Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 38 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 05 Lut 2023 13:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 214
Loty: 92
Kilometry: 199 893
niebieski
Ostatni raz w Afryce byłem prawie dokładnie 3 lata temu. Potem przyszła pandemia, inne wyprawy i jakoś tak mijał miesiąc za miesiącem. Przez ten czas pełen nadziei na powrót zacząłem się nawet uczyć francuskiego. Z jakim skutkiem? Czy się przydał? Jak to ta Afryka Zachodnia w ogóle wygląda? Zapraszam do relacji.
Ekspertem nie jestem, ale w dzisiejszych czasach Youtubowo-Instagramowym wcale nie trzeba nim być, żeby móc się wypowiadać 8-)
Nasza zima jest idealnym momentem na wylot tam. Temperatury to nieustanne 30 stopni i bezchmurne niebo. Wybraliśmy się – tak wybraliśmy, bo jak zwykle pojechaliśmy pełną ekipą, żona, syn i ja – termin który jeśli chodzi o loty wychodził potencjalnie najtaniej. Trochę kombinacji z tym było, bo same przeloty kształtowały się następująco.
Z Modlina do Barcelony, 2h na lotnisku El Prat i Vuelingiem do Dakaru – to w tamtą stronę. Natomiast ja powrót miałem przez Casablancę do Paryża, natomiast żona i syn przez Lizbonę do Paryża. Stało się tak dlatego, że finalnie miałem zostać trochę dłużej i pojechać dalej, ale sprawy życiowe zmusiły mnie do wcześniejszego powrotu :)
Wyszło śmiesznie, bo wyleciałem 3h później od nich, a wylądowałem tylko 20 minut po nich i dostałem jedno śniadanie więcej :idea:



O 6 rano startowaliśmy z Modlina, a już o 18 lądowaliśmy w Dakarze. Pierwsze odczucie to wszechogarniające ciepło. Jest dobrze, ale czy będzie tylko lepiej? Uprzedzając to muszę przyznać, że momentami miałem tej wycieczki dość.
W każdym razie jakoś się do centrum trzeba dostać. Po standardowej procedurze zakupu karty SIM (internet) udaliśmy się przed lotnisko, w celu ogarnięcia sobie jakiegoś transportu. Z lotniska w Dakarze nie ma za dużo opcji i generalnie jedyne co może zrobić turysta taki jak my to spróbować stargować ile się da i wziąć taxi. Tanio nie jest, ale na małe usprawiedliwienie dodam, że z lotniska do centrum jest 57 kilometrów, a benzyna u nich kosztuje 7 zł, więc niech mają ;)
Szczęście nam sprzyjało, bo w dobrych pieniądzach udało się zorganizować hotel położony w bardzo turystycznej części miasta. W ogóle Dakar trochę zaburza obraz tego co potem nas spotyka, bo jest naprawdę „europejski”. Po zameldowaniu i szybkim jedzeniu udaliśmy się na spacer uliczkami miasta. Na wstępie zaczepiły nas dzieci krzyczące „Senegal”, czyżby nie tak często widzieli białego?

Znaleźliśmy jakiś supermarket i ku naszemu zdziwieniu okazało się, że tanio nie jest. Cola 7 zł, soki 10 zł, czy to stolica czy tak dalej będzie wyglądać wycieczka jeśli chodzi o ceny?

Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_547.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_546.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_542.jpg


Kupiliśmy jakieś słodycze, wodę i późnym wieczorem wróciliśmy do hotelu na spanko. Wschód słońca przywitał nas grubo po 7 rano, jednak tutaj wygląda to trochę inaczej niż u nas. Coraz bliżej równika i dzień z nocą coraz bardziej się zrównują. Hotel w świetle dnia okazał się sam w sobie ciekawy architektonicznie z różnymi akcentami afrykańskimi, a to jakieś rzeźby, a to jakieś maski. Po szybkim śniadaniu, czyli jak to w byłym kraju pod wodzą Francuzów, croissant, bagietka i kawa szybko wyruszyliśmy na miasto.
Generalnie Dakar jest czysty, ludzie dość otwarci (dlaczego o tym wspomniałem jeszcze się okaże :P), więc pobieżna eksploracja szła nam dość dobrze.
Na pierwszy rzut poszedł Pomnik Renesansu, czyli można by powiedzieć top1 stolicy. Na wzniesieniu z którego widać panoramę miasta zbudowano z litego kamienia pomnik przedstawiający kobietę i mężczyznę oraz dziecko. Przepiękne miejsce do którego prowadzą gigantyczne schody. Z jednej strony panorama miasta, a z drugiej przepiękny ocean, który rozbija się tam o wysokie klify. Gdy wracaliśmy do miasta zatrzymaliśmy się jeszcze przy tych klifach w miejscu gdzie przez kilkaset metrów ciągnęła się taka jakby siłownia na powietrzu. Szczerze to punkt obowiązkowy, gdyby ktoś odwiedzał Dakar.

Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_539.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_536.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_532.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_523.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_519.jpg


Około godziny 12 udaliśmy się na obowiązkowy punkt, czyli wpisane na listę UNESCO, wyspę Goree, czyli miejsce handlu niewolnikami. Statek odpływał o 12, bilet kosztował chyba jakieś 15 zł, a czas przepłynięcia na wyspę to około 30 minut. Już na statku zaczęły zawracać gitarę jakieś sprzedawczynie, które chyba tylko pływają i naganiają sobie turystów, żeby coś u nich kupić :idea:
Dwie – nie pamiętam imion – nawet się o mnie pokłóciły, bo jedna była wcześniej niż ta druga i pierwsza miała z tym duży problem, myśląć że chyba sobie mnie „zaklepała” na zakupy :P

Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_512.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_511.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_506.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_504.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_502.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_496.jpg


Wyspa Goree wygląda fenomenalnie. Architektura jest tam przepiękna, w stylu kolonialnym, wszędzie palmy, a dodatkowo wszystkiego dopełniała przecudowna pogoda. Obejście wyspy zajęło nam około 1,5h, a na sam koniec musieliśmy szybko biec na prom, który odpływał o godzinie 14:30, a następny dopiero o 16:30, więc gra była warta świeczki. Za sobą słyszałem tylko krzyki moich znajomych sprzedawczyń, ale nie oglądając się za siebie wskoczyłem na prom i odpłynąłem w stronę stolicy.

Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_493.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_491.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_483.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_481.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_479.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_477.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_471.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_470.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_467.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_464.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_463.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_458.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_453.jpg


Po wylądowaniu udaliśmy się w stronę Marketu Kermel, gdzie syn wyczaił, że podobno można dobrze zjeść. Rzeczywistość zweryfikowała te plany, bo rynek ten był pełen świeżych warzyw i owoców, a także świeży zabijanych ryb różnych gatunków, ale jeść tam nie dawali. Zresztą ciężko by było w tym smrodzie cokolwiek przełknąć :oops: Uznaliśmy, że zjemy w hotelu, bo i ceny normalne i jedzenie smaczne. No i wszystko fajnie, zamówiliśmy jedzonko, ja jakiegoś kurczaka, a syn rybę. drop

I wiecie co? Ość wbiła mu się do gardła. Nijak sama nie chciała wyjść, a gardło drapało. Po szybkim przeszukaniu google okazało się, że niedaleko nas jest otolaryngolog. Złapaliśmy taksówkę i udaliśmy się pod podany adres. Okazało się, że lekarza nie ma. Po drugiej stronie ulicy miał swoją klinikę chirurg dentysta. Wchodzimy, ktoś jest. Tłumaczę łamanym francuskim o co chodzi (wiecie, że "os" to ość? ;) ), recepcjonistka każe czekać. Po 20 minutach dentysta zaprosił do siebie, położył na fotel i sprawnie wyciągnął ość. Tylko, że to nie była ość a jakąś pół-ość,pół-kość. Łajza miała z 5-6 cm. Całe szczęście, że udało się to szybko ogarnąć. Cały zabieg kosztował nas 50 dolarów i mnóstwo nerwów. Po wszystkim udaliśmy się jeszcze do apteki po przepisane antybiotyki i coś do płukania gardła. Robiło się już późno, ale postanowiliśmy że wyjeżdżamy z Dakaru, bo 90 km dalej mieliśmy już namierzoną miejscówkę na kolejne dwa dni.

Załącznik:
25.jpg


Pamiętając o tym, że taksówki tanie nie są, udaliśmy się na dworzec PKP. Na skraj Dakaru odjeżdża nowoczesny pociąg za jeśli dobrze pamiętam jakieś grosze, około 4-5 zł za osobę. Dostaliśmy się na ostatnią stację i tam udaliśmy się w stronę miejsca gdzie mogliśmy znaleźć busy. To tutaj po raz pierwszy usłyszeliśmy o strajku transportu prywatnego w Senegalu co miało dla nas później pewne nieprzyjemne konsekwencje. Z miejscowości – chyba – Diamnadio (tak jak nazwa stacji) złapaliśmy dzieloną taksówkę, która zawiozła nas do miejscowości Mbour. Stamtąd przesiadka w kolejny samochód, który zawiózł nas prosto do celu, czyli miejscowości Somone i doskonałego hotelu/hostelu Africa 6 Plage. Kolejne 2 dni były wspaniałe, bo nasz hotel położony był dosłownie 3-4 metry od brzegu morza, a w czasie nocnych przypływów woda sięgała tarasu restauracyjnego :shock: Cena była jak za 3 osoby ze śniadaniem doskonała, bo wychodziło jakieś 250 zł.
Kolejne dni upłynęły nam na spacerach plażą i szeroko pojętemu opierd.... się. Lokalni mieszkańcy są dość nachalni i każdy chce coś sprzedać, czy to chusteczki higieniczne, czy to wycieczkę łodzią. Żona raczyła się piwkiem marki Gazela, twierdzi że super smaczne, a w cenie 7 zł dostawała butelkę, chyba 0,7l, więc było czym się zaprawić :twisted:

Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_447.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_440.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_437.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_430.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_426.jpg


Tutaj mała dygresja, bo już kiedyś coś takiego przeżyłem, jak byłem właśnie 3 lata temu w Senegalu, gdzie spotkałem Niemców, którzy po pobycie w alcohol free Mauretanii, w hostelu tak dorwali się do właśnie Gazeli, że myślałem że nie skończą do rana :D Dwa dni minęły szybko i trzeba było ruszyć w dalszą drogę. Nasz cel to Gambia.
Rano wzięliśmy taksówkę do miasta Mbour i na miejscu okazało się, że zonk. Transport nie działa, na dworcu pusto, generalnie lipa. Oczywiście w tego typu miejscach nikt nie zostawi Cię na pastwę losu, bylebyś tylko miał czym zapłacić. Kierowca, który nas wiózł podzwonił do znajomych i po chwili znalazł się kolejny, który z dziką chęcią zawiezie nas do naszego celu, czyli miasta Karang, w którym było przejście graniczne. Finalnie stanęło na 70 dolarach, co w porównaniu z tym co byśmy zapłacili za busa było kwotą bardzo dużą, ale tak naprawdę mieliśmy trzy wyjścia. Wrócić do hotelu, łapać coś co jedzie w żądaną stronę (ale na to nie mieliśmy czasu i szczerze biorąc pod uwagę jak mało pojazdów w ogóle się poruszało po drogach, myślę że nie mieliśmy szansa), albo trzecia którą wybraliśmy, czyli zapłacić.Do przejechania mieliśmy 190 km, ale że kierowca dobrze zasuwał to trasę ogarnęliśmy w 4h. Śmieszne jest, że na samym końcu przed samym miastem Karang złapała go policja i musiał się chyba ostro tłumaczyć. Nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale nie miał pozwolenia na wożenie turystów? Obstawiam, że chodziło tylko i wyłącznie o łapówkę.

Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_393.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_387.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_381.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_376.jpg


Granica jak to granica, zawsze to samo. Wszyscy chcą coś sprzedać, wymienić itp. Samo przejście trwało dosłownie 30 minut, więc było mega sprawnie. Po drugiej stronie złapaliśmy jakiś dzielony bus, który zawiózł nas do miejscowości Barra, z której odpływa prom w stronę Banjulu. Płaci się jakieś grosze (3 zł?), a sama przeprawa przez rzekę Gambia jest naprawdę fajna. Ujście jest naprawdę szerokie,a trasa trwa pewnie ze 30 minut. Na promie strasznie wiało, przez co było dość zimno. Wysiedliśmy w Banjulu i udaliśmy się do dużego miasta zaraz obok (tak jakby łączą się), czyli Serrekunda. Tam znaleźliśmy najtańszy hotel w okolicy i jak się okazało, był to jeden z tych takich „resortowych” położonych blisko plaży.

Generalnie nic specjalnego, ulica przy której się znajdował pełna była barów i restauracji. Udało się spotkać innych Polaków, a w hotelu wisiała kartka z godziną zbiórki do odlotu do Polski, tyle że z grudnia :o
Serrekunda nie jest ciekawa. Pełno budynków, pełno ludzi, pełno samochodów, standardowe duże miasto bez żadnej wartości estetycznej. Udaliśmy się do jednej z niewielu ciekawych tam rzeczy czyli Abuko Nature Reserve. Żeby się tam dostać, jak zwykle musieliśmy dwa razy zmieniać dzielone busy, ale dzięki temu koszt dojazdu to było jakieś 8 zł za 3 osoby. Abuko to trochę taka enklawa w środku ruchliwego miasta. Pełne zieleni, wysokich palm mieście w swoim sercu wybiegi dla hien, sępów. Są też jeziorka z krokodylami, których niestety nie mogliśmy zobaczyć bo spały. Dopełnieniem są małpy, biegające wszędzie. Cena za wejście to jakieś 3-4 zł, więc warto :) Po powrocie do hotelu przeprowadzilismy burzę mózgów co robimy dalej. Chciałem jechać wgłąb Gambii, żeby zobaczyć gigantyczne baobaby, ale jedyne w tamtej okolicy miejsce do spania nie odpisywało na maila. Nie chcąc ryzykować, że zostaniemy pośrodku pustkowia uznaliśmy, że olewamy to miejsce i jedziemy w stronę Senegalu. Grafik mieliśmy napięty, a ten dzień tutaj odzyskamy gdzie indziej. Z Serrekundy do granicy jest dosłownie 40 km.
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_372.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_373.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_368.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_366.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_361.jpg
Załącznik:
11.jpg


Około godziny 16 byliśmy na granicy. Tutaj już tak sprawnie nie poszło. Po przejściu odprawy paszportowej trafiła się jakaś gnida, która wzięła naszą trójkę na przeszukanie plecaków. Podejrzenie: narkotyki. Pewnie bym się nie stresował, ale realnie wybrał naszą trójkę z dziesiątek innych osób. Jak zapewne się domyślacie nie mieliśmy żadnych narkotyków przy sobie. Żeby jednak nie było tak miło przeszukujący nas zesrał się o Zaldiar (czyli środek przeciwbólowy, który zawsze biorę na podróż w razie jakiejś sytuacji). Substancja czynna to chlorheksydyna, czy jakoś tak. Musiałem wysłuchać monologu o tym, że ćpuni biorą tą substancję, ale generalnie nie wiele mnie ta gadka obchodziła. Straciliśmy przez to przeszukanie pewnie ze 40 minut, a powoli zbliżał się zachód słońca.

Problem z transportem pojawił się na nowo, bo przecież wjeżdżamy do strajkującego Senegalu. Od granicy jakieś 1000 metrów znajdował się dworzec, który świecił pustkami. Stanęliśmy więc sobie radośnie we trójkę w nadziei, że może ktoś się napatoczy. Oczywiście żadnego transportu ani widu ani słychu. W końcu więc musieliśmy ulec namowom jakiegoś typa ze stacji, który proponował nam przez 15 minut swój samochód. Po krótkich negocjacjach stanęło na 50 dolarach, a do przejechania mieliśmy około 120 km do miasta Zinguichor. Z jednej strony spoko, bo w komfortowych warunkach szybko osiągnięmy nasz cel, ale z drugiej boli mocno ta strata pieniędzy, gdy można było przejechać jakimś busem za 10x taniej ;)W Zinguichor udało się nam zameldować w świetnym miejscu.

Casa Africa to hostel położony dosłownie 10 min od konsulatu Gwinei-Bissau, która była naszym celem ze względu na wizy. Świetne miejsce z dużym ogrodem, gigantycznym drzewem rosnącym w środku i kilkoma backpackersami, który tak jak my przemierzali ten zachodnioafrykański szlak :!:
Następnego dnia wstałem skoro świt, żeby obejść miasto i porobić zdjęcia. Miasto okazało się, że jest pomieszane i nie jest tylko muzułmańskie, ale dużo jest tam chrześcijan. Rano mijałem setki dzieci idących do szkół. Udało mi się znaleźć bank z działającym bankomatem, gdzie mogłem wyjąć trochę euro.

Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_358.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_357.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_356.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_355.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_353.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_349.jpg


W ogóle to trochę wtopiłem, bo z rozpędu złapałem w domu niedziałającą kartę Revolut (zamiast działającej), a MasterCard praktycznie na całej trasie w ogóle nie był obsługiwany. Mieliśmy tylko jedną kartę i trzeba było troszkę kombinować. Po godzinie spaceru spotkałem się z resztą ekipy w konsulacie. Okazało się, że akurat był jakiś dzień gdzie zapisywali ludzi na wybory, które mają odbyć się w maju. Po godzinie jakiś pracownik wziął nasze paszporty, a po kolejnych 40 minutach mogliśmy się cieszyć wklejonymi w paszport wizami Gwinei Bissau (koszt jednej wizy to 33 dolary). Pochodziliśmy jeszcze ze dwie godziny po Zinguichor, która okazało się fajnym zadbanym miastem, ale jeśli chodzi o jakieś atrakcje to nie ma tam niczego. Na autobus nr 9 czekaliśmy bardzo długo, bo w stronę granicy jeździ chyba tylko jeden i robi taką jakby pętlę. Wraz z nami do niego wpakowały się dziesiątki innych osób, czego skutkiem było że siedziałem skulony z plecakiem za kierowcą, natomiast syn wraz żoną na tyle wciśnięci w inne osoby.
Droga trwała około godziny, a w autobusie był taki harmider, że czasami nie słyszałem własnych myśli. Generalnie autobus służył nie tylko do przewozu osób, ale również koszy z warzywami czy drobiu. Był to tak zwany wesoły autobus :lol: Granica generalnie poszła sprawnie. Jedynie pomiędzy posterunkami obu krajów jest pewnie z kilometr odległości. Dostaliśmy wiele propozycji podwózki motorami, ale zignorowaliśmy je i przeszliśmy tą odległość na piechotę. Po drugiej stronie okazało się, że właśnie te motory są jedynym środkiem tranportu do pobliskiego miasta Sao Domingos. Mi to wszystko jedno, ale żona nie wiedzieć czemu boi się jeździć. Życie jednak czasami stawia w sytuacjach, że bez względu na to czy się boimy czy nie musimy coś zrobić. Wsiadła na motor i jakoś przejechała te 10 kilometrów (a był to dopiero prolog do dużo większej wyprawy motorami 8-) ).
Załącznik:
12.jpg
Załącznik:
10.jpg


W Sao Domingos złapaliśmy rozpadającego się dzielonego busa i raźno ruszyliśmy w stronę stolicy Bissau. Bus był dziurawy, drogi były dziurawe, a czasami jechało się tylko po piasku, więc pod koniec podróży cali byliśmy w pyle i zakurzeni od piachu, który podczas jazdy wbijał się w każdy zakamarek pojazdu. Do Bissau dotarliśmy gdy prawie już było ciemno. Bus wysadził nas na obrzeżach miasta, szybko złapaliśmy jakąś taksówkę i pojechaliśmy do centrum. Tam udało mi się kupić jakiś internet i ruszyliśmy w stronę namierzonego wcześniej hostelu. Okazało się, że chyba lokalizacja była źle wbita bo nic nie znaleźliśmy, więc zawróciliśmy w stronę innego hotelu, gdy po drodze napotkaliśmy kolejny, który nie dość, że był dość przyjemny to jeszcze w miarę cenowy.
W tym miejscu chciałbym wspomnieć o cenach. Nie jest tanio. Znaczy zależy od perspektywy, ale jeśli ktoś miał poczucie że będzie super tanio, bo to Afryka no to tak nie jest. Hotele dla 3 osób to zawsze koszt przynajmniej 300-400 zł wzwyż. Mieliśmy w sumie szczęście, bo zawsze udawało się coś dorwać w sensownych pieniądzach, albo poprzez negocjacje albo akurat booking wrzucał mi jakąś promocję (mam poziom Genius 3). Dość częstym widokiem są ceny rzędu 500-600 zł. Dodatkowym problemem jest to, że miejsc do spania wcale nie jest jakoś specjalnie dużo na trasie, więc tak naprawdę każdy kto podróżuje z plecakiem zatrzymuje się w tych samych miejscach jak np. Casa Africa, Hotel Oceanic (Dakar) czy w Gwinei Conakry kilka hoteli po trasie, ale o tym później. Podobnie jest z jedzeniem. O ile mi to tak naprawdę wszystko jedno, bo mogę jeść w knajpach dla lokalnych mieszkańców to np. już moja żona tak nie ma i trzeba kombinować.
Przykład w Serrekundzie, gdzie pojechaliśmy do lubianej przez mieszkańców restauracji (nie pamiętam nazwy), gdzie za 6 zł dają ryż z takim jakby gulaszem. Ja z synem zjedliśmy ze smakiem, ale moja żona, ale też jakaś inna biała kobieta miały nietęgą minę (kwestia higieny). Nie oceniam, nie generalizuję, stwierdzam fakt zaistniały w danym momencie :!:

Wracając do tematu. W Bissau spędziliśmy 2 dni. Jest to kraj w którym rządzili Portugalczycy. Stolica jest naprawdę ładna, budynki są w dobrym stanie, a ludzie tam naprawdę w porządku. W restauracji nieopodal udało nam się zjeść niesamowicie smaczną pizzę, ale w cenach trochę niższych niż w Warszawie. Dni upłynęły nam na spacerowaniu. Pogoda sprzyjała, bo było 30 stopni, ale jako że nie było wilgotno to powietrze było bardzo znośne. Nie działo się tam nic spektakularnego, zwykłe oglądactwo, także gdy nadszedł drugi dzień rano z radością powitaliśmy możliwość kolejnej drogi.

Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_347.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_343.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_341.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_334.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_331.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_328.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_327.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_326.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_314.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_313.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_306.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_305.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_302.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_297.jpg


O my głupi :roll: Przed godziną 9 zameldowaliśmy się na dworcu, skąd odjeżdża autobus w stronę granicy z Gwineą-Conakry (naszym celem było miasteczko (ha tfu!) Contabane)). Wyjechaliśmy dopiero o 12, bo najpierw zbierali się ludzie, a gdy się zebrali to autobus nie odpalił i czekaliśmy na kolejny działający :P Generalnie w trakcie czekania w samym autobusie jest więcej osób chcących opchnąć wodę, chleb, daktyle, spodnie, skarpety niż pasażerów 8-) W końcu jednak ruszyliśmy a nasza droga trwać miała ponad 5h. Autobus był dość przestronny, więc sama podróż przebiegła w dość komfortowych warunkach. Parę razy zatrzymaliśmy się na postój. Na jednym z nich żona musiała do toalety, więc przy pomocy jakiejś współpasażerki poszła na stronę do jednego z domów przy przystanku. Podobno za toaletę robiła dziura w ziemi. Tak się tam żyje niestety.
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_290.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_287.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_284.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_278.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_277.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_275.jpg
Załącznik:
21.jpg


Gdy zbliżaliśmy się już do Contabane dosiadło się dwóch typów. Jeden w przygłupiej czapce oczywiście chciał pomóc. Pamiętajcie, że jak ktoś Wam chce pomóc w Afryce to na bank przepłacicie. Z Contabane do Boke w Gwinei-Conakry jest tylko jedna możliwość – motory. Zaoferował się, że załatwi nam za 30000 CFA, czyli 50 dolarów od osoby. Finalnie zlałem go, bo na internecie ceny kończą się na 25000 CFA. Nadszedł czas gdy dotarliśmy do (ha tfu!) Contabane. Drzwi autobusu otworzyły się, a do środka wcisnął się ponad tuzin rąk wyrywających plecaki z rąk. Musiałem użyć siły i stanowczego głosu, żeby się chociaż na chwilę odsunęli, ale działało to tylko przez kilka sekund. Gdy wysiedliśmy otoczyła nas banda może 15 nastolatków i każdy oferował swój motocykl. Nie czułem strachu, bo nie chodzi im o to żeby człowieka okraść czy zrobić krzywdę, im chodzi tylko i wyłącznie o to żebyśmy wybrali jego motor, który zawiezie nas do Boke, czyli docelowego miejsca. Są przy tym absolutnie wkurwiający i absolutnie nachalni. Żona w pewnym momencie nie wytrzymała i zaczęła na nich krzyczeć z marnym skutkiem. W sumie to mieliśmy mały problem, bo była godzina 17, a trasa do Boke to około 3h, więc przez w sumie miejsca dość ustronne jechalibyśmy w nocy. Po negocjacjach cena zeszła na 20000 CFA. Finalnie uznaliśmy, że nie jedziemy i cofamy się o 5km bo widzieliśmy coś z napisem tourist. Wsiedliśmy na motory i za 50 zł za naszą trójkę cofnęliśmy się do miejsca Pousada de Saltinho.

Jest to ruina, przypomina swoją aparycją bardzo zniszczony i bardzo stary PRLowski ośrodek turystyczny. Za 15000 CFA wynajęliśmy tam pokój 2x2 metry, w którym łaziły mrówki, nie było ciepłej wody, a za drzwiami nie było nic poza gęstymi lasami i gigantyczną rzeką. Żona była w dość potężnym stresie, gdzie my wylądowaliśmy i że nas tu zabiją :evil: Pomijając jej stres to okolica była przepiękna. Na całej trasie to właśnie to miejsce będę wspominał jako najpiękniejsze. 200 metrów od naszego pokoju był most a pod nim płynęła potężna rzeka. Okoliczni mieszkańcy prali tam rzeczy, łowili ryby i myli się. Zachodzące słońce sprawiło, że to miejsce było co najmniej magiczne. Na szczęście obok była też mała wioska z posterunkiem policji, więc mogłem kupić wodę i jakieś przekąski. W samym „ośrodku” mieszkali inni biali. Na początek śmialiśmy się z synem, że może to jacyś mafiozi się tu chowają, albo ukrywający się alimenciarze, ale po dłuższym rekonesansie okolicy doszliśmy do wniosku, że to pewnie jacyś lokalni pracownicy, gdyż cały ranek po drodze jeździły dziesiątki wywrotek.

Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_262.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_261.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_255.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_253.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_249.jpg


Wstałem skoro świt i udałem się nad rzekę. Akurat opadała mgła, więc miejsce to sprawiało wrażenie magicznego. Około 8 rano wyszliśmy przed bramę „ośrodka” w nadziei, że złapiemy jakiegoś busa i pojedziemy do miejscowości Quebo (większej), a także koniecznie chcieliśmy ominąć tych porąbańców z (ha tfu!) Contabane.

Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_245.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_243.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_238.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_236.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_235.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_232.jpg
Załącznik:
17.jpg
Załącznik:
16.jpg
Załącznik:
22.jpg
Załącznik:
7.jpg
Załącznik:
6.jpg


Oczywiście nic nie jechało poza paroma motocyklistami, więc uznaliśmy że podejdziemy do wioski z posterunkiem policji. Tam nawiązałem rozmowę z policjantami i już chcieli nam wynająć motory za 5000 CFA za osobę, gdy podjechał bus. Śmieszne bo już miałem dawać pieniądze, ale w ostatniej chwili wycofałem i za 1000 CFA za osobę pojechaliśmy busem do Quebo. Minęliśmy jeszcze tamtą miejscowość i już te mendy z wczoraj próbowały wsadzać ręce, ale pojechaliśmy dalej. W Quebo wysadzili nas pod dworcem (za duże słowo, bo stały tam tylko motory) i podobnie jak wczoraj chłopaki już chętnie rzucili się do pomocy. Ci byli jednak chyba jacyś normalniejsi bo na słowo nie jakkolwiek zareagowali. Owszem obsiedli mnie i każdy prezentował swój motor, ale było w tym dużo więcej normalności niż dzień wcześniej.
Wybrałem 3 chłopaków z jak mi się wydawało najnowszymi motorami i mogliśmy się udać w drogę do Boke. Zanim to jednak nastąpiło pojechaliśmy wymienić euro, potem pojechaliśmy kupić wodę, potem pojechaliśmy do ich miejscówy, gdzie przebrali się w ciuchy do jazdy i przyczepili nasze plecaki, potem wróciliśmy na dworzec na ostatni przegląd motorów i dotankowanie ich. W końcu mogliśmy ruszyć. Grzecznie poprosiłem ich (po francusku he he), żebyśmy trzymali się razem i żeby nie zasuwali, bo żona będzie się bała. O dziwo posłuchali mnie ;) Właśnie w tym momencie rozpoczęły się najlepsze 3-4h naszej afrykańskiej drogi. Jechaliśmy wąskimi ścieżkami przez dżunglę, przez mostki, przez malutki wioski. Posterunki graniczne znajdowały się w jakichś szałasach. Na pierwszym posterunku celnik poprosił o pieniądze, ale udałem głupa i odpuścił.

Kilometry pokonywaliśmy po czerwonej ziemi, palmy czasem zasłaniały nam słońce. W pewnym momencie musieliśmy przekroczyć rzekę. Mała piroga zmieścił dwa motory i 4 osoby. Trochę się czułem jak Kate Winslet w Titanicu na tych drzwiach. Czysta przyjemność :o Jechaliśmy i jechaliśmy, a przerwy wyznaczały nam kolejne posterunki policji. Pod sam koniec nie czułem już nóg, ale finalnie nie było tak źle. Nawet moja żona wycofała wszystkie złe słowa i powiedziała, że było mega :!:

Załącznik:
15.jpg
Załącznik:
14.jpg
Załącznik:
13.jpg
Załącznik:
18.jpg
Załącznik:
19.jpg
Załącznik:
20.jpg
Załącznik:
8.jpg
Załącznik:
9.jpg


Do Boke dotarliśmy około 13, byliśmy zmęczeni, ale uznaliśmy że nie zatrzymujemy się i spadamy od razu do Conakry. Czas naglił.W Boke znajduje się naprawdę fajny dworzec dla busów i dzielonych taksówek. W sumie od razu z wejścia zostaliśmy przydzieleni do jakiegoś VW Sharana i mogliśmy spokojnie oczekiwać na wyjazd. Akurat był piątek i wszyscy szli na modły (muzułmanie). Na pobliskiej stacji udało mi się dorwać jakąś małą colę z lodówki. Jak ona smakowała, o kurde pychota! Przed odjazdem taki jakby konduktor poprosił mnie o pieniądze na jedzenie (nonstop ktoś prosił o pieniądze). Okazało się, że w saszetce miałem jeszczee połowę pudełka z ciastkami, które kupiłem na drogę motorami, a które wręczyłem je proszącemu :evil: Trochę było mu przykro, że okazałem się sprytniejszy, ale ciastkami nie pogardził tylko zjadł.
Droga do Conakry miała trwać 5h i do przejechania było 250 km. Asfalt nie był najgorszy, na początku były dziury, ale potem było całkiem równo przez cały czas. Finalnie wyszło, że jechaliśmy 8h, bo w Conakry były gigantyczne korki. Był moment, że przez 30 minut ujechaliśmy 1 km. Chyba jeszcze nie widziałem tak zawalonego miasta, do którego wjazd nie był nawet asfaltowy. Bez przerwy jechały też ciężarówki, było ich chyba momentami więcej niż osobówek. Absolutnie wymęczeni w nocy wysiedliśmy gdzieś w centrum i poszliśmy do miejsca gdzie znajdowały się taksówki. Po krótkich negocjacjach (ale tanio nie było) miał nas zabrać do hostelu, który namierzyłem na aplikacji iOverlander. Okazało się, że coś jest zesrane z lokalizacją i tam gdzie miał być hostel to go nie było. Kończyła mi się kasa, a byliśmy w dupie. Powiedziałem żeby nas wiózł na wybrzeże do droższego hotelu, ale wiedziałem przynajmniej że on tam jest. Jedyne co miałem to jakieś resztki euro, a nawet nie było gdzie ich wymienić. Powiedziałem kierowcy, że wymienię w hotelu. Po dotarciu już po 22 udało mi się w końcu wymienić na lokalną walutę czyli Frank Gwineiski (co innego niż Frank zachodnioafrykański – CFA). W samym hotelu próbowali mi wcisnąć 2 pokoje dla 3 osób i nijak nie docierało, że chcę jeden i może być z jednym łóżkiem.

Wkurwieni do granic możliwości, głodni i zmęczeni wyszliśmy z hotelu, ale przynajmniej mieliśmy walutę. Złapałem jakiegoś innego taksówkarza, który był dość kompetentny bo za normalne pieniądze podrzucił nas na ulicę, gdzie zlokalizowane były 3 czy 4 hotele. Nie miałem internetu, więc nawet nie miałem jak sprawdzić gdzie co jest. Gdy weszliśmy do hotelu do którego nas zawiózł okazało się, że ma pełne obłożenie. Była prawie 23, a my jak te ciule łaziliśmy od hotelu do hotelu i byliśmy w sumie w dupie. Gdy zacząłem kląć po polsku okazało się, że menedżer hotelu to Libańczyk, ale ożeniony z Białorusinką. Chyba złapaliśmy nić porozumienia, bo zaczął dzwonić po hotelach niedaleko i szukać takiego z najlepszą ceną.

Conakry jest drogie. Nie ma tam alternatyw, jest drogo. Nocują tam biali, którzy przyjeżdżają z zagranicy w celach biznesowych. W Gwinei na nieprawdopodobną skalę występuje wywóz wszelkich cennych surowców mineralnych (stąd tyle ciężarówek). Nasz przyjaciel z Libanu znalazł nam finalnie hotel, zamówił taksówkę i za nią zapłacił. Dziękuję Rami ;)

Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_227.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_225.jpg


W hotelu w końcu mogliśmy się umyć i przebrać, bo po jeździe motorami byliśmy cali czerwoni i w kurzu. Szybko jeszcze poleciałem po jakieś kebaby, ale nie był to najlepszy ruch bo następny dzień troszkę czasu musiałem spędzić na kibelku. Nie wiem czy to wina tego, że przez dobę praktycznie nic nie jedliśmy, czy może sam kebab był trefny :ugeek: Na drugi dzień wróciliśmy do hotelu przyjaciela, bo dał nam super dobrą cenę – 69 dolarów za 3 osoby. W ciągu dnia sporo chodziliśmy po Conakry, ale tak szczerze jest to miejsce bardzo nieprzyjazne. O GoPro się czepiają, o zdjęcia się czepiają, generalnie same problemy. Udaliśmy się do portu, bo niedaleko są wyspy i rozważaliśmy popłynięcie, ale jak usłyszeliśmy cenę i tą nachalność to szybko daliśmy sobie spokój. Dobrym punktem była jednak libańska kuchnia 100 metrów od hotelu. Bardzo dobra kofta i bardzo dobre burgery poprawiły nasze humory. Dalej sporo chodziliśmy po okolicy, ale tam naprawdę nic nie ma („tu nikogo nie ma” - parafrazując klasyka Marcina Najmana). Takie same brzydkie ulice i ten sam nieprzyjemny wzrok mieszkańców :roll: Kolejna noc była średnia, bo już o 5 rano lokalni duchowni rozpoczęli swoje wycie i nie bardzo dawali spać. Znowu eksplorowaliśmy okolicę, ale podobnie jak dzień wcześniej nic ciekawego nie odkryliśmy. No może poza miejsce gier, gdzie dzieciaki grały w FIFĘ na Playstation. Druga warta odnotowania rzecz to, że cały ranek na wszystkich ulicach odbywały się gry w piłkę na małe bramki. Dosłownie setki dzieciaków rozgrywały swoje mecze.

Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_221.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_219.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_216.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_214.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_213.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_206.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_199.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_196.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_195.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_193.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_191.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_187.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_180.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_164.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_162.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_153.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_136.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_127.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_125.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_124.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_104.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_100.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_98.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_94.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_82.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_74.jpg


O godzinie 15 zawinęliśmy się na lotnisko. Śmieszne miejsce, bo dosłownie każdy policjant którego mijaliśmy prosił o pieniądze (jakaś narodowa tradycja). Generalnie nawet jakbym chciał coś dać to i tak nic nie miałem, ale na szczęście też nie chciałem dać :roll: Po siedzeniu 2 godzin wyszedłem z synem, żeby sobie pochodzić przed lotniskiem. Było tak jak się spodziewaliśmy czyli nieciekawie i brzydko. Gdy wracałem i chciałem zrobić zdjęcie ronda i pomnika, który się na nim znajduje to podbiegł jakiś robotnik (chyba kopał ziemię) i zaczął drzeć mordę jak opętany. Nie wiele rozumiałem o co mu chodzi poza tym, że no photo. Zapytałem się jaki ma problem i że chcę zrobić zdjęcie pomnika i w sumie zacząłem dalej robić. Zaczął dalej drżeć mordę i krzyczeć policja. Nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy się śmiać. Zaczął biegać i latać wokoło, potem zaczął się wydzierać na jakieś dziewczyny obok. Uznaliśmy, że debil i powoli oddaliliśmy się w stronę lotniska. Zapytaliśmy po drodze jakiegoś człowieka o co tamtemu chodziło, a typ do nas że powinniśmy zapytać o pozwolenie na robienie zdjęcia.
Jeszcze może czego, żebym się pytał o możliwość zrobienia zdjęcia pomnikowi (serio nawet nie wiedziałem że typ gdzieś jest). Gdy wracaliśmy do odprawy znowu to samo. Czy mooże dalibyśmy jakieś pieniądze i tak każdy po kolei.

Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_49.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_20.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_12.jpg
Załącznik:
Afryka Zachodnia Sen-Konakry_2.jpg


Około 19 żona i syn odebrali bilety, a około 20 poszli do gate’a. Zostałem sam. Akurat odlatywał AirFrance do Paryża i zacząłem się trochę martwić, bo jakiś typ przy wejściu do odprawy celnej bardzo mocno czepiał się ludzi o każdy gram bagażu (dosłownie o 100 gram). Łajza liczyła na łapówki i część osób mu płaciła. Zacząłem się trochę martwić, bo miałem ponad 12,5 kg na sobie, a limit mojej linii to było 10. Finalnie niepotrzebnie się stresowałem, bo nawet mnie nie sprawdzał. Za to policjantka, która była za nim chciała ode mnie jakiegoś formularza ile pieniędzy przewożę. Kolejna próba wyłudzenia pieniędzy. Poziom korupcji level master. Chyba napiszę na maila rządowego (były plakaty żeby do nich pisać na lotnisku) co tam się odwala, bo to naprawdę godne pożałowania.Jeszcze spotkałem się z żoną i synem przy gate’ach, ale za chwilę i tak mieli odlot. Znowu został sam, ale już o 2:30 w nocy mogłem się udać w podróż powrotną do Casablanki i potem do Paryża. Co to było za spotkanie po 12h nie widzenia się w Paryżu ;) Czasami tak ludzie na siebie wpadają :PParyża nie będę opisywał bo był to szybki 6h stopover, ale byłem w nim pierwszy raz i jestem absolutnie zachwycony. Zobaczyłem Wieżę Eiffla, Notre Dame, Łuk Triumfalny. Kupiłem croissanta za 1,5 euro, podczas gdy pod Warszawą kosztują 8 zł, ale kto bogatym Polakom zabroni płacić więcej niż w Paryżu.

Podsumowując: było super!
Momentami było ciężko, było parę wtop, niezależnych od nas (strajk w Senegalu, wzięcie nie tej karty).
Wrócić na bank wrócę, bo to jest tylko część trasy zachodnioafrykańskiej.
Dzięki wszystkim za przeczytanie i do następnej relacji!

Pozdro :D

P.S Jak zwykle mam prośbę o małego followa kanału na YT syna i jego instagrama :)
https://www.instagram.com/adamkoper_/
O ten poniżej :lol: 8-) :oops:


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Relacje 2022 >>SYRIA>https://www.fly4free.pl/forum/syria-piekna-czy-bestia,214,163045
NEPAL>
nepal-w-strone-bazy-everestu-rodzinnie,215,164947
Góra
 Relacje PM off
31 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 05 Lut 2023 14:09 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4276
Loty: 433
Kilometry: 966 321
złoty
Afryka Zachodnia czeka jeszcze na odkrycie. Ja spędziłam więcej czasu w Senegalu, ciut w Gambii, ale nie czuje się zachęcona do dalszej eksploracji.
Korupcja, syf, brud, śmieci to (przykra) codzienność tam. Na minus wysokie ceny, biały = bankomat. Ale plaże w Senegalu mają ładne, jesli obsługa hotelu sprząta, bo wystarczy wyjśc kawałek dalej i znowu śmieci :(
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
irae lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 05 Lut 2023 14:15 

Rejestracja: 31 Maj 2013
Posty: 1398
Loty: 823
Kilometry: 1 236 164
srebrny
Świetna relacja! Przypomniałem sobie mój pobyt w Conakry, zdjęcia miejsc gdzie też byłem. Jest tam też małe muzeum narodowe, z braku innych atrakcji warto odwiedzić. Z tym robieniem zdjęć to u nich jakaś paranoja. Kiedyś chciałem zrobić fotkę jakiegoś tam obiektu obok stał żołnierz i zachęcająco pomachał ręką a następnie skonfiskował mi aparat! - no foto! Dopiero interwencja mojego gwinejskiego opiekuna oraz łapówka rozwiązała problem. Dokładnie tak jak napisałeś - poziom korupcji level master! :mrgreen:
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 05 Lut 2023 14:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2121
Loty: 856
Kilometry: 1 934 683
platynowy
hyhy, cała Afryka, ch*** do zobaczenia, a człowiek wraca z wypiekami na twarzy :D
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
DMW lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 05 Lut 2023 14:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 214
Loty: 92
Kilometry: 199 893
niebieski
@maxima
pięknie podsumowane :)

@DMW
Poszedłem do muzeum, ale remont i mnie nie wpuścili :)
Łapówki są wszędzie i w sumie jest to nawet nie tyle denerwujące co męczące, na obronę (małą) dodam, że celnicy i posterunki poza tym pierwszym nie chciały łapówek - pewnie poszedł przykaz z góry :)

@cart
niby męczące, a już bym wracał :P
_________________
Relacje 2022 >>SYRIA>https://www.fly4free.pl/forum/syria-piekna-czy-bestia,214,163045
NEPAL>
nepal-w-strone-bazy-everestu-rodzinnie,215,164947
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 05 Lut 2023 19:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1536
Loty: 619
Kilometry: 992 187
srebrny
@irae
Podsumuj, ile dni w którym kraju spędziliście. Dość ekspresowa Wasza podróż przez 4 państwa, chociaż do tempa @cart jeszcze Wam brakuje.
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 05 Lut 2023 19:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2121
Loty: 856
Kilometry: 1 934 683
platynowy
No ja tak po krajach nie pędzę ;-), nie pamiętam bym któryś miał tak na zaliczenie.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 05 Lut 2023 20:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1536
Loty: 619
Kilometry: 992 187
srebrny
@cart
miałem na myśli pokonywany dziennie dystans lądem. Tutaj będzie trudno Ciebie przegonić... ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 05 Lut 2023 20:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 4635
Loty: 649
Kilometry: 813 653
HON fly4free
Zapomniałeś o @Woy
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 05 Lut 2023 21:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2121
Loty: 856
Kilometry: 1 934 683
platynowy
No w Afryce taki tysiak dziennie to byłby szacuneczek :P
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 05 Lut 2023 21:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 214
Loty: 92
Kilometry: 199 893
niebieski
@sko1czek

Senegal - 4
Gambia - 2
Bissau - 2
Konakry - 2,5

Dystans: około 1200 km, więc niewielki, ale tam odległości liczy się trochę inaczej :)
Chciałbym móc więcej mieć czasu, ale wiadomo życie :) Chociaż jakbym miał więcej dni to pewnie leciałbym dalej SL i Liberia :P
_________________
Relacje 2022 >>SYRIA>https://www.fly4free.pl/forum/syria-piekna-czy-bestia,214,163045
NEPAL>
nepal-w-strone-bazy-everestu-rodzinnie,215,164947
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
jerzy5 uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 05 Lut 2023 23:40 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 497
złoty
pabien napisał(a):
Zapomniałeś o @Woy


Miło, że ktoś pamięta:) Aczkolwiek w krajach, o których tu mowa tempo mocno bym zwolnił, tak 4-5 dni per kraj przy właściwym planowaniu mogą wystarczyć. Brawo @irae za pomysł i zwiedzenie Gwinei z rodziną. Jeden z najbardziej szitowych krajów zaliczony!
Góra
 Relacje PM off
Gadekk lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 06 Lut 2023 06:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 214
Loty: 92
Kilometry: 199 893
niebieski
@Woy

motorki były super :)
Conakry nieprzyjemne, dziwne miejsce generalnie :)

Chociaż jakaś laska na West Africa napisała mi, że Conakry jest piękne, wspaniałe, muzyka i taniec - może ją tam przekupili ? :P

A łapówkarstwo odbieram w kontekście ciekawostki, taka atrakcja turystyczna :)

P.S też w Arabii robiłeś takie przeroby?
_________________
Relacje 2022 >>SYRIA>https://www.fly4free.pl/forum/syria-piekna-czy-bestia,214,163045
NEPAL>
nepal-w-strone-bazy-everestu-rodzinnie,215,164947
Góra
 Relacje PM off
jerzy5 lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 06 Lut 2023 09:05 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 497
złoty
@irae Tak, niemal dokładnie ta sama trasa. 6000 km, tylko miałem jeden dzień więcej.
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 07 Lut 2023 18:12 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4276
Loty: 433
Kilometry: 966 321
złoty
dla zainteresowanych poziomem rozwoju krajów w Afryce Zachodniej. Wszystkie cztery kraje plasują się w top20 krajów o najniższym HDI. Średni czas nauki w Senegalu czy Gwinei jest niższy niż w Afganistanie. GNI też niskie (dla Polski w tym zestawieniu wynosi $33k). Korupcja to tylko jeden z morza problemów, jaki tam występują.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 08 Lut 2023 07:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 214
Loty: 92
Kilometry: 199 893
niebieski
@maxima

ciekawe zestawienie i w sumie mnie to nie dziwi :)
W ogóle zachodnia Afryka mocno okupuje dół tabeli :)
_________________
Relacje 2022 >>SYRIA>https://www.fly4free.pl/forum/syria-piekna-czy-bestia,214,163045
NEPAL>
nepal-w-strone-bazy-everestu-rodzinnie,215,164947
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 09 Lut 2023 16:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 214
Loty: 92
Kilometry: 199 893
niebieski
Odcinek 2 :)

Trochę stresu, ale też mnóstwo świetnych widoków 8-)

_________________
Relacje 2022 >>SYRIA>https://www.fly4free.pl/forum/syria-piekna-czy-bestia,214,163045
NEPAL>
nepal-w-strone-bazy-everestu-rodzinnie,215,164947
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 12 Lut 2023 16:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 214
Loty: 92
Kilometry: 199 893
niebieski
Hej :)

3 odcinek, trochę na początku przegadany, ale za to cudowna plaża i bajeczne zachody słońca :)
Wiem, wiem, miniaturka na grubo, ale sami wiecie rozumiecie, konkurencja duża i czasy takie :lol:

_________________
Relacje 2022 >>SYRIA>https://www.fly4free.pl/forum/syria-piekna-czy-bestia,214,163045
NEPAL>
nepal-w-strone-bazy-everestu-rodzinnie,215,164947
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 19 Lut 2023 16:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 214
Loty: 92
Kilometry: 199 893
niebieski
Siema :)

odcinek 4, a jeszcze trochę będzie :P
Dużo chłopak mówi to i potem tak wychodzi :)
Prom z Barry do Bandżulu, potem Serrekunda i Abuko Naturo Reserve (fajne miejsce - takie spokojne), znowu na granicę do Senegalu i Zinguichor, czyli brama do Bissau :P

_________________
Relacje 2022 >>SYRIA>https://www.fly4free.pl/forum/syria-piekna-czy-bestia,214,163045
NEPAL>
nepal-w-strone-bazy-everestu-rodzinnie,215,164947
Góra
 Relacje PM off
oskiboski lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 20 Lut 2023 14:55 

Rejestracja: 25 Wrz 2015
Posty: 177
Loty: 166
Kilometry: 276 623
Świetna relacja, spróbuję podobnie, myślałem uderzyc na naj... górę Gwinea, ale jak czytam, ile zajęła Ci droga do stolicy, to :shock: wpadłem w popłoch :shock:
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 38 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group