Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 2 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 06 Sty 2020 14:38 

Rejestracja: 04 Lut 2017
Posty: 163
Loty: 86
Kilometry: 91 162
srebrny
Był już kilka razy Kijów, były Charków, Odessa, Zaporoże, Berdiańsk, Czarnomorsk, Winnica. Tym razem wybór padł na słabo znane w Polsce Czernihów i Sławutycz. Dodatkiem była wizyta w malutkim Siedniwie. Ukraińskie miasta są nieporównywalne. Każde z odwiedzonych dotychczas miejsc było inne, mniej lub bardziej (zwykle bardziej) ciekawe. Każde miało swoją specyfikę, wyróżniające je cechy. A Czernihów? Nie wyłamał się ze schematu, znów był inny. Sławutycz wymyka się za to wszelkim klasyfikacjom, ponieważ jest to miasto powstałe po katastrofie czarnobylskiej, zbudowane praktycznie od podstaw.

Zaczęło się standardowo, czyli przelot z Warszawy do Kijowa i dwie noce w tym mieście. Jako że byliśmy w Kijowie wiele razy, to i znalezienie nowych rzeczy było trudniejsze. Na szczęście udało się i chciałbym Wam przedstawić nasze owoce wizyty w Kijowie.
Zaczęliśmy od pomijanej często twierdzy kijowskiej, która jest mocno powiązana z Polską i Polakami. To tutaj przetrzymywano i zabijano uczestników m.in. powstania styczniowego. Niestety, w zimowej aurze twierdza dużo traci ze swojego „uroku”.
Załącznik:
1.jpg

Załącznik:
2.jpg

Załącznik:
3.jpg

Wstęp na jej teren kosztuje symboliczną 1 hrywnę, ale już za wstęp do muzeów trzeba dodatkowo zapłacić. Warto wydać kilka złotych i zobaczyć dość ciekawe ekspozycje. Co ważne, nie ma żadnych problemów natury narodowej z umieszczeniem polskich tablic i napisów na terenie twierdzy i na wystawach.
Załącznik:
4.jpg

Wśród eksponatów wyróżnia się autentyczny wóz, którymi przewożono na śmierć skazanych powstańców.
Załącznik:
5.jpg

Załącznik:
6.jpg

Załącznik:
7.jpg

Załącznik:
8.jpg

Załącznik:
9.jpg

W muzeum nie mogło zabraknąć przedmiotów i informacji dotyczących wydarzeń na Majdanie i tzw. ATO, czyli działań antyterrorystycznych na wschodzie Ukrainy, gdzie od kilku lat toczą się z różnym natężeniem walki z separatystami i „zielonymi ludzikami” z Rosji.
Załącznik:
10.jpg

Załącznik:
11.jpg

Załącznik:
12.jpg

Szczególna historia związana jest z powyższym samochodem-amfibią. Ukraińskie siły zostały okrążone na wschodzie, ale Rosjanie pozwolili wydostać się żołnierzom pod warunkiem złożenia przez nich broni. Niestety, nie dotrzymali warunków i zaczęli strzelać do Ukraińców. Patowa sytuacja trwała kilka dni, a poniższy samochód sfinansowany został przez zwykłych ludzi podczas zbiórki w internecie zainicjowanej przez lekarza wojskowego. Udało się dzięki jego odwadze wywieźć z okrążenia drogą lądowo-wodną ponad stu ukraińskich żołnierzy. Nawiasem mówiąc główny szpital, w którym leczeni są ranni i weterani ATO, znajduje się tuż przy twierdzy kijowskiej i można krążyć swobodnie między budynkami. Część z nich wygląda dość kiepsko, a wrażenie dziwności okoliczności podkreślała skoczna muzyka puszczana z wielu głośników. Z drugiej strony twierdza kijowska graniczy ze Stadionem Olimpijskim.
Załącznik:
13.jpg

Kolejnym ważnym i ciekawym miejscem odkrytym przez nas nieco przypadkiem było centrum informacyjne muzeum-memoriał Majdanu, czyli wydarzeń sprzed około pięciu lat, w czasie których zginęło ponad stu Ukraińców walczących o swoją niepodległość. Muzeum prowadzone jest w budynku znajdującym się przy samym Majdanie na parterze i pierwszym piętrze. My byliśmy krótko przed zamknięciem, ale mimo to pracujący tam weteran tamtych wydarzeń chętnie nas oprowadził i poświęcił nam kilkanaście minut. Plansze, zdjęcia, przedmioty, prezentacje multimedialne to części składowe muzeum.
Załącznik:
14.jpg

Załącznik:
15.jpg

Widać było, że weteran mocno przeżywa wydarzenia do chwili obecnej, nie raz pojawiały się w jego oczach łzy nie tylko żalu, ale i bezsilności. Akurat w dniu naszej wizyty sąd uniewinnił pięciu milicjantów z jednostki specjalnej BIERKUT, którzy strzelali do protestujących. Po pięciu latach sprawiedliwości nie stało się zadość.
Co ciekawe, pomieszczenie z mapą wydarzeń na podłodze i prezentacjami multimedialnymi było siedzibą sztabu Majdanu, zaatakowanego i zniszczonego przez komandosów wiernych prezydentowi. Budynek w czasie Majdanu mocno ucierpiał, był częściowo spalony i przykryty płachtami. Obecnie lśni po remoncie i jest siedzibą różnych instytucji.
Załącznik:
16.jpg

Załącznik:
17.jpg

Załącznik:
18.jpg

Warto na pewno odwiedzić to nieduże muzeum i posłuchać opowieści uczestnika wydarzeń. Muzeum ma formę tymczasową, ponieważ budowany ma być duży kompleks tuż obok metra Hreszciatyk, gdzie zginęło najwięcej protestujących. Wzorem ma być Muzeum Solidarności w Gdańsku.
Załącznik:
19.jpg

Trzecim odwiedzonym miejscem było Muzeum Miniatur, do którego trzeba dojść ze stacji metra Hydropark. Wstęp nie jest tani (80 hrywien), a eksponaty stoją pod chmurką. Są nimi miniatury kilkudziesięciu obiektów z Kijowa, różnych miast ukraińskich i ze świata. Co kto lubi, ale to miejsce mnie nie urzekło.
Załącznik:
20.jpg

Załącznik:
21.jpg

Załącznik:
22.jpg

Załącznik:
23.jpg

Załącznik:
24.jpg

Załącznik:
25.jpg

Nasz pobyt na Ukrainie przypadł na przełomie 2019/2020 roku, na kilka dni przed świętami prawosławnymi. Mieliśmy już przyjemność być w Kijowie podczas jarmarku świątecznego w latach ubiegłych, więc wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Światełka, choinki, muzyka, jedzenie, picie, zabawa to to, co charakteryzuje jarmark. No i oczywiście tłumy ludzi. Zabawa rozciągnięta była na kilkanaście dni grudniowych i styczniowych. W tym roku widać było, że mniej jest stoisk prywatnych, a większość zorganizowana jest przez jakąś firmę zewnętrzną. Królowało grzane wino i przeróżne smakołyki do jedzenia. Ceny niestety mocno europejskie.
Załącznik:
26.jpg

Załącznik:
27.jpg

Załącznik:
28.jpg

Załącznik:
29.jpg

Załącznik:
30.jpg


Dwa dni szybko minęły i pora wyruszyć do Czernihowa. Wybraliśmy pociąg (przypominam, że na dworcu kijowskim na najniższym poziomie funkcjonuje przechowalnia bagażu – dotknęła ją inflacja i pojemna szafka kosztuje już 35 hrywien). Podjechał całkiem przyjemny skład, bilety były sprzedawane na konkretne miejsca siedzące, więc nie było zagrożenia tłokiem. Przejazd trwał ponad 3 godziny i po godzinie 21 znaleźliśmy się na dworcu czernihowskim. Jest to budowla prawie że monumentalna, jak to bywa na wschodzie, o wiele za duża na obecne potrzeby.
Załącznik:
31.jpg

Załącznik:
32.jpg

Zarówno wieczorem, jak i w dzień ludzi na dworcu i w okolicach było bardzo mało, więc tym bardziej dziwne jest, że swoje przystanki końcowe ma tutaj mnóstwo marszrutek i trolejbusów. Dowożą powietrze, zabierają powietrze.
Komunikacja w Czernihowie jest rozbudowana. Na ulicach widać mnóstwo środków transportu publicznego i co nie jest oczywiste, są one dość dobrze oznakowane w kwestii tego, dokąd i którędy jadą. Na Ukrainie zdarzało nam się spotykać marszrutki z tylko samym numerem i trzeba by być wróżką, żeby domyśleć się, dokąd jadą. A w Czernihowie duże zdziwienie. Rozkładów w naszym rozumieniu oczywiście nie było, ale na wielu przystankach były … elektroniczne wyświetlacze z czasem przyjazdu. I kolejny szok – wyświetlane informacje nie kłamały, pojazdy podjeżdżały punktualnie.
Załącznik:
33.jpg

Czernihów znalazł się na liście dziesięciu miast ukraińskich, które mają największy wzrost liczby turystów i największy potencjał rozwoju w branży turystycznej. Podobno to miasto odwiedziło w zeszłym roku około 500 tys. turystów. Ja mam odczucia różne co do „turystyczności” Czernihowa. Wydał mi się on miastem jedynie dla gości ze wschodu, prawosławnych, wielbicieli i znawców kultury i historii tamtych regionów. My „zderzyliśmy się” z wieloma cerkwiami, monastyrami, chramami, czyli budowlami dość obcymi dla nas. Do tego kilka muzeów, w tym oczywiście o tematyce religijnej. Co ważne, atrakcje turystyczne zlokalizowane są w jednej części miasta, pozostałe części Czernihowa to tereny typowo mieszkalne, w których nie znajdziemy za wielu atrakcji. Jak na miasto prawie 300-tysięczne to trochę mało. Do tego slogan miasta „Czernihów – miasto legend” wydaje się być mocno za mocny. A może po prostu nie trafiliśmy na nikogo, kto mógłby nas poprowadzić i lepiej zaprezentować to miasto?

Zaczynamy więc spacer po mieście. Idziemy pod cerkiew Św. Katarzyny z XVIII wieku.
Załącznik:
34.jpg

Załącznik:
35.jpg

W pobliżu znajdują się pomniki upamiętniające żołnierzy, którzy oddali swoje życie w walce o wolną Ukrainę.
Załącznik:
36.jpg

Przechodzimy przez ulicę i znajdujemy się w części Czernihowa nazywanej cytadelą lub kremlem/kremlinem. To dawne centrum życia grodu z siedzibami książąt, świątyniami, magazynami itp. Zwraca uwagę kilkanaście armat z czasów carskich.
Załącznik:
37.jpg

Załącznik:
38.jpg

Załącznik:
39.jpg

Załącznik:
40.jpg

W parku na turystów dostojnie spogląda Taras Szewczenko, bardzo popularny na Ukrainie poeta i malarz. Tuż obok znajduje się dawna siedziba szlacheckiego rodu o ciekawym nazwisku Lizohub. Niestety, budynek wygląda na zamknięty na głucho.
Załącznik:
41.jpg

Załącznik:
42.jpg

W pobliżu stoją dwie świątynie (jedna działająca, druga pełni tylko funkcje muzealne). Sobór Przemienienia to jedna z najważniejszych świątyń prawosławnych na Ukrainie, goszcząca w przeszłości najwybitniejsze osobistości historyczne.
Załącznik:
43.jpg

Sobór Świętych Borysa i Gleba to obecnie muzeum. Warto poświęcić trochę czasu i hrywien, żeby znaleźć się w starym soborze i zobaczyć wystawy oraz poznać jego historię.
Załącznik:
44.jpg

Załącznik:
45.jpg

Załącznik:
46.jpg

Trzeci budynek w kompleksie to tzw. kolegium czernihowskie. Wygląda na świątynię, ale obecnie pełni role głównie muzealne. My zwiedziliśmy wystawy sztuki sakralnej, astronomiczną i koron świata.
Załącznik:
47.jpg

Załącznik:
48.jpg

Załącznik:
49.jpg

Załącznik:
50.jpg

I tutaj ciekawostka. Jeśli ktoś z Was sądził, że wynalazkiem obecnych czasów są obrazki tego typu, że patrząc z lewej strony widzimy jeden wzór, a patrząc z prawej strony widzimy drugi wzór, to pragnę poinformować, że artyści sztuki sakralnej wynaleźli to kilkaset lat temu.
Załącznik:
51.jpg

Załącznik:
52.jpg

Załącznik:
53.jpg

Załącznik:
54.jpg

Załącznik:
55.jpg

Za świątyniami znajduje się siedziba muzeum historycznego. Warto go odwiedzić, chociaż jest to obiekt nienowoczesny i brakuje opisów w języku angielskim. Znajomość cyrylicy jest mocno polecana.
Załącznik:
56.jpg

Załącznik:
57.jpg

Załącznik:
58.jpg

Załącznik:
59.jpg

Załącznik:
60.jpg

Załącznik:
61.jpg

Załącznik:
62.jpg

Załącznik:
63.jpg

W muzeum można znaleźć całkiem sporo eksponatów nawiązujących do Polski. Należy pamiętać, że obecny kształt i Ukrainy, i Polski jest zupełnie inny, niż przed wiekami, skutkiem czego nasze historie są mocno splecione ze sobą. Jak zmienny jest język polski pokazuje poniższe zdjęcie. Niby po polsku, a jakby nie „po naszemu”.
Załącznik:
64.jpg

Na terenie dawnej cytadeli można zwiedzić jeszcze muzeum sztuki, ale to sobie darowaliśmy (nie nasze klimaty). Wybrałem się za to na zwiedzanie leżącego nieco dalej muzeum wojskowo-historycznego. Znajduje się on przed jednostką wojskową, a gości wita taki oto wrak. To reklama, czy antyreklama?
Załącznik:
65.jpg

Wewnątrz są wystawy od czasów najdawniejszych do bieżących. Można na przykład zobaczyć, jak wyglądało w czasach ZSRR nadawanie odznaczeń i przyznawanie tytułu bohatera ZSRR. Ten dyplom (z 1940 roku) był naprawdę duży (rozmiarowo).
Załącznik:
66.jpg

Załącznik:
67.jpg

Z czasów nam bliższych przypomniano historię awarii w Czarnobylu.
Załącznik:
68.jpg

Załącznik:
69.jpg

Ostatnie lata to oczywiście wydarzenia na Majdanie i wspomniana już przeze mnie ATO. W muzeum widać było, że szczególnie to drugie jest żywe i na zwiedzających robi duże wrażenie. Flagi, broń, gablotki poświęcone poległym żołnierzom zmuszają do myślenia.
Załącznik:
70.jpg

Załącznik:
71.jpg

Załącznik:
72.jpg

Załącznik:
73.jpg

Załącznik:
74.jpg

Załącznik:
75.jpg

Załącznik:
76.jpg

Po dawce smutnych doznań przyszła pora na luźniejsze klimaty. Pomaszerowałem dalej, żeby zobaczyć stadion klubu Desna Czernihów. Obiekt jest mocno zaniedbany, ale jest i nawet 1 stycznia odbywały się treningi piłkarskie dla najmłodszych.
Załącznik:
77.jpg

Załącznik:
78.jpg

Załącznik:
79.jpg

Kolejne świątynie w Czernihowie to cerkiew Świętych Michała i Teodora …
Załącznik:
80.jpg

… i cerkiew Św. Paraskiewy (Piatnicka), mająca swoje początki bodajże koło XI wieku, aczkolwiek stan obecny to rekonstrukcja (niestety, obiekt był zamknięty na głucho).
Załącznik:
81.jpg

Imponujące rozmiary ma kompleks wokół monastyru Jeleckiego Zaśnięcia Matki Bożej.
Załącznik:
82.jpg

Załącznik:
83.jpg

Tuż obok można zobaczyć kurhan o nazwie Czarna Mogiła. Według legend ma kryć w sobie grób jednego z książąt czernihowskich.
Załącznik:
84.jpg

Załącznik:
85.jpg

Idąc dalej można odwiedzić Cerkiew Eliasza, zwaną Illińską. Przy niej usytuowane są pieczary Antoniego, które jednak rozczarowują. Jeśli ktoś spodziewa się obiektu w stylu Ławry Peczerskiej w Kijowie, to mocno rozczaruje się. Ściany są odnowione, pieczary są raczej dobrze oświetlone i nie mają w sobie spodziewanej dozy tajemniczości i duchowości. Ot, kilkaset metrów korytarzy i nic ponadto.
Załącznik:
86.jpg

Załącznik:
87.jpg

Załącznik:
88.jpg

Załącznik:
89.jpg

Załącznik:
90.jpg

Załącznik:
91.jpg

Najbardziej znanym obiektem sakralnym w Czernihowie jest sobór Świętej Trójcy. Można wejść na dzwonnicę, aczkolwiek widok na miasto jest bardzo mizerny. Czernihów na pewno nie imponuje swoim pejzażem.
Załącznik:
92.jpg

Załącznik:
93.jpg

Załącznik:
94.jpg

Załącznik:
95.jpg

Załącznik:
96.jpg

Załącznik:
97.jpg

Załącznik:
98.jpg

Jako że nie samymi świątyniami turysta żyje, to skusiłem się na małą dawkę betonu o nazwie Port Rzeczny. Wygląda to na opuszczone miejsce, ale czy tak naprawdę jest, to nie wiem. Schodzi się do niego ze wzgórza cytadeli drewnianymi schodami.
Załącznik:
99.jpg

Załącznik:
100.jpg

Załącznik:
101.jpg

Załącznik:
102.jpg

Załącznik:
103.jpg

Załącznik:
104.jpg

Załącznik:
105.jpg

Załącznik:
106.jpg

W Kijowie był jarmark świąteczny, w Czernihowie również był taki jarmark. Żadne zaskoczenie, prawda? Znów muzyka, jedzenie, zabawa, mnóstwo ludzi. Życie Ukraińców jest całkiem wesołe.
Załącznik:
107.jpg

Załącznik:
108.jpg

Załącznik:
109.jpg

Załącznik:
110.jpg

Załącznik:
111.jpg

Załącznik:
112.jpg

Załącznik:
113.jpg

Załącznik:
114.jpg

W Czernihowie znajduje się niewielki pomnik poświęcony ofiarom wybuchu w elektrowni atomowej w Czarnobylu. Przy akcji ratunkowej pracowało wielu mieszkańców Czernihowa i okolic. Wiele tysięcy wyjechało z miasta, nie wierząc w zapewnienia władz o braku zagrożenia.
Załącznik:
115.jpg


Z Czarnobylem mocno związany jest Sławutycz. Wybraliśmy się do niego marszrutką i po niecałej godzinie byliśmy już na miejscu. Dlaczego jest ono wyjątkowe? Powstało w 1986 roku dla mieszkańców ewakuowanej Prypeci i osób, które miały nadal pracować przy obsłudze działających bloków elektrowni. Teren leży około 50 km od Czarnobyla, ale nie został skażony, więc nadawał się do zamieszkania. Jak to bywało w czasach komunistycznych, ściągnięto do budowy kilka tysięcy pracowników z różnych stron ZSRR, skutkiem czego budowa miasta od podstaw przebiegła szybko. Pamiątką po budowniczych są dzielnice (kwartały) nazwane od krajów/miast, z których oni pochodzili. Nie ma typowych nazw ulic, są za to określenia np. Kwartał Wileński blok nr 3.
W mieście jest niewielki pomnik honorujący wszystkie narody budujące Sławutycz. Można zwiedzić również muzeum, ale niestety 1 stycznia było ono nieczynne. Samo miasto jest malutkie, można je przejść na około w jakąś godzinkę-półtorej.
Załącznik:
116.jpg

Załącznik:
117.jpg

W Sławutyczu byliśmy uczestnikami małego cudu noworocznego. Otóż jak to zwykle bywa, zaczepiłem przypadkowego przechodnia z pytaniem o coś związanego z miastem. Okazało się, że przemiły pan … mówi po polsku. W przeszłości mieszkał w Polsce, obecnie jego córka studiuje i wiąże swoją przyszłość z Warszawą. Żartobliwie powiedziałem, że nie wypuścimy pana, dopóki nie opowie nam wszystkiego o mieście i jakież było nasze zdziwienie, gdy zaproponował oprowadzenie po Sławutyczu za godzinę, gdy wróci od „kuma”, któremu niósł prezent. Tak więc oto spacerowaliśmy z mieszkańcem miasta słuchając jego przeciekawych opowieści o życiu w Sławutyczu.
Nasz przewodnik na co dzień pracuje w … elektrowni w Czarnobylu, gdzie jest inżynierem i sprawdza radioaktywność przedmiotów. Gdy to powiedział, serii naszych pytań nie było końca. Przekazał nam mnóstwo informacji o elektrowni, czasach minionych, współczesnym życiu. Próbował mnie ciemnemu wytłumaczyć, na czym w zasadzie polega promieniowanie i dlaczego w jednym miejscu jest ono gigantyczne, a już kilkanaście centymetrów dalej nie ma po nim śladu.
Co ciekawe, hardcorowi turyści mogą spróbować wybrać się na teren strefy zamkniętej. Zapewne pocałują przysłowiową klamkę i wrócą z niczym, ale i tak napięcie będzie. Otóż ze Sławutycza odjeżdża do elektrowni codziennie kilka pociągów z pracownikami. Można spróbować wsiąść i przejechać tym pociągiem pracowniczym. Zapewne wyjście poza stację końcową nie będzie możliwe ze względu na brak przepustki i pilnowanie strefy przez ochronę, jednak ilu Polaków miało sposobność przejechania się takim pociągiem? Nasz przewodnik zapewniał, że nie powinny grozić żadne sankcje, ponieważ ochrona po prostu skieruje hardcorowca od razu na pociąg powrotny do Sławutycza.
A wracając do spaceru, to można śmiało napisać, że Sławutycz to miasto bez atrakcji w sensie turystycznym. To miejsce, gdzie po prostu żyje się i wyjeżdża tylko do pracy do Czarnobyla. Funkcjonują przedszkola, szkoły, są nawet cztery sale sportowe, a nawet stadion piłkarski. Nie ma prawie za to … samochodów. Podczas kilku godzin pobytu w mieście widzieliśmy może kilkadziesiąt aut, a ulice i parkingi są puste. Ruch wymarł ze względu na okres świąteczny? Niekoniecznie, bo jak podkreślił nasz przewodnik, w Sławutyczu można czuć się jak w kurorcie. Cisza, spokój, dobre powietrze.
Budynki mieszkalne czasami charakteryzują się elementami / zdobieniami nawiązującymi do tradycji narodowych, np. armeńskich lub gruzińskich. Zwróćcie uwagę na zdobienia poniżej dachu.
Załącznik:
118.jpg

Nie może oczywiście zabraknąć budowli w stylu sowieckim, czyli betonowych klocków i ich odmian.
Załącznik:
119.jpg

Załącznik:
120.jpg

Załącznik:
121.jpg

Załącznik:
122.jpg

Załącznik:
123.jpg

Załącznik:
124.jpg

Załącznik:
125.jpg

Załącznik:
126.jpg

Załącznik:
127.jpg

Załącznik:
128.jpg

Załącznik:
129.jpg

Załącznik:
130.jpg

Załącznik:
131.jpg

Załącznik:
132.jpg

Załącznik:
133.jpg

Oczywiście nie wszyscy mieszkańcy żyją w blokach, w mieście można znaleźć rejony z domami jednorodzinnymi i działkami rekreacyjnymi. Są też dwie cerkwie i kościół. Nieco rażą opuszczone zakłady pracy, które upadły po transformacjach ustrojowych. Jak powiedział nasz przewodnik, obecnie większość ludzi młodych szuka szczęścia albo za granicą, albo w dużych miastach, albo w elektrowni czarnobylskiej. Miastem rządzi – podobno całkiem skutecznie – młody mer, który buduje swój dom w … Polsce. Czyżby wkrótce zamierzał przenieść się do naszego kraju?
W Sławutyczu w centrum można znaleźć dwa pomniki. Bardziej znany jest monument o nazwie „Biały Anioł”. Mniej znany, ale wg mnie ważniejszy, upamiętnia pierwsze ofiary wybuchu w Czarnobylu. W internecie można znaleźć dokładne opisy, kim była i co robiła w dniu wybuchu dana osoba. Dla przykładu Wiaczesław Brażnik był monterem, który jako jeden z pierwszych próbował ustalić miejsce awarii i zapobiegał rozprzestrzenianiu się ognia. Natomiast Leonid Toptunow przebywał w dniu wybuchu w głównej sterowni bloku IV elektrowni. Obaj zmarli na skutek choroby popromiennej.
Załącznik:
134.jpg

Załącznik:
135.jpg

Załącznik:
136.jpg

Załącznik:
137.jpg

Załącznik:
138.jpg

Nasz przewodnik odprowadził nas na dworzec kolejowy i załatwił nam z konduktorką przejazd bez biletów po 20 hrywien od głowy do jej kieszeni. Kurs busem kosztował 55 hrywien, więc dzięki skorumpowaniu konduktorki przez przewodnika oszczędziliśmy kilka złotych. Pociąg był już klasy mocno średniej, ale dojechał do Czernihowa szybciej, niż marszrutka. Swój bieg kończył w Kijowie, czyli 150 km dalej i tylko współczuć pasażerom podróży w takich warunkach przez kolejne trzy godziny.

Kilka godzin poświęciłem kolejnego dnia na wyjazd do miejscowości Siedniw. Czemu akurat tam? Szukałem miejsca, gdzie znajduje się coś ciekawego i nie jest ono położone dalej, niż 30 km od Czernihowa. Internet był pomocny i tak oto dojechałem marszrutką to Siedniwa. Wysiadam i mała konsternacja. Żywej duszy, cisza, spokój. Na szczęście wypatrzyłem planszę z atrakcjami tej małej miejscowości i zrobiłem sobie spacer krajoznawczy.
Załącznik:
139.jpg

Nie będzie zaskoczeniem, jeśli napiszę, że w miejscowości znajdowały się trzy cerkwie, w tym jedna wyjątkowa, bo w całości z drewna. Niestety, była zamknięta i jest otwierana podobno jedynie z okazji nabożeństw. W internecie można znaleźć informacje, że ta drewniana cerkiew jest jednym z ważniejszych zabytków sakralnych na Ukrainie.
Załącznik:
140.jpg

Załącznik:
141.jpg

Załącznik:
142.jpg

Załącznik:
143.jpg

Poniższy obelisk przypomina zwycięstwo księcia czernihowskiego, a właściwie jego 3-tysięcznej armii nad 12-tysięcznym wojskiem najeźdźców w 1068 roku.
Załącznik:
144.jpg

Znów pojawia się szlacheckie nazwisko Lizohub. Na poniższym zdjęciu jego kamienica z XVII wieku.
Załącznik:
145.jpg

Załącznik:
146.jpg

Idąc dalej trafiamy na monumentalny budynek. Myślę sobie, że to na pewno szukany przeze mnie pałac Lizohubów, ale niestety to był „tylko” budynek szkoły, będący kiedyś siedzibą sanatorium.
Załącznik:
147.jpg

Właściwy pałac znajduje się troszkę dalej. Przechodząc przez park widzimy budynek, który jest zamknięty. Można pospacerować po okolicy, zejść do altany zakochanych, podziwiać różne rzeźby.
Załącznik:
148.jpg

Załącznik:
149.jpg

Załącznik:
150.jpg

Załącznik:
151.jpg

Załącznik:
152.jpg

Załącznik:
153.jpg

Załącznik:
154.jpg

Załącznik:
155.jpg

Załącznik:
156.jpg

Gdy miałem już opuścić teren, coś mnie tknęło i podszedłem do kobiety, która grabiła liście. Zapytałem ją, co ciekawego można jeszcze zobaczyć, a ona odpowiedziała mi, że pałac, który uznałem za zamknięty. Otworzyła mi drzwi do poszczególnych skrzydeł, ale powiem szczerze, że wiem już, jak NIE NALEŻY prezentować zabytków. Pałac może zwiedzić każdy, bilet kosztował bodajże 20 hrywien, ale jaki jest sens wpuszczania turystów do TAKICH wnętrz?
Załącznik:
157.jpg

Załącznik:
158.jpg

Załącznik:
159.jpg

Załącznik:
160.jpg

Załącznik:
161.jpg

Pewną osłodą było to, że pani pokazała mi niczym niewyróżniające się drzewko. Powiedziała, że to ulubione drzewo Tarasa Szewczenko, który przebywał w pałacu przez dwa lata i pod nim tworzył obrazy. Wprawdzie drzewo zostało jakiś czas temu podpalone, ale obecnie powoli odżywa.
Załącznik:
162.jpg

Załącznik:
163.jpg

Siedniw to uosobienie sielskości. W styczniu prezentuje się kiepsko, ale wyobrażałem sobie, jak wyglądają poniższe widoczki w wersji wiosennej, letniej i jesiennej.
Załącznik:
164.jpg

Załącznik:
165.jpg

Załącznik:
166.jpg

Załącznik:
167.jpg

Załącznik:
168.jpg

Załącznik:
169.jpg

Załącznik:
170.jpg

Załącznik:
171.jpg


W Czernihowie spotkała nas największa niespodzianka tego wyjazdu, nigdzie nie wymieniana w przewodnikach turystycznych. Otóż podczas poprzednich pobytów na Ukrainie spotkaliśmy się z niewielkimi sklepikami, w których sprzedawane jest piwo, wino, przekąski itp., najczęściej lokalne. Weszliśmy do takiego przybytku o jakże ukraińskiej nazwie BierWelle i z rozkoszą przypatrywałem się rodzajom, cenom i asortymentowi przybytku. Piwo i wino kupuje się do plastikowych butelek tylko na wynos, a zdjęcia przedstawiają ceny za LITR. Ceny przekąsek nie są już takie cudowne, bo podane są za 100 gram. 100 hrywien to w zaokrągleniu 17 złotych.
Załącznik:
172.jpg

Załącznik:
173.jpg

Załącznik:
174.jpg

Załącznik:
175.jpg

W domu dokonywaliśmy konsumpcji zakupów i od niechcenia zajrzałem na stronę BierWelle. Wytrzeszcz oczu był natychmiastowy, ponieważ ta sieć i browar ma siedzibę w Czernihowie! Tak, te wszystkie cudowne piwa produkowane są w mieście, gdzie akurat byliśmy. Szybkie szukanie, szybki telefon i umówiliśmy się na zwiedzanie browaru, które jest darmowe. Podjechaliśmy marszrutką na ulicę Drozda i tak oto stanęliśmy przed drzwiami browarni BierWelle, której właścicielem jest czernihowianin, a nie żaden Helmut, czy Hans z Germanii.
Byliśmy tylko my dwoje i nasza młoda przewodniczka. Wprawdzie po angielsku nie mówiła, ale mieszanką ukraińsko-rosyjsko-polskiej mowy dogadaliśmy się i zaliczyliśmy dwudziestominutową wycieczkę po browarni, która produkuje około dwudziestu rodzajów piwa.
Załącznik:
176.jpg

Załącznik:
177.jpg

Załącznik:
178.jpg

Załącznik:
179.jpg

Załącznik:
180.jpg

Załącznik:
181.jpg

Załącznik:
182.jpg

Załącznik:
183.jpg

Załącznik:
184.jpg

Załącznik:
185.jpg

Załącznik:
186.jpg

Załącznik:
187.jpg

W browarni miała miejsce wiekopomna chwila. Otóż staliśmy przy maszynie nalewającej piwo do plastikowych butelek, a ja spytałem się, czemu dwie pełne butelki stoją obok. Przewodniczka wyjaśniła, że są one wybrakowane, ponieważ maszyna nie nalała idealnie litr piwa i trafi ono do ścieków. Spytałem, czy mogę skosztować piwa z takiej odrzuconej produkcji i tak oto napiłem się najświeższego piwa w moim życiu. Takiego, które w butelce stało może z trzy minuty i nie trafiło jeszcze do sprzedaży. Prosto z cystern leciało do butelek. Ach, bardzo miłe doznanie.
Przy browarni znajdują się oczywiście bar i sklep, na zakupy w których dostaliśmy rabat 10-procentowy. Sklep prezentował się naprawdę miło, a w ofercie miał np. piwo szampańskie, pszeniczne, ciemne, jasne, z konopiami, owocowe. Wybór przeogromny.
Załącznik:
188.jpg

Załącznik:
189.jpg

Żeby nie było tak idealnie, to zamieszczam zdjęcie kibelki w barze. W wersjach damskiej i męskiej jest taki sam. Jeśli nie mieliście do czynienia z takim przybytkiem, to informuję, że do niego sika się i robi coś więcej kucając nad tą dziurą. Nie próbowałem tego, ale podobno to straszne doznanie.
Załącznik:
190.jpg


Pobyt w Czernihowie zakończyliśmy po sześciu dniach i do Kijowa wróciliśmy już marszrutką, a nie pociągiem. Odjazd spod McDonalds’a lub z pobliskiej ulicy, a koszt to 130 hrywien. Trasę 150 km pokonuje się bardzo sprawnie i przystankiem końcowym jest metro Lisowa (stacja końcowa linii czerwonej prowadzącej m.in. na Majdan, Hreszciatyk, czy dworzec kolejowy). Idealne miejsce na koniec podróży bez konieczności wjeżdżania do często zakorkowanego Kijowa.

Na koniec jak zawsze różne zaskoczenia, zdziwienia, ciekawostki z wyjazdu na Ukrainę.
- Czernihów to miasto, w którym jest mnóstwo domów z drewna lub zbudowanych częściowo z drewna. Są stare, ale nadal mieszkają w nich ludzie i są w stosunkowo dobrym stanie. Większość z nich ma ładne wykończenia okiennic lub dachów.
Załącznik:
191.jpg

Załącznik:
192.jpg

- Czymże byłoby poradzieckie miasto bez czołgu, zatem jest i czołg. Lenin też podobno był, ale go obalono.
Załącznik:
193.jpg

- Obrazek z serii: najmniejsze miejsca pracy (budka z kawą).
Załącznik:
194.jpg

- Ilość podobnie wyglądających skrzynek pocztowych świadczy najpewniej o tym, że są one nadal użytkowane.
Załącznik:
195.jpg

- Widok spod jednej z cerkwi: woda święcona w ilościach hurtowych.
Załącznik:
196.jpg

- Tym razem obrazek z serii: najbardziej romantyczne miejsce do posiedzenia i podziwiania krajobrazu. Tak, ludzie tam przychodzili, siadali na kilku ławkach i patrzyli na szosę wylotową z miasta.
Załącznik:
197.jpg

- Ukraińcy przepadają za torcikami. Dostępne są one w każdym sklepie spożywczym w wielkim asortymencie smakowym i wielkościowym, najczęściej w pudełkach kartonowych lub plastikowych. Na ulicach, czy w marszrutkach widokiem normalnym są osoby niosące jeden, czy dwa torciki. Nie chcąc odstawać od tubylców spałaszowaliśmy maleństwo o wadze pół kilo.
Załącznik:
198.jpg

- Browarnia BierWelle uwarzyło piwo w smaku ogórkowym. Kupiliśmy. Spróbowałem. Połączenie piwa i ogórasa to nie jest dobry pomysł. O wiele bardziej smakowały piwa białe, ciemne mleczne i jęczmienne. I nie jest prawdą, że w plastiku piwo smakuje podle. To tylko taki polski przesąd, o którym przewodniczka w browarni nie słyszała.
Załącznik:
199.jpg

Załącznik:
200.jpg

- W Czernihowie można spotkać stare pojazdy. Rodzajów marszrutek jest wiele, w większości starszych i jeszcze starszych. Podobnie jest z trolejbusami. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że część transportu jest nowoczesna, jednak takie to właśnie wehikuły wywołują u mnie największe wzruszenie.
Załącznik:
201.jpg

- W sklepach można kupić dobre tanie winko w litrowych kartonach. Ciekawostką jest to, że zawartość alkoholu podawana jest w przedziale procentowym (w naszym przypadku 9-13%), a dodatkowo opisana jest ilość cukru (3-8%).
Załącznik:
202.jpg

- Będąc w Sławutyczu przeczytaliśmy ofertę pracy w sieciowym sklepie spożywczym. Oferowana szacunkowa płaca netto miesięcznie: sprzedawca 1207 zł, ochroniarz 1266 zł, pomocnik sprzedawcy 969 zł. To może uświadomić nam, dlaczego tylu Ukraińców pracuje w Polsce. Należy pamiętać, że sporo artykułów spożywczych kosztuje o wiele drożej, niż w naszych sklepach, np. wędliny.

Załącznik:
203.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
wtak uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 08 Sty 2020 23:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Maj 2010
Posty: 417
niebieski
Lubię Twoje relacje zza wschodniej granicy. Nawet w ślad za Tobą byłem w Berdiańsku w zeszłym roku :)
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 2 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group