Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 29 Maj 2022 15:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Lis 2016
Posty: 16
Loty: 225
Kilometry: 505 535
Nie wiem czy mój debiut relacjowy będzie dla kogoś przydatny, ale pierwszy raz postanowiłam spisać relację również dla samej siebie. Niestety pamięć się szybko zaciera i pewne szczegóły z czasem ulatują.

Moim celem jest odwiedzenie wszystkich regionów świata. Jako kryterium podziału przyjęłam listę regionów świata ONZ. Do końca zostało mi 5 regionów.

Jednym z regionów jest Polinezja. Ceny biletów na polinezyjskie wyspy są bardzo wysokie, nie mówiąc już o rzeczywistości covidowej, gdzie po prostu często nie można/bardzo trudno wjechać. Ryzyko, że bilety za parę ładnych tysięcy przepadną, jest też duże. I wtedy widzę całą na biało promocje biletów na Hawaje. Region się zgadza – biorę! Zostajemy szczęśliwymi posiadaczami biletów na Hawaje, a następnie sprawdzam ceny noclegów. Ups. Nie spodziewałam się, że będzie tanio. Spodziewałam się cen: „drożej niż w kontynentalnym USA, ale coś się znajdzie”. A tu jednak sporo drożej.

Image

Od razu odrzuciliśmy też główną wyspę Oahu z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że być może kiedyś w przyszłości uda się wrócić w te regiony na dłużej i będziemy się na przykład przesiadać w Honolulu, więc można to zostawić na to kiedyś. Po drugie nie leci się na drugi koniec świata, żeby odwiedzić najbardziej zaludnioną wyspę, no nie? 😊 Koncepcja ta niestety, też nie pomogła w obniżeniu kosztów. Kolejnym problemem do rozwiązania okazał się transport, czyli ceny wynajmu aut – kosmos. Ponoć wypożyczalnie wyzbyły się dużej liczby aut podczas lockdownów i teraz jest niedobór, bo turystów w związku z luzowaniem obostrzeń przybywa. A to winduje ceny.

Rozpisałam sobie wszystkie miejsca, które chcę odwiedzić na każdej wyspie i sporo można było ogarnąć przy pomocy transportu publicznego, ale oczywiście nie wszystkie. Decyzja była taka, żeby na każdej wyspie wziąć auto na 1 dzień i objechać wszystkie te miejsca, gdzie autobusy nie dojeżdżają. Jako, że jesteśmy fanami przemieszczania się z buta, wszędzie tam, gdzie odległość na to pozwalała chodziliśmy na piechotę.

To może co było tanie? Oczywiście pamiętając przy tym, że jest to jeden z tych kierunków, że nawet jak jest tanio to jest drogo :D. Jedzenie! Korzystaliśmy z miejscowych sieciówek z jedzeniem zwanych L&L Hawaiian Barbecue. Ceny bardziej niż przystępne, a dodatkowo same lokalne specjały. Czegóż chcieć więcej? Można popróbować wielu potraw typowo z regionu. Jak np. Kaula Pig, ale też ryby czy owoce morza. Wiadomo jak to w USA, żadne tam wykwintne jedzenie, po prostu smażone w panierze. Niech jednak pierwszy rzuci kamieniem ten co nigdy nie ma ochoty na takie guity pleasure przy pomocy comfort food. Tanie były lokalne autobusy – pojedynczy bilet 2$.
Tanie były również przeloty lokalne. Linia Southwest wchodziła wtedy na rynek hawajski i miały promocje na przeloty za 44$ w wersji flex. Przydało się. Rzeczywiście zmienialiśmy przeloty w trakcie pobytu. Loty niestety z przesiadkami w Honolulu, a nie bezpośrednie, na szczęście bez długiego oczekiwania na lotnisku. Loty super krótkie po 20 minut.

Plan był następujący: 5 dni na Kauai, 4 dni na Hawai (Big Island) i 6 dni na Maui.

Nie chcieliśmy wciskać w plan dużo więcej, żeby mieć czas na w miarę spokojne zwiedzanie, a nie bieganie z wywalonym jęzorem. Choć przyznaję, że dni samochodowe były intensywne.

W chwili naszego wylotu musieliśmy mieć certyfikat szczepień, test antygenowy i kod QR hawajski.

Dzień 1 15.01.2022 – 11 550 kroków
Lot GDN – FRA - LAX – Kauai (LIH) Lufthansa

Z lotniska oczywiście postanowiliśmy iść z buta. Hotel był blisko. Nieudało nam się to jednak, bo przemiły pan się zatrzymał i podrzucił nas do hotelu. To się okazało standardem i zdażyło się jeszcze wiele razy podczas wyjazdu.

Noclegów w akceptowalnej cenie jest tak mało, że nie ma z czego wybierać. Airbnb też szału nie robi. Dodatkowo chcąc korzystać z transportu publicznego ważna jest lokalizacja. Padło na Kauai Palms Hotel, który był jednym z tańszych opcji (170$ za noc), a dodatkowo blisko busów. Pokój jak pokój.

Image

Tego samego dnia postanowiliśmy iść na piwo do lokalnego baru. Wybraliśmy naszym sposobem największą mordownie w okolicy. To wiąże się przynajmniej z dwoma plusami: lokalny folklor zawsze na propsie i lepsze ceny. Przysiedliśmy się do miłego Pana przy barze, który jak się okazało był znajomym właścicieli lokalu. I tak się jakoś potoczył ten wieczór, że barman nam postawił piwo, a Pan dał nam kolację na wynos, żebyśmy nie byli głodni 😊. Dobry początek.

Dzień 2 – 16.01 – Poipu Beach i Maha'ulepu Heritage Trail – 27 955 kroków


Na ten dzień zaplanowałyśmy na rozruch spacer.

Transport oczywiście publiczny – bilety kupuje się u kierowcy – tylko kwota odliczona – około 2 dolary.

Image

Wybraliśmy plaże Poipu, która słynie z żółwi. Dodam tutaj nawiasem, że wszędzie, gdzie dotąd byliśmy i miały być żółwie, ich nie było, bo prądy nie te, pora nie ta, za małe fale, za duże fale, fale nie z tej strony :P . A tutaj? Też nie było :D. Michał wszedł do wody z okularkami i nic. Były za to dwie cudne foczki, zwane Mniszkami Hawajskimi. Jest to gatunek zagrożony, populacja to około 1750 osobników. Foczki były ogrodzone, żeby turyści nie wchodzili im w drogę i żeby mogły w spokoju odpoczywać. Troska o przyrodę bardzo nas w Hawajczykach ujęła. Nie tylko ratownik bacznie się przygląda turystom, ale wszyscy lokalesi! Podchodzisz za blisko? Ktoś zwróci Ci uwagę. Bardzo mi się to podobało.

Image


Image


Image


Image

Spotkaliśmy też kolejne zwierzęta – kury, koguty, kurczaki. Tak to nie żart. Na tablicach pokazujących polinezyjskie zwierzęta też są uwzględnione. Są wszędzie, co wydało nam się ciekawe, więc doczytaliśmy ich historię. Podczas huraganu kurniki uległy zniszczeniu, kury uciekły, rozeszły się po całej wyspie i nastąpił proces odwrotny udomowieniu – czyli zdziczały. Rzekomo jest to ciekawy przypadek dla naukowców, bo niewiele jest gatunków u których można właśnie zaobserwować wtórne zdziczenie (czy jak tam to powinno się poprawnie nazywać).

Image

Image

Po krótkim pobycie na plaży Poipu, poszliśmy na spacer wzdłuż wybrzeża Maha'ulepu Heritage Trail.

Image

Image

I z klifu zobaczyliśmy pływające żółwie. A więc one istnieją! Nie jest to globalny spisek! :D Ale nie tylko żółwie. Z klifów było widać, daleko, ale jednak - wieloryby. W zimie jest sezon na obserwację wielorybów. Przypływają z zimnych północnych wód, żeby urodzić młode, podkarmić je i płynąć z powrotem na północ. Ale o tym napiszę jeszcze parę słów później.

Image

Mijaliśmy też piękne resorty, których ceny zdecydowanie nie były na naszą kieszeń.

Image

Wieczorkiem przy motelu w małej restauracyjce próbujemy lokalnej odmiany, chyba można powiedzieć ramenu, czyli zupy saimin. Biorę z konserwą SPAM, którą można spotkać przyrządzaną na różne sposoby na całych Hawajach. Jak dla mnie dziwne i szału nie ma. Może przez tą konserwę?

Image

Miał być mały spacer, a wyszło jak zawsze. Jesteśmy zachwyceni tym pierwszym dniem. Zupełnie nie spodziewaliśmy się, że dane nam będzie podziwiać mniszki na plaży i że już pierwszego dnia zobaczymy wieloryby.

Dzień 3 – 17.01 Haena Staten Park – 34 394 kroków

Dzień zaczynamy od typowej amerykańskiej restauracji śniadaniowej. Knajpka Dani’s jest blisko hotelu i jest otwarta od 5. Próbujemy Kaula Pig – długo pieczona, szarpana wieprzowina, tradycyjnie tylko z dodatkiem liści taro i sola morską. Jak dla mnie danie po prostu mdłe. A może źle przyrządzone? Dam mu jeszcze szanse gdzie indziej. Nie ma dziś już taryfy ulgowej, to będzie długi dzień. Po dolewce kawy, mamy siły ruszać dalej. Wsiadamy w busa skoro świt i jedziemy do miejscowości Hanalei.

Najlepszym sposobem na odwiedzenie parku wybrzeża Na Pali jest 2-3 dniowy trekking do Kalalau Beach. W tym celu trzeba mieć ze sobą sprzęt kempingowy i z dużym wyprzedzeniem ogarnąć zarówno bilety do parku jak i specjalny permit na trekking. Liczba permitów mocno limitowana. My tą opcję odpuściliśmy, głównie ze względu na potrzeby sprzęt. Cały musieliśmy kupić w USA, bo lecieliśmy z małym bagażem.

Zdecydowaliśmy się na przejście odcinka do Hanakāpī'Ai Beach i potem do Hanakapi'ai Falls. Autobusem dojechaliśmy do Hanalei. Niestety dalej trzeba wziąć shuttle. Shuttle za 10 km, wraz z biletem do parku kosztuje 35$. Można go kupić na https://gohaena.com/. Inną opcją jest wykupienie parkingu i pojechanie autem, ale ze względu na ceny wynajmu aut, była to opcja zasadniczo droższa. I gorsza bo parking dostajemy tylko na 4 godziny, to za mało.

Odwiedzamy plaże Ke'e Beach i idziemy dalej do Hanakāpī'Ai Beach. Trasa jest bardzo malownicza, ale też bardzo śliska. W pewnym momencie następuję klasyczny duposiadek. Po drodze znowu widzimy wieloryby.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Droga zajmuje nam dłużej niż myśleliśmy. W dalszej kolejności chcieliśmy odwiedzić Hanakapi'ai Falls. Okazuje się, że jest na to trochę za późno i pomimo, że mój mąż powiedział przed wyjazdem „przeczytałem, że na Hawajach nie ma komarów” – nie do końca jest to prawda. Dosłownie 100m od plaży na trasie do wodospadów jest ich już tak dużo, że decydujemy się zawrócić. Otóż komary SĄ na Hawajach i w niektórych miejscach nawet dużo. Ja mam alergię, niestety. Mam manierę wciskania w plan za dużo rzeczy i próbuję się tego oduczyć. Decyzja odwrotu jest podyktowana również tym, żeby wrócić na spokojnie i nacieszyć się widokami, a także przejść się w okolice Tunnel Beach. Wracając zachodzimy ponownie na plażę Ke'e Beach i czeka na nas kolejna foczka. Jako że plaża bardziej odludna, nie jest odgrodzona sznurkiem. Wygląda przepięknie na tle Na Pali Coast!

Image

Image

Kontynuujemy spacer do Tunnels Beach. Naszym oczom ukazuje się wychodzący z wody wprost z na nas piękny żółw. Obchodzimy go ostrożnie robiąc zdjęcia na dużym zoomie.

Image

Image

Image

Image

Image

Przechodząc dalej widzimy kolejnego odpoczywającego na plaży.

Image

Wracamy do shuttle busa i jedziemy do Hanalei. Mamy jeszcze sporo czasu do ostatniego autobusu do Lihue. Postanawiamy zjeść we wspomnianym L&L Hawaiian Barbecue, a następnie pokręcić się po okolicy. Ja wybieram smażone krewetki i rybę, w zestawie mam nawet jednego przegrzebka, pycha! Michał Loco Moco, czyli kotlet jak do hamburgera, jednak z ryżem i sosem pieczeniowym. Wszystko podane z sałatką makaronową.

Image

Na plaży Hanalei Beach oglądamy zachód słońca i wracamy do Lihue.


Dzień 4 – 18.01 Dzień samochodowy Kalalau Lookout i Waimea Canyon – 13 946 kroków


Auto mieliśmy zabukowane z lotniska. Najniższa klasa za 150$ za dzień, z pełnym ubezpieczeniem bez wkładu własnego. Można oczywiście ubezpieczenie kupić osobno, ale trzeba mieć na uwadze, że trzeba kupić osobno wtedy również podstawowy pakiet OC, bo w stanach da się wypożyczać auto zupełnie bez ubezpieczenia. Dla spokoju wzięliśmy cały pakiet z wypożyczalni. Gdy doszliśmy na miejsce Pani w okienku zaproponowała za dodatkowe 35$ Mustanga cabrio. No cóż i tak drogo – niech chociaż będzie fajnie :D.

Image

Auto zrobiło szał – pierwszy raz mamy okazje jechać w kabriolecie.

Image

Image

W pierwszej kolejności pojechaliśmy na Kalalau Lookout. Przeszliśmy się również nieco w okolicy. Za bilet do parku płaci się w kasach samoobsługowych. Widoki na Na Pali Coast przepiękne!

Image

Image

Image

Następnie oglądamy Waimea Canyon zatrzymując się na różnych punktach widokowych. Kanion jest bardzo malowniczy, ale po widokach na Na Pali i odwiedzonym kiedyś Wielkim Kanionie nie robi takiego wielkiego wrażenia.

Image

Image

Image

Dojeżdżamy do niebyt uroczej miejscowości Waimea i robimy postój na lunch, klasycznie w L&L. Zajadam Kaula pork with cabbage i to jest strzał w dziesiątkę. Wieprzowina jest dużo lepiej doprawiona. Dodatek kapusty świetnie pasuje.

Image

Zajeżdżamy jeszcze zobaczyć Wailua Falls i Opaeka Falls, ale szału nie ma i wracamy.

Dzień 5 – 19.01 Helikopter – 20 035 kroków


Wcześnie rano jedziemy jeszcze raz na Tunnels Beach, licząc na więcej żółwi, ale jest tylko jeden żółw, przy którym jest tabliczka, żeby mu nie przeszkadzać, bo jest to chory żółwik z guzem – widocznie jest w tym samym miejscu co rano.

Wracamy, oddajemy auto na lotnisku. Udajemy się na krótki spacer po okolicy, jemy lunch i wracamy znowu na lotnisko.

Lot helikopterem był na liście MUST na Hawajach od samego początku. Trzeba było wybrać wyspę i trasę. Zdecydowaliśmy, że chcemy zobaczyć Na Pali Coast z powietrza. Trzeba było też wybrać firmę przewozową, a wybór jest ogromny, bo atrakcja ta jest super popularna. Wybraliśmy http://www.sunshinehelicopters.com ze względu na możliwość wyboru miejsca w helikopterze. Po prostu miejsca z tyłu są do bani. Tu za niewielką dodatkową opłata w stosunku do ceny mogliśmy kupić i zagwarantować sobie przednie siedzenia przy pilocie. Zazwyczaj miejsca są przydzielane po wadze uczestników i nie mamy na nie wpływu. Przed odlotem niemiła niespodzianka, revolut nie zadziałał. Trzeba zapłacić zwykłą kartą. Szybki rachunek – 50$ w plecy.

Lot trwał aż 50 minut. Trasa przedstawiała się tak:

Image

Przelatujemy nad kanionem, a potem naszym oczom ukazuje się wybrzeże Na Pali. Widoki są zachwycające.

Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image

Widzimy nawet humbaka z helikoptera! Wracamy na lotnisko, zahaczając o najbardziej mokre miejsce na ziemi z największą ilością rocznych opadów. Jest oczywiście w chmurach.

Kończymy dzień przy słynnym Mai Tai. Jeśli chcesz wypić drinka, ale szkoda Ci na niego 20$ w barze, polecamy gotowego, z rumu wytwarzanego na Hawajach. Jest naprawdę smaczny. Myślę, że w niejednym turystycznym barze można trafić na gorszego.

Image
Góra
 Relacje PM off
36 ludzi lubi ten post.
11 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 02 Cze 2022 10:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Paź 2014
Posty: 987
Loty: 223
Kilometry: 345 321
srebrny
[quote="Iza N."]Nie wiem czy mój debiut relacjowy będzie dla kogoś przydatny, ale pierwszy raz postanowiłam spisać relację również dla samej siebie. Niestety pamięć się szybko zaciera i pewne szczegóły z czasem ulatują.

Pisz pisz, na pewno się przyda :D
Pięknie! Hawaje, a przede wszystkim Na Pali moje marzenie :) Czekam na cd.
_________________
Moje relacje:
Włochy - Liguria / Indonezja / Malmo+Kopenhaga / Dublin / Sri Lanka+Malediwy / Maroko / Amsterdam / Kaukaz / Wyspy Owcze
i: https://www.instagram.com/ola.javv/
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
oskiboski uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 02 Cze 2022 10:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Lut 2014
Posty: 2297
Loty: 287
Kilometry: 554 500
srebrny
Takie relacje lubię. Co gdzie i za ile, co było jedzone, co było pite. Pisz dalej;-)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Iza N. lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 02 Cze 2022 22:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Lis 2016
Posty: 16
Loty: 225
Kilometry: 505 535
Dzień 6 przelot na Big Island, Hilo – 20.02 – 17 212 kroków

Przelot był zaplanowany na późniejszą godzinę, ale decydujemy się zmienić plany skoro mamy ten luksus, że możemy. Dopłacamy tylko różnicę w cenie biletu, dosłownie po parę dolarów. Wyspa Kauai jest przepiękna, ale ciekawość następnej wyspy wygrywa.

Idziemy na lotnisko, po drodze zatrzymuję się Pani, żeby nas podrzucić :). Odmawiamy jednak, bo po drodze chcemy zajść do Walmartu po coś antyhistaminowego na te nieszczęsne komary. Po zakupach idziemy dalej i zatrzymuje się inna Pani, żeby nas podrzucić na lotnisko. Niesamowite. Wyspę Oahu oglądamy tylko z pokładu samolotu i z wnętrza terminala lotniskowego.

Image


Image

Dolatujemy do Hilo. Udajemy się oczywiście na piechotę do hotelu. I tym razem nie udaje się spacer – kolejny Hawajczyk nas podrzuca. Znowu nie łapaliśmy nawet stopa! Na Big Island jest większa „cywilizacja”. Są większe miasta, więcej mieszkańców i duuużo większy wybór akceptowalnych cenowo hoteli. Udało mi się zarezerwować 4* hotel w Hilo, który jest naprawdę niezły, za 126$ za noc. Wybieramy się na spacer po okolicy i szukamy miejsca na lunch. Znajdujemy miejsce, w którym jest Poke, ale jest niestety zamknięte. Wybieramy restaurację nieopodal i obiecujemy sobie powrót na Poke.

Dzień 7 – 21.02 - Volcano National Park – 35 440 kroków

Rano idziemy na autobus, wybieramy przystanek, który jak się okazało jest miejscem zbornym, bez tabliczki nawet. Trochę nie jesteśmy pewni czy autobus rzeczywiście się tam zatrzyma. Pytamy się w salonie samochodowym obok i niby ma się zatrzymać. Okazuje się, że się zatrzymał, ale dowiadujemy się, że ostatnio nie jeździł, bo przez Covid nie było kierowców. Uff, dzisiaj jeździ.

Image


Image

Dojeżdżamy do Volcano Park, bilety miały być płacone w autobusie, ale chyba zaniechali tego ze względu na małą liczbę turystów. Chcemy zobaczyć jak najwięcej, więc wstępnie ustalmy trasę. Przechodzimy z Kiluea Visitor Center przez Kilauea Iki Overlook do Thurston Lava Tube.

Już na początku szlaku widzimy dym pochodzący z Halema’uma’u Crater. Wow, oczywiście chcemy później podjeść bliżej.

Image


Image

Następnie schodzimy w dół krateru i kontynuujemy Kiluea Iki Trail.
Tutaj widać szlak Kiluea Iki z góry. To te jaśniejsze wydeptane miejsca.

Image

Image

Następnie schodzimy w dół krateru i kontynuujemy Kiluea Iki Trail.

Image

Na dnie krateru dostrzegam mieniące się drobinki, zielonkawe kamyczki. Wyglądają pięknie. Zastanawiam się co to są za kamienie. Domyślam się, że cytryniany. Okazuje się, że są to oliwiny. Cudne!

Image


Image

Schodzimy jeszcze kawałek do Halemu’uma Trail i kierujemy się na Crater Rim Trail.
Po drodze mijamy otwory w zboczu z których wydobywa się para i silny zapach siarki.

Image

Dochodzimy do Kilauea Overlook, z którego jak czytałam, miał być najlepszy widok na aktywną część krateru. Niestety nie teraz! Oprócz dymu, z bliższej odległości niewiele widać. Skały zasłaniają najciekawszą część. Dowiadujemy się, że najlepszy widok jest zupełnie z drugiej strony! Jest to o tyle zła wiadomość, że z buta już tego dnia nie damy rady tego ogarnąć, bo to jest około 8 km, w 1 stronę. A my już mamy parę kilometrów w nogach. Jestem zła, bo bardzo chciałam zobaczyć wypływającą lawę.

Image


Image


Image

Wracamy przez Sulphur Banks do Visitor Center na autobus.
Nasz plan zakładał pojawienie się jeszcze raz w tym miejscu w nocy, żeby zobaczyć czerwoną łunę nad kraterem. Większość relacji mówi o tym, żeby koniecznie podjechać do wulkanu w nocy. Ale ze względu na to, ze nie widzieliśmy lawy w dzień postanawiamy podjechać też jeszcze raz w dzień, co będzie wymagało zmiany planów.

Dzień 8 – 22.02 - Dzień samochodowy – Volcano National Park – Akaka Falls – Waipi’o Valley - Pu'u Kalepeamoa – Volcano National Park - 36 752 kroki

Raniutko idziemy na lotnisko po samochód. Znów wymieniamy auto na kabriolet, za małą dopłatą. Zaczniemy od ponowienia wizyty w Volcono National Park. Dojeżdżamy do parkingu i udajemy się na szlak do Keanakako’i Overlook. Szlak prowadzi po Old Crater Rim Drive. Po drodze widzimy kolejnego hawajskiego zwierzaka - to Nene, czyli gęś hawajska. Jesteśmy prawie sami – jest super wcześnie.

Image


Image

Widać lawę, o to właśnie chodziło. Wrócimy tutaj jeszcze w nocy, żeby porównać wrażenia.

Image


Image

Następny punkt to Akaka Falls. Zajeżdżamy tam dosłowne na chwilę. Robimy pętelkę z innymi turystami i udajemy się w dalsza drogę.

Image


Image

Za następny cel obieramy teraz Waipi'o Valley. Do doliny prowadzi bardzo stroma i w złym stanie droga, którą można zjeżdżać tylko pojazdem 4x4. Zazwyczaj lokalna społeczność pilnuje, żeby turyści nie wjeżdżali tam autami niedostoswanymi do takich przyjemności, żeby nie blokowali drogi. Nie mamy zamiaru zjeżdżać. Parkujemy u góry i idziemy na piechotę.

Na początek punkt widokowy na dolinę – pięknie. Dolina ma szczególne znacznie historyczne dla Hawajczyków i jest zwana również „dolną królów”.

Image

Image

Już podczas schodzenia widzieliśmy, że łatwo wrócić nie będzie. Zejście jest bardzo strome.
Po zejściu na dół, większość turystów kieruje się na prawo, na czarną plaże. My postanowiliśmy wejść w głąb doliny. I to ta część podobała nam się najbardziej.

Widzieliśmy piękny wodospad Hiilawe Falls w oddali, hawajskie domy, zaciekawione mangusty. Prawdziwa sielanka. O takie właśnie Hawaje nie zrobiłam nic.
Dolinka kończy się ślepo, trzeba wrócić tą samą drogą.

Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Wróciliśmy do początku trasy i poszliśmy w drugą stronę, do plaży.

Image

A na koniec zostało wchodzenie do góry. Nie było tak źle! Daliśmy radę w pół godziny!

Image


Image

Niestety już po naszym powrocie władze lokalne postanowiły, do odwołania, zamknąć całą dolinę. Nie tylko z ruchu samochodowego, ale również pieszego. Oficjalny powód to zły stan drogi i spadające kamienie.

Nie czekając na nic i nie oglądając się za siebie (w końcu mamy dzisiaj AUTO), jedziemy dalej.

Plan pierwotny zakładał przejechanie przez środek wyspy i powrót do wulkanów, ale czas operacyjny mamy niezły, więc chcemy podjechać jak najdalej się da, na wulkan Manua Kea asfaltową drogą. Znaczy to mniej więcej tyle, że możemy dojechać do Mauna Kea Visitor Center. Po drodze przejeżdżamy przez chmury i wyjeżdżając ponad nie, dostrzegamy mnóstwo pomniejszych kraterów.

Image


Image


Image


Image


Image

Dojeżdżamy i wchodzimy na czubek znajdującej się nieopodal parkingu – Pu'u Kalepeamoa, wysokość około 2800 m n.p.m. Jesteśmy akurat na zachód. Więcej szczęścia niż rozumu.

Image


Image


Image


Image

Nie czekamy na zupełną ciemność. Termometr w samochodzie pokazuje 8 stopni Celsjusza. Jedziemy dalej ponownie do Volcano Park. Parkujemy w tym samym miejscu, idziemy tą sama drogą, do tego samego punktu widokowego.

Widzimy czerwoną łunę i jest pięknie, ale naszym zdaniem ładniej to wszystko wygląda jednak w dzień. Wracając obserwujemy gwiazdy i to jest sztos. Tak wyraźnych nie widzieliśmy nigdzie - nawet w tak odludnych, niezanieczyszczonych światłem miejscach jak pustynia w Namibii.

Image

Gwiazdy można też obserwować na szczycie Mauna Kea w obserwatorium, jeśli macie auto z wypożyczalni, która pozwala wjechać na szczyt, lub zdecydujecie się na trekking, to na pewno będzie to niezapomniane przeżycie.

Wracamy do hotelu. To był bardzo intensywny dzień.

Dzień 9 – 23.02 - Carlsmith Beach Park – 19 190 kroków

Kolejny dzień mamy przeznaczony na plażowanie, choć tak naprawdę powinnam napisać na „zółwiowanie”, bo chcemy udać się w miejsce ich rzekomego występowania. Widzieliśmy je z klifu oraz na plaży, może uda się jeszcze z nimi popływać.

Na plaże idziemy z buta 😊 Naszym celem jest Richardson Ocean Park. Niestety nie da się iść cały czas plażą. Trzeba iść betonową drogą, co niestety nie jest zbyt przyjemne. Jednak mijamy kolejne bardzo ładne plaże. Dochodzimy do Carlsmith Beach Park. Jest to śliczna, płytka zatoczka. Ze mnie jest bardzo słaby pływak, postanawiamy się zatrzymać. Podchodząc bliżej wody słyszę dziewczynkę, która krzyczy do mamy, że widziała żółwia. I rzeczywiście 2 piękne żółwie pływają między ludźmi niewiele sobie z ich obecności robiąc. Dla mnie jest to super miejsce, bo nie muszę wykazywać się umiejętnościami pływania, żeby je poobserwować w wodzie. Jest płytko, max po pas, tak naprawdę to nawet maska i rurka są niepotrzebne.

Oczywiście trzeba uważać, żeby nie podchodzić za blisko, ale odnosimy wrażanie, że one są też ciekawe nas, bo wcale nie uciekają, a wręcz podpływają do nas. Ciężko utrzymać te 10 stóp minimalnej odległości.

Image


Image


Image

Image

Image

Image


Image

Dzień 10 – 24.02 Masaż Lomi Lomi i lot na Maui – 18 104 kroków


To nasz ostatni dzień na Hawai Island.
W ten dzień wróciliśmy się też na poke. Spróbowaliśmy Spicy Ahi i Hawaiian Style. Ahi to tuńczyk, a hawaiian style był z łososia i lokalnych wodorostów. Jeden i drugi poke był smaczny, ale zdecydowanie Spicy Ahi to było najlepsze co nam przyszło jeść podczas całego urlopu, pycha! Miejsce się nazywa Poke Market w Hilo.
Poke’a jedliśmy w innych miejscach, ale nigdzie nie był tak dobry jak tu. Tuńczyk był rozpływający się w ustach, sosy sztos i do tego jeszcze ta super chrupiąca tekstura posypki. Jak dla mnie danie kompletne. I to za taką cenę :)

Image

Image

Na ten dzień mieliśmy zaplanowany też masaż Lomi Lomi.
Masaże (jak i wszystkie inne usługi) są na Hawajach bardzo drogie. Za półtoragodzinny masaż trzeba zazwyczaj zapłacić 150$, ale do tego jeszcze dochodzi podatek i 20% napiwku. Trochę dużo, dlatego chciałam znaleźć jak najmniej turystyczne miejsce. Udało mi się znaleźć szkołę masażu, gdzie masują uczniowie/uczennice i ze względu na to, jest mniejsza opłata. Szkoła nazywa się https://halelomilomi.com/ i jest w Hilo. Zapłaciliśmy 50$ + tip. Masaż był super i bardzo to miejsce polecamy.

Image

Jeszcze chillowanie w hotelu i na lotnisko.

Image


Image

Lotnisko w Hilo jest bardzo ładne, super wrażenie robią sofy.

Image

Ponownie lot Southwest z przesiadką w Honolulu. Samolot prawie pusty.

Image

Dolatujemy późno, tutaj mamy trochę trudniejsze zadanie, bo do noclegu mamy dalej. Dojeżdżamy pół drogi autobusem miejskim, resztę pokonujemy na piechotę.
Na Maui śpimy w hostelu. Niestety ceny noclegów/Airbnb były tak wysokie, że postanowiliśmy, że przemęczymy się w hostelu. Hostel jest stary. Części wspólne zdecydowanie wymagają remontu. Pokoje są nieco lepsze, ale totalnie niezorganizowane. Nasz pokój jest bez okna, w pokoju kompletnie nie ma miejsca na rzeczy – a serio nie mamy ich dużo – po podręcznym bagażu 8 kg. Nie ma też kontaktów przy łóżkach, ani nawet mikroskopijnej półki przy łóżku, na takie podręczne rzeczy jak telefon czy okulary. Aż żal bierze, można by było zrobić mega upgrade tego miejsca, wydając w Walmarcie 10$ na krzyż. 4 noce spędzimy w Wailuku. Kolejne 2 w Lahainie, również w hostelu. Pierwszy hostel Northshore Hostel kosztuje nas 65$ za noc, za osobę (niestety nie mam zdjęć, nadrobię przy następnym hostelu).

Dzień 11 – 25.02 Dzień samochodowy - Hana highway - 14 562 kroków

Rano wyruszamy po auto. Auto udało się wypożyczyć przez serwis TURO, czyli przez takie samochodowe Airbnb. Niedaleko hostelu odbiór. Jest to mega stara Kia, ale najważniejsze, że wreszcie w rozsądnej cenie ok. 80$ z pełnym ubezpieczeniem. Pytamy się czy są jakieś miejsca, gdzie nie możemy jechać, miły Pan mówi, że oczywiście, że nie, że auto może nie wygląda, ale da radę wszędzie.

Image

Na dziś zaplanowany jest przejazd osławioną Hana Highway, czyli odcinek z Kahului do miejscowości Hana. Pierwszy przystanek to Hookipa Beach, gdzie liczymy na żółwie na plaży. Niestety żadnych nie widzimy, jedziemy dalej. Mamy parę punktów do odhaczenia na trasie. Zatrzymujemy się, cykamy foty.

Image


Image


Image


Image

Dojeżdżamy do Hany. Po lunchu zapada decyzja, że nie wracamy i pomimo ostrzeżeń od ludzi poznanych w hostelu, jednak jedziemy dalej, żeby nie wracać ta samą drogą. Okazuje się, że nie jest tak źle. Są gorsze odcinki, ale krótkie, a na większości trasy jest asfalt.

Image


Image

I jak często bywa w takich przypadkach druga część podobała nam się dużo bardziej! Hana highway jest określana jako trasa widokowa, ale jak dla mnie dużo bardziej widokowa jest druga część – może dlatego, że jest mniej porośnięta i po prostu widać krajobraz szerzej i dalej, bardziej panoramicznie. Cudowanie wygląda zejście wulkanu aż do oceanu. Na Hana Highway było też bardzo dużo turystów, problemy z parkowaniem. Może dlatego druga strona wyspy podobała nam się bardziej?

Image


Image


Image


Image


Image

Czas operacyjny znowu niezły, postanawiamy zajechać na zachód słońca na wulkan Haleakala.
Jest pięknie, widać dużą część wyspy Maui, ale też Lanai.

Image


Image


Image


Image

Wracamy i oddajemy jeszcze tego samego dnia auto, żeby nie wstawać rano.
Góra
 Relacje PM off
22 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 02 Cze 2022 23:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lip 2013
Posty: 1335
złoty
@Iza N. Fajna relacja - tylko w ostatnim poście coś fot nie widać. ;)
Góra
 Relacje PM off
Iza N. uważa post za pomocny.
 
 
#6 PostWysłany: 02 Cze 2022 23:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Lis 2016
Posty: 16
Loty: 225
Kilometry: 505 535
Dziękuję za zwrócenie uwagi, teraz powinno być OK.
Góra
 Relacje PM off
billabong lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 03 Cze 2022 00:52 
Król Ż
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Paź 2014
Posty: 5062
Loty: 365
Kilometry: 741 369
Holender jasny.. dwa razy już w tym roku byłem na Hawajach a po lrzeczytaniu relacji zacząłem szukać biletów znowu..
_________________
Tolerancja kończy się tam, gdzie zaczynają się prawa człowieka
Góra
 Relacje PM off
Iza N. lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 03 Cze 2022 13:25 

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 27
Loty: 1000
Kilometry: 1 931 142
niebieski
A ja myślałem, że zwiedziłem Big Island....
Mega fotki i relacja
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
oskiboski uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 03 Cze 2022 13:40 

Rejestracja: 21 Lut 2011
Posty: 595
Loty: 218
Kilometry: 502 049
niebieski
Jak patrzę na zdjęcia to mnie skręca. To styczeń i taka pogoda, tyle słońca. Byłem na przełomie lutego i marca 2018 i praktycznie słońca nie widziałem. 20C to w najcieplejsze dni było. Normalnie silny wiatr i deszcz prawie cały czas.
_________________
Image
http://robertsadlowski.com <- zdjęcia i relacje z podróży
Góra
 Relacje PM off
oskiboski lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 03 Cze 2022 20:50 

Rejestracja: 11 Sie 2010
Posty: 927
srebrny
A dlaczego nie wjechaliście na górę na Mauna Kea? Czy są teraz jakieś nowe zakazy/obostrzenia?
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 03 Cze 2022 21:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Lis 2016
Posty: 16
Loty: 225
Kilometry: 505 535
-- 03 Cze 2022 22:42 --

@man4business Wypożyczalnie się nie zgadzają na to, w razie wu, zostajesz bez ubezpieczenia. Nie wiem też czy convertible mustang by się najlepiej na tą szutrową drogę nadawał. My nie chcieliśmy ryzykować.

-- 03 Cze 2022 22:46 --

Dzień 12 – 26.01.2022 – Iao Valley i jeszcze raz Hookipa Beach – 24 055 kroków

Udajemy się na spacer Iao Valley. Niestety znowu duży odcinek trzeba iść asfaltówką. Sama dolinka jest ładna, ale atrakcja wydaje się być mocno przereklamowana. Na miejscu jest niewiele do zobaczenia i starczy spokojnie pół godziny.

Image


Image

Wracamy do hostelu, nasza współlokatorka, mówi, że widziała wieczorem mnóstwo żółwi na Hookipa Beach. Jest pora lunchu, więc postanawiamy coś zejść i pojechać tam jeszcze raz tym razem autobusem. Jemy pierożki i warzywa w tempurze w japońskim takeawayu. Znowu pysznie i znowu tanio.

Image

Idąc w kierunku oceanu, widzimy z klifu coś na kształt żółwia i rzeczywiście podchodząc bliżej widzimy, że jest to żółw, a nawet dwa.

Image

Jednak do plaży właściwej mamy jeszcze kawałek, więc idziemy dalej. Na plaży Hookipa nie ma żółwi, więc zrezygnowana idę skorzystać z toalety. Chcemy poczekać na zachód i wracać.

Jednak wtedy słyszę głos męża, który jakoś się niepokoi: „ile Ci to jeszcze zajmie, no chodź już”. Myślę sobie, o ho! Jakiś chyba wylazł :D Wychodzę, Michał woła mnie z końca plaży. Widzę leżącego na plaży żółwia, ale… zaraz, zaraz to nie są kamienie :o

Image

Cały koniec plaży w żółwiach, dosłownie jeden na drugim! Trafiła nam się kumulacja.
Chwilę potem w to samo miejsce podchodzi Pani Amerykanka i reakcja jest identyczna jak moja: ”Ja myślałam, że to jest tylko ten jeden, a to wszystko są żółwie!”
Na początku widziałyśmy tego pojedynczego po prawej stronie zdjęcia. Będąc wczoraj rano w tym miejscu nie doszliśmy aż do samego końca plaży, być może wtedy też było ich dużo. Nie przypuszczałam, że zobaczymy tyle żółwi na Hawajach, to trochę tak, jakbyśmy chcieli nadrobić całego poprzedniego pecha.

Image


Image


Image


Image

Image

Tak jak z mniszkami, żółwie są odgrodzone i na własne uszy słyszałam naganę słowną skierowaną do turystów, że to ogrodzenie nie jest dla ozdoby.
Może dlatego jest ich tak dużo. Spokój, cisza :)

Image

Dzień 13 - 27.01.2022 – spacer wybrzeżem w okolicach Wailea – 23 432 kroki

Dziś jedziemy na spacer w okolice Wailea. Chcemy wysiąść na ostatnim przystanku autobusu i przejść się plażami aż do Makena Beach, być może snorkując w co fajniejszych miejscach.

Plaże są piękne po tej stronie wyspy, głównie ze względu na to, że widać całą zatokę, a nie tylko wodę po horyzont. Znowu nie zawsze można przejść nad samą wodą. Idziemy na Ulua Beach bo wyczytałam, że to w zasadzie pewniak na snorkowanie z żółwiami. Michał wchodzi do wody i poza rybkami – nic. Dla mnie jest za głęboko.

Image

Czasami udaje nam się przebić na następną plaże idąc po skałkach. Po drodze mijamy zarówno czarne plaże jak i piaszczyste. Widzimy również wieloryby.

Image


Image


Image


Image

Dochodzimy do Makena Beach. Niedaleko plaży, przy prywatnym domu, odpoczywają kolejne żółwie. Tam też Michał znowu próbuje szczęścia w wodzie, ponownie nieskutecznie. Po krótkim chillu na plaży, decydujemy się wracać.

Image

Image

Łapiemy gdzieś do drodze Poke na wynos i powoli wracamy w kierunku autobusu. To ostatnia noc w tym hostelu.

Image

Dzień 14 – 28.01.2022 – surfing, wieloryby i cebula na Luau – 16 161 kroków

Rano pakujemy się i przejeżdżamy do Lahainy, gdzie spędzimy kolejne 2 noce.

I tu dochodzimy do jednego z najgorszych miejsc w których przyszło mi spać, nie wspominając nawet o stosunku jakość/cena, bo tu już ten hostel pędzi z prędkością naddźwiękową poza skalę. Za jedyne 85$ od osoby mamy miejsce w hostelu (Tiki Hostel), w którym nikt nic nie ogarnia i w którym pracują osoby, które jako wynagrodzenie dostają nocleg. I to niestety widać. W naszym pokoju dostaliśmy znowu 2 górne łóżka. Dobrze, że nasz współlokator sam wspaniałomyślnie zaproponował zamianę. Za naszym łóżkiem był na wpół zgniły ręcznik, na komodzie natomiast niedopite piwo, paczka po chipsach i kupka piasku (!?). Plus jakieś skarpetki walające się po podłodze. Szczerze to myślałam, że ktoś ze współlokatorów to wszystko zostawił. Jednak okazało się, że te wszystkie fanty pochodzą gdzieś z przeszłości i nikt kompletnie nie zamierza ich sprzątać. Łazienka również była w stanie agonalnym. Od razu sobie pomyślałam: a ja narzekałam na ten poprzedni! Tu to jest dopiero dramat.

Image


Image


Image

Porozmawialiśmy z naszym współlokatorem, bo można było zauważyć, że jest dość zniesmaczony. Okazało się, że był totalnie załamany i był gotowy składać reklamację i próbować odzyskać kasę. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – po chwili siedzieliśmy z naszym nowym kolegą z NYC, który wykrzykiwał po polsku „gówniany hostel!” :D Ponarzekaliśmy sobie razem.

Kolejna do odhaczenia atrakcja przewidziana na dziś to lekcje surfingu. Atrakcją oczywiście jest zainteresowane tylko 50% uczestników wycieczki. Ja siadam na plaży, obserwuję i cykam foty. Koleś siedzący obok, komentuje: MAMArazzi. Nie wyprowadzam go z błędu. Grupa wiekowa surferów rzeczywiście na to wskazuje. Fali za dużej nie ma, ale może to i lepiej.

Image

Po lekcji mamy jeszcze jedną atrakcję, na którą ja z kolei czekam przez całą wycieczkę, i której miałam już przedsmak. Płyniemy oglądać wieloryby. Oglądanie zwierząt w środowisku naturalnym zawsze jest bardzo wysoko na liście naszych priorytetów. A dwa gatunki zajmują szczególne miejsce w moim sercu. To słonie i właśnie wieloryby. Pierwszy raz wieloryby oglądaliśmy, zupełnie tego nie planując, z brzegu na Grenlandii. Zakochałam się bez pamięci. Kolejny raz był na Dominikanie, do której pojechaliśmy właśnie po to, żeby je zobaczyć. Teraz miał być 3 raz.

Wybraliśmy małą łódkę, tylko dlatego, że zazwyczaj mniejsze łódki są szybsze i jak coś dzieje w zatoce, szybciej dotrą na miejsce, co daje większą szanse na zobaczenie wielorybów. Firm oferujących rejsy jest bardzo dużo, my nie rezerwowaliśmy wcześniej, tylko wybraliśmy sobie łódkę z przystani. Ponieważ widzieliśmy je tyle razy z brzegu, nie mieliśmy wątpliwości, że jakieś zobaczymy. Pytanie było inne, jak blisko? Siedliśmy na tyłach łódki i jakby miała jeszcze raz wybierać miejsce, zdecydowanie siadłabym na dziobie. Na tyle zawsze ktoś/coś/elementy łódki zasłania widok.
Typowo można zobaczyć bawiące się, wyskakujące z wody maluchy. Nietypowe jednak są skoki dorosłych osobników. Humbaki przepływają z północy, żeby urodzić młode. Sama podróż jest ciężka, to kawał drogi. W wodach południowych nie jedzą, zużywają zgromadzoną energię. Nie ma dla nich na Hawajach odpowiedniego pokarmu. A do tego rodzą młode i je karmią. Potrzebują bardzo dużo energii i raczej oszczędnie ją rozporządzają. Dlatego nie skaczą i nie popisują się za bardzo. Dlaczego decydują się na taką podróż? Przynajmniej z dwóch powodów. W ciepłych wodach maluchy mają lepszy plac zabaw do nauki życia, a po drugie, widzieliście orkę na Hawajach?

Na początku widzimy właśnie takiego malucha z mamą. Jest przeuroczy, trochę za nim płyniemy.

Image


Image

Ale potem widzimy mamę wyskakującą z wody, CAŁKIEM wyskakującą dodam. Kopara mi odpadła na same dno zatoki. Niestety nie mam zdjęcia, no cóż, to był moment! Pani Kapitan daje cały wykład, dlaczego mieliśmy super szczęście. Parę informacji przytaczam powyżej.

Widzimy również 2 samce, które uderzają ogonami o wodę. Pani Kapitan mówi, że nie wiadomo z czego wynika takie zachowanie.

Image


Image


Image

Wracamy do Lahainy. Widok na wyspy z wody również jest zachwycający muszę powiedzieć.

Image

Wieczorem mamy zaplanowaną jeszcze totalną cebulę. Na Hawajach, jak i pewnie na większości wysp Pacyfiku, popularną atrakcją turystyczną jest Luau. Kolacja przy drinku z palemką i show tanecznym.

Niestety, jak możecie się domyślić, cena jest iście hawajska. Niedaleko naszego hotelu można było wziąć udział w kolacji za 200$ osoba + tax + tip. Nie jestem jakimś obsesyjnym fanem takich atrakcji, ale jeszcze z Polski, chodząc ludzikiem google w okolicy hostelu, zauważyłam, że pokaz ten jest centralnie na plaży. Na Hawajach nie ma prywatnych plaży. Końca historii można się domyślić. Mai Tai ze sklepu, drzewo leżące na plaży jako siedzonko, nieopodal jeszcze jedna mniszka i oglądamy show na cebulę. Co ciekawe, nie byliśmy jedyni pasażerami na gapę. Były jeszcze 2 dziewczyny, które przyniosły na tę okoliczność leżaki i bez skrepowania ustawiły je zaraz za ludźmi płacącymi 200$.

Image

Image

Wieczór zakończyliśmy obserwacją foczki wtaczającej się znowu z plaży do wody.

Dzień 15 – 29.01.2022 – Kaanapali, Bbay Beach – 24 060 kroków

Rano wita nas piękny wschód słońca.

Image

Spacerowania ciąg dalszy, idziemy do Kaanapali Beach. Po drodze mijamy Baby Beach wydaję się nam ona przyjemna i woda jest płytka, ale idziemy dalej. Spacer jest bardzo przyjemny, mijane plaże malownicze. Dochodzimy do Kaanapali Beach i stwierdzamy, że Baby Beach podobała nam się bardziej. Wracamy autobusem do Baby Beach.

I jest sukces. W wodzie są żółwie, a że ponownie woda jest płytka, wchodzę do wody nawet ja.
Do żółwia niestety trzeba trochę dalej podpłynąć, a ja nie chce chodzić po koralach jak się zmęczę, więc pasuje i się zawracam. Koncentruję się na szukaniu tej słynnej ryby, co to ma taką długą nazwę (Humuhumunukunukuapua'a) i wtedy zauważam płynącego na mnie żółwia. Jestem mega zadowolona – nie spodziewałam się tego kompletnie.

Image


Image


Image

A tu cały przekrój lokalnej fauny.

Image

Dzień 16 – 30.01.2022 – jeszcze raz wieloryby i goodbye – 9276 kroków

To nasz ostatni dzień na Hawajach, zastanawiamy się jak go spożytkować. Decydujemy się na jeszcze jedną wycieczkę na wieloryby. Wybieramy inną łódkę. Tym razem jesteśmy mądrzejsi zajmujemy miejsca jak najbliżej dzioba. Mamy dużo mniejsze szczęście, widzimy tylko skaczące małe i do tego dalej niż ostatnio. Szkoda, bo mamy lepszą pozycję do robienia zdjęć. Na łódce poznajemy Amerykankę, która co roku leci na Hawaje w sezonie na 2 miesiące i codziennie płynie obserwować wieloryby. T-shirt w wieloryby, kolczyki w wieloryby, wisiorek z wielorybami. Ehh, co ja wiem o miłości do wielorybów…

Image


Image


Image


Image

Image


Image

Po wielorybach idziemy na lunch, wracamy się po rzeczy do hostelu i jedziemy autobusem na lotnisko.
Jeszcze z Polski udaje mi się za darmo wybrać miejsca w samolocie. Wybieram miejsca na końcu samolotu, przy oknie – są tam tylko 2 miejsca, zamiast 3. Jest super dużo miejsca i lot przebiega nam bardzo komfortowo.

Image


Dzień 17 – 31.01.2022 – Chicago – 16 937 kroków


Mieliśmy się przesiadać LAX – FRA. Ale Lufthansa nam zmieniła przeloty i takim sposobem dostaliśmy Chicago gratis. Akurat tak się ułożyło, że lądowaliśmy około 6 rano, a odlatywaliśmy około 18. Super! Jest tylko jeden minus i to dosłownie. Ten minus przed liczbą stopni Celsiusa. Trzeba było to sprytnie ugrać, żeby nie brać kurtek zimowych na ten jeden dzień. Mieliśmy softshelle i kilka pomniejszych warstw skomponowanych z ciuchów przydatnych w innych okolicznościach. Mimo wszystko było nam na prawdę zimno. Zrobiliśmy plan zwiedzania minimum. Parę punktów w samiusieńkim centrum, Willis Tower i słynna Deep Dish Pizza w Giordano's.

Rano było pochmurnie, na szczęście po lunchu już słonecznie.

Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Ostatnio edytowany przez Iza N., 03 Cze 2022 22:03, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 03 Cze 2022 21:47 

Rejestracja: 31 Sty 2014
Posty: 2732
srebrny
Apropos Mauna Kea
Większość wypożyczalni nie wyraża zgody na wjazd powyżej visitor center. Można wypożyczyć auto terenowe za odpowiednio wyższą stawkę.
Nie wszyscy się tym przejmują, czasami można spotkać zwykle auta z wypożyczalni Sam wjazd nie stanowi problemu dla zwykłego auta, ale lepiej unikać aut z silnikami od kosiarki, no i trzeba liczyć się z konsekwencjami w razie szkody.

Na wysokośći visitor center konieczna jest aklimatyzacja, tak że warto zaplanować odpowiednio czas. Na szczycie jest obserwatorium i ztcp radar.

BTW to najwyższa góra na świecie pod względem wysokości względnej.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 03 Cze 2022 22:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Lis 2016
Posty: 16
Loty: 225
Kilometry: 505 535
Koszty i porady praktyczne:

Największe koszty z którymi trzeba się mierzyć to wynajęcie auta i noclegi.
Rezerwowałam noclegi z około 2 miesięcznym wyprzedzeniem w wysokim sezonie, więc przedstawione ceny pewnie można obniżyć.

Gdy szukałam auta, a wierzcie mi przejrzałam mnóstwo stron pośredników, bezpośrednio wypożyczalni, lokalnych pośredników, małych wypożyczalni wyszukując po lokalizacji w google maps, aż wreszcie do serwisu TURO. Prawie wszędzie ceny wynajmu były absurdalnie wysokie.

Rozpisałam więc miejsca które chcieliśmy odwiedzić i sprawdziłam gdzie można dojechać komunikacją publiczną. Okazało się, że pozostałe można odwiedzić w 1 dzień. Wypożyczyliśmy więc auto na 1 dzień na każdej wyspie. 2 razy przez standardową wypożyczalnię i raz przez serwis TURO.

Kolejne zaporowe ceny to noclegi. Najtańsze są oczywiście campingi, wiążą się one jednak z gorszą lokalizacją. My ze względu na brak auta chcieliśmy coś bliżej komunikacji publicznej, a najlepiej przystanku w centrum z którego można dojechać w najwięcej miejsc bez czasochłonnych przesiadek.

Na Kauai wybraliśmy Kauai Palms Hotel, w miejscowości Lihue. Około 3km od lotniska. Łatwo było z/na samolot, ale też po odbiór auta, czy na wycieczkę helikopterową. Na przystanek też było super blisko – autobusy w różne strony wyspy. Na Big Island wybraliśmy SCP Hilo. Był to jedyny hotel z prawdziwego zdarzenia podczas pobytu na Hawajach. Z lotniska około 5km, autobusy dosyć blisko. Była jedna tańsza opcja w centrum, ale bez łazienki, więc postanowiliśmy dopłacić do tego. Na Maui, zdecydowanie najdroższej wyspie z zestawienia, poniżej 200$ były już tylko hostele – nienajlepsze z resztą. Zdecydowaliśmy się spędzić część pobytu w Northshore Hostel, a potem przenieść się do Lahainy, gdzie najtańszą opcją był Tiki Hostel. Niestety tu do hostelu musieliśmy podjechać autobusem z lotniska. Pierwsze dni byliśmy w miejscowości Wailuku. Do Iao Valley niedaleko z buta, a do paru atrakcji jechaliśmy autobusem z hostelu. Przystanek był blisko. Do Lahainy chcieliśmy się przenieść, żeby choć 2 noce spędzić blisko plaży, stamtąd mieliśmy też zaplanowaną wycieczkę na oglądanie wielorybów. Chcieliśmy również pospacerować w tamtych okolicach i nie musieć tam jechać autobusem.

Następną kosztogenną, choć już nie tak, pozycją są różnego rodzaju wycieczki. Oferta jest przeogromna i codziennie można wydać setki dolarów. My oczywiście aż tyle nie mieliśmy, więc trzeba było dobrze przemyśleć, które atrakcje bierzemy, a które odpuszczamy.

Na naszej liście MUST DO znalazły się (wymieniam tylko płatne):
• Helikopter
• Oglądanie wielorybów
• Masaż Lomi Lomi
• Lekcje surfingu

Do tego dochodzą oczywiście również parki, gdzie jest biletowany wstęp.

Poniżej zestawienie kosztów. Kwoty podane w PLNach to pozycje płatne revolutem i wpisane w Excel już w naszej walucie. Inne pozycje były płatne gotówką. Przelicznik 1 $ = 4 PLN. Dlaczego tak mało? Mieliśmy zapas dolarów kupionych w tej jakże okazyjnej cenie.

Ceny podane na osobę, przy dwóch osobach podróżujących razem. Koniec stycznia 2022.

Image

Czy było warto?

Przed wyjazdem przeczytałam wątek na forum w którym była dyskusja na temat. Czy nawet biorąc pod uwagę, że Hawaje bez wątpienia są piękne, to czy warto wydać AŻ tyle kasy i spędzić AŻ tyle czasu w samolocie, żeby je zobaczyć? Czy walczenie ze zmianą czasu aż o 11 godzin jest tego warte? Sama byłam tego bardzo ciekawa.

PLUSY

Przyroda. Jeśli tak jak my uwielbiasz oglądać zwierzęta w środowisku naturalnym albo kochasz wieloryby, to na pewno jest to kierunek dla Ciebie. Może i są miejsca, gdzie można zobaczyć więcej żółwi, ale czy we wszystkich takich miejscach będziemy pewni, że wszyscy o nie dbają, że my i inni turyści im nie szkodzimy swoją obecnością? Że lokalni przewodnicy pouczają turystów jak powinni się zachowywać? Hawaje są pod tym względem szczególe. Mi już zawsze Hawaje będą się kojarzyły z żółwiami. Mieliśmy nadzieje, że je zobaczymy, ale takiej ich liczby nie spodziewałam się w najśmielszych marzeniach.

Ludzie! Hawajczycy byli w stosunku do nas super przyjaźni i pomocni, co nie jest regułą w USA.

Piękne krajobrazy i mój faworyt, czyli Na Pali Coast. Widok na klify z helikoptera był niesamowity. Jak odpalam filmik z tego momentu to mam ciary na rękach, tak było pięknie!

Ten, jakby to powiedzieć, polinezyjski czar :D Ten wyspy zwyczajnie mają to nieuchwytne COŚ.

Szaleństwo z kabrioletem! Zazwyczaj różnica w cenie wynajmu niskiego segmentu a kabrioletu jest większa niż 35$.

Ale żeby nie było tak miło, są i

MINUSY

Noclegi są przeokrutnie drogie i jeśli nie chce się płacić dużo, trzeba się nastawić na tragiczną jakość usług. W USA hostele nie są tak popularne jak w Europie i sporo im brakuje. Niestety ja już jestem na to za stara. Mogę mieć pokój bez łazienki, bez okna, bez wielu udogodnień, ale nie lubię dzielić pokoju z obcymi ludźmi. Potrzebuję tej odrobiny prywatności. Nie muszę się zgramalać z piętowego łóżka bez okularów z narażaniem życia za każdym razem kiedy mi się w nocy siku zachce :D. To trochę nauczka, żeby jednak dopłacać. Choć myślę, że inne noclegi w wyższych cenach też będą w stosunku do tych cen co najmniej średnie. Czytałam o resortach w których za 600$ za noc dostaje się pokój z oknem wprost na parking.

Czy wróciłabym? Raczej nie. Chyba, że tranzytem. Absolutnie nie dlatego, że mi się nie podobało. Po prostu ciągle za dużo miejsc do odkrycia, a zawsze wygrywa ciekawość nowego :)
Góra
 Relacje PM off
29 ludzi lubi ten post.
14 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#14 PostWysłany: 03 Cze 2022 23:21 

Rejestracja: 11 Sie 2010
Posty: 927
srebrny
Dzięki za szczegółowy raport kosztów. Tak, Hawaje dzisiaj i "przed pandemią" to jednak (kosztowo) zupełnie inny świat. Wcześniej wcale nie było tak drogo, wyraźnie widać fatalne braki w podaży noclegów, jak i aut w wypożyczalniach. Co do Mauna Kea, wjechałem tam zwykłą Hondą Civic, nic strasznego po drodze nie ma, ot, dość długa szutrowa droga. Wcale nie taka stroma. Koleś koło Visitors Center bardzo usiłował mnie zniechęcić, ale jak sam przyznał, nie ma prawa mnie zatrzymywać ;) Stąd moje pytanie (bo mogli coś zmienić). Tak, ja również się naczytałem niestworzonych historii o tym, jak to "wypożyczalnie nie pozwalają" i "co to będzie, co to będzie"... moim zdaniem warto było ;-) Inna sprawa, że gdyby pogoda była niesprzyjająca (np. opady deszczu), to bym odradzał.
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 03 Cze 2022 23:44 

Rejestracja: 20 Sty 2015
Posty: 177
Loty: 109
Kilometry: 261 924
Chcialam napisac, ze swietna relacja albo ze fantastyczna.. ale ta akurat jest piekna. Zazdroszcze lekkosci piora.
Góra
 Relacje PM off
Iza N. lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 09 Cze 2022 08:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Lis 2016
Posty: 16
Loty: 225
Kilometry: 505 535
@TIT dziękuję za takie bardzo miłe słowa!
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 09 Cze 2022 18:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Mar 2016
Posty: 145
Loty: 98
Kilometry: 100 661
Relacja mega, a jak oceniasz ceny żywności w sklepach w stosunku do kontynentalnych Stanów?
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 10 Cze 2022 00:54 

Rejestracja: 07 Sty 2015
Posty: 1359
niebieski
Relacja fajna ale gdzie te luksusy? Czuje się oszukany tym klikbajtowym tytułem :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 10 Cze 2022 08:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6348
HON fly4free
Bo luksus nie jedno ma imię ;)
Poza tym, bądźmy precyzyjni - autorka nie napisała w tytule o luksusach, ale o tak jakby luksusach. Jak dla mnie, w tak elastycznej kategorii mieści się choćby jazda kabrioletem.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 10 Cze 2022 16:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Lis 2016
Posty: 16
Loty: 225
Kilometry: 505 535
@man4business Niestworzone historie zaczynają się jak trzeba zapłacić za lawetę na górę :D A tak na poważnie, to zdarza mi się zaryzykować i olać takie zakazy, lecz raczej w krajach, gdzie w razie niepowodzenia nie pociągnie mnie to aż tak po kieszeni, lub jeśli coś jest bardzo, bardzo wysoko na mojej liście priorytetów. Tutaj tak nie było.

@Astarloa12 W kontynentalnych stanach byłam dawno, trudno mi powiedzieć. O ile ceny noclegów mniej więcej pamiętam, tak cen w sklepach już nie bardzo sobie mogę przypomnieć. Nie wydaliśmy na jedzenie/picie jakoś super dużo.

@kumkwat_kwiat "Tak jakby" miało być takim puszczeniem oczka do czytelnika. Chodziło mi głównie o helikopter, ale też o luksus bycia w miejscu, gdzie poszanowanie przyrody nie jest pustym frazesem, a częścią lokalnej kultury.

@tropikey Dokładnie!
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot], Washington oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group