Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: ¡Hola Islas Canarias!
#1 PostWysłany: 09 Lip 2016 19:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
DZIEŃ 1 - 31 maja

Schyłek maja. Znowu lecimy. Znowu na wyspę, a nawet wyspy. Tym razem Kanary, po raz pierwszy. Będziemy jak zwykle celebrować miłość - rocznicę, a nawet dwie :-)

Lot o 12.15, nie wiedzieć czemu budzimy się po 7:00 rano, tyle czasu, pies oddany wczoraj, co tu robić? Pomału kończymy pakowanie, ważymy walizki, jak zwykle za ciężkie, mniejsze bagaże jak zwykle za duże. Najwyżej dopłacimy – mówimy po raz dwudziesty któryś przed lotem Ryanairem.

Na lotnisko w Modlinie przyjeżdżamy na 1,5 godz. przed lotem, trochę bez sensu, ale jest to spowodowane mailem od Ryanaira, że w WMI wielkie opóźnienia i kolejki, więc zalecają być nawet 3 godz. wcześniej. O naszej godzinie nie ma tragedii. Jak zwykle również nikt nie interesuje się naszymi ciężkimi bagażami. Uff :)

Pogoda zachęca do natychmiastowej ucieczki z kraju. Deszcz zacina, jest nieprzyjemnie. Chcemy jak najszybciej znaleźć się w samolocie. Chociaż Ryanair po raz drugi zrobił nam psikusa – miejsce 11A, kto przeżył to zrozumie. ;) Przed nami ponad 5-godzinny lot, a my w "zamkniętej klatce". No trudno, trzeba trochę pocierpieć, by potem było pięknie;-) Spoglądam na skrawek okienka sąsiadów i myślę: no to nara :D
Załącznik:
Kanary (1).jpg
W naszej części samolotu dużo osób rosyjskojęzycznych, na dodatek wszyscy jak jeden mąż zamawiają lasagne. No cóż, nie wygląda ona apetycznie, kilogramy sera i chyba nic poza tym. W tej śmierdząco-serowej atmosferze próbujemy choć na chwilę zasnąć. Fuerto, Fuerto już niedługo! Już za chwileczkę, już za momencik. W międzyczasie zajadamy się kanapkami zakupionymi na lotnisku.

Lądujemy o 16:45 na Fuerteventurze. Błękit nieba, uśmiech na twarzy.
Załącznik:
Kanary (6).jpg
Idziemy do stanowiska Cicar odebrać nasz samochód. Z satysfakcją spoglądamy na kolejki do innych firm, u nas luzik. 8-) Właśnie jedni klienci kończą załatwiać formalności, więc praktycznie jesteśmy obsługiwani z miejsca. Poproszę nr rezerwacji, poproszę 68,10 euro, poproszę podpis, proszę kluczyki, parking jest naprzeciwko. Tak, to najszybszy wynajem w historii. Bez żadnych udziałów własnych, kaucji, dodatkowych ubezpieczeń, czy podawania nr kart kredytowych. No cóż, uwielbiam miejscowe wypożyczalnie :) Podekscytowani ruszamy na parking, trochę błądzimy, aż w końcu znajdujemy naszą srebrną Astrę Turbo, auto 5-drzwiowe, w środku komputer z nawigacją. Jesteśmy bardzo zadowoleni, zważywszy że zamawialiśmy najtańszą opcję - miała być 3-drzwiowa Corsa.

Nagle odkrywamy, że z tej ekscytacji gdzieś po drodze zgubiliśmy potwierdzenie najmu samochodu i choć jeszcze nigdy nie było ono potrzebne przy oddawaniu, ani w innej sytuacji, na wszelki wypadek mąż idzie po duplikat, a ja nastawiam nawigację. Do celu mamy ok. 85 km. Na szczęście w drodze nadrabiamy stracony czas na parkingu.
Załącznik:
Kanary (9).jpg
Mój ukochany świetnie czuje się na fuerteventurskiej trasie, wyprzedza, robi wszystko byśmy już mogli cieszyć się bryzą oceanu. Nasz cel to Morro Jable. A dokładnie apartamenty u dziadka. Znalezione na bookingu apartamenty Alta Vista jako pierwsze zdjęcie mają dziadka na recepcji, więc już tak nam zostało – apartamenty u dziadka. I gdybym może przez ten booking zarezerwowała mielibyśmy pewność, że mamy dzisiaj dach nad głową. Tymczasem postanowiłam znaleźć bezpośredni kontakt, bo chciałam mieć gwarancję, że dostaniemy pokój z widokiem i balkonem. Znalazłam w necie stronę tego aparthotelu, nie wiedzieć czemu tylko w wersji niemieckiej, napisałam zapytanie po angielsku. Dziadek Pepe odpisał po hiszpańsku. I tak sobie pisaliśmy, ja po angielsku, on po hiszpańsku, a właściwie ja pisałam, co bym chciała, a dziadek na wszystko odpowiadał „no hay ningún problema” i „muchas gracias”. Gdy go poprosiłam o potwierdzenie mojej rezerwacji ograniczył się tylko do „muchas gracias”. :D No cóż, będzie co będzie, w razie czego znajdziemy coś na miejscu.

Gdy autostrada kończy się, wjeżdżamy w strefę wielkich hoteli, jedziemy wzdłuż oceanu, mijamy latarnię, tak to już Morro Jable, a za niecałe 5 km dotrzemy na starówkę.
Załącznik:
Kanary (12).jpg
GPS pięknie prowadzi nas na Calle Abubilla, pod samym aparthotelem nie znajdujemy wolnego miejsca, ale udaje się zaparkować jakieś 50 metrów dalej. Bierzemy walizki i idziemy na spotkanie z wielką niewiadomą :D Duże przesuwane drzwi nie otwierają się, dzwonimy dzwonkiem, brak reakcji..no to się zaczyna :D Na szczęście na drzwiach jest nr telefonu, niestety bez kierunkowego, znajduję w necie +34. Dzwonię. Odbiera dziadek Pepe „Hola Gosela!” - wita mnie moim nickiem z maila :D Pytam się po angielsku kiedy będzie, w odpowiedzi dostaję litanię hiszpańskiego, za nic nie możemy się dogadać, wyłapuję z jego wypowiedzi, żeby znaleźć personę, która mówi po espanola. :lol: Na zawołanie zza rogu wychodzi dwóch chłopaków, ufff, wręczam jednemu telefon, żeby zrozumiał o co dziadkowi chodzi. Chłopak wykonuje jego polecenia, podchodzi do drzwi, dzwoni jak my dzwonkiem. Po chwili z wielkiej donicy z kaktusem podnosi kamień, pod którym leżał przygotowany dla nas klucz :D Przykłada pilot w odpowiednie miejsce i "sezam" się otwiera :D Dziękujemy chłopakowi za pomoc i z radością udajemy się do windy. Znajdujemy nasz apartament, duży, przestronny salon z kuchnią i oddzielną sypialnią. Oczywiście pierwsze co, idę rozprawić się z okiennicami, muszę zobaczyć czy na pewno mamy widok. :D Tak, jest pięknie! Z takim widokiem będziemy witać i żegnać dzień przez najbliższe 3 doby.
Załącznik:
Kanary (13).jpg
Jest też kościół, hmmm ciekawe jak bardzo będziemy niewyspani przez dzwony :D
Załącznik:
Kanary (24).jpg
Po krótkim, wstępnym rozpakowaniu idziemy zapoznać się z terenem, wychodzimy na taras. Ach, jak tu cudnie.
Załącznik:
Kanary (35).jpg
Załącznik:
Kanary (32).jpg
Kilka metrów od aparthotelu znajdujemy sklepik, w którym zaopatrujemy się w napoje, w tym schłodzoną rioję na później. Nieśmiało zaglądamy w stronę knajpek, mnogość zapachów nie pozostawia nam wyboru…szybka decyzja – wracamy się przebrać, czas zjeść kolację. W recepcji spotykamy dziadka Pepe i jego żonę, z którą rozliczam się za pobyt (180e/3 doby), rezolutna babcia wręcza mi hasło do Wifi, śmiejemy się z klucza zostawionego w kaktusie.

Lokalizacja naszego aparthotelu jest cudowna. Kilka kroków i mamy knajpki i ocean. Długo nie zastanawiamy się, gdy widzimy wolne stoliki w pierwszym rzędzie restauracji Avenida del Mar. Idealnie, przed nami tylko ocean, a obok pan przygrywa na gitarce, wtóruje mu pani stonowanym śpiewem. Oboje mamy ochotę na rybę. Mąż zamawia rybę z Morro (13,50e), ja solę w czosnku (13,90e). Na początek dostajemy pieczywko z miejscowymi sosami – mojo rojo i mojo verde. Później na stół wjeżdżają ryby. Jesteśmy mega zadowoleni, kolacja przepyszna!
Załącznik:
2r.jpg
Gdy nieoczekiwanie na prośbę gości pani śpiewająca zaczyna intonować po niemiecku piosnkę idealnie wkomponowującą się w klimat Oktoberfestu, oznacza to tylko jedno: czas się ewakuować :D Dopijamy wino i uciekamy na spacer.

Jest po 22:00, w Morro Jable się ściemniło, wieczór jest przyjemny, bezwietrzny, ciepły. Raczymy się jeszcze lodami z Carte D’Or i wracamy do apartamentu. Na balkonie delektujemy się schłodzoną rioją. Jak bosko być na wakacjach!

cdn.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez LaVarsovienne 22 Sie 2016 14:25, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 11 Lip 2016 00:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
DZIEŃ 2 – 1 czerwca

Sama w to nie wierzę, ale znowu budzę się po 7:00 rano :D Względem czasu polskiego jest niby 8:00, jednak cisza i spokój na zewnątrz pozwalają odczuć, że jest naprawdę wcześnie. Przez chwilę nawet zastanawiamy się, czy sklep jest otwarty. Na szczęście jest. Mąż robi małe zakupy na śniadanie.
Załącznik:
3.jpg
Balkon o tej porze jest przyjemnie ocieniony. Jaskrawe, poranne słońce odbija się w oceanie.
Załącznik:
4.jpg
Obserwujemy miejscowych, którzy wychodzą z psami na poranny spacer. Wszyscy obierają tą samą ścieżkę - wzdłuż kościoła, do punktu widokowego. W tych pięknych okolicznościach przyrody poczytałabym sobie coś w necie, jednak Wifi nie chce działać, wczoraj sprawowało się świetnie.

Pakujemy się na plażę. Najpierw idziemy ścieżką psiarzy - wzdłuż palm i kościoła.
Załącznik:
Kanary (97).jpg
Patrzymy na nasz hotelik (balkon po lewej jest nasz).
Załącznik:
Kanary (80).jpg
Schodzimy na plażę po schodach przy restauracji Farola Del Mar. Knajpy pomału budzą się do życia, kelnerzy ustawiają stoły i krzesła. Kładziemy się przy wydmie i rozpoczynamy plażing. Niestety nie jest łatwo wytrzymać. Gdzie jesteś słynny wietrze z Fuerty?
Załącznik:
6.jpg
Studiujemy przewodnik, po południu czeka nas pierwsza wycieczka. Chcemy jechać na plażę Cofete. Mąż marudzi, bo napisali, że potrzebny jest jeep. Mało tego, straszą o „wyboistych stokach, wąskich, jednopasmowych drogach, pełnych ostrych zakrętów z nagle pojawiającymi się spadzistymi urwiskami.” :lol: Na pewno będzie lepiej, niż na greckiej Karpathos – pocieszam :D

Ok. 13 zwijamy się do pokoju. Krótki odpoczynek na balkonie, gdzie odkrywam, że nadal nie działa net. Schodzę do dziadka na recepcję i zgłaszam problem. Daje mi nowy login i hasło, ale wiem, że to nic nie pomoże. Mówię, że wczoraj działało świetnie, niestety nie rozumie mnie. Przychodzi do nas do pokoju, nie potrafi pomóc, proponuje, że przyjdzie jego bambini. Pakujemy się na wycieczkę i stwierdzamy, że szkoda nam tracić czasu. W samochodzie przypominam sobie, że zapomniałam wziąć GPSa, wracam do pokoju, dziadek biegnie za mną, żebym poczekała, bo idzie bambini. No dobra, poczekam na to dziecko. Tymczasem wchodzi do pokoju dwudziestoparolatek :D nie mówi po angielsku, ale rozumie, co do niego mówię. Sugeruję, żeby sprawdził na swoim smartfonie i zobaczy w czym problem. W międzyczasie opieprza dziadka. Dziadek zbiega na dół i pewnikiem resetuje sieć, wraca i we trójkę wpatrujemy się w mojego netbooka, sieć się włącza, wszyscy wznosimy okrzyk radości. Żegnam się z nimi i biegnę do męża.

Ruszamy na Playa de Cofete. Dosyć szybko droga zmienia się w szutrową, jednak jest bardzo szeroko i płasko i tak jest przez większość trasy. Chyba jeden wąski i stromy moment. Wg nas autor przewodnika ostro popłynął z tym opisem :D Po drodze mijamy kozią rodzinkę. W oddali na horyzoncie pojawia się nasz cel.
Załącznik:
Kanary (178).jpg
Załącznik:
Kanary (176).jpg
Załącznik:
Kanary (182).jpg
Załącznik:
Kanary (310).jpg
Załącznik:
Kanary (192).jpg
Playa de Cofete robi na nas niesamowite wrażenie. Bezkresna, dziewicza, prawdziwe piękno natury.
Załącznik:
Kanary (256).jpg
Załącznik:
8.jpg
Miło świętować rocznicę ślubu w tak cudnych okolicznościach przyrody;-)
Załącznik:
Kanary (248).jpg
Przy plaży znajduje się mały cmentarzyk przysypany piaskiem. A nad Cofete góruje "człowiek z psem". Tam też spotykamy miejscowe wiewiórki.
Załącznik:
9.jpg
W oddali widać również Willę Wintera. Miejsce tajemnicze, tu najprawdopodobniej ukrywali się naziści. Możliwe, że stąd uciekali do Ameryki Płd.
Załącznik:
Kanary (259).jpg
Załącznik:
Kanary (309).jpg
Wracamy do Morro Jable na późny obiad, jest już po 17:00, zdążyliśmy trochę zgłodnieć. Większość knajp zamkniętych, sjesta. Siadamy w otwartej Saavedra Clavijo. Zamawiamy tapasy: miejscowy kozi ser z miodem, koktajl z krewetek i ziemniaczki z sosami. Później odpoczywamy na tarasie na dachu naszego hotelu.
Załącznik:
obiad.jpg
Wieczorem spacerujemy w stronę portu. Już z góry można zaobserwować, że nie jest to romantyczny porcik. Wracamy więc w nasze starówkowe rewiry. Na niebie piękny spektakl. Robimy sobie sesję na plaży. Zaciekawieni goście pobliskich restauracji, zaczęli opuszczać swoje stoliki, by również uwiecznić kolory nieba.
Załącznik:
Kanary (348).jpg
Załącznik:
Kanary (353).jpg
Załącznik:
Kanary (362).jpg
Załącznik:
Kanary (367).jpg
Załącznik:
Kanary (371).jpg
Czas na rocznicową kolację. Daleko nie szukamy, idziemy do La Laja, która znajduje się tuż przy plaży, na której robiliśmy zdjęcia. Jeden wolny stolik z widokiem czekał właśnie na nas. 8-) 4. rocznica ślubu, każdą spędzaliśmy wyjazdowo – Sycylia, Karpathos, Majorka, teraz Fuerta. Niech tak będzie zawsze!

Zamawiamy paellę (28e) i po raz pierwszy mamy kontakt z kanaryjskim winem – El Grifo z Lanzarote. Paella jest cudowna, ilość ryb i owoców morza powala. Każdy kęs to poezja. Niestety późny obiad daje się we znaki i nie mamy sił zjeść tych wszystkich dobroci. :(
Załącznik:
13.jpg
Idziemy na spacer, naszą uwagę przykuwa szalona atmosfera w jednej z uliczek. A dokładnie przy restauracji Chinchorro. Typowo włoski klimat – kelnerzy, kucharz wszyscy śpiewają włoskie szlagiery :D Przysiadamy się, pozostając w dobrym nastroju.8-) Kochamy Italię miłością największą, już wiemy, że to tu przyjdziemy jutro na kolację. :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez LaVarsovienne 22 Sie 2016 14:23, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
Velbandito uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 11 Lip 2016 23:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
DZIEŃ 3 – 2 czerwca

Kolejny słoneczny dzień na Fuerteventurze. Promienie migoczą za zasłonką okna sypialni. Dzwony kościoła biją łagodnie, na tyle by można jeszcze podrzemać.

Po śniadaniu idziemy na plażę. Dzisiaj ocean w Morro Jable szaleje. Pojawiły się fale. Woda całkowicie przykryła plażę, na której wczoraj podziwialiśmy kolory nieba. Pomimo szaleństw oceanu, nadal nie ma wiatru.
Załącznik:
Kanary (413a).jpg
Załącznik:
Kanary (414).jpg
Po plaży zaglądamy do sklepików. Oglądamy fajne magnesy desek surferskich. Uznajemy, że zakupy zrobimy później (i tu dobra rada, której niestety sama nie stosuję – nie odkładajcie niczego na później...tak, wróciliśmy do Polski bez magnesu z Fuerty :cry: ).
Załącznik:
6a.jpg
Ok. 15:00 jedziemy na wycieczkę. Tym razem plaża Sotavento. Przewodnik prawi, że zaczyna się ona przy hotelu Melia Gorriones, więc taki ustawiam cel w GPSie.
Załącznik:
Kanary (448).jpg
Droga pozostawia wiele do życzenia – trzeba uważać na dziury – aż dziwne, że tak jak w przypadku Cofete autor przewodnika nie zaproponował jeepa. :D
Załącznik:
Kanary (453).jpg
Parkujemy za hotelem. Pierwsze wrażenie – fajne widoczki, ale strasznie wieje.
Załącznik:
Kanary (455).jpg
Siłując się z wiatrem schodzimy na plażę. Jest ona podzielona – po lewej strefa dla windsurferów, po prawej kitesurferzy.
Załącznik:
Kanary (462).jpg
Idziemy do beach baru dla kite’ów. Jest on niczym oaza na pustyni – długie palmy, hamaczki, zimne napoje, przekąski.
Załącznik:
Kanary (480).jpg
Chłodzimy się sangrią i posilamy bagietkami.
Załącznik:
Kanary (472).jpg
Obserwujemy kiteserferów i spacerujemy po lagunie.
Załącznik:
Kanary (488).jpg
Załącznik:
Kanary (503).jpg
Załącznik:
Kanary (525).jpg
W drodze powrotnej zatrzymujemy się przy latarni. W przewodniku prawią, że latarnia czynna do 18:00, a w środku znajduje się 6-metrowy szkielet finwala. Niestety wejście zabite dechami, a szkielet znajduje się kilkaset metrów dalej.
Załącznik:
Kanary (529).jpg
Załącznik:
Kanary (533).jpg
Po powrocie relaksujemy się typowo wakacyjnymi przyjemnościami. Balkoning, lody w Coco Banana, gapienie się na ocean 8-)
Załącznik:
Kanary (548).jpg
Załącznik:
Kanary (551).jpg
Załącznik:
Kanary (562).jpg
Załącznik:
17a.jpg
Autor mojego przewodnika próbuje wytłumaczyć czytelnikowi, gdzie żyją miejscowi, pyta: gdzie oni wszyscy są? Mieszkając na starówce w Morro Jable, nie muszę zadawać tego pytania. Tu w większości są miejscowi. Np. dzisiaj odpoczywając na balkonie obserwujemy dzieci z matkami pod kościołem, wszystkie mają ciasta. Wygląda to jak zakończenie roku szkolnego, np. nauk katechezy. Idąc w stronę portu można podziwiać jak mieszkają, jak pielęgnują swoje parterowe tarasy.
Załącznik:
Kanary (580).jpg
Załącznik:
Kanary (333).jpg
Załącznik:
Kanary (334).jpg
Załącznik:
Kanary (345).jpg
Dzisiaj ostatni wieczór w Morro Jable. Bardzo polubiliśmy to miasteczko. Klimat starówki idealnie wpisał się w świętowanie naszej rocznicy ślubu.

Tak jak wczoraj postanowiliśmy, idziemy na kolację do Włocha – do Chinchorro. Nie ma śladów po wczorajszej fieście, dzięki czemu możemy się w spokoju delektować. Na czekadełko dostajemy szynkę z melonem. Mąż zamawia tagliatelle bolognese (9e), ja lasagne (9e), do tego wybieramy czerwone wino z Puglii (9,5e). Kulinarne doznania sprawiają, że przenosimy się do Italii.
Załącznik:
Kanary (590).jpg
Załącznik:
Kanary (591).jpg
Po włoskiej uczcie odwiedzamy jeszcze jedno miejsce. Jeśli dla kogoś tak jak dla nas jedzenie jest nieodłącznym elementem podróży to zapamiętajcie ten tapas bar – La Bodega de Jandia. Knajpa jest nr 1 na tripadvirsorze ze wszystkich restauracji na Fuerteventurze. Jak bardzo żałuję, że w ciągu dnia jest nieczynne, na pewno trafilibyśmy tutaj wcześniej. Zamawiamy po kieliszku wina i tapasie – champinones con gambas (pieczarki z krewetką). Jedzenie jest przepyszne. Tak bardzo chcielibyśmy spróbować więcej, ale po sytej uczcie u Włocha nie dajemy rady. O klimat miejsca dba właściciel. Na dodatek robi wszystkim gościom zdjęcia i wrzuca na fejsa. :D
Załącznik:
Kanary (595).jpg

Morro Jable będziemy tęsknić!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 13 Lip 2016 21:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
DZIEŃ 4 – 3 czerwca

Pakujemy się i ruszamy w trasę z południa na północ wyspy.
Nasz pierwszy przystanek to oddalone ok. 30 km od Morro Jable - La Pared. Wyjeżdżając mijamy stację benzynową. Tankujemy? Nie, po co, starczy przecież :D
Załącznik:
Kanary (607).JPG
Załącznik:
Kanary (611).JPG
Gdy przyjeżdżamy do La Pared tuż przed 11:00 parking świeci pustkami. Oprócz nas dosłownie 2 samochody. I dobrze, mamy to miejsce praktycznie tylko dla siebie.
W La Pared poznajemy klimat zachodu wyspy – ciemne plaże, skały, kamienie, wysokie fale. Tu zdecydowanie czuć żywioł oceanu.
Załącznik:
Kanary (616).JPG
Załącznik:
Kanary (624).JPG
Załącznik:
Kanary (640).JPG
Załącznik:
Kanary (649).JPG
Załącznik:
Kanary (666).JPG
Jeśli dopadnie Was ochota na jedzonko to jest tu widokowa restauracja. My jedziemy dalej.
Załącznik:
Kanary (668).JPG
Zatrzymujemy się w punkcie widokowym Mirador Astronomico de Sicasumbre. Jest wysoko, więc trochę wieje.
Załącznik:
Kanary (673).jpg
Załącznik:
Kanary (690).jpg
Na zachodzie wyspa traci swój pustynny charakter.
Załącznik:
Kanary (692).jpg
Załącznik:
Kanary (695).jpg
Następny przystanek to Ajuy. Parking zawalony samochodami i autokarami. Mamy wrażenie, że miasteczko opanowali sami Polacy. Czy naszych rodaków tak tłumnie przyciąga nazwa, która poprawnie odczytana brzmi „Ahuj” ? :D
Załącznik:
Kanary (767).jpg
Zachwycamy się plażą. Czarny, drobny piasek kontrastuje z białymi falami i białymi domkami.
Załącznik:
Kanary (709).jpg
Załącznik:
Kanary (720).jpg
Załącznik:
Kanary (731).jpg
Załącznik:
Kanary (732).jpg
Załącznik:
Kanary (733).jpg
Wspinamy się ścieżką na skałę, podziwiamy widoki.
Załącznik:
Kanary (737).jpg
Po drodze miasteczko Pajara zachęca nas do kolejnego przystanku.
Załącznik:
24.jpg
Załącznik:
Kanary (781).jpg
Jedziemy dalej, teraz punkt widokowy Mirador Risco de las Penas.
Załącznik:
Kanary (791).jpg
Załącznik:
Kanary (795).jpg
Gdy wracamy na drogę włącza się rezerwa benzyny. Włącza się to mało powiedziane. :D Samochód wydaje dźwięki, na komputerze wszystko znika i pojawia się migający czerwony napis gasolina, niczym alarm, odliczający wybuch bomby. :lol: Zaczyna robić się nerwowo, jak na złość droga robi się wąska i kręta, na dodatek gdzieś za zakrętem czai się autokar.
Załącznik:
Kanary (799).jpg
Jak na zawołanie przypominają mi się podobne historie z ostatnich wyjazdów – jak kończy się nam benzyna wśród toskańskich wsi, gdzieś pomiędzy Cortoną, a Montalcino, i jest niedziela, a tam stacje są nieczynne, na szczęście miejscowy tłumaczy, że działa samoobsługa. Albo w zeszłym roku na Majorce, jak zjechaliśmy z malowniczej trasy Ma10 do Sant Elm, a tam nie było stacji i trzeba znowu przemierzać kilometry i szukać w kolejnym miasteczku. Teraz do kompletu Fuerta. Never again! :lol:

Mój GPS pokazuje, że najbliższa stacja w rejonach lotniska, a to za jakieś 25km. Na szczęście nasze wybawienie pojawiło się szybciej, niż myśleliśmy :D Tuż przed wjazdem do Casillas del Angel – istny anioł na drodze - stacja benzynowa :D 0,949 e/litr. 8-)

Po przygodach jedziemy zrelaksować się nad ocean.
Po drodze sesja przy wiatraku.
Załącznik:
Kanary (800).jpg
Załącznik:
Kanary (811).jpg
Parkujemy w wiosce rybackiej Puertito de los Molinos. Jest 14.30, idealna pora na obiad. Siadamy przy najdalej wysuniętym stoliku w knajpce Casa Pon. Przed nami tylko ocean. Widok i wiatr relaksują, szklaneczka schłodzonego białego wina też. Na stół wjeżdżają świeże ryby, mojo rojo idealnie pikantny. Gdzieś w oddali przechadzają się kaczki i koty - zwierzęta żyją w idealnej komunie. Psy leniwie chowają się w cieniu. Mogłabym tu zostać do zachodu słońca. Niestety o 17.00 musimy oddać auto, a trzeba jeszcze dojechać do Corralejo.
Załącznik:
Kanary (813).jpg
Załącznik:
25.jpg
Po drodze robimy ekspresowy przystanek w El Cotillo.
Załącznik:
Kanary (858).jpg
Załącznik:
Kanary (859).jpg
O 16.30 dojeżdżamy do naszego aparthotelu Mar Adentro w Corralejo. Położony na plaży, z małym basenem. Sam teren jest bardzo fajny - piętrowe białe bungalowy z niebieskimi okiennicami z ładną roślinnością i knajpą na miejscu. Płatność za pobyt została nam pobrana z góry w trakcie rezerwacji. Za 2 nocki 117 euro.
Załącznik:
mar.jpg
Mieszkamy na piętrze, mamy mieć widok na ocean. Apartament na pierwszy rzut oka ładnie się prezentuje, jasne ściany, kolory wakacyjne.
Załącznik:
Kanary (868).jpg
Na pewno jest mniej przestrzeni niż u dziadka. Po głębszym zapoznaniu stwierdzamy, że niektóre sprzęty swoje lata świetności mają już za sobą.
No i widok…niestety jesteśmy w 4. linii :/
Załącznik:
Kanary (870).jpg
Jedziemy do portu oddać samochód. Pani z Cicara bardzo dokładna, za kilka brakujących kresek do połowy baku kazała dopłacić 5 euro.

W porcie zgłębiamy temat rejsów na Lanzarote. Idziemy do pierwszej lepszej firmy – cena ponad 50 euro odstrasza. To zdecydowanie nie jest to, co było polecane na forum. Widzę zamknięte biuro Lineas Romero, coś mi świta, że to właśnie tego szukam, sprawdzę to później w necie.

Wychodzimy z portu, spacerkiem do hotelu mamy ok. 3 km. Mijamy budki z rejsami na Lobos. Kupujemy po gałce lodów. Idziemy dalej wzdłuż oceanu.
Załącznik:
Kanary (883).jpg
Załącznik:
Kanary (888).jpg
Załącznik:
Kanary (896).jpg
Załącznik:
26.jpg
W samym Corralejo plaże mniej nam się podobają, niż na południu, ocean się cofnął, wyłaniając czarne powulkaniczne podłoże.
Mijamy plażę z beach barami, w jednej dj umila czas muzyczką, może wrócimy tu wieczorem.
Załącznik:
Kanary (904).jpg
Załącznik:
Kanary (907).jpg
W hotelu odpoczywamy po całym dniu wrażeń. Nasza trasa z południa na północ wyglądała tak:
Załącznik:
z południa na północ.JPG
Na kolację wracamy do centrum. Tym razem idziemy miastem. Coarralejo jest bardziej turystyczne od Morro Jable, co druga knajpa to wielki steakhouse. Najlepszy klimat jest w okolicach portu, więc tam też zmierzamy na kolacyjkę. Po rybnej uczcie na obiad, nie możemy się zdecydować co by tu teraz zjeść. Kręcimy się między placami, uliczkami, by w końcu zasiąść nad oceanem w Pizzerii La Factoria. :D I to jest bardzo dobry wybór. Pizza pyszna, cieniutkie, włoskie ciasto, ciekawe smaki, połówkę zamawiamy z miejscowym serem. W międzyczasie czytamy w naszym przewodniku, że jeden z najprzyjemniejszych lokali w Corralejo to…właśnie La Factoria. Dopijamy chianti classico i idziemy w stronę placu muzyki. Zewsząd dochodzi miły gwarek rozmów, śmiechów, brzęku kieliszków. Dźwięki muzyki prowadzą nas przez place. Siadamy jeszcze na tapasa w Las Tapitas.
Załącznik:
28.jpg
Wracamy na piechotę, podpatrując co tam słychać w beach barach, ciemno wszędzie, głucho wszędzie, więc idziemy na spotkanie z Morfeuszem...
Buenas noches Corralejo!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez LaVarsovienne 14 Lip 2016 01:08, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 13 Lip 2016 22:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 975
niebieski
O, fajnie - przybyła nowa "pisarka". Dobry pomysł świętowania rocznicy wyjazdowo:) życzę Wam jeszcze 100 takich podróży.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 18 Lip 2016 00:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
DZIEŃ 5 – 4 czerwca

Wyspani i wypoczęci budzimy się gotowi na kolejne wrażenia kanaryjskie.
Mąż robi zakupy na śniadanie w pobliskim supermarkecie HiperDino Express. Dawno nie jadłam tak pysznych pomidorów. Mmmm:-)
Załącznik:
Kanary (962).jpg
Dzisiaj idziemy w stronę wydm – do Parque Natural Dunas de Corralejo. Mamy do przejścia ok. 2 km.
No to idziemy, spoglądając na pożegnanie na kaktusy w naszym aparthotelu.
Załącznik:
Kanary (963).jpg
Mijamy 5-gwiazdkowy hotel, gdzieś po drugiej stronie koparki burzą inny.
Napotykamy też to oryginalne miejsce.
Załącznik:
Kanary (968).jpg
Załącznik:
Kanary (974).jpg
W końcu jest i nasz cel.
Załącznik:
Kanary (975).jpg
Załącznik:
Kanary (979).jpg
Załącznik:
Kanary (982).jpg
Plaża podoba nam się tak bardzo, że praktycznie od razu się rozkładamy. Wiatr przyjemnie wieje, windsurferzy szczęśliwi. Wśród nich rozpoznajemy rosyjskojęzycznych z samolotu.
Załącznik:
Kanary (1027).jpg
Załącznik:
Kanary (993).jpg
Załącznik:
Kanary (1047).jpg
Spacerujemy wśród piasków, spotykając co jakiś czas naturystów.
Upał coraz większy. Nie chce nam się wracać na piechotę do naszego apartamentu, więc idziemy do położonego przy plaży hotelu Riu. Tak, czeka tam na nas jedna taksówka, idealnie. 8-) Za powrót (przeszliśmy 4km) płacimy 5euro.

Rozleniwieni plażowaniem od razu siadamy w knajpce Spaghetteria znajdującej się na terenie naszego hotelu. Siadamy w cieniu, jest przyjemnie. Skoro spaghetteria to idziemy w pastę. Ja zamawiam tagliatellę bolognese, mąż rigatoni z miejscowym serem i pomidorami. Tu przydałoby się czerwone wino, akurat mają duży wybór. Mój ukochany wybiera Vulcano de Lanzarote. Wino jest wyborne, postanawiamy, że jak będziemy na Lanazrote musimy je sobie zakupić.
Załącznik:
Kanary (1064).jpg
Załącznik:
Kanary (1067).jpg
Po obiedzie relaksujemy się przy basenie. W międzyczasie pracownik hotelu każe uiścić nam obowiązkowy depozyt 50 euro, właściwie połowa pobytu już za nami, ale co tam płacimy, przy wymeldowaniu czyli jutro nam oddadzą.
Załącznik:
Kanary (1074).jpg
Załącznik:
Kanary (1075).jpg
Załącznik:
Kanary (1077).jpg
Załącznik:
Kanary (1089).jpg
Po kolejnej dawce słońca piknikujemy na plaży, aby pożegnać dzień i pomału pożegnać Fuertę.
Patrzymy na pobliską Lobos. Za nią po lewej w oddali Lanzarote. Tam będziemy już jutro.
Dzisiejsze wiatry na wydmach okazały się zdradliwe, trochę się poparzyliśmy. Postanawiamy, że na kolację zostajemy w hotelu.
Załącznik:
Kanary (1106).jpg
Załącznik:
Kanary (1121).jpg
Załącznik:
Kanary (1126).jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 18 Lip 2016 17:15 

Rejestracja: 03 Mar 2014
Posty: 484
Super fajny wyjazd. Jaki mieliście przewodnik? Polecasz?
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 18 Lip 2016 19:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
@Marysiek nasz przewodnik bardzo kompaktowy, myślę, że znajdziesz w nim wszystkie możliwe miejsca i atrakcje Fuerteventury, w środku mapka. Zależało mi, żeby było w nim również info o Lanzarote i oczywiście jest, są propozycje wycieczek, wędrówek, min. po wyspie Lobos, jest też mały rozdział o Gran Canarii. Rok wydania 2015. Ogólnie polecam:-)
Załącznik:
przewodnik.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 19 Lip 2016 18:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
DZIEŃ 6 – 5 czerwca

Niedzielny poranek, ostatnie chwile na Fuerteventurze. Wyspa się buntuje – całe niebo w szarych chmurach. Trochę odzwyczailiśmy się od takiej aury. Do tej pory słońce i błękit nieba nas nie opuszczały.

Wg strony internetowej Lineas Romero, pierwszy dzisiejszy rejs na Lanzarote będzie o 11.30. Mamy więc dużo czasu, by na spokojnie zjeść śniadanie, spakować się i przygotować apartament „do oddania”.

Podczas wymeldowania dostajemy zwrot depozytu. Pan zamawia nam taxi i jedziemy do portu (5e).

W porcie kupujemy bilety na rejs do Playa Blanca – 14e/OW/os. Mamy niecałą godzinę do wypłynięcia, więc obserwujemy trochę portowe życie. Nie da się ukryć, że dzisiaj jest tutaj gwarno. Turyści, drużyna sportowa, my – wszyscy gdzieś zaraz popłyniemy.
Załącznik:
port.jpg
Duże promy Fred Olsen i Naviera Armas zajmują centralne położenie.
My idziemy na kraniec portu, bo tam ma przypłynąć nasz statek. Wydaje się on jakiś taki malutki w porównaniu z obserwowanymi przez nas wcześniej wielokadłubowcami. :D
Załącznik:
Kanary (1140).jpg
Wchodzimy na pokład, majtek zabiera nasze bagaże. No to żegnaj Fuerto!
Płyniemy, wiatr tańczy w naszych włosach. Im bliżej Playa Blanci, tym niebo prawie bezchmurne.
Załącznik:
Kanary (1159).jpg
Między wyspami jest niecałe 20 km odległości. Po ok. 40 minutach dopływamy. Hola Lanzarote! 8-)
Załącznik:
Kanary (1173).jpg
Załącznik:
Kanary (1178).jpg
Załącznik:
Kanary (1186).jpg
Wyspa wita nas upałem i pięknym błękitem. Gdzieś w oddali widać chmury wiszące nad Fuertą. To już za nami. Teraz idziemy na poznanie nowego.
Załącznik:
Kanary (1193).jpg
Nasz apartament mieści się przy głównym deptaku Calle Limones. To kilka minut na piechotę z portu.
W danych adresowych była tylko nazwa ulicy, jednak duży szyld Apartamentos Los Erizos nad drzwiami jednego z domów informuje nas, że dotarliśmy do celu.
Załącznik:
Kanary (1230).jpg
Nie wiemy, co nacisnąć w domofonie, na szczęście do klatki wchodzą 2 mieszkanki i wpuszczają nas do budynku. W środku spotykam kobietę, która sprząta jedno z mieszkań. Okazuje się, że sprząta nasze – także jesteśmy w domu. 8-) Miła pani po kilku minutach wręcza nam klucze.

Apartament jest cudowny, lśniący, cały w bieli. Duży salon z kuchnią, sypialnia od strony patio. Duża łazienka z dwiema umywalkami, jest nawet pralka. Właściciel przygotował dla nas zestaw kosmetyków, a w salonie czekał zestaw do kawy i butelkowana woda, tak jak w hotelu.
Załącznik:
Prezentacja5.jpg
Jednak już chyba wiecie, co dla nas jest najważniejsze…widok! :D Z jasnego, pięknego salonu wychodzimy na taras…jest bosko!
Załącznik:
Kanary (1206).jpg
Załącznik:
Kanary (1211).jpg
Ocean prawie na wyciągnięcie ręki. Na tarasie stół z krzesłami, leżaki do opalania, a nawet grill.
Załącznik:
Kanary (1218).jpg
Załącznik:
Kanary (1223).jpg
Dlaczego będziemy tu tylko jedną nockę? Dlaczego w ogóle to nie jest nasze mieszkanko? :lol: Fajnie byłoby mieć taką bazę wakacyjną. 8-) W ogóle nie mam ochoty opuszczać tego apartamentu. Łączę się z netem i odkrywam maila od właściciela. Opłatę za pobyt (74,70e) pobrał nam kilka dni temu z karty, teraz nas wita i prosi o przesłanie nr paszportów.

Nadchodzi 14:00, czas się ruszyć. Gdy tylko wychodzimy z domu na deptak i widzimy ten cały turystyczny "bałagan" od razu przypomina nam się, że zapomnieliśmy kupić na Fuercie magnesu. :cry:

Schodzimy na nadmorską promenadę wzdłuż której jest pełno knajpek. Wybieramy Restaurante Playa Blanca, która reklamuje się kuchnią tipico espanyol. Zamawiamy 4 tapasy – przepyszne mule w sosie marinera (5,95e), miejscowy ser w panierce (4,5e), ziemniaczki papas bravas (3,75e) oraz krążki cebulowe w cieście (3,25e), do tego karafka białego El Grifo (9,5e). Dwa pierwsze tapasy rewelacyjne, dwa pozostałe nie urywały.
Załącznik:
Kanary (1251).jpg
Załącznik:
Kanary (1248).jpg
Załącznik:
Kanary (1249).jpg
Spacerujemy, zaglądamy do sklepików, kupuję 2 pary okularów przeciwsłonecznych. 8-)
Załącznik:
Kanary (1234).jpg
Załącznik:
Kanary (1236).jpg
Załącznik:
Kanary (1239).jpg
Załącznik:
Kanary (1257).jpg
Załącznik:
Kanary (1233).jpg
Poparzenia trochę doskwierają, więc wchodzę również do jednego z wielu sklepików z produktami z aloesem. Pokazuję pani moje czerwone stópki i już wie o co chodzi. Wręcza mi specjalny żel (7,95e). Fajnie, że każdy produkt jest również w buteleczkach 100 ml czyli idealnie dla nas - podróżujących tylko z podręcznymi. Warto wspomnieć, że wszystkie kosmetyki są produkowane na wyspie, dlatego mogą stanowić idealny prezent z Lanzarote.
Załącznik:
Kanary (1263).jpg
Idziemy do naszego mieszkanka, zostawiamy zakupy. Aloes idealnie koi poparzoną skórę.
O 16:00 w porcie odbieramy samochód. Znowu Cicar, znowu 68,10 euro/3 dni. Tym razem dostajemy Seata Ibizę, specjalne malowanie a’la Cesar Manrique – taki hołd dla miejscowego artysty.
Załącznik:
Kanary (1261).jpg
Załącznik:
Kanary (1262).jpg
Skoro już mamy samochodzik to czas na pierwszą wycieczkę. Jedziemy niecałe 10km na słynną plażę Papagayo. W większości trasy droga szutrowa. Jednak warto się chwilę pomęczyć dla tego widoczku ;)
Załącznik:
Kanary (1272).jpg
Schodzimy na plażę, wybieramy cień pod skałą. A właściwie wybieramy ocean. Jest przyjemnie, ale woda mogłaby być ciut cieplejsza.
To miejsce nas relaksuje.
Załącznik:
Kanary (1276).jpg
Załącznik:
Kanary (1277).jpg
Załącznik:
Kanary (1286).jpg
Nad plażą jest widokowa knajpa z chilloutową muzyczką. My nie korzystamy, podziwiamy widoki.
Załącznik:
Kanary (1287).jpg
Załącznik:
Kanary (1271).jpg
Załącznik:
Kanary (1288).jpg
Na tym odcinku wybrzeża jest kilka plaż, odwiedzamy jeszcze jedną – dużą Playę Mujeres. Jednak nie ma tu takiego klimatu, jak na Papagayo.
Załącznik:
Kanary (1298).jpg
Załącznik:
Kanary (1299).jpg
Wracamy do nas. Delektujemy się zimnym El Grifo na tarasie. Pomału zmierzcha, gdzieś w miasteczku puszczają fajerwerki.
Załącznik:
Kanary (1302).jpg
Załącznik:
Kanary (1319).jpg
Załącznik:
Kanary (1322).jpg
Dzisiaj na kolację paella, jednak dużo jej brakuje do tej z Morro Jable.

Wracamy, mieszkanko nadal jest piękne :D Kocham ten nasz taras!
Załącznik:
Kanary (1328).jpg
Załącznik:
Kanary (1330).jpg
Załącznik:
Kanary (1335).jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 23 Lip 2016 16:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
DZIEŃ 7 – 6 czerwca

Pierwszy poranek na Lanzarote. Błękity nieba i oceanu witają nas na tarasie. Słońce razi w oczy. Wakacje w pełni. 8-)
Jemy śniadanko, pakujemy się. Żegnamy nasz piękny apartamentos.
Załącznik:
Kanary (1350).jpg
Czas ruszać w drogę i poznać wyspę. Nasz główny cel to Park Narodowy Timanfaya.
Jednak wcześniej kilka przystanków – saliny, plaże wulkaniczne i słynne zielone jeziorko w El Golfo.
Załącznik:
Kanary (1356).jpg
Pozdrawiamy mistrza drugiego planu :lol:
Załącznik:
Kanary (1389).jpg
Załącznik:
Kanary (1411).jpg
Załącznik:
Kanary (1416).jpg
Załącznik:
Kanary (1420).jpg
Załącznik:
Kanary (1425).jpg
Wjeżdżamy do Parku Narodowego Timanfaya.
Załącznik:
Kanary (1430).jpg
Załącznik:
Kanary (1433).jpg
Zatrzymujemy się przy wielbłądach. Jest to jedna z opcji zwiedzania tego miejsca. Przyglądamy się karawanie i umieramy ze śmiechu. :D Na wielbłądzie siedzi się w parach, przy każdym ruchu zwierzęcia jedna strona podskakuje do góry. Tak, jest to widok przekomiczny. Szczególnie gdy tak podskakuje człowiek wagi ciężkiej.
Załącznik:
Kanary (1435).jpg
Załącznik:
Kanary (1440).jpg
Jedziemy dalej.
Załącznik:
Kanary (1442).jpg
Dojeżdżamy do budki ze szlabanem. Kupujemy bilety wstępu (9e/os.) i wjeżdżamy na teren parku.
Załącznik:
Kanary (1443).jpg
Załącznik:
Kanary (1447).jpg
Dojeżdżamy do parkingu, gdzie pan parkingowy informuje nas, że mamy wsiąść do złotego autokaru. Tak też czynimy.
Zaczynamy objazd parku. Podziwiamy wulkany i inne formy powulkaniczne. Dookoła zastygła lawa i kratery. Jak zwykle również podziwiamy kierowcę, który takim dużym pojazdem wykonuje manewry na wąskich trasach, zakrętach, przepaściach. W tle puszczany jest audioprzewodnik w 3 językach wzbogacony o bardzo poważną muzykę. Mamy poczuć klimat armagedonu. Tu również podziw dla kierowcy, że musi tego słuchać kilkanaście razy dziennie. :D
Załącznik:
Kanary (1452).jpg
Załącznik:
Kanary (1484).jpg
Załącznik:
Kanary (1488).jpg
Załącznik:
Kanary (1493).jpg
Załącznik:
Kanary (1495).jpg
Załącznik:
Kanary (1507).jpg
Na terenie parku jest restauracja. Jako że zbliża się 14:00 z chęcią zjemy zaraz tam obiadek. W końcu nie co dzień ma się okazję jeść jedzonko z grilla zasilanego ciepłem pochodzącym z wnętrza ziemi. :)
Załącznik:
Kanary (1508).jpg
Załącznik:
Kanary (1517).jpg
Załącznik:
Kanary (1515).jpg
Po obiedzie uczestniczymy w pokazach geotermicznych.
Załącznik:
Kanary (1518).jpg
Załącznik:
Kanary (1525).jpg
Załącznik:
Kanary (1528).jpg
Po wizycie w parku Timanfaya zagłębiamy się w rejon lanzarotańskich winnic La Geria. Pierwsze, co mi przychodzi do głowy to El Grifo, które najczęściej piliśmy podczas tego wyjazdu, więc taki ustawiam cel w GPS. Po drodze zaciekawiają nas pola lawowe, na których uprawia się winorośl, więc zatrzymujemy się w przypadkowej bodedze. Zawalony parking autokarami wycieczkowymi trochę nas odstrasza. Stajemy dosłownie na chwilę i uciekamy do El Grifo.
Załącznik:
Kanary (1535).jpg
Załącznik:
Kanary (1538).jpg
Załącznik:
Kanary (1542).jpg
W El Grifo pusto, oprócz nas jeszcze jedna para. Okazuje się, że na miejscu jest Muzeum Wina. Fajnie. Kupujemy bilety z opcją 1 degustacji (4e/os.).
Załącznik:
Kanary (1610).jpg
Załącznik:
Kanary (1546).jpg
Załącznik:
Kanary (1547).jpg
Zwiedzamy posiadłość. Najpierw budynek muzealny.
Załącznik:
Kanary (1553).jpg
Załącznik:
Kanary (1551).jpg
Załącznik:
Kanary (1560).jpg
Załącznik:
Kanary (1562).jpg
Załącznik:
Kanary (1567).jpg
Załącznik:
Kanary (1571).jpg
Załącznik:
Kanary (1572).jpg
Załącznik:
Kanary (1577).jpg
W ogrodzie odkrywamy dużo kaktusów, są tabliczki - kolejna atrakcja. Nie mieliśmy w planach zwiedzać słynnego Jardin de Cactus, ale skoro w El Grifo mamy i wino i kaktusy, nie mam nic przeciwko. 8-)
Załącznik:
Kanary (1581).jpg
Załącznik:
Kanary (1584).jpg
Załącznik:
Kanary (1587).jpg
Załącznik:
Kanary (1593).jpg
Załącznik:
Kanary (1597).jpg
Spacerujemy, a później wybieramy wino do degustacji.
Załącznik:
Kanary (1601).jpg
Po wizycie w winnicy przypomina nam się, że mieliśmy również odwiedzić bodegę z winem Vulcano de Lanzarote, w którym zakochaliśmy się w Corralejo. Szybko odnajduję adres w necie, jedziemy do miasteczka Tias. Okazuje się, że bodega z „naszym” winkiem jest po prostu sklepem.
Załącznik:
Kanary (1622).jpg
Znajdujemy interesującą nas etykietę z fioletowym paskiem, szybki zakup – jest szczęście.
Załącznik:
Kanary (1623).jpg
Ruszamy dalej, nasz cel to plaża Famara.
Załącznik:
Kanary (1628).jpg
Załącznik:
Kanary (1629).jpg
Załącznik:
Kanary (1632).jpg
Playa de Famara wita nas wielkim wiatrem. Fale szaleją. Czerwone flagi wirują.
Chowamy się za „parawanem” usypanym z kamieni. Już wcześniej na Fuerteventurze też spotykaliśmy takie kamienne zatoczki. W parku z wydmami w Corralejo były one okupowane przez naturystów.
Załącznik:
Kanary (1647).jpg
Załącznik:
Kanary (1652).jpg
Załącznik:
Kanary (1658).jpg
Załącznik:
Kanary (1668).jpg
Obserwujemy surferów oraz parę, która wchodzi do wody. Facet zawraca do dziecka, które zostało na plaży, wariatka idzie dalej. Bo jak inaczej nazwać kogoś, kto mimo trudnych warunków podejmuje się kąpieli w oceanie? Kobieta zaczyna machać. Być może nie jest w stanie wrócić. Ratownik interweniuje, a dziecko zaniepokojone płacze na plaży.

Nasze sprzęty elektroniczne odmawiają posłuszeństwa – baterie wyładowane w aparacie, mój telefon pada, brak miejsca w pamięci kamery. :D To oznacza tylko jedno – czas już się ewakuować do naszego kolejnego miejsca noclegowego. Zważywszy, że trochę już dziś przeżyliśmy, czas również odpocząć.
Załącznik:
Przechwytywanie.JPG
Po drodze zatrzymujemy się podziwiać widoczki. To białe miasteczko w dole to Haria. To tu dzisiaj będziemy mieszkać.
Załącznik:
Kanary (1675).jpg
Załącznik:
Kanary (1676).jpg
Załącznik:
Kanary (1679).jpg
Parkujemy przy Calle Vista de la Vega 21, tu znajduje się nasze zakwaterowanie. Właściciel Pedro już na nas czeka. Wchodzimy do domu o tej samej nazwie co ulica Casa Vista la Vega. Schody prowadzą do salonu, kolejne schodki do 3 pokojów – jeden z nich jest nasz. Łazienka, kuchnia i pozostałe części domu są wspólne.
Załącznik:
Prezentacja2.jpg
A za oknem - widok do kolekcji. :)
Załącznik:
Kanary (1681).jpg
Załącznik:
Kanary (1685).jpg
Załącznik:
Kanary (1700).jpg
Pedro nas oprowadza, idziemy na patio, gdzie jest jacuzzi. Wchodzimy na dach, pokazuje nam gdzie jest sklep, restauracje itp. My jednak nie słuchamy, podziwiamy widoki.
Załącznik:
Kanary (1701).jpg
Oprócz nas nikogo nie ma. Pedro mieszka w domku na patio. Rozliczamy się – 30e/noc.
Mój kochany mąż proponuje mi wycieczkę – na zachód słońca na punkt widokowy Mirador del Rio. Jedziemy. Niestety im bliżej celu tym coraz gorsze warunki – wjeżdżamy w chmury.
Załącznik:
Kanary (1706).jpg
Na punkcie pusty parking. No tak – czynne do 17.45, jest napisane w przewodniku. Nie odważamy się chodzić gdzieś po skałach – chmur jest tyle, że nie widać krawędzi. Zresztą po co? Skoro nic nie widać.
Wracamy do nas. Po drodze oczywiście piękna pogoda.
Załącznik:
Kanary (1707).jpg
Wchodzimy na nasz dach – gdzieś w oddali wiszą kolorowe chmurki.
Załącznik:
Kanary (1711).jpg
Zbliża się 21:00, trochę zgłodnieliśmy. Idziemy do miasteczka na kolację.
Załącznik:
Kanary (1714).jpg
Jest tak cicho i pusto, że zaczynamy powątpiewać czy coś tu w ogóle jest otwarte. A nastawialiśmy się wcześniej, że jak będziemy mieszkać w głębi lądu to zjemy jakieś mięcho w końcu.

Dochodzimy do przydrożnego baru. Dzieci bawią się na ulicy. Pytamy chłopczyka, gdzie możemy coś zjeść mówi, że tu oraz na migi pokazuje, że jeszcze można iść prosto i w prawo. Nawet nie mamy czasu na podjęcie decyzji, bo podchodzi do nas głuchoniemy miejscowy, który pokazuje nam na migi, że tam nie, tylko tu. No to wchodzimy. :D

W środku miejscowi grają w karty. Spoglądamy na potrawy w gablocie – chyba się nie skusimy :D
Pytamy właścicielkę co można zjeść. Opowiada nam pięknie po hiszpańsku. Widzę pieczywo, pytam czy zrobi nam kanapki. Rozpromieniona mówi, że tak. Pytam o wino. Oczywiście. Wyjmuje z wielkiej lodówy spod lady na wpół napełnioną butlę białego wina, bez etykiety. :D Siadamy przy stoliku. Dobrze, że chociaż jest schłodzone, mówimy. :lol: Wino okazuje się całkiem, całkiem.
Załącznik:
Kanary (1718).jpg
Dosyć długo czekamy na posiłek, rozważamy nawet, że zjemy coś z tej gabloty. Aż tu nagle na stół wjeżdżają ciepłe tosty z serem i szynką. Nie skłamię jeśli powiem, że to były najpyszniejsze tosty w moim życiu. W dobrych nastrojach zaczynamy wykupywać cały bar – lody, chipsy na później, właścicielka namawia nas na kolejną, tym razem pełną butlę wina. Bierzemy, przyda się. :D
Załącznik:
Kanary (1720).jpg
Idziemy na spacer, zajadając się lodami – mój truskawkowy w białej czekoladzie mega pyszny.
Załącznik:
Kanary (1721).jpg
Załącznik:
Kanary (1723).jpg
Załącznik:
Kanary (1725).jpg
Tu gdzieś powinien być taki duży plac mówię, jak jechaliśmy samochodem go widzieliśmy.
Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła tego, co nam proponował chłopczyk, by iść prosto i w prawo. No to idziemy. Jest i plac. Rzeczywiście pusto, wszystkie knajpy zamknięte, Na pierwszy rzut oka. :lol:
Załącznik:
Kanary (1726).jpg
Idziemy placem, a na końcu jest i ona – otwarta „normalna” restauracja. No trudno, obeszliśmy się smakiem. ;)
Wracamy do nas. Siadamy na patio. Delektujemy się czerwonym Vulcano de Lanzarote. Przegryzamy serem, chorizo i pomidorami zakupionymi na śniadanie. Nad nami palmy i niebo pełne gwiazd. Bezcenna chwila. Idealna, na celebrację - dzisiaj minęło nam 10 lat razem.
Załącznik:
Kanary (1735a).jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 24 Lip 2016 21:41 

Rejestracja: 18 Gru 2015
Posty: 102
Loty: 81
Kilometry: 176 763
Bardzo sympatyczna relacja . Pisz dalej bo czekam :D
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 24 Lip 2016 21:58 

Gratuluję @ LaVarsovienne udanej relacji i wyprawy.
Szczerze powiem, że relacja wyjątkowo mi się podoba.
Dlaczego ?
Jakże odmienna od większości innych. Gdzie były najtańsze Lidle i Mercadony. Budki z kebabem i pizzą w kawałkach do ręki.
A tutaj mamy to co lubię.
Wynajęte auto, porządne kwatery, jedzenie i trunki w niezłych knajpach. Korzystanie z wszystkich atrakcji, jakie oferują te dwie wyspy. A nie narzekanie, że wstęp za drogi.
Jednak tacy też tutaj są. Tylko się ukrywają pod presją wszechobecnej taniości.
Trochę mało o Lanzarote. Chyba jeszcze dopiszesz ?
Muzeum- dom Cesara Manrique, Jamos de Aqua iOrzola i rejs na Graciosę td.. Nie byliście ?
Góra
 PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 24 Lip 2016 22:08 

Mi też się relacja podoba. Napisane na luzie, bez nadęcia i z humorem. Miło się czyta i ogląda, jutro na pewno dokończę.
Góra
 PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 24 Lip 2016 22:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1538
niebieski
Tyle wspomnień budzą we mnie Twoje zdjęcia :) Lanzarote to była moje pierwsza Wyspa Kanaryjska i nieśmiałe początki prób bardziej samodzielnego podróżowania (lot i hotel wykupione przez biuro, reszta zwiedzania i przejazdów we własnym zakresie). Na żadnej wyspie w tym rejonie już mi się później tak nie podobało, a trochę ich już było ;) Za parę miesięcy testujemy ostatnią - La Palmę - zobaczymy, czy przebije pierwszą.
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 24 Lip 2016 23:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
Miło, że czytacie i czekacie. Jutro będzie ciąg dalszy;-)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 27 Lip 2016 15:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
DZIEŃ 8 – 7 czerwca

Poranek w rytmie lanzarotańskiej wsi. Ryk osła poprzeplatany z pianiem koguta.
Wyglądam za okno. Jest pięknie.
Załącznik:
Kanary (1737).jpg
Dom jest cały nasz. Pedro pojechał do pracy i jego mama, z którą mijaliśmy się wieczorem najwyraźniej też. Na stoliku czeka na nas list, że klucze mamy wrzucić do skrzynki. Idziemy na dach podziwiać widoczki.
Załącznik:
Kanary (1740).jpg
Załącznik:
Kanary (1743).jpg
Załącznik:
Kanary (1748).jpg
Załącznik:
Kanary (1749).jpg
Załącznik:
Kanary (1750).jpg
Pakujemy się, a właściwie zabieramy walizki. Nie będę ukrywać, jak śpimy gdzieś tylko nockę nie za bardzo chce mi się rozpakowywać, plus taki, że jestem już spakowana. :lol:
Parkujemy w okolicach głównego placu i idziemy na śniadanie. Jakże jest tutaj odmiennie w porównaniu do wczorajszego wieczoru. Stoliki knajpek porozstawiane, kelnerzy ochoczo nas zapraszają, w tle hiszpańska muzyka. Zamawiamy po kawce i rogaliku z dżemem.
Załącznik:
Kanary (1763).jpg
Załącznik:
Kanary (1754).jpg
Załącznik:
Kanary (1761).jpg
Omawiamy plan na dzisiaj. Chcemy jechać na północ – do Orzoli, skąd wypływają stateczki na wyspę La Graciosę. Nie do końca wiemy, czy popłyniemy, w końcu przedwczoraj przybyliśmy dopiero na Lanzarote, a tu już kolejna wyspa. Ale na wszelki wypadek chcemy podjechać. :D Również na wszelki wypadek sprawdziłam w necie, że rejs jest o 12:00. :lol:

Patrzę na telefon, 11:00. Zbieramy się. Przypomina nam się, że przecież jesteśmy w miasteczku, gdzie mieszkał lanzarotański artysta Cesar Manrique. Tu jest jego dom/muzeum. Pedro nam pokazywał, jak staliśmy na dachu gdzie on jest, ale no cóż trudno cokolwiek odróżnić patrząc z góry na niczym się nieróżniące białe domki. Szybka decyzja – odpuszczamy. W końcu ze sztuką Manrique’a spotykamy się dość często podróżując po wyspie – chociażby liczne rzeźby na rondach, czy restauracja z wulkanicznym grillem w Parku Narodowym Timanfaya.

Jedziemy do Orzoli, od której dzieli nas ok. 15 km. Po drodze znowu widzimy unoszące się chmury nad Mirador del Rio, czy tam kiedykolwiek panują dobre warunki?

Mijamy tabliczkę Orzola. Mówię mężowi, że jeden z forumowiczów napisał, że chciałby tu osiąść na stałe, dodaję, że pewnie musi być tu sielsko. Wtem jak na zawołanie przylatują 4 helikoptery. Atmosfera jak z filmu, którego akcja dzieje się na Bliskim Wschodzie. :D 2 helikoptery wiszą nad 1 domem, pozostałe 2 krążą wokół gór. Robię zdjęcia. Trochę wygląda to jak strefa zrzutu. Pojawia się niepokój, czy zaraz jakiś snajper nas nie zdejmie. :D
Załącznik:
Kanary (1768).jpg
Załącznik:
Kanary (1769).jpg
Załącznik:
Kanary (1773).jpg
Załącznik:
Kanary (1776).jpg
Chwila zastanowienia i jedziemy do portu. Nagle wszystko szybko się toczy: Państwo na rejs to proszę zaparkować tu, idziemy do budki, kupujemy bilety (20e/RT) i kilka minut później już siedzimy na pokładzie statku. :D Zaraz wypłyniemy na trzecią wyspę kanaryjską La Graciosę.

W Orzoli zrobiło się pochmurno. Odpływamy. Statek walczy z falami. Nieźle nami buja.
Im bliżej nieznanego lądu, powraca błękit nieba. Uff. :P
Załącznik:
Kanary (1787).jpg
Po ok. 30 minutach dopływamy. Wita nas miasteczko Caleta del Sebo.
Załącznik:
Kanary (1799).jpg
Załącznik:
Kanary (1808).jpg
Załącznik:
Kanary (1818).jpg
Idziemy w stronę plaży. Już od pierwszych chwil jesteśmy zauroczeni.
Załącznik:
Kanary (1825).jpg
Załącznik:
Kanary (1841).jpg
La Graciosa jest mega boska, piękna i cudowna, tak mogło wyglądać Saint Tropez za czasów "I Bóg stworzył kobietę", chodzi się boso, bo prawie wszędzie jest piasek, niska zabudowa, białe domki i chilloutowy klimat. Dozujemy sobie tę wyspę, spacerujemy, ale nie idziemy dalej. My tu wrócimy. Wiem o tym. Oboje to czujemy.
Załącznik:
Kanary (1858).jpg
Załącznik:
Kanary (1863).jpg
Załącznik:
Kanary (1869).jpg
Załącznik:
Kanary (1884).jpg
Załącznik:
Kanary (1892).jpg
Załącznik:
Kanary (1894).jpg
Trochę zazdrościmy jednej parze. On na tarasie z komputerkiem, ona na leżaczku na plaży czyta książkę. Nie chodzi o to co dokładnie robią. Każde robi to, co chce w danym momencie, nigdzie się nie spiesząc, wtopieni w naturę. Dookoła spokój i cisza.

Plażujemy trochę, a potem siadamy na kanapie knajpy. Zamawiamy pizzę z krewetkami i białe wino. Przynosi sycylijskie z okolic Trapani, a więc zaczynamy wspominać Trapani, gdzie czuliśmy się bardzo dobrze i mamy miłe wspomnienia. Ludzie przylatujący na Sycylię od strony zachodniej zazwyczaj jadą gdzieś dalej, w kierunku Palermo i pomijają Trapani. Albo jak już są to nie polecają. U nas to miasto było miłym początkiem i cudownym zwieńczeniem 2-tygodniowych sycylijskich wakacji. Ot taki włoski OT na kanaryjskiej ziemi :lol:
Załącznik:
Kanary (1901).jpg
Załącznik:
Kanary (1914).jpg
Załącznik:
Kanary (1906).jpg
Załącznik:
Kanary (1911).jpg
Załącznik:
Kanary (1915).jpg
Statki powrotne na Lanzarote odpływają prawie o każdej pełnej godzinie. Nadchodzi moment, że i my z niego korzystamy.
Załącznik:
Kanary (1917).jpg
Załącznik:
Kanary (1918).jpg
Załącznik:
Kanary (1920).jpg
Załącznik:
Kanary (1925).jpg
Załącznik:
Kanary (1928).jpg
Załącznik:
Kanary (1932).jpg
Załącznik:
Kanary (1936).jpg
Załącznik:
Kanary (1947).jpg
Orzola znowu wita.
Załącznik:
Kanary (1961).jpg
Załącznik:
Kanary (1959).jpg
Załącznik:
Kanary (1963).jpg
Traktujemy to miasteczko dosyć powierzchownie, a właściwie uciekamy dać trzecią szansę Mirador del Rio. Pogoda na szczycie zrobiła się wymarzona. Nie ma śladu po gęstych chmurach.
Załącznik:
Kanary (1974).jpg
Kupujemy bilety wstępu (4.5e/os.) i wchodzimy podziwiać kolejne dzieło Cesara Manrique’a. Korytarz prowadzi nas do pieczary z panoramicznymi oknami. Tu można usiąść i coś wypić.
Załącznik:
Kanary (1977).jpg
Załącznik:
Kanary (2019).jpg
Załącznik:
Kanary (2021).jpg
Wychodzimy na zewnątrz. Jest i nasza faworytka – La Graciosa. Widoczność cudowna. Widoki boskie.
Załącznik:
Kanary (1979).jpg
Załącznik:
Kanary (2001).jpg
Załącznik:
Kanary (1992).jpg
Przechodzimy przez knajpę, schodami wspinamy się wyżej.
Załącznik:
Kanary (2003).jpg
Załącznik:
Kanary (2012).jpg
Warto było tu wrócić, by się zachwycić.
Załącznik:
Kanary (2014).jpg
Nastawiamy w GPSie miasteczko Puerto del Carmen – naszą ostatnią bazę noclegową. Po drodze drogowskaz na jaskinie Del Agua. Pomijamy, jedziemy dalej. Za jakiś czas znowu – drogowskaz na jaskinie, być może skręt ostatniej szansy. :lol: Skręcamy i stajemy, by przegadać temat, spoglądając na plażę.
Załącznik:
Kanary (2022).jpg
Po zeszłorocznej wizycie w jednej z majorkańskich jaskiń, gdzie był tłum ludzi już wtedy uznaliśmy, że chyba jaskiniami jesteśmy nasyceni na ładnych parę lat. Poza tym trochę już dziś poszło kasy na atrakcje. ;) Sorry Manrique, nie tym razem, wolimy dołożyć te 20e na dobrą kolację :D

Jedziemy w dobrych nastrojach, muzyka gra, wizyta na La Graciosie zrobiła nam dzień. 8-)

Dojeżdżamy do hotelu Los Fariones, gdzie zostaniemy na 2 ostatnie nocki.
Pod samym hotelem zwalnia się miejsce. Idealnie:) Szybki meldunek, rozliczenie i jedziemy na piąte piętro.
Otwieramy drzwi pokoju 553, biegnę na balkon. Tak, o to właśnie chodziło. :D
Załącznik:
Kanary (2035).jpg
Jak zobaczyłam w necie zdjęcia tych długich palm, przywołujących wspomnienie Kenii, wiedziałam, że tu muszę zamieszkać. Wybraliśmy opcję pokoju na górnych piętrach, co teoretycznie było 10e droższe od pozostałych pokoi, ale pewnego dnia wchodzę na ich stronę, a tu promo, cena przekreślona i wyszło 10e taniej, niż pokój na niższych piętrach. Za nockę ze śniadaniem 95,85e. Sam pokój w porządku, choć pewnie przydałby się jakiś remont, by to wszystko unowocześnić. Zważywszy, że nie ma w nim lodówki. :? Co raczej się nie zdarza w hotelach 4-gwiazdkowych. Wiadomo całą robotę robi widok i położenie.
Załącznik:
Kanary (2026).jpg
Załącznik:
Kanary (2038).jpg
Idziemy zwiedzić teren – mijamy basen, później mniejszy, by dojść do kameralnej piaszczystej plaży - lubimy ją od pierwszego wejrzenia :)
Załącznik:
Kanary (2039).jpg
Załącznik:
Kanary (2041).jpg
Załącznik:
Kanary (2043).jpg
Załącznik:
Kanary (2045).jpg
Załącznik:
Kanary (2050).jpg
Załącznik:
Kanary (2055).jpg
Sielankę przerywa pojawienie się helikopterów, może śledzą nas od Orzoli? :D
Załącznik:
Kanary (2047).jpg
Na balkonie chwila relaksu przy szklaneczce wina spod lady zakupionego w barze z Haria. Jestem zachwycona tym praktycznym korkiem. Noi jaka pamiątka. :D Tak, oczywiście zabieramy go do domu. :D
Załącznik:
Kanary (2058).jpg
Załącznik:
Kanary (2061).jpg
Na kolację idziemy do portu.
Załącznik:
Kanary (2067).jpg
Załącznik:
Kanary (2073).jpg
Załącznik:
Kanary (2079).jpg
Trochę się włóczymy, aż w końcu wybieramy restaurację Casa Roja. Mąż zamawia mix tapasów (14,5e), ja spaghetti z owocami morza (11,5e). Ceny jak widać zaporowe, ale sponsorem jest dzisiaj po części Cesar Manrique. :lol: Na początek ceremoniał podania bułeczek z sosami, aż dwóch kelnerów musiało się pofatygować, by nałożyć nam pieczywko (taaa, to na pewno będzie zaznaczone w rachunku :D ). Później nasze dania. Istne niebo w gębie. Do tego te widoczki.
Załącznik:
Kanary (2084).jpg
Załącznik:
Kanary (2089).jpg
Załącznik:
Kanary (2092).jpg
Załącznik:
Kanary (2093).jpg
Załącznik:
Kanary (2094).jpg
Po kolacji robimy spacer przez całe miasteczko - od portu do nowej części. Trochę wkurza, że główną rozrywką są tutaj Irish Puby, w których występują muzycy o wątpliwym talencie wokalnym. ;) Nawet w jednym na chwilę przysiadamy, ale to nie są nasze klimaty. A gdzie jakiś lokal z hiszpańskimi gitarkami, dźwiękami? Kładziemy się spać trochę obrażeni na Puerto del Carmen;-)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez LaVarsovienne 30 Sie 2016 17:46, edytowano w sumie 4 razy
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
cyberpunk64 uważa post za pomocny.
 
 
#17 PostWysłany: 27 Lip 2016 15:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1538
niebieski
Na zwiedzanie atrakcji związanych z Manrique najbardziej opłaca się multiticket, jest w kilku opcjach - najdroższa za 30 euro obejmuje Jameos del Agua, Cueva de los Verdes, Fire Mountain, Mirador del Río, Cactus Garden, International Museum of Contemporary Art (MIAC) – Castillo de San José. My byliśmy wszędzie plus dołożyliśmy jeszcze kilka euro za dom samego Manrique :)
Jaskinie, które odpuściliście, zdecydowanie warte są odwiedzenia :)
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 02 Sie 2016 12:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Maj 2014
Posty: 16
Gratuluję 4 rocznicy ślubu w urzekających okolicznościach przyrody ;o)
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 03 Sie 2016 15:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
DZIEŃ 9 – 8 czerwca

Hotelowe śniadanie. Trochę odzwyczailiśmy się od tłumów o poranku. Do tej pory niespieszna celebracja posiłku na balkonie, czy tarasie, a tu stanie w kolejce i walka o kawę ;)

Relaksujemy się przy basenie, łapiąc ostatnie chwile kanaryjskiego słońca.
Załącznik:
Kanary (2110).jpg
Załącznik:
Kanary (2118).jpg
Załącznik:
Kanary (2128).jpg
Gdy błogie lenistwo zaczyna się nam nudzić, jedziemy na ostatnią wycieczkę – do stolicy wyspy - Arrecife. Do przejechania mamy ok. 15 km.

Parkujemy przy Playa del Reducto. Idziemy wzdłuż ładnej plaży. Niestety nie jest przyjemnie, rozkopy na ulicy i unoszący się smród smoły…współczuję plażowiczom, że muszą to wdychać. Mało brakowało, a dzielilibyśmy ich los. Zależało nam, żeby ostatnia baza noclegowa znajdowała się w miarę blisko lotniska, nie da się ukryć ceny w stolicy były kuszące, jednak „kenijskie” palmy przeważyły o wyborze. Uff :D
Załącznik:
Kanary (2140).jpg
Załącznik:
Kanary (2138).jpg
Im dalej w miasto, odkrywamy że prace remontowe nie ograniczają się do jednej ulicy, rozkopane jest wszystko :D Masakra.
Idziemy deptakiem, upał niemiłosierny, nagrzany beton przypomina, że jesteśmy w mieście. Jedynie widok oceanu i zakotwiczonych łódeczek daje ukojenie.
Załącznik:
Kanary (2168).jpg
Ciekawa budowla zachęca nas do wejścia. Na pewno z tarasu jest ładny widok. Okazuje się, że w środku mieści się informacja turystyczna, a góra jest zamknięta. Szkoda.
Załącznik:
Kanary (2169).jpg
Załącznik:
Kanary (2170).jpg
Załącznik:
Kanary (2172).jpg
Załącznik:
Kanary (2179).jpg
W Puerto del Carmen o 16:00 musimy oddać samochód. Jest za dwadzieścia, a czeka nas jeszcze tankowanie. Próbujemy wrócić do samochodu. Nie da się :D
Załącznik:
Kanary (2180).jpg
Trochę błądzimy w poszukiwaniu Cicara, na szczęście możemy oddać auto również w wypożyczalni Cabrera Medina, którą po drodze znajdujemy. Pan nawet nie wysilił się, żeby wyjść z biura i sprawdzić nasz bak. Tym razem mieliśmy oddać full. Żegnamy nasz samochodzik.

Idziemy wzdłuż Avenida de las Playas, czas na obiad. Nie da się ukryć, że nasz budżet zmalał do minimum. Wybieramy zatem szybko i tanio. Wchodzimy do Hindusa, knajpa zwie się Inidian Aroma. Duże zimne piwko za 1,5e, mąż szczęśliwy :D Kanapki za kilka euro, świetnie doprawiony kurczak, pyszny sos, kebaby mogą się schować. 8-)
Załącznik:
Kanary (2184).jpg
Załącznik:
Kanary (2191).jpg
Wracamy do hotelu, by jeszcze poplażować. Po drodze zakupy w sklepie u Chinek – jeszcze nie widziałam tylu magnesów. :D Kupujemy jeden z namalowaną mapką Laznarote i La Graciosy. Próbują nam znaleźć brakującą Fuerteventurę, niestety nie ma.

Wchodzimy jeszcze do spożywczego w pobliżu hotelu. Chcemy wybrać pożegnalne „bąbelki”. W lodówkach tylko kilka butelek, więc wybieramy z półki wino musujące o ładnej nazwie „Duet” :) Wkładamy do sklepowej lodówki, skoro nie mamy w pokoju, niech się schłodzi tu, a później je kupimy, oby tylko nikt nas nie wyprzedził. :lol:

Na plaży łapiemy ostatnie wakacyjne chwile. Kąpiemy się w oceanie, co jakiś czas przepływa obok nas ławica rybek.
Załącznik:
Kanary (2194).jpg
Załącznik:
Kanary (2204).jpg
Załącznik:
Kanary (2221).jpg
Załącznik:
Kanary (2223).jpg
Słońce coraz niżej. Idziemy się przebrać. Mąż idzie po nasze winko, a ja pomału zaczynam pakowanie.
Duet schłodził się idealnie. 8-) Wracamy zatem na plażę, by celebrować ten ostatni kanaryjski wieczór. Wczasowicze poszli na hotelową kolację. Cała plaża nasza. 8-)
Załącznik:
Kanary (2227).jpg
Załącznik:
Kanary (2228).jpg
Wspominamy. 3 wyspy, 5 miejsc noclegowych, 9 dni. Było bosko!:-)
Na szczęście jeszcze tu jesteśmy. Możemy patrzeć na ocean, dotykać piasku, wsłuchiwać się w kołysanie palm i szum oceanu.

Zaczynamy planować już nowe. :D Tęsknimy za Grecją, najlepiej mała wyspa na tydzień, gdzie będziemy siedzieć i prawie nic nie robić. Tak jak ta para na La Graciosie. Totalny luz, bez bycia w drodze. Koleżanka polecała nam Skopelos, może się skusimy. Myśl o tym, że jak wrócimy do domu zaczniemy coś organizować wprowadza nas w bardzo dobry nastrój.:)
Załącznik:
Kanary (2238).jpg
Załącznik:
Kanary (2245).jpg
Załącznik:
Kanary (2260).jpg
Załącznik:
Kanary (2265).jpg
Pomału się ściemnia. Czas ruszyć na ostatnią wieczerzę. Dzisiaj sponsorem będzie Visa. Ostatnie euro przydadzą się na taxi, bilety, czy kawkę na lotnisku.
Idziemy w stronę portu, pozwalamy kelnerom nas zachęcić do swoich restauracji. W jednym lokalu się nie udaje, ale w drugim ulegamy. Dzisiaj będzie paella, w towarzystwie miejscowego białego wina.
Załącznik:
Prezentacja1.jpg
W hotelu witają nas dźwięki hiszpańskiej gitary. Niestety ostatnie dźwięki, bo pan już zwija sprzęt.
Pakujemy się, jutro wczesna pobudka.
Buenas noches Lanzarote!

DZIEŃ 10 – 9 czerwca

Jest 5:30, za oknem ciemno, słońce jeszcze śpi.
Pan w recepcji proponuje nam śniadanie, miło, nie spodziewaliśmy się tego o tak wczesnej porze. Trochę czujemy się najedzeni wczorajszą kolacją, więc niestety nie korzystamy.

Z hotelu na lotnisko mamy niecałe 10 km. Jedziemy taxi.

Dzisiaj czekają nas 2 loty. Do Polski z Lanzarote nie ma bezpośrednich połączeń rejsowych. Wybraliśmy zatem powrót przez Bergamo.
Przy okazji dobry moment, by wspomnieć o naszych lotach. Dosyć późno zabraliśmy się za polowanie na bilety, bo w kwietniu. Wtedy za lot z Modlina na Fuertę Ryanair krzyczał sobie ok. 400 zł/os. Kiedy w połowie kwietnia cena spadła do 319 zł/os. nie narzekałam, bookowałam. :D Tydzień później dokupiliśmy powrót z Lanzarote do Bergamo 38,69 euro/os. i z Bergamo do Modlina 21,59 euro/os. W sumie wyszło niecałe 1200 zł za wszystkie bilety dla naszej dwójki.

7:50. No więc lecimy do włoskiego Bergamo, gdzie czeka nas 8-godzinny stopover.
Załącznik:
Kanary (2283).jpg
W samolocie istna komedia. Włosi najpierw opili się kawy, później przez cały lot tworzyli kolejkę do toalety. :lol: Wśród kolejkowiczów stał kapitan, w mundurze, z belkami i czapce na głowie, na szczęście okazało się, że to nie ten, co powinien być za sterami naszego boeinga, a kapitan z kubu jachtowego :D

4 godziny później lądujemy. Bergamo, Bergamo, ti amo? Kto by pomyślał, że spotkamy się tak szybko. To tutaj przywitaliśmy 2016 rok. Jesteśmy znowu. 8-)
Załącznik:
Bergamo (1).jpg
Idziemy przez parking drogowskazami do miejsca, gdzie zostawia się bagaż. Na przystanku kupujemy w automacie dobrze nam znane bilety dobowe. Wsiadamy w autobus i jedziemy do końca - na Citta Alta. Po drodze mijamy Mercure Bergamo Centro Palazzo Dolci, w którym spędziliśmy sylwestrową nockę. Mijamy także funicolare, gdyż po wcześniejszym pobycie w tym mieście nie stanowi już dla nas atrakcji.
Wysiadamy na Citta Alta, chcemy od razu przedostać się na wzgórze San Vigilio. Do odjazdu kolejki zostało trochę czasu, więc idziemy się odświeżyć i chwilę zrelaksować do pobliskiej knajpy.
Załącznik:
Bergamo (3).jpg
Na wzgórzu spacerujemy. W końcu możemy zapuścić się w tereny zamkowe, które zimą były zamknięte. W oddali słychać nadchodzącą burzę.
Załącznik:
49.jpg
Załącznik:
50.jpg
Załącznik:
51.jpg
15.30 mamy ochotę na obiad. Niestety odwiedzona przez nas wcześniej Pizzeria San Vigilio ma kuchnię od 19:00 :? zimą przyjęli nas w porze obiadowej.
Grzmi coraz bardziej, zjeżdżamy na Citta Alta. Nasze drugie sprawdzone miejsce Pizzeria Da Mimmo również ma sjestę.
To czerwcowe Bergamo różni się od tego sylwestrowo-noworocznego. Jest czwartek, dzień roboczy, więc nie tętni życiem, knajpy nas nie chcą, na dodatek zaczyna padać. :roll:
Szybka decyzja uciekamy przed burzą naprzeciwko, do otwartej knajpki/sklepu Mimi. To miejsce też jest nam znane. Tutaj kupiliśmy sylwestrowe prosecco. I gdybym miała bagaż rejestrowany pewnie wykupiłabym połowę sklepu. :lol: W środku kameralnie, kilka stolików. Zamawiamy obiad. Ja próbuję słynne Casoncelli alla Bergamasca, mąż jakąś bardzo nieudaną pizzę, na szczęście małą.
Załącznik:
52.jpg
Idziemy w deszczu. Zjeżdżamy na dół, gdzie naszą kolejną bazą na przeczekanie pogody staje się lodziarnia GROM. Deszcz jednak nie ustaje, zmykamy zatem na lotnisko.
Robimy zakupy, jak zwykle znajdzie się miejsce w podręcznym na butelkę czerwonego włoskiego wina. :D W pobliżu naszego gate A11 wchodzimy do fajnej knajpki. Jest piec do pizzy, jest wino, długo się nie zastanawiamy, zważywszy, że mąż niepocieszony po obiedzie.
Jest 20:00, odlot za 50 minut, do naszego gate już ustawia się kolejka, a my rozpoczynamy pyszną kolację. :) Dolce far niente, chwilo trwaj!:-)
Załącznik:
Bergamo (88).jpg
Słońce wychodzi na pożegnanie;-) Adiós Islas Canarias, adios vacaciones!
Załącznik:
Bergamo (89).jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez LaVarsovienne, 30 Sie 2016 18:27, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 04 Sie 2016 21:12 

Rejestracja: 18 Gru 2015
Posty: 102
Loty: 81
Kilometry: 176 763
Potraktuję Twoją relację jak przewodnik - kiedyś wyruszymy śladami LaVarsovienne :D :lol: 8-) . Super bardzo mi się podobało - czekam na następne podróże i relację. Czy była byś taka miła i napisała do mnie na prv - ja nie mogę mam za mało postów.
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group