gdy drzewa były kompletnie nagie, a ogród nie dawał żadnych warzyw czy owoców. Zakonnice postanawiają stworzyć marcepanowe owoce i ugościć nimi dostojnego gościa.
Jeśli macie dużo miejsca..
-Wino Migdałowe - po prostu pyszne!
-Zibibbo- również wcześniej wspomniane przeze mnie wino likierowe.
-Fuoco dell'Etna - owocowy likier o mocy 70%. Jego czerwony kolor nawiązuje do lawy wulkanu. Bardzo mocny, niesłodki, idealny na trawienie.
Pomimo tego, że na niczym nie oszczędzaliśmy, po raz pierwszy wróciliśmy do Polski z euro w portfelu. Bez wątpienia mogę stwierdzić, że Sycylia jest i atrakcyjną i stosunkowo tanią destynacją.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group