Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 17 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Na Madagaskar [LIVE]
#1 PostWysłany: 02 Lis 2023 20:08 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 486
złoty
Zapraszam do relacji na żywo z rodzinnej podróży na Madagaskar. Mimo, że paru podróżników już tu było, będzie to pierwsza relacja z Madagaskaru i mam nadzieję, że zawarte tu praktyczne info przyda się innym.

Tej podróży wcale nie było w planach. Na listopad planowałem trip do Libii z @cart, ale najpierw zamachy, a potem powodzie sprawiły, że ten niespodziewanie otwarty na początku roku kraj zamknął się znowu. Obecnie poza okolicami Trypolisu ciężko w Libii cokolwiek zwiedzić. Trzeba więc było Libię odłożyć na przyszłość i szukać zamiennika. Miałem do wykorzystania do końca roku vouchery KLM za odwołany wcześniej lot z Peru (za cztery bilety wyszło w sumie około 15000 zł w voucherach), więc łypałem przede wszystkim na siatkę połączeń KLM/Air France. Najlepiej do takiego miejsca, gdzie trudno o promocje. Padło więc na Madagaskar z Berlina za przyzwoite 3200 zł od osoby z wygodną przesiadką w Paryżu. Bilety zarezerwowaliśmy pod koniec września, a córka od razu zaczęła pakować plecak.

Jak zwykle planowaliśmy zwiedzanie wynajętym samodzielnie samochodem bez kierowcy. Stety albo niestety, przygotowując się do wyjazdu zostawiłem na ostatnią chwilę kwestię wynajmu samochodu i dopiero 6 dni przed przylotem zarezerwowałem go w Avis - jedynej sieciówce dostępnej na Madagaskarze. Malutki Nissan Baleno na 12 dni miał kosztować ponad 650 euro, a więc niemało. W piątek rano dostałem strzał w nos – Avis napisał, że nie ma żadnych wolnych samochodów. Trochę w to wątpiłem – na Madagaskarze zaczyna się pora deszczowa i niski sezon – ale trzeba było szukać innych opcji. No i znalazłem, bo w tej samej cenie znalazłem auto 4x4 z kierowcą w jednym z lokalnych biur podróży – Madagascar Tour Expedition. Madagaskar to chyba jedyny kraj, w którym są możliwe takie dziwactwa, że samodzielne wynajęcie mniejszego samochodu jest droższe od wynajęcia większego samochodu z kierowcą.

Oba loty Air France przebiegły spokojnie, choć lot międzykontynentalny w ciągu dnia jest chyba jeszcze bardziej męczący, niż w nocy. W końcówce lotu na Madagaskar podszedł nawet do mnie steward i zapisał żonę i dzieci do programu lojalnościowego Flying Blue. Zastanawiałem się wcześniej, czy warto, ale nie miałem czasu na sprawdzenie. Skoro całą robotę wykonał za mnie kto inny, oczywiście się zgodziłem, ale czy to będzie miało jakikolwiek sens ekonomiczny – zobaczymy.

Samolot przyleciał do Antananarywy o 23.15, ale prawie do północy staliśmy w kolejce do kontroli granicznej. To nie jest wcale tak długo, często gdy na małe lotnisko przylatuje wielki samolot, zatyka się ono zupełnie. Jeszcze w samolocie dostaliśmy specjalne „paszporty” z dwoma wyrywanymi kartkami do wypełnienia, które potem zgarnęli pogranicznicy.
Załącznik:
20231031_233656.jpg

Jako, że planowaliśmy przebywać krócej niż 15 dni, nie potrzebowaliśmy wizy, a płaciliśmy jedynie 10 euro „opłaty serwisowej”. Przy okazji – Madagaskar to chyba najbardziej otwarty kraj na świecie, obywatele wszystkich państw (nawet Afganistanu, Syrii, Iraku itd.) mogą tu uzyskać wizę on arrival bez dodatkowych warunków.

Standardowo po przylocie udałem się do bankomatu (omijać Societe Generale, w odróżnieniu od niego drugi bankomat jednego z lokalnych banków nie pobiera prowizji), a potem po zakup karty SIM. Dla Polaków ariary – waluta Madagaskaru – ma bardzo przyjemny przelicznik. Mniej więcej tysiąc ariary to 1 PLN, więc wystarczy podzielić cenę przez 1000 żeby się zorientować, ile co kosztuje. Niestety najwyższy nominał to marne 20000 ariary, a więc następnego dnia wymieniając 1000 euro dostałem bardzo gruby plik banknotów.
Załącznik:
20231101_080601.jpg

Do hotelu przyjechaliśmy trochę po 1 w nocy, a już o 7 czekała nas pobudka, bo o 8 zamówiony kierowca miał po nas przyjechać. Stolica z rana wydała się typowym afrykańskim molochem z wszechobecnym chaosem. W jednym Antananarywa jest prawdziwą „wizytówką” kraju, a konkretnie w fatalnych drogach. Nie znaleźliśmy tu żadnej ulicy z więcej niż jednym pasem w tym samym kierunku, korki panują więc niemiłosierne. I tak jest póki co wszędzie w kraju, dlatego podawane przez Google Maps przeciętne w granicach 30-40 km/h nawet na długich dystansach niestety sprawdzają się co do joty.

Mimo, że od pierwszej atrakcji dzieliło nas tylko 30 km, dojazd do niej zajął nam ponad półtorej godziny. Rozpoczęliśmy od wpisanego na listę UNESCO królewskiego wzgórza Ambohimanga, tradycyjnego miejsca pobytu i nieformalnej stolicy królów Madagaskaru od początku XVIII w. aż do podbicia przez Francję prawie 200 lat później. Wjazd za 10k ariary, obowiązkowa przewodniczka chciała „co łaska” i dostała potem 20k, ale było warto, bo opowiedziała dużo ciekawostek.

W „pałacu” (zdjęcia w środku nie wiedzieć czemu zabronione) mieszkał król z ulubioną żoną (wszystkich miał 12 – najbardziej doskonała liczba dla ówczesnych Malgaszów) – on na łóżku, po którym się wspinał na drabince, ona na dole. Musiał się chłopina dowartościować, miał sam zaledwie 145 cm wzrostu. Łóżko stało w północno-wschodnim kącie pałacu, uważanym za święty – bo właśnie z północnego wschodu (obecnej Malezji i Indonezji) przybyli przodkowie Malgaszów. Jedzenie król gotował sobie i żonie sam, obawiając się otrucia (jak to mówią, nigdy nie wierz kobiecie). Wszystko w jednej izbie, a więc szału i specjalnego komfortu jak na króla nie było. Jak przychodzili goście, wspinał się na belkę u powały, aby podsłuchiwać i dopiero wtedy, gdy mówili o nim dobrze, łaskawie schodził na dół. Po kąpieli nie wycierał się ręcznikiem, tylko kładł na pobliskiej skale i wysychał na słońcu.
Załącznik:
20231101_100829.jpg

Załącznik:
20231101_102548.jpg

Załącznik:
20231101_103115.jpg

Załącznik:
20231101_105011.jpg

Załącznik:
20231101_105542.jpg

Załącznik:
20231101_110222.jpg

Tuż przy głównej bramie na królewskie wzgórze położono kamień, na którym zabijano na ofiary bydło zebu. Co ciekawe, ofiary ze zwierząt składa się tu po dziś dzień. Córka zrobiła sobie pamiątkowe zdjęcie z kaczką, która za chwilę miała stracić życie za pomocą sierpa… Na szczęście tej ceremonii nie musieliśmy już oglądać…
Załącznik:
20231101_110501.jpg

Ale żeby tradycji 1 listopada stało się zadość, odwiedziliśmy królewskie groby. Jak wyjaśniła przewodniczka, nie wolno było mówić, że boscy królowie malgascy umierali, stąd po ich śmierci mówiono, że tylko „odwracali głowę”.
Załącznik:
20231101_110046.jpg

Z Ambohimangi do Antsirabe, gdzie wczoraj spaliśmy, droga miała wynosić cztery i pół godziny. Z przerwą na obiad zajęła nam prawie siedem, z czego ostatnia godzina w rzęsistym deszczu i chłodzie. Z luźnego dnia zrobił się bardzo intensywny, a kolejny miał być jeszcze cięższy...

I taki był, zbudziliśmy się dziś o 6 rano, potem szybkie śniadanie i o 7.20 wyjazd. Do Morandavy mieliśmy wg map Google dziewięć i pół godziny, co byłoby niezłym wynikiem zważywszy na prawie 500 km do pokonania. Pokonaliśmy je w nieco ponad dziesięć, nie licząc obiadu, a więc tempo całkiem przyzwoite. Droga dużo lepsza niż wczoraj, miejscami kompletna padaka, ale były długie fragmenty, gdzie można było jechać i 100 na godzinę. Mimo wszystko w upale sięgającym 35 stopni i samochodzie bez klimatyzacji nie było to wcale komfortowe.

Po drodze widzieliśmy i cywilizowane miejsca, i wioski, gdzie jedynym źródłem prądu są panele fotowoltaiczne. Czyli można się domyślać, że parę lat temu prądu nie było w zasadzie wcale. Chaty z trzciny i gliny, a najlepsza rozrywka dzieci to machanie do przejeżdżających pojazdów. Mogliśmy się przekonać, jak zdeforestowanym krajem jest Madagaskar – tam niemal w ogóle nie ma drzew. Jest to przyczyną zaburzenia stosunków wodnych – o wodę coraz trudniej, a na samym schyłku pory suchej było to bardzo dobrze widać. Jest bardzo sucho i o pożary nietrudno. Na szczęście od połowy listopada, a już na pewno od grudnia, zacznie solidnie padać.

Dopiero niedaleko wybrzeża pojawiło się nieco więcej zieleni i drzew, w tym króla drzew – baobab. Zrobiliśmy sobie nawet konkurs w liczeniu baobabów, ale po setce przestałem liczyć. Przy najbardziej okazałym zrobiliśmy sobie zdjęcie, a wieczorem pierwszy raz w życiu spróbowaliśmy soku z babobabu.
Załącznik:
20231102_181053.jpg

Śpimy dziś w Morondavie, jutro znów intensywny dzień pełen jazdy i przepraw promem. Ile to się człowiek musi namęczyć, żeby zobaczyć to, co chce... Przez następne dwa dni śpimy w miejscu, gdzie o prąd i Internet może być trudno, więc nie wykluczam, że relacja live może się zamienić w prawie live.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
26 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 03 Lis 2023 18:50 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 486
złoty
Myśleliśmy, że 10 godzin drogi to najgorsze, co nas tu spotkało, ale dzisiejszy dzień zweryfikował te wyobrażenia. Wprawdzie jechaliśmy netto jakieś 8 godzin, ale po fatalnej drodze, w upale i kurzu. W dodatku obudziłem się z niewielkim zatruciem, nic do wieczora nie jadłem, więc droga była prawdziwą katorgą. Żona i dzieci przeżyli to niewiele lepiej. Słowem, wszyscy mamy dzisiejszego dnia dość, a tu za dwa dni trzeba jeszcze wracać po śladach.

Rozpoczęliśmy bardzo optymistycznie, przejeżdżając przez słynną Aleję Baobabów, jeden z symboli Madagaskaru. Aleja jest fotogeniczna, ale po prawdzie kilkadziesiąt kilometrów dalej mogliśmy zauważyć jeszcze większe skupiska baobabów.
Załącznik:
20231103_080001.jpg

Załącznik:
20231103_080240.jpg

Dalej zapuściliśmy się w kompletną głuszę. Droga ze złej zrobiła się fatalna, a ostatni odcinek przed promem do Beloni Tsiribihina to jazda w głębokim piasku. Droga jest absolutnie nie do przejechania samochodem innym niż 4x4, nawet nie próbujcie. Jak tylko więcej popada (już za 2-4 tygodnie), też nie da się nią przejechać. Zdążyliśmy więc prawie w ostatniej chwili, choć muszę przyznać, że tą trasą przewinęło się dziś jakichś 30-40 turystów.

Prom to też atrakcja sama w sobie – w zasadzie to dwie łódki połączone ze sobą pokładem, coś jak afrykańska wersja katamaranu. Oczywiście żadnych barierek, więc trzeba się dobrze pilnować. Mimo wszystko te 20-30 minut na promie z rzeczną bryzą w twarz dały nam trochę wytchnienia.
Załącznik:
20231103_104423.jpg

Załącznik:
20231103_104431.jpg

Załącznik:
20231103_110138.jpg

A to było potrzebne, bo od Beloni Tsiribihina do Bekopaki droga zrobiła się jeszcze gorsza. Poprzednia była koszmarem, ale ta to chyba jakiś przedsionek piekieł. Całe szczęście, że po południu upał trochę zelżał, więc jechało się lepiej. Po drodze mijaliśmy totalnie zapomniane wioski, których mali mieszkańcy nie bali się podchodzić i prosić o cukierki. Zamiast cukierków daliśmy im coś w naszym mniemaniu lepszego – zabraliśmy ze sobą jakieś 30-40 małych zabawek, które córka rozdała dzieciom. Radość tych dzieci była nie do opisania, niewykluczone, że dla nich to pierwsze tego typu zabawki w życiu. A tego życia nie mają lekkiego, wydęte brzuszki maluchów wskazują na poważne niedożywienie.
Załącznik:
20231103_141134.jpg

Załącznik:
20231103_141403.jpg

Załącznik:
20231103_150022.jpg

Drugi prom przez rzekę Manambolo był jeszcze ciekawszy, bo trzeba było wjechać bezpośrednio z rzeki. W końcu koło 17.00 dotarliśmy do Bekopaki. Miałem problem z rezerwacją hotelu – booking i inne strony nie pokazywały nic, trzeba było pisać bezpośrednio do obiektów. Odpisał hotel Orchidee du Bemaraha, przyzwoite miejsce, w którym śpimy za 160 tys. ariary za noc. Jutro przekonamy się, czy było warto tak się męczyć – od samego rana planujemy zwiedzać Tsingy de Bemaraha.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 04 Lis 2023 19:25 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 486
złoty
Zbudziliśmy się o 5.30, o 6.00 zjedliśmy śniadanie, a już o 6.30 wyruszyliśmy do kasy biletowej Parku Narodowego Tsingy de Bemaraha. Bilet wstępu kosztował 55k ariary za dorosłego i 25k za dziecko. Ponadto trzeba było wyłożyć 165k za obowiązkowego przewodnika i 20k opłaty miejscowej. W sumie za 4-osobową rodzinę wyszło 345 tys. ariary (przypomnę, ok. 350 zł). Nie obyło się bez absurdów – za bilety trzeba zapłacić mobilnie (czyli nie kartą), w związku z czym musieliśmy pojechać do wioski i zabulić dodatkowe 8k ariary prowizji, a potem wrócić do kasy biletowej.

Nasz przewodnik nazywał się Julian, co od razu wzbudziło wesołość dzieci (skojarzenia z Królem Julianem, jakby ktoś nie wiedział). Z Julianem na pokładzie, cisnąc się we czwórkę na tylnym siedzeniu, przez nieco ponad godzinę jechaliśmy do samego parku. Na miejscu wybraliśmy najbardziej popularną trasę Andamozavaky – niecałe 4 km i około 4 godzin drogi. Trasa rzeczywiście zajęła nam 4 godziny, ale można by ją pokonać o wiele szybciej, gdyby w najpopularniejszych miejscach nie trzeba było czekać w kolejce. Przed startem założyliśmy obowiązkową uprząż – miała się parę razy przydać.

Początek trekkingu to wędrówka przez spalony busz, co nawet w porannym słońcu nie należało do przyjemnych. Szybko weszliśmy w gęstszy las, gdzie mieliśmy okazję zobaczyć iguanę, dwa gatunki lemurów i perfekcyjnie zakamuflowaną sowę.
Załącznik:
DSC03351.JPG

Załącznik:
DSC03356.JPG

Załącznik:
DSC03358.JPG

Załącznik:
DSC03375.JPG

Załącznik:
DSC03362.JPG


A jeszcze kawałek dalej rozpoczęły się tsingy – ostre jak igły wapienne skały. Nazwa tsingy oznacza „chodzenie na paluszkach” – lokalni mieszkańcy podobno są w stanie po nich chodzić bosą stopą, stąpanie rozpoczynając od palców. Trudno w to uwierzyć patrząc na te skały, które ciężko czasem nawet chwycić ręką nie ryzykując poharatania.

Za chwilę zaczęła się prawdziwa wspinaczka, z całkiem trudnymi fragmentami. Wielu miejsc nie dałoby się przejść, gdyby nie wsparcie w postaci lin czy drabin. Trasa jest dość trudna, ale bez przesady – spokojnie pokonała ją idąca obok nas grupa emerytów z Francji. Im ktoś mniejszy i chudszy, tym ma łatwiej – córka była w swoim żywiole. Trasa jest super zróżnicowana – mamy tu przeciskanie się pod i między skałami, chodzenie po jaskiniach itd.

Wreszcie weszliśmy na szczyt, do kilku punktów widokowych. Nie trzeba nic więcej mówić – zdjęcia mówią same za siebie. Madagaskarskie tsingy to miejsce absolutnie unikalne w skali świata, nietypowa erozja tych wapiennych skał na taką skalę nie zdarzyła się nigdzie indziej.
Załącznik:
20231104_093334.jpg

Załącznik:
20231104_093527.jpg

Załącznik:
20231104_093919.jpg

Załącznik:
20231104_094611.jpg

Załącznik:
20231104_095734.jpg

Załącznik:
20231104_095737.jpg

Załącznik:
20231104_100633.jpg

Załącznik:
20231104_101457.jpg

Załącznik:
20231104_101917.jpg

Załącznik:
20231104_103238.jpg

Załącznik:
20231104_102658.jpg

Załącznik:
20231104_104531.jpg

Załącznik:
20231104_105422.jpg

Po nasyceniu się widokami przeszliśmy do ikonicznego punktu całego Tsingy de Bemaraha – wiszącego mostu. Na zdjęciach wydaje się bardzo długi i dość niebezpieczny, w rzeczywistości jest całkiem krótki, choć osoby z lękiem wysokości mogą mieć problem z przejściem.
Załącznik:
20231104_105427.jpg

Po 4 godzinach wróciliśmy do punktu wyjścia, solidnie zmęczeni – w upale 37 stopni wypiliśmy w sumie jakieś 7 litrów płynów. Mieliśmy ze sobą lunch piknikowy, ale nikt nie miał ochoty na jedzenie. Zjedliśmy go dopiero po powrocie do hotelu.

Przewodnik namawiał nas jeszcze na wieczorne zwiedzanie wioski i poszukiwanie kameleonów, ale cena 35k ariary za osobę wydała mi się wygórowana. Kameleony mamy nadzieję zobaczyć później.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 05 Lis 2023 08:37 

Rejestracja: 22 Lut 2014
Posty: 11
Loty: 233
Kilometry: 487 115
Super wyprawa! Też bardzo interesuje mnie ten kierunek, więc bardzo Wam kibicuję! Samemu samochodem chyba bym się nie odważył, za dużo się naczytałem złych rzeczy, ale z kierowcą lokalnym to już zupełnie inna sprawa :-) Czekam na dalsze odcinki!
Góra
 Relacje PM off
Woy lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 05 Lis 2023 19:35 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 486
złoty
Końcówka wczorajszego dnia była nieco mniej szczęśliwa. Przyszedłszy do pokoju po południu dzieci zauważyły sporego pająka. Oczywiście tatusiowi przypadło zadanie pozbycia się go, co chcąc nie chcąc musiał uczynić. Poddenerwowanie jednak zostało i dzieci przez cały wieczór już tylko jęczały. A na dodatek zgodnie z prawem Murphy’ego podczas kolacji wleciał nam na stół ogromny żuk, przewrócił butelkę z piciem i spadł na stół do góry nogami. Potem cały wieczór najmniejszy hałas ze dworu powodował nerwową reakcję. Piszę takie rzeczy, żeby pokazać, że podróże z dziećmi to nie zawsze pełna sielanka. Przychodzą też momenty trudniejsze, gdzie padają słowa syna, że to jego ostatnia podróż do tego typu krajów. Córka jakoś lepiej to znosi.

Dzisiaj niewiele było do opisywania – musieliśmy po prostu powtórzyć tę okropną drogę sprzed dwóch dni. Tym razem nieco bardziej skupiłem się na robieniu zdjęć, więc kilka zamieszczam poniżej.
Załącznik:
20231105_071453.jpg

Załącznik:
20231105_071908.jpg

Załącznik:
20231105_084109.jpg

Załącznik:
20231105_084149.jpg

Załącznik:
20231105_091728.jpg

Załącznik:
20231105_092111.jpg

Załącznik:
DSC03380.JPG

Załącznik:
DSC03386.JPG

Załącznik:
DSC03389.JPG

Załącznik:
DSC03392.JPG


Przybyliśmy do Morondavy o tyle wcześnie, że udało się pospacerować po bardzo zatłoczonej w niedzielne popołudnie plaży.
Załącznik:
20231105_161136.jpg

Załącznik:
20231105_161142.jpg


Naszła mnie wczoraj refleksja, że Madagaskar to najprzyjemniejszy z najbiedniejszych krajów świata. Inne w tej kategorii (Sudan Południowy, Burundi, DRK, Republika Środkowoafrykańska czy Niger) są jednak znacznie mniej przyjazne. Powstaje pytanie dlaczego Madagaskar jest tak biedny. W porównaniu do swoich konkurentów o tytuł najbiedniejszego cieszył się względną stabilnością, relatywną jednością władzy centralnej, brakiem wojny domowej, a jednak jest biedniejszy niż np. sąsiednie Komory. Oprócz przyjazności należy przyznać, że jest też bardzo czysty, znów chyba najczystszy z najbiedniejszych.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 07 Lis 2023 20:41 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 486
złoty
Wczoraj relacji nie było, bo nie za bardzo było o czym pisać – znów spędziliśmy cały dzień w drodze, której największą atrakcją był spotkany na szosie kameleon.
Załącznik:
20231106_090653.jpg

Dziś było znacznie lepiej. Rozpoczęliśmy od krótkiego zwiedzania Antsirabe – było nie było trzeciego miasta kraju. Za wiele tam nie ma, ale warto obejrzeć pomnik Fahaleovantena, pokazujący plemiona Madagaskaru w świetle odzyskanej niepodległości.

Załącznik:
20231107_075708.jpg


Zwiedziliśmy jeszcze całkiem ciekawą katedrę. Katedrę odwiedziliśmy też w Ambositrze, ale ta była znacznie mniej interesująca i po prostu uboższa. Samo miasto wydało się nam jednak ładniejsze niż Antsirabe, z bardziej widocznymi śladami kolonialnej przeszłości.

Jak to na Madagaskarze bywa, większość dnia spędziliśmy w drodze. Tym razem było łatwiej, bo temperatura oscylowała w granicach 20 stopni. Wschodnia część Madagaskaru jest też dużo bardziej zielona, do listopada spadło tu sporo deszczy, co ludzie wykorzystują do intensywnego sadzenia ryżu. Soczyście zielone tarasy ryżowe wkomponowane we wzgórza tworzą niezwykle malowniczy krajobraz.
Załącznik:
DSC03402.JPG

Załącznik:
DSC03404.JPG

Załącznik:
DSC03417.JPG

W miarę wcześnie dotarliśmy do celu podróży – Parku Narodowego Ranomafana. Tutaj krajobraz zmienił się drastycznie, wjechaliśmy do najprawdziwszego lasu deszczowego. Temperatura spadła do 16 stopni i zaczął siąpić deszcz, przez co mijane po drodze wielkie wodospady były trochę słabiej widoczne.
Załącznik:
20231107_164129.jpg

Załącznik:
DSC03418.JPG

Załącznik:
DSC03419.JPG

W takich warunkach udaliśmy się na nocne zwiedzanie, które wybiera sporo turystów. Nocne zwiedzanie odbywa się przy drodze, na samej granicy parku, do którego nie można wchodzić po zmroku. Celem było przede wszystkim wypatrywanie mikruska rdzawego, jednego z najmniejszych lemurkowatych i w ogóle ssaków naczelnych. Ta małpiatka bardziej przypomina szczura niż małpy i jest wabiona przez przewodników smarowaniem gałęzi miąższem banana. Przychodzi na chwilę, liże gałąź i szybko ucieka. Niestety, mimo dziesiątek prób nie udało mi się zrobić zupełnie ostrego zdjęcia. Muszę zainwestować w lepszy sprzęt, a tymczasem pokazuję najlepszą próbę.
Załącznik:
DSC03433.JPG

Oprócz mikruska widzieliśmy kilka kameleonów (w świetle latarki zmieniały kolor z zielonego na brązowy) i kilkanaście żab, których nazwy nie pamiętam. Tutaj miałem nieco więcej szczęścia do fotografii.
Załącznik:
DSC03453.JPG

Załącznik:
DSC03469.JPG

Załącznik:
DSC03488.JPG

Załącznik:
DSC03491.JPG

Załącznik:
DSC03492.JPG

Śpimy w domkach w środku dżungli, jutro z samego rana zwiedzanie parku już za dnia.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 08 Lis 2023 19:08 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 486
złoty
Madagaskar to kraj rannego wstawania – dziś pobudka nastąpiła koło 6.30, a o 7.30 zameldowaliśmy się przy kasie biletowej Parku Narodowego Ranomafana. Tam stało już całkiem sporo samochodów i ze dwudziestu przewodników gotowych do oferowania swoich usług. My mieliśmy swojego z wczoraj, stąd nie musieliśmy wybierać. Bilety wstępu tak jak poprzednio w Tsingy – 55k dorosły, 25k dziecko, 10k za dorosłego „community tax”. Stawka za przewodnika zależna od długości trasy – my wybraliśmy średnio długą, co skutkowało zubożeniem o 120k ariary. Ta średnio długa miała trwać 3-4 godziny i zdaniem przewodnika nie była specjalnie trudna. Oprócz przewodnika dołączył do nas tropiciel zwierząt, który chodził własnymi ścieżkami i miał dawać znać przewodnikowi gdy coś wypatrzy. Z rana było dość chłodno, tak z 15 stopni, a na dodatek siąpił deszcz lub skraplała się mgła – wszędzie było bardzo mokro.

Jeszcze przy samej bramie mogliśmy obejrzeć piękne okazy ćmy księżycowej (argema) spoczywające na pobliskim drzewie.
Załącznik:
20231108_074705.jpg

Załącznik:
20231108_074734.jpg

Trasa już na początku dała się we znaki, bo trzeba było pokonać wiele schodów, a tam gdzie schodów nie było uważać na nogi. Poślizgnąć się było bardzo łatwo – aż cud, że nikt z nas nie wylądował na tyłku.

Symbolem parku jest symbol Madagaskaru, czyli lemury. W parku Ranomafana żyje ich 12 gatunków, ale pięć z nich jest praktycznie nie do zobaczenia. Pozostaje więc 7, z których udało się zobaczyć 5. Musieliśmy wierzyć przewodnikowi na słowo, że to są różne rodzaje, bo dla nas wyglądały bardzo podobnie, tym bardziej, że większości wypatrywaliśmy wysoko na koronach drzew. Traf chciał, że każdemu zrobiłem co najmniej jedno (większości tylko jedno) przyzwoite zdjęcie. A więc po kolei widzieliśmy:

Lemur czerwonoczelny - red-fronted brown lemur – eulemur rufifrons
Załącznik:
DSC03501.JPG

Lemuria czerwonobrzucha – red-bellied lemur – eulemur rubriventer
Załącznik:
DSC03508.JPG

Maki szerokonosy - greater bamboo lemur – prolemur simus
Załącznik:
DSC03523.JPG

Załącznik:
DSC03537.JPG

Maki szary - grey bamboo lemur – hapalemur griseus
Załącznik:
DSC03543.JPG

Maki złoty - golden lemur – hapalemur aureus
Załącznik:
DSC03552.JPG


A poza lemurami udało się zobaczyć m.in. owada, który opanował zdolność kamuflażu do perfekcji i kilka endemicznych ptaków, którym nie udało się zrobić dobrego zdjęcia.
Załącznik:
DSC03512.JPG


Cały trekking zamiast zakładanych 3-4 godzin zajął nam cztery i pół i był niesamowicie męczący. Aby podejrzeć lemury trzeba było często schodzić ze szlaku i przedzierać się przez dżunglę, a wszystko to na silnie pochyłym terenie. Pod koniec córka już mocno strajkowała i po raz pierwszy podczas tej podróży głęboko zasnęła w samochodzie.

Śpimy w Ambositrze, w miejscu zwanym Le Miamiam Glouglou, gdzie jesteśmy jedynymi gośćmi, a menu restauracji liczy chyba ze sto pozycji. Mimo wszystko francuski właściciel stwierdził, że prawie całe menu jest dostępne. I rzeczywiście, zostaliśmy bardzo porządnie obsłużeni. Zaletą większości świata frankofońskiego jest przywiązanie do kuchni i to na Madagaskarze też widać.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 08 Lis 2023 23:11 

Rejestracja: 19 Mar 2015
Posty: 1616
Loty: 50
Kilometry: 65 501
złoty
Dzięki za fajną relację. Pozwolę sobie wtrącić 3 grosze. Teraz na TVP1 dokument "Śladami Beniowskiego" z roku 2021. Godzinny film, dużo pięknych kadrów
Cytuj:
Historię Maurycego Beniowskiego poznajemy poprzez pasjonata i odkrywcę, Alberta Ziębę, który od ponad dwudziestu lat poszukuje śladów Beniowskiego na wyspie Madagaskar. Sam będąc polskim emigrantem w Belgii, po ukończeniu studiów plastycznych postanawia wyjechać na Madagaskar. Tu odkrywa na nowo postać Maurycego Beniowskiego i zaczyna odkrywać ślady jakie po sobie zostawił na wyspie. Z kamerą towarzyszymy wyprawie polskich pasjonatów, przemierzających wyspę według pierwszej drogi, wytyczonej właśnie przez Maurycego Augusta Beniowskiego. Film pokazuje drogę, która mimo upływu czasu wygląda jak w czasach kiedy przemierzał ją Beniowski. Przecina niezliczone rzeki, góry i doliny, mijając wioski, do których biały człowiek nigdy nie dociera.
Góra
 Relacje PM off
Woy lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 09 Lis 2023 18:10 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 486
złoty
Nie bardzo wiedzieliśmy co zrobić z dzisiejszym dniem. Na jazdę dużo bardziej na południe nie mieliśmy czasu, a szkoda, bo tam znajduje się piękny Park Narodowy Isalo. Aby trochę zabić czas pojechaliśmy na północny zachód. Trochę zachęcił nas do tego kierowca twierdząc, że droga z Antsirabe do Soavinandriany jest bardzo dobra. Wcale nie koloryzował, po raz pierwszy na Madagaskarze jechaliśmy po normalnej, równej drodze. Dlaczego tak nie może być w całym kraju?
Załącznik:
20231109_103506.jpg

Cieszyliśmy się nie tylko z drogi, ale i z możliwości poznania Madagaskaru od nieznanej wcześniej strony. Mijając jedne z najwyższych szczytów wyspy wjechaliśmy w krajobraz, którego jeszcze nie doświadczaliśmy – zielone powulkaniczne wzgórza porośnięte gęstym lasem iglastym. Przejechaliśmy też obok dużego jeziora Itasy, jednego z największych w środkowym Madagaskarze. W dodatku, temperatura zrobiła się wręcz idealna – około 23 stopni.

Atrakcją numer jeden miały być dzisiaj wodospady Les chutes de la Lily, nazwane tak od nazwy rzeki, na której się utworzyły. Wjazd 5k obcokrajowiec, 2k samochód, przewodnik „co łaska”, ale jak rzucił stawkę 50k, to go w żywe oczy wyśmiałem. Dostał z dwoma pomagierami w sumie 20k za około godzinę „oprowadzania”, a właściwie doprowadzenia nas do wodospadów. O ile mogłem się zorientować po zdjęciach, zdecydowana większość zwiedzających dochodzi tylko do pierwszego. A szkoda, bo drugi, oddalony o jakieś 20 minut drogi, jest wyższy i potężniejszy. Całość wiedzie przez malownicze pola ryżowe wzdłuż wijącej się rzeki Lily.
Załącznik:
DSC03558.JPG

Załącznik:
20231109_145652.jpg

Załącznik:
DSC03563.JPG

Załącznik:
DSC03564.JPG

Załącznik:
20231109_150948.jpg

Załącznik:
20231109_151106.jpg

Załącznik:
20231109_153212.jpg

Załącznik:
20231109_153221.jpg

Załącznik:
DSC03565.JPG

Śpimy w pobliskim Ampefy, miejscu bardzo popularnym wśród mieszkańców Antananarywy. Hoteli tu bez liku, choć na booking.com pokazują się tylko dwa. Warto popytać we własnym zakresie – znaleźliśmy hotel lepszy i tańszy niż najtańszy na booking. A wcześniej na obiad zjadłem typowe danie malgaskie, tj. żabie udka. Wpływy francuskie są tu ciągle bardzo widoczne, a po francusku mówiły nawet dzieci z zabitych dechami wsi koło Bekopaki. Większość zagranicznych turystów to Francuzi, choć spotkaliśmy też dwie pary z Polski.

PS @wersus79 Pamięć o Beniowskim chyba tu nie zginęła, w Antsirabe jedna z ulic w centrum nazywa się Rue Beniovsky


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 10 Lis 2023 19:04 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 486
złoty
Dziś zdaję relację z kronikarskiego obowiązku, bo niewiele się u nas działo. Wyspaliśmy się wyjątkowo do 7 rano i wyjechaliśmy o 8.00. Miał być luźny dzień – 6h jazdy do Parku Narodowego Andasibe i nocleg nieopodal. Wszystko szło dobrze do czasu, gdy koło 13.30 zdecydowaliśmy aby odbić lekko w prawo i zwiedzić miejsce z listy informacyjnej UNESCO zwane „Industrialne dziedzictwo Mantasoa”.

Wieś (miasteczko?) Mantasoa od głównej drogi dzieli tylko 12 km dystansu drogowego. Ile czasu można pokonywać ten dystans samochodem terenowym? Okazało się, że prawie równo godzinę. Średni biegacz z krajów po drugiej stronie Kanału Mozambickiego dużo szybciej by ten dystans pokonał na własnych nogach.

Po co tam się pchać? Warto choćby po to, żeby zobaczyć miejsce z najprzyjemniejszym chyba klimatem na Madagaskarze – na sporej wysokości, tuż obok jeziora położonego wśród lasów iglastych. No i po to, żeby zobaczyć unikalne miejsce związane z rozwojem przemysłowym Madagaskaru w czasach, gdy był jeszcze państwem formalnie niepodległym, tj. w latach trzydziestych XIX w. Wówczas to na zlecenie królowej Ranavalony I (i ze wsparciem 20 tysięcy niewolników) Francuz Jean Laborde, który dostał się na Madagaskar jako rozbitek, stworzył w Mantasoa kompleks przemysłowy, produkujący przede wszystkim armaty i inną broń. Kompleks działał tylko kilkanaście lat, bo imć Laborde – uprzednio wielki faworyt królowej – wdał się w intrygę przeciwko jej rządom i musiał opuścić kraj. Wrócił trochę później, kiedy faktyczne rządy objął syn królowej Radama II.

Do dziś w Mantasoa zachowało się zaskakująco dużo z dziedzictwa Jeana Laborde’a. Po pierwsze jego dom – dziś zamieniony w muzeum (otwierane na życzenie, ale większość eksponatów można było zobaczyć przez okno). Po drugie – jego grobowiec. Po trzecie i najważniejsze – piece hutnicze oraz budynki, w których produkowano armaty. Do dziś w kompleksie przemysłowym Mantasoa uczą się dzieci w szkole, którą w Polsce nazwalibyśmy technikum mechanicznym, można więc powiedzieć, że jego dziedzictwo jest wciąż żywe.

Dom Jeana Laborde'a
Załącznik:
20231110_143246.jpg


Jego grobowiec:
Załącznik:
20231110_144546.jpg


Piec cementowy służący niegdyś przemysłowi zbrojeniowemu dziś przejęli pacyfiści :)
Załącznik:
20231110_145809.jpg


Ale pozostałe dziedzictwo trzyma się dobrze:
Załącznik:
20231110_150050.jpg

Załącznik:
20231110_150141.jpg

Załącznik:
20231110_150249.jpg

Załącznik:
20231110_150647.jpg


Do rolnictwa wszakże industrializacja za bardzo nie dotarła ;-)
Załącznik:
20231110_151341.jpg


Wypad do Mantasoa sprawił, że nie dotarliśmy do Andasibe. Śpimy w Moramandze, jutro z rana w planach zwiedzanie kolejnego parku narodowego z lemurami.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 11 Lis 2023 19:23 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 486
złoty
Trochę się obawiałem dzisiejszej wycieczki do Parku Narodowego Andasibe. To w końcu ten sam ekosystem, co widziana parę dni wcześniej Ranomafana, podobne zwierzęta… Okazało się, że niepotrzebnie. W zasadzie poza kameleonami nie widzieliśmy żadnych zwierząt, które się powtarzały. Widzieliśmy za to kilkanaście nowych, a nasz trekking – dużo mniej wymagający niż ten w Ranomafana – okazał się bardzo przyjemny.

Wystartowaliśmy bardzo późno, bo około 9.00 i wybraliśmy trasę długą, która miała zająć trzy do czterech godzin, faktycznie zajęła trzy i pół. Wstęp z przewodnikiem kosztował 70k ariary (koszt jest zależny od długości trasy), więc za naszą czwórkę wyszło 280k (przypomnę, około 280 zł).

Rozpocznę od zdjęcia gekona z rodzaju uroplatus (prawdopodobnie płaskogon wielki), największego chyba mistrza kamuflażu, jakiego do tej pory widzieliśmy. Czy komuś się uda znaleźć go na zdjęciu? Na wszelki wypadek na końcu zamieszczam to samo zdjęcie z podpowiedzią, jak również kilka innych zdjęć tej wspaniałej jaszczurki. Wypatrzyć go niemal nie sposób, naszemu przewodnikowi udało się to dwukrotnie, co – jak sam przyznał – praktycznie się nie zdarza podczas jednego trekkingu.
Załącznik:
DSC03629.JPG

Tym razem lemurów widzieliśmy tylko dwa rodzaje – przede wszystkim indrisa krótkoogonowego, krytycznie zagrożonego największego lemura świata. W Andasibe indrisy występują dość często i choćby z racji rozmiarów najłatwiej je zobaczyć. Widzieliśmy je dwa razy, z czego po raz drugi to ja, a nie przewodnik, zauważyłem je pierwszy. Do tej pory pękam z dumy :)
Załącznik:
DSC03583.JPG

Załącznik:
DSC03587.JPG

Załącznik:
DSC03594.JPG

Poza indrisem widzieliśmy jeszcze maki brązowego (black face brown lemur). Żadnego z gatunków widzianych wcześniej w Ranomafana tu nie spotkaliśmy.
Załącznik:
DSC03617.JPG

Spotkaliśmy za to kilka innych gekonów, kraby i żabki stanowiące ich pożywienie, a przede wszystkim jedno z moich marzeń – madagaskarskiego boa naziemnego. Leżał sobie zwinięty trawiąc jakiegoś kolczastego zwierzaka.
Załącznik:
20231111_102013.jpg

Załącznik:
DSC03608.JPG

Podsumowując – wspaniała wizyta w pięknym parku, dostępnym ze stolicy nawet jako jednodniowa wycieczka (droga zajmuje 3h w jedną stronę).
Załącznik:
20231111_105141.jpg

Załącznik:
DSC03570.JPG

Załącznik:
DSC03571.JPG

Załącznik:
DSC03573.JPG

Załącznik:
DSC03597.JPG

Załącznik:
DSC03611.JPG

Załącznik:
DSC03614.JPG

Załącznik:
DSC03624.JPG

Załącznik:
DSC03626.JPG

Załącznik:
DSC03628.JPG


A poniżej rozwiązanie zagadki i kilka innych zdjęć naszego mistrza kamuflażu.
Załącznik:
Kamuflaz.jpg

Załącznik:
20231111_100639.jpg

Załącznik:
DSC03603.JPG

Załącznik:
DSC03604.JPG

Załącznik:
DSC03630.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 13 Lis 2023 12:24 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 486
złoty
Stolica, podsumowania i porady praktyczne

Ostatniego dnia zabijaliśmy trochę czas w stolicy Madagaskaru. Antananarywa jest miastem średnio przyjaznym dla zwiedzających. Jest tu kilka zabytków, ale nie ma nawet porządnego muzeum (jest kilka pomniejszych, ale muzeum narodowego jeszcze się Madagaskar nie doczekał). W dodatku wszystkie miejsca , w których jako tako można pospacerować (np. parki), były zamknięte. Wkrótce wybory i miłościwie panujący prezydent Andry Rajoelina, starający się o reelekcję, nie może dopuścić do żadnych demonstracji. Rajoelina stara się zachować pozory demokracji, ale widać gołym okiem, że wybory to farsa. Szkoda, gość ma 49 lat, rządzi już 14 i żadnymi specjalnymi sukcesami nie jest w stanie się pochwalić. Jeśli pójdzie w ślady innych afrykańskich watażków, może spokojnie rządzić jeszcze ze 30 lat, a Madagaskar w tym czasie będzie okupował miejsce w pierwszej dziesiątce najbiedniejszych krajów świata.

Wracając do Antananarywy – staraliśmy się wycisnąć z tego miasta to, co można. Atrakcją numer jeden jest górujący nad miastem pałac królowej Rova Manjakamiadana. Pałac spłonął w 1995 r. i został ładnie odrestaurowany, ale nie da się ukryć, że w środku czuć nowość. Nic z tego nie pokażę, bo panuje tam absurdalny zakaz robienia zdjęć wewnątrz. Na pewno warto go zwiedzić, choć raczej nie z przewodnikiem – nasz tak nas zdenerwował swoją ignorancją, że chciałem go wykopać w połowie zwiedzania.
Załącznik:
20231112_102853.jpg


Z okien pałacu roztacza się ładny widok na stolicę:
Załącznik:
20231112_103903.jpg

Na wzgórzu królewskim znajduje się też m.in. inny pałac Andafiavaratra (zamknięty) oraz katedry protestancka i katolicka. Wszystko to powstało w XIX w., kiedy to królowie Madagaskaru otworzyli się na chrześcijaństwo. Nie wyszło im tak, jak nie przymierzając Mieszkowi I, tzn. nie ochronili niezależności - pod koniec XIX w. Madagaskar stał się francuskim protektoratem.
Załącznik:
20231112_115411.jpg

Poza wzgórzem królewskim zwiedziliśmy jeszcze ładny kościół Faravohitra, budynek dworca kolejowego Soarano czy z zewnątrz meczet Chodży. Ten ostatni w środku można oglądać tylko po zaproszeniu (!). Całości dopełniła wizyta w tzw. muzeum etnograficznym w jednym z 12 pałaców królewskich w Ilafy.
Załącznik:
20231112_124253.jpg

Załącznik:
20231112_131305.jpg


__________

Na tym kończę relację z Madagaskaru – kraju niesamowicie ciekawego przyrodniczo, gdzie praktycznie w każdym parku narodowym występują endemiczne dla niego rośliny i zwierzęta. Numerem jeden zdecydowanie była wizyta w Tsingy de Bemaraha i obejrzenie unikalnych w skali światowej formacjach skalnych. Wielka szkoda, że Tsingy jest tak trudno dostępne, droga tam i z powrotem to prawdziwa męka. Ogólnie na 12 pełnych dni na Madagaskarze cały czas w drodze byliśmy przez 4 dni, a w kolejnych 5 spędziliśmy w samochodzie ponad 6 godzin. Inaczej się niestety nie da, Madagaskar to kraj z fatalnymi drogami. Transport lotniczy jest bardzo drogi i bardzo niepewny.

Na szczęście jest to kraj tani, choć nie we wszystkich aspektach tak samo. Niezwykle tanie są noclegi – za 4-osobową rodzinę nigdy nie zapłaciłem więcej niż 160 tys. ariary bez śniadania w dobrych na ogół warunkach. W porównaniu do noclegów relatywnie drogie są posiłki – danie obiadowe kosztowało średnio od 15 do 40 tys. ariary.

Poniżej garść innych cen (dla przypomnienia, 1 tys. ariary to prawie równo 1 PLN):

Wypożyczenie samochodu 4x4 z kierowcą – 250k ariary za dzień bez paliwa.

Litr diesla to 4,9k ariary (stała cena w całym kraju). Podczas naszej podróży spaliliśmy paliwo za około 1,8 mln ariary.

Woda 1,5l – 2,5-3k, piwo 5k (bardzo podobne ceny w restauracjach i w sklepach), mocne alkohole lokalne w ogóle śmiesznie tanie (rum potrafi być tańszy niż piwo). Wstępy do parków narodowych wyszły średnio po ok. 70k za osobę wliczając w to przewodnika.

Madagaskar to kraj gotówkowy. Trzeba wymienić (króluje zdecydowanie euro, przelicznik w granicach 4500 MGA/EUR) lub wyciągać z bankomatu. O ile na lotnisku udało mi się wyciągnąć pieniądze z bezprowizyjnego bankomatu BMI, nigdzie później w kraju ta sztuka mi się nie udała. Moja karta BNP Paribas nie działała w żadnym bankomacie oprócz Societe Generale, który jednak pobierał 9,5k ariary prowizji, ale pozwalał wyciągnąć maksymalnie aż 800k. I tak wyszło taniej niż wymiana z euro. Kartą udało mi się zapłacić tylko raz – w centrum handlowym w stolicy.

Zamykając wątek pieniędzy – na 12-dniowy pobyt 4-osobowej rodziny wydałem 11615 zł, wliczając w to zupełnie wszystko (włącznie z pamiątkami czy parkingiem w Berlinie) oprócz biletu lotniczego. Ponad 40% tej kwoty stanowił transport.

Pomimo trudności transportowych kraj jest bardzo przyjemny, ludzie życzliwi, policja raczej niezainteresowana samochodami z turystami. Cały czas czuliśmy się też bardzo bezpiecznie, choć nasz kierowca czasem, najczęściej w okolicach targów, przestrzegał nas przed pilnowaniem pieniędzy i aparatu. Oczywiście sporo żebrzących, w tym oczywiście dzieci.

W większości przypadków jakiś internet był dostępny w pokojach. Zabezpieczyłem się kupując kartę SIM na lotnisku – koszt to o ile dobrze pamiętam 75k ariary za 12 GB. Wszędzie, gdzie spaliśmy, miałem zasięg LTE, raz H+. Poza miastami z zasięgiem bywało różnie.

Informacje praktyczne postaram się jeszcze umieścić w szczegółowych wątkach o kraju.

Dzięki serdeczne za uwagę i do następnego razu!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
6 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 13 Lis 2023 19:46 

Rejestracja: 22 Lut 2014
Posty: 11
Loty: 233
Kilometry: 487 115
Serdeczne podziękowania za tę relację, która przynajmniej dla mnie, jest niesamowitym źrodłem cennych informacji :-)
Góra
 Relacje PM off
Woy lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 15 Lis 2023 13:34 

Rejestracja: 27 Lip 2010
Posty: 244
niebieski
Podepnę się, bo właśnie wracam z drugiego miesięcznego wyjazdu motocyklowego (poprzedni w 2018) na Madagaskar. Gdyby ktoś miał jakieś pytania to chętnie odpowiem/pomogę. Tak jak pisał autor tematu kraj jest niezwykły a ludzie niebywale mili, uprzejmi, delikatni i przyjaźni.
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 29 Lis 2023 13:14 

Rejestracja: 29 Gru 2012
Posty: 28
Loty: 87
Kilometry: 252 076
Fantastyczna relacja.
Góra
 Relacje PM off
Woy lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 29 Lis 2023 15:44 

Rejestracja: 23 Cze 2015
Posty: 23
Świetna relacja. Dzięki. Madagaskar jest wysoko na naszej liście więc może kiedyś skorzystamy ze zgromadzonych tu informacji.
Góra
 Relacje PM off
Woy lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 30 Lis 2023 15:18 

Rejestracja: 11 Kwi 2018
Posty: 146
Loty: 40
Kilometry: 124 893
Piękna sprawa - jak ktoś uwielbia zwierzęta dzikie wszelakie to musi być niesamowite. U mnie wpada na listę :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 17 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group