Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 34 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 21 Kwi 2014 15:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 269
niebieski
Skoro turyści mogą przyznawać gwiazdki hotelom i innym atrakcjom – za obsługę, czystość itp., to ludzie żyjący z turystyki, również powinni mieć możliwość oznaczania w ten sposób swoich gości. Wiadomo – ocenie podlegałaby nieumiejętność targowania, przepłacanie, zgoda na wszystko oraz nie wnoszenie żadnych zastrzeżeń itp., czyli w skrócie – im więcej gwiazdek, tym łatwiejszy do oskubania ciućmok. Już sobie wyobrażam te rozmowy hotelarzy : „A co sądzisz o panu X?” „O, kochany, bardzo ci go polecam! Spokojnie zapłaci więcej, nawet nie zauważy!” :D

I właśnie z dumą mogę oświadczyć, że zostaliśmy co najmniej piętnastogwiazdkowymi turystami. W Maroku :D Ale było warto.
Image

Plan był taki – szukamy jak najtańszych biletów w okresie pomiędzy 1.02 a 15.02 (ze względu na pracę tylko taki okres wchodził w grę) i lecimy! Skończyło się to wieloma nocami spędzonymi przed komputerem, stresem „kupować teraz, czy będzie taniej?” i abstrakcyjnymi rozmowami z biurami podróży „Dlaczego całe wczasy w Agadirze kosztują 1100, a sam lot czarterowy 1200?” „Eeee….Bo nam nie zależy na sprzedaży lotów czarterowych”. Ale w końcu 6.02 o 15.00 udało się wykupić czarter na 7.02, odlot o 6.00 :D

Czas pobytu : 07.02.2014 – 14.02.2014
Cena biletu: 1059 zł.
1 MAD = 0,37 zł

Image

Zarezerwowaliśmy 3 noclegi w Essaouirze (70 euro 3 noce w trzyosobowym pokoju ze śniadaniem), zapakowaliśmy tablet (żeby szukać kolejnych noclegów) i w drogę.

Image

Z lotniska w Agadirze trzeba dojechać do miasta. Zakładaliśmy, że dotrzemy na dworzec autobusowy i pojedziemy autobusem dalej, do Essaouiry. Od rezydentki dowiedzieliśmy się, że za taxi do Agadiru powinniśmy zapłacić 250 MAD. Znaleźliśmy taksówkę, cena się zgadzała, więc jedziemy. Tu należy wspomnieć, że całą podróż zamierzaliśmy odbyć jak najmniejszym kosztem – autobusy itp., żadnych niepotrzebnych luksusów. Niestety, to był też moment, kiedy powinniśmy się zastanowić nad sobą i swoimi tendencjami do ulegania wpływom :D Bardzo miły pan kierowca po krótkiej rozmowie w łamanym angielskim zaproponował, że zawiezie nas do Essaouiry za 850 MAD, na co oczywiście ( :/ ) się zgodziliśmy (cośtam próbowaliśmy negocjować, ale szybko się okazało, że nasze umiejętności w tym zakresie są znikome).

Image
Znak stop

Image
Wzdłuż całej drogi z Agadiru do Essaouiry rosną drzewa arganowe i stoiska/sklepy z olejem arganowym.

Image

Image

Image

Podjechaliśmy pod Medynę i dalej na piechotę. Strasznie trudno było odnaleźć nasz hotel w plątaninie uliczek, ale, przy pomocy ulicznego przewodnika, (20 MAD) w końcu się udało. Szybkie zameldowanie i zwiedzanie Essaouiry!

Image

Image

Image
Tu kręcono "Królestwo niebieskie"

Image
Łódki są tylko niebieskie, robi to niesamowite wrażenie.

Image
Image
W Medynie wszędzie stragany i straganiki. Bardzo kolorowo i można kupić wszystko...

Image
...nawet viagrę :) stoisko z berberyjskimi przyprawami, ziołami i kosmetykami.

Image

Image
Wejście do naszego hotelu. Naprawdę trudno go było znaleźć :)

Powłóczyliśmy się trochę po Medynie, chłonęliśmy zapachy, kolory, wszystko było inne.

Image
Świeżo wyciskany sok z pomarańczy. Niestety, odrzuciła nas średniej czystości szklanka, w której go podawano.

Image
Na nadbrzeżu wszędzie można było kupić świeże ryby, owoce morza i...

Image
...niebieskiego "rekinka" ! (nie mam pojęcia, czy był to faktycznie rekinek ;)

Wieczorem podziwialiśmy panoramę z dachu naszego hoteliku. Essaouira, to miasto dwupoziomowe - jeden poziom to poziom 0, uliczki itp, a drugi - dachy. Duża część życia toczy się właśnie na owych dachach.

Image

Image

Image
Widok z naszego dachu na dach sąsiadki. Pani hodowała kury i gołębie, a pewnego poranka zobaczyliśmy tam nawet...pawia z rozłożonym ogonem :)

cdn.
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off  
 
#2 PostWysłany: 21 Kwi 2014 15:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Wrz 2011
Posty: 1175
Zbanowany
fajne klimaty od razu przypomniały mi sie mój pobyt razem z rodziną:)

tutaj trochę zdjęć https://plus.google.com/u/0/photos/1117 ... 3028787921 trasa podobna z tym że po drodze zahaczyliśmy o Marrakesh
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 21 Kwi 2014 16:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 269
niebieski
Obudziliśmy się w dobrym nastroju, szybkie śniadanie w hotelu i zwiedzanie.

Image
Nasz hotel

Image
W Essaouirze prawie wszystko jest niebieskie.

Image

Image
Bardzo fascynował mnie sposób układania przypraw, w takie stożki. Do tej pory się zastanawiam, jak wygląda podawanie przyprawy klientowi, czy ten stożek się nie rozsypuje i czy szybko ubijają go tak ponownie :) niestety, nie było mi dane tego zobaczyć.

Image

Image
Targ rybny. Można kupić świeżą rybę i wejść do jednej ze znajdujących się obok restauracyjek - tam nam ją przyrządzą. Mnóstwo przeróżnych ryb, ludzi, ale najwięcej kotów :)

Image
Były wszędzie. Małe, duże, kolorowe. Wystarczyło coś postawić na ziemi, a zaraz na tym przysiadały.

W planach mieliśmy pojechać na plażę Sidi Kaouki (ok. 20 km od Essaouiry) i zaopatrzeni w solidną wiedzę wyczytaną w przewodniku, ruszyliśmy na przystanek autobusowy wiedząc, że pojedziemy autobusem nr 5. I, uwaga, przewodnik kłamał! :D Niestety, w Essaouirze ciężko dogadać się po angielsku (natomiast po francusku mówi prawie każdy), ale jakoś się dogadaliśmy, że na pewno nie dojedziemy tam nr 5. Gorzej było dowiedzieć się, w jaki nr w takim razie powinniśmy wsiąść. Staliśmy na przystanku, zastanawialiśmy się co robić i zaobserwowaliśmy rzecz, która nas zafascynowała :D Stoi sobie autobus nr 3, w środku pełno ludzi, sami miejscowi. Po chwili wchodzi kierowca, wyciąga tabliczkę z numerem i przenosi ją do innego autobusu. Wszyscy ludzie karnie się przesiadają i czekają w kolejnym. Po chwili przychodzi inny kierowca, wyciąga tabliczkę i przenosi ją do kolejnego itp :D
Na szczęście obserwując te wymuszone przesiadki, poznaliśmy dwójkę przemiłych Szwajcarów, którzy mówili po francusku (dobrze dla miejscowych) i po angielsku (dobrze dla nas). I już po chwili wszyscy razem jechaliśmy taksówką na plażę (100 MAD - druga gwiazdka :D

Image
Berberyjska szczoteczka do zębów. Mnie zaintrygował fakt, że mają dla niej specjalne "trzymadełka" na przyssawkę do auta.

Image
Marabut św. Sidiego Kaoukiego. Do dzisiaj kobiety zanoszą tam prośby o posiadanie dziecka.

Image
Na plaży dołączył do nas sprzedawca

Image
a w swoim koszyku miał takie skarby. Nie skorzystaliśmy, ale za koleżankę - blondynkę zaproponowań 2 pierścienie i 4 wielbłądy :) Też nie skorzystaliśmy :D

Image

Image

Image
A tak się podróżuje w Maroku. Sześć osób w aucie? Nie ma problemu :)

Image

Image
Kozy też lubią orzeszki arganowe.

Po powrocie wybraliśmy się na wieczorny spacer po Medynie.
Image

Image

Image
Suk złotników, przepiękne miejsce, wszystko wyłożone błękitnymi kafelkami.

Image
a w środku takie cuda (to może zrozumieć tylko żeńska część czytelników :D

Image
Podczas spaceru znaleźliśmy Hammam, w którym kręcony był "Otello". Hammam działa do tej pory, ale nie dla turystów. Pan, który pilnował ognia, pozwolił dziewczynom wejść. Wrażenie niesamowite. W środku same miejscowe kobiety z dziećmi, krzyczą, uśmiechają się, no rewelacja. Zachęcały nas, żebyśmy się dołączyły, ale nie mogłyśmy tak zostawić panów. No i z wiadomych przyczyn nie mamy żadnych zdjęć ze środka :D

Image

Image
Essaouira nocą, a właściwie jej "dachowy" poziom.

cdn.
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off
Serniczek lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 21 Kwi 2014 16:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 269
niebieski
O, fajnie, patrykdo :) jak się ogarnę trochę z moimi, to chętnie obejrzę :)
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 21 Kwi 2014 16:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Wrz 2011
Posty: 1175
Zbanowany
widzę że chyba byliśmy w tym samym riadzie:) jak sie wasz nazywał ? W naszym co rano po umyciu naczyń gospodarz wlewał "pomyje" do fontanny :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 21 Kwi 2014 16:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 269
niebieski
Jemalhi Mocador, ale takich rzeczy to nie widzieliśmy :D Może dlatego, że szybko po śniadaniu wybywaliśmy zwiedzać (choć wolę myśleć, że to dlatego, że tego nie robił :D
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 21 Kwi 2014 22:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 272
Loty: 196
Kilometry: 323 953
niebieski
pestycyda napisał(a):
Bardzo fascynował mnie sposób układania przypraw, w takie stożki. Do tej pory się zastanawiam, jak wygląda podawanie przyprawy klientowi, czy ten stożek się nie rozsypuje i czy szybko ubijają go tak ponownie :) niestety, nie było mi dane tego zobaczyć.

Zazwyczaj jest to zwykła ściema, kartonowy stożek i na nim cienka warstwa przyprawy :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 22 Kwi 2014 10:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 269
niebieski
Kolejny dzień, to ostatni w Essaouirze. Postanowiliśmy wyjść poza mocno turystyczną Medynę i obejrzeć "żywą" Essaouirę. Planu nie mieliśmy - zobaczyliśmy jedną jedyną tabliczkę ze strzałką, napisaną po arabsku, ale ponieważ poniżej był rysunek wózka, zakładaliśmy, że kierujemy się na supermarket :D

Image
Dorożki czekające na turystów pod Medyną

Image
Dorożki po pracy, w dzielnicy nieturystycznej

Wchodziliśmy coraz głębiej w arabską dzielnicę.
Image

Coraz więcej ludzi, turystów żadnych.
Image

I dotarliśmy do prawdziwego suku.
Image

Olbrzymi tłok, kupić i sprzedać można było wszystko i to nie jest przesada.
Image

Image

Image

Im głębiej wchodziliśmy, tym biedniej było. Nikt nas właściwie nie zaczepiał, natomiast sama czułam się trochę głupio, bo miałam ubrane spodenki do kolan i były to jedyne gołe łydki w okolicy.

Image
Cała alejka takich domko-szop. Budowane z każdego możliwego materiału.

Image

Dotarliśmy do brzegu oceanu, tony śmieci, wrażenie straszne, smutne...

Image
W tle zdjęcia widać zarys Medyny. Niby niewielka odległość, a taka różnica w warunkach życia...

Image
i bawiące się dzieci...

Image

Image

Image

W końcu znaleźliśmy supermarket. Dwupoziomowy, bardzo dobrze zaopatrzony, wydawał się zupełnie nie na miejscu w tej dzielnicy. I tu pewnie nie napiszę niczego nowego, ale wszystkie zakupy warto robić właśnie tam. Różnice w cenach ogromne. Np. buteleczka olejku arganowego w sklepiku dla turystów, to koszt od 100 MAD do nawet 500. W supermarkecie - 35 MAD za dużą buteleczkę. I oliwki...Cudowne...Na wagę kosztowały grosze. Beczułki w których są przechowywane, higienicznie osłonięte folią spożywczą, a klient nabiera sobie sam łopatką do woreczka. I jeszcze coś - kiszone cytryny. Dla mnie król smaku, choć jak się później dowiedzieliśmy, dodaje się je do tajin, a nie je "na surowo" :D A już na pewno nie tak, jak my - prosto z worka pod supermarketem :D

Image
Zdjęcia na suku robione były raczej "z biodra". W końcu to my wchodzimy na cudzy teren. A pytanie o możliwość sfotografowania, bardzo często powoduje, że traci się naturalność. Jednak ten chłopiec był tak śliczny, że nie można się było opanować...
A, i jeszcze jedno - w Maroku bardzo często za możliwość zrobienia zdjęcia płaci się drobnym napiwkiem - 10 MAD jest jak najbardziej ok. Jednak dzieciom nie powinno się dawać pieniędzy, żeby nie uczyć ich "łatwego zarobku". My dawaliśmy owoce i cukierki.

Image
Farbiarnia skór, pewnie rzeczy tu zrobione jadą parę kilometrów dalej, na stragany w Medynie.

Image

Image

cdn

PS. barka, odarłaś mnie ze złudzeń :D
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 22 Kwi 2014 11:59 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6403
Loty: 300
Kilometry: 518 197
Fajny wstęp, niestety ciężko w Maroko nie zarobić żadnej gwiazdki :lol: Czekam na resztę relacji :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 22 Kwi 2014 15:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 269
niebieski
Oj, ciężko, Washington :D A kolejny dzień był wyjątkowo gwiazdkogenny :D ale nie żałuję ani jednej.

Od poznanych w Essaouirze Szwajcarów, dowiedzieliśmy się o przepięknej (podobno) wiosce berberyjskiej Imlil, która znajdowała się w Parku Narodowym Tubkalu. Podobno można się było do niej dostać z Marrakeszu, ale tylko taksówką, bo teraz nie sezon. Zarezerwowaliśmy więc przez booking.com jeden nocleg w trzyosobowym pokoju ze śniadaniem w Imlil (18 euro) i sprawdziliśmy autobusy do Marrakeszu. W Maroko działają dwie duże sieci autobusowe - Supratour i CTM. My korzystaliśmy z Supratour (komfortowe autobusy, przyjeżdżające zgodnie z planem). Chcieliśmy z Essaouiry wyjechać jak najwcześniej rano i okazało się, że mamy kurs o 6.00. Bilet Essaouira-Marrakesz kosztuje 70 MAD, a podróż trwa 2.45. I faktycznie, dokładnie tyle trwała. Co ciekawe, w czas podróży wliczane są postoje na posiłek.

Image

Na dworcu Supratour w Marrakeszu podawano nam jakieś koszmarne kwoty (rzędu 800 MAD) za taksówkę do Imlil. Aż tylu gwiazdek nie mamy, bez przesady :D W końcu, po wielu próbach, ktoś się zlitował i powiedział nam, że pod tym dworcem są drogie taksówki i żeby pojechać na dworzec Dżamal Fresquel (piszę fonetycznie, tak, jak zrozumiałam :D (wydaje mi się, że to po prostu jest dworzec Grand Taxi), bo tam jest taniej (no ale wiadomo, że tam nie trafimy, więc i tak musimy wziąć taksówkę spod Supratour :D I faktycznie, za 50 MAD dojechaliśmy w to miejsce. Po paru minutach poznaliśmy parę Amerykanów, którzy właśnie chcieli jechać do Imlil, mieli już umówioną taksówkę za 300 MAD i szukali współtowarzyszy i współpłatników. Wiadomo, że się zgodziliśmy :)

Image

Droga mijała bardzo szybko, niestety, kierowca nie mówił w ogóle po angielsku. W końcu, na migi zapytał nas, gdzie będziemy spać. I wyglądał na niezbyt usatysfakcjonowanego odpowiedzią.

Image

Przy wjeździe do Imlil zatrzymał się na chwilę i do auta dosiadł się jakiś mężczyzna (a już razem z kierowcą była nas szóstka :D Objął kolegę siedzącego na przednim siedzeniu i tak z nim podróżował. Po wysiadce mężczyzna oznajmił (na szczęście angielski), że nas zaprowadzi do hotelu.

Image

Wg nas też to był dobry pomysł, zwłaszcza, jak spojrzeliśmy na mapkę, którą przerysowałam wieczorem z google. Wyglądała jak krokodyl :D

Image

Szliśmy więc za nim i szliśmy, a wokół takie widoki ...

Image

Image

Przecież gdyby mi ktoś powiedział, że to Afryka, nigdy bym w to nie uwierzyła.

Image

Image

Image

Szliśmy dalej, ale coś nam się to zaczęło nie podobać. Za długo trwało i właściwie skąd nasz przewodnik się tam wziął? Pewnie kierowca zadzwonił do jakiegoś swojego, on nas przejął, żeby zarobić, a nasz zarezerwowany nocleg czeka gdzie indziej (oj, od razu widać, jak te parę dni w Maroko rozwinęło naszą bystrość i podejrzliwość :D

Image

Na szczęście zaczęliśmy już podchodzić do jakiejś wioski.

Image

Image

Podczas drogi nasz przewodnik pytał, czy będziemy wchodzić na Tubkal. Gdy usłyszał, że nie, zapytał, co w takim razie będziemy robić. Odpowiedzieliśmy, że chcielibyśmy jakoś wokół pochodzić (określenie "all around" wydało mi się wtedy dobrym pomysłem). Na to przewodnik niesamowicie się ożywił i powiedział, że tak, to świetny pomysł i pójdzie z nami, tylko najpierw coś zjemy.

Image
Wioska była tak zbudowana, że trudno rozpoznać, gdzie kończy się jeden budynek, a gdzie zaczyna drugi.

Image

Image
A to już widoki z dachu naszego (?) hotelu.

Przewodnik od razu wprowadził nas na dach, wszystkie pytania o pokoje zbywał : później, później, i gdzieś poszedł, a samo miejsce na hotel nie do końca wyglądało :D To już nam brzmiało bardzo podejrzanie. W końcu, po przełamaniu lęku, że go urazimy, przeprowadziłam z nim bardzo delikatną rozmowę :D
Ja (tytułem wstępu) : Piękne miejsce...
On : Bardzo piękne...
Ja : I piękny hotel...
On : O, tak...
Ja : To pana hotel?
On (z dumą) : Tak...
Ja (po długich namysłach i bardzo, bardzo delikatnie) : A jak się ten hotel nazywa? :D :D

I okazało się, że jednak go uraziliśmy :( zaczął nam pokazywać swoje wizytówki, zawołał syna z laptopem, pokazał nam naszą rezerwację...Przykro się tak jakoś zrobiło...Okazało się, że nasz kierowca, to jego kuzyn i zadzwonił z drogi, że jadą jego goście. Postanowiliśmy się już bardziej starać i być dla niego tak mili, jak to tylko możliwe. Zwłaszcza, że zaraz przyniósł nam herbatę.

Image

I przepyszny posiłek

Image

Wiec w tej sytuacji zupełnie już nie wypadało się pytać, ile to kosztuje, prawda ? :D

Image

Image
Widok z już naszego balkonu :)

Image
A to sam balkon.

Image
Tam było tak pięknie, że można było przesiedzieć cały czas i tylko patrzeć...

W końcu nasz gospodarz zaprowadził nas do pokoju, okazało się, że jesteśmy w hotelu sami, więc mogliśmy sobie wybrać, gdzie będziemy spać. I zaczęliśmy omawiać wycieczkę. Plan był taki - po zwiedzeniu okolicy, pójdziemy na herbatę do jego siostry, która mieszka w wiosce na wysokości 2500 m.n.p.m. Zapytaliśmy (baaardzo delikatnie :D ile to będzie kosztować. Nie wiem, może Wy nie macie z tym problemów, jednak dla mnie poruszanie tematu pieniędzy, z przemiłym facetem, który ciągle donosi coś pysznego do jedzenia i z którym siedzimy sobie na balkonie miło rozmawiając i podziwiając boskie widoki, i który jest już prawie naszym przyjacielem, zwłaszcza, że wcześniej go uraziliśmy, jest takie jakieś, nie wiem, krępujące? :/ :D Pan odpowiedział, że to od turystów zależy, ile dadzą. Pytany o kwoty, jakie dają inni, powiedział ok. 250 MAD. (kolejna gwiazdka, bo chcąc mu wynagrodzić niewiarę w jego uczciwość, zaproponowaliśmy 300 :D No i siostrze trzeba będzie coś dać, za herbatę. Ok, ruszamy.

Image
Dzieci wracające na obiad ze szkoły. Idą rano na lekcje, potem obiad w domu, jakaś praca i ponownie na lekcje.
Co ciekawe, zaobserwowaliśmy tam niesamowity szacunek do starszych i w ogóle bardzo ciepłe relacje. Nasz przewodnik zatrzymywał się przy każdym spotkanym miejscowym i zamieniał z nim parę słów, a napotykane dzieci całowały go w rękę.

Image

Image
"All around" :D później się okazało, że w pobliżu jest szczyt/kasba o nazwie Aroumd :/ :D nasz przewodnik myślał, że jesteśmy doskonale zorientowanymi turystami, którzy przyszli zamówić konkretny trekking :D

Image

Image

Image
Podchodzimy do kasby w której mieszka siostra naszego przewodnika.

Image

Image
A przed samym wejściem spotkało nas coś dziwnego. Usłyszeliśmy gwizdy i zza kamieni wyszedł człowiek, drugi wystawił tylko kawałek głowy z półki skalnej - ewidentnie strażnicy. Nasz przewodnik (ten w zielonym) zaczął z nim rozmawiać, wyjęli telefony, coś w nich zaczęli dłubać, dzwonić...Zapytany później o to, powiedział, że bez niego do wioski byśmy nie weszli. Nie wiem, możliwe, że faktycznie trzeba było coś zapłacić, a my płacąc za wycieczkę mieliśmy wejście w cenie :D

Image
A to już widok z dachu siostry. 2500 m.n.p.m. I herbata :D

Image
Oraz Jego Wysokość Tubkal... Kolejne marzenie do zrealizowania.

Image

Po odpoczynku zapłaciliśmy siostrze 50 MAD i wyruszyliśmy w drogę powrotną.

Image
Tak wyglądała kasba siostry.

Image
I meczet.

Image
Szpital

Image
i szkoła.

Jeśli ktokolwiek będzie w tamtych rejonach, to naprawdę szczerze polecam....Piękne, cudowne miejsce...A nasz gospodarz organizuje też wyprawy na Tubkal, gdyby ktoś był zainteresowany :)

Image

Image

cdn.
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 22 Kwi 2014 19:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 269
niebieski
Po powrocie do hoteliku, właściciel zaproponował nam kolejny posiłek - przepyszny tajin z kurczakiem (jak nam się wydaje - własnego chowu). Trudno było odmówić :D

Image
Pokój, który pełnił rolę jadalni, świetlicy i recepcji :)

Image
Nasza (i wszystkich ewentualnych gości hotelu) łazienka. Oprócz tego, było jeszcze zamykane pomieszczenie z prysznicem (ale z lodowatą wodą). Niestety, było tak zimno, że nie skorzystaliśmy (spaliśmy w czapkach i rękawiczkach).

Image
Wieczór spędziliśmy na naszym balkonie, powoli zaczynając się czuć coraz bardziej nieswojo. Jedliśmy i piliśmy wszystko, co nam podano (a było tego sporo), ani razu nie pytając o cenę :D W dodatku znaleźliśmy księgę gości, w której jakiś Polak napisał, że jak przyszło mu płacić, to właściciel podał kwotę wielokrotnie wyższą od pierwotnej. Podobno była ona tak wysoka, że uciekał nocą oknem - tak przynajmniej było tam napisane :/ :D :D W żaden sposób nie pochwalamy takiego zachowania, ale ten wpis był dla nas kroplą przelewająca czarę. Dostaliśmy ataku nerwowego śmiechu na myśl o tym, że i my jutro poprosimy o rachunek.

Rano odważyliśmy się zapytać o cenę całości. Pan, bez zmrużenia oka podał kwotę - 90 euro :/ :D (wg. booking.com miało być 18 euro za pokój i trzy śniadania. W końcowej cenie 30 euro to opłata za trekking, czyli całą resztę przejedliśmy:)
Owszem, tu zdobyliśmy ładnych parę gwiazdek, ale na własne życzenie - w końcu nikt nie kazał nam zgadzać się na wszystkie propozycje posiłków, no i koniecznie PRZED trzeba było się dogadać, co do ceny. Ale nie żałujemy, było warto :)

Image
O 12.00 miał po nas przyjechać do Imlil kierowca (ten sam, który nas przywiózł, kuzyn właściciela). Zeszliśmy do Imlil trochę wcześniej, żeby jeszcze pozwiedzać tą cudną wioskę.

Image
Czy to miejsce nie wygląda jak Peru? :)

Image

Image

Kierowca miał zawieźć nas ponownie do Marrakeszu (300 MAD), skąd zamierzaliśmy zaraz wyruszyć autobusem Supratour do Ouarzazat.

Image

Image

Image

Image
Widoki za oknem zapierały dech w piersiach.

Image
A to, najprawdopodobniej, nasze polskie bociany :) w końcu był właśnie luty.

Jak już wspomniałam, kierowca nie mówił po angielsku. Natomiast słowo Supratour rozumiał, więc wiedział dokąd nas zawieźć (my też wiedzieliśmy jak wygląda dworzec Supratour, bo wysiedliśmy na nim jadąc z Eassouiry). Jednak gdy samochód się zatrzymał, niezbyt rozpoznawaliśmy miejsce. Na nasze pytania, kierowca wielokrotnie potakiwał, mówiąc Supratour, więc uznaliśmy, że może podjechaliśmy z innej strony. Jednak gdy wysiedliśmy, sprawa przestała wyglądać dobrze :/ Olbrzymi dworzec, mnóstwo różnych autobusów (ani jednego Supratour - raczej jakieś miejscowe, każdy z innej parafii) i tysiące naganiaczy, którzy momentalnie nas obskoczyli, krzycząc i proponując bilety na chyba każdy kierunek. No nie powiem - trochę byliśmy zbici z tropu, szczególnie nachalnością naganiaczy. Niektórzy po : "No, thanks" odchodzili, niestety, paru było wybitnie wytrwałych i wtedy przypomniała mi się rada Pawlikowskiej (jeśli czujesz się zagrożony, mów dużo pewnym głosem, w nieznanym twojemu rozmówcy języku). I owszem, sposób jest genialny. Nie mogę tylko do tej pory zrozumieć, czemu, zamiast krzyczeć po polsku, wymyśliłam jakiś nieistniejący język :/ :D :D Ale podziałało. Na odchodne dostałam nawet komentarz, że jestem jak arabska turystka :D

Udało się nam wydostać z tego dworca, a uwierzcie, koszmar tam był straszny. Policja poinformowała nas, jak dojść na dworzec Supratour i ruszyliśmy w drogę. A dumni byliśmy z siebie niesamowicie - po takiej wtopie w Imlil wreszcie postąpiliśmy asertywnie, nie daliśmy się oszukać i wepchać do jakiegoś dziwnego autobusu, jeszcze, nie daj Boże, jadącego w zupełnie innym kierunku. I tak rośliśmy, rośliśmy, aż nagle ktoś z nas zapytał :"Eeee...Czy oni przypadkiem nie mówili CTM...?" "..............:/" :D CTM to druga sieć autobusów w Maroko, duża, wręcz europejska - czyli bezpieczna :/ Spokojnie mogliśmy pojechać z nimi.
I tak nasza duma uciekła nam w pięty, ale nie byliśmy w stanie wrócić do naganiaczy. Za bardzo się wstydziliśmy :D

Doszliśmy na "nasz" dworzec Supratour (w mękach - zarówno z powodu upału i odległości, jak i wstydu :D Bilet do Ouarzazat - 80 MAD, czas przejazdu - 4 godziny. Przez Atlas.

Autobus ruszył i po kilkunastu minutach zatrzymał się na dworcu z którego uciekliśmy :/ i stał tam pół godziny :/ :D :D

Sama jazda przez Atlas jest niesamowitym przeżyciem. Warto pojechać choćby po to, żeby to zobaczyć.
Image

Image
Czasem jedzie się dosłownie nad przepaścią, a naprawdę mocne doznania zapewnia wysokość i ostre zakręty.

Image
Droga, jak wstążka.

Image

Image
Po przejechaniu szczytów, krajobraz za oknem bardzo się zmienia - ze skalistego, surowego, w bardziej pustynny.

Dojechaliśmy do Ouarzazat, ale nie mieliśmy pewności, czy w mieście jest tylko jeden przystanek, czy dwa. Chcieliśmy wysiąść bliżej hotelu, który zarezerwowaliśmy sobie noc wcześniej. Autobus zatrzymał się i większość ludzi wysiadła. "To może zapytam o te przystanki. Tylko kogo? Żeby znowu nie trafić na jakichś naganiaczy..." "To zapytaj kierowcy, tak będzie najbezpieczniej. O, tu stoi". Kierowca okazał się bardzo uprzejmy i wszystko nam wytłumaczył. Faktycznie, to był nasz przystanek i do hotelu blisko, i w ogóle jeszcze się tak rozkręcił, że tu takie wycieczki mają i można pojechać zwiedzać studia filmowe (a to faktycznie mieliśmy w planach). I tak się nam miło, bezpiecznie gawędziło, bez naganiaczy, do momentu, jak usłyszałam za plecami dźwięk. Obejrzałam się i krzyczę do kierowcy "Twój autobus odjeżdża!". Na to on, całkiem spokojnie : "Ale ja nie przyjechałem autobusem" :/ :D :D
Tak. To było ukoronowanie zbierania gwiazdek. Jesteśmy tak dobrzy, że nawet naganiacze nie muszą nas szukać. Sami ich znajdujemy, wykonując połowę ich roboty. Myślę, że powinniśmy za to dostawać jakiś procent od dochodów :/ :D

Ale, ponieważ zdążyliśmy się już oczywiście zachęcić do takiej wycieczki, słuchaliśmy dalej. Przy "kierowcy" zaraz pojawił się jego kolega i padła propozycja - jutrzejsza wycieczka za 300 MAD. Nie byliśmy jeszcze do końca przekonani, więc panowie zaproponowali nam przejście do biura, gdzie wszystko moglibyśmy ustalić. I w tym momencie już się całkowicie załamałam i prawie ze łzami w oczach wykrzyczałam do moich towarzyszy : "Błagam was! Weźmy tę wycieczkę za 300!!! Błagam was! Przecież znając nas, jak pójdziemy do biura, to zakontraktujemy jakąś za 900!" :/ :D :D

I, oczywiście, tak się stało. Bardzo zadowoleni wyszliśmy z biura (pan nas nawet podwiózł), umówieni na kolejny poranek pod naszym hotelem. Jutro jedziemy na wycieczkę! Za 900 !!! :/ :D :D

cdn.
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 22 Kwi 2014 19:25 

Rejestracja: 12 Cze 2011
Posty: 33
Bardzo ciekawa relacja! Aż sam odświeżyłem swoje wspomnienia :).

Jedno info z mojej strony - te stożki z przyprawami to metalowe formy pokryte klejem, które zostały obsypane konkretną przyprawą :D. Ale spoko, też dałem się na to nabrać ;).
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 22 Kwi 2014 20:10 

Rejestracja: 01 Lis 2011
Posty: 349
świetna relacja i zdjęcia, odżyły wspomnienia :)
byłem w Imlil we wrześniu 3 dni - miejsce jest magiczne, dość często pomijane przy planowaniu dłuższego wyjazdu a jednak tak blisko Marrakeszu że naprawdę szkoda nie podjechać chociaż na 1 dzień.
My również mieliśmy przygodę z noclegiem - nie mieliśmy nic zarezerwowane i pierwszy naciągacz zaprowadził nas na wzgórze za Imlil do największej nory jaką w życiu widziałem (niestety żadna jego cena nie została przez nas zaakceptowana i musieliśmy się rozstać - wolałbym chyba spać pod chmurką ;-) - przyjemność kosztowała naszą czwórkę chyba 40 MAD 'napiwku' i znoszenie bagaży ze wzgórza..(na górę wjechały mułami) - gratis uczestniczenie w muzułmańskim pogrzebie.
Ostatecznie wylądowaliśmy w połowie drogi z Imlil do Mazik u Mohammeda który aktualnie ogłasza się rownież na booking - jednak tam ceny są dwukrotnie wyższe niż na miejscu. Podobnie jak Ty chcieliśmy nocleg ze śniadaniem, a skończyło się na 2 noclegach, śniadaniach, obiadokolacjach, 2 mułach, przewodniku i całodniowej wycieczce po okolicy i na koniec taxi do Marrakeszu :)
Ostateczną cenę udało się utargować do jakichś rozsądnych kwot (jeśli dobrze pamiętam 400 MAD za osobę za wszystko) - więc polecam próbować i koniecznie ZAWSZE pytać o cenę przed każdym posiłkiem - u nas zdażało się że tajin kolejnego dnia kosztował 60 a nie 50 (bo z jagnięciny, a to droższe niż kurczak :)), zupa 6 a nie 5 i nawet woda 10 pomimo sklepu za domem w którym synowie gospodarza sprzedawali za 5 MAD...
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 23 Kwi 2014 23:07 

Rejestracja: 16 Mar 2014
Posty: 89
czekam na ciąg dalszy! bardzo dowcipna relacja :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 24 Kwi 2014 18:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 269
niebieski
Dziękuję za miłe słowa :)

rafal.is napisał(a):
te stożki z przyprawami to metalowe formy pokryte klejem
Teraz to już wiem :/ świat stracił trochę ze swojej magii :/ :D

Sorvali - opowiedz to koniecznie, bo widzę, że i Ty miałeś w Imlil dosyć ciekawe przejścia :D

cappricio napisał(a):
bardzo dowcipna relacja :D
Samo życie, panie, samo życie :D

Myślę, że w weekend ogarnę relację do końca, pozdrawiam :)
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 26 Kwi 2014 14:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 269
niebieski
Byliśmy umówieni o godz. 9.00 pod naszym hotelem w Ouarzazat. Miał po nas przyjechać nasz przewodnik i kierowca - Salem, z którym wczoraj zakontraktowaliśmy całodniową wycieczkę (zwiedzanie studia filmowego, wyjazd do położonego ok. 20 km. dalej Ait Benhaddou, posiłek, przejazd "off road" oraz zwiedzanie oazy - 900 MAD).

Image
Widok z naszego balkonu - baza wojskowa.

Image

Pierwszym punktem programu jest Atlas Corporation Studio, miejsce, w którym kręcono m.in. "Asterixa i Obeliksa", "Kundun" oraz "Królestwo Niebieskie". Jak wyczytaliśmy w przewodniku, w studiu znajdują się scenografie z kręconych tam filmów, a zwiedzanie kosztuje 50 MAD. Jednak tego nie mogę do końca potwierdzić :D

Image
Podjeżdżamy pod wejście do studia i, zamiast się przy nim zatrzymać...

Image
...skręcamy w taką drogę :D Na nasze pełne zdziwienia pytania, Salem odpowiada, że nie ma potrzeby płacić za wjazd, skoro możemy wszystko obejrzeć "od tyłu". I faktycznie - studio jest ogromne, wprawdzie otoczone murem, ale jeśli pojedzie się wzdłuż niego, po pewnym czasie mur się po prostu kończy :/ :D

Image
Pałac Kleopatry

Image
Wjazd "od tyłu" umożliwia nam także takie widoki. Scenografie niszczeją, szczerze mówiąc, nie wygląda, żeby ktoś o to w ogóle dbał.

Jedziemy dalej wzdłuż studia (już "bezmurowego"), a z oddali zaczynają wyłaniać się mury "Królestwa niebieskiego".
Image

Image
i urządzenia do forsowania tych murów. Wrażenie niesamowite.

Image
Auto jest nasze, to nie element scenografii :D

Image
Wygląda na solidny kamień :D jak się zapuka w mur, to człowiek nagle doznaje bardzo sprzecznych odczuć - nie zgadza mu się zestawienie obrazu i dźwięku :D (wszystko zrobione z czegoś w rodzaju styropianu/silikonu).

Całe olbrzymie studio położone jest na pustyni. Ogromna pustka, a na środku centrum filmowe. Zresztą samo otocznie również wielokrotnie "grało" w filmach.
Image
Kopczyki z kamieni oznaczają, że jest to teren prywatny.

A to widok na studio "od tyłu". Wracamy, więc mur jest już ponownie :D
Image

Image
I "off road" :)

Image
Taką drogą, a właściwie bezdrożem :) dojeżdżamy do Ait Benhaddou.

Image
Absolutne "must see" w Maroku - najlepiej zachowany w okolicy ksar, w którym kręcono m.in. "Klejnot Nilu", "Gladiatora", a ostatnio - "Grę o tron".

Ksar od wewnątrz wygląda jak kopiec termitów - wąskie uliczki, które zmieniają się w podwórka domów i, prawie niezauważalnie, przechodzą w inny dom.
Image

Image
Wygląda zupełnie jak makieta :)

Przed wejściem do Ait Benhaddou przewodnik przestrzegł nas, żebyśmy nie podchodzili, nie dotykali, a nawet nie patrzyli na żaden przedmiot leżący na straganach, bo nie opędzimy się od sprzedawców, a ceny, które tam obowiązują, są znacznie zawyżone, poza tym "wszystko to chłam dla turystów". Faktycznie, stoisk było całe mnóstwo, ale my, pomni przestrogi, twardo wlepialiśmy wzrok przed siebie. Natomiast nasz przewodnik bardzo dostojnie przechadzał się pomiędzy sprzedawcami, do każdego się uśmiechał i zamieniał parę słów po arabsku i wszyscy patrzyli na nas z politowaniem :/ Owszem, mamy pewne podejrzenia :D Wiadomo, Salemowi zależało na utrzymaniu dobrych kontaktów z miejscowymi, więc co mógł im mówić ? "Naprawdę, namawiam ich jak mogę do kupowania, ale teraz trafili mi się wyjątkowo skąpi i wybredni. Są tak beznadziejni, że nawet nie chcą patrzeć na wasz towar, sami widzicie" :D

Image

Image

Otoczenie, w którym znajduje się ksar, nadaje twierdzy baśniowy wygląd.
Image

Image

Po zwiedzaniu przyszedł czas na posiłek. Myśleliśmy, że przewodnik zje razem z nami, jednak okazało się, że wszyscy przewodnicy (a było ich wielu) maja osobny stolik. Sztućce podawano tylko turystom.
Image

Image
A to jedyny robak widziany przez mnie w Maroku. Jako entomolog-pasjonat czułam na tej wycieczce olbrzymi niedosyt ;) Wiem, ten nie jest zbyt efektowny, ale jest JEDYNY, więc chciałam go uhonorować :D

Po odpoczynku ruszyliśmy dalej. Tym razem kierunek - oaza.
Image
Długa droga przez kamienistą pustynię, nagle, na samym środku niczego, pojawia się taki widok :

Image
W tym miejscu już niedługo powstanie nowe miasteczko. Sposób budowania w Maroku mnie zafascynował - najpierw stawia się ulice, światła uliczne itp. I tak powstaje miasto-widmo - infrastruktura bez budynków. Domy stawiane są na samym końcu.

I dojeżdżamy.
Image
Kilometry przez pustkowia, a nagle taki widok. Oczy przyzwyczajone do brązów i szarości w otoczeniu nie mogły uwierzyć w nagłą orgię zieleni i błękitów. Totalnie zaskakujące i nieoczekiwane.
Dobrych kilkadziesiąt minut spędziliśmy na podziwianiu tego widoku. Później wjechaliśmy do środka.

Image

Image

Image
Woda, dzięki której ten rejon mógł się tak zazielenić. Niezbyt sobie wyobrażam, jak w tym można prać :/

Image

Image
Domy w oazie.

Image
W oazie znajduje się hotel i restauracja, z kelnerami, zimną colą i chyba nawet basenem. Przed wejściem taki widok. Olbrzymi kontrast.

Image

Image

Image
Opuncja figowa.

Image
To skała, która według naszego przewodnika ma kształt lwa. Dla mnie to bardziej wygląda na słonia :D ale, chcąc mu zrobić przyjemność, przytaknęliśmy, że lwa widzimy. Zastanawiam się, czy nie robią tak wszyscy turyści, utwierdzając go w błędnym przekonaniu, że jest to jednak lew. Albo w myśleniu typu "Ale głupi ci turyści. Przecież to słoń, jak nic, a im można wszystko wcisnąć" :D

Image

Image
I ostatni rzut oka na oazę. Do tej pory cała wycieczka przebiegała niepokojąco zgodnie z planem. Dostaliśmy wszystko, za co zapłaciliśmy, nikt nas nie naciągał, a nawet ośmieliłabym się powiedzieć że, dzięki naszemu przewodnikowi, parę gwiazdek straciliśmy (wjazd do studia bez biletu, ostrzeżenie przed naciągaczami w Ait Bennhadou) :D Szło gładko. Za gładko. A powinniśmy wiedzieć, że w naszym wypadku, to mocny sygnał ostrzegawczy :D

cdn.
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 26 Kwi 2014 20:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 269
niebieski
Po raz ostatni chłonęliśmy widok oazy, w milczeniu, zachwyceni obrazem. Nagle Salem powiedział powoli : "Mam dziś urodziny"... To wyrwało nas z kontemplacji i zareagowaliśmy, jak należy - tzn. od słowa do słowa uznaliśmy, że trzeba to oblać :D Tu muszę wytłumaczyć, że wybierając się do Maroka, zabraliśmy ze sobą parę butelek (ok - po dwie na głowę :D dla zdrowia (przeczytaliśmy gdzieś, że bezpiecznie jest po posiłku wypić "setkę", w celu ewentualnej dezynfekcji :/ i trochę nam jeszcze z tych zapasów zostało.

Image

Nie byliśmy też do końca pewni, jak wygląda sytuacja z alkoholem w Maroku. Wprawdzie w sieci można było przeczytać (ale rzadko), że w niektórych hotelach turyści mogą kupić alkohol, jednak my takiego miejsca nie widzieliśmy. Nie widzieliśmy też nikogo pijącego, ani pijanego.
Trzeba więc przyznać, że rozmowa o oblewaniu była dosyć ryzykowna. Jednak Salem bardzo się ożywił i entuzjastycznie stwierdził, że wyprawi urodziny, i będzie tajin, i Berberowie, i muzyka, i będziemy pić...I w ogóle strasznie się rozkręcił :) I tak powstał cały plan - ponieważ nasza wycieczka właśnie się zakończyła, odwiezie nas teraz do hotelu, przyjedzie po nas wieczorem i pojedziemy na party. W pierwszym momencie bardzo się nam ten pomysł spodobał, ale im dłużej się nad tym zastanawialiśmy, tym większe mieliśmy obiekcje (głównie dotyczące tego, kto i ile za to zapłaci :/ :D Ale na razie zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy w drogę powrotną.

Image

Jednak tu czekało nas kolejne zaskoczenie - zamiast do hotelu, Salem zaczął nas wieźć do innej kasby, po drodze roztaczając uroki muzeów, które będziemy jeszcze zwiedzać. Tytułem wyjaśnienia dodam, że gdy dzień wcześniej kontraktowaliśmy wycieczkę, w agencji padła propozycja poszerzenia naszej (i oczywiście podrożenia :D o zwiedzanie muzeów i innych kasb - jednak nie zdecydowaliśmy się na to. I tu już mocno się zaniepokoiliśmy, powróciły wspomnienia z Imlil (bo przecież jak nas tam zawiezie, to znowu, jak zawsze, będziemy musieli dopłacać :/ :D A ponieważ nadal mieliśmy problemy z wyartykułowaniem pytania o pieniądze, wybraliśmy mniejsze zło - zasymulowaliśmy złe samopoczucie i mega-zmęczenie. Salem, zmartwiony, odwiózł nas więc do hotelu. Po drodze zatrzymał się tylko w jednym miejscu, w jakiejś miejscowości - pokazał nam restaurację, w której miała się odbyć wieczorna impreza i zapytał, czy nam to miejsce odpowiada. My w drodze postanowiliśmy, że na imprezę nie pójdziemy, bo w naszym przypadku (wysoka podatność na "gud prajs, maj frend" :D byłoby to wysoce ryzykowne przedsięwzięcie.

Image

Pod hotelem wreszcie odważyliśmy się powiedzieć Salemowi, że nie pójdziemy na party. Nie było to łatwe - próbował nas przekonywać, obiecywał, że jak się nam nie spodoba, to zaraz nas odwiezie z powrotem (co jeszcze nas utwierdziło w przekonaniu, że nadal jedziemy tam jako "turyści", nie jako goście) (ciekawe, czy wszystkim opowiadał o urodzinach i organizował kosztowne wieczorki z berberyjską kulturą?) . Jednak (wyjątkowo :D byliśmy nieugięci. Pożegnaliśmy się i wróciliśmy do hotelu. Zmęczeni padliśmy na łóżko i tu ta historia mogłaby się zakończyć. Mogłaby, gdybyśmy (oprócz podatności na naganianie) nie mieli pewnych cech charakteru (które, niestety, czasem życie utrudniają :D

Image
Po półgodzinnym odpoczynku, odezwaliśmy się równocześnie : "Jesteśmy strasznymi świniami" :/ I tu zaczęliśmy snuć wizje o bardzo smutnym, samotnym (Salem opowiadał nam, że pochodzi z Zagory, cała jego rodzina tam została, a on mieszka tu, żeby zarabiać) berberyjskim chłopaku, który teraz, opuszczony przez wszystkich, spędza swoje smutne, samotne urodziny. Może nawet płacze? I to wszystko tylko dlatego, że trójka podejrzliwych turystów z Polski wszędzie węszy zło i podstęp. Nie możemy do tego dopuścić! Zrobiło nam się bardzo smutno i wstyd. I...postanowiliśmy go odszukać :D

Image

Najpierw poszliśmy do biura, ale było zamknięte (tzn. nikogo w nim nie było, światła pogaszone, ale drzwi były otwarte - zastanawialiśmy się, czy nie schować się w biurze i nie zrobić mu takiego party surprise :D Od sąsiadów (dentysta) dowiedzieliśmy się, że biuro jest otwarte tylko wtedy, gdy do Ouarzazate przyjeżdżają autobusy (czyli ok. trzech razy na dzień). Ponieważ nie wiedzieliśmy, o której i czy w ogóle przyjedzie dziś jakiś autobus, nie mieliśmy pojęcia, co dalej robić. Ale wpadliśmy na genialny pomysł - pójdziemy na przystanek, bo tam go poznaliśmy, więc może teraz też czeka na kolejnych turystów. I tym sposobem, poziom absurdu osiągnął szczyt :D Szukamy człowieka, którego duża część pracy polega na szukaniu odpowiednich ludzi (chętnych turystów) (wobec tego sam powinien nas znaleźć, bo, jak widać, byliśmy wyjątkowo chętnymi turystami :D Niestety, na przystanku ani Salema, ani szansy na przyjazd autobusu (czyli nadziei, że się jeszcze tu pojawi) :/

Image

Załamani wróciliśmy do hotelu i postanowiliśmy podjąć jeszcze jedną próbę - poprosiliśmy recepcjonistę, żeby zadzwonił na numer podany w reklamie agencji i poprosił, żeby Salem jednak po nas przyjechał. Po niezrozumianej przez nas rozmowie (arabski), recepcjonista, nieco stropiony, powiedział, że on zaraz tu będzie, ale nie ma na imię Salem, tylko jakośtam inaczej. Teraz my się stropiliśmy - bo skoro nie podał nam prawdziwego imienia, to pewnie i data urodzin była fałszywa :/ No ale skoro już poruszyliśmy wszystkie możliwości, żeby go znaleźć, to teraz nie wypadało już się wycofać. I faktycznie, po chwili pojawił się...właściciel agencji :D

Image

Nie wiedzieliśmy, czy party urodzinowe to prawda, czy naganianie naiwnych turystów. Nie wiedzieliśmy też (jeśli miałaby to być prawda), czy właściciel agencji nie będzie zły na Salema za umawianie się z klientami prywatnie, po pracy. Podsumowując - w ogóle nie wiedzieliśmy, jak i co powiedzieć właścicielowi :/ I tak od słowa, do słowa (najpierw powiedzieliśmy, że chodzi o wieczorną wycieczkę - na co właściciel zaproponował, że sam nas zabierze, bo Salem początkowo nie odbierał telefonu) powiedzieliśmy mu całą prawdę :)
Nawet się nie zdenerwował, potwierdził, że Salem ma urodziny, umówił nas z Salemem pod hotelem i nie chciał nawet wziąć napiwku, tylko stwierdził, że zależy mu, aby klienci byli z agencji zadowoleni. Niesamowicie sympatyczny człowiek :)

Image

I równo pół godziny później (ok. 21.00), pod hotelem zatrzymał się samochód, z którego wyglądał uśmiechnięty Salem i jakaś para :)

cdn.
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off
rw30 lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 26 Kwi 2014 23:30 

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 150
fajna relacja dobrze się czyta i ogląda ;) czekam na ciąg dalszy
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 26 Kwi 2014 23:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Mar 2014
Posty: 53
Loty: 6
Kilometry: 8 842
Robak mnie rozbroił i historia o Salemie świetna. Bardzo fajna relacja, z przyjemnością się czyta.
Góra
 Relacje PM off  
 
#20 PostWysłany: 28 Kwi 2014 10:04 

Rejestracja: 23 Sty 2014
Posty: 288
Loty: 77
Kilometry: 194 843
Zabawna relacja, super! a jeszcze przyjemniej się czyta, że pól roku wcześniej też zwiedzaliśmy Maroko więc wiemy o czym piszesz ;) czekam na opis imprezy urodzinowej ;)

PS.
pestycyda napisał(a):
zwiedzanie kosztuje 50 MAD. Jednak tego nie mogę do końca potwierdzić :D

Potwierdzam, 50MAD/os z przewodnikiem
tu możecie dodać sobie gwiazdkę, oni za wstęp tam nie zapłacili, ale Wy im tak ;)
_________________
AJki w podróży :)
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 34 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group