Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 02 Gru 2023 16:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 346
Loty: 1204
Kilometry: 2 408 794
platynowy
Zimny i mroźny listopad w Polsce skłania do szukania słońca gdzieś na krańcach świata. Jak co roku wyjeżdżam z gronem przyjaciół i bez dzieci do jakiegoś ciepłego miejsca. W tym roku wybrałem Kostarykę. Skusiły mnie opowieści o wspaniałych lasach deszczowych, wulkanach, pięknych plażach, kolorowych ptakach a nade wszystko chciałem zobaczyć leniwce w ich naturalnym środowisku. Mam w pamięci stary program na Discovery o sanktuarium leniwców na Kostaryce i wtedy już postanowiłem pewnego dnia tu przyjechać.
Kostaryka jakoś dobrze nie kojarzyła się moim znajomym, więc musiałem ich mocno przekonywać, że naprawdę będziemy mieli co robić przez 12 dni. W listopadzie kończy się pora deszczowa, jeszcze jest bardzo mało turystów i trzeba być przygotowanym na krótkie i intensywne opady deszczu pomiędzy ostrym słońcem.
Oczywiście całą wyprawę organizuję samodzielnie, wynajmujemy samochód (w Dollar było najtaniej – za 7 osobowego Mitsubishi Montero wyszło około 650USD) i będziemy się poruszać po drogach Kostaryki sami. Jest nas 6 osób więc koszty bardzo dobrze się rozkładają.

Zaplanowałem oglądanie wulkanu Irazu, Puerto Viejo i Park Cahuita, Park Tortuguero, La Fortuna i okolice wulkanu Arena, MonteVerde, Park Corcovado, Manuel Antonio obok Quepos i oczywiście plażowanie na koniec. Noclegi głównie przez AirBnB lub bezpośrednio na stronie hosteli. Wszystko w rozsądnych cenach.

Przyroda Kostaryki mega nas zaskoczyła pozytywnie. Przez te 12 dni właściwie nie rozstawaliśmy się z lasem oraz jego fauną i florą. Zieleń jest niesamowicie intensywna a zwierzęta i ptaki są na każdym kroku. Bez problemu można spotkać wszędzie symbol narodowy Kostaryki – żabkę chwytnicę kolorową, wygląda przepięknie:

Image

Kostaryka jest bardzo dobrze przygotowana do turystyki, wszędzie można płacić albo kartą albo w dolarach amerykańskich – do tego stopnia, że przez 12 dni nie wymieniliśmy żadnych pieniędzy na miejscowe colony – nie było takiej potrzeby. Jest również imho bardzo bezpiecznie. Przemysł jest nastawiony na amerykańskiego turystę, który ma swoje dość wysokie wymagania, skutkuje to na przykład stanem szlaków w niektórych parkach (prawie płaskie chodniki i schody) ale również sprawia, że infrastruktura turystyczna jest bardzo bogata. Wszędzie można spotkać knajpki z przystępnymi cenami, jest dużo sklepów i prawie wszędzie działa wifi.

Tytuł relacji to Easy Kostaryka – bo tak naprawdę jest, łatwo się po niej podróżuje, załatwia noclegi, organizuje posiłki i zwiedza. Nie mieliśmy przez 12 dni absolutnie żadnych problemów z niczym, wszyscy są mega uprzejmi i pomocni. Ruch drogowy jest znośny (może poza San Jose) i wszyscy jeżdżą powoli i bezpiecznie.

Szukałem długo jakiś rozsądnych cenowo połączeń i aby mieć 3 z przodu ceny biletu lecimy przez Londyn z British Airways (z noclegiem – wylot jest bezpośrednio do San Jose z Gatwick) a na powrocie American Airlines przez Miami i Londyn do Warszawy.
Start w piątek wieczorem po pracy, zabiera nas A320 British, na pokładzie nie spodziewałem się fajerwerków i rzeczywiście pasażerowie ekonomika dostają to:

Image

Podejście nad centrum Londynu

Image

Chciałem szybko dojechać metrem do hotelu (obok dworca Waterloo) i iść na piwo do pubu ale okazuje się, ze moi znajomi nigdy nie byli w Londynie! No cóż – nie pada więc robimy London-by-night-walk 😊

Image

Image

Image

Image

Dopiero po dość długim spacerze udaję się do hotelowego baru na zasłużone piwo.

Image

Na drugi dzień rano pociągiem z dworca Waterloo z przesiadką na London Bridge dojeżdżamy na Gatwick. Leje okrutnie co nie jest jakimś dziwnym zjawiskiem w Anglii 😊
Mamy bezpośredni lot do Kostaryki na pokładzie Boeinga 777 British Airways:

Image

Lot prawie 12 godzin, serwują godziwe dwa ciepłe posiłki i alko do woli

Image

Lądujemy tego samego dnia na Kostaryce, która wita nas porządną zlewą

Image

Image

Miłe początki – myślę sobie - ale to tylko straszak 😊 Bierzemy samochód z wypożyczalni i jedziemy na nocleg w San Jose (na wylocie w kierunku Cartago i Irazu). Trzeba jeszcze popróbować miejscowe piwo i odespać podróż. Odpalam internet w Airalo – 17usd za 2GB – starczy do końca wyjazdu.

Image

Pierwszy dzień jest od rana pochmurny, prognoza twierdzi, że od południa się ma wypogodzić nad wulkanem więc szybka decyzja – jedziemy zobaczyć kratery Irazu. Przejeżdżamy przez Cartago, pierwszą stolicę Kostaryki, zniszczoną dawno temu przez erupcję Irazu i zaczynamy mozolną wspinaczkę krętymi wąskimi drogami na szczyt wulkanu.

Image

Niestety pogoda się nie poprawia, ale skoro już wjechaliśmy to idziemy zwiedzać. Trzeba jeszcze kupić bilety wstępu do parku – można tylko on-line, więc robię to przy budce wjazdowej. Pan tłumaczy, że dane osobowe są nieistotne, ważne aby ilość osób się zgadzała.

Image

Image

Image

Image

No niestety lepszych widoków nie było ale za to jesteśmy na sporej wysokości i jest zimno

Image

Image

Dzisiaj chcemy jeszcze dojechać do Puerto Viejo, na szczęście pogoda się poprawia po zjechaniu z wulkanu.

Image

Image

Po drodze pełno lokalnych barów zwanych tu soda, tam zawsze można się napić i zjeść lokalną wersję casado.

Image

Puerto Viejo leży nad samym wybrzeżem karaibskim. Zrobiło się mega gorąco – prawie 35C. Zajeżdżamy do Parku Cahuita ale tylko pochodzić brzegiem bo zamykają o 16-tej

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Trafiamy do naszego hostelu a tam – niespodzianka – nie ma dużo gości więc mamy upgrade do fajnych drewnianych chatek

Image

I od razu pod nogami przecudne żabki drzewołazy złociste – Pani z recepcji ostrzega, że są trujące żeby ich pod żadnym pozorem nie dotykać!

Image

Image

Wokół nas kręci się mnóstwo aguti – takiego skrzyżowania myszy i sarenki – no tylko takie porównanie przychodzi nam na myśl:

Image

Aguti nie boją się ludzi i chętnie pozują do fotek. Ale jest też inna fauna i flora, to wszystko dookoła naszych chatek

Image

Image

Image

Image

Wieczorem idziemy do miasteczka na świeżą rybkę – no przecudnie jest tutaj

Image

Zaczynamy kolejny dzień od śniadania, a tam klasyczne kostarykańskie gallo pinto - wymawia się "gadzio pinto" - ryż z fasolą i z jajkiem

Image

Zaczynamy dzień od plaży:

Image

Image

Obserwujemy polujące na ryby pelikany

Image

Image

Kolejny punkt to zwiedzanie Jaguar Rescue Centre

Image

To miejsce, gdzie w 2008 spotkała się para biologów z Włoch i Hiszpanii, którzy postanowi zostać tu na stale. I kiedy miejscowa ludność się o tym dowiedziała przyniesiono im rannego dzikiego kota (legenda głosi, że właśnie jaguara). Uleczyli go i od tej pory stali się dla miejscowych uzdrowicielami zwierząt. Przynoszą tu do dziś wszystkie ranne lub porzucone zwierzęta z okolicy. Oczywiście najwięcej jest leniwców, których głównym problemem są napowietrzne linie energetyczne. Wchodzą na nie i doznają porażeń. Jaguar Rescue Centre prowadzi szeroko zakrojoną zbiórkę kasy na program izolowania wszystkich linii napowietrznych w Kostaryce – jest jeszcze dużo do zrobienia.
Płacimy więc wejściówkę bez marudzenia – idzie na zbożny cel – i razem z wolontariuszką Lizzy idziemy oglądać z bliska rehabilitowane tu zwierzęta. A jest tego mnóstwo – od leniwców oczywiście poprzez pekari, żółwie, oceloty, papugi, małpy czepiaki a nawet kajmany. Każde zwierzę ma swoją historię, którą Lizzy nam opowiada z pasją, mieszka i pracuje tu od sześciu lat. No jest to piękne miejsce:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

No i oczywiście możemy popatrzeć na leniwce z bliska

Image

Image

Image

Image

Image

Zobaczymy je jeszcze w kolejnych Parkach Narodowych w naturalnym środowisku.

Zbieramy się do wyjazdu, dzisiaj mamy w planach dotrzeć do Parku Narodowego Tortuguero. Trzeba przejechać 200km co zajmuje nam prawie 4 godziny. W Puerto Viejo jeszcze szybki street food – bardzo popularne tu empanady

Image

Aby dostać się do Parku Tortuguero trzeba dojechać do miejsca nazywanego La Pavona. Tam jest koniec drogi, zostawia się samochód na parkingu i przesiada w tramwaj wodny, który dowiezie nas do Tortuguero. Ale o tym już w następnym odcinku.
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
32 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 02 Gru 2023 17:13 

Rejestracja: 21 Cze 2016
Posty: 520
niebieski
Dzięki, ciekawie się zapowiada i mega fotki. Aż chciałabym zapytać, czym Ci się udały takie fajne ujęcia ?

Easy country, kilka dni temu wróciłam i będę śledzić.
_________________
Zamiast dziękuję klikamy „Lubię” / „Pomocny post”, jeśli tak jest.

Kochać to chcieć przemierzyć cały świat we dwoje, po to, by nie było miejsca na ziemi wolnego od wspólnych wspomnień.
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 02 Gru 2023 18:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sty 2012
Posty: 5576
HON fly4free
@hiszpan Zwierzaki cudne :- )
_________________
Do tej pory m.in.: Algieria, Côte d'Ivoire, Etiopia, Gambia, Ghana, Rwanda, Senegal, Uganda || Indie, Indonezja, Iran, Kazachstan, Kirgistan, Liban, Malezja, Oman, turecki Kurdystan, Uzbekistan || Boliwia, Brazylia, Meksyk + Europa.
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 03 Gru 2023 17:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 346
Loty: 1204
Kilometry: 2 408 794
platynowy
Park Narodowy Tortuguero słynie przede wszystkim z występowania stanowisk lęgowych wielu gatunków żółwi zamieszkujących Kostarykę. I rzeczywiście jeżeli przyjedziemy tam w okresie lęgowym (okolice sierpnia) to na pewno będziemy w stanie podejrzeć jak żółwice składają jaja na plaży.
Nam nie będzie to dane co nie znaczy, że mamy Tortuguero ominąć. Na szczęście, również dzięki podpowiedzi @osiolek2381 (dzięki!) jest tam niesamowita masa innych atrakcji przyrodniczych.

Przede wszystkim do Tortuguero nie da się dojechać samochodem. Są loty z San Jose ale dość drogie bo małe Cessny latają tylko. Atrakcją samą w sobie jest dotarcie tam tramwajem wodnym z La Pavony. Trzeba tam oczywiście dojechać, ostatnia godzina jazdy to małe mieściny z wąskimi drogami i dużym ruchem lokalnym. Są też niespodzianki np. jak ten „most kolejowy”:

Image

Image

Na końcu drogi wita nas duży parking:

Image

Image

Ponieważ wcześniej załatwiłem nocleg w Tortuguero to wygodnie przez Whatsappa nasza Pani z Casa Thirema zarezerwowała nam miejscówki w łódce na Tortuguero. Zajeżdżamy 30 minut przed terminem wypłynięcia tramwaju a tam na nas już czekają. Zostawiamy na parkingu (5usd za dobę) samochód i wszystkie ciężkie graty i z lekkimi plecaczkami maszerujemy na czekający na nas tramwaj wodny. Ponieważ czekali już tylko na nas więc odpływamy 20 minut przed czasem.
Bilet kosztuje 4000 colon (30zł) od osoby w jedną stronę (8000 powrotny) czyli w miarę przystępnie. Podróż trwa około godziny i dwadzieścia minut przepiękną meandrującą rzeką.

Image

Sama podróż do Tortuguero to już wspaniałe doznania:

Image

Image

Image

Image

Image

Po drodze znaki drogowe

Image

Image

Zostawiamy kilku pasażerów po drodze

Image

Image

I przybijamy do przystani w osadzie Tortuguero.

Image

Image

Image

Nasza Pani z hostelu już na nas czeka na nabrzeżu więc się nie zgubimy.
Całe osada Tortuguero to jedna ulica wzdłuż rzeki gdzie dzieje się całe życie, knajpki, sklepy, bary, biura turystyczne – wszystko w zasięgu 10-minutowego spaceru

Image

Image

Image

Zapada zmierzch a my mamy w planie nocne zwiedzanie dżungli z przewodnikiem (zorganizowane przez hostel – 25usd od osoby). Teoretycznie moglibyśmy pójść sami ale po 5 minutach od wejścia do lasu zrozumiałem, że nie miałoby to sensu.

Image

Image

Nasz przewodnik dokładnie wie gdzie iść i co nam pokazywać. Chodzimy z nim ponad dwie godziny wyposażenie w latarki

Image

Po zmierzchu przyroda ożywiona objawia się nam w zupełnie innym wymiarze. Niektóre zwierzęta i owady idą spać a inne właśnie rozpoczynają żerowanie. Zaczynamy od węży, spotkaliśmy ich kilka, to coudy snail-eating snakes, na szczęście nie jadowite:

Image

Image

Kolejna zdobycz to oposy, jeden większy czai się w koronie drzewa

Image

A drugi malutki

Image

Bliskie spotkanie z „Rocketem” – szopem praczem, też wysoko na drzewie

Image

Klimaty są super, cała dżungla śpiewa do nas głośno a miejscami przebija się księżyc

Image

Spotykamy w końcu leniwca – tym razem trójpalczastego, trochę jest wystraszony od naszych latarek

Image

Jaszczurka zwana bazyliszkiem

Image

I na koniec – crème-de-la-creme- żabki, pierwsza, niepozorna hałasowała jak najęta

Image

A potem to już chwytnica kolorowa, schowana pod liściem – w życiu byśmy jej nie wypatrzyli sami bez przewodnika

Image

Image

Na powrocie:

Image

Porządnie zmęczeni degustujemy wieczorem lokalny wynalazek – rum z nutą wanilii

Image

Rano pobudka o 5, czeka na nas łódź z tym samym przewodnikiem – płyniemy do Parku Narodowego Tortuguero. To żelazna pozycja pobytu tutaj, mamy wrażenie, że na przystani są wszyscy turyści z wszystkich hosteli.
Trzeba kupić bilet wstępu przez internet (15usd) no a sama wycieczka to koszt 25usd od osoby (zachciało się nas własnej łódki z silnikiem elektrycznym na 6 osób)
Płyniemy do Parku

Image

Image

Tak wcześnie rano dżungla jest bardzo aktywna, wszyscy wychodzą na łowy

Oglądamy piękne czaple

Image

Image

Image

Małpy są dość wysoko

Image

Mnóstwo iguan wychodzi się grzać na gałęzie drzew

Image

Image

A ten tu to bazyliszek płatkogłowy

Image

Na dużych konarach suszą się kormorany, co jakiś czas idą ponurkować po rybkę ale po połowie muszą rozprostować skrzydła na słońcu

Image

Image

„Pppanie, potrzymaj mi pppiwo….”:

Image

Nie tylko kormorany, trafia się nam ibis zielony

Image

Wśród zarośli brodzą długoszpony żółtoczelne, od razu widać która to samica i samiec!

Image

Image

Image

Jak widzicie mamy to ptactwo właściwie na wyciągniecie ręki, przez to, że mamy cichy silniczek elektryczny nikogo nie płoszymy

Wspaniałe tukany, kolejny symbol Kostaryki 😊

Image

Image

Co chwila widać przelatujące niesamowicie kolorowe ary

Image

Image

Płyniemy różnymi odnogami, jest wspaniała pogoda i budząca się do życia dżungla wygląda niesamowicie.

Image

Image

Image

Image

Wpadamy w stado wielkich motyli z niebieskimi skrzydełkami ale nie udało mi się zrobić ostrego zdjęcia, intensywny kolor robi niesamowite wrażenie

Image

Podpływamy do brzegu podziwiać naprawdę wielkiego pająka

Image

Zabrnęliśmy już mocno głęboko w sieć kanałów w parku

Image

Image

Trzy godziny mijają jak z bicza strzelił, jeszcze na koniec pokazują się nam kajmany

Image

Wracamy, tuż przed Tortuguero na niebie przepiękne i majestatyczne fregaty

Image

Jest ciągle jeszcze początek dnia, na śniadanie "gadzio pinto" oczywiście i huzia na plażę 😊

Image

Image

Image

Łódkę powrotną mamy o 14, w oczekiwaniu degustujemy lokalne mango lassi z lodamy – pycha!

Image

Po drodze powrotnej znowu dużo ptaków oraz wygrzewające się na łachach kajmany.

Image

Image

Dla mnie Park Tortuguero to absolutnie obowiązkowa pozycja w Kostaryce. Jest po prostu przepięknie a jeszcze można trafić w sezonie na żółwie.
Odbieramy samochód z parkingu i tniemy najbliższe trzy godziny na nasz kolejny nocleg – tym razem to będzie willa z AirBnB w okolicach La Fortuna, tam czeka nas dłuższy, trzydniowy wypoczynek i eksploracja okolic wulkanu Arenal.
Stay tuned…

@malawita – fotki robię Iphonem 13pro oraz Sony A7 III z obiektywem Tamron 28-200x
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 03 Gru 2023 19:23 

Rejestracja: 21 Cze 2016
Posty: 520
niebieski
Dzięki, widzę, że pogoda dopisała.
_________________
Zamiast dziękuję klikamy „Lubię” / „Pomocny post”, jeśli tak jest.

Kochać to chcieć przemierzyć cały świat we dwoje, po to, by nie było miejsca na ziemi wolnego od wspólnych wspomnień.
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 04 Gru 2023 17:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Lut 2014
Posty: 3094
Loty: 330
Kilometry: 523 337
platynowy
Czekam na Park Corcovado i Bahia Drake, które były hitem mojego wyjazdu :)
Ciężko znaleźć (oprócz cen ;) ) minusy Kostaryki.
_________________
W "relacjach": Filipiny (2018), Armenia(2017), Argentyna(2016), Kazachstan (2016) i Maroko(2015).

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 04 Gru 2023 18:57 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 8970
Loty: 1005
Kilometry: 967 124
platynowy
@hiszpan A przez ten "most kolejowy" to musieliście przejechać autem?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 05 Gru 2023 08:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 346
Loty: 1204
Kilometry: 2 408 794
platynowy
Sudoku napisał(a):
@hiszpan A przez ten "most kolejowy" to musieliście przejechać autem?


Obok był ledwo dyszący mostek drogowy, tak nas nawigacja poprowadziła, przejechaliśmy z duszą na ramieniu. Północna Kostaryka czyli wybrzeże karaibskie ma baardzo słabe drogi, mnóstwo dziur i fatalną nawierzchnię. Za to przez południe prowadzi Trans-americana i tam jedzie się świetnie, można nawet rozwinąć zawrotne prędkości rzędu 90km/h ;)
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 06 Gru 2023 13:50 

Rejestracja: 15 Sty 2011
Posty: 8068
HON fly4free
Z punktu widzenia avgeeka do Tortuguero fajniej jest w jedną stronę dolecieć - nie wiem, jak to teraz wygląda, ale 10 lat temu leciało się malutkim samolotem z fantastycznymi widokami podczas lądowania na okoliczne rozlewiska. Cały obszar się jak widzę mocno rozwinął turystycznie przez ten czas więc być może opcji jest więcej. Kiedyś samolot ze stolicy latał tylko dwa razy w tygodniu, loty były obsługiwane przez nieistniejące już z resztą linie Nature Air.
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 06 Gru 2023 13:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Lut 2014
Posty: 3094
Loty: 330
Kilometry: 523 337
platynowy
Teraz Sansa lata codziennie, czasami nawet dwa razy dziennie na tej i innych krajówkach.
_________________
W "relacjach": Filipiny (2018), Armenia(2017), Argentyna(2016), Kazachstan (2016) i Maroko(2015).

Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 07 Gru 2023 00:18 

Rejestracja: 17 Wrz 2015
Posty: 385
srebrny
marcino123 napisał(a):
Czekam na Park Corcovado i Bahia Drake, które były hitem mojego wyjazdu :)
Ciężko znaleźć (oprócz cen ;) ) minusy Kostaryki.


Nie chcę się tutaj autorowi za bardzo wcinać w relację, ale uważam trochę inaczej. Kostaryka ma mnóstwo minusów, a największy z nich to przedstawianie swoich największych walorów w takiej formie, jak to się dzieje w najbardziej turystycznych okolicach kraju - ktoś 25 lat temu zasiał mały fragment lasu pomiędzy polami, sprowadziły się tam zwierzęta (lub ktoś je sprowadził, jak głoszą zarzuty względem niektórych miejsc), które nie mają za bardzo jak odejść, bo przecież dookoła brak innych lasów - i cyk, 20 dolarów za wstęp, a jeszcze wciśniemy Ci przewodnika. Chciałeś leniwca? Masz leniwca. Co za różnica, że ma tam niewiele więcej swobody niż w zoo. Amerykanie zadowoleni, można wrzucić fotkę na Instagrama, zaraz obok tej w żółtej kurtce na tle zamglonego lasu deszczowego i pojechać na plażę. Chcesz zobaczyć jak ratujemy sympatyczne zwierzątka? Dawaj 30 dolarów, obejrzysz sobie wegetującego leniwca w klatce wielkości tej dla chomika i jeszcze Ci wciśniemy, że jest tam szczęśliwy, a opłata z Twojego biletu idzie na jego szczęście. Długo by tak można pisać.

Ale są tam na szczęście miejsca, gdzie dotarcie wymaga więcej czasu i organizacji, a przez to nie wygląda to tak, jak napisałem wyżej. Takimi właśnie miejscami są Corcovado czy Tortuguero. Na szczęście są też osoby takie jak Wy, które rozumieją, że warto tam dotrzeć, bo to inny rodzaj doświadczenia, niż natrzaskanie zdjęć tych samych zwierząt na krótkiej płatnej ścieżce w okolicach La Fortuny. I w kontekście tych kilku miejsc, które jeszcze tam się ostały, zgodzę się, że pewnie rzeczywiście nie mają minusów ;)
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
Gadekk uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 07 Gru 2023 21:52 

Rejestracja: 15 Sty 2011
Posty: 8068
HON fly4free
@Nvjc: niestety efekt globalizacji turystyki i idącego za nim pieniądza; choćby przykład Tortuguero, które - jak widać z relacji - stało się już bardzo mocno turystyczne i pewnie co za tym idzie też skomercjalizowane, jak wspomniał @marcino123 samoloty latają już 2 razy dziennie a nie w tygodniu itp. Te ponad 10 lat temu, chociaż oczywiście już wtedy była tam turystyka, wyglądało to znacznie spokojniej ; do tego stopnia że człowiek po wylądowaniu tam czuł się jak na przysłowiowym końcu świata. Infrastruktury prawie w ogóle nie było, parę skromnych homestayów, może jakieś dwie, trzy babcie we wiosce prowadziły jakąś gar kuchnię z daniem dnia, żeby było co zjeść i w zasadzie tyle.
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 07 Gru 2023 22:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 346
Loty: 1204
Kilometry: 2 408 794
platynowy
Robimy dłuższy postój – trzy noce w tym samym miejscu kilka kilometrów od La Fortuna. Znalazłem willę na odludziu na AirBnB, która na ten okres wyszła nam taniej niż osobne hotele dla 3 par. Jednak przyjazd przed sezonem to fajna sprawa dla portfela. Willa ma oczywiście wspaniały basen, który okupujemy w każdym wolnym momencie i nie ma sąsiadów – dojazd możliwy tylko samochodem. Jest grill i kuchnia więc pichcimy sobie z radochą śniadania i kolacje, kupując lokalne produkty w pobliskim markecie.

Image

Image

Oprócz basenu jest też piękny ogród gdzie przylatuje mnóstwo kolorowych ptaszków a przede wszystkim gości tam stado koliberków. No mam czas więc postanowiłem pobawić się aparatem i ustrzelić kilka fotek lokalnym kolibrom – zobaczcie sami:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

No ale trzeba się też ruszyć z miejsca. Okolice La Fortuna to mega turystyczna pułapka dla leniwych turystów. Drogie hotele z basenami i spa, zorganizowane wycieczki, quady, zip-lines, kawałki prywatnej dżungli z alejkami wyłożonymi asfaltem, mini-zoo z leniwcami itp. czyli wszystko czego potrzebuje masowy turysta (najlepiej amerykański). Wszędzie pełno zorganizowanych grup z przewodnikami przewożonych od jednej płatnej atrakcji do drugiej minibusami. No cóż – gospodarka Kostaryki na pewno czerpie z tego niezłe dochody. Mam tylko wrażenie, że spora cześć tych turystów nigdy nie opuszcza okolic La Fortuna i widzi taką cukierkową Kostarykę z pocztówki. Ale że na taki pobyt jest spore zainteresowanie więc nie potępiam.

My pierwszego dnia jedziemy zobaczyć wodospad La Fortuna. Przyznaję, że nasza willa jest rozpieszczająca i po prostu nie mam serca odrywać dziewczyn od basenu i słońca na jakieś całodzienne eskapady więc jedziemy obejrzeć coś blisko. Wiem, że w okolicy są ładniejsze wodospady ale ten mamy prawie pod nosem.
Nad całą okolicą góruje wulkan Arenal, niestety podczas naszego pobytu głównie tonie w chmurach.

Image

Dojazd do wodospadu jest wąską ale dobrą drogą.

Image

No i wstęp kosztuje 18usd od osoby – niewygórowanie pewnie dla Amerykanów a dla nas zgrzytanie zębami.

Image

Wodospad może nie rzuca na kolana ale jest uroczo

Image

Image

Image

Cała frajda za te pieniądze to wskoczyć do tej lodowatej wody i popływać obok wodospadu co skrzętnie czynimy 😊

Po południu namawiam ekipę na trekking u stóp wulkanu. Jest kilka możliwości i po poszukiwaniu w internecie wybieram trasę Arenal 1968. To prawie 5-kilometrowy szlak z kilkoma wzniesieniami, poprowadzony częściowo po polu lawowym z erupcji w 1968 roku. Generalnie wulkan Arenal wybucha dość regularnie niszcząc okolicę. Nazwa miejscowości według lokalnej miejskiej legendy - La Fortuna wzięła się właśnie od tego, że jedna z dużych erupcji zniszczyła wszystko dookoła a oszczędziła małą osadę u stóp wulkanu. Ale prawdziwe pochodzenie nazwy jest raczej pochodną dość żyznych ziem uprawnych w okolicy.
Na sam wulkan nie wolno wchodzić. Oficjalnie nie wolno, wystarczy tylko zapytać miejscowego taksówkarza i za odpowiednią opłatą zorganizuje nielegalną wspinaczkę na sam szczyt. Opowiedzieli nam o tej możliwości napotkani Polacy.

Image

Image

Przy wjeździe na parking trzeba przełknąć kolejną pigułkę czyli opłatę za park w wysokości 25usd i możemy ruszać na czerwony szlak. Buty trekkingowe jak najbardziej wskazane ale oczywiście widziałem małżeństwo Amerykanów z dziećmi maszerujące w japonkach (w Zakopcu byli wcześniej czy co?)

Image

Image

Image

Przyroda jest oczywiście przepiękna, zieleń niesamowicie soczysta a od czasu do czasu tropikalna roślinność pokazuje nam swoje kolory

Image

Image

Image

Image

Trafia nam się nawet 15 minutowa ulewa – jesteśmy przygotowani.

Image

Widok na Lake Arenal, dziś mamy bardziej pochmurny dzień ale cały ranek było słońce

Image

A tutaj małe Lago Los Patos

Image

Image

Image

Napotykamy mimozę, której liście zwijają się od dotknięcia palcem

Image

Image

Image

Pod koniec trekkingu pole z sadzonkami kawy

Image

Image

Zawsze chciałem zobaczyć jak wygląda owoc kawy

Image

I kolejny symbol Kostaryki – ręcznie malowany wóz Sarchi, pozostałość po tradycyjnych wozach kostarykańskich ciągniętych przez woły, które były podstawowym środkiem transportu aż do lat 50-tych ubiegłego wieku.

Image

Wszędzie lata pełno sępników czarnych, są dominującym gatunkiem ptaków w całej okolicy

Image

Image

Następnego dnia wybieramy się do parku z mostami wiszącymi. Są trzy takie na Kostaryce i jeden mamy niedaleko – to MisticoPark. Tak, wiem, że to mega sztuczna atrakcja ale ma dobre recenzje w sieci i towarzystwo moje wyraża chęć przejścia się po tych wiszących mostach wśród koron drzew w dżungli.

Image

Wejściówka – a jakże – po 28usd (!!!), płaczemy, płacimy i idziemy. Przyznaję, że ten park przygotowany jest nawet dla osób niepełnosprawnych na wózkach

Image

Image

Trasa oczywiście nie jest wymagająca, to raczej spacer w dżungli po utwardzonym podłożu

Image

Przyznaję jednak, że te mosty są bardzo fajne. Jest ich 5 i naprawdę przechodzenie nimi przyspiesza bicie serca 😊 bo nieźle potrafią bujać.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Oprócz mostów atrakcją jest oczywiście roślinność w dżungli (raczej zasadzona przez właścicieli) – wspaniałe kwiaty helikonii na przykład:

Image

Image

Image

Image

A na koniec – wstęp do świąt Bożego Narodzenia w tropiku 😊 :

Image

Image

Mamy po drodze powrotnej jeszcze jedną atrakcję, o które wiem dzięki @ziolox22. To gorąca rzeka w której można się wykąpać za free. Wszędzie są prywatne hot-spa, gdzie za dostęp do niej trzeba słono zapłacić ale na jednym zakręcie można zostawić samochód na poboczu i boczkiem, boczkiem przejść koło mostu w dół, gdzie jest piękny dziki odcinek nieogrodzony przez drogie kurorty. Tam też się udajemy i – co niesamowite, bo rzeka wygląda jak lodowaty górski strumień – wchodzimy do wody o temperaturze dobrze nagrzanego jacuzzi. Ale frajda!!!!

Image

Image

Można tak leżeć w gorącej wartkiej wodzie cały wieczór, trzeba tylko uważać aby silny strumień nie porwał bielizny lub nie dostać w głowę płynącą skorupą kokosa 😉

Image

Nasz czas w La Fortuna mija szybko i trzeciego dnia po wygrzewaniu się na basenie przez całe przedpołudnie bierzemy się za trasę do Monteverde. Trzeba objechać całe Lake Arenal i wąskimi dróżkami, miejscami szutrem dojechać do Santa Elena.

Po drodze mijamy stado coati:

Image

A to górskie krajobrazy południowej strony Lake Arenal w drodze do Santa Elena

Image

Image

Image

Tu czeka nas kolejna wspaniała atrakcja Kostaryki – mgliste lasy Monteverde….

Stay tuned….
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 10 Gru 2023 10:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 346
Loty: 1204
Kilometry: 2 408 794
platynowy
Okolice Santa Elena to wspaniałe lasy deszczowe zatopione dosłownie w chmurach. Rezerwat Monteverde położony jest na wysokości ok. 1500m n.p.m więc pomimo ciepłego klimatu Kostaryki trzeba na trekking założyć co najmniej bluzę (i do plecaka kurtkę przeciwdeszczową oczywiście). Decydujemy się na najbardziej znany rezerwat czyli Monteverde, jest też obok Las Dzieci i rezerwat Santa Elena.

Image

Wejściówka kosztuje … 25usd. Tak, już pewnie zauważyliście, że za wszystko kasują tu jak za zboże! Ale byliśmy tego świadomi więc wykładamy gotówę. Samochodem podjechaliśmy praktycznie pod samą bramę parku i zaparkowaliśmy na poboczu obok.
Przy wejściu bramka licząca wchodzących, ilość turystów musi się zgadzać na koniec dnia

Image

Mapa parku, mamy kilka godzin więc zejdziemy większość tych szlaków

Image

Łudziłem się, że będzie to w końcu prawdziwa dżungla, dla której wzięliśmy nasze trekkingowe buty ale … zobaczcie sami jak wyglądają szlaki w Monteverde:

Image

Image

Widok lasu w pełni oddaje jego angielską nazwę – cloud forest, las mglisty:

Image

Image

Image

Image

Dochodzimy do punktu widokowego na szczycie wzgórza, niestety chmury po horyzont a podobno widać tutaj Pacyfik i Morze Karaibskie z jednego miejsca

Image

Image

Image

Image

No ta roślinność jest niesamowita

Image

Image

Image

Image

W sumie to raczej bardzo spokojny spacer bez dużego wysiłku, nie ma żadnego stopnia trudności, trochę podejść niezbyt stromych

Image

Image

Image

Image

Zwierząt i ptaków ani na lekarstwo, jest za to sporo owadów

Image

W centralnej części parku znajduje się most wiszący

Image

Po atrakcjach Misticopark już nie robi na nas takiego wrażenia. Generalnie bardzo ładne i klimatyczne miejsce. Szkoda, że udało się nam wypatrzeć kwezalów herbowych, kolorowych ptaków żyjących tylko w tym miejscu.

Wracamy do Santa Elena i idziemy za poradą Pani z hostelu do miejscowej knajpy na lokalne danie – casado. Występuje w wielu wariantach ale podstawowo składa się mięsa (kurczak, ryba itp.), ryżu z czerwoną fasolą, sałatki oraz smażonego banana. No po prostu pycha!

Image

Image

Wieczorem szwendamy się po malutkiej Santa Elena, już nie ma tu masowych turystów, większość to miejscowi lub backpackersi.

Image

Image

Kończymy dzień na degustacji lokalnego napitku guaro, pędzonego z trzciny cukrowej, w jednej z licznie otwartych knajpek.

Image

I koncertu miejscowego barda śpiewającego nam do drinków latynoskie przeboje

Image

Kolejny dzień to wielkie wyzwanie – mamy do przejechania prawie 370 kilometrów na szczęście głównie trasą Trans-americana w kierunku półwyspu Osa i Parku Corcovado. Lecz na początek jeszcze trochę górskich widoczków dookoła Monteverde – akurat rano mamy dobre słońce:

Image

Image

Image

Image

Image

Zaglądamy lokalesom do zagrody :)

Image

Normalnie warunki drogowe umożliwiają jazdę z prędkością nieprzekraczającą 50km/h. Ale jak wjeżdżamy na Trans-americanę to robi się tak jakby luksusowo. Ograniczenie jest już do 80km/h a miejscami da się jechać nawet oszałamiające 90!!! 😉 To taka rzeczywistość drogowa tej części świata. Cały dzień w drodze oznacza prawie 7 godzin w samochodzie. Ale dajemy radę robiąc kilka postojów.
Po drodze mamy jeszcze jedną atrakcję – Crocodile Bridge nad rzeką Tarcoles. Przed mostem jest spokojnie miejsce do zatrzymania samochodu.

Image

Dalej idziemy na most piechotą a tam – krokodyle oczywiście

Image

Image

Image

Image

Image

Są też ładne ptaszki.

Image

Dojeżdżamy do wybrzeża Pacyfiku, wyszło piękne słońce więc nasze dziewczyny zażyczyły sobie przerwy plażowej na opalanie. Ależ proszę bardzo!

Image

Image

Fale trochę wysokie więc strach wchodzić do Pacyfiku, woda za to bardzo ciepła.

Finalnie dojeżdżamy na nasz nocleg wieczorem, już na półwyspie Osa tuż przez Parkiem Corcovado. Znów bardzo tanie AirBnB i taka chatka w środku dżungli tylko do naszej dyspozycji

Image

Image

Dżungla w nocy jest niesamowicie głośna, chatka nie ma szyb tylko moskitiery więc hałasy długo nie dają nam zasnąć, trzeba się przyzwyczaić i nie bać!
Następnego dnia – prawdziwy las deszczowy w Parku Corcovado!

c.d.n.
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
makdeb uważa post za pomocny.
 
 
#15 PostWysłany: 20 Gru 2023 17:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 346
Loty: 1204
Kilometry: 2 408 794
platynowy
Według National Geographic, Park Narodowy Corcovado to najbardziej zróżnicowane pod względem fauny i flory miejsce na ziemi. W parku znajduje się też największy pierwotny las deszczowy na północ od Amazonii. Wygląda nam na miejsce nietknięte działalnością człowieka co tym bardziej podsyca nasze apetyty.
Jednak na początek czeka mnie zimny prysznic planowania. Bardzo chciałem abyśmy dostali się do Bahia Drake, tam zanocowali i zrobili wycieczkę po parku. Dotarcie tam pod koniec pory deszczowej bardzo przypomina wyprawę do Parku Tortuguero. Trzeba dojechać samochodem do miejscowości Sierpe, zostawić samochód na parkingu i przesiąść się w znany już nam tramwaj wodny. Jest jednak jedno „ale”. Pierwszy odcinek płynie się co prawda rzeką lecz końcówka to już otwarte morze. Wiem, króciutko na morzu ale nasze Panie zastrajkowały… - nie będzie łódki na otwartym morzu i "strasznych" fal. No i masz babo placek! Obiecałem wszystkim „easy Kostaryka” więc się nie kłócę.

Realizujemy plan B – dojazd do Dos Brazos i zaatakowanie szlaku El Tigre, który nie jest łatwym spacerkiem po utwardzanych dróżkach tylko całodzienną wyprawą z przewodnikiem w pierwotną dziką dżunglę.
Umawiam się na start o 6 rano i musimy dostać na czas do Dos Brazos, na szczęście nasz nocleg jest tylko 20 minut drogi od bramy parku.
Tak wygląda koniec cywilizacji, gdzie zostawiamy samochód i czeka na nas Eduardo, nasz przewodnik.

Image

Ten trekking wcale nie jest tani – wychodzi razem z biletem do Parku Corcovado 68usd od osoby. Dodatkowo dokupujemy zestaw lunchowy po 8usd (opcjonalny) – niestety musimy taskać go w plecakach. Zalecane jest wzięcie też 2 litrów wody do picia na osobę, kurtę przeciwdeszczową i płyn na komary – o dobrych trekkingowych butach nie wspomnę.
Eduardo zabiera ze sobą maczetę i wielką lunetę na statywie do oglądania zwierząt. Jest przewodnikiem od niedawna, wcześniej parał się różnymi zajęciami a z ciekawszych epizodów był poszukiwaczem złota, które występuje w rzekach parku Corcovado pod postacią samorodków. Jak sam przyznaje – nie wzbogacił się na tej robocie. Samozwańczy poszukiwacze złota są ciągle nieoficjalną plagą parku.
Wchodzimy do dżungli – Eduardo zapowiada trochę wspinaczki – przewyższenie rzędu 350 metrów i około 10 kilometrów szlaku. Przyznaję, że nasze dziewczyny znoszą te informacje bardzo dzielnie 😉 – mówiłem im przecież, że łódką na plaże Bahia Drake będzie wygodniej 😊

Image

Image

Od razu spotykamy stado tukanów z wielkimi żółtymi dziobami jak z okładki przewodnika, niestety tym razem żadne zdjęcie nie wyszło mi ostre.
Początek to lekka wspinaczka po podłożu usianym liśćmi

Image

Image

Ale zaraz potem zaczyna się mokra glina i nasz trekking nabiera większej trudności. Eduardo ratuje nas gdzie się da wycinając przejścia przez dżunglę maczetą aby ominąć większe grzęzawiska.

Image

Dodatkową trudność stanowi kolczasta roślinność, której w większości nie można się złapać przy stromych podejściach i zejściach. Niektóre rośliny po prostu kłują lub parzą, inne mają ostre kolce a jeszcze inne Eduardo każe nam obchodzić z daleka.

Image

Błotko jest okrutne a barwy niektórych pnączy przypominają kolor marchewki

Image

Pomijając stopień trudności to jest to naprawdę wspaniały trekking przez pierwotny las deszczowy mało tknięty ręką człowieka. Eduardo opowiada nam dużo o roślinach i owadach, które spotykamy na drodze. Tu na przykład drzewo rodzi coś w rodzaju terpentyny

Image

A to gniazdo leśnych pszczół. Lepiej ich nie drażnić, bo chociaż nie posiadają żądeł to wkurzone atakują włosy delikwenta który je zeźli.

Image

Z jednego z punktów widokowych piękny landszafcik na dżunglę i zatokę.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W połowie szlaku mamy czas na niesiony przez nas lunch. Kurczak z ryżem, fasolą, bananem i ziemniakami pięknie zawinięty w liście bananowca. Po paru godzinach wspinaczki rzucamy się wprost na to świetne i pożywne danie.

Image

Jednak po drodze bardzo mało zwierząt. Mija nas stado coati ale tak poukrywane w zaroślach, że nie dało się nawet zrobić dobrego zdjęcia.
Oglądamy za to motyle

Image

I bardzo głośne żabki

Image

Najwięcej różnorodności jest jednak w roślinności. Tu mamy przykład drzewa, które obrasta inne drzewo jak pasożyt. Żywiciel spróchniał i się rozsypał ale pasożyt pozostał jako wydmuszka – wygląda to niesamowicie!

Image

Image

Image

Image

Jaszczurka, która zmienia kolor w zależności na jakim podłożu się znajduje. Rzeczywiście ciężko było ją wypatrzyć.

Image

Nagle słyszymy głośne krzyki małp - kapucynek. Eduardo podniecony ucisza nas i ruszamy tropem tych krzyków. Okazuje się, że małpy wrzaskiem odstraszają pumę, która ich podeszła. Niestety ta puma jest też szybsza od nas i znika w krzakach jak tylko nas wyczuła, pozostawiła świeże ślady tylko…

Image

Małpy za to są mocno podniecone, przegoniły pumę i teraz chcą wygonić nas. Rzucają w nas gałązkami i nawet obrywają tuż za nami większą gałąź. No cóż – to nie zoo – to las pierwotny gdzie one są gospodarzami i mają prawo sobie nas nie życzyć.

Image

Image

Image

Z ciekawych obiektów po drodze oglądamy jeszcze gniazdo nietoperzy

Image

Wspaniałe kolorowe korzenie popularnego tu gatunku drzewa

Image

I na koniec – dzięcioła

Image

Chcieliśmy zobaczyć bardzo leniwce w naturalnym środowisku. Eduardo trochę niepocieszony małą ilością znalezionych zwierząt zabiera nas w inne miejsce poza szklakiem El Tigre. Tam na początek małpy - wyjce i kapucynki

Image

Image

Image

Image

Image

Dotarliśmy do pięknej zatoczki, gdzie wszędzie słychać krzyki papug.

Image

Image

Image

I rzeczywiście kolorowe ary są wszędzie na drzewach

Image

Image

Ale też znane nam już sępniki czarne

Image

Image

No i w końcu wypatrujemy leniwca. Jest mocno ukryty wśród gałęzi więc zdjęcia wyszły tak sobie.

Image

Image

Możemy go za to dobrze pooglądać przez lunetę Eduarda.

Kończymy przygodę z parkiem Corcovado po prawie 8 godzinach trekkingu w podmokłej prawdziwej dżungli. Przyznaję, że było super – w końcu prawdziwa przyroda bez ingerencji człowieka, tutaj nie ma tej masówki co w okolicach La Fortuna.

Tak wyglądamy na dole, zaraz po zejściu - zmęczeni ale szczęśliwi.

Image

Niesamowicie ale tuż przy naszym samochodzie jest mały sklepik, gdzie "przez przypadek" dają zimne piwo – ooo napój bogów po takiej wędrówce (ale dla kierowcy tylko cola!)

Image

Image

Zbieramy się w drogę powrotną. Cel na dziś to Quepos przy parku Manuel Antonio na wybrzeżu południowym. To jeszcze 5 godzin dobrej jazdy samochodem.

Po drodze oglądamy jeszcze jedną atrakcję Kostaryki – prekolumbijskie kamienne kule. Znaleziono ich mnóstwo na półwyspie Osa i w okolicach. Do dzisiaj nie wiadomo do czego służyły. Jeżeli nie wiecie o czym mówię, to przypomnijcie sobie sekwencję intro do filmu „Poszukiwacze zaginionej arki”. Tam taka właśnie kula goniła Indianę Jonesa!
No i jest – wykopaliska Batamal, gdzie kilka z takich kul można zobaczyć. Odkryć ich lokalizację pomaga mi zaciekawiona banda miejscowych dzieciaków 😊

Image

Image

Image

A oto i owe kule.

Image

Ostatni dzień to już będą plaże i park Manuel Antonio

Stay tuned…
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 22 Gru 2023 15:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 346
Loty: 1204
Kilometry: 2 408 794
platynowy
Ostatnie dwie noce spędzamy w Quepos bardzo blisko plaży i wejścia do parku Manuel Antonio dzięki AirBnB. Ma to już być tylko relaks. I następnego dnia od rana wychodzi pełne słońce, idziemy więc na piękną plażę Espadilla Beach:

Image

Image

Pura Vida pełną gębą 😊

Od rana jest odpływ więc wielka połać plaży jest dostępna do woli, do popołudnia woda to wszystko przykryje aż do linii drzew.

Image

Image

Park Manuel Antonio jest na wyciągniecie ręki. Nie mamy w planach już skorzystania z oficjalnych ścieżek i płacenia za bilet. Da się obejrzeć sporą część parku po prostu spacerując plażą

Image

Image

Image

Image

Image

Na drzewach sporo małp kapucynek i wylegujących się iguan

Image

Zapragnąłem jeszcze po raz ostatni zapolować z aparatem na żabki i inne nocne owady. Okazuje się, że sam park Manuel Antonio jest nieczynny nocą. Ale dowiedziałem się, że w okolicy jest sporo tak zwanych prywatnych parków przytulonych do Manuel Antonio, gdzie specjalnie organizuje się nocne zwiedzanie z przewodnikiem.
No cóż, w pełni świadomy, że idę do kawałka dżungli zasadzonej ręką człowieka, decyduję się na taką prawie trzygodzinną wycieczkę po zmroku.
I rzeczywiście – nasz przewodnik i jednocześnie właściciel kawałka dżungli z pasją opowiada, jak kilkanaście lat temu kupił teren i wszystko sam sadził a potem ściągał faunę i florę.
No dla nas taka dżungla zasadzona przez człowieka jest nie do odróżnienia (zwłaszcza nocą) więc wyposażeni w latarki, gumowce i aparat idziemy na „łowy”

Po kolei – kolekcja tropikalnych żabek z chwytnicą kolorową na czele (widziałem ich chyba z tuzin)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Na koniec wielkie ropuchy, które się żywią mniejszymi żabkami

Image

Image

Wspaniałe i naprawdę duże pająki

Image

Image

Image

Image

A ten miał niesamowicie niebieską sieć w łapach

Image

Bardzo dużo pasikoników

Image

Image

Ten niebieski żuczek znany jest z bardzo nieprzyjemnego zapachu, którym obsikuje ofiarę, lepiej się nie zbliżać

Image

Gąsienice, ważki i motyle

Image

Image

Image

Image

Image

Tu się coś właśnie przepoczwarzało

Image

W pewnym momencie nasz przewodnik ostrzegł nas wyraźnie aby nie zbliżać się za bardzo do tej włochatej gąsienicy – to Megalopyge opercularis – gąsienica pewnej ćmy. Jest mega bardzo toksyczna dla człowieka. Dotkniecie oznacza na początku bardzo silny ból (porównywalny z bólem od złamanej kości) a potem groźny obrzęk, wymagana jest natychmiastowa wizyta w szpitalu. Uważamy więc bardzo przy robieniu zdjęć

Image

Tak naprawdę to co drugi owad lub płaz tutejszy jest co najmniej trujący jak nie toksyczny.
I na koniec piękna pachnąca i kolorowa roślinność.

Image

Image

Image

Image

Uff jak było duszno, mieliśmy na sobie długie spodnie i długie rękawy aby choć trochę ochronić się przed latającymi insektami.
Piękne przyrodnicze zwieńczenie wyjazdu nam się trafiło.

No i wracamy, ostatniego dnia trzeba dojechać samochodem do San Jose, przebić się przez korki i dotrzeć na lotnisko.
Przejeżdżamy przez lokalne ulice omijając duży korek na autostradzie:

Image

Image

Image

Na lotnisku jeszcze wizyta w saloniku VIP Longue Costa Rica.

Image

Jedzonko spoko ale alko było płatne

Image

Lecimy najpierw do Miami. Zabiera nas American Airlines na Benku 737.

Image

To tylko 2,5 godziny lotu więc nie ma żadnego cateringu oprócz napojów non-alko. Ale przemiły i zabawny steward tak jakby przepraszając za brak jedzenia (nie da się nawet kupić) roznosi drobne prezenty, mi trafiła się wódeczka do soku pomidorowego. Roznosił butelki z wodą w przezabawny sposób pytając każdego "cziken or pasta?" i rozdając samą wodę - miał niezłą radochę widząc miny pasażerów.

Image

W Miami tylko przesiadka, mamy trzy godziny więc na luzie. O dziwo nie ma kolejek do emigracji i przelatujemy przez formalności jak burza. Jest jeszcze czas spróbować amerykańskie piwko.
W knajpce na terminalu alegoria oczekujących na wolny stolik :D (kto chodzi do popularnych knajp w USA w rush hours to wie o co chodzi 😉 )

Image

No i sama degustacja.

Image

Do Londynu wracamy również American Airlines na Benku 777

Image

Catering bardzo poprawny

Image

A na Heathrow spotykam @Megaloman -a, który zaprasza mnie do saloniku BA Concorde. Pozdrawiam i dziękuję jeszcze raz. Nie ma to jak się spotkać w podróży :)

Image

No i został ten ostatni, najbardziej nielubiany przeze mnie lot – powrotny do Warszawy, BA na A320

Image

Koniec tej wspaniałej wyprawy, którą w większości spędziliśmy na łonie przyrody. Mega pozytywne zaskoczenie jak łatwo się podróżuje i zwiedza Kostarykę i jak dużo jest w stanie nam dać wrażeń.
Polecam wszystkim pojechanie tam na własną rękę, wszystko się da załatwić z lokalesami przez whatsaapa, noclegi są relatywnie tanie (przynajmniej poza sezonem) a Kostaryka jest tego naprawdę warta.
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 27 Gru 2023 23:17 

Rejestracja: 27 Gru 2023
Posty: 0
Bardzo dobrze i ciekawie napisana relacja. W marcu planuję 2 tygodnie w Kostaryce. Czy możesz podać nazwę hostelu w którym zatrzymaliście się w Puerto Viejo?
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 29 Gru 2023 17:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 346
Loty: 1204
Kilometry: 2 408 794
platynowy
Proszę bardzo, to Hotel Lanna Ban, rezerwowałem bezpośrednio na ich stronie
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 29 Gru 2023 22:49 

Rejestracja: 17 Wrz 2015
Posty: 385
srebrny
Te nocne zdjęcia są wspaniałe, myślałem nad zrobieniem takiej nocnej wycieczki będąc w Kostaryce, ale odpuściłem. Sprawiłeś, że żałuję :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#20 PostWysłany: 19 Kwi 2024 10:25 

Rejestracja: 13 Sie 2010
Posty: 70
@hiszpan ciekawa relacja.
Powiedz proszę
- jak ilość komaròw w porze deszczowej?
- jak oceniasz łatwość zwiedzania/ ilość przebytych km ( myślimy nad wyjazdem x 2 letnim dzieckiem)
- jakie całościowe koszty na miejscu bez biletòw lotniczych?

Dzięki
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group