Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 24 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 20 Lis 2023 22:44 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Zachęcony dobrym przyjęciem mojego posta na temat wynajmu auta w kontynentalnej części Korei (https://www.fly4free.pl/forum/wynajem-samochodu-w-seulu,1093,133934&p=1656902#p1656902), pomyślałem, że spróbuję zrelacjonować cały wyjazd do kraju, który kiedyś dał nam Lanosa, Nubirę i Leganzę, a obecnie sprzedaje armatohaubice. Postaram się nie duplikować informacji, ale nie gniewajcie się, jeśli coś się powtórzy.

Koreańskie soft power nie przestaje mnie zadziwiać. Na polskich fejsbukowych grupach dotyczących tego kraju, swoje wyjazdy z rocznym, albo dwuletnim wyprzedzeniem planują fani K-popu i K-dram. W naszym przypadku było bardziej prozaicznie – zmiana pracodawcy i konieczność wykorzystania pozostałego urlopu sprawiła, że termin wakacji był dość sztywny, mogliśmy wybrać jedynie kierunek i to z niewielkim wyprzedzeniem. Po wielu wizytach na Google Flights i w innych stronach tego typu, końcu zdecydowaliśmy się na dość skomplikowaną logistycznie podróż z Krakowa do Seulu, z przesiadkami we Frankfurcie i Pekinie, a w drodze powrotnej w Szanghaju i Monachium. Bilety kupiliśmy przez pośrednika Priceline i po przewalutowaniu kosztowały ok. 3100 zł za osobę. Nie była to wybitnie atrakcyjna kwota, ale biorąc pod uwagę brak elastyczności, jeśli chodzi o termin, zakup z niewielkim wyprzedzeniem i bagaż rejestrowany w cenie, zaakceptowaliśmy ten wydatek. Bardzo szybko dostaliśmy też numer rezerwacji, którym mogliśmy się zalogować na stronie i w aplikacji Lufthansy.

Po zakupie biletów należało zaplanować wyjazd. Po lekturze forów i grup oraz rozmowach ze znajomymi, którzy już odwiedzili tego azjatyckiego tygrysa, mieliśmy wrażenie, że najpopularniejsze wśród polskich turystów są podróże transportem publicznym pomiędzy Seulem i Busan (ewentualnie po drodze Gyeongju) oraz lot na wyspę Jeju i wypożyczenie samochodu tamże. My natomiast postanowiliśmy zrezygnować z lotów na miejscu i zarezerwować auto na podróż po kontynentalnej części Korei.

Dzień 1-2, czwartek-piątek (19-20.10.2023)

Rano jesteśmy na lotnisku zbyt wcześnie i bez śniadania, które mamy nadzieję zjeść w nowym saloniku. Niestety odprawa Lufthansy otwarła się dopiero dwie i pół godziny przed odlotem, więc musimy chwilę poczekać. Na szczęście nasze bagaże polecą bezpośrednio do Seulu (przy powrocie nie będzie tak kolorowo). W Krakowie od kilku miesięcy jest nowy salonik, który odwiedziliśmy po raz pierwszy. Jest dużo większy, niż poprzednie i ma dwa poziomy. Znajduje się w strefie Schengen, więc pasażerowie, którzy muszą przejść kontrolę paszportową przed wylotem, powinni go opuścić wcześniej, a w strefie Non-Schengen saloniku już nie ma. Nas to nie dotyczy, bo na razie lecimy do Niemiec, ale na podstawie wczesniejszych doświadczeń moge powiedzieć, że kontrola na automatycznych bramkach przebiega szybko, więc jeśli nie ma kolejki, nie powinno być problemu. Wybór jedzenia jest spory, ale niestety wszystko na zimno. Nie mam zdjęć ze środka, ale myślę, że zadowoli Was relacja dostępna na tej stronie: https://www.pasazer.com/news/462487/rec ... ounge.html.
Na pierwszym krótkim odcinku za darmo dostajemy tylko wodę, a przy wyjściu z samolotu czekoladkę. Herbata, czy kawa, są niestety płatne dodatkowo. W terminalu 1 we Frankfurcie, niestety nie ma saloniku w strefie odlotów, który byłby dostępny dla posiadaczy karty Priority Pass, dlatego musimy zadowolić się kanapkami przywiezionymi z domu. Czas szybko mija, gdyż mamy stawić się przy bramce już ponad godzinę przed wylotem, aby poinformować obsługę, czy mamy chińską wizę, czy, tak jak my, tylko się przesiadamy.
W Airbusie A340-300 dostajemy na obiad kurczaka, a rano na śniadanie, jajecznicę. Lecimy nad republikami kaukaskimi, Azją Środkową, aby wreszcie wlecieć w przestrzeń powietrzną Chin.
Załącznik:
20231019_173726.jpg

Załącznik:
20231020_011700.jpg


Niezapomniany jest widok ogromnych, niekończących się bloków mieszkalnych w Pekinie. O ile martwi mnie obecna polityka tego kraju, to z pewnością kiedyś chciałbym zobaczyć jak te ogromne osiedla wyglądają z dołu.
Załącznik:
IMG20231020023034.jpg

Załącznik:
IMG20231020022937.jpg

Załącznik:
IMG20231020110555-PANO.jpg


W Pekinie mieliśmy 2-godzinną przesiadkę, więc myśleliśmy, że pójdzie jak z płatka, ale zdziwiło nas, że po wyjściu z samolotu, czekała na nas (i kilka innych osób) Pani z Asiana Airlines, z kartką zawierającą numer naszego lotu do Seulu. Zrobiła zdjęcia paszportów i poleciła iść dalej. Po niezbyt krótki spacerze, w końcu trafiliśmy do miejsca gdzie obsługiwane sa transfery międzynarodowe. Należało pokazać dokumenty i dać sobie zrobić zdjęcie, a potem miała miejsce bardzo szczegółowa kontrola bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o płyny, było dość luźno – oczywiście nie wolno, ale zapomniałem o tym, że mam wodę z samolotu. Chinka na kontroli wyjęła ją i powiedziała „drink” :D (w końcu wypiłem 2/3 i był to dla niej wystarczający dowód, że to woda, którą moge zabrać ze sobą). Natomiast elektronikę sprawdzają bardzo szczegółowo – wszystkie baterie i powerbanki należy wyjąć i pokazać. Miałem też mały dysk SSD – pytano mnie co to jest i oglądano ze wszystkich stron.

Na lotnisku jest Wi-Fi, ale niestety VPN, który miałem zainstalowany (PureVPN), nie pomagał i zamiast z zablokowanego Google, trzeba było korzystać z Binga. Nie byłem w stanie również połączyć się z siecią komórkową, za pomocą karty MTX Connect, która powinna działać na całym świecie i w wielu krajach mi się sprawdziła. Natomiast nie wykluczam, że powodem mogło być, że to eSIM, gdyż niestety gdzieś zapodziałem fizyczną kartę od tego globalnego operatora. Pomyślałem o tym, bo jakiś czas temu Weronika Truszczyńska wspominała na swoim kanale, że eSIM w Chinach nie działa i że nawet iPhone’y sprzedawane w tym kraju mają dwa gniazda na fizyczne SIM.

Wszystkie te formalności sprawiły, że na wizytę w saloniku mieliśmy zaledwie 15 minut. W terminalu 3E są dwa, ale jeden z nich jest ciągle zamknięty, od czasu wiadomo czego – jeśli dobrze pamiętam, to Air China Business Class Lounge. Skoro nie mieliśmy wyboru, poszliśmy do Air China First Class Lounge. Zjedliśmy kilka pierożków, wypiliśmy kawę i trzeba było wychodzić. Ruch na terminalu jest znikomy, a wiele lokali ciągle zamkniętych. Odniosłem wrażenie, że ruch nie powrócił tam jeszcze do poziomów z roku 2019 i wcześniejszych.
Załącznik:
20231020_034434.jpg


Asiana to nie jakieś tam linie europejskie, więc nawet na 2-godzinnym locie był pełen serwis.
Załącznik:
20231020_052139.jpg


Ledwo zdążyliśmy wszystko zjeść i po raz pierwszy naszym oczom ukazała się Korea Południowa i imponujący most łączący wyspę, na której znajduje się port lotniczy ICN, z lądem.
Załącznik:
IMG20231020121810.jpg


Po wylądowaniu musieliśmy chwilę odstać przy kontroli paszportowej, ale za to nasze walizki pojawiły się na taśmie bardzo szybko. Następnie zostaliśmy zaczepieni przez młodych Koreańczyków, pracujących w centrum informacji turystycznej. Mieliśmy wypełnić ankietę i dostać za to nagrodę. Jedno z nas wygrało długopis, a drugie bon na zdjęcie w fotobudce – niestety później w Busan próbowaliśmy użyć tego kuponu i ekran pokazywał informację, że voucher został już wykorzystany :cry: Kolejnym krokiem była wypłata 130 tysięcy wonów z bankomatu Woori Bank – niestety z prowizją 3600 wonów (w Korei podobno nie ma już bankomatów, które opłaty nie pobierają).

Kartę eSIM kupiłem wcześniej na stronie: https://roaming.kt.com/esim/eng/reserve.asp, płacąc za 10 dni, 34600 wonów (109 zł). Aktywować ją należy dopiero po przylocie, gdyż owe 10 dni liczy się właśnie od momentu aktywacji. Dlatego najlepiej wydrukować sobie kod QR, który otrzymuje się na maila i włączyć kartę dopiero na lotnisku, gdzie jest dostępne Wi-Fi. Wszystko zadziałało poprawnie, ale niewygodne było to, że przedłużenie pakietu jest kompletnie nieopłacalne, ze względu na cenę (mieliśmy być na miejscu około dziesięć i pół doby). Natomiast karta MTX Connect, którą wspomniałem wyżej, tym razem przydała się na kilka ostatnich godzin pobytu w Korei.

Z gotówką w portfelu mogliśmy kupić dwie karty T-money (wersja turystyczna na lotnisku kosztuje 4000 wonów), doładować je (na początek po 10 tysięcy na osobę) i wsiąść w pociąg AREX, ale nie wersję ekspresową, tylko All Stop, która zatrzymuje się na każdej stacji. Na przystanku Hongik Univ. przesiedliśmy się w zieloną linię metra (linia numer 2) i w sumie po prawie dwóch godzinach dotarliśmy do dzielnicy Gangnam, gdzie mieliśmy spędzić kolejne trzy noce. Nie wiem jakim cudem, ale za dojazd zapłaciliśmy zaledwie 2450 wonów (1050 za pociąg i 1400 za metro), chociaż powinno to kosztować ponad 4 tysiące.

W przeszłości zawsze dziwiło mnie , że Google Maps ma dokładniejsze mapy w Korei Północnej, niż Południowej. Obecnie jest już lepiej – aplikacja przydaje się zwłaszcza, jeśli chcemy sprawdzić opinię na temat różnych miejsc, napisane przez turystów spoza Korei. Natomiast wyznaczanie trasy działa jedynie w przypadku transportu publicznego – nie ma możliwości obliczenia trasy samochodem, czy pieszo. Zdecydowanie bardziej przydaje się lokalna aplikacja KakaoMap, która wszystkie te funkcje posiada. Jest też Naver, ale jego włączyłem zaledwie kilka razy.

Ceny noclegów w Seulu w weekend, kiedy przylecieliśmy, trochę nas przeraziły – po odrzuceniu pokoi, które były niewiele większe od stojącego w nich łóżka, wszystko w dobrej lokalizacji kosztowało co najmniej 800 zł/noc/pokój. Być może wiązało się to z trwającymi mistrzostwami świata w League of Legends (znajoma podsunęła nam taką hipotezę). Po dalszym poszukiwaniach udało nam się zarezerwować Hotel Capace, za który zapłaciliśmy 1911 zł za trzy noce (mogło wyjść kilkadziesiąt zł taniej, ale nieopatrznie skorzystaliśmy z opcji „zapłać później” na Agodzie, gdzie kurs przewalutowania jest mniej korzystny, niż przy płatności od razu). W naszym przypadku dobrze sprawdziło się wyszukiwanie hoteli na stronie HotelsCombined i przechodzenie stamtąd na stronę Agody (wyszukując bezpośrednio na Agodzie, ceny czasami były wyższe). Najśmieszniejsze w Hotelu Capace było to, że łazienkę oddzielono od sypialni półprzezroczystą ścianą z materiału przypominającego szkło. Do tego dokładnie na tej na ścianie powieszony był telewizor, więc osoba leżąca na łóżku może jednocześnie oglądać K-dramę i podziwiać kąpiel współlokatora :P Interesujące były również zestawy ratunkowe do opuszczania się na linie w wypadku pożaru. Widziałem to po raz pierwszy na filmie na YouTube, ale nie mogę sobie przypomnieć którym – być może chodziło o polski mały kanał „ubetapioca”, który szczerze polecam. Nieodłącznym elementem koreańskich hoteli są również pantofle dla gości.
Załącznik:
IMG20231023083914.jpg

Załącznik:
IMG20231023084045.jpg

Załącznik:
IMG20231023083743.jpg

Załącznik:
IMG20231023085013.jpg


Największą zaletą hotelu była z pewnością lokalizacja zaraz przy Teheran-ro (ulicy Teherańskiej), prawdopodobnie najdroższej w Seulu. Znajduje się tutaj mnóstwo wieżowców, a swoje oddziały mają firmy z branży technologicznej, jak Naver, Kakao, Samsung, Hynix, czy Google. Charakterystyczna nazwa związana jest z wizytą w Korei mera Teheranu, która miała miejsce w 1977 roku, czyli jeszcze przed rewolucją. Ciekawe czy Koreańczycy żałują, że tak prestiżowa lokalizacja nosi dzisiaj to imię - na pocieszenie pozostaje im fakt, że w Teheranie znajduje się ulica Seulska, nazwana tak dokładnie z tej samej okazji. Zaciekawiły też nas parasole przed przejściami dla pieszych (słyszeliśmy o nich wcześniej na kanale „Pyra w Korei”) oraz banery protestu pracowników, przeciwko firmie Google, pod hasłem „OK Google, It’s Not OK.”
Załącznik:
IMG20231021225739~2.jpg

Załącznik:
IMG20231021225753.jpg

Załącznik:
IMG20231022094941~2.jpg

Załącznik:
IMG20231021130312.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 26 Lis 2023 00:46 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Dzień 3, sobota (21.10.2023)

Kolejnego dnia jet lag daje się we znaki. Budzimy się po piątej rano i sprawdzamy, że wszystko jest zamknięte, więc próbujemy zasnąć jeszcze na chwilę. Niestety to bardzo zła decyzja, gdyż ta chwila przedłuża się prawie do południa. Z pewnością nie pomogło nam to, że mamy okno skierowane na wieżowiec znajdujący się bardzo blisko naszego hotelu i w pokoju panuje półmrok przez całą dobę. W Korei warto dopłacić za pokój z widokiem, łatwiej będzie rano wstać :D Szybko zbieramy się i szukamy miejsca na późne śniadanie. Koreańczyków chyba fascynuje francuska kultura, gdyż na każdym kroku można znaleźć piekarnie, które mają w nazwie bagietkę. Do takiej się też kierujemy i niestety nie mogę polecić tej decyzji. Za 2 bagietki (nie pamiętam już z czym, ale pewnie ser albo szynka) oraz jedną czarną kawę (mieli niestety tylko taką) płacimy 21000 wonów, czyli 66 zł, a szału nie ma.

Następnie udajemy się w kierunku jednego z pomników upamiętniających piosenkę, która przed jedenastoma laty stała się pierwszym nagraniem na platformie YouTube, osiągającym ponad miliard wyświetleń. Mowa oczywiście o "Gangnam Style". Pomnik ten znajduje się przy skrzyżowaniu Teheran-ro i Gangnam-daero, niedaleko stacji metra Gangnam. Tam mamy zamiar po raz pierwszy skorzystać z autobusu (w wielu miastach tak robimy, bo w przeciwieństwie do metra, można coś ciekawego zobaczyć za szybą). W Seulu te środki transportu mają różne kolory. Niebieskie łączą inne dzielnice i przejazd nimi kosztuje 1500 wonów. Zielone, małe pojazdy, jeżdżą na krótszych trasach i jeden przejazd to 1200 wonów. Czerwone to raczej autokary, a nie autobusy miejskie, gdzie każdy pasażer ma wygodny fotel oraz porty USB do ładowania. Wydaje mi się, że łączą one Seul z przedmieściami, natomiast można też nimi przejechać chociażby trzy przystanki wewnątrz Seulu i niestety nieopatrznie zapłacić za to 2800 wonów, co też zrobiliśmy. Jeśli nie chcecie popełnić tego błędu, patrzcie na to, jaką cenę przejazdu pokazuje wam KakaoMap.
Załącznik:
IMG20231021131608.jpg

Załącznik:
IMG20231022104439.jpg


Na niektórych głównych drogach Seulu, buspasy są na środku ulicy, pomiędzy jezdniami dla aut. Tam też znajduję się perony, przy których zatrzymują się pojazdy komunikacji miejskiej. Sprawdzajcie więc dokładnie czy macie wsiadać na środku ulicy, czy „normalnie”, z chodnika po prawej stronie drogi.
Załącznik:
VID20231022183307 - frame at 0m5s.jpg


Niektóre seulskie autobusy wyposażone są w kamerę 360 stopni, która cały czas w trakcie jazdy pokazuje widok pojazdu z lotu ptaka, na tle ulicy i sąsiadujących aut. Pewnie zaraz znajdzie się ktoś, kto powie, że coś takiego już widział i nie mam się czym zachwycać, ale ja widziałem to pierwszy raz i wydało mi się interesujące.
Załącznik:
VID20231022160806 - frame at 0m2s.jpg


Po wyjściu z autobusu próbujemy pierwszego street foodu – ciasta rybnego z rosołem, zwanego odeng. 2000 wonów za trzy kawałki. Dla mnie w porządku, żeby spróbować, ale drugi raz bym nie kupił. Obserwujemy też przewody elektryczne, których plątanina nie wygląda jak labirynt kabli np. w Bangkoku, ale i tak musi być wyzwaniem dla elektryka.
Załącznik:
IMG20231021142925.jpg

Załącznik:
IMG20231021143116.jpg


Dzisiaj musimy zwiedzić wioskę Bukchon Hanok, ponieważ jest możliwe tylko od poniedziałku do soboty od 10 do 17. Nie wiem czy w niedzielę ktoś przegania turystów, ale mnóstwo jest tablic informujących, że nadal mieszkają tam ludzie i rzeczywiście można to dostrzec. Nazwa miejsca pochodzi od słowa „hanok”, które oznacza tradycyjne koreańskie domy budowane od XIV wieku, w czasach dynastii Joseon. Najbardziej podobał nam się widok z góry na tę atrakcję, bo można było dostrzec charakterystyczne dachy. Główna ulica jest natomiast bardzo zatłoczona i pełna turystów.
Załącznik:
20231021_151837.jpg

Załącznik:
IMG20231021152932.jpg


W pobliżu wioski znajduje się jeden z pałaców zbudowanych przez dynastię Joeson, panującą na Połwyspie Koreańskim w latach 1392-1897. Skonstruowano go w latach 1405-1412, a następnie był wielokrotnie niszczony i odbudowywany. Do śmierci w 1926 roku mieszkał tam ostatni monarcha Korei – Sunjong, a co ciekawe, aż do 1989 roku był to dom członków ostatniej panującej dynastii. Mogli tam przebywać od lat 60-tych (część powróciła z Japonii), gdyż wcześniej prezydent Rhee Syng-man na to nie pozwalał. Od 1997 pałac jest na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, a wstęp jest bardzo tani – 3000 wonów za osobę (ok. 10 zł). Niestety nie udało nam się zdobyć biletów do słynnego Secret Garden obok pałacu.
Załącznik:
IMG20231021162400.jpg

Załącznik:
IMG20231021163844.jpg


W Korei nawet w czasie przesilenia zimowego, słońce wstaje przed ósmą, a zachodzi po siedemnastej. W lecie najdłuższy dzień w roku kończy się natomiast przed dwudziestą. Moim zdaniem to optymalne dla turysty, tak by pogodzić ze sobą aktywności przy świetle dziennym, jak i te wieczorne. O 17.30 z głośników rozległa się prośba o opuszczenie terenu pałacu, więc wraz ze wszystkimi powoli skierowaliśmy się do wyjścia. Następnym punktem programu był Gwangjang Market. Niech was nie zdziwi, że nad wejściem widnieje „Kwang Jang Market” – z różnymi transkrypcjami spotkacie się nie raz. Jest sobota wieczorem, więc na markecie są ogromne tłumy – ciężko się przecisnąć i znaleźć miejsce przy jakimkolwiek stoisku z jedzeniem. W końcu nam się to udaje i zamawiamy trzy talerze z potrawami. Kiełbasa koreańska to coś podobnego do kaszanki, a do tego są jeszcze podroby, typu serca, czy płuca. Japchae to smażony makaron z warzywami. Tteokbokki są ryżowymi kluskami z bardzo ostrym sosem. O ile samo doświadczenie, gdy jemy, siedząc na ławce przy takim stoisku i wokół nas porusza się tłum, było rewelacyjne, to jedzenie dość specyficzne. Zapłaciliśmy za nie 18000 wonów (56 zł).
Następnie znaleźliśmy jakieś tradycyjne słodycze za 3000 wonów i już mieliśmy wychodzić, gdy jedna starsza sprzedawczyni próbowała nas zachęcić, krzycząc „chicken”. Początkowo ją zignorowaliśmy, ale jednak nie mogłem się powstrzymać i w końcu pani zarobiła 5000 wonów (16 zł) za kubełek mięsa. W momencie, gdy piszę tę relację, wielu polskich YouTuberów jest w Korei i przychodzi na ten market by zobaczyć stoisko, które zagrało w serialu dokumentalnym Netflixa. Widzieliśmy je, ale kolejka była ogromna – na drugim zdjęciu poniżej można w głębi dostrzec napis „Netflix”.
Załącznik:
VID20231021182130 - frame at 0m4s.jpg

Załącznik:
VID20231021185652 - frame at 0m11s.jpg

Załącznik:
IMG20231021183418.jpg


Czego najbardziej brakowało nam w Korei? Może to kogoś zdziwić, ale herbaty. O ile kawę można kupić na każdym kroku, to z herbatą nie jest tak różowo. Do tego odniosłem wrażenie, że Koreańczycy uwielbiają zimne napoje z lodem – w większości lokali, kawa, czy herbata może być podana zarówno gorąca, jak i z lodem (a wiele pozycji z menu tylko na ten drugi sposób). Udało nam się natomiast znaleźć tradycyjną herbaciarnię 더쌍화1967 (https://maps.app.goo.gl/zKobEzC26tfCWsc8A). Zamawia i płaci się w okienku przy ulicy, a po paru minutach herbatę, a raczej cały zestaw na podwieczorek, przynoszą nam do lokalu naprzeciwko. Nie nazwałbym tego deserem, bo nie wszystko jest słodkie, ale szczerze polecam to doświadczenie. Cena całkiem w porządku – za dwa zestawy 14000 wonów (44 zł).
Załącznik:
IMG20231021195623.jpg


Ostatnim punktem programu tego dnia była świątynia Jogyesa Temple. Byliśmy tam po godzinie 21 (według KakaoMap jest otwarta do 22) i bardzo polecam. „Rzeźby” z roślin w ogrodzie są imponujące, a figury Buddy w środku jeszcze bardziej. Jednego z poniższych zdjęć nie powinienem mieć, ale znak zakazu fotografowania zobaczyłem dopiero przy wychodzeniu ze środka, bo był na drzwiach od wewnątrz. Podobny zakaz był we wszystkich buddyjskich świątyniach w Korei, ale tylko jeśli jesteś w środku – stojąc w drzwiach można robić zdjęcia do woli.
Załącznik:
IMG20231021210643.jpg

Załącznik:
IMG20231021211034.jpg

Załącznik:
IMG20231021211922.jpg

Załącznik:
IMG20231021212319.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 30 Lis 2023 16:37 

Rejestracja: 11 Lut 2017
Posty: 22
Loty: 48
Kilometry: 128 885
Interesująca relacja, czekam na ciąg dalszy.
Góra
 Relacje PM off
BarneyGF lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 30 Lis 2023 16:40 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Będzie na pewno dokończona, tylko chyba jestem zbytnim perfekcjonistą, albo zbyt wolno idzie mi pisanie :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 02 Gru 2023 00:55 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Dzień 4, niedziela (22.10.2023)
Na śniadanie idziemy do koreańskiej sieciówki Eggdrop, która powstała w 2017 i obecnie ma również lokale w Tajlandii oraz planuje dalszy rozwój. W Korei ekrany dotykowe do zamawiania w restauracjach są popularniejsze niż u nas – z jego wykorzystaniem zamawiamy dwie kanapki i dwie kawy za łącznie 16700 wonów (52 zł). Mimo, że jeszcze nie skończył się październik, to pobliskie sklepy Prada i Louis Vitton miały już przygotowaną choinkę.
Załącznik:
IMG20231022102100.jpg

Załącznik:
IMG20231022105313.jpg


Niedzielne zwiedzanie rozpoczynamy od wizyty w bibliotece Starfield Library, znajdującej się centrum handlowym COEX, która ma 13-metrowe regały z książkami.
Załącznik:
IMG20231022110036.jpg


Kierując się do metra, znajdujemy kolejną statuę poświęconą piosence Gangnam Style (https://maps.app.goo.gl/zaVQ31DAxBAdoBBb8). Ta jest bardziej interesująca, niż poprzednia, bo obok znajduje się ekran i głośniki, gdzie można włączyć teledysk prostu z YouTube. Dobrze pomyśleliście, można pozować do zdjęcia i tańczyć w rytm tego, co śpiewa wokalista Psy.
Załącznik:
IMG20231022113949.jpg


Z metra wychodzimy na stacji Gyengbokgung i kierujemy się do wyjścia numer 5, aby odwiedzić najważniejszy z pięciu pałaców królewskich. Po drodze, ciągle pod ziemią, trafiamy na wystawę „K-Culture Museum”, które jest pokazem niewiarygodnych animacji. Zdecydowanie warto wstąpić na kilka minut. Następnie idziemy na ogromny pałacowy dziedziniec i czekamy kilka minut w kolejce po bilety wstępu (3000 wonów za osobę). Gyeongbokgung to główny pałac królewskiej dynastii Joseon. Podobnie jak Changdeokgung, również ten był kilkukrotnie niszczony, głównie przez Japończyków. W 1926 okupanci ukończyli na jego terenie murowany budynek, który służył jako główna siedziba ich administracji. Co ciekawe, zniszczony podczas wojny koreańskiej, został odbudowany przez Koreańczyków i jeszcze przez kilkadziesiąt lat służył władzom niepodległej Korei. Jego zdjęcia możecie zobaczyć tutaj:
W 1996 wspomniana budowla została rozebrana, aby przywrócić oryginalny wygląd pałacowi Gyeongbokgung i na tym zdjęciu z 1996 roku można zobaczyć prace renowacyjne: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/d7/%EA%B4%91%ED%99%94%EB%AC%B8%EA%B3%BC_%EA%B5%AC%EC%A4%91%EC%95%99%EC%B2%AD_%281996.08%29_01.jpg.

Na dziedzińcu (w części ogólnodostępnej, tam gdzie kupuje się bilety) o dziesiątej i czternastej odbywa się zmiana warty. My natomiast trafiliśmy na weekend, kiedy zamiast tego, o jedenastej i czternastej, miała miejsce ceremonia Cheopjong, czyli przegląd wojsk gwardii królewskiej. Niestety na teren pałacu weszliśmy około 13.15 i przed czternastą skierowaliśmy się z powrotem do bramy Heungnyemun, aby zorientować się, czy można wyjść na dziedziniec, a potem wrócić na tym samym bilecie. Straciliśmy kilka minut, bo w zamieszaniu nie było kogo spytać, ale w końcu po prawej stronie patrząc w kierunku wyjścia, znaleźliśmy pieczątkę, którą należy przybić na bilecie, by móc wrócić do zwiedzania po spektaklu.
Załącznik:
VID20231022142949 - frame at 1m57s.jpg

Załącznik:
VID20231022142949 - frame at 2m55s.jpg

Załącznik:
VID20231022143440 - frame at 6m6s.jpg


Po zakończeniu ceremonii skierowaliśmy się z powrotem do pałacu. Trzeba chwilę odstać w kolejce do wejścia, bo wszyscy z tłumu, który oglądał przedstawienie, wpadli na ten sam pomysł. Poniżej kilka zdjęć ze zwiedzania. W przeciwieństwie do Changdeokgung, który odwiedziliśmy dzień wcześniej, Gyeongbokgung nie jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
Załącznik:
IMG20231022130650.jpg

Załącznik:
IMG20231022132601.jpg

Załącznik:
IMG20231022133558.jpg

Załącznik:
IMG20231022153549.jpg


Później zielony autobus zabrał nas pod drewnianą bramę Sungnyemun, z końca XIV wieku, znaną również jako Namdaemun. Przetrwała liczne konflikty na terenie Korei, w dużej mierze również wojnę koreańską (chociaż nie całkowicie, tutaj zdjęcie z 1951 roku: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Namdaemun,_Main_Southern_Entrance_to_Seoul.jpg). Niestety nie przetrwała podpalenia w 2008 roku, którego sprawcą był 69-latek. Odbudowę ukończono w 2013. W pobliżu znajduje się Namdaemun Market, na którym można kupić wszystko – od walizek, przez termosy, aż po ubrania. Miejsce to wydaje się bardziej nastawione na turystów, niż Gwangjang Market – jedna starsza Pani właściwie zaciągnęła nas do swojego małego lokalu, w który zjedliśmy bibimbap na dwoje za 8000 wonów – bez rewelacji.
Załącznik:
IMG20231022162202.jpg


Nadszedł wieczór i autobusem pojechaliśmy do dzielnicy Itaewon, którą możecie znać z tragedii, która wydarzyła się rok przed naszym wyjazdem. Podczas świętowania Halloween w wyniku paniki i stratowania zginęło 159 osób, a 196 zostało rannych. Stereotypy mówią, że Korea jest zamkniętym na obcokrajowców krajem, natomiast w Itaewon widzieliśmy ulicę, na której jedynymi osobami byli czarnoskórzy imigranci. W innym miejscu natomiast znajduje się arteria, na której większość lokali, to restauracje serwujące kebaby, prowadzone przez migrantów z kręgu kulturowego, z któego danie to pochodzi.
Załącznik:
IMG20231022190930.jpg

Załącznik:
IMG20231022193808.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez BarneyGF 03 Gru 2023 22:21, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 02 Gru 2023 08:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 7407
HON fly4free
Coś się w tym odcinku technicznie posypało (przynajmniej u mnie), bo inaczej wygląda ona w tapatalku, a inaczej na www.
Na tapatalku są symbole, jakby były tam zdjęcia, które się nie wyświetlają, np.:

Image

a na www okazuje się, że w tych brakujących miejscach są linki (które nie pokazują się w tapatalku).
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
BarneyGF uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 03 Gru 2023 19:54 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Dzięki za informacje, to miały być linki do archiwalnch zdjęć z Wikipedii, czy Wikimedia Commons (nie jestem pewien na ile mozna wykorzystać zdjęcia stamtąd i na ile regulamin forum, czy konkursu na relację na to pozwala). W każdym razie postaram się coś zedytować i potestowac na Tapatalku.

EDIT: @tropikey - teraz powinno być w porządku, zarówno na www, jak i w Tapatalku. Na www 4 linki, a w Tapatalku 3 zdjęcia i 1 link.
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 07 Gru 2023 00:04 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Dzień 5, poniedziałek (23.10.2023)

Załącznik:
Trasa_20231023.png


Tego dnia wreszcie nawiążemy do tytułu relacji, a mianowicie wypożyczenia samochodu w Korei. Rano zostawiamy walizki w hotelu i w pobliskiej, amerykańskiej sieciówce Quiznos, bierzemy śniadanie na wynos. Za dwie kanapki, podobne do tych z Subwaya i dwie kawy, płacimy 19100 wonów (60 zł). Następnie idziemy do bankomatu przy 412 Teheran-ro i wypłacamy 130 tysięcy wonów, płacąc przy tym prowizję 3500. Na stacji metra doładowujemy też jedną z kart T-money na 15 tysięcy, na wypadek, gdyby polska kredytówka nie działała na bramkach autostradowych (finalnie okazuje się to dobrą decyzją). Wreszcie kierujemy się do oddziału „Gangnam 24h” firmy Lotte Rent-a-car.

Lotte jest jednym z czeboli, czyli rodzinnych biznesów, które prowadzą bardzo różnoraką działalność i przez lata otrzymywały pomoc od koreańskiego rządu. Największe z nich to Samsung, Hyundai, SK Group, LG, czy znany w Polsce, upadły w 1999 roku, koncern Daewoo. Samo Lotte założył, w Tokio, w 1948, Koreańczyk Shin Kyuk-ho. W 1967 rozszerzył działalność również o Koreę, a w 1988 roku był czwartym najbogatszym człowiekiem na świecie, według magazynu Forbes. Obecnie na półkach koreańskich sklepów można znaleźć mnóstwo produktów żywnościowych od Lotte, a najwyższy budynek, nie tylko w Korei, ale też w całym OECD, to sięgający 555 metrów Lotte World Tower, o którym jeszcze będzie mowa w tej relacji.

Zainteresowanych szczegółami wynajmu w Lotte, zachęcam do przejrzenia mojego posta w wątku dotyczącym wynajmu auta w Korei: https://www.fly4free.pl/forum/wynajem-samochodu-w-seulu,1093,133934&p=1656902#p1656902. W skrócie, wynajęliśmy Hyundaia Avante, zapakowaliśmy do niego dwie walizki i skierowaliśmy się do kolejnej atrakcji w naszym planie, położonej około półtorej godziny od Seulu.

Załącznik:
IMG20231024121516.jpg


Jazda po Korei jest bardzo przyjemna i poza największymi miastami nie sprawia żadnych trudności. Dopuszczalne prędkości są dużo niższe, niż w Europie, na autostradzie to co najwyżej 100-110 km/h. Trudno się też pogubić, bo koreańskie auta mają bardzo dobrą wbudowaną nawigację, uwzględniającą natężenie ruchu (Google Maps w Android Auto nie zadziała, nie warto próbować). Na drogach oznakowanie jest jasne – nie tylko w hangul (czyli alfabecie koreańskim), ale również po angielsku, a na skomplikowanych węzłach autostradowych kierunki są oznaczone kolorowymi liniami – różowymi lub zielonymi.

Załącznik:
20231026_113035 - frame at 0m22s.jpg


Kolejnym etapem naszej podróży był Garden of Morning Calm, czyli prywatny ogród botaniczny, założony w 1996 roku. Wstęp do niego był jedną z droższych atrakcji, ale nawet 11000 wonów (34 zł) za osobę, to śmiesznie niska cena, jeśli przyrównamy ją do warunków europejskich. Zaraz przy wejściu widzimy jedną z ciekawszych atrakcji, a mianowicie wystawę bonsai, z których najstarsze mają nawet 300 lat. Następnie pośród żółto-czerwonych jesiennych barw, zmierzamy do największej atrakcji ogrodu, a mianowicie 1000-letniego jałowca, zwanego Millennium Juniper. W przeszłości rósł on w innym miejscu, a na przełomie XX i XXI wieku, został przeniesiony do Garden of Morning Calm. Nawet dzisiaj nie jestem w stanie sobie wyobrazić przemieszczenia tysiącletniego drzewa, a tym bardziej niesamowity jest fakt, że zrobiono coś takiego, z sukcesem, ponad 20 lat temu.

Zwiedzanie zajęło nam trochę ponad dwie godziny. Skończyliśmy po piętnastej i mieliśmy zamiar zjeść coś w restauracji, która znajduje się na terenie ogrodu, ale czekała nas niemiła niespodzianka, a mianowicie kartka na drzwiach, mówiąca, że do szesnastej trwa przerwa. Wróciliśmy więc do spaceru i dopiero kilka minut przed czwartą zamówiliśmy bibimbap oraz smażony ryż z kurczakiem. Za te dwa dania zapłaciliśmy 18 tysięcy wonów (56 zł, woda, jak to w Korei, za darmo).

Czy warto odwiedzić Garden of Morning Calm? Jeżeli macie czas, to z pewnością – ale nie jest to bardzo unikalna i egzotyczna atrakcja. W momencie pisania tej relacji, w arboretum są dekoracje świąteczne (od 1 grudnia 2023 do 17 marca 2024), które zapalają się codzienne o zachodzie słońca, a zimowe zwiedzanie jest możliwe do 21, a w soboty nawet do 23.

Załącznik:
IMG20231023125945.jpg

Załącznik:
20231023_134611.jpg

Załącznik:
20231023_142529.jpg


Osobiście nigdy nie przywiązywałem zbytniej uwagi do ubioru – uważałem, że wystarczy nadrobić inteligencją i urokiem osobistym :D Natomiast wizyta w Korei prawie wpędziła mnie w kompleksy – w końcu to naród, który buduje elektrownie jądrowe, smartfony i półprzewodniki, ale to jak stylowo się ubierają, dowodzi, że to nie Paryż, ani Mediolan, ale Seul jest światową stolicą mody.

Załącznik:
IMG20231023145516_01.jpg


Wieczorem czekała nas trasa do Andong, która w godzinach szczytu zajęła prawie cztery godziny. Po drodze do Garden of Morning Calm, pierwszy raz skorzystaliśmy z płatnej autostrady. Przy wjeździe wzięliśmy bilet z automatu, który podaliśmy przy zjeździe. Niestety kredytówka PKO BP Visa Infinite nie działała, więc użyliśmy karty T-money, którą rano przezornie doładowaliśmy. Na bramkach należy uważać, który pas wybieramy, gdyż te oznaczone niebieską linią po środku, są przeznaczone tylko dla użytkowników systemu Hi-Pass. Auta Lotte w 2023 roku tego systemu nie miały, ale dla pewności polecam upewnić się przy wynajmie, by nie zapłacić dwukrotnie, bo wydaje mi się, że opłaty z tego systemu są pobierane nie tylko na bramkach, ale również na bramownicach na trasie pomiędzy stacjami poboru opłat (coś jak e-TOLL dla ciężarówek w Polsce), a przynajmniej tak wynikało ze wskazówek nawigacji w naszym Hyundaiu. Jeśli chodzi o kolejki przy poborze opłat, to większe są dla użytkowników systemu Hi-pass, gdyż prawdopodobnie większość koreańskich kierowców z niego korzysta. Na bramkach, gdzie płaci się kartą (i być może gotówką), korków nie stwierdziliśmy.

Na jednym z wjazdów niestety zdarzyło się nam wjechać na niebieski pas ruchu. Na szczęście przy wyjeździe nie było z tym problemu – za pomocą Google Translate pokazaliśmy kasjerce o co chodzi, a ta wykonała telefon i naliczyła nam normalną opłatę. Kilkukrotnie podczas wyjazdu zdarzyło się nam też, że przy wjeździe biletów w ogóle nie było. Raz nawet widzieliśmy przy automacie z biletami informację, w języku angielskim, że jeśli biletów nie ma, to mamy jechać dalej i martwić się dopiero przy wyjeździe.

Na zjeździe do samego Andong, niestety obsługi do pobierania opłat nie było i pierwszy raz pojawił się szlaban (tam gdzie pobiera się bilety oraz tam, gdzie są kasjerzy, żadnych szlabanów nie ma). Na szczęście tym razem mieliśmy bilet, ale odnieśliśmy wrażenie, że ani T-money, ani karta kredytowa nie zadziałały, bo szlaban się nie podnosił. Naciskaliśmy więc przyciski, które znajdowały się na automacie i wydrukowało się coś podobnego do paragonu, z kwotą 7500 wonów, a szlaban tym razem pozwolił nam wyjechać. Byliśmy przekonani, że jakoś udało się zapłacić, ale wieczorem w hotelu sprawdziłem, że nie ma ani blokady na karcie kredytowej, ani w historii karty T-money nie ma żadnej transakcji na siedem i pół tysiąca. Po przetłumaczeniu wydruku okazało się, że nie zapłaciliśmy, ale możemy to zrobić w ciągu kolejnych kilku dni, więc postanowiliśmy zająć się tym rano. Jeśli chodzi o sprawdzanie stanu konta oraz historii transakcji na karcie T-money, polecam aplikację "Balance Check", dostępną w Google Play.

Około dwudziestej pierwszej zatrzymaliśmy się przy moście Woryeonggyom, który pięknie wygląda nocą. Kilkanaście minut później dotarliśmy do Hotelu Goryeo, zarezerwowanego przez Agodę, który był naszym najtańszym noclegiem podczas całej podróży – 132 zł za noc. Mimo ceny, posiadał typowe wyposażenie koreańskich hoteli, czyli np. latarkę i komputer. Wieczorem poszliśmy jeszcze coś zjeść. Google Maps nie było zbyt pomocne w poszukiwaniu lokalu, a na Kakao Map recenzje są praktycznie tylko po koreańsku. Weszliśmy więc do jakiejś losowej restauracji (wydaje mi się, że to była ta: https://maps.app.goo.gl/FvMR2WcEsajmLSmK8) i okazało się, że pierwszy raz będziemy jeść koreańskiego grilla. Byliśmy jedynymi klientami tego wieczora i wzięliśmy wołowinę bulgogi która bardzo nam smakowała, a za dwie osoby zapłaciliśmy jedynie 28000 wonów (88 zł) (płatność można było uiścić kartą). Tego dnia przejechaliśmy w sumie około 300 km, a sama jazda zajęła jakieś 5-6 godzin.

Załącznik:
IMG20231023210043.jpg

Załącznik:
IMG20231023210825.jpg

Załącznik:
IMG20231024093434.jpg

Załącznik:
IMG20231024093524.jpg

Załącznik:
IMG20231024095655.jpg

Załącznik:
IMG20231023222822.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 07 Gru 2023 08:38 

Rejestracja: 07 Sty 2016
Posty: 560
niebieski
Czekam na cd relacji, dobrze się czyta :)


Jak w ogóle pogoda w październiku na zwiedzanie, wszystko bylo ok czy coś może doskwierać w tym czasie?
Góra
 Relacje PM off
BarneyGF lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 07 Gru 2023 12:02 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Postaram się coś wspomnieć o pogodzie, ale odpowiadając na szybko - mieliśmy wielkie szczęście, pogoda była super. Pierwsze dwa dni w Seulu trochę wietrznie i niewiele ponad 10 stopni, ale za to potem prawie lato. Maksymalnie 24 stopnie - jednego dnia chodziliśmy w koszulkach z krótkim rękawem i próbowaliśmy używać wentylowanych foteli w Hyundaiu :D Natomiast moja znajoma z pracy była w Korei od 10 do 17 listopada i trafili na pierwszy śnieg w Seulu oraz temperatury około zera.
Uważałbym też z podróżą w letnich miesiącach - według Wikipedii, średnia suma opadów w Krakowie w lipcu i sierpniu, to 70-100 mm. Natomiast w Seulu 350-400 mm.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 10 Gru 2023 23:37 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Dzień 6, wtorek (24.10.2023)

Załącznik:
Trasa_20231024.png


Śniadanie jemy w koreańskiej sieciówce Paik’s Coffee – jednym z tańszym lokali, które odwiedziliśmy. Za dwie kanapki (bodajże z sałatką ziemniaczaną) i dwie kawy, płacimy zaledwie 12000 wonów (38 zł). Sieć ma swoje lokale również w Singapurze, a od tego roku również na Filipinach.

Małe osiedlowe sklepiki, są bardzo popularne w Korei. Najpopularniejsze z nich, to GS25, CU i 7-Eleven. GS25, założone w 1990 roku, jest własnością ósmego największego czebola – GS Group, który z kolei, w 2005 roku wydzielił się z szeroko znanego również w Europie, LG. W ojczyźnie posiada około 17 tysięcy sklepów, a do tego kilkaset w Wietnamie. Konkurencyjny CU również posiada ponad 17 tysięcy lokali. Pierwszy z nich otwarto na półwyspie, pod japońską marką FamilyMart. Pod obecnym szyldem występuje od 2017 roku, również w Mongolii i Malezji, a w przyszłości w Kazachstanie. O kilka tysięcy mniej lokalizacji, niż liderzy rynku, posiada, współpracująca z Lotte, amerykańska sieć 7-Eleven. Znalazłem również informację, że zakupy można robić też w ponad 6 tysiącach lokali Emart24, ale niestety w tym franczyzowym sklepie nie byliśmy. Dla porównania dodam, że w Polsce jest ponad 9 tysięcy Żabek.

Zdarzają się zarówno bardzo małe sklepy, z trzema regałami i małą lodówką, jak i całkiem spore – ze stolikami i kącikiem kuchennym, gdzie można przygotować i zjeść koreańskie dania instant. Nam niezbyt przypadły do gustu, ale jeśli ktoś chce zjeść bardzo tanio, to można spróbować. Oprócz zakupów w dziwnych godzinach (a często przez całą dobę), to najlepsze miejsce, aby doładować kartę T-money (może oprócz Seulu i Busan, gdzie wygodniej to zrobić na stacji metra). Głównym celem naszej wizyty w GS25 tego dnia, była chęć uregulowania rachunku za autostradę, o którym wspominałem w poprzedniej części relacji. Sprzedawca próbował różnych rzeczy, aby pomóc – poświęcił mi chyba z 10 minut i już myślałem, że grzecznie podziękuję mu za pomoc, ale w końcu wpadł na pomysł, aby skierować nas do banku „NH 365 AutoBank”, znajdującego się naprzeciwko (https://maps.app.goo.gl/GUjr3Vx1dGuK25Gv9). Okazało się to bardzo dobra porada, gdyż kasjerka wiedziała o co chodzi, a do tego wydała nam resztę w drobnym bilonie, gdy o to poprosiliśmy (na pamiątkę, bo przy płatności za street food, jako resztę, można dostać co najwyżej monetę 500 lub 100 wonów). Nie zapłaciliśmy za to wszystko żadnej prowizji.

Główną różnicą między prowadzeniem auta w Europie i w Korei, jest zasada działania sygnalizacji świetlnej. W większości przypadków, w lewo można skręcać tylko i wyłącznie wtedy, gdy świeci się zielona strzałka w lewo.

Załącznik:
20231023_102222 - frame at 0m54s.jpg


Jeżeli w danym miejscu jest sygnalizator 4-elementowy, oznacza to, że skręt w lewo jest bezkolizyjny, gdy świeci się zielona strzałka. Przy takim sygnalizatorze rzadko, ale może pojawić się znak, który pozwala na skręt kolizyjny, przy zielonym świetle dla jadących prosto (na poniższym zdjęciu niebieski znak po środku). Natomiast w większości przypadków tabliczka, która zezwala na taki manewr, pojawia się na mniej uczęszczanych skrzyżowaniach, gdzie sygnalizatory są 3-elementowe i bezkolizyjny skręt nie występuje. Dodatkowo na fotografii, niebieski znak najbardziej po prawej, mówi o tym, jaka jest kolejność zapalania się świateł – najpierw zielone na wprost, a po nim bezkolizyjne w lewo. Zauważyłem też, że gdy sygnalizacja jest wyłączona, to działa pulsujący sygnał czerwony (a nie żółty, jak w Polsce).

Załącznik:
20231024_114341 - frame at 0m11s.jpg


40 minut jazdy samochodem od Andong, znajduje się tradycyjna wieś z czasów dynastii Joseon – Hahoe Folk Village, w 2010 roku wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Parking jest tutaj: https://maps.app.goo.gl/3df2YhEZeH97wx8c8. Tam też kupujemy bilety po 5000 wonów od osoby (ok. 16 zł) i w tej cenie autobus zawozi nas na miejsce. Chociaż to tylko kilometr, to nie ma sensu tracić czasu, ani sił, na spacer, gdyż trasa prowadzi wzdłuż drogi i nie widać na niej nic spektakularnego. W samej wiosce wiele domów jest ciągle zamieszkanych, a ich mieszkańcy zajmują się rolnictwem. Polecam wizytę tutaj, jako spokojniejszą odmianę od wielkomiejskich wieżowców.

Załącznik:
IMG20231024133424_01.jpg

Załącznik:
IMG20231024134138.jpg

Załącznik:
IMG20231024154349.jpg

Załącznik:
IMG20231024155857.jpg

Załącznik:
IMG20231024161940.jpg


Co ciekawe, w wiosce uprawia się bawełnę.

Załącznik:
IMG20231024150808_01.jpg


Natomiast największą atrakcją jest przedstawienie ukazujące tradycyjną ceremonię tańca w maskach. Nasz spektakl rozpoczął się o czternastej (nie trzeba za niego dodatkowo płacić). Jego polskojęzyczny opis możecie znaleźć na tym blogu: https://www.pawlowski.cc/9698/korea-poludniowa-andong-maski-hahoe/. Z jednej strony jest zabawny, zwłaszcza, gdy krowa "obsikuje" publiczność wodą mineralną, z drugiej kogoś może przestraszyć, gdy jeden z bohaterów spektaklu pozbawia tę samą krowe zycia i wycina jej serce.

Załącznik:
VID20231024140918 - frame at 1m46s.jpg

Załącznik:
VID20231024141409 - frame at 1m3s.jpg

Załącznik:
VID20231024143707 - frame at 0m40s.jpg

Załącznik:
VID20231024145039 - frame at 0m14s.jpg


Po powrocie autobusem na parking, odwiedziliśmy jeszcze darmowe muzeum, które ma swojej kolekcji maski z całego świata. Dostaliśmy też mały prezent – w zamian za subskrypcję kanału muzeum na YT, można było sobie wybrać np. miniaturę tradycyjnej koreańskiej maski. Następnie czekało nas niecałe 2 godziny jazdy do Gyeongju, gdzie kolejne 2 noce mieliśmy spędzić w Hotel Palace Gyeongju (https://maps.app.goo.gl/1DgTNRuxeN2faABa7). Zapłaciliśmy za to w sumie 516 zł i myślę, że był to najlepszy nocleg podczas całej wyprawy. W pokoju oczyszczacz powietrza, nie jeden, a dwa komputery oraz 65-calowy telewizor z Netflixem w cenie – to częsty dodatek, z którym spotkaliśmy się w koreańskich hotelach. Była też szafa parowa, ale wtedy jeszcze my, nierozwinięci Europejczycy nie wiedzieliśmy co to i w jaki sposób się tego używa, więc do tego tematu wrócimy w jednym z kolejnych odcinków. W łazience natomiast wanna z hydromasażem oraz toaleta myjąca (polecam, bardzo ciekawe i przyjemne doświadczenie :D ). Bardzo wiele koreańskich hoteli ma na parterze zadaszony parking. Niestety w Gyeongju nie było już wolnego miejsca, ale za to obsługa wysłała nas na sąsiadujący z hotelem prywatny parking, za który nie musieliśmy płacić.

Załącznik:
IMG20231024200215.jpg

Załącznik:
20231024_201115.jpg

Załącznik:
IMG20231024202254.jpg


Wieczorem poszliśmy na kolejnego koreańskiego grilla. Nie jestem w stanie znaleźć lokalu na Google Maps, ale było to gdzieś w tym miejscu: https://maps.app.goo.gl/h7A4gjxdieqJ1t4N7. Zamówiliśmy 500 gram wieprzowiny z Jeju, którą sami mieliśmy usmażyć. Obsługa była bardzo miła – kelner pytał nas czy obowiązującym w Polsce językiem jest angielski :P Dostaliśmy też z prezencie otwieracz do butelek – być może dlatego, że wiedzieliśmy jaki mówi się „dziękuje” po koreańsku (może komuś się przyda – fonetycznie to „kamsamida”). Tutaj jedzenie było trochę droższe – zapłaciliśmy 44500 wonów (140 zł).

Załącznik:
20231024_210810.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 16 Gru 2023 22:20 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Dzień 7, środa (25.10.2023)

Nie jestem pewien czy dostrzegliście już mój zachwyt nad koreańskimi noclegami. Jeśli jeszcze nie, to wspomnę tylko, że są wspaniałe. Europejskie nie dorastają im do pięt – i nie mówię tu o komputerach w pokoju, które przydają się co najwyżej do sprawdzania map na ekranie większym od smartfona (logowanie się do konto w social media, czy sprawdzanie poczty raczej nie byłoby zbyt mądre na takiej publicznej maszynie). Ale o dużych telewizorach z Netflixem (a nie jakichś marnych 32-40 cali z europejskich drogich hoteli), oczyszczaczach powietrza, szafach parowych i dużej powierzchni pokoi. I to wszystko za cenę noclegu w pensjonacie w Polsce w czasach przed tym, gdy pewna choroba zatrzymała cały świat. Jest natomiast coś, czym hotele z naszego kontynentu biją Koreę na głowę, a mianowicie śniadania. W kilku miejscach, m.in. Hotel Palace Gyeongju, poranny posiłek był w cenie, ale szału nie robił. Tosty, plasterek sera żółtego, gotowane jajka i płatki z mlekiem – na wiele więcej nie mogliśmy liczyć. Azjaci bardzo tłumnie natomiast korzystali z oferowanych dań instant, które nam nie bardzo przypadły do gustu, mimo ich powszechności (były hitem nawet w saloniku na lotnisku Incheon).

O ile Seul i jego zabytki związane są głównie z dynastią Joseon, która rządziła Koreą od XIV do XIX wieku, to w Gyeongju możemy natknąć się na pozostałości związane z Państwem Silla, które zajmowało sporą część półwyspu do X wieku. Niektóre źródła mówią o tym, że Gyeongju w roku 750, było czwartym największym miastem na świecie, za Xi’an, Rzymem i Konstantynopolem.

Po skromnym śniadaniu, pojechaliśmy do klasztoru Bulguksa, gdzie wstęp był darmowy. Pierwsze świątynne budynki postawiono w tym miejscu w 528 roku. Później stawiono i dokonywano renowacji kolejnych budynków, również gdy dynastia Silla została zastąpiona przez Goryeo (po 935) i Joseon (po 1392). W 1592 roku Japończycy rozpoczęli inwazję Korei i po niepowodzeniu rozmów pokojowych, powtórzyli ją w 1597, aby po roku się wycofać. Bulguksa, jak i wiele innych zabytków w całym kraju, została wtedy zniszczona i Koreańczycy nie omieszkają o tym przypominać na tablicach, która omawiają historię wielu miejsc.

Na terenie świątyni znajdują się dwie pagody – prosta Seokgatap i bogato zdobiona Dabotap, która jest odwzorowana na monecie o nominale 10 wonów. Obok nich znajduje się główny budynek, zwany Daeungjeon.

Załącznik:
IMG20231025111946.jpg

Załącznik:
IMG20231025112154.jpg

Załącznik:
IMG20231025112206.jpg


Innym budynkiem jest Geungnakjeon Hall, przed którą znajduje się statua świni, która ma przynosić szczęście – azjatyccy turyści koniecznie chcieli jej dotknąć. Przepiękne są również różnokolorowe lampiony, na których wiesza się karteczki z modlitwami i prośbami.

Załącznik:
IMG20231025111411.jpg

Załącznik:
IMG20231025111636_01.jpg

Załącznik:
IMG20231025112444.jpg

Załącznik:
IMG20231025113912.jpg


Wychodząc ze świątynii, obok informacji turystycznej zauważyliśmy anglojęzyczne ulotki, w tym takie z miejscami na pieczątki. Można je zbierać na terenie ponad 30 atrakcji w Gyeongju i okolicach (również tych dalszych, jak wioska historyczna Yandong). Korzystający z książeczki PTTK, czy Korony Gór Polski wiedzą o co chodzi 😊 Następnym punktem programu była Seokguram Grotto, do której prowadzi bardzo widokowa i kręta trasa, bardzo przyjemna dla kierowcy. Dwuipółmetrowy posąg buddy jest imponujący, ale niestety nie można było robić zdjęć. Miejsce to, wraz z klasztorem Bulguksa, jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO od 1995 roku. Do obydwu z nich można było wejść za darmo, natomiast za parking płaciliśmy odpowiednio 1000 wonów w Bulguksa i 2000 pod Seokguram. Płatność kasjerowi, przy wyjeździe, można kartą. Przy wjeździe nie bierzemy żadnego biletu, tylko skanowane są nasze tablice rejestracyjne.

Później skierowaliśmy się do miejsca, gdzie znajdują się pięć królewskich grobowców. Pochowani są w nich założyciel dynastii Silla, król Hyeokgeose, jego żona, królowa Aryeong, syn, król Namhae, wnuk Yuri i prawnuk Pasa. Osoby te żyły na przełomie pierwszego wieku przed naszą erą i pierwszego naszej ery. Komory grobowe zbudowane są z drewna, a przykrywające je kopce, z kamienia. Interesujący był też spacer przez miejsce przypominające bambusowy las. Za wstęp zapłaciliśmy po 2000 wonów od osoby, a za parking 1000 (płatność w tym samym miejscu, co bilety wstępu). W cenie miła kasjerka puściła nam też film o atrakcji po angielsku.

Załącznik:
IMG20231025151624.jpg

Załącznik:
VID20231025152520 - frame at 0m46s.jpg


Kolejny punkt programu to pałac Donggung i staw Wolji. Był to jeden z głównych kompleksów pałacowych Królestwa Silla, później całkowicie zniszczony. Od lat 70-tych ubiegłego wieku trwały w tym miejscu wykopaliska i wszystkie obecnie istniejące budynki są zrekonstruowane. Szczególnie ładnie miejsce to wygląda ponoć po zmroku, ale my niestety byliśmy tam po południu. Wstęp – 3000 wonów od osoby, parking był za darmo.

Załącznik:
IMG20231025162255_01.jpg


Zatrzymaliśmy się również w okolicy mostu Woljeonggyo, który odbudowano w 2018 roku, jako największy drewniany most w Korei. Parking znajduje się po południowej stronie rzeki, a przekroczyć ją możemy zarówno wspomnianym mostem, jak i po kamieniach, które stanowią bardzo popularne miejsce do fotografowania się wśród turystów. Na północnym brzegu rzeki znajduje się natomiast tradycyjna wioska Gyochon – bardzo mała, ale chcieliśmy zdobyć pieczątkę, więc podjechaliśmy tam.

Załącznik:
IMG20231025170745.jpg

Załącznik:
IMG20231025174352.jpg


Po powrocie na nocleg znów zaparkowaliśmy na zewnętrznym parkingu (za darmo, bo na parterze hotelu nie było miejsca) i poszliśmy pieszo na Jungang Market. Większość stoisk zakupowych była już zamknięta, natomiast te ze streed foodem działały w najlepsze. Kilkanaście budek z jedzeniem, brak tłoku i mnóstwo stolików na środku – zdecydowanie polecam. W sumie wydaliśmy 28900 wonów (91 zł) i były w tym dwie porcje krewetek, jedna porcja kurczaka i jedno danie z wieprzowiną. Jest tanio, ale na koreańskim street fodzie raczej nie najesz się jedną porcją po całodziennym zwiedzaniu.

Załącznik:
IMG20231025201841.jpg

Załącznik:
VID20231025190423 - frame at 0m0s.jpg

Załącznik:
IMG20231025193616_01.jpg


Niestety nie udało nam się skorzystać z opcji, na którą decydowało się wielu Koreańczyków - mianowicie kupowali (lub wypożyczali) plastikowy pojemnik z czterema przegródkami i do tego kupony, które mogli wykorzystać na mniejsze porcje na czterech różnych stoiskach. Niestety instrukcja użycia była po koreańsku i zauważyliśmy ją już gdy byliśmy trochę pojedzeni, ale może ktoś z forumowiczów w przyszłości porwie się na dyskusję ze sprzedawcami i dowie się dokładnie jak to działa. Jeśli chodzi o płatności, to turysta zapłaci tylko gotówką, natomiast wydaje mi się, że Koreańczycy mają również coś podobnego do BLIKa albo niektórzy sprzedawcy pozwalają na płatność przelewem. Na poniższym zdjęciu po prawej widać informację o tym jak można zapłacić elektronicznie, a po lewej od tego pojemnik na wykorzystane kupony, o których przed chwilą wspominałem.

Załącznik:
IMG20231025195506.jpg


Wieczorem odwiedziliśmy jeszcze supermarket Top Mart, który podobał nam się dużo bardziej niż małe sklepiki, z których słynie Korea i które opisywałem w jednym z poprzednich odcinków.

Załącznik:
IMG20231025204040.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 16 Gru 2023 22:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 7407
HON fly4free
Co tego fragmentu:

"Jest natomiast coś, czym hotele z naszego kontynentu biją Koreę na głowę, a mianowicie śniadania",

zgłaszam zdanie odrębne :)

Co prawda nocowałem tylko w Seulu, ale w trzech różnych hotelach i w dwóch śniadania były albo bardzo dobre (Four Points Seoul Station), albo wręcz rewelacyjne (Hilton - być może już nieczynny), a w Moxy było powiedzmy OK, choć tylko w weekend, gdy był bufet (bo w dni robocze niestety serwowano zestaw).

Ale tak generalnie, relacja pierwsza klasa :)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 17 Gru 2023 23:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lip 2014
Posty: 1341
Loty: 106
Kilometry: 206 919
srebrny
BarneyGF napisał(a):
/1/ Komentarz do pliku: Trasa z Seulu, przez Garden of Morning Calm, do Andong
/2/ Komentarz do pliku: Trasa z Andong do Hahoe Folk Village, a następnie do Gyeongju
/3/ Komentarz do pliku: Przejście imitujące las bambusowy obok pięciu królewskich grobowców w Gyeongju

ad.1-2: z czego są te mapy? i czy toto ma wersję/opcje z alfabetem łacińskim?
ad. 3: możesz dać namiar GPS/GM na te bambusy w Gyeongju? przyglądam się temu miastu od dłuższego czasu i nie namierzyłem takiego lasku

Czy mieliście w planach te 2 miejsca: Gyeongju Tower 경주타워 oraz 중도타워 (wg. TłumaczaG to Wieża Jungdo) ???
(mapka: https://maps.app.goo.gl/CgfSpqpPtDrNNTjk9)
wizualnie mnie ciekawią, ale nie wiem czy na tyle, żeby tłuc się tam autobusem. Internety piszą, że przy Wieży Jungdo jest sporo wiśni i miejsce jest oblegane, gdy te kwitną.
_________________
Moje relacje: Bolonia & Trapani 2022Münster 2022
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 18 Gru 2023 10:47 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Co do map - są to screenshoty z webowej wersji KakaoMap. Niestety nie widzę, w wersji przeglądarkowej, innego alfabetu, niż koreański, ale aplikacja na Androida jest w sporej części przetłumaczona na angielski i pokazuje nazwy miejsc w alfabecie łacińskim. W kolejnych postach spróbuję używać zrzutów ekranu z telefonu.

Google Maps niestety nie obsługują wyznaczania tras samochodowych, ani pieszych w Korei. Sprawdzają się jedynie przy sprawdzaniu opinii na temat miejsc i ewentualnie tras transportem publicznym.
Z miejscowych, koreańskich aplikacji mapowych jest jeszcze Naver, ale mi do gustu bardziej przypadło Kakao.

Na Google Street View z 2017 roku widzę, że jeszcze tych bambusów nie ma, ale wydaje mi się, że to było gdzieś tutaj: https://maps.app.goo.gl/UurK8cQA5JTjJWkn7, na terenie zabytku "Five Royal Tombs", zwanego również "Oreung", lub "Oleung".

Raczej nie planowaliśmy tych dwóch wież, o których wspominasz, w Gyeongju skupiliśmy się głównie na historycznych miejscach, a i tak wszystkiego nie zobaczyliśmy.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
Raphael uważa post za pomocny.
 
 
#16 PostWysłany: 22 Gru 2023 23:25 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Dzień 8, czwartek (26.10.2023)

Załącznik:
Trasa_20231026.jpg


KakaoMap ma filtr, która pokazuje samoobsługowe stacje paliw. Ja natomiast wykorzystałem go, by znaleźć taką z obsługą (https://maps.app.goo.gl/unJtJktR12ZoudZ16). Na miejscu powiedziałem, że poproszę „full”, pracownik stacji zatankował, zapłaciłem kartą i jeszcze dostaliśmy gratis chusteczki. Litr benzyny kosztował około 1740 wonów (5,50 zł). Tego dnia trafiliśmy na najlepszą pogodą podczas całego wyjazdu. O ile na początku w Seulu było dość wietrznie i 10-15 stopni w ciągu dnia (a nocą nawet 3-5 stopni), to czwartek temperatura dochodziła do 24 stopni – mogliśmy chodzić w koszulkach z krótkim rękawem i wypróbować wentylowane fotele w Hyundaiu. Natomiast niedługo po naszym powrocie, 17 listopada tego roku spadł w Seulu pierwszy śnieg. A tę relację piszę pewnego wieczora, kilka dni przed Bożym Narodzeniem i widzę, że Seulczycy właśnie jadą do pracy, a ich termometry pokazują 14 stopni na minusie.

Po przejechaniu 90 kilometrów, co zajęło około godzinę, dotarliśmy do kompleksu Haedong Yonggungsa, położonego na urwistym skalistym zboczu nad oceanem. Napis nad wejściem mówi, że to najpiękniejsza świątynia w Korei, a ja nie zamierzam spierać się z tym stwierdzeniem. Po wejściu widzieliśmy plakat informujący, że co niedzielę, od 11.30 do 12.30 wydawane są darmowe posiłki, ale nie wiem na jakiej zasadzie to działa. Po zakończeniu zwiedzania pospacerowaliśmy jeszcze wzdłuż linii brzegowej i wróciliśmy na parking. Za trochę ponad 2 godziny postoju zapłaciliśmy 7000 wonów (22 zł). Obok parkomatu jest instrukcja obsługi po angielsku – wpisujemy numer rejestracyjny, płacimy kartą i można odjeżdżać.

Załącznik:
IMG20231026123447.jpg

Załącznik:
IMG20231026124505_02.jpg

Załącznik:
IMG20231026130300.jpg

Załącznik:
IMG20231026130416.jpg


Świątynia znajduje się w Busan, które jest drugim co do wielkości miastem w Korei, a mieszka w nim około trzy i pół miliona ludzi. Do naszego hotelu, w dzielnicy Nampo-dong, trzeba przejechać aż 30 kilometrów. Estakady prowadzące nad morzem są naprawdę imponujące – trzy razy musimy zapłacić za przejazd nimi – dwa razy po 1000 wonów i raz 1400.

Załącznik:
20231026_144850 - frame at 0m24s.jpg


Po około 45 minutach docieramy do trzygwiazdkowego Hound Hotel Premier Nampo, zarezerwowanego przez Agodę na jedną noc, za 216 zł bez śniadania (w tym kilkanaście PLN dopłaty za pokój z widokiem). Pierwsze co zaskakuje nas w hotelu, to windowy parking. W centrum Krakowa, przy ul. św. Marka, jeden z hoteli też taki posiada, ale osobiście nigdy z takiej infrastruktury nie korzystałem. Usługa parkingowa, jak to w Korei, była oczywiście w cenie pokoju. Najbardziej interesujące było natomiast to, że do windy wjeżdża się przodem, i również przodem się z niej wyjeżdża, więc samochody są w jakiś sposób obracane o 180 stopni. Takich zautomatyzowanych miejsc, gdzie można zostawić auto, było w naszej dzielnicy mnóstwo, czasami po kilka na każdej ulicy.

Załącznik:
VID20231026152043 - frame at 0m33s.jpg

Załącznik:
20231027_114150 - frame at 0m20s.jpg


Pokój w hotelu był bardzo w porządku. Z ciekawszych informacji, to umywalka była na korytarzu, a toaleta (inteligentna, jak przystało na Koreę) osobno od łazienki.

Załącznik:
IMG20231026223640.jpg

Załącznik:
IMG20231026155347_01.jpg


W czasie wojny koreańskiej, w roku 1950, worek pusański (którego nazwa pochodzi właśnie od miasta Busan) był małym obszarem, gdzie około stutysięczna armia północnokoreańska zepchnęła wojska ONZ (głównie południowokoreańskie i amerykańskie) w sile około 140 tysięcy żołnierzy. Agresywny sąsiad z północy nigdy jednak nie zdobył drugiego co do wielkości miasta w Korei Południowej i widać to po zabudowie. O ile ulice w Seulu są szerokie i często krzyżują się pod kątem prostym, to w Busan możemy poczuć się bardziej jak w Europie, bo pełno tutaj krętych i wąskich dróg.

Załącznik:
VID20231026161845 - frame at 0m20s.jpg

Załącznik:
IMG20231026173745.jpg


Po zameldowaniu w hotelu, autobus zawiózł nas krętymi uliczkami do Gamcheon Cultural Village. To zbudowana na wzgórzach dzielnica, pełna wąskich przejść i schodów oraz domów z barwnymi dachami. Do dzisiaj mieszka tutaj wiele osób, ale oprócz tego miejsce to jest popularną atrakcją turystyczną, gdzie można zarówno sobie powróżyć, jak i zjeść przeróżne przekąski. Pełno jest również murali na ścianach budynków.

Załącznik:
20231026_162210.jpg

Załącznik:
20231026_170810.jpg

Załącznik:
20231026_165510.jpg

Załącznik:
IMG20231026171117.jpg


Pojedynczy przejazd autobusem w Busan kosztował nas pomiędzy 1480, a 1550 wonów, a płacić można było kartą T-money, na tej samej zasadzie, co w Seulu (czyli przykładamy kartę przy wejściu, jak i przy wyjściu). Po wizycie we „wiosce”, pojechaliśmy na Jagalchi Market, znajdujący się niedaleko naszego hotelu. Jest to największy market z owocami morza w całym kraju. Byliśmy bardzo podekscytowani wizytą tam, ale szczerze mówiąc trochę się zawiedliśmy. Do tej pory raczej nas nie zaczepiano, a społeczeństwo koreańskie, mimo że ekstremalnie pomocne i miłe, to wydawało się bardziej cenić swój introwertyzm, niż ewentualny zarobek na turystach. Natomiast na Jagalchi najmniejsza tylko oznaka zainteresowania jakimś egzotycznym i ogromnym krabem, krewetką, czy homarem, powodowała, że sprzedawczynie brały do ręki sitko i pytały ile z nich chcemy kupić. Tak, kupić, bo o ile na parterze znajdują się stoiska wypełnione owocami morza, to na piętrze mogą nam od razu przygotować z nich posiłek. Ceny nie są niskie – my nie skorzystaliśmy (kraby były głównie z Rosji, nie chcieliśmy się udławić), ale wydaje mi się, że równowartość 100 zł za osobę, to minimum, jeśli chcemy tam zjeść.

Załącznik:
20231026_181239.jpg

Załącznik:
IMG20231026181249_01.jpg

Załącznik:
20231026_181919.jpg

Załącznik:
20231026_182016.jpg


Obok Jagalchi znajdują się BIFF Square i BIFF Street. Ich nazwa pochodzi od Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Busan (BIFF – Busan International Film Festiwal), który odbywa się co roku na początku października. Znajduje się tutaj mnóstwo sklepów, knajpek, stoisk ze street foodem oraz budek, gdzie swoje usługi oferują wróżbici. My sobie nie powróżyliśmy, ale jedzenia nie mogliśmy sobie odmówić. Zdecydowaliśmy się na porcję pierogów z mięsem i dodatkiem surówki (6000 wonów, czyli 19 zł), szaszłyk z krewetkami (6000 wonów) szaszłyk z kurczaka (4000 wonów, czyli 13 zł), a na deser hotteok z orzeszkami (po 2000 wonów za jeden). O tym przysmaku będzie jeszcze w którejś z kolejnych części relacji.

Załącznik:
VID20231026183518 - frame at 0m38s.jpg

Załącznik:
VID20231026184111 - frame at 0m0s.jpg

Załącznik:
VID20231026185601 - frame at 0m2s.jpg

Załącznik:
VID20231026185754 - frame at 0m2s.jpg


Jako że nie było jeszcze bardzo późno i byliśmy jeszcze trochę głodni, to poszliśmy zwiedzić jeszcze inne markety w okolicy, które wcześniej zaznaczyliśmy sobie na KakaoMap. Po wizycie w Tajlandii, gdzie wiele miejsc tego rodzaju nawet nie otwiera się przed osiemnastą, stereotypowo uznałem, że market, to przecież nocny market. Natomiast w Korei działa to trochę inaczej – na Bupyeong Market, który odwiedziliśmy, widzieliśmy tablicę informującą, że to pierwszy nocny market w tym kraju (nie wiem na ile do prawda). Po drodze natomiast niech Was nie przestraszą, kompletnie puste alejki, z zamkniętymi stoiskami, w których na co dzień sprzedaje się pościel, garnki, czy inne szwarc, mydło i powidło, ale o dziewiętnastej na nich nikogo już nie ma. Trzeba przespacerować się tymi opuszczonymi ulicami, żeby na końcu trafić na nagrodę, a mianowicie stoiska ze street foodem, otwarte wieczorem. Tutaj szaszłyk z kurczaka kosztował jeszcze mniej, 3500 wonów (11 zł). Zamówiliśmy też takoyaki, czyli pochodzące z Japonii smażone kulki z ciasta i ośmiornicy, za 4000. I to by było na tyle atrakcji tego dnia. Muszę tutaj mocno pochwalić lokalizację hotelu, gdyż znajduje się on zaraz obok tych wszystkich ulic pełnych neonów, ledów (uwielbiam być nimi przebodźcowany :D ) oraz stoisk ze street foodem i zwykłych knajp, czy grilli, jeśli ktoś ma na takie ochotę.

Załącznik:
20231026_193849.jpg

Załącznik:
VID20231026195138 - frame at 0m0s.jpg

Załącznik:
VID20231026195242 - frame at 0m1s.jpg

Załącznik:
IMG20231026203908.jpg

Załącznik:
VID20231026210637 - frame at 0m34s.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#17 PostWysłany: 31 Gru 2023 16:54 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Dzień 9, piątek (27.10.2023)

Załącznik:
Trasa_20231027.jpg


Zobaczyliśmy już Seul, Hahoe Folk Village, Gyeongju i Busan. Spróbowaliśmy koreańskiego grilla i wielu dań na street foodzie. Plan minimum na Koreę został zrealizowany – teraz trzeba tylko wrócić do stolicy i jeśli się uda, zobaczyć jeszcze coś ciekawego po drodze. Nocleg mieliśmy zarezerwowany w Jeonju i pierwotny plan zakładał, że rano opuścimy Busan i w ciągu dnia zobaczymy jeszcze jakąś świątynię w górach, których sporo zaznaczyłem na KakaoMap. Natomiast dzięki temu, że mieliśmy auto i żadne bilety na transport publiczny nas nie ograniczały, mogliśmy zmienić zamiary i zostać dłużej w drugim największym mieście Korei, które bardzo nam się spodobało.

Śniadanie zjedliśmy w lokalu sieci Angel-in-us, która należy do…a jakże czebola Lotte. Dwie kawy i dwie kanapki to wydatek 20600 wonów (ok. 65 zł). Następnie doładowaliśmy kartę T-money na stacji metra, wymeldowaliśmy się z hotelu i pojechaliśmy na parking znajdujący się w budynku dolnej stacji kolejki linowej Songdo (https://maps.app.goo.gl/RqMKTGAX3cqXSb1D7). Podróż tą atrakcją w dwie strony kosztuje 17 tysięcy wonów, albo 22 tysiące (69 zł), jeśli chcemy, żeby nasz wagonik miał przeszkloną podłogę. My zdecydowaliśmy się dopłacić.

Załącznik:
IMG20231027123733.jpg

Załącznik:
IMG20231027135840.jpg


Na górze można oczywiście kupić pamiątki, czy coś zjeść, ale również podziwiać kilka pomników poświęconych tematyce „Małego Księcia”. Znajduje się też tam park z imitacjami dinozaurów, oraz z trasami spacerowymi, skąd można podziwiać m.in. statki oczekujące na wejście do portu w Busan (to szósty największy port na świecie).

Załącznik:
IMG20231027125628.jpg

Załącznik:
20231027_131017.jpg

Załącznik:
IMG20231027135048.jpg


Po zjechaniu na dół, naszą uwagę przykuwają zakryte folią samochody, zaparkowane nad oceanem – do dzisiaj nie mam pojęcia z jakiego powodu. Na plaży Songdo trwała też jakaś impreza i na stoiskach ze street foodem mogliśmy zjeść szaszłyk i kiełbasę. Zapłaciliśmy za to 9000 wonów (ok. 28 zł). Ciekawy był system płatności – sprzedawcy nie przyjmowali gotówki, tylko kupony kupione w kasie. Na szczęście kasa przyjmowała również karty płatnicze. Ważna uwaga – jeśli zaparkujecie na parkingu w dolnej stacji kolejki, to przy wyjeździe pokażcie kasjerowi bilety na samą kolejkę – wtedy pierwsza godzina parkingu będzie za darmo. Warto z tego skorzystać, gdyż parking nie jest tani – 500 wonów za każde 10 minut (czyli 3000 wonów za godzinę – aż 9 zł).

Załącznik:
IMG20231027141059.jpg

Załącznik:
IMG20231027142210_01.jpg


250 kilometrów do Jeonju niestety zajęło nam prawie 4 godziny – o ile trasa była w miarę pusta, to przejazd przez samo Jeonju, do naszego hotelu, zajął prawie godzinę, cały czas w korkach. Tej nocy jedyny raz podczas wyjazdu skorzystaliśmy z Bookingu, a nie Agody i był to też jedyny nocleg, za który płaciliśmy na miejscu. Kosztował nas 67500 wonów (213 zł) i w cenie był zadaszony parking oraz bardzo skromne śniadanie – które niestety trzeba było sobie zanieść do pokoju i tam zjeść, gdyż w obiekcie nie było jadalni. Hotel jest położony w dzielnicy pełnej klubów nocnych (przeznaczonych raczej dla panów), co można zauważyć czytając opinie na jego temat, ale nam to w ogóle nie przeszkadzało :P Mimo że był piątek, to było tam bardzo mało ludzi, i jak w całej Korei, nie ma powodów by nie czuć się bezpiecznie.

Wieczorem poszliśmy na kolejnego koreańskiego grilla – tym razem do lokalu prowadzonego przez starsze małżeństwo, który miał dobre opinie (https://maps.app.goo.gl/SANwLEiZbgdjTmd4A). Zamówiliśmy wołowinę Bulgogi. Dodatków może nie było aż tyle, co w lokalach wspomnianych wcześniej, ale posiłek był bardzo smaczny. Natomiast było to jedyne miejsce, gdzie nie zadziałała płatność kartą kredytową PKO BP Visa Infinite. Musiałem skorzystać z debetówki z Aion Bank i wtedy płatność na 36 tysięcy wonów (113 zł) przeszła bez problemów. Po kolacji poszliśmy jeszcze na spacer po mieście, aby zobaczyć 40-piętrowe budynki mieszkalne.

Załącznik:
IMG20231027204412.jpg

Załącznik:
IMG20231027214845~2.jpg


Wieczorem w pokoju korzystamy jeszcze z szafy parowej, czyli bardzo użytecznego urządzenia, które mieliśmy w wielu pokojach podczas wyjazdu, i które sprawi że Wasze ubrania, zamiast zapachów street foodu, będa miały amorat jakby dopiero opuściły pralnię. Sprawdzałem ceny tego sprzętu w Polsce i zarówno LG, jak i Samsung kosztują ponad 6 tysięcy złotych. Zdecydowanie polecam skorzystać podczas wycieczki do Korei – na YouTube można znaleźć informacje jak użyć tego wynalazku. Powinien być też on podłączony do prądu w taki sam sposób, jak lodówka i działać również po wyjściu z pokoju i zabraniu karty ze sobą.

Załącznik:
20231024_201115.jpg

Załącznik:
IMG20231028080939.jpg

Załącznik:
IMG20231028180205.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez BarneyGF, 02 Sty 2024 21:21, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
Raphael uważa post za pomocny.
 
 
#18 PostWysłany: 02 Sty 2024 14:28 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Dzień 10, sobota (28.10.2023)

Załącznik:
Trasa_20231028.jpg


Rano schodzimy do recepcji Hotelu LABE, zabieramy jakieś tosty i jajka i zabieramy je do pokoju – jak wspomniałem obiekt niestety nie ma jadalni, ale za to śniadanie jest w cenie noclegu. Trzy kilometry od hotelu znajduje się główna atrakcja miasta, a mianowicie Jeonju Hanok Village. Jest sobota, więc w przeciwieństwie do dni roboczych, parkingi nie są w połowie puste, ale wręcz nie ma na nich miejsca, a turystów jest mnóstwo. Główny parking znajduje się tutaj: https://maps.app.goo.gl/h1XJFZspAbC8PPhz9, natomiast w sobotę, zwłaszcza po południu, kolejka do wjazdu miała kilkadziesiąt samochodów. Nam natomiast udało się za darmo zaparkować w tym miejscu: https://maps.app.goo.gl/32rGfnqiDn483yG87, pod jakimś urzędem, albo placówką edukacyjną. Niestety tablice z informacjami czy można tam parkować, były dość niejasne. Nie do końca pomogły również aplikacje do tłumaczenia. Podczas wyjazdu używaliśmy zarówno Google Translate, jak i DeepL oraz koreańskiego Papago, stworzonego przez firmę Naver. Nie jestem w stanie określić, która z nich sprawdza się najlepiej, polecam wyjazd z zainstalowanymi wszystkimi trzema. Zaczepiona Koreanka powiedziała natomiast, że parking jest darmowy i że można tu zostawić auto, więc zaryzykowaliśmy. Do dzisiaj nie jestem pewien jakie reguły tam obowiązują, ale wydaje mi się, że od poniedziałku, do piątku parkować mogą (albo nie mogą, nie mam pojęcia) tylko samochody z określonymi numerami rejestracyjnymi, oraz że zakazane jest parkowanie od 21 do 8 rano.

Załącznik:
IMG20231028111431.jpg

Załącznik:
IMG20231028111434.jpg


Jeonju było stolicą królestwa Hubaekje, założonego w dziesiątym wieku. W samej wiosce znajduje się ponad 800 tradycyjnych budynków (hanoków). W jednym z nich trafiliśmy na konkurs artystyczny dla dzieci. W hanokach można przenocować, natomiast trzeba być przygotowanym na fakt, że być może zamiast łóżka, trzeba będzie spać na materacu futon, położonym bezpośrednio na podłodze. Nie będzie też wcale taniej, niż w hotelu, a wręcz przeciwnie, no i w zabytkowych dzielnicach noclegi nie dysponują parkingiem.

Następnie kierujemy się na Taejoro Road, pełną turystów i atrakcji. Najbardziej zainteresowały mnie nie zabytki, ale propagandowa wystawa po chińsku, a więc skierowana do chińskich turystów, która miała dezawuować rządzącą tam partię. Po zagłębieniu się w lekturę plakatów, okazało się, że została ona przygotowane przez wyznawców Falun Gong – chińskiej praktyki duchowej, łączącej medytację i ćwiczenia. Powstała w 1992 roku, od 1999 roku spotyka się z prześladowaniami ze strony władz. O ile sama idea takiej propagandy mi się podoba, bo Chińczycy są największą grupą zagranicznych turystów w Korei i nikt nie powinien podlegać prześladowaniom, ze względu codzienne praktyki, religijne, czy nie (przecież w demokratycznym państwie nikomu nie przyszłoby do głowy zabraniać uprawiania np. jogi, tylko dlatego, że praktykujący ją, mogą stanowić potencjalne zagrożenie dla rządzących), to jednak niektóre z zaprezentowanych tez wpisywały się w teorie spiskowe. Nie podejmuje się weryfikacji, które z nich są prawdziwe, a które nie, jedynie wymienię niektóre z informacji, które znalazły się na plakatach:
  • celowo zatajano informacje na temat tego, co stało się w Wuhan na początku 2020 roku i przez to wiadoma choroba mogła się rozprzestrzenić
  • komunizm co prawda upadł we wschodniej Europie, ale jego widmo nadal rządzi światem
  • czym była masakra na Placu Niebiańskiego Spokoju w 1989 roku
  • nie tylko praktykujący Falung Gong, ale również turyści koreańscy w Państwie Środka są porywani, w celach handlu narządami
  • praktykowanie Falun Gong wzmacnia odporność i kilkukrotnie przedłuża życie chorym na nowotwory
  • informacje o tym, że kraje anglosaskie będą sankcjonować osoby zaangażowane w prześladowanie wyznawców Falun Gong
  • i najbardziej spiskowe – dlaczego akurat w Wuhan się zaczęło wiadomo co – bo właśnie tam pobierano narządy od zwolenników Falung Gong i to kara jaką niebo wymierza ludziom.

Załącznik:
20231028_113144-EFFECTS.jpg

Załącznik:
IMG20231028115138.jpg

Załącznik:
IMG20231028115353.jpg


Większość Koreańczyków z południa, nie wyznaje żadnej religii, ale kilkanaście procent z nich jest protestantami i kolejne kilkanaście buddystami. Kolejne ponad 10 procent to rzymscy katolicy, w tym obecny prezydent Yoon Suk-yeol oraz poprzedni Mun Jae-in. Wspominam o tym, gdyż z Jeonju zobaczyliśmy katedrę z początku dwudziestego wieku. Dla turysty z Europy, gdzie kościół jest na co drugiej ulicy każdego zabytkowego miasta, to może nie jest atrakcja, ale warto było zobaczyć – wystrój nie różni się znacząco od tego, co wszyscy znamy. Jako że zbliżała się pierwsza rocznica tragedii w dzielnicy Itaewon w Seulu (o której wspominałem w jednym z poprzednich wpisów), to w pobliżu katedry miał miejsce protest przeciwko bierności władz w tej sprawie.

Załącznik:
IMG20231028120345.jpg

Załącznik:
IMG20231028123120.jpg


Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się nad rankingiem pt. „który kraj na świecie można określić jako najbardziej słodki” (i nie chodzi tutaj o jedzenie), to Korea z pewnością powinna zająć jedno z czołowych miejsc. Podczas wizyty w tym kraju łatwo można natknąć się np. na sklepy Kakao Friends, które sprzedają produkty oparte na emotikonach z aplikacji KakaoTalk.

Załącznik:
IMG20231028122644.jpg

Załącznik:
20231028_123337.jpg


Jeonju nazywane jest kulinarną stolicą Korei, więc następnie skierowaliśmy się na Nambu Market (https://maps.app.goo.gl/LFJdZxiezG7pbfQF6), aby coś zjeść. Po raz kolejny w trakcie wyjazdu naszym łupem padł hotteok, czyli bardzo słodkie drożdżowe placuszki, smażone na oleju. Kupiliśmy jednego o smaku oreo i jednego z nasionami, bodajże chia. Uwielbiam tę przekąskę, ale ma ona jedną wadę – wszędzie podają ją w jednorazowych kubeczkach (takich jak w automatach do wody), więc nie do końca wygodnie się ją je. Za dwa placki zapłaciliśmy 5000 wonów (16 zł). Po powrocie kilka osób pytało mnie, czy nie zatruliśmy się street foodem. I mogę tylko powiedzieć, że absolutnie nie – sprzedawcy w Korei dbają o higienę i na niektórych stoiskach widzieliśmy, że klient powinien sam wrzucić pieniądze do przygotowanego koszyka i samemu wydać sobie resztę, tak by obsługa nie dotykała jednocześnie naszego jedzenia i banknotów. Ja kupiłem sobie jeszcze sok z trzciny cukrowej za 4500 wonów (tutaj można było płacić kartą, mimo że byliśmy na markecie) – nie do końca koreański napój, ale godziny spędzone na oglądaniu polskich youtuberów-podróżników, nie pozwoliły mi się powstrzymać przed spróbowaniem.

Załącznik:
20231028_125700.jpg

Załącznik:
20231028_130924.jpg

Załącznik:
IMG20231028130110.jpg


Tego popołudnia czekało nas jeszcze 190 kilometrów trasy do Suwon, co zajęło nam trzy godziny, głównie ze względu na korki, tym większe, im bardziej zbliżaliśmy się do stołecznej aglomeracji. Suwon to milionowe miasto, będące stolicą Gyeonggi, najbardziej zaludnionej koreańskiej prowincji (Seul jest miastem wydzielonym). Nocleg zarezerwowaliśmy przez Agodę, dzień wcześniej (wszystkie inne mieliśmy zaplanowane jeszcze przed wyjazdem), bo do końca nie wiedzieliśmy czy i co jeszcze będziemy zwiedzać po drodze. Wybraliśmy czterogwiazdkowy Amour Hotel, za 249 zł. W cenie był oczywiście parking podziemny. Jeśli ktoś chciałby skorzystać ze śniadania, to oferowano je za 10-12 tysięcy wonów, a obiekt posiadał również mini siłownię i pralnię (my nie korzystaliśmy). Na wyposażeniu pokoju był duży telewizor, komputer (a monitor nawet z zakrzywionym ekranem), lodówka, mikrofala, szafa parowa i „inteligentna” toaleta. O oczywistych czajniku, suszarce, czy klimatyzacji nawet nie wspominam.

Załącznik:
20231028_173031.jpg

Załącznik:
IMG20231028175111.jpg

Załącznik:
IMG20231028180112.jpg

Załącznik:
IMG20231028181639.jpg


W koreańskich miastach bardzo często spotyka się przejścia dla pieszych, którymi można przejść skrzyżowanie na skos. Mimo wielkiej miłości Koreańczyków do aut (zwłaszcza tych dużych), nie zauważyłem, żeby powodowało to jakieś korki, a dla pieszych jest sporym ułatwieniem.

Załącznik:
IMG20231028192911.jpg


Obiadokolację postanowiliśmy zjeść w pobliskim centrum handlowym Homeplus Yeongtong Branch (https://maps.app.goo.gl/r8c7nUrNJC7GmD5L8). Na parterze (albo na pierwszym piętrze, dokładnie już nie pamiętam) znajduje się wiele lokali z jedzeniem. Zamawia się na ekranie dotykowym, a następnie płaci kartą i otrzymuje wydruk z numerem. Odpowiednio stoisko powinno otrzymać nasze zamówienie i na podstawie tego wydruku możemy je odebrać w ciągu kilku minut. Pewnym utrudnieniem jest to, że wszystkie ekrany obsługują jedynie język koreański, ale na szczęście wszystkie potrawy mają obrazki, więc z pomocą aplikacji do tłumaczenia nie powinno być problemów z wyborem. Podobnie jak w restauracji w Garden of Morning Calm, wodę można było sobie samemu nalać za darmo, do metalowych, wielorazowych (pochwała za ekologię) kubeczków. Niestety tylko bardzo, bardzo zimną – gorąca została wyłączona ze względu na wypadki z poparzeniami (a przynajmniej tak napisano na kartce obok automatu). Za dwa bibimbapy z poniższych zdjęć zapłaciliśmy 17 tysięcy wonów (ok. 54 zł). Po jedzeniu poszliśmy jeszcze obejrzeć sklepy znajdujące się na wyższych piętrach. Polecam podczas wizyty w Korei odwiedzić klasyczny supermarket i tam kupić jakies przysmaki, które można przywieźć do Polski. Wybór będzie zdecydowanie większy, niż w sklepikach typu 7-Eleven, a ceny niższe. Każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie - chociażby Lotte produkuje wiele słodkości bez cukru. Jeśli będziecie mieli okazję, to wejdźcie też do elektromarketu. O ile te nasze mają na wystawach głównie chłam, którego nikt by w internecie nie kupił, to w koreańskich będziecie mogli zobaczyć na wystawie te wszystkie szafy parowe, wielkie oczyszczacze powietrza i elektroniczne inteligentne deski klozetowe. Niestety nie mam zdjęć ze sklepów, ale i tak polecam.

Załącznik:
IMG20231028201403.jpg

Załącznik:
IMG20231028201251.jpg

Załącznik:
IMG20231028201728.jpg

Załącznik:
IMG20231028201731.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#19 PostWysłany: 03 Sty 2024 23:31 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Dzień 11, niedziela (29.10.2023)

Nasz hotel w Suwon położony był niedaleko głównej siedziby Samsung Electronics, najbardziej zyskownego oddziału tego koreańskiego czebola. Natomiast zabytkowa część, w tym forteca Hwaseong, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, leżała kilka kilometrów dalej. Rano więc opuściliśmy hotel i pojechaliśmy szukać jakiegoś parkingu. Niestety po godzinie jedenastej wszystkie były już w pełni zajęte i praktycznie przed każdym ustawiała się kolejka do wjazdu. Na początku chwilę pokrążyliśmy, ale w końcu również my ustawiliśmy się w kolejce na parking Suwon Museum of Art (https://maps.app.goo.gl/Q9ndzaNToc1rzYuu5). Po około 20 minutach oczekiwania udało nam się wjechać i udaliśmy się na spacer oraz późne śniadanie w Ediya Coffee (https://maps.app.goo.gl/7xEAaGS6B1G6vfWq5). Dwie kanapki i kawa to wydatek 12700 wonów (40 zł). Do tego skusiliśmy się na sprasowanego croissanta za 3300 wonów (10 zł) - w ciągu minionych kilku dni widzieliśmy ten produkt kilkukrotnie. Na TikToku i Reddicie również znalazłem wpisy o nim, więc być może to rzeczywiście jakiś koreański hit ostatnich lat.

Załącznik:
IMG20231029130923.jpg


Na południowy-wschód od bramy Paldalmun (jednej w czterech bram fortecy w Suwon) rozciąga się bardzo wiele marketów (https://maps.app.goo.gl/LDG7b3SSQiGjuM6C9), na których można kupić dosłownie wszystko – od odzieży i biżuterii, przez żywe kraby, po możliwość zjedzenia czegoś na stoiskach ze street foodem. W Korei nie obowiązuje zakaz handlu w niedzielę, więc południe, tego dnia, to bardzo dobry moment na wizytę w takim miejscu. Najbardziej sposobał nam się Jidong Market, która jest ogromną przestrzenią restauracyjną, gdzie można zjeść potrawy przygotowywane na wielu stoiskach. Nie byliśmy jeszcze głodni, a ruch był dość duży, ale jeśli kiedyś jeszcze uda mi się odwiedzić Suwon, to posiłek w tym miejscu z pewnością będzie jednym z punktów programu.

Załącznik:
VID20231029132224 - frame at 0m8s.jpg

Załącznik:
20231029_132811.jpg

Załącznik:
VID20231029133507 - frame at 0m24s.jpg

Załącznik:
VID20231029133737 - frame at 0m16s.jpg

Załącznik:
VID20231029133737 - frame at 0m42s.jpg

Załącznik:
VID20231029135602 - frame at 0m3s.jpg

Załącznik:
VID20231029135602 - frame at 0m15s.jpg


Niestety po samej fortecy nie udało nam się pospacerować. Wróciliśmy na parking, poszliśmy do parkomatu, aby zapłacić i niestety okazało się, że żadna z kart płatniczych nie działa (a miałem kilkanaście różnych). Podczas moich prób cena za postój wzrosła z początkowych 4500, przez 4800, na 5100 wonów. Na szczęście pewna Koreanka akurat pojawiła się przy parkomacie i przy pomocy Google Translate poprosiliśmy ją, żeby zapłaciła swoją kartą, a my oddamy jej gotówkę (chcieliśmy dać 6 tysięcy, wzięła tylko 5). Po raz kolejny okazało się, że stereotypy na temat skrytości Koreańczyków i ich zamknięcia na obcokrajowców, głoszone przez niektórych YouTuberów, to nieprawda, a na pewno nie wobec turystów, którzy potrzebują pomocy.

Załącznik:
IMG20231029143331.jpg


Nasz hotel – czterogwiazdkowy Orakai Daehakro znajduje się w okolicy Gwangjang Market i pałacu Changgyeonggung, a więc niedaleko największych, zabytkowych atrakcji stolicy. Trasa spod fortecy w Suwon, to 42 kilometry, które zajęły nam półtorej godziny. Nocleg zarezerwowany był przez Agodę i kosztował 406 zł. O ile podczas wizyty w Seulu na początku wyjazdu, ceny pokoi były horrendalne, to tutaj świadomie dopłaciliśmy, jako że była to nasz ostatnia noc w Korei. Natomiast jeśli dobrze pamiętam, to dało się znaleźć coś dość przyzwoitego, w niezłej lokalizacji, za trochę ponad połowę tej kwoty.

Parking podziemny dla gości jest za darmo (wjeżdżamy bez pytanie, a przy zameldowaniu trzeba podać numer rejestracyjny auta), co jest dużą zaletą, bo dla osób z zewnątrz kosztuje aż 1000 wonów za każde 10 minut (czyli równowartość ok. 18 zł za godzinę). Co zabawne (ale ktoś może uznać, że nawet trochę seksistowskie), część miejsc jest pomalowana na różowo i chyba przeznaczona dla kobiet. Sam pokój jest bardzo ładny, ale nie ma tych elementów wyposażenia, którymi zachwycałem się w poprzednich częściach relacji, poza Seulem.

Załącznik:
IMG20231029162526.jpg

Załącznik:
IMG20231030091335.jpg

Załącznik:
IMG20231029165206.jpg


Po zakwaterowaniu przyszła pora na zwrot naszego Hyundaia, który świetnie się spisał podczas zwiedzania Półwyspu Koreańskiego. Korków nie ma i po 20 minutach jazdy jesteśmy już po drugiej stronie rzeki Han, w dzielnicy Gangnam. Na podstawie KakaoMap myślałem, że będzie to stacja z obsługą, niestety okazało się, że musimy poradzić sobie sami. A nie jest to takie łatwe – jedynym dostępnym językiem jest koreański, a ekranów do przejścia jest więcej, niż przy instalacji programu w systemie Windows. W dodatku niektóre z nich będą zaskoczeniem dla europejskiego turysty, bo proszą o dotknięcie podkładki anty-statycznej, czy pytają na ile rat rozłożyć płatność. W dodatku jeśli zbyt długo będziemy czekać między płatnością, a tankowaniem, trzeba będzie rozpoczynać od nowa, a na karcie zostaną dwie blokady (co może być problemem jeśli ktoś ma niski limit na karcie). Na szczęście Koreańczycy, widząc że nie jesteśmy biegli w obsłudze ich stacji, byli pomocni i wsparli nas.

Załącznik:
IMG20231029175409.jpg

Załącznik:
IMG20231029175442.jpg

Załącznik:
IMG20231029175502.jpg

Załącznik:
IMG20231029175519.jpg

Załącznik:
IMG20231029175534.jpg

Załącznik:
IMG20231029175556.jpg

Załącznik:
IMG20231029175625.jpg

Załącznik:
IMG20231029175646.jpg


Po kilkunastu minutach od ciekawego tankowania dojeżdżamy do siedziby Lotte Rent-a-car i oddajemy auto. Obsługa jest bardzo miła i dodatkowo informuje nas, że dostaniemy zwrot za niewykorzystane godziny (rezerwację mieliśmy do 21, a jest dopiero 18.30). Przy wypożyczaniu auta z systemem bezkluczykowym, pamiętajcie aby oddać kluczyki! Stacyjki nie ma, więc trzyma się je cały czas w kieszeni i można zapomnieć 😊 Po zdaniu auta idziemy do pobliskiej restauracji Obongjip Samsung i zamawiamy ośmiornicę. Za porcję dla dwóch osób płacimy 26 tysięcy wonów (82 zł). Dodatki można sobie dobierać do woli, bez dodatkowych opłat.

Załącznik:
IMG20231029184352.jpg


Następnie metro zabiera nas pod Lotte World Tower – najwyższy budynek nie tylko w Korei, ale we wszystkich krajach OECD i szósty najwyższy na świecie. Ma 123 naziemne piętra i całkowitą wysokość 555 metrów. Wikipedia mówi, że marzeniem Shin Kyuk-ho, czyli założyciela firmy Lotte, była właśnie budowa takiego budynku. Udało mu się to w 2016 roku, a w 2020 roku zmarł. Bilety na taras widokowy – Seoul Sky, który znajduje się na najwyższych piętrach, dostaliśmy za darmo za to, że wypożyczyliśmy auto w Lotte, w jednym z oddziałów w Seulu, na ponad 72 godziny. Zastanawialiśmy się czy będzie kolejka do wejścia, ale w niedzielny wieczór turystów nie było wielu i w ogóle nie czekaliśmy na wjazd.

Załącznik:
IMG20231029202318.jpg

Załącznik:
IMG20231029204729.jpg

Załącznik:
IMG20231029204809.jpg

Załącznik:
IMG20231029211628.jpg


To już ostatnia atrakcja tego dnia. Po wyjściu z metra, w drodze do hotelu, przechodzimy przez Gwangjang market, który odwiedziliśmy tydzień wcześniej, i który opisałem w poście na temat dnia nr 3. Wtedy, w sobotni wieczór, nie dało się tam przecisnąć. Teraz, w niedzielę, około dwudziestej drugiej, miejsce to jest prawie puste. Działają jedynie stoiska ze street foodem, z których korzystają nieliczni obcokrajowcy. My też skusiliśmy się na ostatni hotteok w czasie wyjazdu, tym razem po zaledwie 1500 wonów (5 zł) za sztukę.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 06 Sty 2024 14:39 

Rejestracja: 11 Lis 2015
Posty: 457
niebieski
Bonus – motoryzacja w Korei

Zanim zakończę relację, to postanowiłem dodać pewien bonus o koreańskich samochodach. Jeśli kogoś nie interesuje ten temat, to zapraszam do kolejnego posta, który będzie ostatnim, albo przedostatnim. Pierwsza rzecz, która zwraca uwagę, to piankowe odbojniki na drzwiach prawie wszystkich samochodów. Nie jestem estetą, ale jak dla mnie wyglądają okropnie :P Ich użycie może natomiast uzasadniać to jak wiele aut mają Koreańczycy i jakie one są duże w tak gęsto upakowanym kraju. W Korei, w przeciwieństwie do Polski, samochody mają też przyciemniane wszystkie boczne szyby.

Załącznik:
IMG20231026122745.jpg


Korea Południowa ma powierzchnię około 100 tysięcy kilometrów kwadratowych, na której żyje ponad 52 miliony osób. Daje to imponującą gęstość zaludnienia ponad 500 osób na kilometr kwadratowy. To dużo więcej niż najgęściej zaludniona spośród krajów europejskich, Holandia (z tym że Holandia jest płaska jak stół, a dużą część Korei zajmują góry). Mimo to Koreańczycy kupują podobną ilość aut, co liczniejsze narody, jak Francuzi, czy Włosi. W tym azjatyckim kraju w 2018 roku sprzedało się ponad 1,8 mln nowych samochodów, w 2023 będzie ich niewiele mniej (oficjalnych danych jeszcze nie ma). Z tego ponad 85% to pojazdy produkcji krajowej.

Stereotypowo mogłoby się wydawać, że w Korei ludzie jeżdżą jakimiś małymi kei-carami, ale w rzeczywistości takich aut jest bardzo mało. Są to przede wszystkim Kia Morning (znana u nas Picanto) i ewentualnie oparte na nich Kia Ray, podobna do japońskich kei-carów oraz Hyundai Casper, stylizowany na podwyższonego crossovera. Ten ostatni model można wypożyczyć w niektórych oddziałach Lotte. W Korei istnieją ulgi podatkowe dla samochodów krótszych, niż 360 cm i węższych niż 160 cm i wszystkie te trzy modele (oraz wszystkie dotychczasowe generacje Picanto) mają wymiary zaledwie o kilka milimetrów mniejsze. Ciekawym rozwiązaniem w przypadku modelu Ray jest to, że drzwi po lewej stronie są otwierane normalnie, a po prawej tylne są odsuwane i nie ma w ogóle środkowego słupka.

Załącznik:
IMG20231026122443.jpg

Załącznik:
IMG20231028124131.jpg


W Korei nie istnieją samochody w nadwoziu kombi. Kiedy Kia sprzedawała u nas model Optima (jeszcze do 2020 roku), to wersję z praktycznym nadwoziem przygotowano specjalnie i wyłącznie na rynki europejskie. Tutaj natomiast nadal rządzą sedany, które w Europie są na wymarciu.

Załącznik:
IMG20231025172505.jpg


W Europie prawie wyginęły również vany, ale w Korei mają się dobrze. Kia Carnival jest bardzo popularnym samochodem i do tego często występuje w wersji z podwyższonym dachem. A Hyundai Staria, który ma się niedługo pojawić i w Polsce, rzeczywiście wygląda jak z innej planety.

Załącznik:
IMG20231024122057.jpg

Załącznik:
IMG20231025121304.jpg

Załącznik:
IMG20231026122749_01.jpg


Nie przeszkadza to w tym, że moda na SUV-y również dotarła na Półwysep Koreański. Kompaktowy Seltos nie jest u nas dostępny. Natomiast pozaeuropejski Sportage jest ok. 15 cm dłuższy. Natomiast model innej koreańskiej marki - Ssangyong Torres, można kupić również od kilku miesięcy w Polsce.

Załącznik:
IMG20231025170133.jpg

Załącznik:
IMG20231023233007.jpg

Załącznik:
IMG20231025125942.jpg


Natomiast autem, które mi się niebywale spodobało jest najnowszy Hyundai Grandeur. Dwie z poprzednich generacji tej 5-metrowej limuzyny klasy średniej-wyższej były oferowane w Europie, ale niestety nie poradziły sobie z niemieckimi producentami klasy premium. Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, to takim autem jeździł główny bohater serialu „Tygrysy Europy”. Natomiast obecna generacja, zaprezentowana pod koniec 2022 roku, wygląda obłędnie i jeszcze bardziej kosmicznie, niż wspomniana wcześniej Staria. Co interesujące, ten spory pojazd, w ciągu pierwszych 11 miesięcy 2023 roku, jest najpopularniejszym samochodem sprzedawanym w Korei. Myślę że pomaga w tym znakomita cena – internet wspomina, że podstawowa wersja zaczyna się od równowartości około 120-150 tysięcy złotych, czyli tyle, co średnio wyposażony kompakt w Europie.

Załącznik:
IMG20231026173705.jpg

Załącznik:
IMG20231027120602.jpg


Luksusowe Hyundaie od kilku lat sprzedawane są pod marką Genesis. W ofercie są zarówno limuzyny, jak i SUV-y, w tym modele elektryczne. Jakby ktoś był chętny, to najbliższy salon sprzedaży w Berlinie.

Załącznik:
IMG20231027215906.jpg

Załącznik:
IMG20231024121653.jpg

Załącznik:
IMG20231025125805.jpg

Załącznik:
IMG20231029133303.jpg


Elektryki nie wydały mi się bardziej popularne, niż w Europie, natomiast w przeciwieństwie do Europejczyków, kochających Teslę, Koreańczycy stawiają na przede wszystkim na swoje marki, natomiast pojedyncze auta od Elona Muska się trafiają, a Tesla Model Y była najpopularniejszym autem importowanym w listopadzie 2023. O ile prywatne samochody spalinowe mają białe tablice rejestracyjne, to na elektryczne montuje się niebieskie.

Załącznik:
20231023_111745.jpg

Załącznik:
IMG20231028194026.jpg


Oprócz elektryków, zaskakująco popularny wydał mi się wodorowy Hyundai Nexo. W ciągu całego wyjazdu naliczyłem kilkanaście egzemplarzy.

Załącznik:
IMG20231025170121.jpg


Samochody służące do zarobkowania – dostawczaki, czy taksówki mają tablice żółte. A przed 2006 rokiem obowiązującym kolorem dla prywatnych aut był zielony. Trudno spotkać takie auta na drodze, ale pojedyncze egzemplarze się trafiają.

Załącznik:
IMG20231024222314.jpg

Załącznik:
IMG20231025125908_01.jpg


Aute znane nam jako Renault, jeszcze do 2022 roku, w Korei sprzedawane były pod marką Samsung. Mam do nich pewien sentyment, bo pierwszy samochód, którym jeździłem po zdobyciu prawa jazdy, to Renault Koleos, czyli produkowany w Korei Samsung QM5.

Załącznik:
IMG20231024222234.jpg

Załącznik:
IMG20231025144727.jpg

Załącznik:
IMG20231024101014.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 24 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group