Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 16 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 07 Lis 2015 22:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1384
złoty
Na początek małe wytłumaczenie odnośnie tytułu: "prawie" bo z mojego punku widzenia koniec Świata, jeśli gdzieś jest, to jest jednak trochę dalej, gdzieś w okolicach Wysp Chatham.

A teraz do wracamy do sedna, a właściwie do Nowej Zelandii.

Wyprawa do Nowej Zelandii była, może nie od zawsze, ale od dość długiego już czasu moim marzeniem. Jakieś dwa lata temu już nawet byłem o włos od kupna biletów, ale nic z tego nie wyszło. Aż w końcu trochę ponad rok temu, w jedną październikową niedzielę, na forum pojawiła się informacja o stosunkowo tanich biletach z Pragi do Christchurch. No i zacząłem się bić z myślami: "A niech to! Dlaczego kupiłem wcześniej bilety do Singapuru? Dwa takie wyjazdy na rok mogą trochę uszczuplić budżet. Ale z drugiej strony taka okazja może się już więcej nie trafić. Tylko ta wczesna wiosna, tam na dole mapy. Może być jeszcze zimno. Dostanę w ogóle urlop, tym bardziej we wrześniu (mam taką pracę, że m.in. wrzesień/październik to w niej dość gorący okres)?" Rozważałem te i inne za i przeciw, a bilet znikały. W końcu decyzja - kupuję! No i tak na moim mailu wylądowały bilety na trasie PRG-VIE-BKK-AKL-CHC na 7. września. Powrót 16. września. Jeśli weźmie się pod uwagę czas podróży to na miejscu wychodzi niecały tydzień. Krótko! Ale jeśli można było lecieć do Japonii na parę godzin, to do Nowej Zelandii na tydzień też można. Tym bardziej, że później okazało się, że nie tylko ja wybrałem się tam na zaledwie kilka dni.

Ponieważ tak tanie bilety nie były wynikiem promocji, istniało ryzyko, że zostaną anulowane. Ale dni upływały, a nic takiego się nie działo. Powoli zaczął się w mojej głowie układać plan podróży po Kraju Długiej Białej Chmury. Stał się jeszcze bardziej konkretny, gdy na skrzynce pojawiły się bilety na loty krajowe ZQN-AKL oraz WLG-CHC. Później trafiły także rezerwacje przejazdów z Christchurch do Queenstown, Auckland do Rotorua oraz Rotorua do Wellington, wycieczki do Milford Sound, Wai O Tapu. Nie mogę także zapomnieć o biletach do Pragi. Jedyne czego mi brakowało, to bilety na podróż powrotną z Pragi, ale stwierdziłem, że jak już dotrę do Pragi to i do Katowic wrócę.

Ostateczny plan podróży wyglądał tak:
Kod:
07.09:   Katowice-Wrocław-Praga (Polski Bus)
         PRG-VIE (Austrian)
         VIE-BKK (Austrian)
08.09:   BKK-AKL (Thai Airways)
09.09:   AKL-CHC (Air New Zealand)
10.09:   Christchurch-Queenstown via Mount Cook (Intercity NZ)
11.09:   Queenstown-Milford Sound-Queenstown + rejs po Milford Sound (Intercity NZ+Southern Discoveries)
12.09:   ZQN-AKL (Jetstar)
13.09:   Auckland-Rotorua (Mana Bus a właściwie Naked Bus)
14.09:   Rotorua-Wai O Tapu-Rotorua (Geyser Link) oraz Rotorua-Wellington (Intercity NZ)
15.09:   WLG-CHC (Jetstar)
16.09:   CHC-AKL (Air New Zealand)
         AKL-BKK (Thai Airways)
         BKK-VIE (Austrian)
17.09:   VIE-PRG (Austrian)
         Praga-Ostrawa-Czeski Cieszyn/Cieszyn-Katowice (České dráhy + Bus Brothers)

Plan, jak widać, dość napięty, ale czasu miałem mało, a chciałem wykorzystać go maksymalnie. A tak wyglądała moja trasa po Nowej Zelandii:
Załącznik:
nz.png
nz.png [ 52.97 KiB | Obejrzany 13899 razy ]

Trochę się rozpisałem, ale mam nadzieję, że w kolejnych częściach będzie może nie to że mniej słów, ale więcej treści, czyli zdjęć. A jeśli chodzi o wspomniany wyjazd do Singapuru to w końcu, z winy linii lotniczych nie doszedł do skutku. Dzięki jednak szczęśliwemu zbiegowi okoliczności zamiast Singapuru udało mi się odwiedzić ZEA.

CDN
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
#2 PostWysłany: 08 Lis 2015 10:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1384
złoty
No to wyruszamy do Nowej Zelandii. Najpierw jednak do Pragi z Katowic przez Wrocław. Autobus o 5. rano ale ja i tak już dawno nie spałem - w końcu za dwa dni o tej porze będę po drugiej stronie globu i będzie już pod wieczór. Sama podróż to Pragi bez większych niespodzianek, małe opóźnienie zarówno do, jak i z Wrocławia. Do Wrocławia pustki w autobusie, za to z Wrocławia prawie full. Przyjazd do Pragi lekko po czasie. Niby mógłbym się wybrać coś zobaczyć, ale z drugiej strony walizka i czekające mnie kilkadziesiąt godzin podróży wpłynęły na decyzję - jadę na lotnisko, a stolica Czech zostanie na kiedyś. Okazało się, że wolne miejsce w autobusie Student Agency było za trochę ponad godzinę. Autobus przyjechał jednak opóźniony, więc na lotnisko dotarłem z jeszcze większym opóźnieniem, ale i tak czasu do pierwszego z serii lotów było tyle, że zdążyłem się jeszcze wynudzić, a nawet pomóc zagubionemu Portugalczykowi znaleźć drogę do checkin. Spotkaliśmy się ponownie już na airside, trochę porozmawialiśmy i nawet zaprosił mnie do Portugalii, twierdząc, że to bardzo piękny kraj. Chyba będę musiał się wybrać i sprawdzić samemu. A propos checkin, ale mojego. Pani nie wiedziała za bardzo jak nadać walizkę do CHC. Porozmawiała z koleżanką ze stanowiska obok, gdzieś zadzwoniła, ale w końcu przykleiła dwie zawieszki, dała mi karty pokładowe i życzyła miłej podróży. Na szczęście jej, i nie tylko jej, życzenia się spełniły.

Lot PRG-VIE wykonywał Fokker 70, najmniejszy samolot jakim do tamtej pory leciałem. Miejsce przy oknie, obok wolne. Za oknem, podczas dojazdu na pas, coś znacznie większego niż F70 - B777:
Załącznik:
DSC06279.JPG
DSC06279.JPG [ 68.42 KiB | Obejrzany 13689 razy ]
Lot do Wiednia krótki, czego nie można powiedzieć o kolejnych etapach podróży. Ale zanim te loty, czekało mnie około 4 godzin na lotnisku w Wiedniu. Moim zdaniem całkiem przyjemnym i fajnie zorganizowanym. Ciekawy patent to "boksy", gdzie można usiąść i podładować sprzęt. WiFi też spisywało się bez zarzutu. Odnośnie ładowania sprzętu to nie popisałem się. Przed podróżą kupiłem sobie uniwersalną ładowarkę, która jednak okazała się mieć jeden feler, którego nie zauważyłem. Płaska wtyczka od komórki pasowała, co sprawdziłem jeszcze na wszelki wypadek po zakupie. Niestety duża, okrągła wtyczka od ładowarki do laptopa, czego już nie sprawdziłem, nie dała się podłączyć przez dwie niewiadomo czemu służące wypustki w gniazdku.

Lot VIE-BKK Boeingiem 777, układ siedzeń 3-4-3. Samolot prawie dorosły, ale odnowiona kabina prezentowała się ok. W miarę wygodne fotele, nowoczesne IFE z którego jednak podczas tego lotu prawie nie korzystałem, bo postanowiłem przespać się ile tylko będzie można. Ale ponieważ śpi się (podobno) najlepiej z pełnym brzuchem zaczekałem do kolacji. Ta bez szału, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi co się ma. Pobudka gdzieś nad Azją, przed lądowaniem na BKK bułka i ciastko na śniadanie. Podczas zniżania widać było lotnisko, pewnie DMK, bo za bardzo nic innego, poza BKK, tam nie ma:
Załącznik:
DSC06296.JPG
DSC06296.JPG [ 89.67 KiB | Obejrzany 13689 razy ]
i pola (chyba) ryżowe:
Załącznik:
DSC06304.JPG
DSC06304.JPG [ 78.79 KiB | Obejrzany 13689 razy ]
W Bangkoku miałem trochę ponad 4 godziny na przesiadkę. Uznałem że to za mało, żeby wybrać się do miasta, więc nawet nie opuszczałem lotniska, tylko je trochę "zwiedziłem". Oprócz sklepów, restauracji itp można tam zobaczyć np.:
Załącznik:
DSC06341.JPG
DSC06341.JPG [ 192.76 KiB | Obejrzany 13689 razy ]
Załącznik:
DSC06345.JPG
DSC06345.JPG [ 111.77 KiB | Obejrzany 13689 razy ]
A i samo lotnisko wygląda ciekawie ze względu na swoją architekturę:
Załącznik:
DSC06322.JPG
DSC06322.JPG [ 107.82 KiB | Obejrzany 13689 razy ]
"Mój" B777 do Auckland:
Załącznik:
DSC06346.JPG
DSC06346.JPG [ 95.39 KiB | Obejrzany 13689 razy ]
Sam samolot dużo młodszy niż ten od Austriana, ale kabina widać, że swoje już przeżyła. IFE dość leciwe, ale dało się coś obejrzeć. Za to układ 3-3-3, więcej miejsca niż w AUA, no i dużo lepiej karmili i polewali. Podczas lotu trochę częsło, ale bez przesady. Siedziałem koło stewardesy Air New Zealand, która razem z mężem wracała z wycieczki do (przypadek?) Portugalii. Trochę opowiedziała mi o swojej pracy i Nowej Zelandii, ja jej o Polsce.

Ponad 10 godzin w samolocie zleciało nadspodziewanie szybko, zniżanie i w końcu jest, Nowa Zelandia. Tutaj jeszcze z pokładu:
Załącznik:
DSC06362.JPG
DSC06362.JPG [ 50.76 KiB | Obejrzany 13689 razy ]
a tutaj już na lotnisku w Auckland:
Załącznik:
DSC06378.JPG
DSC06378.JPG [ 94.52 KiB | Obejrzany 13689 razy ]
Ale zaraz to przecież jeszcze nie koniec. Przede mną była jeszcze kontrola paszportowa i zagrożeń biologicznych. Już w samolocie dostaje się specjalne karty na których należy zadeklarować posiadane jedzenie, sprzęt turystyczny itp. Na lotnisku ciągłe przypomnienia "Declare or dispose". Ja postawiłem tylko jeden krzyżyk - przy butach trekkingowych. W sumie nie były to typowe buty trekkingowe, ale na wszelki wypadek zaznaczyłem. Po skierowaniu do specjalnej kolejki pan kazał mi otworzyć walizkę i pokazać je. Jak zobaczył wymytą podeszwę, stwierdził, że wszystko w porządku. Nie zauważyłem natomiast nigdzie kontrolerów z psami.

I tym sposobem, z paszportem bogatszym o jakże "cenną" pieczątkę, przybyłem oficjalnie do Nowej Zelandii.

CDN
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
#3 PostWysłany: 08 Lis 2015 17:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1384
złoty
To jednak jeszcze nie był koniec podróży na dzisiaj. Czekał mniej jeszcze lot do Christchurch i związana z tym zmiana terminala. Po kilkuminutowym spacerze znalazłem się na terminalu krajowym, z którego odlatywał Air New Zealand do CHC. Niestety nie udało mi się lecieć A320 w słynnym malowaniu All Blacks. Widziałem za to ogon (dobre i to) B777 w tym malowaniu wystający z hangaru:
Załącznik:
DSC06390.JPG
DSC06390.JPG [ 79.29 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Obłożenie bardzo niskie, bez problemu można było usiąść samemu. Podczas lotu ciastko lub chrupki i coś do picia. Sam lot przebiegał w dużej części wzdłuż wybrzeża:
Załącznik:
DSC06403.JPG
DSC06403.JPG [ 66.43 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
by w końcu pod samolotem znalazły się ośnieżone szczyty Alp Południowych:
Załącznik:
DSC06424.JPG
DSC06424.JPG [ 97.21 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
ale też tereny typowo rolnicze, z charakterystycznymi śladami pozostawianymi przez systemy nawadniające:
Załącznik:
DSC06436.JPG
DSC06436.JPG [ 71.86 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
A tutaj rzut oka na Pacyfik i uchodzącą do niego rzekę Waimakariri:
Załącznik:
DSC06434.JPG
DSC06434.JPG [ 76.13 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
która, wg znajomej pani geograf, jest bardzo dobrym przykładem rzeki roztokowej:
Załącznik:
DSC06438.JPG
DSC06438.JPG [ 88.31 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Po wylądowaniu szybkie odebranie bagażu i już można iść na autobus do centrum. Z pierwszego przystanku za lotniskiem jest dużo taniej, a to raptem tylko kilka minut spaceru. Plan miałem taki, że na lotnisku wybiorę z bankomatu dosłownie parę dolarów na autobus, a trochę euro wymienię w centrum. No i wybrałem pieniądze, co stało się przyczyną zablokowaniu karty.

Tuż obok lotniska znajduje się International Antarctic Centre, gdzie podobno można poczuć się jak na biegunie:
Załącznik:
DSC06442.JPG
DSC06442.JPG [ 91.35 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
oraz totem, czyli coś, co kojarzy się raczej z Ameryką Północną a nie Antypodami:
Załącznik:
DSC06443.JPG
DSC06443.JPG [ 168.48 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
W YMCA Christchurch Hostel zameldowałem się około 48 godzin po wyruszeniu z Katowic i wybrałem się na miasto.

4. sierpnia 2010 i 22. lutego 2011 roku Christchurch doświadczyło dwóch potężnych trzęsień ziemi. Drugie było słabsze niż pierwsze, jednak ze względu na położenie epicentrum, bardziej tragiczne w skutkach, gdyż zginęło 185 osób. Koszt zniszczeń szacuje się na jakieś 30 miliardów NZ$, a odbudowa ma trwać do około 2040 roku. I niestety skutki tych trzęsień ciągle widać. Oczywiście jest już dużo lepiej niż było, ale ciągle można natknąć się na ruiny i uszkodzone budynki:
Załącznik:
DSC06475.JPG
DSC06475.JPG [ 105.79 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Załącznik:
DSC06513.JPG
DSC06513.JPG [ 99.61 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Jednym z najbardziej znanych budynków w Chch była/jest Katedra. Od strony prezbiterium nie wygląda może bardzo źle, choć można zauważyć, że nie jest chyba używana:
Załącznik:
DSC06491.JPG
DSC06491.JPG [ 135.04 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
ale od frontu jest już znacznie gorzej:
Załącznik:
DSC06494.JPG
DSC06494.JPG [ 105.77 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Z drugiej strony widać jednak, że miasto się odbudowuje, zmienia. Powstają nowe budynki, niektóre bardzo ciekawe architektonicznie, jak np. Transitional Cardboard Cathedral:
Załącznik:
DSC06463.JPG
DSC06463.JPG [ 119.69 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Oprócz tego widać też dużo elementów sztuki w przestrzeni publicznej, jakieś rzeźby, murale itp.:
Załącznik:
DSC06447.JPG
DSC06447.JPG [ 108.9 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Załącznik:
DSC06544.JPG
DSC06544.JPG [ 77.31 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Załącznik:
DSC06507.JPG
DSC06507.JPG [ 157.05 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Na placa przed katedrą znajduje się natomiast rzeźba The Chalice z przedstawieniami liści roślin natywnych dla Nowej Zelandii:
Załącznik:
DSC06492.JPG
DSC06492.JPG [ 137.31 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Interesującym pomysłem była idea centrum handlowego Re:START. Zbudowano je po drugim trzęsieniu, aby przywrócić trochę normalności. Miało być tymczasowe, ale tak wrosło w miasto, że plany jego zlikwidowania zostały skutecznie oprotestowane. Ze względu na jego planowaną tymczasową działalność zostało ono zbudowane z kontenerów, przez co wygląda "inaczej":
Załącznik:
DSC06509.JPG
DSC06509.JPG [ 101.77 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
W Chch jest jeszcze jedno centrum handlowe warte wzmianki - Cathedral Junction. Chyba jedyne centrum handlowe na Świecie, w którym ułożone są tory i przez które przejeżdża tramwaj:
Załącznik:
DSC06480.JPG
DSC06480.JPG [ 118.45 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Załącznik:
DSC06485.JPG
DSC06485.JPG [ 108.08 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Nie można też oczywiście zapominać, że Christchurch ma miano miasta ogrodów. Ja niestety ze względu na porę roku i zbliżający się powoli zmierzch nie mogłem ich podziwiać. Gdzieś tam jednak było widać zbliżającą się wiosnę:
Załącznik:
DSC06516.JPG
DSC06516.JPG [ 143.5 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Mogłem sobie tylko wyobrazić jak wyglądają w pełnej krasie np. Ogrody Botaniczne z Peacock Fountain
Załącznik:
DSC06526.JPG
DSC06526.JPG [ 104.44 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Ponieważ zbliżał się wieczór, a jutro czekał mnie cały dzień w autobusie, wróciłem do hostelu, żeby ile to możliwe się wyspać. Po drodze mijając muzeum:
Załącznik:
DSC06525.JPG
DSC06525.JPG [ 79.42 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
i ratusz:
Załącznik:
DSC06520.JPG
DSC06520.JPG [ 96.62 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
a jeszcze wcześniej parking, nie jestem pewny czy czynny, gdzie można było zaparkować obok np. lokomotywy lub samolotu:
Załącznik:
DSC06477.JPG
DSC06477.JPG [ 107.51 KiB | Obejrzany 13502 razy ]
Odnośnie hostelu, to byłby całkiem ok, gdyby nie zimno w nim panujące. Wejście pod prysznic nie było zbyt przyjemnym doświadczeniem. A wyjście jeszcze gorszym. Ogrzewanie pokoju wyłączało się automatycznie po półtorej godzinie. Jak działało to robiło się nieznośnie gorąco, ale gdy przebudziłem się w nocy, było z kolei tak zimno, że musiałem je przed ponownym zaśnięciem znowu włączyć.

Na drzwiach pokoju, oprócz standardowej instrukcji zachowania w przypadku pożaru, także opis działania w sytuacji wystąpienia trzęsienia ziemi. Ciekawe czy mieszkańcy Chch na co dzień myślą, że kolejne trzęsienie może znowu wystąpić?

CDN
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
#4 PostWysłany: 08 Lis 2015 17:30 

Rejestracja: 04 Sie 2011
Posty: 82
A jak z noclegami ? Możesz podać gdzie i za ile .

Super podróż
Góra
 Profil Relacje PM off
WaldekK lubi ten post.
 
      
#5 PostWysłany: 09 Lis 2015 20:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1384
złoty
@Andre Poczekaj na koniec, może się pojawi.

Wczesna pobudka bo musiałem zdążyć na Intercity, a właściwie Great Sights, do Queenstown przez Mount Cook. Wyjazd o 0730, przyjazd o 1830, czy mniej więcej tyle ile lot z BKK do AKL. Były jednak różnice, poczynając od środka transportu. Poza tym w samolocie karmili, tutaj w prowiant na drogę trzeba było się zaopatrzyć samemu no i teraz w planie było kilka dłuższych i krótszych postojów. Gdy wychodzę z hostelu, Chch powoli budzi się do życia:
Załącznik:
DSC06538.JPG
DSC06538.JPG [ 72.04 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Na autobus przychodzę sporo przed czasem, ale dzięki temu i przed czasem wyruszamy. Od lotniska jechało 5 osób, a oprócz mnie wsiadł jeszcze jeden Japończyk. On miał własną tłumaczkę-przewodniczkę. Dla wszystkich pozostałych (parę osób dosiadło się jeszcze po drodze) musiał wystarczyć kierowca, który opowiadał o mijanych atrakcjach i Nowej Zelandii jako takiej. Po jakimś czasie przyzwyczaiłem się, że coś ciekawego, co właśnie mijamy, jest po lewej a nie na windzie. To przez nowozelandzki angielski, gdzie np. wymowa "left" właśnie brzmiała dla mnie jak "lift".

Mała dygresja odnośnie podróży autobusami po Nowej Zelandii. Kupując z odpowiednim wyprzedzeniem można na wiele tras dostać bilety od 1NZ$ + opłata ze rezerwację. Niestety nie na trasę, którą ja miałem w planie. Kosztuje ona prawie 300NZ$, a więc drogo. Ale jest rozwiązanie, które pozwala trochę ograniczyć koszty. To kupno Flexi Passa w Intercity. Kupuje się określoną ilość godzin, które następnie wymienia się dany przejazd. I tak np. trasa Christchurch-Mount Cook-Queenstown "kosztuje", o ile dobrze pamiętam, 11godzin. Co ważne, rezerwację można zmienić nawet dwie godziny przed odjazdem. Oczywiście im więcej godzin się kupuje, tym cena jednostkowa jest niższa. W firmie Naked Bus kupuje się Naked Passport na ilość przejazdów. No i jest jeszcze nowozelandzki Polski Bus czyli Mana Bus. Ten ostatni ostatnio przejął Naked Bus, ale jak na razie obie marki funkcjonują pod własnymi nazwami. Są za to u nich bilety code-share.

Wyjazd z Chch nie trwał zbyt długo, a i mijane krajobrazy nie były zbyt ciekawe, choć na horyzoncie było widać łańcuch Alp Południowych. Niestety, wiele zdjęć robionych z autobusu nie udało się, ale co widziałem to moje. W końcu jednak przyszedł czas na pierwszy postój w celu zrobienia zdjęć. Takie krajobrazy to ja rozumiem:
Załącznik:
DSC06576.JPG
DSC06576.JPG [ 54.49 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Załącznik:
DSC06568.JPG
DSC06568.JPG [ 70.23 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Dosłownie kilkadziesiąt metrów od tego punktu widokowego był dom na sprzedaż. Fajnie by było móc budzić się z takim widokiem za oknem. Tylko cena jakaś taka zaporowa.

Następny przystanek wypadł przy jeziorze Tekapo. Za kolor jego wody odpowiada drobny pył starty ze skał przez spływający lodowiec:
Załącznik:
DSC06586.JPG
DSC06586.JPG [ 72.46 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Załącznik:
DSC06589.JPG
DSC06589.JPG [ 78.48 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Załącznik:
DSC06593.JPG
DSC06593.JPG [ 63.44 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Nad jeziorem znajduje się Kaplica Dobrego Pasterza, będąca popularnym miejscem ślubów. Okolica do takiego wydarzenia chyba wymarzona. A jeśli chodzi o samą kaplicę, to w miejscu ołtarza znajduje się okno, bo i w sumie po co próbować coś rzeźbić/malować, gdy ma się takie krajobrazy:
Załącznik:
DSC06601.JPG
DSC06601.JPG [ 81.55 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
I jeszcze jeden charakterystyczny element krajobrazu nad jeziorem Tekapo - pomnik psa pasterskiego:
Załącznik:
DSC06595.JPG
DSC06595.JPG [ 80.22 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Nowa Zelandia słynie przecież z hodowli owiec, a przy niej pomoc takich psów jest nieoceniona. Ciekawostka - owiec w Nowej Zelandii jest około 39 milionów (a było nawet 70 milionów) co daje mniej więcej 10 owiec na Nowozelandczyka. Na wiosnę ta dysproporcja jeszcze się zwiększa, gdy na świat przychodzi, o ile dobrze pamiętam, drugie tyle jagniąt. Specjalny chów sprawił, że owcze bliźnięta i trojaczki nie są niczym niezwykłym. Oprócz hodowli owiec, popularna, choć oczywiście w mniejszym stopniu, jest hodowla bydła, i, co było dla mnie dużym zaskoczeniem, jeleni.

Dość tych dygresji. Wracamy na trasę, bo tam, po kolejnych kilometrach następny przystanek - Jezioro Pukaki. Kolor wody ponownie rozwala:
Załącznik:
DSC06625.JPG
DSC06625.JPG [ 77.17 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Załącznik:
DSC06629.JPG
DSC06629.JPG [ 79.05 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Załącznik:
DSC06633.JPG
DSC06633.JPG [ 68.41 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Niestety, coraz ciemniejszy kolor chmur, zwiastował coraz gorszą pogodę i robił się tym ciemniejszy, im bardziej mieliśmy się zbliżać do Mount Cook. A tam już, niestety, regularna ulewa.

Pomnik Sir Edmunda Hilary'ego pierwszego, wpólnie z Szerpą Tenzingiem Norgay'em zdobywcy, Mount Everestu znajduje się przed hotelem Hermitage:
Załącznik:
DSC06642.JPG
DSC06642.JPG [ 110.69 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
W hotelu można zjeść lunch, w trakcie podróży jest przewidziana tam specjalna, dłuższa przerwa. W samym hotelu miły lotniczy akcent - Auster Autocrat:
Załącznik:
DSC06641.JPG
DSC06641.JPG [ 92.83 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Niestety pogoda niezbyt się udała, więc z podziwiania krajobrazów w zasadzie nici, ale nie mogłem sobie odmówić krótkiego spaceru w deszczu, który na szczęście trochę zelżał:
Załącznik:
DSC06643.JPG
DSC06643.JPG [ 68.62 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Załącznik:
DSC06656.JPG
DSC06656.JPG [ 147.11 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Załącznik:
DSC06661.JPG
DSC06661.JPG [ 174 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
W dalszej części trasy były jeszcze chyba ze cztery przystanki, w tym jeden na fish and chips, poprzedzone karmieniem pstrągów, które wkrótce pewnie skończyły swój żywot obok frytek:
Załącznik:
DSC06704.JPG
DSC06704.JPG [ 70.08 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Żeby z Chch dojechać do Queenstown trzeba przejechać przez Lindiss Pass, najwyżej (971m) położony odcinek State Highway 8. Akurat niedługo przed naszym tam przyjazdem spadło trochę, a może nawet więcej śniegu, więc kolejny przystanek na zdjęcia musiał być:
Załącznik:
DSC06719.JPG
DSC06719.JPG [ 100.23 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Załącznik:
DSC06721.JPG
DSC06721.JPG [ 85 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Poniżej można dostrzec skąd przyjechaliśmy:
Załącznik:
DSC06723.JPG
DSC06723.JPG [ 95.77 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Z Lindiss Pass już prawie prosto do Queenstown, ale zanim tam dojedziemy, to jeszcze parę zdjęć z całego dnia, w przypadkowej kolejności, niektóre robione z autobusu, więc jakość nie za bardzo:
Załącznik:
DSC06569.JPG
DSC06569.JPG [ 106.67 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Załącznik:
DSC06620.JPG
DSC06620.JPG [ 91.31 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Załącznik:
DSC06683.JPG
DSC06683.JPG [ 47.79 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Załącznik:
DSC06690.JPG
DSC06690.JPG [ 42.43 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Załącznik:
DSC06647.JPG
DSC06647.JPG [ 60.94 KiB | Obejrzany 13200 razy ]
Do Queenstown dotarliśmy już po zmroku. Trochę dawało mi się we znaki zmęczenie spowodowane jetlagiem, a na dodatek nie czułem się za dobrze, więc nic już nawet nie próbowałem zobaczyć. Udałem się prosto do YHA Queenstown Lakefront na, myślę, zasłużony odpoczynek. Oczywiście zarówno pokój jak i łazienka były znowu dość zimne, a ogrzewanie po włączeniu działało przez pół godziny, a nie jak poprzednio przez półtorej.

CDN
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
#6 PostWysłany: 09 Lis 2015 23:20 

Rejestracja: 16 Sie 2015
Posty: 82
Bravo - yeszcze.
Góra
 Profil Relacje PM off
WaldekK lubi ten post.
 
      
#7 PostWysłany: 11 Lis 2015 17:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1384
złoty
Głównym a właściwie jedynym punktem dnia na piątek była wycieczka do Milford Sound. Wyjazd o 0720, powrót o 1945, w międzyczasie trochę ponad półtoragodzinny rejs po fiordzie, a po drodze kilka przystanków, najczęściej na coś dla ducha i robienie zdjęć, ale także na coś dla ciała. Wieczorem poprzedniego dnia minęliśmy słynnego FergBurgera. Kolejka wychodziła na ulicę, w środku dzikie tłumy. Idąc zaś na autobus, pomyślałem, że wstąpię do sąsiedniego FergBaker i kupię małe co nie co na drogę. Szczerze powiedziawszy, szału nie było. Lepsze drożdżówki mam w mojej ulubionej piekarni w Katowicach, a burgerów od Ferga w końcu nie spróbowałem.

Pierwsza przerwa była w Te Anau, ale wcześniej mijając miejscowość Mossburn ustanowiłem swój rekord w kategorii "najbardziej na południe". Samo Te Anau - ot małe, trochę senne, miasteczko (co mogło być jednak spowodowane tak pogodą jak i porą, o której tam byliśmy) na jeziorem o tej samej nazwie:
Załącznik:
DSC06745.JPG
DSC06745.JPG [ 36.58 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06754.JPG
DSC06754.JPG [ 105.89 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Rzeźba przedstawiająca Takahe. Ptak ten był uważany za wymarły, szczęsliwym jednak zbiegiem okoliczności w okolicach Te Anau natrafiono na, chyba jednak jedne z ostatnich żyjących osobników, i teraz trwa walka o zachowanie, wciąż krytycznie zagrożonego wyginięciem, gatunku:
Załącznik:
DSC06752.JPG
DSC06752.JPG [ 106.34 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Dalsza droga biegła między innymi malowniczą doliną Eglinton:
Załącznik:
DSC06766.JPG
DSC06766.JPG [ 81.4 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
By zaprowadzić nas do Mirror Lakes, które wg kierowcy powinny nazywać się raczej Mirror Ponds. W sumie to można chyba, biorąc pod uwagę wielkość tych jezior, przyznać mu przynajmniej trochę racji:
Załącznik:
DSC06779.JPG
DSC06779.JPG [ 122.89 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06778.JPG
DSC06778.JPG [ 82.86 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06780.JPG
DSC06780.JPG [ 125.85 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Wkrótce droga powoli i mozolnie zaczęła wspinać się. Krajobraz robił się co raz bardziej górski, a takie okolice na Wyspie Południowej stanowią dom dla kea. Jest to jedyny na świecie gatunek papugi górskiej. Te chyba były przyzwyczajone do obecności ludzi, bo w ogóle się nas nie bały, a jedna nawet próbowała zabrać się z nami autobusem do Milford Sound:
Załącznik:
DSC06805.JPG
DSC06805.JPG [ 101.8 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06817.JPG
DSC06817.JPG [ 83.22 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06818.JPG
DSC06818.JPG [ 76.67 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Najwyżej położonym punktem całej drogi jest wschodni wjazd do tunelu Homera:
Załącznik:
DSC06832.JPG
DSC06832.JPG [ 64.53 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
W zimie w tych okolicach często schodzą lawiny, a droga bywa nieprzejezdna. We wrześniu duże lawiny się już podobno nie zdarzają, natomiast ich pozostałości można było ciągle zauważyć a i ostrzeżenia o nich ciągle były, więc kto wie:
Załącznik:
DSC06831.JPG
DSC06831.JPG [ 98.75 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06835.JPG
DSC06835.JPG [ 116.73 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Po pokonaniu tunelu Homera, im niżej zjeżdżaliśmy tym mniej było widać w około śniegu, aż w końcu całkiem zniknął.

Jeszcze jeden przystanek przy wodospadzie The Chasm:
Załącznik:
DSC06861.JPG
DSC06861.JPG [ 175.84 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06849.JPG
DSC06849.JPG [ 132.48 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06848.JPG
DSC06848.JPG [ 146.5 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Roślinność całkiem inna, jakaś taka egzotyczna, w tym paprocie drzewiaste, których stylizowany liść jest jednym ze symboli Nowej Zelandii:
Załącznik:
DSC06842.JPG
DSC06842.JPG [ 191.8 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06845.JPG
DSC06845.JPG [ 188.65 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06868.JPG
DSC06868.JPG [ 154.13 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
A tak prezentował się, zaraz po moim przybyciu, Milford Sound (zza chmur ledwo co, ale widać Mitre Peak):
Załącznik:
DSC06891.JPG
DSC06891.JPG [ 52.42 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Pogoda jak widać mogłaby być lepsza, ale co tam. Płyniemy. Rejs trwa planowo 1h45m, w jego trakcie robi się kółko po fiordzie od przystani do jego ujścia na Morze Tasmana. Można też zjeść obiad wykupiony wcześniej, kupić sobie coś na pokładzie albo spałaszować własne co nieco (kawa i herbata bez ograniczeń). Na jedzenie nie warto jednak poświęcać zbyt dużo czasu, gdy wokół takie widoki:
Załącznik:
DSC06894.JPG
DSC06894.JPG [ 71.98 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06908.JPG
DSC06908.JPG [ 176.61 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06909.JPG
DSC06909.JPG [ 71.32 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Stirling Falls:
Załącznik:
DSC06911.JPG
DSC06911.JPG [ 61.35 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Pogoda na szczęście zaczęła się poprawiać, krajobrazy od razu jakieś takie piękniejsze a i zdjęcia chyba lepsze:
Załącznik:
DSC06922.JPG
DSC06922.JPG [ 66.7 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06945.JPG
DSC06945.JPG [ 73.75 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06959.JPG
DSC06959.JPG [ 72.2 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Jakieś dwa tysiące kilometrów i Australia:
Załącznik:
DSC06940.JPG
DSC06940.JPG [ 104.94 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Ta skała ma niezbyt oryginalną nazwę - Seal Rock:
Załącznik:
DSC06957.JPG
DSC06957.JPG [ 139.97 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06960.JPG
DSC06960.JPG [ 67.5 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Jeszcze raz Stirling Falls, tym razem naprawdę z bliska:
Załącznik:
DSC06964.JPG
DSC06964.JPG [ 89.92 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06970.JPG
DSC06970.JPG [ 72.1 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06972.JPG
DSC06972.JPG [ 189.29 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Załącznik:
DSC06973.JPG
DSC06973.JPG [ 94.45 KiB | Obejrzany 12934 razy ]
Po skończeniu rejsu szybki powrót do autobusu i w drogę powrotną do Queenstown. Ze względu na warunki panujące w okolicach tunelu Homera i prognozę pogody nasz kierowca obawiał się, żeby nie zaskoczyła nas jakaś śnieżyca. Na szczęście nic takiego się nie stało i bez żadnych przygód dotarliśmy koło 20. do Queenstown.

CDN
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#8 PostWysłany: 15 Lis 2015 18:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1384
złoty
Dziś zmiana - zamiast kilku godzin w autobusie tylko kilkadziesiąt minut. Tyle ile potrzeba, żeby dojechać na lotnisko ZQN. Ale po kolei.

Po wymeldowaniu i pozostawieniu bagażu w hostelowej przechowalni miałem w końcu czas, żeby zobaczyć trochę Quenstown. Samo miasto nie zrobiło na mnie zbyt wielkiego wrażenia, za to otaczające krajobrazy już tak:
Załącznik:
DSC06992.JPG
DSC06992.JPG [ 61.9 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
The Remarkables:
Załącznik:
DSC07126.JPG
DSC07126.JPG [ 87.41 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Pomnik Williama Gilberta Reesa - założyciela Queenstown:
Załącznik:
DSC06990.JPG
DSC06990.JPG [ 179.84 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Hmmm:
Załącznik:
DSC06996.JPG
DSC06996.JPG [ 140.25 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
W planie na zwiedzanie były tylko dwie konkretnie sprecyzowane atrakcje - wizyta w Kiwi Birdlife Park:
Załącznik:
DSC07003.JPG
DSC07003.JPG [ 106.18 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
i wjazd kolejką Skyline Gondola:
Załącznik:
DSC07005.JPG
DSC07005.JPG [ 232.5 KiB | Obejrzany 12621 razy ]

Główną atrakcją parku są... kiwi. Ten ptak-nielot jest symbolem Nowej Zelandii a także źródłem międzynarodowego określenia jej mieszkańców. Z powodu nocnego trybu życia i ułatwienia dla turystów zamieszkują one w parku dwa specjalne domki, w których przy pomocy zmian sztucznego oświetlenia symuluje się noc za dnia i dzień nocą. Słabe, czerwonawe światło umożliwiało dostrzeżenie kiwi w jednym domku. Te z drugiego za nic nie chciały się pokazać. Nie zachęciły ich do tego nawet przyniesione przez opiekunkę na śniadanie robaki.

Oprócz kiwi, w domkach których nie można robić zdjęć, w parku można też zobaczyć innych przedstawicieli nowozelandzkiej fauny:
Załącznik:
DSC07017.JPG
DSC07017.JPG [ 159.82 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Załącznik:
DSC07028.JPG
DSC07028.JPG [ 157.11 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Załącznik:
DSC07038.JPG
DSC07038.JPG [ 155.05 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Dosłownie kilka kroków od Kiwi Birdlife Park znajduje się dolna stacja Skyline Gondola. Z tarasu górnej stacji rozciąga się piękny widok na Quenstown i okolice, a szczególnie na jezioro Wakatipu:
Załącznik:
DSC07086.JPG
DSC07086.JPG [ 43.64 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Załącznik:
DSC07083.JPG
DSC07083.JPG [ 99.03 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Załącznik:
DSC07061.JPG
DSC07061.JPG [ 87.88 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Załącznik:
DSC07094.JPG
DSC07094.JPG [ 81.86 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Załącznik:
DSC07100.JPG
DSC07100.JPG [ 118.59 KiB | Obejrzany 12621 razy ]

Quenstown jest głównym ośrodkiem sportów zimowych w Nowej Zelandii. A oprócz jazdy na nartach można tu spróbować także czegoś bardziej ekstremalnego, jak skok na bungy:
Załącznik:
DSC07067.JPG
DSC07067.JPG [ 82.01 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Można też polatać na paralotni (także w tandemie):
Załącznik:
DSC07085.JPG
DSC07085.JPG [ 125.44 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
A w ostateczności pozjeżdżać sobie na "sankach":
Załącznik:
DSC07076.JPG
DSC07076.JPG [ 167.61 KiB | Obejrzany 12621 razy ]

Będąc jeszcze na górze kolejki, dostałem sms-a od Jetstara z informacją o opóźnieniu mojego lotu do Auckland. Było mi to nawet na rękę, bo dzięki temu miałem więcej czasu na zakupy pierwszych upominków i pokręcenie się po mieście:
Załącznik:
DSC07124.JPG
DSC07124.JPG [ 109.82 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Załącznik:
DSC07121.JPG
DSC07121.JPG [ 195.96 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Potem szybko po bagaż i, wspomnianym na samym początku, autobusem na lotnisko. A tam, gdybym jakimś cudem zapomniał, przypomnienie, że prawie wszędzie daleko:
Załącznik:
DSC07129.JPG
DSC07129.JPG [ 186.26 KiB | Obejrzany 12621 razy ]

Niestety, żaden z dwóch lotów Air New Zealand które odbyłem podczas tej podróży, nie był obsługiwany przez samolot w malowaniu "All Blacks". Ale chyba zasłużyłem na nagrodę pocieszenia czyli Jetstara w malowaniu "10th Anniversary":
Załącznik:
DSC07136.JPG
DSC07136.JPG [ 90.48 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Obok na płycie postojowej "Duch Australii":
Załącznik:
DSC07134.JPG
DSC07134.JPG [ 89.24 KiB | Obejrzany 12621 razy ]

Lotnisko w Queenstown jest pięknie położone wśród gór, co powoduje, że widoki, szczególnie podczas lądowań, mogą (podobno) przyprawić o szybsze bicie serca. Tak wygląda to z "boku":
Załącznik:
DSC07009.JPG
DSC07009.JPG [ 59.82 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
A tak z perspektywy miejsc pilotów:

Widoki podczas startu też niczego sobie:
Załącznik:
DSC07145.JPG
DSC07145.JPG [ 101.35 KiB | Obejrzany 12621 razy ]
Sam lot bez niespodzianek. A w jego trakcie między innymi możliwość podziwiania Mount Egmont:
Załącznik:
DSC07151.JPG
DSC07151.JPG [ 45.3 KiB | Obejrzany 12621 razy ]

Po wylądowaniu w Auckland, odbiór bagażu, autobus do centrum i zameldowanie w City Lodge Accommodation. Trafił mi się pokój z widokiem na Sky Tower, ale niestety okna były tylko lekko uchylne, a przez szybę zdjęcia w ogóle nie wyszły. A szkoda, bo podświetlona na niebiesko Sky Tower prezentowała się bardzo ładnie.

CDN
Góra
 Profil Relacje PM off
tom971 lubi ten post.
 
      
#9 PostWysłany: 17 Lis 2015 19:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1384
złoty
Kolejny dzień podróży, a więc nadszedł czas na Auckland, największe miasto Nowej Zelandii, które jednak wbrew częstej opinii nie jest jej stolicą. Mieszkańcy Auckland i jego okolic stanowią około 1/3 populacji Nowej Zelandii. W granicach rejonu znajduje się coś koło 50 uśpionych wulkanów, które być może kiedyś się obudzą, a wtedy Auckland stanie się pewnie historią. Jak na razie jednak miasto ma się bardzo dobrze. Jego mieszkańcy zresztą też, skoro sami siebie określają mianem JAFA - "Just Another Fabulous Aucklander", choć reszta kraju trochę inaczej rozwija ten skrót.

Pierwszym punktem dnia była msza w Katedrze św. Patryka:
Załącznik:
DSC07175.JPG
DSC07175.JPG [ 74.98 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
A kolejnym wycieczka "Auckland City Sightseeing". Gdybym miał ją wykupić osobno, to pewnie bym się nie zdecydował, ale ponieważ na Flexi Passie zostało mi jeszcze trochę godzin, to stwierdziłem, że wydam je w ten sposób. Na szczęcie tłumów nie było - dwie osoby plus kierowca/przewodnik. Kilka kolejnych zdjęć będzie właśnie z tej wycieczki - Harbour Bridge:
Załącznik:
DSC07195.JPG
DSC07195.JPG [ 68.72 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
Panorama Auckland z Harbour Bridge (i przez szybę autobusu):
Załącznik:
DSC07190.JPG
DSC07190.JPG [ 52.97 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
Michael Joseph Savage Memorial:
Załącznik:
DSC07232.JPG
DSC07232.JPG [ 70.1 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
Załącznik:
DSC07235.JPG
DSC07235.JPG [ 96.09 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
Przedmieścia:
Załącznik:
DSC07256.JPG
DSC07256.JPG [ 82.56 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
Skyline z Bastion Point:
Załącznik:
DSC07243.JPG
DSC07243.JPG [ 72.5 KiB | Obejrzany 12396 razy ]

Gdziekolwiek zdarzy mi się być, staram się odwiedzić jakiś wysoki budynek. Tak więc podczas wizyty w Auckland nie mogłem sobie odmówić przyjemności wjazdu na Sky Tower, najwyższą (328m) budowlę na półkuli południowej:
Załącznik:
DSC07167.JPG
DSC07167.JPG [ 124.05 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
Załącznik:
DSC07322.JPG
DSC07322.JPG [ 114.17 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
Załącznik:
DSC07286.JPG
DSC07286.JPG [ 95.31 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
W tę niby tarczę "celuje się" podczas Sky Jump:
Załącznik:
DSC07289.JPG
DSC07289.JPG [ 77.82 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
Mount Eden:
Załącznik:
DSC07303.JPG
DSC07303.JPG [ 79.1 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
W Auckland jest jeden z najwyższych, jeśli nie najwyższy, współczynnik ilości jachtów do ilości mieszkańców:
Załącznik:
DSC07305.JPG
DSC07305.JPG [ 92.61 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
Oby się nie pomylili:
Załącznik:
DSC07282.JPG
DSC07282.JPG [ 58.11 KiB | Obejrzany 12396 razy ]

Po wizycie na Sky Tower pokręciłem się trochę po mieście bez wyraźnego celu - Symonds Street Cemetery:
Załącznik:
DSC07331.JPG
DSC07331.JPG [ 179.29 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
The Cloud:
Załącznik:
DSC07338.JPG
DSC07338.JPG [ 87.07 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
Załącznik:
DSC07343.JPG
DSC07343.JPG [ 196.1 KiB | Obejrzany 12396 razy ]
Załącznik:
DSC07334.JPG
DSC07334.JPG [ 124.72 KiB | Obejrzany 12396 razy ]

Wieczorem miałem jeszcze przejazd Naked Busem do Rotorua. Tam, zaraz po przyjeździe, małe rozczarowanie - nie czuć za bardzo w powietrzu tego charakterystycznego ponoć zapachu. Miało się to jednak zmienić kolejnego dnia.

CDN
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#10 PostWysłany: 17 Lis 2015 22:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 908
niebieski
Sky Jump to skoki na takim "niby-bungee", prawda? Czy tam jest jakaś prowadnica, bo tak to wygląda na filmikach?
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#11 PostWysłany: 17 Lis 2015 22:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1384
złoty
@gosiagosia Tam są trzy liny - główna, której zadaniem jest wyhamowanie śmiałka w odpowiednim momencie i dwie boczne, które faktycznie służą jako prowadnice i "naprowadzają na cel". Czy jest to bungee? Chyba nie, bo ta główna lina nie umożwliwia "lotu w górę" i nie jest, z tego co wiem, elastyczna. To tylko takie moje obserwacje - nie próbowałem.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#12 PostWysłany: 21 Lis 2015 18:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1384
złoty
Roturua nazywana jest stolicą zjawisk geotermalmych Nowej Zelandii i to właśnie one są atrakcją numer jeden dla przyjeżdżającyh tam turystów. Ponieważ głównym punktem dnia miała być wizyta w Wai-O-Tapu, zależało mi szczególnie na dobrej pogodzie. Prognozy taką zapowiadały, więc byłem dobrej myśli. Wycieczką miałem wykupioną w firmie Headfirst Travel na 9. rano, a około 5 minut wcześniej miał przyjechać po mnie, pod hotel Ibis, bus. Parę minut przed 9. wymeldowałem się więc i zostawiłem bagaż na recepcji. Wkrótce zacząłem się lekko niepokoić bo czas upływał, a bus nie przyjeżdżał. Ostatecznie przyjechał koło 0920. Okazało się, że jedna z osób, które miały wykupioną wycieczkę, nie pojawiła się i nasza przewodniczka uparcie jej szukała.

Droga do Wai-O-Tapu nie była bardzo długa, ale malownicza. Szczególnie intrygująco wyglądały "pofałdowane" wzgórza utworzone przez spadający materiał wyrzucony podczas erupcji wulkanu kiedyś dawno temu. Niestety zdjęcia przez szybę całkiem się nie udały. Zanim dotarliśmy do Wai-O-Tapu mieliśmy jednak dwa przystanki.

Pierwszy, z powodu opóźnienia krótszy niż zazwyczaj, był przy przy basenach błotnych. Na obszarze o średnicy około 45m, dzięki gotującej sie na głębokości od 10 do 100m wodzie, wszystko syczy, bulgocze, paruje. Samo błoto ma temperature między 60 a 80 stopni Celsjusza, a wydobywająca się para nawet do 100. Jest to obszar bardzo dynamicznie sie zmieniający. Na przykład nie tak dawno znajdował sie tam mniej więcej trzymetrowy wulkan błotny. Dziś już go nie ma:
Załącznik:
DSC07351.JPG
DSC07351.JPG [ 92.47 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Załącznik:
DSC07354.JPG
DSC07354.JPG [ 95.23 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Załącznik:
DSC07359.JPG
DSC07359.JPG [ 73.01 KiB | Obejrzany 11938 razy ]

Drugi przystanek to słynny Lady Knox Geyser:
Załącznik:
DSC07383.JPG
DSC07383.JPG [ 106.39 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Jego nazwa upamiętnia Constance Knox, córkę 15. gubernatora Nowej Zelandii, Uchtera Knox'a. Gejzer wyrzuca słup gorącej wody o wysokości do 20m i pary wodnej codziennie koło 1015. Taka regularność nie wydaje się naturalna i taka nie jest. Erupcja, mogąca trwać nawet i ponad godzinę, co zależy silnie od pogody, jest wywoływana przez wrzucenie do otworu gejzeru woreczka ze specjalnymi substancjami chemicznymi. Po pewnym czasie woda powoli zaczęła się wydobywać na powierzchnię:
Załącznik:
DSC07374.JPG
DSC07374.JPG [ 100.62 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
by w końcu wystrzelić w górę (tutaj niestety zapatrzyłem się i trochę za późno nacisnąłem wyzwalacz):
Załącznik:
DSC07378.JPG
DSC07378.JPG [ 54.79 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
A jeszcze wracając na chwilę do historii. Gejzer został odkryty przypadkiem w 1901 roku przez więźniów odbywających kary, za mniejsze przestępstwa, w pierwszym w Nowej Zelandii otwartym więzieniu. Postanowili oni wyprać swoją odzież w gorącym źródle. A ponieważ proszki do prania nie były wtedy zbyt popularne, używali mydła, które spowodowało wybuch gejzeru i które przez długi czas było do tego celu używane.

W końcu dotarliśmy do Wai-O-Tapu, czyli "świętych wód". Jest to obszar o wielkości jakiś 18km2 wyjątkowo bogaty w zjawiska geotermalne. Wypływająca z głębi ziemi gorąca woda tworzy fantazyjne i kolorowe formy. Kolor wody, a co za tym idzie także wytrącająch się z niej osadów, zależy od rozpuszczonych w niej związków chemicznych i przyjmuje chyba wszystkie barwy tęczy. Tylko część calego obszaru jest dostępna dla zwiedzających. Wytyczono tam trzy szlaki w taki sposób, że kolejny łączy się z porzednim. Można więc zrezygnować od razu po pierwszym, drugim lub też przejśc wszystkie trzy. Sumaryczna długość wszystkich tras to 3km, a czas potrzebny na ich przejście oszacowano na około godzinę i 15 minut. I o ile czasy z przewodników lub oznaczeń na szlakach są dla mnie zdecydowanie na wyrost, to tym razem było inaczej. Ale nie ma się co dziwić biorąc pod uwagę, co można podziwiać w trakcie spaceru i dzięki czemu Wai-O-Tapu zyskało tytuł "One of the 20 Most SURREAL Places in the World".

Devil's Home, a tak naprawdę zawalony krater:
Załącznik:
DSC07399.JPG
DSC07399.JPG [ 143.53 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Rainbow Crater:
Załącznik:
DSC07405.JPG
DSC07405.JPG [ 104.15 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Co pewien czas można natknąć się na znaki ostrzegające przed niebezpieczeństwami, jakie grożą poza wyznaczonym szlakiem:
Załącznik:
DSC07406.JPG
DSC07406.JPG [ 164.58 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Thunder Crater, stosunkowo młody, bo powstały w 1968 roku:
Załącznik:
DSC07407.JPG
DSC07407.JPG [ 114.67 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Devil's Ink Pots, za kolor których odpowiada ropa naftowa i grafit wypłukiwane przez gorącą wodę w czasie jej wędrówki ku powierzchni:
Załącznik:
DSC07412.JPG
DSC07412.JPG [ 138 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Artists' Palette:
Załącznik:
DSC07418.JPG
DSC07418.JPG [ 61.07 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Załącznik:
DSC07423.JPG
DSC07423.JPG [ 52.28 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Załącznik:
DSC07427.JPG
DSC07427.JPG [ 73.86 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Miejscami woda jakby wrzała:
Załącznik:
DSC07448.JPG
DSC07448.JPG [ 121.88 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
A miejscami miała taki kolor:
Załącznik:
DSC07452.JPG
DSC07452.JPG [ 99.14 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Oyster Pool:
Załącznik:
DSC07479.JPG
DSC07479.JPG [ 90.64 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Lake Ngakoro Waterfall:
Załącznik:
DSC07487.JPG
DSC07487.JPG [ 159.67 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Jezioro Ngakoro:
Załącznik:
DSC07496.JPG
DSC07496.JPG [ 97.13 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Primrose Terrace:
Załącznik:
DSC07528.JPG
DSC07528.JPG [ 119.85 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
The Champagne Pool:
Załącznik:
DSC07532.JPG
DSC07532.JPG [ 89.98 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Załącznik:
DSC07530.JPG
DSC07530.JPG [ 86.33 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Gdy powiał wiatr, "szampańska mgła" prawie wszystko przesłaniała:
Załącznik:
DSC07543.JPG
DSC07543.JPG [ 80.13 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Cała okolica "dymi":
Załącznik:
DSC07547.JPG
DSC07547.JPG [ 94.91 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Devil's Bath:
Załącznik:
DSC07567.JPG
DSC07567.JPG [ 89.54 KiB | Obejrzany 11938 razy ]

Należy także wspomnieć o (i pokazać trochę) egzotycznej z naszego punktu widzenia roślinności:
Załącznik:
DSC07516.JPG
DSC07516.JPG [ 246.25 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Załącznik:
DSC07517.JPG
DSC07517.JPG [ 164.43 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Załącznik:
DSC07501.JPG
DSC07501.JPG [ 175.92 KiB | Obejrzany 11938 razy ]
Załącznik:
DSC07438.JPG
DSC07438.JPG [ 182.76 KiB | Obejrzany 11938 razy ]

Wyprawę do Wai-O-Tapu muszę zaliczyć do bardzo udanych. To jednak nie był jeszcze koniec atrakcji na ten dzień.

CDN
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
#13 PostWysłany: 22 Lis 2015 14:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1384
złoty
Przy kupnie wycieczki m.in. do Wai-O-Tapu w HeadFrist dostaje się gratis wycieczkę SnapshOt Rotorua. Gdy zapytałem się o nią naszą panią przewodnik była wyraźnie zaskoczona tym pytaniem, ale stwierdziła, że faktycznie jest taka możliwość i żebym był parę minut przed 1600 koło i-Site, czyli nowozelandzkiej informacji turystycznej, skąd planowany jest odjazd. Ponieważ do tego czasu miałem jeszcze ze dwie godziny to nie było oczywiście sensu siedzieć bezczynnie i czekać. Lepiej było wybrać się na spacer, na przykład do parku Kuirau.

Park jak park, mógłby ktoś powiedzieć, ale jak często w takich miejscach można spotkać baseny błotne, gorące źródła czy też poczuć ten charakterystyczny zapach, przywodzący na myśl zepsute jajka? Tam można na każdym kroku:
Załącznik:
DSC07578.JPG
DSC07578.JPG [ 117.81 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Załącznik:
DSC07574.JPG
DSC07574.JPG [ 158.83 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Załącznik:
DSC07583.JPG
DSC07583.JPG [ 71.08 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Załącznik:
DSC07588.JPG
DSC07588.JPG [ 156.61 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Ze względu na wczesną wiosnę, w końcu była to dopiero połowa września, większość roślin dopiero zaczynała budzić się do życia, ale niektóre już dawno się obudziły:
Załącznik:
DSC07580.JPG
DSC07580.JPG [ 165.89 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
W parku znajduje się małe jezioro, które za dnia wyglądało ciekawie, a wieczorem chyba musi wyglądać trochę strasznie:
Załącznik:
DSC07587.JPG
DSC07587.JPG [ 97.45 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Załącznik:
DSC07592.JPG
DSC07592.JPG [ 61.95 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Załącznik:
DSC07585.JPG
DSC07585.JPG [ 139.06 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Są tam jednak tacy, którzy na pewno się nie boją, bo park jest ich domem i to z darmowym ogrzewaniem geotermalnym:
Załącznik:
DSC07582.JPG
DSC07582.JPG [ 156.75 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
A jeśli chodzi o ogrzewanie geotermalne w Rotorua. Pojawiły się oczywiście plany wykorzystania podziemnej energii do ogrzewania wody, którą następnie można by wykorzystywać w domach. Nastąpiła nawet częściowa ich realizacja. Zaczęto budować odwierty dochodzące do wód geotermalnych i je wykorzystujące. Okazało się jednak, że powoduje to bardzo niekorzystne zmiany w ich poziomie. Bardzo szybko zaprzestano nowych prac, a wykonane już ujęcia zaczopowano. Aktualnie, ze względu na tradycję, tylko Maorysi korzystają w taki sposób z naturalnego bogactwa Rotorua.

Nowozelandczycy chyba bardzo dbają o środowisko naturalne, skoro nawet drzewa dostają na zimę ubrania:
Załącznik:
DSC07601.JPG
DSC07601.JPG [ 121.62 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Podczas powrotu, trochę okrężną drogą, z parku minąłem m.in. dom spotkań Maorysów:
Załącznik:
DSC07605.JPG
DSC07605.JPG [ 100.26 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Kościół Anglikański:
Załącznik:
DSC07613.JPG
DSC07613.JPG [ 90.23 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Pięknie położony zaraz nad brzegiem Jeziora Rotorua:
Załącznik:
DSC07611.JPG
DSC07611.JPG [ 88.4 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Czy też rowerową choinkę:
Załącznik:
DSC07614.JPG
DSC07614.JPG [ 247.12 KiB | Obejrzany 11796 razy ]

Okazało się ostatecznie, że nie tylko ja zamierzałem wziąć udział w wycieczce SnapshOt. Zdecydowało się także na to filipińskie małżeństwo, które odwiedzało studiującego w Auckland syna. Zapraszali mnie bardzo do podróży na Filipiny, a ja ich do Polski. Najpierw jednak mieliśmy przystanek w Redwoods, żeby zobaczyć las sekwoi. Sprowadzono je do Nowej Zelandii w celu uprawy, jednak nie bardzo nadały się do tego celu. Pozostały jednak jako atrakcja oraz miejsce wypoczynku i rekreacji. Oczywiście widziałem te drzewa nieraz w filmach, ale zobaczyć je na żywo to coś zupełnie innego. Akurat te nowozelandzkie są podobno dość małe. W takim razie naprawdę chciałbym zobaczyć te duże:
Załącznik:
DSC07616.JPG
DSC07616.JPG [ 177.4 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Załącznik:
DSC07621.JPG
DSC07621.JPG [ 167.61 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Mieliśmy także krótki postój koło wioski Maorysów o niezbyt łatwej do wymówienia nazwie:
Załącznik:
DSC07623.JPG
DSC07623.JPG [ 147.8 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Załącznik:
DSC07627.JPG
DSC07627.JPG [ 103.96 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
By następnie pojechać ma miejsce z którego widać prawie cała kalderę Rotorua. Jest ona ogromna, ma prawie 22km średnicy. Jak stwierdziła przewodniczka, jeśli wulkan miałby znowu wybuchnąć, to bardzo szybko wszyscy mieszkańcy Rotorua trafią do nieba. W jej centrum znajduje się wyspa Mokoia, będąca świętą ziemią Maorysów, a także rezerwatem przyrody z tego też względu dostęp na nią jest dość ograniczony. Z wyspą jest także związana legenga o Hinemoa i Tutanekai:
Załącznik:
DSC07630.JPG
DSC07630.JPG [ 81.12 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Podczas powrotu do miasta minęliśmy także miejsce, gdzie z powodu niedawnej aktywności geotermalnej trzeba było wysiedlić kilka rodzin, a ich domy zburzyć. Procesy pod ziemią ciągle zachodzą i nawet podczas przechadzki po mieście można natknąć się np. na coś takiego:
Załącznik:
DSC07606.JPG
DSC07606.JPG [ 127.96 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Wkrótce po zakończeniu wycieczki zaczął powoli zapadać zmrok. Udało mi się jednak jeszcze szybko odwiedzić Government Gardens:
Załącznik:
DSC07642.JPG
DSC07642.JPG [ 133.16 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
W których znajduje się m.in. muzeum:
Załącznik:
DSC07646.JPG
DSC07646.JPG [ 98.8 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Następnie, już na sam koniec dnia, mijając po drodze trójskrzydłego motyla:
Załącznik:
DSC07648.JPG
DSC07648.JPG [ 55.44 KiB | Obejrzany 11796 razy ]
Poszedłem nad jezioro:
Załącznik:
DSC07657.JPG
DSC07657.JPG [ 35.1 KiB | Obejrzany 11796 razy ]

I tym sposobem zakończyłem swoje zwiedzania Roturua. Musiałem jeszcze tylko jakoś przeczekać (w pubie i hotelu) czas do nocnego InterCity do Wellington i mogłem wyruszyć na podbój stolicy Nowej Zelandii.

CDN
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#14 PostWysłany: 23 Lis 2015 22:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1384
złoty
Z tym zdobywaniem Wellington to trochę przesadziłem. Plany były, ale niestety nie udało się wszystkich zrealizować. Częściowo z tej przyczyny, że zbyt długo odkładałem różne zakupy i właśnie w Wellington miałem w zasadzie ostatnią szansę żeby na nie pójść, a częściowo z powodu niespodziewanego spotkania.

Po nocnej podróży nie miałem za bardzo ochoty od razu ruszać na zwiedzanie. W końcu jednak się przemogłem i po zostawieniu bagażu w przechowalni w hostelu Waterloo & Backpackers, który znajduje się zaraz koło dworca kolejowego, wybrałem się na miasto. Wellington jest najbardziej na południe wysuniętą stolicą na świecie, a drugim co do wielkości miastem w kraju. Niedawno otrzymało miano "coolest little capital in the world".

Kilka zdjęć ze spaceru - Wellington Harbour:
Załącznik:
DSC07670.JPG
DSC07670.JPG [ 64.27 KiB | Obejrzany 11573 razy ]
Old Government Buildings:
Załącznik:
DSC07665.JPG
DSC07665.JPG [ 96.9 KiB | Obejrzany 11573 razy ]
Budynek parlamentu, zwany "the Beehive":
Załącznik:
DSC07668.JPG
DSC07668.JPG [ 61.93 KiB | Obejrzany 11573 razy ]

Jeśli chodzi o parlament, to istnieje możliwość jego zwiedzenia i ja z tej możliwości skorzystałem. Sama wycieczka jest dość interesująca, ale niestety nie można robić zdjęć. Jako mały bonus udało nam się za to spotkać wicepremiera Nowej Zelandii. Przed wycieczką, chyba w jakimś celu związanym ze statystyką, pani przewodnik pytała się nas, skąd jesteśmy. Natomiast już po zakończeniu podeszła do mnie z pytaniem, czy byłem w sklepie z pamiątkami. Odpowiedziałem że nie, na co ona stwierdziła, że pracuje tam Polka a więc muszę iść i przywitać się. I faktycznie pani Wioletta była w pracy. Było widać, że chyba było jej miło spotkać kogoś z Polski. No i jak zaczęliśmy rozmawiać, to nie wiedzieć kiedy minęła ponad godzina.

Załącznik:
DSC07675.JPG
DSC07675.JPG [ 108.85 KiB | Obejrzany 11573 razy ]
Niestety, jeszcze było za wcześnie, żeby podziwiać ogrody botaniczne w pełnej krasie:
Załącznik:
DSC07680.JPG
DSC07680.JPG [ 175.39 KiB | Obejrzany 11573 razy ]
Załącznik:
DSC07681.JPG
DSC07681.JPG [ 167.83 KiB | Obejrzany 11573 razy ]
Załącznik:
DSC07686.JPG
DSC07686.JPG [ 116.83 KiB | Obejrzany 11573 razy ]
Tam to się chyba dobrze mieszka:
Załącznik:
DSC07691.JPG
DSC07691.JPG [ 124.71 KiB | Obejrzany 11573 razy ]
Grób Richarda Seddona - najdłużej urzędującego premiera Nowej Zelandii:
Załącznik:
DSC07688.JPG
DSC07688.JPG [ 89.72 KiB | Obejrzany 11573 razy ]
Pomnik "Ojca Wellington" Johna Plimmera i Fritza:
Załącznik:
DSC07695.JPG
DSC07695.JPG [ 125.57 KiB | Obejrzany 11573 razy ]

W końcu trzeba było wracać po bagaż i na przystanku zaraz koło dworca kolejowego złapać autobus na lotnisko. Budynek dworca kolejowego:
Załącznik:
DSC07697.JPG
DSC07697.JPG [ 82.49 KiB | Obejrzany 11573 razy ]

Jeśli chodzi o samo lotnisko w Wellington to chyba jest on szczególnie interesujące dla fanów Tolkiena. Ja akurat do nich się nie zaliczam, ale takie dekoracje na lotnisku bardzo mi się podobały:
Załącznik:
DSC07702.JPG
DSC07702.JPG [ 80.78 KiB | Obejrzany 11573 razy ]
Załącznik:
DSC07704.JPG
DSC07704.JPG [ 80.85 KiB | Obejrzany 11573 razy ]
Załącznik:
DSC07709.JPG
DSC07709.JPG [ 78.44 KiB | Obejrzany 11573 razy ]
Załącznik:
DSC07711.JPG
DSC07711.JPG [ 81.23 KiB | Obejrzany 11573 razy ]

A320 Air New Zealand z perspektywy A320 Jetstara:
Załącznik:
DSC07712.JPG
DSC07712.JPG [ 48.93 KiB | Obejrzany 11573 razy ]
Podczas wznoszenia zrobiliśmy kółko, dzięki czemu fajnie było widać miasto:
Załącznik:
DSC07721.JPG
DSC07721.JPG [ 80.42 KiB | Obejrzany 11573 razy ]
Lot do Christchurch bez przygód, lądowanie gdy już zaczynało się lekko ściemniać:
Załącznik:
DSC07731.JPG
DSC07731.JPG [ 54.67 KiB | Obejrzany 11573 razy ]

Nocleg, już ostatni w Nowej Zelandii, miałem znowu w YMCA Christchurch Hostel. Jeszcze trochę pokręciłem się po mieście, porządnie spakowałem. Tylko czemu nie mogłem się odprawić online?

CDN
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#15 PostWysłany: 29 Lis 2015 08:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1384
złoty
Bardzo, ale to bardzo nie chciało mi się wstawać. I nie chodziło o porę, że za wczesna, ale o to że to był ostatni poranek w Nowej Zelandii. Poprzedniego wieczoru w żartach postraszyłem trochę rodzinę, że tak mi się tam podoba, że chyba zostanę. Żebym przypadkiem tak nie zrobił, telefon-budzik z Polski i jeszcze na wszelki wypadek smsy, że mam wracać. Wcześniej planowałem wstać wcześnie rano i pojechać do New Brighton obejrzeć wschód Słońca nad Pacyfikiem. Jednak ze względu na wagę bagażu i fakt, że byłaby to w zasadzie gonitwa, dałem sobie spokój. Po wymeldowaniu z hostelu spacer do centrum, podczas którego wysłałem ostatnie karki z pozdrowieniami, bo jakoś tak zawsze brakowało mi czasu, a potem na przystanek i prosto na lotnisko. Jak wspominałem, nie mogłem się odprawić online, ale w automacie na lotnisku udało się bez najmniejszego problemu. Po zdaniu bagażu, z plikiem czterech kart pokładowych, miałem jeszcze czas na małe zakupy, żeby wydać ostatnie dolary, a nawet trochę się wynudzić.

Pierwszy, tak samo zresztą jak kolejne, z serii lotów bez żadnych problemów. Ostatnie spojrzenie na Alpy Południowe:
Załącznik:
DSC07755.JPG
DSC07755.JPG [ 53.82 KiB | Obejrzany 11045 razy ]
Charakterystyczne, nowozelandzkie "żywopłoty":
Załącznik:
DSC07751.JPG
DSC07751.JPG [ 65.7 KiB | Obejrzany 11045 razy ]
Pas startowy lotniska AKL znajduje się na sztucznym nasypie otoczonym przez wody Zatoki Manukau:
Załącznik:
DSC07776.JPG
DSC07776.JPG [ 55.81 KiB | Obejrzany 11045 razy ]
Załącznik:
DSC07777.JPG
DSC07777.JPG [ 50.6 KiB | Obejrzany 11045 razy ]
A podczas taxiingu za oknem m. in. singapurski B747 cargo:
Załącznik:
DSC07782.JPG
DSC07782.JPG [ 56.21 KiB | Obejrzany 11045 razy ]

Na AKL tradycyjny spacer z terminalu krajowego na międzynarodowy. Niektóre informacje po chińsku, czyli w języku najliczniejszej tam mniejszości:
Załącznik:
DSC07785.JPG
DSC07785.JPG [ 74.43 KiB | Obejrzany 11045 razy ]
Na lotnisku spokój jest pilnowany przez takich strażników:
Załącznik:
DSC07787.JPG
DSC07787.JPG [ 99.66 KiB | Obejrzany 11045 razy ]
Znajduje się tam także Percival Gull Six należący do Jean Batten, jednej z najsłynniejszych nowozelandzkich kobiet-pilotów, której imię nosi terminal międzynarodowy:
Załącznik:
DSC07790.JPG
DSC07790.JPG [ 68.7 KiB | Obejrzany 11045 razy ]

Już na pokładzie B777 do BKK, a za oknem ponownie straszy "duch Australii":
Załącznik:
DSC07792.JPG
DSC07792.JPG [ 52.33 KiB | Obejrzany 11045 razy ]

Lot to Bangkoku miał zdecydowanie mniejsze obłożenie niż w drugą stronę. Załoga sugerowała przesiadanie się na wolne miejsca. Kiwi, którzy siedzieli koło mnie, także dostali taką propozycję ale tak długo się zastanawiali, że w końcu ktoś ich ubiegł. Ja natomiast chciałem jeszcze uchwycić Nową Zelandię z góry, ale wkrótce po starcie wlecieliśmy w chmury i z planów nici. Tym sposobem ostatnie zdjęcie jakie mam z Nowej Zelandii to pożegnalne ujęcie lotniska w Auckland:
Załącznik:
DSC07801.JPG
DSC07801.JPG [ 55 KiB | Obejrzany 11045 razy ]

Thai ponownie nieźle karmiły i polewały. Już nie pamiętam dokładnie czym, ale całkiem smacznym. W pamięci utkwił mi tylko jeden szczegół - piwo Asahi, którego akurat, będąc w Japonii, nie spróbowałem. Jak widać co się odwlecze, to nie uciecze.

Gdzieś nad Australią:
Załącznik:
DSC07811.JPG
DSC07811.JPG [ 59.36 KiB | Obejrzany 11045 razy ]
Załącznik:
DSC07813.JPG
DSC07813.JPG [ 60.26 KiB | Obejrzany 11045 razy ]

Lądowanie na BKK już po zmroku, odlot do VIE koło północy, więc zdjęć brak. Po wylądowaniu wysiadka do autobusu. Dzięki temu można było poczuć różnicę między klimatem Nowej Zelandii i Tajlandii. Chyba ten pierwszy bardziej mi odpowiadał. Lot do Wiednia tym samym samolotem co w tę stronę. Jak preferuję siedzenie koło okna, to tym razem trafiłem na przejście. Para, która koło mnie siedziała, przeprowadziła się na jedną z niewielu wolnych trójek, więc nawet pomyślałem sobie, że będę mógł się w trochę lepszych warunkach przespać. Niestety nic z tego. Jak tylko miejsca się zwolniły stewart wskazał je parze, która siedziała przed wyjściem awaryjnym. Tak więc z wygodnej drzemki nici, ale dzięki IFE lot nawet w miarę szybko zleciał. W Wiedniu krótka przesiadka, a potem szybko do Pragi.

Jak już wspominałem na samym początku, nie miałem w ogóle zaplanowanego powrotu ze stolicy Czech. Po szybkim sprawdzeniu zdecydowałem się na pociąg. Złapałem więc autobus do Praha Hlavní Nádraží:
Załącznik:
DSC07832.JPG
DSC07832.JPG [ 73.93 KiB | Obejrzany 11045 razy ]
Mimo zaledwie kilkunastu minut zapasu udało mi się kupić bilet do Czeskiego Cieszyna przez Ostrawę i tym sposobem czeskim Pendolino jechałem przed polskim. Duży plus dla kolei czeskich za WiFi i aktualizowaną na bieżąco informację o realizacji rozkładu. A możliwość podglądu trasy z kamery na lokomotywie to też niezły bajer. Mały minus natomiast za opóźnienie. Mimo tego udało mi się jednak przesiąść w Ostrawie na osobówkę, którą planowałem złapać. W Czeskim Cieszynie spacer na polską stronę. Potem bus do Katowic, gdzie zakończyłem podróż.

Po całej wyprawie czuję zdecydowanie niedosyt. Po prostu była ona zdecydowanie za krótka. Mimo to wiem czego, mam nadzieję, spodziewać się następnym razem w Nowej Zelandii.

I to by było na tyle. Jeśli ktoś dotrwał do tego miejsca, to dziękuję mu za czas poświęcony na czytanie tej relacji.

CDNN
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
#16 PostWysłany: 22 Gru 2015 18:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 354
Loty: 103
Kilometry: 233 705
srebrny
Tylko pozazdrościć. Gratuluje odwagi w podjęciu decyzji o locie. Jak pamiętam po ukazaniu newsa wszyscy odradzali podróż w tym okresie. Ten kierunek jest u mnie wysoko na liście i dzięki takim relacjom widzę , że marzenia można spełniać. Pozdrawiam :) :)
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image
Góra
 Profil Relacje PM off
WaldekK lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 16 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 4 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group