Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 12 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 16 Sie 2019 00:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2032
Loty: 373
Kilometry: 439 030
platynowy
Image

Planowanie wakacji z dziećmi to dla mnie zadanie dość skomplikowane. Nie mogę tego robić z wyprzedzeniem, ponieważ jestem uzależniony od terminów obozów, wyjazdów z koleżankami, ustaleń dotyczących imprez w których dziewczyny chcą uczestniczyć. Ostateczne decyzje zapadają późno albo bardzo późno, a dopiero na koniec ja muszę dostosować do nich moje plany.

W poprzednich dwóch latach zupełnie nie wiedziałem gdzie pojedziemy i dwa razy kończyło się na Ukrainie (choć była też Portugalia, która zastąpiła Macedonię).

W tym roku sprawy skomplikowały się jeszcze bardziej, ponieważ do końca nie wiedziałem czy pojadę z dwiema córkami czy tylko z jedną. A skoro miałem jechać z jedną, to wydawało mi się, że powinienem zapewnić jej jakieś towarzystwo. Wtedy druga też, aby nie czuć się wykluczoną potrzebowała swojej rówieśniczki. Oznaczało to, że będę jechać albo z dwiema albo z czterema dziewczynami. Ostatecznie już w połowie lipca wiedziałem, że 1 sierpnia na pewno jadę z młodszą dwunastoletnią córką i jej koleżanką. Moja starsza córka miała w tym czasie PolandRock Festival i obóz. O ile wyjazd na obóz był pewny, losy wyjazdu do Kostrzyna ważyły się do ostatniej chwili. Istniała możliwość, że wołyńską część wycieczki odbędę jednak z czwórką, a starsze zostawię pewnie we Lwowie, żeby sobie wróciły do Polski.

Ze względu na brak wiedzy na temat zarówno daty jak i liczebności wycieczki, już wcześniej zdecydowałem, że środkiem transportu będzie samochód – z kupnem biletów na ostatnią chwilę mógłby być spory problem.

Jeśli chodzi o trasę wycieczki, znana była jedynie jej wersja maksymalna obejmująca Ukrainę, Mołdawię (w tym Naddniestrze), Rumunię, Bułgarię, Północną Macedonię, Kosowo, Bośnię, Serbię, Chorwację, Węgry i Słowację. Zważywszy jednak, że wyjazd miał zająć 2 tygodnie od początku mało prawdopodobne było zobaczenie wszystkich krajów z listy.

Mojemu dziecku szczególnie zależało na Mołdawii, Bułgarii, Macedonii, Bośni i Kosowie – ponieważ w tych krajach jeszcze nie była.

Ja chciałem jechać do Bośni i Kosowa, jednak szczególnie zależało mi na przejechaniu przez Wołyń i pooglądaniu mozaik na przystankach oraz zobaczeniu Romskich willi/pałaców w Sorokach w Mołdawii, a także czegoś poza Tyraspolem w Naddniestrzu. Te ostatnie miejsca miałem zamiar oglądać tydzień przed wycieczką z dziećmi – miałem bilety do Kiszyniowa, ale nie poleciałem ze względu na pracę. Z drugiej strony wydawało mi się, że dla dzieci powinny one być podobnie ciekawe jak dla mnie.

O ile w poradziecji bywałem wielokrotnie, zdarzało mi się również jeździć wynajętym samochodem po Ukrainie, po raz pierwszy miałem przekroczyć granicę Unii Europejskiej jako kierowca. Obawiałem się trochę stania w kolejkach, nie byłem też pewny przygotowanych w czterech językach papierów na samochód i pożyczone dziecko, ponieważ nie zawierały one notarialnych poświadczeń podpisów. Nie przejmowałem się tym, aż tak bardzo zakładając, iż jeśli mnie nie wpuszczą do któregoś z krajów po prostu pojedziemy do innego. To wielka zaleta luźnego programu wycieczki.

Dzień 1

A program luźny był od samego początku. Mieliśmy pojechać po koleżankę o 11, udało nam się dotrzeć o 11:45. Potem dłuższą chwilę porozmawialiśmy z jej rodzicami i tak zrobiła się 13. W okolicach Lublina zgłodnieliśmy i uznaliśmy, że to miasto idealnie nadaje się na pierwszy nocleg, zwłaszcza że jest tam Hampton, a wymagane do statusu noce same się nie prześpią. Poza tym Lublin to bardzo miłe miejsce na krótkie zwiedzanie, ponadto pamiętałem, że w hotelu dają bardzo przyzwoite śniadania, a cena jaką należało zapłacić za nocleg z dwójką dzieci zdecydowanie nie była wygórowana. Decyzja była bardzo dobra, podróż nas nie zmęczyła, spacer był miły, jedynym rozczarowaniem było śniadanie w Hamptonie, którego jakość w mojej opinii znacząco obniżyła się od poprzedniego roku. Za to zauważyłem, a w zasadzie zrobiła to moja córka, że zamek w Lublinie robi śmieszną buźkę

Image

Dzień 2

Nie zaczął się tak wcześnie jak planowałem. Hotel opuściliśmy ok 11. Zaliczyliśmy techniczny postój w Chełmie i pewnie z 2,5 h na granicy. Ja tych procedur nie rozumiem. Nie wiem czemu wypuszczanie mnie z Polski zajmuje tak dużo czasu, bo jednak to ta część kontroli była najbardziej czasochłonna. Oprócz paszportu polski pogranicznik poprosił mnie o kwit na pożyczone dziecko i wersja bez notarialnego potwierdzenia podpisów wystarczyła. Ukraińcy prosili tylko o zieloną kartę, nie żądali papierów potwierdzających prawo do dysponowania samochodem.

Pierwszym celem na Ukrainie był Szacki Park Narodowy i nie to jezioro Świteź. Nie wiedziałem czego mogę się tam spodziewać, ale pomyślałem, że jezioro w lesie powinno być interesujące. Poza tym po drodze było to, po co przyjechałem na Wołyń czyli mozaiki na przystankach autobusowych. Za wjazd samochodem do Parku płaci się jakąś niewielką kwotę, jedynie od osób dorosłych.

Image

Image

Image

Image

Na początku pojechaliśmy do Świtazi – ładnie, choć jezioro jest dramatycznie płytkie jeszcze daleko od brzegu. Są jakieś ośrodki, główna ulica ze sprzedawcami rzeczy przeróżnych, jakieś bary, jedzenie, jedna przyzwoita restauracja. Przede wszystkim jednak okolice jeziora i tamtejsza baza turystyczna wyglądały tak jakby cofnąć się w czasie o jakieś 20 lat. Tam też dziewczyny mogły podziwiać różne wytwory sowieckiej motoryzacji, szczególnie podobała się im czarna wołga, choć zaporożce i moskwicze też wzbudzały entuzjazm.

Image


Niestety było dość chłodno, a woda w jeziorze zimna. Zmniejszyło to nasz entuzjazm do pomysłu zostania nad jeziorem na noc, zwłaszcza że w hotelach i w Świtezi i Szacku nie udało nam się znaleźć wolnego miejsca. Pojechaliśmy zatem do Kowla, gdzie również o nocleg nie było łatwo. Dopiero trzeci hotel dysponował wolnymi miejscami.



el sueño de la razon produce monstruos


Ostatnio edytowany przez pabien, 16 Sie 2019 20:21, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 16 Sie 2019 01:19 

Rejestracja: 27 Paź 2015
Posty: 191
Loty: 6
Kilometry: 5 948
niebieski
Czytam, dawaj dalej mamy 2gi dzień z 14tu :D , ja jeszcze 2 tygodnie i kolejny raz zaliczam Lwów.
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 16 Sie 2019 08:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Paź 2011
Posty: 266
niebieski
pabien napisał(a):
Tam też dziewczyny mogły podziwiać różne wytwory sowieckiej motoryzacji, szczególnie podobała się im czarna Wołga...

Skoro powracasz do przeszłości, to nie zapomnij któregoś późnego wieczoru przy zgaszonym świetle, na dobranoc, opowiedzieć im ociekającą krwią historię o tym samochodzie ;)
_________________
Image

Naprawdę pisze się razem. Naprawdę!
Zresztą zresztą też.


Ostatnio edytowany przez Stasiek_T, 16 Sie 2019 09:02, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 16 Sie 2019 09:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2032
Loty: 373
Kilometry: 439 030
platynowy
-- 16 Sie 2019 09:00 --

Historia o Czarnej Wołdze została oczywiście opowiedziana ;)

el sueño de la razon produce monstruos

-- 16 Sie 2019 09:55 --

Dzień 3
Ponieważ nie byłem pewien czy mozaiki będą dla dzieci równie interesujące jak dla mnie obiecaną atrakcją na Ukrainie był Tunel Miłości w Klewaniu obok Równego. Sam byłem ciekawy jak to miejsce wygląda, a przede wszystkim jak dużo chętnych do zrobienia sobie fotki na Instagrama tam zastaniemy.
Na początek jednak wypadało tam dojechać, a to szło nam bardzo powoli, częściowo z powodu bardzo długiego czasu oczekiwania na śniadanie, które ostatecznie skończyliśmy dobrze po 12. Nie mieliśmy w związku z tym wiele czasu na zwiedzanie miasta. Tak naprawdę to zobaczyliśmy tam jedynie tympanon ze sceną „od wojny do pokoju poprzez sztukę,” i w przeważającej części dobrej jakości drogą udaliśmy się do Klewania. Po drodze wielokrotnie zatrzymywaliśmy się, aby dokumentować mozaiki o dominującej tematyce pacyfistycznej.

Załącznik:
od kosy do kosmosu.jpg

Załącznik:
głąbek.jpg

Załącznik:
miru mir.jpg


W Klewaniu planowaliśmy obiad i sesję zdjęciową. Z obiadu nic nie wyszło ponieważ tamtejsza restauracja z i tak skromnego menu, ze względu na zbliżającą się imprezę miała do zaoferowania jedynie hot dogi. Zdjęcia robiliśmy więc z pustymi brzuchami. Oprócz nas w podobnym celu po torach chodziło może kilkanaście osób, w tym para z dalekiego wschodu. Nowością dla mnie byli sprzedawcy oferujący, magnesy, środki na komary i nie wiem jeszcze co, którzy swoje produkty promowali w sposób jak na Ukrainę bardzo intensywny.
Sam Tunel Miłości jest dokładnie taki jak na zdjęciach, które można znaleźć w internecie. Nie wymaga żadnych poprawek ani retuszy, a znalezienie kawałka dla siebie bez widoku na innych fotografujących nie stanowiło wielkiego wyzwania. Co ciekawe linia w tunelu jest czynna. Od czasu do czasu jeździ nią pociąg z i do pobliskich fabryk.
Załącznik:
klewań.jpg


Zadowoleni ze zrobionych zdjęć i bardzo głodni pojechaliśmy do Równego na zasłużony posiłek. Niestety dałem się przekonać dziewczynom, aby pójść na sushi, zresztą nieszczęśliwie zaparkowaliśmy samochód tuż obok takiej restauracji, w której na dodatek było całkiem dużo klientów. Jedzenie było mocno specyficzne (można również użyć słowa niesmaczne), zupełnie inne od moich dotychczasowych, w tym ukraińskich, doświadczeń z tego typu jedzeniem.
Po obiedzie nie zwiedzaliśmy Równego (zostawiłem to dla siebie na następny raz) i bardzo dobrej jakości drogą pojechaliśmy do Żytomierza, gdzie zaplanowałem nocleg.
W obwodzie Rówieńskim oprócz Tunelu Miłości widzieliśmy i z zapałem fotografowaliśmy przystanki. Tak naprawdę to liczba mnoga jest właściwa, ale odnosi się do dwóch z trzech uczestników wycieczki, ponieważ moja córka wychodzeniem z samochodu przy co drugim przystanku była umiarkowanie zainteresowana, robiła to jedynie w wyjątkowych okolicznościach, kiedy coś jej się wybitnie spodobało. Spośród zamieszczonych tutaj miejsc wyszła na granicy obwodu kowelskiego (kompozycja miru mir – światu pokój) oraz na przystanku z różnymi środkami transportu w Równem.
Załącznik:
riby 2.jpg

Załącznik:
przem 2.jpg

Załącznik:
przemII 2.jpg

Załącznik:
równe 123.jpg

Załącznik:
rowne1.jpg

Załącznik:
równe2.jpg

Załącznik:
równe3.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 16 Sie 2019 11:16 

Rejestracja: 06 Sie 2014
Posty: 296
Loty: 55
Kilometry: 133 290
niebieski
czekam na ciąg dalszy tego euro tripa :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 16 Sie 2019 12:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2032
Loty: 373
Kilometry: 439 030
platynowy
Dzień 4
W założeniu tego dnia mieliśmy dojechać do Mołdawii i prawie się udało. Na początku jednak uznałem, że musimy zobaczyć coś w Żytomierzu. Ponieważ mozaik mieliśmy pod dostatkiem po drodze, oglądanie tych które można znaleźć w Żytomierzu zostawiłem na następną wizytę, przy czym postanowiłem, że powinna ona mieć miejsce wkrótce a wybór padł na Muzeum Kosmonautyki im. Siergieja Korolowa, pochodzącego z Żytomierza konstruktora rakiet i statków kosmicznych. Muzeum jest niewielkie lecz niezwykle ciekawe. Możemy w nim i dookoła niego zobaczyć rakiety, modele pojazdów kosmicznych w tym Łunochoda i stacji kosmicznej oraz oryginalną kapsułę lądowniczą.
Załącznik:
Kosmos 1.jpg

Załącznik:
kosmos 2.jpg

Załącznik:
Kosmos 3.jpg

Załącznik:
kosmos 4.jpg

Po zwiedzaniu wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy na południe jedynie kilka razy zatrzymując się na fotografowanie mozaik.
Załącznik:
do mochylewa1.jpg

Załącznik:
do mochylewa 2.jpg

Celem był Mochylew Podolski w którym zaplanowaliśmy postój na obiad, aby z pełnymi brzuchami dostać się do Mołdawii. Długie oczekiwanie na jedzenie, zapowiadający się deszcz oraz niepewność co do tego jak będzie wyglądać przekraczanie granicy spowodowały zmianę planów i w Mochylewie zostaliśmy na noc, przedtem udając się na zwiedzanie.
Będąc tam ma się poczucie, że jest to bardzo, bardzo daleka prowincja. Ja takie miejsca lubię. Dziewczyny też nie narzekały, zaś szczególnie spodobały im się się scena z motywami wielkomiejskimi oraz malowniczy brzeg Dniestru z widokiem na Mołdawię. Był tam duży kamień stanowiący idealne miejsce do pozowania.
Załącznik:
amfiteatr.jpg

Załącznik:
Dniestr.jpg

Moją uwagę zwróciła mozaika z formacjami zbrojnymi z różnych czasów, w której wydłubano gwiazdy z okryć głowy krasnoarmiejców lecz również rewolucjonistów 1905r oraz wielce oryginalny przystanek ze stalowych elementów podtrzymywanych łańcuchami. Również tutaj po raz pierwszy zobaczyłem specyficzne połączenie flag. Później widziałem je jeszcze kilkukrotnie. Nie mam ochoty na dyskusję i szersze rozważania na ten temat, ale jednak część wspólna dla wartości, które niosą ze sobą flaga UE i flaga banderowska jest bardzo niewielka. A jednak im się jedno z drugim łączy pod hasłem NieRosja.
Załącznik:
Mozaika bez gwiazd.jpg

Załącznik:
przystanek.jpg

Załącznik:
bandery.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 16 Sie 2019 13:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2032
Loty: 373
Kilometry: 439 030
platynowy
Dzień 5
Po śniadaniu w okolicach południa udaliśmy się na przejście graniczne google pokierowały nas nie ma most w centrum Mochylewa tylko do granicy znajdującej się trochę na wschód od miasta. Nie wnikałem dlaczego, pojechałem jak mnie mapy prowadziły i trafiłem na przejście na którym ewidentnie samochód, a w szczególności samochód inny niż ukraiński lub mołdawski jest ewenementem. W związku z tym, choć nie było żadnej kolejki przekraczanie granicy zajęło z godzinę i nie obyło się bez przygód. Ukraińcy zażądali kwitu na samochód. Mołdawianie również kwitu na dziecko, a na koniec stwierdzili, że nie mogą mnie wpuścić, bo nie mam trzech wolnych stron w paszporcie. Odebrałem to jako próbę wyłudzenia kasy. Pogranicznik wyciągnął nawet kwit na cofnięcie mnie z granicy, ale kiedy powiedziałem mu: „trudno najwyżej ominiemy Mołdawię” jego ochota do wypełniania kwitka osłabła i jednak nas wpuścił.

Pierwszą charakterystyczną rzeczą, którą zobaczyliśmy w Mołdawii były studnie. W całym kraju, z pominięciem Naddniestrza są ich tysiące.

Załącznik:
studnia.jpg

Naszym pierwszym celem były Soroki. Prowadziły nas mapy google. Na początek przez wąską asfaltową drogę, która wkrótce zmieniła się w szutrową. Nie na długo jednak. Po kilku kilometrach asfalt wrócił, a w pewnym momencie wjechaliśmy na drogę doskonałej jakości, równiutką i starannie wykonaną, która doprowadziła nas do celu.
Załącznik:
Droga na Soroki.jpg

W Sorokach jest twierdza – zamknięta chyba w remoncie i Dniestr - nieładnie pachnący
Załącznik:
Twierdza Soroki.jpg

Załącznik:
Dniestr Soroki.jpg

Załącznik:
Dniestr Rom.jpg

Naszym celem była jednak położona na górze romska dzielnica. Po zjedzeniu obiadu tam właśnie się udaliśmy. Zaparkowaliśmy samochód i udaliśmy się na zwiedzanie. Szybko kobiety skierowały nas do tamtejszego Barona, który przyjął nas kawą, herbatą i ciasteczkami. Poopowiadał trochę, oprowadził po swoim domu pokazując kolekcję akordeonów oraz porcelanowych figurek, a na koniec poprosił o wpłatę na jego fundację. Ponieważ nie mieliśmy gotówki z wpłaty nic nie wyszło, ale nie zmieniło to jego postawy. Zrobiliśmy sobie fotki z nim i serdecznie podziękowaliśmy. Jeszcze na terenie posesji Barona obejrzeliśmy starą Czajkę, która ponoć należała do Andropowa.

Załącznik:
akordeony.jpg

Załącznik:
figurki 1.jpg

Załącznik:
figurki 2.jpg

Załącznik:
czajka.jpg


Cygański Baron to Arthur Cherari - zwierzchnik wszystkich Romów w Mołdawii, sędzia międzynarodowego trybunału romskiego, bardzo interesujący towarzysz do rozmowy. Po wizycie poszliśmy fotografować miejscowe przykłady postmodernizmu. Fascynujące.

Załącznik:
postmodern1.jpg

Załącznik:
postmodern2.jpg

Załącznik:
postmodern3.jpg

Załącznik:
Postmodern 4.jpg


Po spacerze wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy dalej podziwiając z okien piękno mołdawskiego krajobrazu.
Załącznik:
Mołdawia widok.jpg

Udaliśmy się do miejscowości Rezina (guma po rosyjsku), kolejnej miejscowości leżącej nad Dniestrem, która wydawała mi się dobrym punktem do dalszej eksploracji Mołdawii. I rzeczywiście taką się okazała, ze szczególnym uwzględnieniem możliwości zwiedzania Naddniestrza – po drugiej stronie Dniestru leży Rybnica należąca do tego separatystycznego obszaru. Policjanci mołdawscy przekonywali mnie, że spokojnie mogę tam jechać samochodem i nie powinienem spodziewać się tam żadnych niemiłych przygód. Przy okazji powiedzieli mi, że powinienem mieć mołdawską winietę o czym nie poinformowano mnie przy przekraczaniu granicy z Ukrainą. Można ją było tam nabyć za chyba 12 zł – płatność kartą dodała do tej ceny jakieś 40 groszy.

Załącznik:
Rezina.jpg

Załącznik:
Rybnica.jpg


Wieczorem pojechaliśmy do sklepu kupić owoce oraz składniki na kolację, ponieważ dziewczyny zapałały chęcią oddania się czynnościom kuchennym a w miejscu naszego noclegu mieliśmy ku temu warunki. Poszliśmy spać bardzo późno, a dzieci poprosiły, aby następnego dnia pozwolić im spać tak długo jak chcą. Miało to konsekwencje dla programu na dzień kolejny.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 16 Sie 2019 14:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2032
Loty: 373
Kilometry: 439 030
platynowy
Dzień 6
Niebudzone dziewczyny wstały ok godziny 13. W związku z tym postanowiłem, że zostaniemy w Rezinie jeszcze jeden dzień. Trzeba było wymyślić jakieś zajęcia w okolicy. Ponieważ zrobiło się gorąco preferowanym celem było znalezienie miejsca do pływania. W internecie przeczytałem, że Dniestr raczej do takich aktywności się nie nadaje, ale za to w okolicy jest miejscowość Sacharna. Co prawda nazwa nie sugeruje potencjału dla wodnych aktywności, jednak wbrew pozorom miał tam być basen z cudowną wodą, gdzieś na terenie kompleksu klasztornego. Pomyślałem, że skoro woda jest święta i cudowna, pewnie będzie również czysta, więc warto ją sprawdzić. Poszukiwanie miejsc do pływania na terenie Mołdawii stało się o tyle istotne, że poprzedniego dnia Arthur Cerari powiedział nam, że jego rodzina była nad morzem w Rumunii i wróciła przed czasem, ponieważ woda była zimna i nie zachęcała do kąpieli. To zdecydowanie obniżyło naszą chęć do udania się nad morze bo połączenie tłumów wczasowiczów z wodą średnio zdatną do kąpieli wydawało się nam mało atrakcyjne.
W Sacharnej basen rzeczywiście był, ale całkiem malutki, a woda miała temperaturę na pewno niższą niż ta w Konstancy. Ja wszedłem do niej po kostki, koleżanka córki po kolana. Mołdawianie jednak rzeczywiście się w niej kąpali, jednak w specyficzny sposób, który polegał na dopłynięciu do krzyża na końcu basenu, jego kilkakrotnym ucałowaniu i szybkim wyjściu z wody.
Załącznik:
basen1.jpg

Załącznik:
basen2.jpg

Załącznik:
Sacharna.jpg

W ten sposób pierwsza próba znalezienia miejsca do kąpieli skończyła się niepowodzeniem. Następnym zadaniem było znalezienie miejsca na obiad. Podwieziona przez nas Ukrainka powiedziała, że w Rezinie restauracji nie ma, jednak znajdziemy je w naddniestrzańskiej Rybnicy. Postanowiliśmy się tam udać. Na początek na piechotę przez most. Warto było przejść nie przejechać ponieważ po drodze znaleźliśmy ładniutką mozaikę, którą raczej byśmy przeoczyli jadąc samochodem. Tematyka mozaiki była czymś co sugerowało jakąś kombinację warszawskich legend o Syrence oraz Warsie i Sawie, na dodatek w towarzystwie tęczy – a ze dwa dni wcześniej przeczytałem, że ponoć Sawa był mężczyzną.
Załącznik:
Warsawa.jpg

Przejście granicy obyło się bez najmniejszych problemów, jednocześnie pogranicznicy przekonywali mnie, że mogę bez problemów przyjechać następnym razem samochodem i jeździć po całym Naddniestrzu. Oferta gastronomiczna sprowadzała się do kilku lokali przypominających nasze domy weselne oraz sieciówki, która w Mołdawi nazywa się La Placinte, w Naddniestrzu, z trochę innym menu obejmującym m.in. jesiotra – La Tocana.
Załącznik:
La tocana.jpg

W Rybnicy znaleźliśmy kolejną mozaikę, pomnik Lenina oraz liczne bloki.
Załącznik:
mozaika.jpg

Załącznik:
Le lenin.jpg

Załącznik:
bloki1.jpg

Załącznik:
bloki2.jpg

W drodze powrotnej zauważyliśmy jeszcze jeden ciekawie wyglądający obiekt gastronomiczny, na dodatek położony tuż przy przejściu granicznym. Niestety zauważyliśmy go zbyt późno aby sprawdzić co ma do zaoferowania.
Załącznik:
łódka.jpg

Na koniec relacji z dnia nr 6 mała podpowiedź dotycząca wymiany pieniędzy w Naddniestrzu. Karty tam nie działają, walutą jest miejscowy rubel, w którego posiadanie można wejść po wizycie w prowadzonych przez banki punktach wymiany walut. Spread jest kilkuprocentowy, najniższy w bankach zlokalizowanych w supermarketach Scheriffa.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
e-prezes uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 16 Sie 2019 14:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Maj 2014
Posty: 673
Loty: 13
Kilometry: 6 623
srebrny
Jesteś niestrudzony w tych podróżach po postsowieckim sajuzie. Dodałbym obmierzłym, ale widzę w tobie fascynację, więc pewnie zbyt dosadnie to określiłem ;)
_________________
e-prezes.livejournal.com
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 16 Sie 2019 20:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2032
Loty: 373
Kilometry: 439 030
platynowy
O ile do tego dnia wycieczki mieliśmy do czynienia jedynie z elementami jak z czasów przed urodzeniem moich pasażerek, to od tego dnia czas cofnął się naprawdę. Dotyczy to zarówno elementów otoczenia – symbole z poprzedniej epoki, zabudowa w przeważającej części pamiętająca czasy ZSRR, jak i tempa życia, sposobu spędzania czasu, a także tak trywialnych kwestii jak intensywność ruchu ulicznego. Prawdziwy powrót do przeszłości nastąpił zatem dopiero dnia siódmego.
Na początku jednak trzeba było do Naddniestrza wjechać. Udało się szybko i sprawnie, a pogranicznicy byli całkiem sympatyczni i pomocni. Najdłużej trwała procedura wydawania winiety, przy czym w przeciwieństwie do graniczy ukraińsko – mołdawskiej powiedziano mi, że mam się po nią udać. Okazało się również, że zielona karta działa w Naddniestrzu, nie trzeba było zatem kupować dodatkowego ubezpieczenia.
Po załatwieniu formalności udaliśmy się wzdłuż Dniestru na Południe. Już na Ukrainie ruch na drogach bywał całkiem niewielki, w Mołdawii jeszcze się zmniejszył, na drodze naddniestrzańskiej był minimalny. Sama szosa była taka jak u nas kiedyś. Nie dziurawa, ale połatana. pozwalała na całkiem komfortowe przemieszczanie się. Dodatkową atrakcją były różne dziwne twory sowieckiej motoryzacji, które można było zobaczyć, zazwyczaj w momencie wyjeżdżania z bocznych, w większości szutrowych dróg.
Załącznik:
Cudo.jpg


Nie uświadczyłem milicji z radarem, nikt nas nie zatrzymywał. Nikt nie znaczy, że nic, bo po drodze były oczywiście mozaiki. W tym jeden cały przystanek o tematyce szachowej.

Załącznik:
szachy.jpg

Załącznik:
szafy goniec.jpg

Załącznik:
szachy wieża.jpg

Załącznik:
szachy szachy.jpg

Załącznik:
szachy szachy.jpg

Załącznik:
szachy stolik.jpg

Załącznik:
szachy królowa.jpg


Przed Duboszarami natknęliśmy się na coś co wydawało mi się starorzeczem Dniestru. Z tego powodu zignorowaliśmy znaki sugerujące, że znajdujemy się przy miejscu nadającym się do kąpieli zrobiliśmy jedynie zdjęcia przystanku oraz stojących przy nim kóz i pojechaliśmy dalej. To był chyba błąd, ponieważ woda była ujściem rzeki Jachorłyk i zgodnie z informacją znalezioną w internecie jedną z najlepszych lokalizacji do spędzania czasu w wodzie na terenie Naddniestrza. W ten sposób nie popływaliśmy, ale mamy fotki z przystanku.

Załącznik:
jarmołyk.jpg

Załącznik:
jarmołyk ryba.jpg


W Duboszarach według map miał znajdować się park rozrywki. Koniecznie chciałem go odwiedzić, zwłaszcza zważywszy na chęć zaspokojenia oczekiwań moich współpodróżniczek. Niestety spotkało nas spore rozczarowanie, ponieważ jedynym w miarę ciekawym elementem parku była sporych rozmiarów rakieta.
Załącznik:
rakieta.jpg

W miejscowości tej znalazłem również kolejną sporych rozmiarów mozaikę na ścianie hotelu.
Załącznik:
mozaika dubos.jpg

Kolejnym etapem podróży był Tyraspol. Znalazłem hotel z basenem, więc po straconej okazji nad Jarchołykiem mieliśmy szanse wreszcie się wykąpać. Basen był niewielki, ale ludzi z niego korzystających również nie było dużo. Dodatkowo miał zjeżdżalnię czasami uruchamianą oraz trampolinę do skakania. Dało się w nim zatem spędzić grubo ponad godzinę. Nasz pokój hotelowy był dość specyficzny dostaliśmy apartament z sauną oraz akwarium w części wypoczynkowej.
Załącznik:
basen.jpg

Tutaj kolejna praktyczna uwaga – ceny naddniestrzańskich noclegów podawane na booking.com są zaniżone o ok. 10%. Wynika to z zapisywania ich w mołdawskich lejach, a nie rublach naddniestrzańskich, w których pobierana jest opłata.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
bozenak lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 16 Sie 2019 23:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2032
Loty: 373
Kilometry: 439 030
platynowy
Dzień ósmy

To dalsze zanurzanie się w przeszłości, a jednocześnie poszukiwanie akwenu do popływania. Za cel wybrałem zbiornik na granicy z Ukrainą, który jak mi się wydawało miał nazywać się Limanskoje, ale teraz na mapach widzę nazwę Kuchurhan. Początkowo jechaliśmy drogą w kierunku Odessy i nawet przez chwilę myślałem, aby jednak wpaść nad Morze Czarne. Rzeczy co prawda zostawiliśmy w hotelu, ale stroje kąpielowe i paszporty mieliśmy, a nad morze było ledwie kilkadziesiąt kilometrów. Uznałem jednak, że w okolice Odessy jeszcze nie raz przyjadę, lepiej więc pozostać przy eksploracji najdalszych zakątków Naddniestrza. A takim miejscem był Dniestrowsk. W sprawie miejsca do kąpieli okazał się być rozczarowaniem – nie znaleźliśmy nawet dojścia nad wodę. Jednak pod innymi względami był niezwykle ciekawy. Relief i metalowa konstrukcja nie pozostawiały złudzeń, że miejscowość ta jest związana z energetyką – co do tego już wcześniej nie mieliśmy wątpliwości bowiem zbliżając się do Dniestrowska już z daleka widzieliśmy komin.

Załącznik:
Dniestrowsk1.jpg

Załącznik:
Dniestrowsk2.jpg

W najbliższych okolicach zobaczyliśmy jeszcze jedną z przyjemniejszych mozaik, statuę powitalną miejscowości mającej najwyraźniej dłuższą historię niż Dniestrowsk jak również przyglądaliśmy się blaszanym bramom. Takie bramy to nie jest nic niezwykłego w poradziecji – moje ulubione mają symbol olimpiady w Moskwie. Bardziej popularne są wzory geometryczne, kilka wzorów kwiatowych oraz delfinki. W każdym razie motywów jest raptem kilka (niestety nie sfotografowałem wszystkich), jednak wziąwszy pod uwagę różne ich malowanie ta powtarzalność, a jednocześnie różnorodność czynią te bramy całkiem malowniczymi.
Załącznik:
przystanek Dniestrowsk.jpg

Załącznik:
Witamy w mieście.jpg

Załącznik:
Brama.jpg


W drodze powrotnej do Tyraspola (innej niż ta, którą przyjechaliśmy), trafiliśmy na tereny (chyba dawnych kołchozów). Był Kołchoz Lenina, Swiedłowa, ale moim ulubionym okazał się dawny – sądząc po tym jak wyglądają budynki mleczny kompleks Lenina.
Załącznik:
kołchoz Swierdłowa.jpg

Załącznik:
mleczny kompleks lenina.jpg

Załącznik:
mleczny kokpleks 2.jpg


Wybrałem tę drogę ponieważ celem był Park Gorkiego, o którym przeczytałem, że był najładniejszy w całym Sojuzie w miejscowości, która na mapach nazywa się Cioburciu. Niestety, podobnie jak kołchozy park lata świetności ma już dawno za sobą. Przede wszystkim w nieckach nie ma wody i nie działają fontanny. Pozostała natomiast dość fascynująca rzeźba. Niby macierzyństwo, ale to macierzyństwo na samym krańcu imperium mocno przypomina scenę religijną. Dla równowagi był jednak pomnik (starego) traktora. Obok parku mieliśmy okazję obejrzeć scenkę pod tytułem Lenin i odpoczywający ludzie pracy, a do miasta wjechaliśmy i wyjechaliśmy aleją wśród drzew – prawie jak Tunel Miłości. W związku z tym, chociaż w parku brakuje wody, Cioburciu odwiedzić zdecydowanie warto.
Załącznik:
macierzynstwo.jpg

Załącznik:
pomnik ciągnika.jpg

Załącznik:
lenin i ludzie pracy.jpg

Załącznik:
alejka.jpg

Po powrocie do Tyraspola i zjedzeniu obiadu postanowiłem zawieźć dziewczyny do Benderów. Pokazać sportowe imperium Szeryfa, twierdzę, a przede wszystkim dworzec autobusowy z jego mozaikami. Przy okazji udało mi się znaleźć jeszcze jedną kompozycję, przy restauracji na której przedstawiono po raz kolejny dość nietypową scenę walczącego ze smokiem, a wiadomo że smoki są średnio komunistyczne, a także to kto jest najbardziej znanym walczącym ze smokiem. Chociaż mogła to być również jakaś miejscowa legenda. My w końcu przecież też mamy naszą bajkę o smoku i to na dodatek pokonanym sposobem nie mieczem czy włócznią.
Załącznik:
bendery autobusy.jpg

Załącznik:
bendery Jurek.jpg

Dzięki temu, że podróżowaliśmy samochodem, mogliśmy po drodze między Tyraspolem a Benderami zatrzymać się i zrobić zdjęcia kolejnej mozaice oraz kompozycji wielojęzycznej reklamującej pokój na obrzeżach stolicy Naddniestrza.
Załącznik:
tiraspol mozaika.jpg

Załącznik:
pokój.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 17 Sie 2019 08:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2032
Loty: 373
Kilometry: 439 030
platynowy
Dzień 9
To dzień powrotu do mniej odległej przeszłości. O ile Nadniestrze to powrót w lata 80-te minionego stulecia, w Mołdawii przesuwamy się w czasie o dekadę. Szczególnie widać to porównując rynki kiszyniowski z tyraspolskim.
Do rozważań o podróżach w czasie świetnie pasuje zdjęcie punktu zajmującego się wymianą zegarków (po rosyjsku czasy).
Załącznik:
czasy.jpg

Jak można przypuszczać podróżom w czasie mogą towarzyszyć dodatkowe intensywne zjawiska. Mieliśmy z nimi do czynienia wyjeżdżając z Naddniestrza. Już na granicy zaczęła się gwałtowna burza z wyrywającym drzewa wiatrem i niebem w efektownym ciemno – granatowym kolorem. Wiatr jednak szybko ustał, a deszcz przestał padać zanim dotarliśmy do Kiszyniowa.
Tam sprawdziliśmy mołdawską odmianę La Tocany i wspólnie doszliśmy do wniosku, że La Placinte jest słabsza. W międzyczasie starałem się rozwiązać problem rezerwacji z booking.com – była ona nieodwoływalna, lecz właścicielka w rozmowie telefonicznej powiedziała, że nie może mnie przyjąć. Z poprzednich doświadczeń wiem, że w Kiszyniowie gospodarze mocno kombinują, aby uniknąć płacenia prowizji pośrednikowi, więc aby zminimalizować ryzyko stania się przypadkową ofiarą takich kombinacji, wolałem załatwić tę sprawę oficjalną drogą, zamiast samodzielnie rezerwować alternatywny nocleg. Udało się, ale zajęło to mnóstwo czasu, a na dodatek nadal nie dostałem zwrotu różnicy w cenie.
Kiszyniów miałem już całkiem dobrze obejrzany i obfotografowany, więc tym razem pokazałem dziewczynom kilka ciekawszych budynków i zajmowałem się fotografowaniem mojej córki robiącej fikołki przed nimi.
Załącznik:
skoki.jpg

Dzień 10
To dzień w którym zaczęliśmy wracać do domu. O ile jadąc do Mołdawii zupełnie nie wiedziałem czego mogę się spodziewać poza Kiszyniowem, Tyraspolem i Sorokami, wracając wiedziałem, że samego najlepszego. Zdałem sobie również sprawę, że na zobaczenie najciekawszych miejsc potrzeba ładnych kilka dni więcej. Musiałem dokonać jakiegoś wyboru, a że dzień był upalny postanowiłem kontynuować poszukiwania miejsc w których można popływać. Jeszcze w Tyraspolu znalazłem kartkę z reklamą dziennych wycieczek do parku rozrywki w Orgiejowie i pomyślałem, że my też powinniśmy zobaczyć tę atrakcję.
Rzeczywiście jest ona licznie odwiedzana przez gości z Naddniestrza. Zdjęcie z początku relacji zostało zrobione właśnie tam, a Ikarusy przywiozły wycieczkę zakładową z Benderów. Ja lubię takie miejsca. Dziewczynom też się podobało – miały ciepłą wodę do pływania oraz piasek do tworzenia budowli. Świeciło słońce, był cień pod drzewem nad samą wodą, tłumy były raczej w części rozrywkowej nie nad samą wodą. Czegoż chcieć więcej. Spędziliśmy tam ładnych parę godzin. Dopiero głód wyciągnął dziewczyny z wody.
Załącznik:
WTF Orhei.jpg

Załącznik:
Orheiland.jpg

Załącznik:
Orhei hippo.jpg

Załącznik:
Zabawy.jpg

Posiłek zjedliśmy już poza Orgiejowem, przy drodze prowadzącej do granicy. Procedury na przejściu w Mamałydze przebiegły dość sprawnie, choć zauważyłem, że kierowcy jadący przede mną dzielili się z ukraińskimi pogranicznikami przewożonymi owocami. Dobrze – w końcu witaminy to zdrowie. Ja żadnych owoców nie miałem, ale nie wpłynęło to negatywnie na płynność procedur.
Noc spędziliśmy w Czerniowcach w bardzo dziwnym hotelu. Mieścił się wśród domków jednorodzinnych, przy nieistniejącej ulicy (w sensie braku nawierzchni i głębokich dziur). Poza w pełni wykończonymi pokojami był w zasadzie w budowie. Jednak byliśmy z niego całkiem zadowoleni - pokoje były wygodne, a zawiadująca tym obiektem starsza pani niezwykle sympatyczna i na dodatek można było zapłacić kartą, choć musiałem się sam obsłużyć.
Dzień 11
Ponieważ nigdy jeszcze nie byłem w okolicach obejmujących Stryj, Drochobycz Truskawiec, Sambor postanowiłem, że będziemy wracać nie przez Lwów lecz tamtą drogą i przejściem w Krościenku, zwłaszcza, że sprawdzany przeze mnie na stronie ukraińskiej straży granicznej czas oczekiwania na tym przejściu za każdym razem wynosił nie więcej niż 15 minut.
Zahaczyliśmy również o Iwano-frankowsk (Stanisławów) w którym chciałem pokazać dziewczynom ratusz - nie przypadł im do gustu i rynek – ten im się podobał.
Przy drodze jak zwykle było sporo ciekawych rzeczy do oglądania. Na cele tej relacji wybrałem kolejny specyficzny zestaw ku pamięci wojny ojczyźnianej jednak z grobem i krzyżem jak również przystanek z sarenkami
Załącznik:
wszystko w jednym.jpg

Załącznik:
Sarenki.jpg

Początkowo myśleliśmy, że noc spędzimy już w Polsce. Ja nie byłem w Bieszczadach od bardzo, bardzo dawna i miałem na to wielką ochotę. Nasze plany uległy jednak zmianie z powodu nieoczekiwanego znaleziska. Był nim Stryj w Stryju. Miejsce nad rzeką, w którym można było poczuć się prawie jak na plaży w Chorwacji. Do tego zwalone mosty, prąd rzeki. Same przyjemności na dodatek woda była zaskakująco ciepła. Spędziliśmy tam wiele godzin i przez to nie mieliśmy już szans na dojechanie do Polski.
Załącznik:
stryj2.jpg

Załącznik:
stryj.jpg

Na nocowanie pojechaliśmy do Truskawca, który okazał się wyglądać całkiem inaczej niż go sobie wyobrażałem. Spodziewałem się starych wielkich sanatoriów plus licznych mniejszych, nowszych hoteli i pensjonatów, a zastałem miasto z blokami mieszkalnymi.
Załącznik:
truskawiec.jpg

Dzień 12
To już ostatni dzień naszej podróży. Mieliśmy wrócić dzień później, ale moje dziecko obawiało się, ze w takiej sytuacji nie zdążymy zrobić prania przed kolejnym wyjazdem, więc wyjazd skrócił się o 1 dzień.
Droga prowadząca do granicy była ciekawa – te ukraińskie Bieszczady są całkiem gęsto zaludnione i ruch tam jakiś duży. W Samborze to nawet trafiliśmy na korki na ulicy – bardzo to zachęcało do kolejnej wizyty. Po Polskiej stronie zupełnie inaczej – pusto i jakoś tak strasznie porządnie. Drogi nowiutkie, domy wyglądające jakby były zbudowane lub przynajmniej gruntownie odnowione wczoraj. Do tego natrafiliśmy na tłumy pielgrzymek, zupełnie nie wiem dlaczego wszystkie szły w przeciwną stronę niż my jechaliśmy, czyli jakby od nie do Częstochowy.
Ponieważ ostatniego dnia mieliśmy do pokonania najdłuższy dystans, zatrzymywaliśmy się mniej, nie mamy też specjalnie wielu zdjęć. Znalazł się jednak jeden budynek, który musiałem sfotografować. To przekształcona w zamek hala fabryczna w Kolbuszowej.
Załącznik:
Zamek.jpg


Mi wyjazd podobał się bardzo, zobaczyłem trochę co innego niż wtedy, gdy latam i jeżdżę komunikacją publiczną, miałem większą niż zwykle swobodę wyboru miejsc, które odwiedzę, w których się zatrzymam. Mołdawia okazała się być bardziej malownicza niż to sobie wyobrażałem, Naddniestrze łatwiejsze w obsłudze niż mi się to wydawało.
Dziewczyny też wydawały się zadowolone. Po powrocie spytałem córkę o ranking tegorocznych wakacyjnych wyjazdów. Przedtem była na obozie żeglarskim na działce u przyjaciółki oraz obozie karate, ale takim bardziej wypoczynkowym niż sportowym. Nasz wyjazd na pierwsze i drugie miejsce nie miał szans, ale liczyłem na trzecie. Przeliczyłem się. Zajął ostatnie miejsce, bo jak usłyszałem tylko jeździliśmy, jedliśmy i spaliśmy.
Amen.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 12 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group