Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 29 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 28 Mar 2018 14:07 

Rejestracja: 14 Maj 2016
Posty: 1304
Ostrzeżenia: 1
srebrny
Fajna relacja. B.ładne zdjecia :P :P :P
Góra
 Relacje PM off
zuzanna_89 lubi ten post.
 
 
#22 PostWysłany: 29 Mar 2018 16:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Kwi 2013
Posty: 88
Loty: 128
Kilometry: 201 792
niebieski
11.11

W kraju Święto Narodowe, a my co? A my dziś jedziemy do Parku Narodowego Freycinet, a głównie do Wineglass Bay :)

Od razu widać, że to bardzo popularne miejsce – po raz pierwszy na Tasmanii widzimy tyle osób i mamy lekki problem ze znalezieniem miejsca parkingowego (no dobra, tylko w pierwszej alejce brakuje miejsc;). Znowu nie mamy mapki, także robimy zdjęcie tej ogólnodostępnej.

Załącznik:
IMG253.JPG


Jeśli ktoś ma mało czasu, wchodzi tylko na punkt widokowy (dość krótkie, ale strome podejście), my mieliśmy do dyspozycji cały dzień, także postanowiliśmy zejść do Wineglass Beach, a potem wrócić przez Hazards Beach. Trasa ta ma 11km, jest zróżnicowana, a widoki piękne. Najpierw dochodzimy do punktu widokowego na Wineglass Bay (nie lubię tak zaczynać od punktu kulminacyjnego, ale czasem trzeba :P). Widok, co tu dużo mówić, jest piękny.

Załącznik:
IMG254.JPG


Następnie schodzimy 230m w dół, aż do plaży Wineglass, większość czasu po schodach. Plaża nie umywa się do Whitehaven, dużo na niej patyków, kamieni, piasek jest gruboziarnisty... O Boże, ale my jesteśmy rozpieszczeni! Za długo siedzimy w tym pięknym kraju.

Załącznik:
IMG255.JPG


Dalej przesmykiem idziemy na drugą stronę półwyspu – na plażę Hazards. Nazwa pochodzi od pobliskich wzgórz, plaża nie jest szczególnie niebezpieczna, za to całkiem malownicza:

Załącznik:
IMG256.JPG


Załącznik:
IMG257.JPG


Z bliska za to jest pełna muszli i glonów, zapewne zgoła inaczej wygląda podczas odpływu.

Załącznik:
IMG258.JPG


Morski zapach jest bardzo intensywny, nie da się tam posiedzieć. To nic, idziemy dalej :)

Kiedy plaża się kończy trasa wchodzi w rzadki las i tak już wiedzie aż do końca.

Załącznik:
IMG259.JPG


Po spacerze byliśmy nieźle zgrzani i marzyliśmy o kąpieli, zatrzymaliśmy się więc w Honeymoon Bay z zamiarem zamoczenia się w oceanie. Niedoczekanie – woda była lodowata! Trochę utrwaliliśmy opaleniznę i pojechaliśmy dalej.

Dwie kolejne noce (ostatnie na Tasmanii) mieliśmy spędzić w Triabunna ze względu na bliskość Maria Island. Była to kolejna mieścina, w której nic nie było i nic się nie działo, także ugotowaliśmy obiad, a następnie kupiliśmy bilety na prom na kolejny dzień (bilety w Informacji Turystycznej na nabrzeżu, bardzo duża dostępność), obejrzeliśmy film i poszliśmy spać;)

12.11

Głównym celem przyjazdu do Triabunna było odwiedzenie Maria Island, o której przeczytałam przygotowując się do naszej wycieczki. Na Maria Island można dostać się promem z Triabunna (bilet powrotny kosztuje 50AUD, minus 5AUD jeśli ktoś ma bilet wstępu do parków narodowych w Tasmanii), wyspa nie jest zamieszkana przez ludzi, za to mieszka na niej sporo zwierząt (głównie kangurów, walabii i wombatów). Na wyspie przez jakiś czas było więzienie, budynki nadal tam są i prowadzony jest tam spartański hostel, jeśli ktoś ma ochotę przespać się w celi ;) Na miejscu można też wypożyczyć rowery, aczkolwiek wyspa jest dość górzysta, a drogi szutrowe. Trzeba też pamiętać, że na wyspie nie ma żadnych sklepów – jedzenie i picie musimy przywieźć ze sobą.

Wypływamy o 9 – prócz nas na promie jest może ze 20 osób, niektórzy jadą z rowerami, inni z bagażami (będą nocować w więzieniu lub pod namiotem). Rejs trwa około 20 minut, a wyspa wita nas pochmurną pogodą i ponurą aurą.

Załącznik:
IMG260.JPG


Przez te wszystkie opuszczone budynki Maria Island ma dość specyficzny klimat, ma w sobie coś pociągającego, ale nie chciałabym się tu znaleźć sama nocą... Na szczęście po chwili wiatr przegania chmury, jest szansa na słońce!

Załącznik:
IMG261.JPG


Załącznik:
IMG262.JPG


W planie mamy obejść jak najwięcej, także od razu ruszamy ścieżką w kierunku Malowanych Klifów (Painted Cliffs). Widoki przepiękne, gdyby tylko było trochę cieplej...

Załącznik:
IMG263.JPG


Wyspę zamieszkują kapodzioby (gęsi te po angielsku nazywają się Cape Barren Geese), które są bardzo ładne ze swoimi piórami w groszki i seledynowymi dziobami.

Załącznik:
IMG264.JPG


Wybrzeże wyspy ma dość surowy krajobraz – od razu widać, że sporo tu wieje.

Załącznik:
IMG265.JPG


Po około godzinie spaceru dochodzimy do klifów – faktycznie bardzo ładnych:

Załącznik:
IMG266.JPG


Trafiliśmy akurat na odpływ, także klify można było dokładnie obejrzeć z bliska, jakby ktoś się wybierał na Maria Island to polecam sprawdzić godziny pływów, aby odpowiednio zaplanować zwiedzanie.

Stamtąd zawróciliśmy do przystani, ale inną trasą – przez las. Tam od razu natknęliśmy się na całe mnóstwo wombacich odchodów i jednego sprawcę ;)

Załącznik:
IMG267.JPG


Kawałek dalej w zaroślach szalały walabie. Goniły się jak głupie – chyba poczuły wiosnę ;)

Załącznik:
IMG268.JPG


Dotarliśmy też do budynku służącego do suszenia chmielu (Oast House). Wszystkie budynki posiadały tablice informacyjne, można było się sporo dowiedzieć o tym do czego, kiedy i komu służyły.

Załącznik:
IMG269.JPG


Widoki wciąż były piękne.

Załącznik:
IMG270.JPG


Z „miasteczka” wyruszyliśmy w drugą stronę – w stronę klifów ze skamielinami (Fossil Cliffs). Trasa nie była aż tak zjawiskowa jak ta do Malowanych Klifów, ale wybrzeże było piękne, zupełnie inne niż kilka kilometrów na południe. Klify miały swojego strażnika ;)

Załącznik:
IMG271.JPG


Widok na klify i wzgórza w oddali był przepiękny – surowy i dziki.

Załącznik:
IMG272.JPG


Znaleźliśmy w miarę zaciszne miejsce i przez godzinę czytaliśmy w pobliżu klifów. Niestety, wiatr był bardzo silny, a my ubraliśmy się trochę za cienko, dlatego postanowiliśmy wrócić wcześniejszym promem. Myśleliśmy, że spędzimy na wyspie cały dzień, ale już 5h wystarczyło, żeby sporo zobaczyć i poczuć jej niesamowity klimat. Dalsze atrakcje i tak nie były w zasięgu kilkugodzinnego spaceru, także wsiadając na prom czuliśmy się usatysfakcjonowani :)

Po powrocie do Triabunna zjedliśmy obiad, odpoczęliśmy trochę i stwierdziliśmy, że mamy już dość wakacji i jesteśmy gotowi wracać do Polski :P

13.11

Rano mieliśmy samolot do Melbourne (znowu Virgin), bez problemu dotarliśmy na lotnisko, oddaliśmy samochód i bagaże i zasiedliśmy w maleńkim terminalu. Lot był na czas i trwał około godziny. W Melbourne, podobnie jak w Sydney, pojechaliśmy do centrum transportem składanym (autobus + pociąg) i znowu było to bardzo korzystne finansowo.

Tak jak ostatnie kilka dni na Tasmanii nieźle wymarźliśmy, tak te 2 ostatnie dni w Melbourne zapowiadały się upalnie. 30 stopni i bezchmurne niebo – w sam raz przed powrotem do listopadowej Polski :D

Na tę jedną noc w Melbourne zaklepaliśmy hotel Sophia, około 1km od stacji Southern Cross. Niby tylko 1km, ale nasze bagaże zrobiły się bardzo ciężkie od tych wszystkich pamiątek, a że kółka walizki rozwaliły się już na samym początku, to ciągnięcie jej też wymagało sporo wysiłku. Ech... Do hotelu dotarliśmy o 13:45, ale jeszcze te 15 minut musieliśmy poczekać, aby się zameldować. Hotel był bardzo tani i miał mieszane opinie – na szczęście my żadnych karaluchów nie widzieliśmy :D

Odpoczęliśmy trochę i ruszyliśmy w miasto. Najpierw do Chinatown, żeby coś zjeść (pysznie i tanio!), a następnie nad rzekę Yarra zobaczyć słynne korty tenisowe. Trochę pochodziliśmy po tym terenie, bo chcieliśmy znaleźć jakiś sklep z pamiątkami (pomyśleliśmy, że skoro na Wimbledonie taki jest to i tu powinien być). Niestety, był mini sklep dla tenisistów, ale nie miał w asortymencie nic co by się nadawało na pamiątkę z Rod Laver Arena. Za to z okolic kortów rozciąga się całkiem ładny widok na miasto.

Załącznik:
IMG273.JPG


Posiedzieliśmy trochę nad rzeką i popatrzyliśmy na ekipy wioślarskie. Prawie jak nad Tamizą, gdyby tylko nie ten upał, to naprawdę możnaby się poczuć jak w UK ;) Późnym popołudniem wróciliśmy pieszo do hotelu zgarniając mapkę z informacji na jutro.

14.11

Ostatni dzień w Australii. Czy jest nam żal wyjeżdżać? Nie. Czy jesteśmy zadowoleni z pobytu? Bardzo! No ale zanim wyjedziemy mamy jeszcze cały dzień na zwiedzanie Melbourne :)

Pomimo niepochlebnych opinii decydujemy się zjeść śniadanie w hotelu, kosztuje 4AUD i można spokojnie się najeść, trzeba tylko ostrożnie wybierać co się je ;) Następnie wymeldowujemy się z hotelu, a bagaże zostawiamy na recepcji – wrócimy po nie około 18.

Najpierw kierujemy się na Queen Victoria Market, który jest odpowiednikiem Paddy’s Market w Sydney. Krótko mówiąc sprzedaje się tam mnóstwo różności – pamiątki, ubrania, jedzenie. Nas oczywiście obchodzą pamiątki – po wczorajszym przeliczeniu okazuje się, że jeszcze kilku nam brakuje... Na szczęście tu można dostać co tylko dusza zapragnie.

Dalej kierujemy się do darmowego tramwaju. Jest to świetna opcja wstępnego zwiedzania miasta – można zobaczyć co gdzie jest i posłuchać opisów miejsc.

Załącznik:
IMG274.JPG


Tak nam się podoba, że jedziemy całą trasę zamiast kilku przystanków. Na szczęście tramwaj jeździ w kółko, więc w końcu docieramy gdzie chcieliśmy :D Odwiedzamy katedrę Świętego Patryka.

Załącznik:
IMG275.JPG


Dalej idziemy do Fitzroy Gardens, gdzie naszą uwagę przyciąga Chata Cooka (Cook’s Cottage), jakby żywcem wyciągnięta z brytyjskiego Cotswolds. Okazuje się, że nie byliśmy daleko od prawdy – chata należała do rodziców kapitana Cooka i została przeniesiona tu (cegiełka po cegiełce) z północnoangielskiego Yorkshire. Tak oto zobaczyliśmy najstarszą australijską budowlę. Niezłe jaja.

Załącznik:
IMG276.JPG


W planach mieliśmy jeszcze spacer do ogrodów botanicznych, ale ze względu na upał nie zdecydowaliśmy się. Zamiast tego poszliśmy coś zjeść, a następnie zalegliśmy w parku przy Royal Exhibition Building, aby poczytać i złapać ostatnie promienie słońca.

Załącznik:
IMG277.JPG


Bez problemu dotarliśmy na lotnisko (znowu transportem składanym) i tym razem nasz lot był o czasie. Co tu dużo mówić – był to strasznie długi lot i po przylocie do Kataru byliśmy bliscy ucałowania ziemi jak papież :P

15.11

W Katarze mieliśmy 8h czekania, tym razem nie wychodziliśmy poza lotnisko. Nauczeni doświadczeniem, że jedzenie jest tu wyjątkowo okropne krążyliśmy w poszukiwaniu knajpy ze zjadliwym jedzeniem. Skończyło się na tym, że śniadanie zjedliśmy we włoskiej kawiarni w jakimś odległym, zupełnie pustym terminalu (całkiem niezłe panini), a lunch w Burger Kingu.

Dalej lot do Berlina, bez przygód. Nie mieliśmy już siły jeść samolotowego jedzenia, także podziękowaliśmy za lunch. Stewardesa była nieźle zdziwiona i kilka razy pytała czy na pewno nie będziemy jeść. W końcu przyniosła nam chipsy i batony, a także zrobiła naprawdę mocne drinki, przez co większość trasy przespaliśmy :P Także teraz dopiero doceniam wysiłki forumowiczów latających dookoła świata, co drugi dzień w samolocie z TYM jedzeniem. Szacunek dla Was, to nie dla mnie. Chociaż może to QA ;)

W Berlinie nocleg blisko dworca autobusowego ZOB, a rano śniadanie i Polskibus do Gdańska. Takim sposobem po 36 dniach wróciliśmy do domu!

To już koniec relacji, przepraszam, że była tak rozciągnięta w czasie. Czytającym dziękuję, a jeśli ktoś ma pytania to chętnie odpowiem. Mogę też wrzucić podsumowanie kosztów, jeśli ktoś jest zainteresowany, ale od razu mówię – koszta były spore :P


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#23 PostWysłany: 08 Kwi 2018 23:50 
Moderator forum

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 699
Loty: 63
Kilometry: 202 612
Wszystkiego najlepszego na tak pięknie rozpoczętej nowej drodze życia. :)
Widać, że bardzo dużo pracy włożyłaś w przygotowanie tej relacji. Dobrze się to czyta i ogląda.
A co do jedzenia w QA to może następnym razem spróbujcie zamówić któreś ze specjalnych zestawów. Moja żona, która nie cierpi samolotowego jedzenia i już nawet sam zapach przyprawia ją o mdłości, w QA zamawia zawsze talerz owoców i bardzo sobie ten wybór chwali.

A czy mogę prosić jeszcze o kilka słów na temat spania/mieszkania/gotowania/jeżdżenia w campervanie? W sierpniu czeka mnie 17 dni w takim wynalazku, tyle że w USA. :) To będzie nasz pierwszy raz w kamperze i ciekawy jestem, czy nam się spodoba...
_________________
Moje relacje:
<USA - Roadtrip z namiotem na dachu>; <Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!>,
<Islandia - lodowe góry i maskonury.>, <Ej, ale będzie widać góry? - Kirgistan Kazachstan>
<Wuchta problemów - Hong Kong, Filipiny>
Góra
 Relacje PM off  
 
#24 PostWysłany: 15 Kwi 2018 09:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Kwi 2013
Posty: 88
Loty: 128
Kilometry: 201 792
niebieski
@marcinsss, wybacz, że dopiero odpowiadam. Dzięki za info odnośnie QA, jeśli chodzi o owoce, to faktycznie, chyba niewiele można zepsuć ;)

Ten nasz campervan, jak widziałeś na zdjęciach, to nie był typowy camper, tylko zwykły osobowy samochód przerobiony tak, żeby dało się w nim spać. Ze względu na to było w nim dość mało miejsca i trochę wkurzające było codzienne rozkładanie łóżka i przenoszenie bagaży. Jeśli wy będziecie mieli normalnego campera, to unikniecie tego typu problemów.
Spanie - To na pewno kwestia osobista, ja lubię małe przestrzenie i śpiąc w camperze czułam się bezpiecznie i przytulnie. Przy 170cm wzrostu mieściłam się tak na styk, a już mój mąż 180cm musiał spać trochę pod kątem, żeby się wyprostować ;) Minusem było to, że nie mieliśmy siatek na okna (zamówiłam z Chin, ale za późno doszły...), także codziennie stawaliśmy przed pytaniem - spać w zaduchu czy spać z komarami (i innym robactwem). Ogólnie na kempingach nie ma zbyt wiele prywatności - wszyscy zaglądają ci w okna, a czasami miejsca postojowe są wyznaczone naprawdę blisko siebie. Głównym plusem jest oczywiście to, że nie musisz rezerwować noclegów, jedziesz gdzie chcesz, możesz na bieżąco zmieniać plany - niesamowita elastyczność.
Jedzenie - gotowaliśmy głównie w kuchniach kempingowych, w camperze zwykle tylko odgrzewaliśmy. I tu znowu - największym plusem była elastyczność, to, że jak jesteś głodny to po prostu stajesz przy drodze i bierzesz się za gotowanie.
Jeżdżenie - w Australii jest na drogach mnóstwo camperów, poza miastami jeździ się bardzo dobrze, pewnie podobnie jest w USA. Na parkingach (np. przy sklepach czy parkach narodowych) są większe miejsca postojowe wyznaczone specjalnie dla camperów. Samochód był dość stary, ale zadbany i spełniał swoje funkcje.

Ogólnie - myślę, że to świetna przygoda i będziecie się dobrze bawić :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#25 PostWysłany: 15 Kwi 2018 16:42 
Moderator forum

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 699
Loty: 63
Kilometry: 202 612
Dzięki za odpowiedź. Też wynajmujemy z JUCY, ale wersję "dwupokojową" :) Myślę, że noclegi na pięterku pozwolą uniknąć zamieszania z bagażami.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
<USA - Roadtrip z namiotem na dachu>; <Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!>,
<Islandia - lodowe góry i maskonury.>, <Ej, ale będzie widać góry? - Kirgistan Kazachstan>
<Wuchta problemów - Hong Kong, Filipiny>
Góra
 Relacje PM off
zuzanna_89 lubi ten post.
 
 
#26 PostWysłany: 15 Kwi 2018 18:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Kwi 2013
Posty: 88
Loty: 128
Kilometry: 201 792
niebieski
O kurczę, nie wiedziałam nawet, że Jucy działa też w USA :D Super, udanej wycieczki!
Góra
 Relacje PM off
marcinsss lubi ten post.
 
 
#27 PostWysłany: 21 Kwi 2018 06:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lut 2017
Posty: 1674
Loty: 443
Kilometry: 710 242
platynowy
@zuzanna_89, ciekawa relacja, dzięki.
Pech z tą pogodą w Sydney (15° w listopadzie!) - podobnej spodziewaliśmy się podczas kilkudniowego pobytu w zeszłym tygodniu czyli w kwietniu, podczas gdy był upał 30° (25° w Blue Mountains - aż za ciepło).

Sent from my SM-G950FD using Tapatalk
_________________
Także = również / też
Tak że = więc / zatem / dlatego
Tak, że = tak bardzo, że / w taki sposób, że
Góra
 Relacje PM off
zuzanna_89 lubi ten post.
 
 
#28 PostWysłany: 23 Kwi 2018 08:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Kwi 2013
Posty: 88
Loty: 128
Kilometry: 201 792
niebieski
@p.wl Dzięki za miłe słowa. Z pogodą to nigdy nie wiadomo, ale z dwojga złego wolę kiepską pogodę w mieście niż na łonie natury ;)

Miłego zwiedzania!
Góra
 Relacje PM off  
 
#29 PostWysłany: 12 Lis 2018 13:15 

Rejestracja: 12 Lis 2018
Posty: 6
Piękny początek na nowej drodze życia i wspaniała relacja. Życzę powodzenia...
Góra
 Relacje PM off
zuzanna_89 lubi ten post.
 
 
 [ 29 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group