Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 6 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 13 Lis 2022 19:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Gru 2015
Posty: 405
niebieski
Zanzibar nie był nigdy na szczycie listy moich podróżniczych marzeń, ale odkąd zbieram mile Miles&More moje myśli coraz częściej szybowały w jego kierunku. 40 tysięcy mil plus dopłaty rzędu 300- 500 zł za osobę w dwie strony to całkiem przyzwoita opcja przekroczenia równika.
No i na początku roku 2022 przychodzi Ten Impuls! Pewnie wielu z Was to zna, po prostu wiesz, że właśnie TERAZ nadszedł czas na WŁAŚNIE TE BILETY!
Wybór padł na sierpień. Bo wakacje, pora sucha, najniższe temperatury powietrza. Co nie znaczy oczywiście, że niskie - w tym czasie sięgają 28 stopni (średnia to ok. 25°C).
12 sierpnia wieczorem, przybywamy na lotnisko Chopina w Warszawie. W Polonezie wypijam Black Mimosę, po czym odwiedzam Szoniego w Preludium czyli “w tej piwnicy bez okien”, jak to kiedyś nazwał ją pieszczotliwie pewien miły forumowicz ;p - motywując mnie do zrobienia FTLa ;-)
Załącznik:
1.jpg
Załącznik:
1(0).jpg


Przenosimy się do Bolero i tam coraz bardziej nerwowo zerkamy na tablicę odlotów. Opóźnienie… 10, 15, 20 minut. A my mamy godzinę na przesiadkę w Bejrucie. Dobra, wiadomo, jeden bilet, jakby co to przebookują, ale nasza podróż ma trwać kilkanaście godzin, wystarczy.
Zabiera nas nasz narodowy przewoźnik, opóźnienie wzrasta do trzydziestu minut. Obliczamy, że boarding na kolejny samolot zacznie się wcześniej niż wylądujemy. W tym momencie przypomina mi się, że miałam się przestawić na afrykańskie poczucie czasu, może to już właśnie teraz, będzie co będzie, nie ma co się denerwować. Wypite w salonikach trunki wyostrzają (przynajmniej w naszym mniemaniu ;-) ) nasz dowcip, próbujemy dowiedzieć się od obsługi czy nasz Ethiopian będzie skomunikowany ;-)
Szefowa pokładu dziwi się, że sprzedano nam takie połączenie, przesadza na 1D i 1E i sugeruje bieg po otwarciu drzwi.
No to biegniemy ;-) Rękaw, korytarz, zakręt …wpadamy na kogoś.
- Addis Abeba ? - pyta.
- Tak - odpowiadamy - ledwo łapiąc oddech.
- Macie bagaż nadawany?
- Nie.
Niespiesznie prowadzi nas do swojego biurka. Prawie biegniemy w miejscu z tego rozpędu, ale pana otacza aura flegmatycznego spokoju. Cóż zrobić, staramy się stać spokojnie, choć nie wiemy co on tam właściwie klepie w tę klawiaturę.
Po dłuższej chwili… wydaje nam karty pokładowe, nie wiem po co, dostaliśmy już wszystkie w Warszawie. Nie dość, że marnuje nasz czas, to wg tych nowych nie siedzimy obok siebie.
Bez słowa wskazuje nam kierunek. W biegu skanujemy bagaż, na szczęście kolejek brak. Dobiegamy do gate… a na nim zero informacji. No to pewnie odleciał, myślę…
Ale nie, dopiero tam, od obsługi dowiadujemy się, że jest godzina opóźnienia… ;-) Uff 🙂
Pakujemy się do kolejnego Boeinga 737-800, ale jako dzieci tanich linii zasypiamy szybko, nie zważając na niewygody.
Do Etiopii docieramy rano, tym razem mamy akurat tyle czasu by spokojnie przespacerować się po sporym lotnisku.
Załącznik:
1 (1).jpg


Ostatnie 3 godziny lotu spędzamy w szerokokadłubowym Airbusie A350, od lotniczego żarcia bolą nas już trochę brzuchy, ale nie marudzimy, wrażenia jednak zupełnie inne niż w podniebnych PKSach, którymi zazwyczaj latam ;-) No normalnie film i mapę można obejrzeć :D ;-)
Załącznik:
1 (2).jpg

Załącznik:
1 (3).jpg

O 13 lądujemy na Zanzibarze, upał wdziera się do samolotu od razu po otwarciu drzwi. Docieramy do starego, zatłoczonego terminala, nowy poznamy dopiero przy odlocie. Przed drzwiami sprawdzanie papierów covidowych (QR kod, który trzeba uzyskać na 24 przed podróżą, szczepienie lub wynik testu PCR).
W środku duszno, gwarno i chaotycznie. Po raz kolejny raz w życiu cieszę się, że jest takie forum… dzięki któremu wiem, że wcale nie muszę stać w tej kolejce, a że te niczym nie oznaczone drzwi … to wrota do klimatyzowanej oazy, gdzie przy schłodzonym napoju urzędnicy ogarną za nas wizy:)
Załącznik:
1 (5).jpg


Pamiętajcie, jeśli macie Priority Pass…kierujcie się na lewo:)
Wiza kosztuje 50 dolarów i można za nią zapłacić w gotówce (równo odliczonej, dwie osoby to 2x banknot 50 USD) w tej oazie na miejscu, lub kartą - wychodząc w eskorcie urzędnika do kasy. Nie wiem, może się im terminale w tym salonie zepsuły. Płaciłam wielowalutową kartą Aliora i pobrało równe 50 dolarów, bez żadnej prowizji (jaka to doliczana jest standardowo przy płatnościach w sklepach).
Po załatwieniu tych formalności czeka nas jeszcze skanowanie bagażu i….
… można ruszać w Afrykę:)

C.D.N.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Αντσύνα
Анцина
2022 dhow-przez-zatoke-chwaka-bay-czyli-zanzibar-z-plecakiem,213,168117
2018 Alesund na trzecią randkę
2017 na-bialorus-z-waszmosciami,1509,119604
Góra
 Relacje PM off
25 ludzi lubi ten post.
6 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 22 Lis 2022 22:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Gru 2015
Posty: 405
niebieski
Dolary wymieniamy w małym kantorze, na prawo od wyjścia z lotniska. Tu kurs jest podobno najlepszy, choć szczerze mówiąc to zbytnio tego nie analizowałam. Nie zważając na bardzo gorąco polecającym swe usługi transportowe naganiaczy, rozglądamy się za daladala. Są to minibusy tworzące zanzibarską sieć komunikacyjną. Ich nazwa pochodzi nie z języka suahili, a z angielskiego “dollar”, opłata za przejazd oscyluje właśnie mniej więcej w tej kwocie. Od lokalsów dowiedziałam się, że każdy busik to inna firma, pewnie dlatego ich standardy są tak różne. Mają jednak swoje numery i ustalone trasy. Są przystanki, ale zatrzymać można je w każdym momencie. Kursują od świtu do wieczora. Na stronie https://wearezanzibar.com/zanzibar/dala ... transport/ znalazłam mapę tras, była ona bardzo pomocna przy planowaniu naszej podróży. Nie jest kompletna, udało nam się odkryć kilka innych połączeń, ale o tym później.
Załącznik:
dala_dala.png

Mamy mały problem ze znalezieniem miejsca odjazdu 505 do Zanzibar City, niepotrzebnie skręcamy w stronę nowego terminalu. Spotykamy dziewczynę, która jak się okazuje pracuje na lotnisku. Mam w głowie wszelkie opowieści o interesowności Zanzibarczyków, tipach, “oprowadzaczach” itp. Tego typu klimaty mocno powstrzymywały mnie przed podróżami do krajów, w którym biały człowiek czuje się chodzącym bankomatem… jednak moje obawy okazują się w tym momencie nieuzasadnione. Dziewczyna nie dość, że prowadzi nas do miejsca, z którego odjeżdżą daladala, to jeszcze zostaje z nami do momentu zapakowania się do busika. Okazuje pewne zdziwienie, że nie wybieramy taksówki, choć jesteśmy tu pierwszy raz.
No ale cóż, taka ma to być podróż. Loty za mile, hotele w stuprocentach za deale, transport za one dolar 🙂
I pole pole, tak tu mawiają. Czyli powoli. To nasze hasło na najbliższe 10 dni. Chcemy chłonąć klimat, zobaczyć tyle ile się da, ale nie śpieszyć się.

Daladala z lotniska do miasta Zanzibar kosztuje 400 TZS czyli...około 80 groszy 😃. Podróżując z lokalsami warto pamiętać o zasadzie - płacisz wtedy, kiedy wszyscy. Już po ruszeniu w drogę, zazwyczaj przy wyjściu, czasem w trakcie. Niestety zdarzają się pomysłowi oszuści, którzy podają się za właściciela pojazdu i każą zapłacić przed kursem (i to niestety dużo więcej niż rzeczywisty koszt przejazdu), po czym znikają.
Załącznik:
1.jpg

Paka 505 szybko się zapełnia i ...ścisk szybko przekracza normy europejskie... ale to przygoda sama w sobie:) Kierujemy się w stronę Stone Town, które jest częścią miasta Zanzibar, wpisaną na listę UNESCO. Dojeżdżamy w okolice bazaru Darajani, który na pewno jest miejscem wartym odwiedzenia, ale… może nie na samym początku afrykańskiej przygody. Nigdy nie byłam jeszcze w Czarnej Afryce, kiedyś odwiedziłam Egipt, trzy razy trafiłam do Maroko, nie do końca wiem czego się spodziewać. Nie czuję się zbyt komfortowo przeciskając się z całym dobytkiem pomiędzy stoiskami, marzę o dotarciu do hotelu. Na targ Darajani wrócimy jeszcze pod koniec naszej wyprawy, już zupełnie z innym nastawieniem.
Odrobinę błądzimy wąskimi uliczkami, maps.me i offlajnowe mapy googla gubią się raz po raz.
Załącznik:
2a.jpg

Po piętnastu godzinach na lotniskach i w samolotach, jeździe w zatłoczonym busiku i spacerze z plecakami… przed nami wyłania się nasz hotel: The Seyyida Hotel and Spa https://theseyyida-zanzibar.com/. Czujemy się tak, jakbyśmy dotarli do upragnionej oazy:)
Załącznik:
Seyyida.jpg

Załącznik:
3.jpg

Tu zatrzymujemy się na trzy noce, mogę zdecydowanie polecić 🙂 Co prawda bez ołszyn viu… ale za to mamy podgląd na uliczne życie Zanzibaru oraz na kreatywne rozwiązania elektryczne ;-)
Załącznik:
4.jpg

Po wypoczynku ruszamy w kierunku wybrzeża. Jest już ciemno i w Ogrodach Forodhani rozpoczyna się życie nocne. Są stoiska z jedzeniem, sporo naganiaczy oferujących wycieczki i inne usługi, przesiadująca na ławkach młodzież, koncert jakiegoś zespołu, bawią się i turyści i tutejsi. Czytałam, że prawdziwie lokalsowe jedzenie jest w tym czasie w pobliżu bazaru Darajani, znam też zasadę, że im więcej zaangażowania w promowanie swego stoiska, tym większe szanse, że będzie się rozczarowanym. Nic tu konkretnego nie polecę, czułam się zbyt intensywnie namawiana na zakup, co odniosło skutek odwrotny do zamierzonego.
Załącznik:
5.jpg

Załącznik:
6a.jpg

Załącznik:
6.jpg

Mając przesyt bodźców i wrażeń uciekamy na zimne Kilimandżarko do Livingstone Beach Restaurant.
Załącznik:
7.jpg

Załącznik:
8.jpg

Fajnie grają tam na żywo i potem żałujemy, że przenieśliśmy się do Mercury's Restaurant. Ceny bardzo turystyczne, muzyka (też na żywo) dość przeciętna, przynajmniej tego wieczoru.
Załącznik:
10.jpg

Załącznik:
9.jpg

Zamawiamy mało zanzibarską przekąskę i wracamy do hotelu po drodze mijając tajemniczy budynek. W środku widać światło, zastanawiamy się czy ktoś w nim mieszka, snujemy historie… nie mam pojęcia czy choć zbliżamy się do prawdy ;-)
Załącznik:
11.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Αντσύνα
Анцина
2022 dhow-przez-zatoke-chwaka-bay-czyli-zanzibar-z-plecakiem,213,168117
2018 Alesund na trzecią randkę
2017 na-bialorus-z-waszmosciami,1509,119604
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 26 Lis 2022 22:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Gru 2015
Posty: 405
niebieski
Załącznik:
13.jpg

A to widok z tarasu The Seyyidy, całkiem przyjemny. Podawane jest na nim smaczne śniadanie, po którym niespiesznie włóczymy się po okolicy.
Załącznik:
14a.jpg

Załącznik:
15a.jpg

Załącznik:
16a.jpg

Chłoniemy kontrasty, obserwujemy ludzi, wystawy, sklepiki, zdobienia na drzwiach, budynki, wszechobecne koty.
Załącznik:
17.jpg

Załącznik:
19.jpg

Załącznik:
20.jpg

Załącznik:
18b.jpg

Załącznik:
18c.jpg

Mamy jednak konkretny plan na dziś, chcemy popłynąć na Wyspę Więzienną. Wstępujemy do dwóch agencji turystycznych, których adresy sobie zapisałam, jednak ostatecznie ulegamy czarowi Omara, którego spotykamy pod Muzeum Freddiego Mercurego.Taki rejsik może kosztować i 40 dolców od osoby, jeśli skorzystać z oferty np. hotelu. Omar proponuje 25 USD/2 pax, pewnie da się taniej, ale na taką cenę już przystajemy.
Co do Muzeum Freddiego i ponoć domu, w którym mieszkał. Podobno tak naprawdę zupełnie nie wiadomo gdzie mieszkał Farrokh Bulsara, a Zanzibar dość późno zorientował się jaki skarb narodowy przypadł mu w udziale. W którymś momencie ktoś przedsiębiorczy po prostu oznajmił, że to BEZ WĄTPIENIA było w jego kamienicy. A potem wydarzyło się to jeszcze kilka razy ;-)
Załącznik:
22.1.1.jpg

A tak przy okazji - prawie naprzeciwko muzeum jest jeden z nielicznych w mieście sklep z alkoholem. Nie dziękujcie ;-)

Łódki cumują przy plaży, w większości są drewniane. Omar pakuje nas do jednej z nich. Miejsce startu łatwo znaleźć, byliśmy tu już wczoraj, to przy Livingstone Beach Restaurant.
Załącznik:
22.1a.jpg

Płynie z nami kilka osób, które mają wykupiony jakiś bogatszy pakiet, obejmującego m.in. przewodnika i przerwę na snorkeling w drodze powrotnej.
Rejs nie jest długi, wyspa Changuu (tak brzmi jej prawdziwa nazwa) jest oddalona od miasta Zanzibar 6 kilometrów.
Załącznik:
22.jpg

Załącznik:
23.jpg

Załącznik:
24.jpg

Załącznik:
25.jpg

Jej główną atrakcją są żółwie olbrzymie, płyniemy je odwiedzić.
Na miejscu trzeba mieć jeszcze drobne na opłatę wstępu, niestety nie pamiętam ile (2-4 USD?), może ktoś podpowie?
Załącznik:
26.jpg

Załącznik:
27.jpg

Żółwie pochodzą z Seszeli, cztery pierwsze zostały sprezentowane Zanzibarowi w 1919 roku. W połowie XX wieku było ich już ponad 200, niestety populacja spadła (kradzieże, polowania, skutki rewolucji).
Załącznik:
28.jpg

No halko 8-) ;)

Wyspa jest malutka i naprawdę nie jest potrzebny przewodnik, obejść można wszystko w kilkanaście minut.
Załącznik:
29.jpg

Załącznik:
30.jpg

Załącznik:
31.jpg

Budynki, które pod koniec XIX wieku miały być więzieniem dla recydywistów . Jednak żaden więzień nigdy tam nie przebywał, ponieważ lokalne władze postanowiły wykorzystać wyspę do izolacji osób podejrzanych o bycie nosicielami chorób zakaźnych, szczególnie żółtej febry.
Załącznik:
32.jpg

Załącznik:
33.jpg

Załącznik:
34.jpg

Oprócz żółwi spotykamy urocze ale płochliwe antylopy DIKDIK, jedne z najmniejszych.
Załącznik:
35.jpg

Istotnym zadaniem podczas tej wycieczki jest zapamiętanie, którą łodzią się przypłynęło, jest ich tam sporo ;-)
Załącznik:
36.jpg

Załącznik:
37.jpg

W drodze powrotnej łódź zatrzymuje jeszcze w pobliżu wyspy, kilka osób wskakuje do wody, by pooglądać życie podwodne przez maskę.Jeśli miałabym oceniać, to nie jest raczej najciekawsze miejsce do snorkelingu.

-- 26 Lis 2022 22:04 --

Nie mniej jednak Ocean Indyjski jest piękny.
Załącznik:
38.jpg

Najwyraźniej świętuje się w jego obecności i w takich okolicznościach:)
Załącznik:
39.jpg

Po rejsie kierujemy się powoli w stronę Lukmaana, polecanej na forum (i nie tylko) restauracji.
Na mapce nasz cel.
Załącznik:
Lukmaan_mapa_.jpg

Idziemy trochę na wyczucie, Stone Town odbieramy już zupełnie inaczej niż przy pierwszym zetknięciu. Cieszę się, że nie jesteśmy tu tylko z kilkugodzinną wizytą, że mamy czas by się trochę w nim zgubić :)
Załącznik:
40.jpg

Załącznik:
41.jpg

Załącznik:
42.jpg

Załącznik:
43.jpg

Memoriał Pokoju (Peace Memorial Museum, Beit el Amani) jest w remoncie, ale podobno nie ma tu już muzeum, tylko biblioteka.
Załącznik:
44.jpg

Załącznik:
45.jpg

Załącznik:
46.jpg

Docieramy do naszego celu. Z zewnątrz nie wygląda zbyt zachęcająco, ale naprawdę warto wejść.
Załącznik:
Lukmaan.jpg

Załącznik:
48.jpg

To taki kompromis między drogimi turystycznymi restauracjami na wybrzeżu, a budkami, w których widuje się tylko lokalsów. W Lukmaanie spotkać można i wycieczki i tubylców, dania kuchni suahili wybrać można z karty lub z bufetu przy barze, niby jest nawet wi-fi… ale nie działa ;-)
Ceny bardzo przystępne, jest smacznie i różnorodnie. Dlatego w ciągu naszego pobytu odwiedziliśmy to miejsce trzy razy. Polecam. Poniżej aktualne menu. 1000 szylingów tanzańskich (TNZ) to niecałe 2 złote. Niestety nie ma koktajlu z baobaba, na który liczyliśmy, okazuje się że sierpień to nie sezon na taki specjał. Jest za to piękny okaz baobaba w samej knajpie.
Załącznik:
Baobab.jpg

Załącznik:
L1.jpg

Załącznik:
L2.jpg

Załącznik:
L3.jpg

Załącznik:
L4.jpg

Załącznik:
L5.jpg

Załącznik:
47a.jpg

Wracając do hotelu słuchamy nawoływania muezina, który 5 razy dziennie wzywa wiernych do modlitwy. Zdecydowana większość miejscowej ludności to muzułmanie (około 90%, inaczej niż w kontynentalnej Tanzanii, gdzie podaje się, że islam wyznaje około 40% ludności).
Załącznik:
48a.jpg

Resztę wieczoru spędzamy przy hotelowym basenie. Jedyni napotkani przy nim ludzie pogrążeni się w rozmowie.. więc muszę ich szybko ostrzec:
Ej, zanim zaczniecie mówić jakieś sekrety, to trzeba Wam wiedzieć, że… my też Polski ;-)
Załącznik:
49a.jpg

Okazuje się, że są oni właścicielami hotelu położonego na wschodnim wybrzeżu wyspy, tu przyjechali świętować rocznicę ślubu. Opowiadają nam o skomplikowanych aspektach zanzibarskiej biurokracji, o życiu na wyspie, a także o okrytym ostatnio złą sławą rodaku. Mówią, że tzw. Wojtek z Zanzibaru odsiedział krótki wyrok (lub przebywał w areszcie) na wyspie, po czym został wypuszczony na wolność. Ponoć ma jeszcze 3 działające hotele i nadal przebywa w Jambiani. Ile w tym prawdy - nie wiem, ale wydawali się zorientowani. Rozmawiamy też o malarii, mieszkając tu nie stosują żadnych specyfików, malarię przechodzili, podobno lepiej przejść ją tu niż w Polsce, bo tu szpitale mają na nią specyficzne leki. Ważne by szybko zareagować, nie leczyć się samemu.
Będąc przy tym temacie - my malarone nie stosowaliśmy, w sierpniu było trochę komarów, kilka nas ugryzło, nic z tego nie wynikło. Ale oczywiście nikomu nie chcę w tym temacie doradzać, mówię jaki był nasz wybór.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Αντσύνα
Анцина
2022 dhow-przez-zatoke-chwaka-bay-czyli-zanzibar-z-plecakiem,213,168117
2018 Alesund na trzecią randkę
2017 na-bialorus-z-waszmosciami,1509,119604
Góra
 Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 03 Gru 2022 13:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Gru 2015
Posty: 405
niebieski
Na Zanzibarze wycieczki znajdują się same. Nasz nowy friend Omar, oprócz tej na Prison Island - sprzedał nam także taką do Farmy Przypraw. Umawiamy się na poranek następnego dnia, odbiera nas punktualnie i wraz z kierowcą ruszamy na północ od miasta.
Załącznik:
1.jpg

Po około trzydziestu minutach docieramy do Big Body With Tatata Spice Farm. Tych farm jest na Zanzibarze sporo, ta akurat jest typowo pokazowa. W cenie 30 dolarów (za tego typu atrakcje można płacić w dolarach, trzeba tylko pamiętać o tym by przywieźć banknoty nie starsze niż z roku 2009) mamy prywatny transport i bilety wstępu.
Dobrze jest jednak wiedzieć, że w tej kwocie zazwyczaj nie jest zawarte wynagrodzenie dla miejscowych przewodników. Pracują za napiwki. Gdy ujmie się je wcześniej w swym budżecie, to nie ma nerwów, że ktoś Ci wkłada koronę Króla Juliana na głowę czy śpiewa z palmy Hakuna Matata, zrywając dla Ciebie kokosa;) No taką mają pracę chłopaki. Nasz główny przewodnik ma na imię Ramadan, zna wiele nazw po polsku, a nawet po chińsku!

To coś podobne do liczi, ale...to nie jest liczi 😃... szminkowiec taki... można usta, paznokcie i kreski na czole malować;)
Załącznik:
2.jpg

To jest lekarstwo na malarię, zawiera chininę!
Załącznik:
3.jpg

Jack Fruit
Załącznik:
4.jpg

Wanilia
Załącznik:
5.jpg

Kawa
Załącznik:
6.jpg

Załącznik:
7.jpg

Ananas
Załącznik:
8.jpg

Banan, owoce i kwiat:)
Załącznik:
9.jpg

Gałka muszkatołowa...w dużych ilościach ma właściwości...narkotyczne! Podobno zażywana przez muzułmańskie kobiety przed tańcami
Załącznik:
10.jpg

Goździki
Załącznik:
11.jpg

Hakuna matata to w suahili nie martw się/nie ma problemu...słychać to tu zewsząd. Także z palmy ;-)
Załącznik:
12.jpg

Po obejrzeniu plantacji można zakupić przyprawy, perfumy i mydełka, jednak ceny na Darajani są zdecydowanie lepsze.
Na Zanzibarze ruch jest lewostronny i dość chaotyczny. Cieszę się, że to nie ja prowadzę.
Załącznik:
13.jpg

W każdym razie polecam wycieczki z Omarem, nr tel +255 687 858 110, można przez Whatsapp. (Na zdjęciu jego kierowca.)

Wysiadamy trochę powyżej portu (Zanzibar Ferry Terminal) na ulicy Malawi, chcemy odwiedzić bank. Z bankomatu banku KCB wypłacam Revolutem 100 000 TZS, z konta schodzi mi 198,55 zł, dodatkowych opłat/prowizji brak. Co ciekawe nie jest możliwa wypłata wielowalutową kartą Aliora, sprawdza się zasada, że w podróży zawsze warto mieć ich kilka w portfelu.

Obiad jemy oczywiście w Lokmaanie, resztę dnia spędzamy włócząc się po mieście, to już ostatnie popołudnie w Zanzibar City.

...jeszcze parę obrazków z Kamiennego Miasta i o tym jak się bawią miejscowi kiedy dzień się chyli ku końcowi...
Załącznik:
13.1.jpg

Załącznik:
14.jpg

Załącznik:
15.jpg

Załącznik:
16.1.jpg

Załącznik:
16.2.jpg

Załącznik:
16.3.jpg

Załącznik:
16.jpg

Wieczory przy Ogrodach Forodhani to nie tylko targ z jedzeniem i koncerty, ale też kąpiele, poprzedzone spektakularnymi skokami do wody w wykonaniu miejscowych.
Załącznik:
17.jpg

Załącznik:
19.jpg

Ale to już czas na nas, jutro ruszamy na wschód wyspy.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Αντσύνα
Анцина
2022 dhow-przez-zatoke-chwaka-bay-czyli-zanzibar-z-plecakiem,213,168117
2018 Alesund na trzecią randkę
2017 na-bialorus-z-waszmosciami,1509,119604
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 03 Gru 2022 19:16 

Rejestracja: 27 Lis 2017
Posty: 59
Loty: 69
Kilometry: 126 535
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
Góra
 Relacje PM off
Ancyna lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 05 Gru 2022 14:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Gru 2015
Posty: 405
niebieski
@AgaGy dzięki za motywację :)

Śniadanie jemy w Cafe Africano https://cafe-africano.business.site/, omlet z pieczywem kosztuje około 15 zl. Polecam, smacznie i przyjaźnie. Podczas naszej drugiej wizyty w tym miejscu pytamy o chapati - czyli popularny na Zanizbarze chlebek indyjski (placki indyjskie). Nie mają w karcie, ale zamówienie przyjmują, po czym kelnerka wychodzi gdzieś na moment. Wraca po chwili i zamiast pieczywa tostowego mamy taki dodatek:
Załącznik:
1.jpg

Ceny:
Załącznik:
1.1.jpg

Pycha. Żegnamy się serdecznie i ruszamy w kierunku Bazaru Darajani, stamtąd odjeżdżają busiki m. in. w stronę Kwerekwe, gdzie musimy się przesiąść. Kierujemy się do miejsca oznaczonego w mapach google jako Dala Dala Terminus https://goo.gl/maps/kHnRxfuSDkTDywYp9, ale 504 udaje nam się złapać wcześniej. Nie ma co się obawiać, że się nie trafi, Zanzibarczycy bardzo chętnie pomagają, tłumaczą, w Stone Town prawie wszyscy mówią po angielsku, poza miastem też sporo.
504 to prawie pusty autobusik, muza na full, fajny klimat. Ale jedziemy nim tylko około 5 kilometrów, za całe 80 groszy osoba :)
Załącznik:
2.jpg

Przy wejściu warto powiedzieć gdzie się chce dojechać, pozostali pasażerowie i typ zbierający pieniądze zazwyczaj dobrze to pamiętają i nie pozwolą przegapić wysiadki.
Dokładnie tak było z Kwerekwe, nie było problemu ze zlokalizowaniem tego miejsca. Wysiadając dostaliśmy jeszcze dokładne instrukcje na temat dalszej drogi, a w zasadzie to zostaliśmy przesadzeni do odpowiedniego daladala.
Do Jambiani ruszyliśmy bardziej towarowym niż pasażerskim pojazdem bez szyb :)
To na pewno specyficzne doświadczenie, którego zdecydowanie nie polecam osobom z fobią społeczną ;-) Oszczędni będą za to zadowoleni, koszt trasy - Zanzibar Kwerekwe-Jambiani 4,50 zł/osoba.
Załącznik:
3 (2).jpg

Załącznik:
3.jpg

Załącznik:
4.jpg

Jednak niecałe dwie godziny drogi mijają szybko, współpodróżni zagadują do nas, czasem widzimy zdziwione spojrzenie, zdecydowana większość przyjezdnych porusza się po wyspie taksówkami czy wynajętymi samochodami. Z moimi blond włosami nie jestem w stanie wtopić się w tłum, ale staram się dostosować choć strojem. Oczywiście nie przywdziewam hidżabu ale poza plażą noszę raczej długą spódnicę, a w takim daladala lepiej się czuję z chustką na ramionach. Nie jest to jednak wymagane. Póki co nawiązuję kontakt z siedzącą obok kobietą, rozmawiamy chwilę. Wyciąga batonika, zjada, ręce całe ma w czekoladzie. Proponuję jej mokrą chusteczkę, przyjmuje z radosnym senkjuuu, a po użyciu razem z opakowaniem po wafelku beztrosko wyrzuca za okno. Niestety to norma tutaj, śmieci jest pełno. Szczególnie gdy się zboczy z turystycznych rewirów.

Tymczasem docieramy do Jambiani.
Załącznik:
5.jpg

Jambiani to rozciągnięta pomiędzy drogą a oceanem wioska, w pierwszej linii brzegowej oczywiście hotele, ale już w drugiej domy lokalsów, szkoła, sklepy. To ciekawe miejsce, bardziej autentyczne niż stworzone na potrzeby kurortów zaplecza, których wiele na północy wyspy.
Załącznik:
5.1.jpg

Załącznik:
5.2.jpg

Nasz cel to chillout nad oceanem, jesteśmy tu tylko do jutra, nie planujemy więc zbyt dużo. Zmotoryzowani mogą odwiedzić jaskinię Kuza Cave, podobno warto, ale nie było to w zasięgu pieszej wycieczki, a na kolejne daladala nie mieliśmy już tego dnia ochoty.
Meldujemy się w Nur Beach Hotel https://nur-zanzibar.com/ , to kilka bungalowów przy plaży, jest bajkowo.
Załącznik:
6.jpg

Sam bungalow nie jest jakoś szczególnie przestronny, ale zupełnie wystarczający jak na nasze potrzeby. Ciekawe jest natomiast podejście do łazienki i WC, są wydzielone za skromną kotarką, tak samo było zresztą w poprzednim hotelu, niby osobne pomieszczenie, ale bez drzwi (też ta kotarka). Dla pary o krótkim stażu mogłoby to być krępujące ;-)
Załącznik:
7.jpg

Idziemy na spacer po plaży, jest odpływ i można wędrować daleko w głąb oceanu.
Załącznik:
9.jpg

Podczas odpływu kobiety pracują przy zbiorze alg.
Załącznik:
10.jpg

Załącznik:
11.jpg

Ale sceneria szybko się zmienia, woda podpływa pod sam hotel, teraz do akcji wkraczają kitesurferzy i żeglarze.
Załącznik:
12.jpg

Załącznik:
13.jpg

Idziemy pospacerować po wiosce i na jakiś obiad, ceny w hotelowej restauracji nie są zbyt zachęcające.
Załącznik:
14.jpg

Załącznik:
15.jpg

Wchodzimy do restauracji przy Garden Beach Bungalows, ale chyba nie mogę polecić, bo zapamiętałam z niej tylko tego słodziaka ;-)
Załącznik:
16.jpg

Załącznik:
17.jpg

U nas też oczywiście są tacy rezydenci.
Załącznik:
18.jpg

Kolacja… to już głównie taka ;-)
Załącznik:
19.jpg

Nadrabiamy na śniadaniu 🙂
Załącznik:
20.jpg

Żegnamy się z obsługą, i ruszamy w dalszą drogę. Nasz kolejny cel to Bwejuu.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Αντσύνα
Анцина
2022 dhow-przez-zatoke-chwaka-bay-czyli-zanzibar-z-plecakiem,213,168117
2018 Alesund na trzecią randkę
2017 na-bialorus-z-waszmosciami,1509,119604
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
 [ 6 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group