Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 3 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Autostopem po Grecji
#1 PostWysłany: 04 Wrz 2014 12:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Wrz 2014
Posty: 36
Cześć! Chciałabym podzielić się z wami relacją z mojej wyprawy do Grecji. Trwała ona zalewie 5 dni, ale udało nam się zobaczyć kawałek Krety, całe Ateny oraz Saloniki. Podróżowaliśmy stopem, spaliśmy u osób poznanych przez couchsurfing. Mam nadzieję, że chociaż za oknem aura robi się już jesienna przyda Wam się moja relacja : ) Całość można znaleźć także na moim blogu http://kranceswiata.pl/

GRECKA PRZYGODA CZĘŚĆ 1- STARTUJEMY! 11 LIPCA 2014

Ta podróż będzie inna niż zwykle. Ostatnia, jak na razie, podróż z Klaudią z powodu jej rocznego wyjazdu do Azji. Plan jest taki: W czwartek pakujemy się i jedziemy na imprezę pożegnalną Klaudii, która odbywa się u Tomka. Następnego dnia rano jedziemy na lotnisko i lecimy do Chanii. Z Chanii promem do Aten. Z Aten autostopem bądź autobusem do Saloników. W Salonikach się rozdzielamy – Klaudia jedzie do Sofii, skąd łapie samolot do Dubaju a następnie na Tajwan a Tomek i ja lecimy do Budapesztu. I wreszcie z samego Budapesztu wracamy do domu. Brzmi szalenie? No cóż, zobaczymy jak to wyjdzie!

Pierwsze przygody zaczynają jeszcze przed wyjazdem. Z samego rana Tomek dzwoni do mnie z informacją, że Klaudia zaspała na pociąg do Katowic i będzie wieczorem, a nie jak planowała, w południe. No cóż, będzie koło dwudziestej zamiast dwunastej, ale nie jest źle. Zdarzy ze wszystkim. Dużo gorszy jest następny telefon, tym razem od Klaudii; pomyliła pociągi. Wsiadła do pociągu na… Hel i zasnęła. Obudziła się dopiero w Bydgoszczy. Tym razem do pomocy przyszedł jej Blablacar. Kilku miłych dżentelmenów zgodziło się ją podrzucić i tak koło dwunastej w nocy wpadła z hukiem na własną imprezę pożegnalną, gdzie wszyscy już na nią czekali. Oczywiście zupełnie niespakowana. Ani do Grecji, ani tym bardziej na roczny wyjazd do Azji.

Impreza jest wesoła, chociaż z nutką smutku jak to na pożegnalnych imprezach bywa. Trwa do czwartej rano. Wszyscy idą spać a Klaudia wymyka się i jedzie do domu spakować się wreszcie na cały rok wojaży po Azji (tym razem wsiada do prawidłowego autobusu). O ósmej rano wraca spakowana i z naszymi biletami do Grecji.
Image

Uff, to może teraz wszystko pójdzie zgodnie z planem;).

Na lotnisko zawozi nas Mateusz. Żegnamy się tam czule; nie zobaczymy się przez następne 3 tygodnie! On też wyjeżdża na swój Dream Trip - jest nim trzy-tygodniowa podróż rowerem z Katowic aż do Saint Tropez.

Samolot odlatuje z małym poślizgiem. O 16 czasu greckiego wysiadamy na naszej upragnionej Krecie. Nie zabawimy tu długo bo już tego samego dnia musimy złapać prom do Aten.

Image

Z lotniska udaje mi się złapać stopa. Zagaduję do dwóch Greków żegnających się na lotnisku. Ten, który wyjeżdża mówi po angielsku, wiec tłumaczy swojemu kompanowi, że chcemy się dostać do centrum miasta. Kierowca zgadza się nas wziąć i już po chwili jedziemy wygodnie. Nasz kierowca nie mówi ani słowa po angielsku. Na szczęście język migowy, choć nieścisły, jest mniej więcej uniwersalny na całym świecie, więc po krótszym czasie Grek wysadza nas w samym centrum.

Tutaj znajdujemy supermarket. Ceny są całkiem akceptowalne, nie jest dużo drożej niż w Polsce. Pożywiamy się, zaopatrujemy w wodę i idziemy się przejść. Spacerujemy trochę po centrum. Zahaczamy też o bardzo malowniczy bazarek z pamiątkami. Kupujemy tutaj mały upominek dla naszego jutrzejszego hosta. Wreszcie Łapiemy autobus do portu aby zorientować się jak dostać się do Aten.

Image

Image

Image

W porcie dowiadujemy się, że prom odjeżdża dopiero o 22:00 co daje nam prawie cztery godziny czekania. Dodatkowo, próby wynegocjowania zniżki na bilet również spełzają na niczym (nie honorują żadnych kart studenckich ani zniżek z racji wieku <26). Płacimy więc pokornie za nasze bilety typu economy.

Image

Image

Image
krajobrazy Krety obfitują w spaloną słońcem roślinność

Image

Niestety w pobliżu nie ma żadnej plaży, więc rozkładamy się przy porcie i po prostu chilloutujemy.

Image

Wybija 21:30, czas zainteresować się naszym statkiem. Prom jest ogromny. Na nasze bilety nie przysługują kajuty. Na początku zwiedzamy prom aż w końcu znajdujemy w miarę wygodny kawałek podłogi, gdzie rozkładamy się i wreszcie idziemy spać. Jutro rano będziemy już w Atenach!

Image

Image

Image

Image
tak wyglądała nasza „kajuta”

-- 04 Wrz 2014 12:12 --

GRECKA PRZYGODA CZĘŚĆ 2 – JESTEŚMY W ATENACH! 13 LIPCA 2014

Podłoga na promie do najwygodniejszych nie zależy (zwłaszcza, że nie mamy śpiworów), ale rano budzimy się w miarę wypoczęci i przede wszystkim podekscytowani dzisiejszym dniem. Około 7:00 prom przybija do portu w Pireusie.

Image
Pierwszy widok na Pireus z promu

Wytaczamy się na ląd z naszymi ciężkimi plecakami i rozglądamy wokół. Kilka napotkanych osób daje nam wskazówki jak dostać się do stacji metra. Po drodze kupujemy w kiosku szybkie „śniadanie” i kierujemy się do metra. Metrem jedziemy długo, ale po kilkudziesięciu minutach i jednej przesiadce wreszcie dojeżdżamy do stacji Nomismatokopeio, gdzie jesteśmy umówieni z naszym Ateńskim hostem.

Całą podróż zdecydowaliśmy się spędzić jak najbardziej spontanicznie i przygodowo. Dlatego też ponownie korzystamy serwisu couchsurfing.org.

Dochodzi dziewiąta, czekamy przed wejściem na stację. Chwilę później na typowo miejskim skuterku podjeżdża nasz host – Paolo. Wita się z nami, przedstawiamy się sobie. Opisuje nam pokrótce jak dojść do jego mieszkania i sam mówi, że jedzie jeszcze po kawę i nas dogoni. Idziemy więc, a raczej wleczemy się (zmęczenie zaczyna dawać o sobie znać i plecaki zrobiły się co raz cięższe) w kierunku przez niego wskazanym. Faktycznie, po jakiś dziesięciu minutach Paolo dogania nas z tajemniczą siatką w ręce. Rozmawiamy chwilę; nasz Grek nie potrafi zrozumieć dlaczego tak krótko planujemy zostać w Atenach.

Image
nasz host na skuterku

W końcu docieramy na miejsce. Paolo ma przytulne małe „mieszkanko” urządzone na parterze domu swoich rodziców w spokojnym osiedlu domków. Rozsiadamy się wygodnie, ogarniamy i doprowadzamy do ładu po całonocnej podróży a nasz host w tym czasie ujawnia przed nami zawartość tajemniczej siatki. Znajdują się w niej cztery przeznakomite, prawdziwe greckie Frappe oraz ciastka z lokalnej piekarni.

Image
u naszego hosta

Frappe jest cudowne. Zimne, orzeźwiające i stawiające na nogi. Wreszcie mamy siły aby podziwiać Ateny! Zbieramy się do wyjścia. Klaudia ubiera swoją fluorescencyjnie pomarańczową sukienkę i z miejsca dostaje od Paolo ksywkę „Bubble”. Dlaczego „Bubble”? Gdyż, jak to uzasadnia nasz Grek:  „You look like a bubble gum”. I zaskakuje nas po raz kolejny, wręczając nam klucz do swojego mieszkania „na wypadek jakby go nie było gdy wrócimy”.

Żegnamy się więc z Paolem i idziemy ponownie w stronę stacji metra. Po drodze zatrzymujemy się na przydrożnym bazarku, co by kupić chusty, które osłonią nasze ramiona od upalnego słońca.

Image

Kolejnym przystankiem jest supermarket, gdzie kupujemy pięknego, dorodnego arbuza. Bierzemy go ze sobą do metra, ale niestety szybko musimy zaprzestać konsumpcji, gdyż okazuje się że jedzenie jest zakazane w greckiej komunikacji miejskiej.

Image

Kilka przystanków dalej – wysiadamy! Teraz trzeba tylko znaleźć nasz wymarzony Akropol. Jak się okazuje, nie trzeba daleko szukać. Szybkie rozejrzenie się wokół i już widzimy wzgórze górujące ponad miastem a na szczycie starożytne kolumny.

Image

Image

Zwiedzanie rozpoczynamy od Agory Rzymskiej, która rozciąga się u stóp wzgórza. Znajdują się tutaj też pozostałości biblioteki Hadriana. Skąd w Atenach zabytki Rzymskie? Cóż, mamy tutaj solidną powtórkę z historii. W roku 338 p.n.e. Ateny utraciły niepodległość na rzecz Macedonii, później władców hellenistycznych, a wreszcie Rzymu.

Image

Image

Image
żółw również zwiedza rzymską Agorę

Czas kierować się ku naszemu właściwemu celu – Akropolowi. Zaczynamy wspinaczkę na wzgórze. Po drodze mijamy bramki biletowe. Dzięki legitymacji studenckiej udaje się sporo zaoszczędzić, gdyż normalnym bilet kosztuje aż 12 euro, a ulgowy… nic.

Image

Wspinaczka nie jest trudna, ale z racji upałów dość męcząca. Mijamy też dość duże tłumy – nie da się ukryć, że Akropol to turystyczny hit. Droga bynajmniej nie jest nuda. Im wyżej jesteśmy, tym lepszy widok rozciąga się na całe Ateny. Wreszcie docieramy do teatru Dionizosa.

Image
teatr Dionizosa

Idziemy dalej, aż na szczyt. I …Panie i Panowie, o to Akropol!

Image

Image

Na Akropol składa się kompleks budynków, wśród których są: Partenon, Erechtejon, Świątynia Ateny Nike,  Propyleje oraz Pinakoteka.

Partenon to, jak mówi nam wikipedia, świątynia zbudowana z inicjatywy wielkiego Peryklesa w latach 447-432 p.n.e., na cześć bogini Ateny (Atena Partenos), patronki miasta. Została zaprojektowana w porządku doryckim. Dzieła rzeźbiarskie zaprojektował Fidiasz, uważany za najwybitniejszego rzeźbiarza starożytnej Grecji. Wewnątrz świątyni stał gigantyczny posąg Ateny ze złota i kości słoniowej, najprawdopodobniej wyrzeźbiony osobiście przez Fidiasza. Co ciekawe, Podczas budowania Partenonu wprowadzono szereg krzywizn, które miały na celu niwelację złudzeń optycznych. Środkowe części zostały podniesione w stosunku do płaszczyzny poziomej o 6,8 (na krótszym boku) i 17,7 cm (na boku dłuższym). Aby uniknąć złudzenia wychylenia kolumn skrajnych na zewnątrz pochylono je do środka o 7 cm, dzięki temu zmniejszono także międzysłupie. Zastosowane krzywizny dają złudzenie idealnego pionu i poziomu wszystkich elementów świątyni.

Image

Erechtejon z kolei to świątynia w porządku jońskim zbudowana na cześć bohatera Erechteusza, poświęcona Posejdonowi i Atenie. Z powstaniem Erechtejonu zwiąna jest legenda. Gdy Ateny jeszcze nie były rozwiniętym miastem, Posejdon i Atena toczyli spór kto będzie opiekunem miasta. Problem mieli rozstrzygnąć mieszkańcy, którzy mieli zadecydować czyj dar był cenniejszy. Posejdon uderzył swoim trójzębem w skałę, z której wytrysnęło słone źródło (obecnie jest tam studnia, postawiona pośrodku Erechtejonu), Atena podarowała oliwkę, którą mieszkańcy uznali za cenniejszy dar niż woda. Tam gdzie stoczył się ten spór, postawiono świątynię, czyli Erechtejon na uczczenie tamtego wydarzenia.

Image
Erechtejon

Kolejną świątynią jest świątynia Ateny Nike (Nike Apteros 450 p.n.e.-421 p.n.e.) – świątynia Ateny Zwycięskiej w porządku jońskim. Ponadto, są tu też budynki o innym przeznaczeniu, mianowicie Propyleje – budowla wejściowa oraz Pinakoteka – zbiór obrazów, dzieł sztuki, magazyn, skarbiec.
Image
Image
Image
Będąc na szczycie grzechem byłoby nie podziwiać także i widoków. Z góry widać miasto a także starożytne ruiny.

Image

Image

Akropol jest piękny, ale słońce praży niemiłosiernie, więc decydujemy się zakończyć zwiedzanie i zejść na dół. Trafiamy prosto na zatłoczony, ateński deptak upstrzony kawiarenkami i sklepami nastawionymi typowo na turystów.

Image

Kolejnym punktem programu jest park, który zaprowadzi nas prosto do greckiego Parlamentu.

Image

I wreszcie docieramy na plac Syntagma. Obecny budynek Parlamentu przez lata pełnił rolę Pałacu Królewskiego. W 1834 król Grecji, Otton Bawarski przeniósł stolicę z Nafplionu do liczących wtedy około 6 tysięcy mieszkańców Aten, i rozpoczął budowę Pałacu Królewskiego. Budowę ukończono w 1838.

Image

Udaje nam się zdążyć akurat na cogodzinną zmianę warty przy grobie nieznanego żołnierza.

Image

Teraz kierujemy się w stronę bardziej miejskiej części Aten. Powoli dopada nas głód, więc zgodnie z rekomendacją naszego hosta poszukujemy restauracji serwującej narodowo greckie danie – Gyrosa. Kosztujemy także sałatki, a jakże, greckiej! Jest pyszna.
Image
Image
Image

Pełni nowych sił ruszamy dalej. Idziemy typowo zakupową ulicą aż do ateńskiego pchlego targu.

Image

Image

Image

Image
na pchlim targu jest dosłownie wszystko

Image

Godzina robi się co raz późniejsza, więc decydujemy, że najwyższy czas wrócić do naszego hosta. Wieczór polsko-grecki jest bardzo przyjemny. Na dobry początek Paolo demonstruje nam tradycyjną, grecką muzykę i próbuje nauczyć do niej tańczyć.

Image

Później pijemy drinki jego domowej roboty, które dodatkowo efektownie podpala.

Image

Noc jest upalna, więc udajemy się na krótki spacer zahaczając przy okazji o pobliską restaurację z Gyrosem. Ta dzielnica jest typowo mieszkalna a więc brak tu turystów. W knajpkach przesiadują sami rodowici Grecy i wcinają gyrosy popijając je swoimi trunkami.  Przy drodze rosną drzewa pomarańczowe.

Image

Zrywam kilka pomarańczy, ale niestety po powrocie do Paolo okazuje się, że wcale nie są to pomarańcze. Jest to połączenie mandarynki i cytryny, a więc owoc dość kwaśny, aby nie był sprzedawany w sklepach. Paolo nawet podał mi jego nazwę, ale niestety była po grecku, a greckie nazwy trudno zapamiętać!

Wieczór jest przesympatyczny. Właśnie za to uwielbiam couchsurfing. W żadnym hotelu czy hostelu nie mielibyśmy tylu przygód.

Następnego dnia Paolo wita nas własnej roboty Frappe. Jest doskonałe. Prawie tak fantastyczne jak to z kawiarni dzień wcześniej.

Image

Udaje nam się ubłagać go, aby zabrał nas na plażę. Początkowo odmawia, uzasadniając, że do plaży jest strasznie daleko, ale w końcu ulega. Wybieramy się na autobus. Tutaj warto wspomnieć, że komunikacja miejska w Grecji w ogóle nie przypomina komunikacji w Polsce. Owszem, metro jest super, ale nie można tego powiedzieć o autobusach. Rozkłady jazdy praktycznie nie istnieją a autobusy jeżdżą na zasadzie „jak przyjedzie do przyjedzie”. Ponadto, jeżeli osoba na przystanku nie zasygnalizuje kierowcy machaniem ręki, że chce wsiąść, to autobus w ogóle nie zatrzyma się na przystanku. Jednym słowem istne szaleństwo.

Image

Po długim oczekiwaniu i jednym przegapionym autobusie (Paolo zagadał się z nami i nie pomachał kierowcy aby się zatrzymał) wreszcie udało nam się wsiąść do jakiegoś. Jazda była bardzo długa a autobus bardzo nagrzany i zatłoczony, ale wreszcie dotarliśmy do wybrzeża.
ImageImage
Plaża również jest zatłoczona, ale za to woda jest niesamowicie ciepła i czysta. O to nam chodziło! Na plaży poznajemy kolejnego Greka – kolegę Paolo. Jest świetnie!

Image

Image

Image

Image

Po kilku godzinach wystarcza nam plażowania, a i przede wszystkim mamy dość zabójczego słońca. Wracamy więc. Na szczęście tym razem autobus przyjeżdża w miarę szybko i jest nieco mniej zatłoczony.

Przed powrotem do domu idziemy jeszcze na obiad (na gyrosa, a jakże!). Następnie wracamy i pakujemy się. Dochodzi już szósta a my musimy dostać się jeszcze dziś do Saloników, które oddalone są od Aten o aż 500 kilometrów. Klaudia chce łapać stopa, Paolo mówi jej, że jest „crazy”. Ale pokazuje nam jak najlepiej wydostać się na autostradę i gdzie jest najbliższa stacja bezynowa. Żegnamy się z naszym hostem długo i z pewnym smutkiem – w końcu pobyt w Atenach był naprawdę fantastyczny. Ale czas wyruszać na kolejną przygodę!

Image
ostatni gyros w Atenach

Image

-- 04 Wrz 2014 12:17 --

GRECKA PRZYGODA CZĘŚĆ 3 – AUTOSTOPEM DO SALONIKÓW 15 lip 2014

Zgodnie ze wskazówkami Paolo, wsiadamy do autobusu, który zawozi nas na obrzeża miasta. Stąd wychodzimy na autostradę. Ku naszemu zadowoleniu od razu widzimy stację benzynową. Mamy kartony, które znaleźliśmy chwilę wcześniej, mamy markera. Trzeba napisać cel podróży i wytrwale stać i czekać na szczęście.

Image



Pierwszym problemem okazuje się marker. Niestety zaczyna odmawiać posłuszeństwa i nie chce nic, ale to nic napisać. Pomagają nam panowie ze stacji benzynowej, pożyczając swojego markera. Wpisujemy miejscowość oddaloną o kilkadziesiąt kilometrów. Biorę tabliczkę i idę szukać szczęścia. Po dziesięciu minutach zaczyna kImageończyć mi się cierpliwość (to nigdy nie była moja mocna strona) i wracam do ekipy na stację. Wpisujemy nową tabliczkę, tym razem z nieco bliższą miejscowością – tylko po to, żeby wydostać się z Aten. Później powinno pójść z górki. Tym razem Klaudia idzie na autostradę, a Tomek i ja pytamy ludzi podjeżdżających na stację o kierunek ich jazdy. Po jakiś dwudziestu minutach Klaudia woła nas entuzjastycznie. Zatrzymał się TIR, bez przyczepy. Kierowca zaprasza nas do środka. Mimo, że przewożenie w kabinie TIRA trójki pasażerów jest średnio legalne, to Grecy na szczęście niewiele sobie robią z przepisów ruchu drogowego.

Image

Nasz kierowca nie mówi prawie w ogóle po angielsku. Udaje nam się jednak nawiązać z nim nić kontaktu (język migowy jest uniwersalny!) i dowiadujemy się, że jedzie do… Saloników! Nie umiemy uwierzyć we własne szczęście. Mamy stopa, i to prosto do naszego miejsca docelowego! WSPANIALE! Jedyny szkopuł w tym, że nasz Grek jedzie obecnie w zupełnie przeciwnym kierunku… Zawracamy do Aten, jedziemy w stronę portu. Stąd nasz kierowca odbiera swoją przyczepę a następnie kieruje się już prosto do Saloników.

Podróż jest długa, trwa całą noc. Próbujemy z Klaudią spać na tyłach. Nie jest zbyt wygodnie, ale hej! Rano będziemy w Salonikach!

Image

I faktycznie. Około 7 rano ukazują się nam drogowskazy na Saloniki. Tutaj nasz kierowca zjeżdża na pobocze i mówi nam w łamanym grecko-angielsko-migowym, że teraz zjeżdża z autostrady i musimy wysiadać. Do Saloników zostało nam tylko 10 kilometrów. Dziękujemy mu gorąco a on jeszcze na odchodne wręcza nam… arbuza. Tak, jakiś czas wcześniej, przystanął na poboczu i zgarnął z pola trzy dorodne arbuzy. Teraz nam jednego daje. Jeszcze bardziej mu dziękujemy i zmęczeni ale szczęśliwi wytaczamy się z TIRa na autostradę.

Image

Image

Arbuz jest prawdziwym wybawieniem. Nasz transport, choć bezpośredni, był prawdziwą sauną. Do tego nie mieliśmy ze sobą ani kropli wody. Klaudia dzielnie rozwala arbuza o bramkę autostrady i radośnie przechodzimy do konsumpcji. Wzbudzamy nie lada sensację wśród kierowców z autostrady. Niektórzy trąbią, inni zwalniają aby upewnić się czy faktycznie widzą trójkę ludzi jedzących arbuza na poboczu autostrady, jeszcze inni próbują cykać zdjęcia komórkami.

Image

Arbuz zjedzony – trzeba łapać kolejnego stopa. Przechodzimy więc kilka metrów, aby zaleźć się z zjazdem i stajemy z tabliczką – Thessaloniki. Nie czekamy długo. Po kilkudziesięciu minutach zatrzymuje się samochód. Tym razem naszym kierowcą jest Greczynka podróżująca z córką.

Image



Po kilku minutach jesteśmy już w centrum. Wysiadamy praktycznie zaraz obok słynnej białej wieży. Dotarliśmy do Saloników!

Teraz trzeba odnaleźć mieszkanie naszego hosta. Tym razem jest nim Alex. Szukając drogi błądzimy dość mocno. W końcu udaje nam się znaleźć właściwy blok.

Image
W poszukiwaniu adresu

Image

Image
Udało się! Jedziemy windą

Mieszkanie Alexa jest małe i dość mocno zagracone. Sam Alex jest człowiekiem nieco szalonym, ale przemiłym. Częstuje nas owocami, robi nam kawę. Rozmawiamy chwilę, opowiadamy mu nasze przygody z dojazdem. Tomek, najbardziej zmęczony z nas wszystkich, idzie się na chwilę przespać co by zregenerować siły. Klaudia i ja kolejno idziemy się wykąpać i odświeżyć. Klaudia korzystając z Internetu sprawdza sobie połączenia do Sofii – stamtąd ma następnego dnia samolot do Dubaju.

Grecy są niesamowicie ufni. Alex również wręcza nam klucz do swojego mieszkania. Tu warto wspomnieć, że naród grecki jest bardzo sympatyczny. Kiedy wcześniej kluczyliśmy nie potrafiąc znaleźć drogi, kilka osób same z siebie przystanęło i zapytało, czy potrzebujemy pomocy. Widzieliście kiedykolwiek coś takiego w Europie Zachodniej?

Wreszcie nieco bardziej ogarnięci ruszamy na miasto. Pierwszy przystanek – śniadanio-obiad! W ferworze całej podróży od rana jedliśmy jedynie arbuza i trochę Alexowych owoców, więc dopada nas głód. Znajdujemy sympatycznie wyglądającą knajpkę z gyrosem. Całe menu jest po grecku, ale sprzedawca tłumaczy nam po angielsku co jest co. Zamawiamy gyrosa z tzatzikami. Jak się później okazuje, popełniamy okropne faux pas. Otóż tzatziki uznawane są za sos typowo ateński, a mieszkańcy Saloników za Ateńczykami przepadają mniej więcej tak, jak stereotypowi Ślązacy za Warszawiakami.
ImageImage
Teraz możemy zwiedzać. Zaczynamy od wizyty w informacji turystycznej, którą opuszczamy wyposażeni w mapki oraz garść informacji. Jedną z ważniejszych informacji jest informacja o strajku. Otóż pechowo, akurat w dzień naszego przyjazdu, komunikacja miejska w Salonikach zarządziła totalny strajk, nie wiadomo jak długo trwający. Przez cały najbliższy dzień nie pojedzie ani jeden autobus. No cóż, pozostaje nam liczyć na własne nogi. Na szczęście wszystkie najważniejsze rzeczy skupione są w centrum.

Kierujemy się w stronę najważniejszego punktu w Salonikach – Białej Wieży. Pierwszą atrakcją jest ogromny pomnik Aleksandra Wielkiego.

Image

Co tu robi Aleksander Wielki? W tym miejscu warto przytoczyć nieco historii. Miasto zostało założone ok. 315 p.n.e. przez króla Macedończyków Kassandra i nazwane na cześć jego żony, Tessaloniki, córki Filipa II i siostry Aleksandra Wielkiego. Od 146 p.n.e. miasto należało do państwa rzymskiego, w którym z biegiem czasu stało się jednym z najważniejszych miast. Przez miasto biegł główny szlak komunikacyjny między Rzymem i jego posiadłościami na Wschodzie (Via Egnatia).

Sama Biała Wieża, która uznawana jest za symbol miasta, powstała wiele wieków później. Została wybudowana przez sułtana Sulejmana Wspaniałego (1520-1566). Kiedyś nazywano ją Krwawą Wieżą, bo mieściło się w niej więzienie. W 1826 roku Turcy wymordowali zbuntowanych janczarów. Wieża była częścią fortyfikacji, a teraz jest w niej Muzeum Kultury Bizantyńskiej.

Image

Wchodzimy do środka wieży. Wspinając się na górę oglądamy eksponaty muzeum.

Image

Wychodzimy na górę. Widok jest świetny, panorama rozciąga się na całe miasto. Choć Saloniki są architektonicznie ładniejsze od Aten, to w dalszym ciągu jest to typowo greckie, brudne miasto. Piękny za to jest idealny błękit morza i czyste niebo.

Image



Image

Schodzimy z powrotem na ziemię. Ostatnie zerknięcie na białą wieżę i idziemy dalej.

Image

Image
Od razu widać, że jesteśmy w Grecji.

Mijamy dalej urocze kościoły i pomniki. Aż dochodzimy do łuku triumfalnego.

Image
Kościół Agia Sofia

Image

Image
Zdobienia łuku triumfalnego

Image
Starożytna agora

Czas na chwilę przerwy. Żar leje się z nieba, więc znajdujemy trochę cienia w parku i odpoczywamy.

Image

Po kilkudziesięciu minutach sjesty, ruszamy dalej.

Image
Kościół Panagia Chalkeon

Image

Image
Brzydsze oblicze Saloników

Docieramy na dworzec kolejowy, aby zweryfikować Klaudii połączenia do Sofii. Ku jej rozpaczy okazuje się, że nikt nigdy nie słyszał o rzeczonej firmie przewozowej, nie wiadomo skąd ten autobus miałby jechać ani gdzie można by kupić bilet. Jedyny pociąg przyjeżdżał do Sofii na godzinę po wylocie Klaudii samolotu. Tomek i ja w tym czasie dowiadujemy się, że strajk ciągle trwa, nie wiadomo czy będzie dalej trwał i nie wiadomo, jak mamy się dostać na nasze lotnisko Port Lotniczy Macedonia. Wreszcie Klaudia znajduje biuro firmy przewozowej, która świadczy przewozy na linii Saloniki-Sofia. Chociaż bilet kosztuje nieco więcej niż początkowo zakładała, to pełna ulgi kupuje go. O północy będzie już zmierzać w stronę Bułgarii. My dowiadujemy się tylko tyle, że co najwyżej możemy pojechać taksówką…

Ogarnąwszy mniej więcej nasze logistyczne problemy, ruszamy powoli w stronę naszego hosta. Po drodze urządzamy sobie mały postój.

Image
Relaks przy Frappe

W drodze do domu robimy zakupy i tym razem bez większego błądzenia trafiamy pod właściwy adres. Aleksa nie ma w domu, więc korzystając z jego klucza wchodzimy do środka. Wita nas jego kot zwany po prostu kot.

Image

Teraz nadchodzi najsmutniejszy moment naszej podróży – pożegnanie Klaudii. Pożegnanie jest długie i bardzo melancholijne. Ucałowaliśmy się mocno i obiecaliśmy sobie jeszcze więcej wspólnych chachmętów jak tylko wróci z Azji. I tak też ona rusza ku przygodzie a my zostajemy u Aleksa. Przed spaniem rozgrywamy kilka partyjek znalezionych na jego biurku szachów.

Alex wraca dość późno. Rozmawiamy chwilę, opowiadamy mu o naszym dzisiejszym dniu oraz o planie podróży na jutro i idziemy spać.

W nocy rozpętuje się prawdziwa pożoga. Zaczyna lać jak z cebra a niebo rozdzierają przerażające pioruny, prosto nad naszym blokiem. Mieszkanie Alexa bardzo szybko zaczyna praktycznie pływać. Greckie mieszkania zdecydowanie nie są przystosowane do dużych ilości gwałtownych opadów. Noc upływa nam na ratowaniu rzeczy przed totalnym zalaniem.

Następnego ranka deszcz, choć słabszy, nie chce ustać. Chcąc nie chcąc musimy pogodzić się z wizją zamówienia taksówki. Alex użycza nam telefonu i udaje mi się zamówić taksówkę pod sam blok, mimo, że mam duże problemy z poprawnym wymówieniem nazwy ulicy. 10 minut później siedzimy już w taksówce i zmierzaliśmy na lotnisko.

Taksówkarz jest pierwszym, ekstremalnie okropnym Grekiem jakiego spotkaliśmy. Ale to chyba wspólne u taksówkarzy na całym świecie. Żąda od nas zdecydowanie zawyżoną zapłatę w kwocie 20 euro(!) a gdy protestujemy, mówiąc, że na stronie lotniska były podane całkowicie inne kwoty a i taksometr wskazuje co innego grozi wezwaniem policji. Nie chcąc ryzykować spóźnienia się na samolot, wręczamy mu pieniądze klnąc przy tym siarczyście.

Image

Na lotnisku kolejna niemiła niespodzianka – wszystkie loty od godziny 5:30 aż do teraz, czyli do godziny 8:30 są opóźnione o bliżej nieznaną ilość czasu. Godząc się już w perspektywą wielogodzinnego oczekiwania na samolot, zajmujemy wygodne miejsca i zabijamy czas książką i grą na telefonie.

Na szczęście Grecy ponownie zaskakują nas pozytywnie. Deszcze ustał i korek lotniczy został rozładowany. Wygląda na to, że jednak dzisiaj będziemy w Budapeszcie!

Tak o to dobiega końca nasza wielka, grecka przygoda. Pełna wrażeń i niezapomnianych wydarzeń. Ale to jeszcze nie koniec naszych wojaży. Jeszcze czeka nas Węgierska stolica.

Image
_________________
Zapiski z podróży http://kranceswiata.pl/
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 14 Wrz 2014 01:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Kwi 2013
Posty: 268
Dobra wycieczka :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 14 Wrz 2014 02:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2012
Posty: 3071
Loty: 249
Kilometry: 415 497
HON fly4free
Salonik a nie Saloników!

Fajny, szalony wyjazd, ale dla mnie zwiedzanie Grecji to raczej halara i siedzenie w tawernie a nie bieganie z miejsca na miejsce :) W Salonikach nic nie ma a z przyjemnością siedziałem tam kilka dni ;)
_________________
Zanim zadasz pytanie na forum poszukaj. Potem poszukaj jeszcze raz. Potem idź zrób sobie herbaty i poszukaj trzeci raz, tylko dokładniej.
Jest 90% szans że ktoś już pytał o to samo co Ty, tylko nie potrafisz/nie chce Ci się znaleźć odpowiedzi.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 3 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group