Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 57 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: Espresso w Mogadiszu
#1 PostWysłany: 29 Sty 2024 16:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1969
Loty: 844
Kilometry: 1 922 317
platynowy
Róg Afryki już dłuższy czas chodził mi po głowie. Wiedziałem, że chcę zobaczyć Dżibuti oraz korzystając z biletów milowych zobaczyć też Burundi, którego nie widziałem jeszcze w Afryce Wschodniej. Kupiłem więc bilet WAW-JIB i powrót BJM-WAW Ethiopianem za mile i zastanawiałem się co dalej. 10 dni to sporo czasu na te dwa małe kraje, więc zacząłem zgłębiać Somaliland i Somalię. Nawiązałem kontakt z Visit Horn of Africa i miałem ochotę zobaczyć w Somalii coś więcej niż Mogadiszu. Koszty jednak dla samotnego podróżnika są zbyt duże na to, co ten kraj oferuje. Nie szkoda mi wydać kasę na świetną atrakcję, ale wydać grubą kasę na to by zobaczyć przylądek, gdzie jest faktyczny róg Afryki, a w rzeczywistości tylko kawałek plaży to trochę bez sensu.

Zdecydowałem się więc na fajną opcję 4h w Mogadiszu, w sam raz by wypić espresso 😊. Taka opcja kosztuje dla podróżnika solo 400$. Druga opcja to zostać na noc – program ten sam, dodatkowo tylko nocleg, bo rano zabierają tylko na lotnisko. Cena 800$. Trochę niepotrzebny wydatek.

Dni wybrałem, trzeba było rozejrzeć się za biletem. Gdy pytałem na grupie warszawskiej o dopłaty do biletu z Mogadiszu, odezwał się do mnie @kamo375 z pytaniem czy faktycznie lecę do Mogadiszu. Po twierdzącej odpowiedzi zapytał czy może lecieć ze mną. Dobrze mieć towarzystwo, więc od razu się zgodziłem.

Czas szukać fixerów. W Dżibuti dla mnie obowiązkowe było zobaczenie jezior Abbe i Assal. Polecany przewodnik Daniel podaje dość spore ceny (solo 700$, dwójka po 450$, trójka po 350$) za 2 dni. Sporo, ale co zrobić. Dżibuti to drogi kraj, a nad Lac Abbe jednak trzeba mieć porządne 4x4 i jechać 3h off roadem od asfaltu. Decydujemy się.

Somaliland – są różne relacje. Ponoć podróżnikom dodają żołnierza defaultowo. Oprócz rysunków naskalnych w Laas Geel (6 km od drogi głównej), chcieliśmy zobaczyć Berberę i Shaikh. Samochód z kierowcą i żołnierzem 500$ na dwa dni za 2 osoby, załatwiane przez hotel Oriental w Hergeisie. Dla solo travellera mówili, że 350$. Nie wiem dlaczego różnica, bo nocleg i jedzenie nie było wliczone. Przełknęliśmy.

Burundi – planowałem zwiedzać bez przewodnika, choć koniecznie chciałem zobaczyć drummersów z Gishora oraz wioskę Pigmejów. Bez przewodnika ciężko tam się dostać i zsynchronizować. Rozmawiając z Burundi Guides na FB, zapytaliśmy też o opcję DR Kongo i goryle w Kahuzi-Biega. Okazało się, że są skorzy do negocjacji – 2200$ za dwie osoby na 4 dni, wszystko wliczone, łącznie z permitami na goryle. Potem tak to liczyliśmy sami to w sumie dużo na nas nie zarobili – 400$ sam permit, 100$ wiza DR Kongo, ponad 100$ terenówka od granicy do parku i z powrotem, to już ponad połowa tej kwoty.

Finalnie trasa wyszła bardzo ambitna i ciekawa w przeżycia. Już słyszę te głosy: „Ale frajerzy, tyle kasy wydali, to nie są podróżnicy. Prawdziwi podróżnicy jeżdżą po najtańszym budżecie” 😉. Prawda niestety jest taka, że jak chce się zobaczyć te miejsca to nie ma innego wyjścia. Dla mnie kompletnie bez sensu jest jechać np. do Dżibuti i nie widzieć jezior.
Zaczynamy 😊


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image


Ostatnio edytowany przez cart 10 Lut 2024 08:29, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
48 ludzi lubi ten post.
15 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 29 Sty 2024 18:56 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 8789
Loty: 981
Kilometry: 935 251
platynowy
Widzę (tzn. czytam), że kolejna zajebista relacja się szykuje.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 30 Sty 2024 18:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1969
Loty: 844
Kilometry: 1 922 317
platynowy
Do Addis dolatywaliśmy oddzielne z powodu różnej dostępności biletów za mile. Samolot kamo był opóźniony, więc skorzystałem z jego *G i wszedłem do saloniku. Na miejscu niespodzianka, usłyszał nas @jacek96 i we trójkę spędziliśmy trochę czasu. Ja leciałem przez VIE, szybko i składnie, a kamo przez IST i CAI. Spotykamy się ponownie w ADD i odwiedzamy salonik. Do Dżibuti lecimy w Q400 - nie ma zbyt wielu pasażerów.

Pomimo załatwionej online e-visa (12$) na lotnisku i tak chcieli LOI (Letter of Invitation). Dostaliśmy je od przewodnika, więc nie było problemu by pokazać. W kantorze wymieniają tylko dolary w setkach.
Z lotniska można wydostać się tylko taksówką za 20$. Pytaliśmy w pobliskim autobusie, ale nie chcieli nas wziąć. Mamy nocleg w Djibguesthouse za 70$ pokój z łazienką. To najniższe ceny w Dżibuti. Pokój dość spory, łóżko twarde. W oczy rzuca się ogromna jednostka klimatyzacji, na oko z 5.4 kW. Teraz pod koniec grudnia jest przyjemne 26-28 stopni, choć na słońcu jest bardzo gorąco. A to przecież najzimniejszy okres w roku.

Jest piątek i prawie wszystko jest zamknięte.

Idziemy na spacer najpierw w okolice portu i od razu spotykamy się z mega niechęcią do robienia zdjęć. Dosłownie każdy się czepia jak wyciąga się aparat lub telefon. Robię szybko zdjęcie minaretu i idziemy wybrzeżem wzdłuż portu.

Image

Image

Image

Zatrzymujemy się w dobrej restauracji na jedzenie, piwko można kupić, ale tylko importowane. Dochodzimy do centrum handlowego, ale widzieli mój aparat i nie chcieli mnie wpuścić do środka! Co za bezsens.

Obok w jakiejś sadzawce miejscowy łowi ryby.

Image

Następnie zwiedzamy trochę centrum. Jest zniszczone, choć lekkie naleciałości kolonialne w architekturze pozostały i pewnie kiedyś robiły ciekawy klimat. Wyciągam aparat i zaraz zgarnia nas policja. Nie wolno robić zdjęć. Gościu na szczęście bardzo słabo mówi po angielsku. Chyba chciał wyciągnąć łapówkę dla szefa, ale się wykpiliśmy.

Image

Image

Wracamy powoli do hotelu, oglądamy kościół katolicki i starą stację kolejową. Wieczorem jeszcze spotykamy się z naszym przewodnikiem na debrief. Powiedział, że dołączy do nas trzecia osoba, więc z przyjemnością przyjmujemy do wiadomości, że zapłacimy po 350$, a nie po 450$ za wycieczkę na oba jeziora.

Idziemy wcześnie spać. W końcu po nocy w samolocie jesteśmy zmęczeni, a i rano czeka pobudka.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
31 ludzi lubi ten post.
6 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 30 Sty 2024 19:28 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 479
złoty
To wygląda jeszcze gorzej, niż za mojego pobytu, kraj zdecydowanie na samym dole mojej listy. Ale pewnie wycieczka nad jeziora polepszy Waszą opinię o Dżibuti.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 30 Sty 2024 20:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Sty 2012
Posty: 4435
srebrny
Magia słowa.... Dżibuti, niewarta zachodu (przepraszam: południa) ? ;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 30 Sty 2024 20:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1969
Loty: 844
Kilometry: 1 922 317
platynowy
poczekajcie..., na widok Abbe opadnie szczęka :)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 30 Sty 2024 21:14 

Rejestracja: 07 Lut 2014
Posty: 788
niebieski
Jak się celuje w UN193, to i tak trza pojechać, niezależnie jak tam jest;)
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 30 Sty 2024 21:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Sty 2012
Posty: 4435
srebrny
@ciachu25 ale dla dohaczenia wystarczy przekroczyć kordon ;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 30 Sty 2024 22:12 

Rejestracja: 07 Lut 2014
Posty: 788
niebieski
Ci mało rasowi tak robią, prawdziwi kozacy spędzają minimum 24h i wypijają piwko;)
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 31 Sty 2024 16:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1969
Loty: 844
Kilometry: 1 922 317
platynowy
Rano odbiera nas przewodnik, dołącza Irlandka z naszego hotelu, którą widziałem na śniadaniu. Była wcześniej w Erytrei i Somalilandzie i mówi, że do wizy na lotnisku w Hargeisie potrzebne jest LOI. Rzutem na taśmę wysyłam maila do hotelu by nam przysłali LOI.

Mamy terenowego Landcruisera na rynek afrykański. Taki sam, którym jeździłem rok temu w Sudanie Południowym i Etiopii. Samochód ma max 5 lat, choć wygląda na 30. Ważne, że dobrze jeździ w terenie :)

Wyjeżdżając z Dżibuti city, Daniel opowiada nam trochę o realiach kraju. Jest tu wiele baz wojskowych (chyba z 5?) i przez to wynajęcie mieszkania to koszt minimum 2k$. Najbardziej rozpanoszyli się Chińczycy, których nota bene w ogóle nie widzieliśmy. Natomiast mają wielki port podziemny (!), gdzie nawet rząd Dżibuti nie ma pojęcia co wpływa, a co wypływa z niego. Mijamy też największą inwestycję w kraju - chińskie centrum logistyczne, które jest tak ogromne, że ma w środku swoje nazwy ulic i znaki drogowe.

Na drodze wylotowej jest ogromna ilość etiopskich tirów, które ciągną towary do kraju. Dżibuti żyje na taxach z nich. Przewodnik mówił, że Etiopia szuka obszaru do zaanektowania z dostępem do morza - myślałem, że zaatakuje militarnie jakiś kraj, ale szybko się okazało, że chodzi o coś innego - wrócę do tego w późniejszej części relacji.

Nasz pierwszy cel do miejscowość Ali Sabieh. Spodziewałem się pustynno-kamienistej drogi, ale okazuje się, że zmiany klimatyczne przynoszą tu sporo opadów deszczu i jest dość zielono. Ali Sabieh to miasteczko, które powstało przy starej linii kolejowej z Dżibuti City do Etiopii, a z tej linii dużo nie zostało...

Image

Nowa linia biegnie daleko za miasteczkiem. A samo miasteczko to "ch..., d... i kamieni kupa" cytując klasyka ;)

Gdy tylko wyciągam aparat to od razu jest wielki sprzeciw miejscowych, nawet jak nie robię im zdjęć. No ale techniki z biodra mam opanowane ;)

Image

Image

Image

Przyjechaliśmy tu właściwie tylko po to by przerwać trochę długą podróż nad jezioro Abbe. Do zwiedzania jest kompleks katolickiego kościoła. Katolików w Dżibuti jest <1%, więc nie ma tu zbyt dużo wiernych. Natomiast była szkoła i biblioteka. Jest też ksiądz z Kongo.

Image

Image

Image

Przejeżdżamy jeszcze przez centrum. Mogę zrobić zdjęcia z samochodu. Jedną z rozrywek jest oczywiście żucie khatu, sprowadzanego z Etiopii. Gałązki z liśćmi są przykryte, bo szybko tracą świeżość.

Image

Jeszcze okolice stacji kolejowej - shithole jakich mało.

Image

Po lunchu dojeżdżamy do Dikhil. Tu się kończy asfalt i czeka nas 3h po terenie. Spotykamy zaraz małpki z ciekawymi dupami ;)

Image

Droga najpierw jest szeroka, mijamy jakąś wioskę i robi się naprawdę trudno. Bez wysokozawieszonego 4x4 nie da się przejechać.

Image

W końcu zaczyna być widać pierwsze kominy. Mamy ponad godzinę do zachodu, więc sporo czasu by się rozejrzeć.

Image

Zostawiamy graty w obozie i jedziemy. Samochód w pewnym momencie trzeba zostawić, ponieważ by się zapadł. Kominy powstały jak teren był zalany jeziorem, a odpływ wody spowodowały tamy po stronie etiopskiej...

Image

Słońce chyli się ku zachodowi, więc zaczyna się gra światła.

Image

Image

W oddali widać jezioro. Kominy są bardzo kruche, pokryte jeszcze przez drobnoustroje. Na niektóre wchodzimy, ale przewodnik każe bardzo uważać.

Image

Image

W oddali widać lud Afar i ich zwierzęta. W szoku byliśmy, że ktoś tu żyje. Teraz jest gorąco, a w lecie zupełnie nie do wytrzymania.

Image

Image

Image

I już prawie zachód...

Image

Ten najwyższy komin zwany jest minaretem.

Image

Czas na najlepsze show natury i kolory światła...

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W obozie jeszcze kolacja. Jest około 17 turystów. O dziwo są toalety i bieżąca woda na prysznic. Zajmujemy jeden namiot i kładziemy się wcześnie spać, bo czeka nas pobudka o 5:30 na wschód.

edit - jeszcze był krótki występ artystyczny :D

_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
38 ludzi lubi ten post.
9 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#11 PostWysłany: 01 Lut 2024 21:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1969
Loty: 844
Kilometry: 1 922 317
platynowy
Pobudka zaraz po 5, mycie zębów i jedziemy w to samo miejsce. Jest Sylwester, więc będzie to dłuuuugi dzień.

Image

Robi się jasno, ale jeszcze nie ma wschodu. Jest może z 23 stopnie i naszemu przewodnikowi jest zimno. Tym razem pokazuje nam inne miejsca, tzn. gorące źródła. W sposób pokazany na zdjęciu zbiera ciepło:

Image

Pokazuje nam sztuczkę - jak zapala papierosa i wdmuchuje dym w wodę to nagle robi się dużo pary wodnej. Ciekawe jaki proces tam zachodzi.

Image

Image

Idziemy powoli w stronę jeziora. Krajobrazy są naprawdę genialne...

Image

Image

No i jest - wschodzi słońce. Może minutka i już cała kula jest nad ziemią.

Image

Image

Image

Image

Do samego jeziora dojść się nie da, jest zbyt grząsko. Flamingi robię na 300 mm

Image

Miejscowa ludność już przyszła po wodę. Co ciekawe wiedzą, która woda nadaje się tylko do mycia, a która do picia.

Image

Robię zdjęcia też z daleka, oni też mają awersję na aparat...

Image

Image

Image

Wracamy do obozu na godzinę 8. Śniadanie i zbieramy się z powrotem.

Image

Jedziemy jeszcze w drugie miejsce, gdzie jest ogromny komin. I tutaj mamy wyjaśnienie dlaczego miejscowi nazywają te formacje kominami. Na zdjęciu teraz tego nie widać, ale na samej górze ten komin dymi... Przewodnik znowu dmuchał dymem papierosowym na strumyk i wzmagał w ten sposób dym z czubka.

Image

Wracamy..., o dziwo widać jakieś dzikie zwierzęta!

Image

Image

Wstępujemy na chwilę do wioski miejscowych, to jakaś godzina drogi z powrotem. Przewodnik zawsze coś im pomaga - przywozi khat, jakieś ubrania czy inne potrzebne rzeczy. Oni nigdy nie płacą, ale zawsze to robi, bo jak samochód się zepsuje to ci ludzie są jedyni, którzy mogą pomóc w tych warunkach.

Chata sklecona ze wszystkiego. Rodzina ma 8 dzieci - standardzik w tym obszarze...

Image

I łóżko w środku do robienia dzieci:

Image

Image

Jako, że przewodnik coś przywiózł to możemy robić zdjęcia:

Image

Już prawie Dikhil. Znowu widzimy małpki - teraz złapałem lepsze ujęcie herszta bandy ;)

Image

W Dikhil chwila przerwy i lunch w hotelu. Wracamy na asfalt i jedziemy w stronę jeziora Assal. Po drodze mijamy wąwóz, który jest częścią Wielkiej Doliny Ryftowej.

Image

Image

Jedziemy w dół i dojeżdżamy do Lac du Goubet. To raczej zatoka, a nie jezioro. Wpływa tu mnóstwo rekinów wielorybich i można sobie z nimi ponurkować.

Image

Image

Dojeżdżamy w końcu do Lac Assal - to chyba trzecia największa depresja na świecie i bardzo zasolone jezioro

Image

Starałem się nie robić zdjęć fabryce i chińskiej działalności, ale krajobraz przez ostatnie 10 lat ponoć bardzo się zmienił... Przewodnik bardzo narzekał jak przyroda jest niszczona.

Image

Niemniej jednak jest efekt wow. Temperatura wynosi 36 stopni i jest to najzimniejszy okres. W lecie dochodzi do 60 w cieniu, tylko cienia nie ma...

Image

Po skorupie można chodzić.

Image

Image

Image

Kończy się powoli dzień. Jeszcze namawiam przewodnika by podjechać trochę w stronę Tadjourah na punkt widokowy - wulkany.

Image

Do Dżibuti city wracamy grubo po zmroku. Tym razem zatrzymujemy się w hotelu Alia - też 70$, ale lepiej położony. Idziemy do knajpy obok na rybkę, rozpijamy kupionego w wolnocłowym Jacka i... nagle podchodzi do nas Polak, który mieszka tu 11 lat! Przyjechała do niego kobietka z Etiopii, choć mówi, że ma w Polsce żonę i dorosłe dzieci. Mówi, że takie jest życie.
Pracuje on dla włoskiej firmy i robią drogi. Pytaliśmy się, jak tu się żyje w lecie - powiedział, że nawet w nocy nie da się wyjść na zewnątrz, bo jest tak gorąco i duszno.

Kombinujemy jak tu przywitać Nowy Rok. Stwierdzamy, że wbijamy się na pewniaka do Sheratona. Wpuścili nas do kasyna bez problemu. Przywitaliśmy Nowy Rok darmowym szampanem z baru, a otworzyli parę dobrych butelek :D

No to Szczęśliwego Nowego 2024!

Załącznik:
nowyrok.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image


Ostatnio edytowany przez cart, 02 Mar 2024 22:41, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
33 ludzi lubi ten post.
8 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 02 Lut 2024 21:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1969
Loty: 844
Kilometry: 1 922 317
platynowy
Po udanym Sylwestrze, poszedłem spać o 2, a kamo jeszcze chciał jeszcze się doprawić ;). Mieliśmy mały problem by zdążyć na samolot, ale się udało. Nawet odwiedziliśmy salonik na lotnisku w JIB, ale była tylko lodówka z napojami i termos z wrzątkiem. Pani także nie wiedziała co to *G.
Sprawnie wróciliśmy do ADD, znowu salonik i lot do HGA. Na pokładzie może 12 osób...

Na lotnisku pytali jednak o sponsora, więc pokazaliśmy LOI z maila. Potem okienko, gdzie płacimy po 60$ za wizę i witamy w Somalilandzie. Kamo kupuje jeszcze kartę sim za 5$, która potem okaże się zbawienna. Kasy nie ma gdzie wymienić, ale nie ma i po co na razie. Taksówka znowu standardowe 20$ i jedziemy do samego centrum do hotelu Oriental. To jeden ze starszych hoteli w mieście. Pokój tylko 18$. Ma wiatrak i lichą łazienkę. Na spanie w sam raz. Płacimy za nasz tour na następne 2 dni i idziemy rozejrzeć się po centrum.

Wszyscy wszystkim handlują. Próbujemy zapłacić drobnymi dolarami, ale każą wymienić kasę. To wymieniamy! Ta kupka to pewnie max 50$ ;)

Załącznik:
kasa0.jpg


Drobne szylingi są używane, większe kwoty płaci się dolarami albo telefonem. Tylko telefonem nie przez NFC, ale jakimiś kodami. Także mało kto używa gotówki.

Załącznik:
kasa1.jpg


Robi się wieczór. Z meczetu wzywają na modlitwę i całe centrum staje by się pomodlić.

Noc przetrwaliśmy i rano ruszamy. Mamy kierowcę w dużej Toyocie i żołnierza z kałachem. Kamo już się czai na potrzymanie guna ;)

W Hargeisie do zobaczenia jest targ wielbłądów (i kóz). Jedziemy tam od razu. Chcieliśmy po powrocie, ale czynny jest tylko rano.

W przedniej części kozy, w tylnej wielbłądy.

Image

Image

Image

W Somalilandzie na szczęście nikt się na razie nie czepia, że robię zdjęcia. Choć na tym targu mojego kolegę kiedyś dzieciaki obrzucały kamieniami dla zabawy...

Image

Image

A to nasz żołnierz i jego kałach:

Image

Wielbłąda można kupić za ok. tysiąc dolarów.

Image

A kozy pakuje się do kombiaka i upycha nogą...

Image

Image

Z Hargeisy do Berbery prowadzi nówka sztuka droga. Szybko osiągamy skręt na Laas Geel. Tu droga jest już kamienista i jedziemy w tempie pieszym. Po 6 km ukazuje się góra, gdzie jest kilka jaskiń i słynne malowidła...

Image

Na miejscu jest przewodnik, za wstęp się nie płaci, ale potem chcieli jakiś napiwek...
Malowidła mają kilka tysięcy lat, ale wyglądają mega! Są duże i kolorowe. Szok, że tak dobrze się zachowały.

Image

Image

Dużo gorsze malowidła w Arabii czy Namibii są wpisane na Unesco. Laas Geel chyba nie ma ze względu na status kraju...

Image

Cudne, co nie?

Image

Z góry jest wspaniały widok na okolice.

Image

Na miejscu jest udostępnione chyba 6 czy 7 jaskiń, o ile się nie mylę.

Image

Nasz żołnierz ulega. Kamo robi sobie foty z kałachem, ale mieliśmy nie udostępniać na necie, więc nie pokazuje.

Image

Image

Na malowidłach są głównie krowy i ludzie, ale można spotkać i żyrafę.

Image

Image

Psy:

Image

A tu jak to określił przewodnik "cow fuc*ing"

Image

Dla skali...

Image

Image

Wyjeżdżamy mega usatysfakcjonowani...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image


Ostatnio edytowany przez cart, 02 Mar 2024 22:44, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
31 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 02 Lut 2024 22:54 

Rejestracja: 31 Maj 2013
Posty: 1367
Loty: 798
Kilometry: 1 187 398
srebrny
Widzę, że macie tego samego bodyguarda co ja miałem. Fajny gościu, ma trzy żony i ósemkę dzieciaków. Też dał mi się pobawić kałachem ale prosił aby w jego i moim interesie nie zamieszczać fotek. ;)
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 04 Lut 2024 14:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1969
Loty: 844
Kilometry: 1 922 317
platynowy
Do Berbery szybko docieramy. Droga jest dobra i pusta...
Zajeżdżamy do pierwszego hotelu - dość luksusowy, oglądamy pokoje i decydujemy się na dwójkę deluxe za 58$ ze śniadaniem. Jemy lunch i po lunchu mieliśmy jechać na oglądanie miasta. Naszych ludzi jednak nie było i idziemy sami.

Berbera to spory port:

Image

Ulice są wyludnione, ale mijamy co jakiś czas kogoś. Ludzie sami chcą by robić im zdjęcia, jaki szok w porównaniu do Dżibuti.

Image

Image

Budynki są w opłakanym stanie i prawie wszystko jest zamknięte. Widzimy sporo "fishing company", ale pozamykane

Image

A ten gościu sam się zatrzymał i powiedział by zrobić mu zdjęcie

Image

Skręcamy w starą część, dużo ruin lub prawie ruin...

Image

Image

Image

Mieliśmy duże zainteresowanie grupki kobiet. Najpierw chciały by robić im zdjęcia, a potem były zawstydzone. Nie mogliśmy dogadać się po angielsku.. Zdjęcia natomiast ładne :)

Image

Image

Image

A ten gościu zaprowadził nas do meczetu. W środku byli Pakistańczycy, którzy przyjechali szerzyć to Islam. Zostaliśmy zaproszeni do środka i słuchaliśmy wykładów o Allahu. Głupio było się wyrwać, spędziliśmy tam z godzinę. Zapraszali nawet na kolację, ale podziękowaliśmy.

Image

Powoli wracamy do hotelu, bo już ciemno się zrobiło, jeszcze jakiś portrecik po drodze.

Image

Image

Pod hotelem spotykamy naszego żołnierza, przebranego w sukienkę. Najpierw go nie poznajemy, ale on poznaje nas ;). Jedziemy jeszcze na plażę pod miasto obejrzeć zachód słońca.

Image

Image

Plaża piękna, ale nikt z niej nie korzysta. Moczymy nogi i zbieramy się do hotelu.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
25 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#15 PostWysłany: 05 Lut 2024 21:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1969
Loty: 844
Kilometry: 1 922 317
platynowy
Wyruszamy na spotkanie z górami. Droga niestety jest różna, a ruch znikomy. Celem jest Shaikh i okolice najwyższej góry w Somalilandzie.

Image

Krajobraz jest zadziwiająco zielony:

Image

Droga w końcu pnie się serpentynami i dojeżdżamy do punktu widokowego, gdzie robimy sobie zdjęcia

Image

Image

Widoczki jak widoczki, jakieś specjalnie nie są. Nasz kierowca chce zawracać, a my mu mówimy, że chcemy do wioski Shaikh, która jest niedaleko. Po drodze spotykamy dużego żółwia :D. Ciekawe skąd się wziął:

Image

Przed Shaikh spotykamy sporo wieżyczek, które stanowiły element obronny.

Image

Sama wioska to somalilandzka masakra. Pełno blachy falistej i zabudowań zrobionych ze wszystkiego:

Image

Najwięcej ludzi jest koło kawiarni. Ja siadam na kawę latte na mleku wielbłądzim:

Image

A kamo dostał lek na żołądek od naszego kierowcy - kilka limonek wyciśniętych do herbaty. W ogóle to się zdziwili, że ktoś chce herbatę bez wielbłądziego mleka:

Image

I czas wracać. Dość sprawnie dojeżdżamy do Hargeisy i mamy jeszcze wieczór. Oglądamy pomnik w stylu flajowym ;)

Image

No i czekamy na wielki dzień - jutro do Mogadiszu!
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
27 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#16 PostWysłany: 06 Lut 2024 00:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 299
Loty: 1168
Kilometry: 2 321 060
platynowy
@cart - relacja i fotki wymiatają wszystko co widziałem do tej pory w Afryce.... Naprawdę nie wiem, czy polecę Twoim śladem w te miejsca.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 06 Lut 2024 09:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1969
Loty: 844
Kilometry: 1 922 317
platynowy
@hiszpan najlepsze dopiero przed nami ;)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 06 Lut 2024 15:25 

Rejestracja: 31 Maj 2013
Posty: 1367
Loty: 798
Kilometry: 1 187 398
srebrny
Dodam jeszcze ciekawostkę o wielbłądach. Otóż jest ich w Somalilandzie więcej niż ludności (4,5 mln). Kosztują od 500 do 1000 $ za egzemplarz. Są hodowane głównie w trzech celach:
1. dla mleka - piłem i bardzo mi smakowało, na pewno jest bardzo zdrowe, w składzie przypomina ludzkie mleko matki.
Wielbłądzica potrafi dać nawet do 20 l mleka dziennie. W Polsce na Dolnym Śląsku jest ferma wielbłądzia
http://wielbladziafarma.pl/wizyta-na-farmie-inf-32.html i można tam kupić mrożone mleko w cenie ponad 50zł/l.
2. na mięso - w smaku przypomina wołowinę, skosztowałem ale mi nie smakowało.
3. i najważniejsze - jako zapłata za żonę - otóż "dobra żona" czyli z szacownej i bogatej rodziny kosztuje nawet 50-100 wielbłądów (!), mniej zamożni płacą rodzinie kilkanaście sztuk a dolna granica wśród ubogich to 1-2 wielbłądy.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
oskiboski uważa post za pomocny.
 
 
#19 PostWysłany: 06 Lut 2024 15:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1969
Loty: 844
Kilometry: 1 922 317
platynowy
Somalia i Mogadiszu - na dźwięk tych słów przechodzą nas ciarki i automatycznie mamy skojarzenia z piratami, wojną domową i Black Hawk Down. Kilka lat temu przeczytałem relację gościa, który odwiedził miasto z gośćmi z Visit Mogadishu. Jechał kuloodporną terenówką, dodatkowo jedna przed nim i jedna za nim - w każdej po 4 gości z kałachami jako security. Jakieś 2-3 lata temu w mieście trochę się polepszyło, wydzielona jest zielona strefa, a bojówki z al-Shabaab wypchnięte są w dalsze części. Nie oznacza to, że co jakiś czas nic nie walnie.

2 lata temu zacząłem pisać z Visit Mogadishu. Potrzebna była tylko jedna terenówka z ochroną, cena z noclegiem wtedy od 1500$ (pół dnia zwiedzania). Potem pisali do mnie, że jak dołączę do kogoś to spadnie do 1100$. Temat chwilowo odłożyłem, bo rok temu pojechaliśmy zwiedzać plemiona w Sudanie Południowym i Etiopii.

Podróżnicy natomiast zaczęli polecać alternatywne biuro - Visit Horn of Africa. Na swojej stronie mieli opcję 4h zwiedzania Mogadishu za 400$ solo (300$ od osoby przy dwójce). Może 4h ryzyka wystarczy? Bo po co brać nocleg i rano być odwiezionym tylko na lotnisko za kolejne 400$?

Poza al-Shabaab jest oczywiście pełno lokalnych watażków, którzy mają faktyczną kontrolę nad częściami miasta i kraju. Sytuacja jest mega skomplikowana, tym bardziej, że Somalia to kraj właściwie jednorodny plemiennie i kulturowo.

Image

Image

Kto właściwie rządzi w tym kraju? I wszyscy i nikt...

Image

Jadąc taksówką na lotnisko w Hergeisie czuję i strach i podniecenie. Staram się myśleć pozytywnie o tym co nas tam czeka. Moje myśli przerywa nagle punkt kontrolny na 1 km przed lotniskiem - trzeba pokazać paszport. Daję swój a kamo szuka i szuka swojego i nie może znaleźć! Kur..., co jest grane... Puszczają nas pod terminal. Wielkie szukanie, ale paszportu nie ma. Mamy tylko 1.5h do odlotu - biegnę się odprawić i mamy się zaraz spotkać przy security - kamo podzwoni do hoteli. Odprawiłem się bez problemu i wracam się. Kamo już wie, że jego paszport został w hotelu w Berberze - to 150 km stąd!

Jedyne rozwiązanie to lecę sam do Mogadishu, a kamo wraca się do Berbery i spróbuje przebookować bilet by wylecieć wieczorem z Hargeisy do Addis i tam się spotkamy przed dalszym lotem.

Siedząc w 737 Daallo airlines (linia lotnicza tylko z tym jednym samolotem) i spoglądając w dół na spaloną ziemię, myślę sobie, że w sumie dobrze się to skończyło, że paszport się znalazł. Wyobrażacie sobie zgubienie paszportu w nieuznawanym międzynarodowo kraju? Dopiero byłby problem. A do Mogadishu zawsze będzie można wrócić...

Po lekko ponad godzinie widać miasto i lotnisko jak na dłoni. Samolot ląduje od zachodu, bo od wschodu jest strach przed al-Shabaab.

Załącznik:
IMG_1556.jpg


Terminal jest całkiem ok. Wyciągam moje zaproszenie i mam kupić wizę za 60$. Ale hej, ja przyleciałem z Somalilandu, więc to część Somalii. W teorii jedno państwo, a w praktyce dwa. Zastanawiają się co ze mną zrobić i każą czekać. Tracę cenny czas. W końcu pojawia się mój przewodnik i pogania ich by mnie puścili. Gościu normalnie sobie wszedł na immigration. W końcu nie dostaję ani wizy ani nawet żadnej pieczątki.

Za terminalem widzę od razu ogromne mury i fortyfikacje, zasieki i wielkie bramy, tona żołnierzy i ochrony. Wsiadamy w zwykły samochód i wyjeżdżamy z terenu lotniska. A gdzie moja ochrona? Na razie nie ma. Jedziemy chwilę uliczkami - pierwsze obrazki to opłakany stan wszystkiego, ogrom tuk-tuków i żołnierze na każdym skrzyżowaniu. Skręcamy w boczną uliczkę, która jest chroniona z dwóch stron. Pośrodku uliczki brama wysoka na kilka metrów - otwiera się i dopiero widzę, że to hotel. Mogę skorzystać z toalety i podziwiać zegar z przyjaźni rosyjsko-somalijskiej. Zmieniamy tu samochód na kuloodpornego Hiluxa, bierzemy żołnierza z zapasem magazynków i jedziemy...

Boję się otworzyć okno, robię dużo zdjęć, ale żadne nie wychodzi. Dopiero po chwili przewodnik mi mówi bym trochę otworzył szybę, ale nie wystawiał obiektywu za nią. Mam też być szybki.

Image

W mieście jest ogromny ruch. Tuk-tuki tak zakorkowały miasto, że podzielono je na litery A i B. Dzisiaj jeżdżą tylko A.

Image

Jedziemy najpierw na koniec kontrolowanego przez rząd miejsca - hotel przy plaży Lido. Hoteli jest tu kilka i jest mega security by wjechać.

Image

Image

Siadamy chwilę. Muszę coś zjeść - dostaję zupę rybną i zjadam arbuza na spółkę z przewodnikiem.
Na plaży jest ogrom ludzi - to czwartek więc weekend.

Image

Image

Tymi łódkami z flagą można popływać przy brzegu. Jest duży wiatr więc i tak dzisiaj nie popływam, poza tym nie mam czasu...

Image

Za zupę mam zapłacić 3$. Wyciągam jakieś drobne szylingi, które dostałem od @DMW. Zabijają mnie śmiechem mówiąc, że to już od wielu lat nie jest w użyciu - tylko dolce lub płatności telefonem.

Jedziemy w stronę Old Mogadishu. Miasto jest w stanie tragicznym - blacha falista, beton, zapory, co chwila kontrole.

Image

Image

Widzicie te ślady po kulach? Tego jest pełno jak dojeżdżamy do Old Mogadishu:

Image

Siedziba banku centralnego:

Image

Podjeżdżamy pod "deptak". Zostawiamy samochód pod szlabanem. Bierzemy dodatkowego żołnierza i czeka nas spacer po starówce...

Image

Image

Na razie taka lepsza część ;)

Image

Image

Image

Image

Czy wiecie, że Somalijczycy to najmniej inteligentny naród na świecie? Przeciętne IQ to 69, czyli już lekkie upośledzenie umysłowe... Lata wojny zrobiły swoje, edukacja nie istniała, ponad połowa ludności nie umie czytać, choć książki jak widać można kupić. Natomiast każdy płaci telefonem. Przewodnik przelewał pieniądze na telefon kobiecie, która żebrała!

Image

Khat oczywiście popularny...

Image

Wchodzimy w najstarszą część Mogadishu. Tu już jest dramat, wszystko się sypie i jest totalnie zniszczone:

Image

Image

Ludzie jednak jakoś egzystują.

Image

Ten gościu mielił kawę, huk na pół kilometra.

Image

Image

Image

Totalnie się zgubiłem w tych uliczkach, ale przewodnik i dwóch żołnierzy wiedzą gdzie iść.

Image

To mój ochroniarz - przygotowany na strzelaninę - miał z 10 magazynków!

Image

Miejscowi uśmiechają się do mnie i są zaciekawieni

Image

Image

Image

Image

W końcu docieramy do targu rybnego. Zapewne rano można znaleźć lepsze okazy, ale i tak nie narzekam. Głównie tuńczyk.

Image

Image

Image

Image

Image

Nikt się nie czepia, że robię zdjęcia, nawet pozują:

Image

Image

Idziemy dalej z buta do słynnej latarni. Niestety w tamtym roku się zawaliła :(. Przewodnik mówi bym szybko robił zdjęcia i wracał, bo tam jest kilku kolesi co się czepiają. I faktycznie jak mnie zauważyli to coś krzyczeli.

Image

To plaża Lido 2 przy latarni.

Image

Jeszcze trochę ruin z okolicy latarni:

Image

Image

I wracamy powoli do samochodu. Przechodzimy przez ulicę krawców. Tych dwóch panów podobno skończyło studia, ale są krawcami bo nie ma innej pracy.

Image

Image

Kończy mi się czas w mieście. Mamy czas jeszcze na jedną ważną rzecz - espresso!!!

Załącznik:
IMG_1599.jpg


O dziwo dało się znaleźć całkiem niezłą kawiarnię :)

Zostało mi 2h do odlotu. Pędzimy na lotnisko. A tam oczywiście ścieżka zdrowia. Już kilometr przed sprawdzane są permity. Potem zostawiamy samochód i idziemy pieszo przez kilka kontroli. Jest nawet pies sprawdzający mój plecak. Na 1.5h przed odlotem mogę w końcu stanąć po kartę pokładową Ethiopiana. To mogą być jednak ostatnie chwile tego przewoźnika w Somalii...
Przewodnik powiedział, że Etiopia dogadała się z Somalilandem na wyleasingowanie 20 km wybrzeża Somalilandu w zamian za uznanie ich jako państwo. W Mogadiszu mega wkurzenie, że Somaliland decyduje się na taki krok i udostępnia ich ziemię. Właśnie to ogłoszono więc miałem stracha czy w ogóle wylecę.
Nawet przyleciał po nas Dash bez żadnego malowania...

Jeszcze tylko pies znowu sprawdza wszystkie bagaże i możemy się boardować. Lot spokojny, a w ADD w hotelu spotykam się z kamo. Ethiopian dał nam darmowy nocleg, bo lot do Burundi dopiero jutro.

Ah co za dzień!!!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
37 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#20 PostWysłany: 06 Lut 2024 18:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Lis 2011
Posty: 696
Loty: 163
Kilometry: 294 335
złoty
No powiem ci ze temat z pozostawionym paszportem szok. :shock:
Info z IQ mieszkańców mega ciekawe. Nie wiedziałem tego. :)
Nie opisałeś saloniku VIP na wylocie :D
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 57 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: 19marek73, CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group