Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 15 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 04 Mar 2015 21:40 

Rejestracja: 26 Maj 2013
Posty: 23
Witam!
Ostatnio moja relacja została nagrodzona przewodnikiem po Meksyku (mam nadzieję, że kiedyś się uda go użyć), więc chciałbym się znów z Wami podzielić moją podróżą. Odbyłem ją jakiś czas temu, ale dopiero teraz naszło mnie do podzielenia się tą historią.
Wstępnie powiem jeszcze, że prowadzę bloga o nazwie Road Jitsu, który łączy podróże z trenowaniem brazylijskiego jiu jitsu gdziekolwiek się da. Jeśli spodoba Wam się jakiś fragment, fajnie by było zostać wspartym lajkiem na http://www.facebook.com/roadjitsu

ZACZYNAMY!

NA BIAŁORUŚ PRZEZ… LITWĘ!

Od dłuższego czasu wyjazd na Białoruś był moim celem i jedyne co mnie blokowało to proszenie się o wizę do tego kraju! I nagle wschodni sąsiedzi wyszli mi naprzeciw i podjęli się organizacji MŚ w hokeju na lodzie. Ale co to ma wspólnego ze mną? A no to, że ten kto chwalił się biletem w momencie kontroli paszportowej, to nie musiał mieć wizy. Pobyt bez wizy był teoretycznie możliwy tylko na pięć dni, czyli jakoś tak mało… Więc jako, że nie byłem jeszcze na Litwie to postanowiłem połączyć te dwa wyjazdy w jeden i zniknąć na jakieś 12 dni :)
Image
Jeszcze tylko szybkie rozpoznanie wśród znajomych, czy przypadkiem ktoś nie ma ochoty na wspólny wyjazd do Naszych sąsiadów i ciach! Wyszło na to, że cisnę tam z Martyną, która PRZYPADKOWO robi zdjęcia, więc tym razem będzie ich więcej! Poza tym mówią (Mecu), żeby było dużo zdjęć – to będą.

Wyjazd z Warszawy okazał się bezproblemowy i już po dziesieciu minutach czekania i robienia z siebie pajaca jechaliśmy z handlarzem samochodów, który zostawił Nas gdzieś w okolicach Białegostoku. 30 minut później po dotarciu na właściwą drogę jechałem już z jakąś babeczką, która mówiła, że nigdy nie bierze, bo kiedyś jakieś dziewczyny wylały jej sok na kanapę. Ale Nas wzięła bo się jej spodobaliśmy.
Image
W Augustowie miła Pani odbiła na zachód, no ale jaki zachód jak trzeba na północ! Po przebyciu tego miasta z buta na wskroś, zjedzeniu paprykarza i zapiciu go piwkiem nad kanałem Augustowskim w końcu znaleźliśmy się na odpowiedniej wylotówce.

I tu trzeba uważać o co się prosi w podróży. Jak tylko stanęliśmy na przystanku to zacząłem opowiadać czym jeszcze nie jechałem (a jest tego sporo!). No i wyszło mi, że nie jechałem wielkim TIRem i fajnie by było się przejechać któregoś dnia. Ale po co tyle czekać? Dziesięć minut później z wielkim trudem, w ogóle się nie mieszcząc w zatoczce zatrzymał się wielki tir. I tak spełniło się moje życzenie!
Image
Kierowcą okazał się 22 letni Arnoldas pochodzący z małego litewskiego miasta na wschodzie, dla którego najszybszym sposobem na zarobienie dobrej kasy było zostanie zawodowym kierowcą. Swoją drogą te końcówki AS na litwie są strasznie dziwne i są wszędzie bo chodzi chyba o to, że jeśli mamy rodzaj męski to końcówką zawsze będzie AS. Arnoldas, Zyndrunas, Vytutas, Pavelas, Lovelas, Baras, Klubas.

Z Arnoldasem skumaliśmy się od razu i zamiast do Suwałk to zabrał Nas bezpośrednio do Kowna. W sumie dojechaliśmy tam w nocy i dość problematyczne było szukanie miejsca na wygodny nocleg. Jeśli mówiłem, że nie jechałem nigdy TIRem to również w nim nie spałem. I tamtego dnia akurat udało mi się odblokować te dwa podróżnicze osiągnięcia! Nie spodziewałem się jak dużo tam jest miejsca… Dwie kuszetki do spania i dwa duże fotele! Na upartego i sześć osób tam przekima :)
Image
Arnoldas pobrzdąkał na gitarze, pogadaliśmy o życiu w podróży, wypiliśmy miód pitny i do spania! Tak oto minął pierwszy dzień litewsko białoruskiego tripa! Bez pośpiechu i zbędnej spiny, czyli tak jak lubię.
Image
Rano szybkie zbicie piątki i podziękowanie za podrzutkę i kimanie a potem w drogę! Jako, że ustawiłem się z moim jiujitsu ziomkiem Rokasem na wspólny trening we wtorek, a był poniedziałek to postanowiliśmy nie marnowac czasu i jechać do Kłajpedy. Czemu tam? W sumie fajna nazwa i morze, może dlatego! A dlaczego by nie?
Image
Wyjazd z Kowna był dość problematyczny i strasznie długo przyszło czekać na ratunek! Po około 2 godzinach strasznie się wkur****m i już brałem plecak w złości, ale dokładnie w tym momencie podjechał Jeep z dwoma ciekawymi gościami. Kierowca wyglądał jakby jechał na budowę, a pan na tylnym siedzeniu był mnichem hare krishna (szaty, jakieś kulki w worku, za pomocą których się modlił – straszna stylówa!).

Jak na uduchowionych ludzi przystało, zadali jedno ważne pytanie – czy jesteście głodni? Odpowiedź oczywiście była twierdząca, na co nowy kierowca odpowiedział, że niedaleko stąd mają swoją restaurację i jeszcze mają zamknięte, ale dla Nas ją otworzą. No dobra więc, jedziemy!
Image
Nowy znajomy z drogi był strasznie zadowolony, że może opowiedzieć komuś nowemu o swoich wierzeniach i ogólnie o miejscu, w którym się znajdowaliśmy! Z uśmiechem na twarzy oprowadzał po kuchni, pokazywał gdzie się gotuje zupę dla dwustu osób i takie tam. A na koniec zabrał Nas na górę, gdzie jego znajomi wyglądający na wyciągniętych prosto z Indii grali pod ołtarzem (creepy) na niezidentyfikowanych instrumentach.
Image
Image
Po szybkim koncercie unplugged uduchowieni towarzysze zaproponowali, że podrzucą 40 kilometrów w stronę Kłajpedy. Tak więc dopełniliśmy samochód szefem mnichów i wystartowaliśmy. W sumie nie kazali nic podpisywać i sprzedawać mieszkania, ale nakłaniali, żeby poczytać więcej o ich środowisku w necie. No i żeby odwiedzić Indie!

Dalsza droga do Kłajpedy to 160 kilometrów na dwa strzały! Bez większych przygód. Pierwszy strzał po 10ciu minutach z młodym koleszką, a 2gi też jakoś bardzo szybko z policjantem, wiozącym siostrę do miasta na USG, czyli idealnie dla mnie!

C.D.N.
Image

Jestem pod wrażeniem! Jeśli dotrwałeś do końca, oznacza to że wciągnęła Cię ta historia.
Może odwiedzisz http://www.facebook.com/roadjitsu i okażesz wsparcie ?
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 04 Mar 2015 22:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Lis 2014
Posty: 717
Loty: 145
Kilometry: 238 175
niebieski
Fajnie się czyta - dalsza relacja będzie tu, czy tylko na blogu?
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 05 Mar 2015 17:02 

Rejestracja: 26 Maj 2013
Posty: 23
Kalispell! Oczywiście ciąg dalszy będzie w tym temacie... Wejście na bloga jest dobrowolne :) ale jednak jak się spodoba... to można zawsze zlajkować https://www.facebook.com/roadjitsu
NADMORSKI RELAKS I NICNIEROBIENIE !

Po bezstresowym dotarciu do nadmorskiego miasta Kłajpeda i zbiciu piątki z kierowcą policjantem trzeba było wstąpić do kawiarni w celu uzupełnienia spadku kofeiny i facebooka w organiźmie. Naładowany pozytywną energią z internetu mogłem wgryźć się w miasto dokladniej. Niestety Kłajpeda okazała się zwykłym portowym miastem, które najwięcej do zaoferowania ma właśnie w okolicach wybrzeża.

Z tego powodu nie było co siedzieć w zatłoczonym mieście, gdy do morza było już tak blisko. No i rozbić na noc się wypadało w jakimś ładnym miejscu. Szybka wizyta w sklepie w celu uzupełnienia zapasów piwa i ryb wędzonych (były słabo wędzone!) i można było ruszać dalej. Po krótkim rozpoznaniu wybrzeża i spojrzeniu w mapę wyszło na to, że trzeba wziąć prom na półwysep Smiltyne, który wydawał się w tym czasie wolny od dzikich hord wczasowiczów (maj ~ ok. 7*C).
Image
Prom na półwysep Smiltyne – 1.6 euro, powrót w cenie pierwszego biletu.
Po ok. 10cio minutowej wycieczce promem i lądowaniu na półwyspie plan na resztę dnia był bardzo prosty. Znaleźć przyzwoite i skryte miejsce na wydmie, rozbić tam namiot, rozpalić ognisko i zrelaksować się w nieprzeciętnych okolicznościach natury.
Image
Maskowanie namiotu to podstawa!
Generalnie na Litwie nie ma powalających alkoholi, ale wg mnie piwo trzyma poziom i jeśli chodzi o te najpopularniejsze dostępne w sklepie to chyba jest lepsze od ,,naszych Polskich” koncernowych browarów. Jednak życie pokazuje, że często się mylę i jak tylko złapaliśmy stopa do Kowna to kierowca, który był profesorem na Uniwersytecie Wileńskim strasznie wjechał na to, że w ostatnich latach litewskie piwa się sprzedały i zeszmaciły (skandal)!
Image
Litewskie piwo pszeniczne Švyturys Baltas, które później okazało się sprzedajne! W takich okolicznościach to i piwo tesco by dobrze smakowało ;)
Image
Dobry widok po wyjściu z namiotu to podstawa...
Miałem cichą nadzieję, że w Maju uda mi się popływać w Bałtyku, jednak nie zawsze dostajemy co chcemy i było po prostu za zimno (o nie!). Pozostał więc ostatni punkt relaksacyjnego programu, czyli ognisko. Harcerzykiem nie jestem, ale udało się za pierwszym razem rozpalić dobre ognisko na dwie godziny ha!
Image
Rano pozostało zwinąć pałatkę, zjeść rybkę na drewnianych schodach z wydm na plażę a potem zawijać się promem do miasta! Potem po dwudziestu minutach na nogach i podjęciu ryzyka w postaci wyboru odpowiedniego autobusu znaleźliśmy się na wylotówce. Oczywiście naturalnym wyborem był autostop i tak po kilkunastu minutach zatrzymał się wcześniej wspomniany Profesorek, który jechał prosto do Wilna. Naturalnie zaproponował podwózkę do stolicy Litwy, ale spotkanie w Kownie było już zaplanowane.

Jakoś tak to Kowno nie zrobiło na mnie dużego wrażenia. Duże jak na Litewskie warunki miasto, ale bez polotu… No może się nie znam za bardzo na tych tematach, czyli kościołach i twierdzach, ale byłem już w ładniejszych miastach! Zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu trening jiu jitsu ze znajomymi w tym mieście, po którym z resztą fajnie spędziliśmy czas w knajpie.
Image
Stary zamek w Kownie.
Image
Stare Miasto
Image
Urokliwsza część miasta. Nie baba... Brunetki na dalszym planie!
Image
Niektórzy jarają się kościołami...
Image
Mnie jarają cholernie wielkie żubry, na które można wejść

Oczywiście nie jest największym problemem spanie gdzieś w namiocie, w mieście! To jest wyzwanie, ale tym razem mój kolega Rokas zaprosił Nas do siebie. Powiedział, że bardzo zależy jego rodzicom na tym, zeby pogadać po Polsku i poznać jego znajomych! Kiedyś pracowali to tu to tam i znają to i owo. Bardzo ciekawi ludzie! Ponadto tata Rokasa wysnuł teorię, że lubię piwo, którego nie miał w domu. Miał za to inne mocne trunki, których spożycie co chwilę mi proponował :)

Nad ranem zostaliśmy poczęstowani smażoną rybką, stekiem i jakimś mlecznym specjałem, który mieliśmy koniecznie spróbować. Przypominał coś w rodzaju cukierka/batonika w czekoladzie, którego przechowuje się w lodówce! Co to byłooo! Jadłem to przez następne dni na Litwie, a i na Białorusi też to mieli.

Po śniadaniu podziękowaliśmy za gościnę i pożegnaliśmy się. My ruszyliśmy do Wilna na następne trzy dni a Rokas do biblioteki na dwa tygodnie, żeby skończyć pracę inżynierską, co mu się z resztą udało!

C.D.N.

Jestem ponownie pod wrażeniem! Jeśli dotrwałeś do końca, oznacza to że wciągnęła Cię ta historia.
Może odwiedzisz http://www.facebook.com/roadjitsu i okażesz wsparcie ?
om/roadjitsu i okażesz wsparcie ?

-- 06 Mar 2015 17:32 --

Nie mogę napisać nowego posta... Gdy naciskam - Odpowiedz - i piszę wiadomość, cały tekst pojawia się w tym okienku.

-- 06 Mar 2015 17:36 --

LUŹNY DZIEŃ W WILNIE

Do Wilna z Kowna dotarliśmy jednym strzałem na popołudnie. Udało się złapać podwózkę dość szybko, mimo konkurencji ze strony pijanego gościa. Kierowcą okazała się kobieta w średnim wieku, która jechała na koncert punkowy i cały czas nuciła jakieś smuty. Ogólnie pozytywnie, no i do tego wysadziła Nas w centrum Wilna, z którym się pobieżnie zapoznałem bo trzeba było już pędzić na trening jiujitsu.
Image
Chwila przed treningiem na oglądanie centrum…
Image
…i chodzenie takimi uliczkami.
Po treningu było już ciemno i pogoda nie dopisywała, więc załatwiliśmy sobie kwaterę z pomocą nowych znajomych z klubu. Udało się coś trafić w miarę blisko centrum, czyli mieliśmy spokój z noszeniem plecaków przez cały następny dzień i można było się skupić na zwiedzaniu miasta!

Nie było na co czekać i już z samego rana wyruszyłem na miasto. Na pierwszy ogień poszła Ostra Brama, czyli jedna z bardziej znanych w Polsce bram miejskich. Być w Wilnie i jej nie zobaczyć? No jak to tak… Muszę przyznać, że wyglądem i swoją pięćset letnią historią zrobiła na mnie duże wrażenie. Oczywiście, żeby zobaczyć obraz trzeba było się ustawić w kolejce, która ciągnęła się po schodach, aż na dwór. Było tam słychać wyrażane zniecierpliwienie w znajomym języku…
Image
W tych rejonach słychać tylko polski język.
Image
Następnie przyszedł czas na odwiedzenie cmentarza na Rossie, gdzie pochowani są polscy żołnierze polegli w latach dwudziestych XX wieku, oraz w walkach trwających podczas II WŚ jak i zasłużeni dla kultury i miasta cywile.

Jest to miejsce niezwykłe ze względu swojego położenia na wzniesieniach, oraz wszechobecną zieleń. Nie umiem nawet tego przekazać tak jakbym chciał, może zdjęcia choć trochę to przybliżą. Po prostu miejsce specjalne, warte odwiedzenia.
Image
Image
Przed głównym wejściem znajduje się Mauzoleum Matki i Serce Syna, otoczone licznymi grobami żołnierzy AK. W grobie spoczywa matka Piłsudskiego, wraz z sercem Marszałka. Moją uwagę przykuł świetny cytat z Juliusza Słowackiego znajdujący się na płycie nagrobkowej, wykuty zgodnie z wolą Piłsudskiego.

,,Kto mogąc wybrać, wybrał zamiast domu
Gniazdo na skałach orła, niechaj umie
Spać, gdy źrenice czerwone od gromu
I słychać jęk szatanów w sosen szumie.
Tak żyłem.”
Image
Potem trzeba było uzupełnić siły do dalszych manewrów. Najlepszym miejscem był bar Kawa i Ceburaki na ulicy o imieniu jakiegoś slynnego litwina… Sopeno 3, czy jakoś tak! Blisko Ostrej Bramy. W każdym razie można tam dostać zimne litewskie piwo, cepeliny i ceburaki, czyli placka, albo wyrośniętego pieroga z wkładką, których jest chyba z dziesięć odmian. Tymi cepelinami dużo osób się zachwycało. I co? Okazały się zwykłymi kartaczami!
Image
Następnym punktem programu było delikatne podejście pod wzgórze, na którym usytuowany jest Zamek Górny w Wilnie. W sumie ostała się tylko jedna baszta, która nosi nazwę po swoim twórcy z XIV wieku. W Baszcie Giedymina znajduje się muzeum i taras widokowy.
Image
Image
W Wilnie jest dużo zielonych terenów, które tworzą klimat miasta.

Kolejnym ciekawym miejscem do odwiedzenia jest Republika Zarzecza, która została proklamowana jakieś 15 lat temu. Jest to idealne miejsce dla artystów, hipsterów i bezdomnych! Nasz litewski kolega opowiadał, że na początku była to zwykła dzielnica, ale dzięki zabiegowi ze stworzeniem Republiki dużo artystów, hipsterów i bogatych ludzi sprowadziło się za rzekę, wypierając tym samym bezdomnych…

Republika ma swoją konstytucję, w której możemy przeczytać m.in.:
-Człowiek ma prawo mieszkać nad Wilenką, a Wilenka przepływać obok człowieka.
-Człowiek ma prawo do ciepłej wody, ogrzewania w zimie i do dachu z dachówek.
-Człowiek ma prawo umrzeć, ale nie jest to jego obowiązkiem.
-Człowiek ma prawo kochać.
-Człowiek jest odpowiedzialny za swoją wolność.
-Człowiek ma prawo nie mieć żadnych praw.
-Człowiek ma prawo kochać kota i opiekować się nim.
Image
Image
Image
Po całym dniu chodzenia przyszedł czas, żeby wrócić po plecaki do kwatery. Jakoś tak się udało, że w parę minut znalazł się host na couchsurfingu, który chciał Nas poznać. Podał adres i powiedział, żeby wbijać. Taka opcja była najlepszą z możliwych, bo po Wilnie była już w planach tylko Białoruś i wypadało się ogarnąć.

Danijus i jego dziewczyna okazali się mega wyluzowanymi ludźmi, z którymi bardzo dobrze się gadało, ehe! Wyszło nawet, że cała jego rodzina była ogarnięta zajawką na rajdy i nawet jego mama była kierowcą, ale chyba po pierwszym wypadku już się poddała. Reszta tematów to zbliżanie się Litwy, Łotwy i Estonii do ruskich, polityka, pasja do podróży i rozmawianiee o różnicach pomiędzy Polską i Litwą.

Następneg dnia rano zostaliśmy podwiezieni na wylotówkę w kierunku Białorusi i tyle nas widzieli na Litwie…
Image
Danijus lubił rzucać kotem…
Image
Dobre
Image
Uniwersytet Wileński...
Image
W zamian za nocleg trzeba było raz wyjść na spacer z tym koleżką.
Image
Jestem pod wrażeniem x3! Jeśli dotrwałeś do końca, oznacza to że wciągnęła Cię ta historia.
Może odwiedzisz http://www.facebook.com/roadjitsu i okażesz wsparcie ?
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 08 Mar 2015 09:38 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 7490
Lekki styl, przyjemnie się czyta :) A i autostopowe wyprawy zawsze budzą u mnie sympatię i liczne wspomnienia :D prosimy o więcej
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
michcioj lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 08 Mar 2015 10:42 

Rejestracja: 20 Lut 2012
Posty: 4737
srebrny
dokladnie, prosimy o wiecej :-)
ciekawi mnie jak to wyglada przekraczanie granicy bialoruskiej na stopa no i jazda po tym
kraju stopem. z tego co kojarze na Ukrainie i w Rosji to za stopa... trzeba placic.
no ale zobaczymy w dalszej czesci relacji :-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 08 Mar 2015 10:47 

Rejestracja: 28 Lip 2012
Posty: 5212
HON fly4free
Washington napisał(a):
Lekki styl, przyjemnie się czyta :) A i autostopowe wyprawy zawsze budzą u mnie sympatię (...)
najwyraźniej nie na tyle, aby kliknąć "lubię"
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 08 Mar 2015 10:49 

Rejestracja: 23 Lis 2012
Posty: 1447
Loty: 8
Kilometry: 7 105
niebieski
Tak samo warto być czujnym w Rumunii :D
Znajomi byli pod wielkim wrażeniem, że "ich" kierowca każdemu się zatrzymuje, nawet w pewnym momencie syna zapakował do bagażnika, gdy pojawiła się kolejna osoba a nie było wtedy już miejsc :D
A na koniec przejście do płatności...
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 08 Mar 2015 12:30 

Rejestracja: 26 Maj 2013
Posty: 23
Cześć! Ciąg dalszy relacji! Mam nadzieję, że zauważyliście ostatni wpis, ktróry złączył się z poprzednim ;/ jakiś błąd forum...

Dodaję również, że nienaturalnie mi się zaczął rozjeźdżać tekst... Przepraszam za to! :evil:

PIERWSZY KONTAKT Z BIAŁORUSIĄ…

W miarę szybko udało się dostopować z Wilna na granicę, do której przekoroczenia ustawiło się bardzo dużo samochodów.
Od razu poszliśmy do przejścia pieszego, żeby przekonać się czy na serio wpuszczą nas do Białorusi z biletami na MŚ w hokeju zamiast wizy.
Chwila niepewności, dwa druki po rusku do wypełnienia w stylu: co, gdzie, jak, po co, za ile, czemu i już można było kierować się na Mińsk!
Image
Niestety, jak tylko Pani z okienka oddała świstki z papierem to nagle rozpadał się najbardziej chamski deszcz jaki tylko mógł.
Zanim dobiegłem pod najbliższy daszek przed drugą kontrolą, byłem cały mokry. Los chciał, że pewien rosjanin zobaczył, że bardzo mokniemy i nie wiemy co zrobić, więc opuścił szybę i krzyknął, iż podwiezie Nas do Mińska.
Miał czekać za ostatnią kontrolą papierków. Jak powiedział tak zrobił. Nie ma to tamto, że aneksja Krymu, czy coś! Rosjanie są mili :)
Image
Pasza i jego syn Kirill wracali z wakacji w Polsce a konkretnie z Malborka, w którym byli bo interesują się zamkami (castles & shit).
Byli bardzo zadowoleni i mówili, że to największy zamek jaki kiedykolwiek widzieli.
Dodatkowo mówili dobrze po angielsku, więc nie było najmniejszego problemu z komunikacją.
Co więcej gadało się tak dobrze, że zaprosili Nas na obiad!
Image
Image
Mieliśmy razem jechać do Mińska, czyli jakieś 200 km od Wilna, co było planem maksimum na tamten dzień.
Rosjanie jechali jak nie trudno się domyślić do siebie, więc zaproponowali, że mogą nas podrzucić wszędzie gdzie tylko chcemy, łącznie z Moskwą, gdzie nas przekimają.
Biorąc pod uwagę fakt, że byłem ustawiony na trening jiu jitsu w Mińsku dopiero za dwa dni, była to bardzo kusząca propozycja. Niestety brak wizy Rosyjskiej pokrzyżował plany i wizje odwiedzenia Placu Czerwonego, aleeeee… z braku laku, nudy, albo przez dobre towarzystwo padła decyzja, że jedziemy z nimi dalej i wysadzą nas w ostatnim mieście przed granicą Rosyjską.
Image
I tak sobie jechaliśmy parę godzin, gadaliśmy i słuchaliśmy dobrej muzyki… Nagle przyszedł czas wysiadać.
Szybka wymiana fb, instagrama, oraz maila i ruskie pajechali! Niestety pech chciał, że ostatnim dużym miastem przed granicą jest Orsza, czyli przysłowiowa totalna dupa!
Decyzja mogła być tylko jedna, jedziemy dalej do Vitebska, o którym coś kiedyś słyszałem, więc trzeba było tam pojechać…

Chwila na znalezienie dobrej drogi na mapie i już można było łapać stopa. Początkowo miałem złe odczucia z tą miejscówką, ale bezpodstawnie bo już po pięciu minutach zatrzymał się rosjanin, którego imienia nie pamiętam.
Pamiętam jednak, że jechał non stop 20 godzin z Włoch do Petersburga i zatrzymał się po to, żeby z kimś pogadać i nie zasnąć. Oczywiście padła propozycja, że możemy z nim jechać do Petersburga i zapewniał nas o bezproblemowym przekroczeniu granicy bez wizy. Rosja z Białorusią i innymi partnerskimi państwami ma identyczne porozumienie o ruchu międzygranicznym jak w strefie shengen, więc jedyne problemy mogły wystąpić przy rutynowej kontroli.
Grzecznie podziękowaliśmy i wysiedliśmy na obwodnicy Witebska, pod wielkim sowieckim pomnikiem (były wszędzie!).
Image
Do miasta było jakieś 10 km, więc nie było co się męczyć. Kciuk do góry i po paru minutach jechaliśmy bardzo starą ładą z jeszcze starszym małżeństwem.
Mili Państwo podrzucili nas do centrum i pożegnaliśmy się pod dworcem. Na dworzec weszliśmy, żeby sprawdzić połączenia kolejowe. Niespodziewanie jednak sprawdziłem szybkość reakcji Białoruskiej policji, która jest zdumiewająca.
Podszedłem pod kantor, żeby wymienić złotówki na ruble i w tym czasie jakichś dwóch typków zainteresowało się moją skromną osobą. Zapytali się skąd jestem i co tu dużo pisać, mieli złe zamiary…
Nawet nie zdąrzyłem poczuć się zagrożonym, gdyż niewiadomo skąd zjawiło się czterech milicjantów, którzy bez gadania ocalili mnie od przedwczesnego sparingu na Białorusi!

Połączeń kolejowych było brak, więc niewiele się przejmując ruszyliśmy zwiedzać Witebsk. Jest to podręcznikowe postsowieckie miasto, czyli bardzo szerokie ulice, na których prawie nie ma samochodów, dziwne iluminacje świetlne, pomniki małe i duże, oraz czołgi na każdym placu i w każdym parku.
Nie zabrakło też chamskich barów z tandetną muzyką nad rzeką, gdzie całe rodziny spędzają wolny czas! Piwo w takich miejscach smakuje inaczej…
Image
Zatłoczone centrum i piękne iluminacje
Image
Pomnik jakiegoś wielkiego zwycięstwa...
Image
Rudy 105
Image
Russian war machine!
Oglądanie maszyn wojennych było bardzo pochłaniającym czas zajęciem, więc dzień uciekł i zostaliśmy bez noclegu.
No ale po co się ma namiot w takich sytuacjach? Niestety byliśmy w środku miasta, więc trzeba było się jakoś wydostać.
Wsiedliśmy do obskurnego tramwaju, który wywiózł nas daleko z centrum, skąd było parę kroków do drogi… ale miejsca na namiot brak.
Image
Jako że na Białorusi stopuje się rewelacyjnie, to czemu by nie spróbować tego nocą. Szliśmy sobie poboczem oświetlonej drogi około północy, machając na każdy samochód wyjeżdżający z miasta.
Oczywiście ruch był znikomy, ale jakimś cudem zatrzymał się jeden starszy koleś, który miał jak się później okazało problemy z mówieniem. Pokazał, żeby wsiadać i zapiąć pasy.
Gdy chciałem zagadać, to tylko pokazał palcem, żeby się nie odzywać. Puścił jakąś starą ruską piosenkę, w której zachrypnięty gość śpiewał coś o swoim żywocie, co dodało klimatu dreszczowca.
Co jak co ale ten stop miał klimat jak z jakiegoś horroru! Brakowało tylko, żeby ten samochód był czarną wołgą… Na szczęście po 50ciu kilometrach wyszliśmy z tego samochodu żywi!

Nie zdążyłem porządnie trzasnąć drzwiami, a zatrzymał się następny samochód. A wszystko to w okolicach pierwszej w nocy!
Tym razem kierowcą był młody, wygadany gość, który wracał z roboty do Połocka.
Pogadaliśmy chwilę i z tego co mówił to nie było szansy na wbicie się do jakiegoś motelu, więc doszliśmy do wniosku, że wysiądziemy przed miastem i rozbijemy namiot w lesie. Mieliśmy mu tylko powiedzieć, kiedy ma się zatrzymać.
W sumie to nie widziałem kiedy, bo było ciemno jak w dupie, do tego się rozpadało, więc powiedziałem, żeby zatrzymał się gdziekolwiek. Wyszedłem z samochodu i dla alibi po prostu sprawdziłem, czy jest jakaś ścieżka do lasu.
Była. Wróciłem do samochodu i gość zaczął mnie pouczać, żebym nigdy nie zostawiał koleżanki z obcym w samochodzie bo mógłby nagle odjechać i o. W sumie racja, ale nie wiedział, że na takie okazje Martyna ma przyszykowany nóź w kieszeni! HA!
Pożegnaliśmy się i nie wiem, czy dla pocieszenia i podbudowania nas w trudnej sytuacji, czy co to w ostatniej chwili rzucił nam jeszcze sok pomarańczowy, to było dziwne!

Godzina 2ga w nocy, 5 km do najbliższego miasta, zacinający deszcz i zero latarni.
Oczywiście to było najdziwniejsze miejsce w okolicy, w jakim można było rozbijać namiot.
Całe szczęście gwiazdy, czołówka i telefon dały radę oświetlić drogę. Mniej szczęscia czekało w wybranej przeze mnie ścieżce do lasu, w której było tylko bagno. Krążyliśmy dobre pół godziny, żeby tylko znaleźć kilka metrów kwadratowych płaskiej ziemi.
Potem jak już zabraliśmy się za rozbijanie namiotu w totalnych ciemnościach rozpadało się jeszcze bardziej.
Jak już się to udało i położyłem się na tej przemoczonej karimacie to byłem bardzo zmęczony, ale też szczęśliwy, że jednak się udało wyjść cało z tej opresji!

Tego dnia miał być spokojny dojazd do Mińska a skończyło się objechaniem połowy Białorusi, gapieniem się na wielkie pomniki i stare czołki, nocnym łapaniem stopa i spaniem w totalnej dziurze pod Połockiem!
Lubię tę swobodę w podróżowaniu stopem, że nic się nie musi, nigdzie nie trzeba pędzić… I to, że planując dojechać do jednego miejsca, można skończyć zupełnie gdzieś indziej, a wszystko to przez ludzi poznanych w drodze!


Jestem pod wrażeniem x4 ! Jeśli dotrwałeś do końca, oznacza to że wciągnęła Cię ta historia.
Może odwiedzisz http://www.facebook.com/roadjitsu i okażesz wsparcie ?
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 08 Mar 2015 16:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Gru 2014
Posty: 700
niebieski
Mi się bardzo podoba, niemniej jednak agitacja o lajki na fb pod każdym postem niepotrzebna :)

pozdrawiam
_________________
http://www.zb-szwoch.pl
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 09 Mar 2015 22:08 

Rejestracja: 26 Maj 2013
Posty: 23
POŁOCK, CZYLI GDZIEŚ NA KOŃCU BIAŁORUSI

Pomimo mokrej karimaty spałem jak zabity, prawdopodobnie przez nocne przygody z szukaniem płaskiego miejsca na namiot. Jak się rano okazało rozbiliśmy się 5 metrów od jeziorka i drugie tylke od drogi, więc jedyne co trzeba było zrobić to złożyć pałatke, otrzepać plecak i jechać do najbliższego miasta, czyli Połocka, o którym nic nigdy nie słyszałem.
Image
Kima przy drodze...
Białoruś pokazała, że jest jednym z najlepszych krajów w Europie do podróżowania autostopem. Normalnie 5, 10 minut i już się ktoś zatrzymuje. Ogólnie tam jest tak przyjęte, że jak się nie ma samochodu, autobusy nie pasują, czy coś to po prostu wychodzi się na drogę i czeka, aż ktoś zgodzi się podrzucić w jakieś miejsce. Tak jak było kiedyś w Polsce. Kierowcy generalnie przy wysiadaniu z samochodu proszą o jakąś małą sumę pieniędzy, ale od przyjezdnych z innego kraju nikt kasy nie chciał.
Image
Pierwszym samochodem, który w ogóle jechał po tej drodze kierował wykręcony miłośnik drzewek i Parków Narodowych. Zatrzymywał się, gdy tylko zobaczył, że ktoś potrzebuje podwóżki. Gdy jeden facet wysiadał z samochodu to sam próbował wcisnąć kasę kierowcy, ale ten odmówił, może ze względu na nas. Pogadaliśmy chwilę po angielsku i wyszło na to, że Sasha (nie pamiętam imienia, więc załóżmy, że to Sasza!) po południu będzie jechać do Mińska, czyli tam gdzie musiałem być następnego dnia na treningu jiu jitsu. Wymieniliśmy się telefonami i ustaliliśmy, że o 16 będziemy na niego czekać za miastem przy drodze na Mińsk. Taka ustawka na sztywno!
Image
Image
O jeden most (miasto) za daleko?
Image
1 PLN – 4000 RUBLI, czyli za 12000 jest dobra i duża chałwa!
Co do samego miasta to Połock okazał się jednym z najstarszych na Białorusi, którego początki datowane są na okolice IX wieku. No aleeeee ja tu nie o historii. To miasto będzie mi się kojarzyć z bijącymi się babami w sklepie o kolejkę, pustymi ulicami, po których dzieci jeździły na wrotkach, osuwającymi się drewnianymi domkami z wypatroszonymi i suszonymi rybami w oknach jako dekoracja.
Image
862r. to nie żarty!
Image
Image
Typowy Połocki dom...
Image
Typowa Połocka fura...
Image
Typowa połocka dzielnica!
Za każdym razem, gdy sięgnę pamięcią do tego miejsca to przypomnę sobie również kiczowate parki rozrywki dla dzieci, do których chodziłem jak miałem jakieś 8 lat. Będę pamiętać ludzi, którzy spokojnie sobie żyją. To pójdą tu nad rzeczkę i posiedzą, to tam usiądą na pieńku przy swojej kozie. Zapamiętam też białoruskie szprotki w sosie pomidorowym, które potem okazały się głowami szprotek w sosie pomidorowym. Niestety za późno to zauważyłem… Od tamtego momentu nie jem konserw!
Image
Image
Chłop i baba!
Image
Baba i koza!
Image
Na wylotówce czołg, no bo jak inaczej!
Zbliżała się godzina ustawki z Saszą i trzeba było się zbierać z tej prowincji. Szybko złapaliśmy krótkiego stopa na wylotówkę, przy której był tylko przystanek autobusowy. Oprócz nas przystanek ten upatrzyli sobie młodociani piłkarze. W sumie byłem troszkę tym zszokowany, że takie dzieciaczki bez perspektyw na przyszłość pykają sobie w piłę i nie myślą o niczym innym. Byłem jeszcze bardziej zszokowany, gdy parę razy piłka wytoczyła im się na ulicę i musieli po nią latać przez ruchliwą drogę. Sasza miał przyjechać dopiero za godzinę, więc zacząłem sobie grać z chłopakami. Jakoś się dogadaliśmy na migi i pokopaliśmy sobie dobre pół godziny. Ich radość była bezcenna. Potem zbiliśmy piątki i kazałem im iść do domu bo na drodze było coraz więcej tirów.
Image
Sasza! Daj na wolejaaaaa!
Image
Piona i do domu!
Troszkę nie wierzyłem, ale Sasza zjawił się punktualnie i ruszyliśmy w stronę Mińska. Zaczął nam opowiadać o rezerwatach i o tym, że Polska strona nie dotrzymała umowy utworzenia jakiegoś parku w okolicach Grodna i Białorusini są na to wkurzeni. Potem nawijał o stuletnich drzewach, które są karłowate i rosną przy drodze, którą właśnie jedziemy i koniecznie nam je pokaże. Jak powiedział tak zrobił i mieliśmy przymusowy postój. Chyba się domyslił, że nie wiedziałem o co mu chodzi i nie zauważyłem róźnicy miedzy tymi specjalnymi a zwykłymi gałęziami no ale bywa i tak! Sasza nie chował urazy i jak już zbliżaliśmy się do Mińska to zaproponował, że możemy z nim zabrać się do Grodna, ale to nie wchodziło w grę przez brak czasu. Wymieniliśmy się numerami i Sasza powiedział, żeby wpadać jak będziemy gdzieś w okolicy.
Image
Niesamowite karłowate drzewa!
Przez akcję ze zwiedzaniem zrobiło się ciemno więc padła decyzja, że wysiadamy przed Mińskiem i śpimy drugą noc z rzędu w namiocie. Miłośnik przyrody znalazł nam super miejsce w lesie, przed którym stała tabliczka o ostrzeżeniu przed wilkami, którą zauważyliśmy następnego dnia rano.
Image
Po poprzednim dniu pełnym wrażeń i jazdy ten był w sam raz. Może nie było zbyt dużo emocji, czy zapierających dech w piersiach widoków, ale tak też bywa. Zero przeciążania się, powolne przemierzanie miasta, piwko nad dużą rzeką, gra w piłkę z dzieciakami i na koniec obozowisko w ładnym lesie. Dopiero następnego dnia miało nadejść to, po co przyjechałem na Białoruś, czyli Mińsk, jiu jitsu i hokej na lodzie!
Image
W chacie trzeba sprzątać...
C.D.N.

www.facebook.com/roadjitsu
www.roadjitsu.pl
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 09 Mar 2015 23:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Lis 2014
Posty: 717
Loty: 145
Kilometry: 238 175
niebieski
Super. Ciekawe gdzie w tym roku wylądujecie:)
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 09 Mar 2015 23:36 

Rejestracja: 26 Maj 2013
Posty: 23
Już za tydzień atakuję samotnie... Lizbonę :) z Warszawy stopem prawdopodobnie!

-- 10 Mar 2015 22:24 --

MIŃSK NIE DO KOŃCA TAKI JAK SĄDZISZ
Image
Rano klasycznie szybkie ogarnięcie się, złożenie namiotu, piętnastominutowy spacer przez las na drogę i po chwili już jechaliśmy ze starszym busiarzem, który podrzucił nas pod samo metro w Mińsku.

Muszę zaznaczyć, że przed wizytą na Białorusi nie miałem o tym kraju zbyt dobrego zdania. Mimo że nie ufam zbyt bardzo mediom to jednak pranie głowy przez lata chcąc czy nie pomaga wyrobić sobie opinię. Tak czy inaczej w głowie miałem zawsze słabe drogi, zapuszczone miasta, duże przestępstwo i ogólny rozgardiasz na ulicach. Nawet bliscy pytali, czy nie boję się tam jechac? Bo to w końcu Białoruś!

Ahh jakie było moje zaskoczenie, gdy od miasta do miasta poruszaliśmy się cały czas autostradami, za które nie trzeba było płacić ani jednego rubla. Największe zaskoczenie jednak nadeszło z momentem wjazdu do Mińska, po którym jeździ się czteropasmowymi drogami. Cała stolica natomiast jest okalana przez gotową obwodnicę, podczas gdy druga jest już w połowie ukończona.
Image
Nie tego się spodziewałem... A Wy?
Co do przemieszczania się po mieście to nie było najmniejszego problemu, gdyż w Mińsku mają bardzo dobrze rozbudowane metro z dwiema liniami po 15 stacji. Trzecia linia jest w budowie. Trzeba ustawić się w kolejce a potem podać Pani w okienku 3500 rubli (80 groszy) w 14stu banknotach. W zamian otrzymujemy plastikowy żetonik wielkości 50ciu groszy. Same pociągi wydają się znajome, gdyż takie same składy kupiono do Warszawy od ruskich.
Image
Na dwa bilety po 80 groszy starczyło.
Image
Image
Jeśli mówimy o bezpieczeństwie to nie ma powodu do obaw. Liczba patroli milicji, którą widziałem przez dwa dni spokojnie odpowiada miesięcznej aktywności policji w Warszawie. Bywało, że chodzili w 8 osobowych grupach, równiutko maszerując w czarnych płaszczach.
Image
Porządek musi być!
Ludzie na ulicach byli ubrani bardziej w stylu zachodnim, można powiedzieć że młodzież nosiła się iście po hipstersku. Myślałem bardziej o tym, że będą podobni do tych rusków z teledysku nowyi god.

Moja wizyta w Mińsku była możliwa dzięki biletom na hokeja i oprócz zwiedzania i treningów jiu jitsu właśnie to było planem na rozrywkę. Ogólnie znam się na hokeju na tyle dobrze, żeby powiedzieć iż najlepszym polskim zawodnikiem był Krzysztof Oliwa, który wpuszczany był na taflę tylko po to, żeby lać przeciwników, więc na początku chciałem odpuścić ten mecz. Jednak z biegiem czasu zdecydowałem się pójść, czego potem nie żałowałem. Oglądanie meczu w sektorze Słowaków, którzy rzucali śmieszne komentarze i cieszyli się jak głupki pokonując Francuzów było dobrym doświadczeniem.
Image
[img]http://cs624223.vk.me/v624223537/1f18e/JhKWJncN5dY.jpg[/img
Spoko ta wiza! Eee bilety :)
Co do spania to kimaliśmy w hotelu dla kibiców MŚ w hokeju, więc było iście międzynarodowo. Można było się spokojnie ogarnąć i była to miła odmiana po namiocie. Na koniec ten hotel okazał się akademikiem dla studentów, którzy przed mistrzostwami zostali wygonieni, żeby zrobić bazę noclegową dla kibiców. Co więcej zostali zagonieni do sprzątania pokoi po gościach.
Image
Akademik w Mińsku. Nawet, nawet...
Zwiedzanie Mińska jest małym problemem bo nie wiadomo od czego zacząć. Nie żeby było tu tyle rzeczy do zobaczenia, ale dlatego iż w tym mieście nie ma po prostu tak charakterystycznych miejscówek jak w innych turystycznych krajach. Po prostu są jakieś nieznane miejscówki, które trzeba odkryć. Najłatwiej wbić się w tematykę socjalizmu.

W tym mieście jest dużo placów. Jeśli jest jakiś ważny budynek w stylu opery, czy rządowej placówki to na sto procent przed nim będzie ogromny plac. Sporo też jest pomników bohaterskich soldatów USSR a sierp i młot na ulicy jest dość często spotykany.

Koszty jedzenia na Białorusi są bardzo zbliżone do naszego kraju. Jedzenie jest w takich samych cenach, a mięso na które jest embargo jest droższe niż w Polsce. Tańsza oczywiście jest wóda i cigarety. Piwo trzyma podobny pułap cenowy, czyli jakieś 16000 rubli za butelkę!

Trzeciego dnia z Mińska trzeba było już się zbierać, gdyż promesa na pobyt obejmowała tylko 5 dni. Gdy chciało się przedłużyć pobyt trzeba było iść i załatwiać różnego rodzaju papierki. To już chcieliśmy sobie darować, więc rano wstaliśmy i jak zwykle udaliśmy się na wylotówkę.

Miasto zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie, jak już wcześniej pisałem nie spodziewałem się, że stolica Białorusi będzie tak dobrze rozwinięta. Smaczku nadawało również przesiąknięcie miasta socjalizmem i wszechobecna milicja. Zobaczyć takie miejsca zawsze warto, mieszkać tam już nie koniecznie.
Image
Siedziba Łukaszenki. Lenin pilnuje...
[img]http://cs624223.vk.me/v624223537/1f26f/njXbXsHdX0Y.jpg[/img
Teatr i wielki plac.
Image
Wielki plac i czołg.
Image
Centralny punkt miasta.
Image
Budynek cyrku w Mińsku.
Image
W Polsce też jest parę pomników bohaterskich soldatów w takim stylu.
Image
Ładna cerkiew na cmentarzu.
Image
Image
Bywa i tak...

http://www.facebook.com/roadjitsu
http://www.roadjitsu.pl

-- 13 Mar 2015 16:22 --
Góra
 Relacje PM off
Adrian90Maz lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 13 Mar 2015 20:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Lis 2014
Posty: 717
Loty: 145
Kilometry: 238 175
niebieski
No to trzeba wybrać się na Białoruś - wszystko wygląda ciekawie.
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 16 Mar 2015 17:40 

Rejestracja: 26 Maj 2013
Posty: 23
POWOLI DO DOMU…

Na Białorusi mogliśmy przebywać jeszcze tylko dwa dni, więc wyjeżdżając z Mińska ustaliliśmy, że chcemy zobaczyć jeszcze dwa miasta, które leżą w bliskiej odległości od siebie. O Mirze słyszałem, że jest tam jakiś duży zamek wpisany na listę UNESCO. Nieźwież również może pochwalić się zamkiem, który w przeszłości był siedzibą rodu Radziwiłłów.

Klasycznie na drodze staliśmy może z 10 minut. Zgarnął nas mily busiarz i w niecałą godzinkę wysiedliśmy 100 km od Mińska, by odbić na Mir. Na mało uczęszczanej drodze zatrzymał się tir, który podwiózł nas dosłownie pod zamek. Ahh Ci uprzejmi białorusini.
Image
Image
Image
Image
Zamek w Mirze okazał się być zwyczajnym zamkiem i po godzinie szwędania się po kompleksie już jechaliśmy dalej, w stronę Nieświeżu. Było dużo trudniej dojechać i pokonanie 30 km zajęło nam dwie godziny. Najpierw zatrzymało się kombi, które podrzuciło nas 10 km a potem dwie ciężarówki jadące w konwoju. W każdej było tylko jedno miejsce dla pasażera więc się rozdzieliliśmy.
Image
Gdy dotarliśmy do centrum miasta Nieśwież, od razu poszliśmy coś zjeść. Długo szukaliśmy miejscówki, żeby zjeść coś lokalnego, jak się potem okazało na marne. Została nam pizza… Ehh. Potem poszlismy w stronę zamku, ale przed nim był stary kościół, który okazał się polskim. W środku pogadaliśmy chwilę z zakonnicą, która zaoferowała nocleg. Grzecznie odmówiliśmy informując ją, że dziś stąd wyjeżdżamy.
Image
Główny plac w Nieświeżu.
Po wizycie w kościele poszliśmy zobaczyć zamek Radziwiłłów, który okazał się o wiele przyjemniejszy dla oka, niż ten w Mirze. Może godzinę zwiedzaliśmy kompleks zamkowy, po czym pod wieczór udaliśmy się w stronę wylotówki.
Image
Image
Image
I co? I dupa. Pierwszy raz na Białorusi zdarzyło się, że nikt się nie zatrzymał. Każdy kierowca pokazywał palcem, że jedzie tu do miasta. W sumie byliśmy trochę wkurzeni, więc szybko wróciliśmy do kościoła, żeby podpytać o miejscówkę do spania. Zakonnica jednak się zmyła i zostaliśmy na lodzie. Trzeba było działać bo już się ściemniało więc weszliśmy na tył kościoła, żeby poszukać miejsca na namiot. Dodatkowo nabiliśmy się na staruszkę, która sprzątała teren. Ohh niech Bóg nam wybaczy (z racji na miejsce), ale lekko ją oszukaliśmy mówiąc, że dostaliśmy zgodę na rozbicie namiotu. Bez problemu się zgodziła.
Image
Image
I to była jedna z lepszych miejsówek jaka tylko mogła się trafić. Jak już się porządnie ściemniło, wyszedłem z namiotu za potrzebą i normalnie mnie olśniło. Przecież ten kościół jest w trakcie remontu a rusztowanie nie jest w żaden sposób zabezpieczone, więc czemu by na nie nie wejść.
Image
Image
Na dole budka strażników a na dalszym planie zamek.
Z całego tego dnia nocna wspinaczka po rusztowaniu na górę kościoła była najlepszą rozrywką. Wchodziliśmy na górę dobre 15 minut, nie śpiesząc się i uważając, gdzie stawiamy nogi. Do tego kościół był w odległości 100 metrów od budki strażników, którzy pilnowali wejście do zamku, więc to podnosiło poziom trudności tej misji. Było warto nie złapać stopa. Nic nie dzieje się przypadkiem. Widok z wysokości wieży kościoła, na który weszło się po rusztowaniu był bezcenny. Siedzieliśmy tam może z godzinę ciesząc się jedną z wielu przypadkowych chwil, które są w podróży.
Image
Następnego dnia wstaliśmy i podziękowaliśmy staruszce, która już od rana sprzątała teren. Tym razem mieliśmy więcej szczęścia i od razu trafił się samochód. Był to jeden z ciekawszych stopów, gdyż zatrzymał się bus z siedmioma facetami w środku, którzy wieźli jednego pijanego krasnala ogrodowego do miasta obok. Wyobraźcie sobie sytuacje, że stoicie przy drodze i nagle zatrzymuje się furgonetka, drzwi się odsuwają i jacyś faceci krzyczą żeby wsiadać. Co robicie?
Image
Mili Panowie wysadzili nas przy autostradzie, która prowadziła do samej granicy z Polską. Po chwili czekania zostaliśmy przechwyceni przez Białorusina, który cały czas wspominał czasy młodości, gdy był w Polsce i bardzo mu się podobało! Wysiedliśmy w Brześciu i praktycznie byliśmy już przy granicy. Skoczyliśmy jeszcze coś szybko zjeść w barze mlecznym a potem ruszyliśmy w kierunku twierdzy Brzeskiej, za którą było przejscie graniczne.
Image
Forteca Brzeska jest ciekawym miejscem. Została zbudowana przez Rosjan w XIX wieku. Przez lata swojego istnienia wchodziła w posiadanie różnych krajów. Po pierwszej wojnie światowej przejeliśmy ją my, potem podczas II WŚ została odbita przez Niemców, którzy oddali ją Ruskim, a potem ją im odbili, żeby pod koniec stracić ostatecznie. Ruscy jak to Ruscy po wojnie wybudowali tam piekne wejście, przez sowiecką gwiazdę a w środku postawili pomniki wychwalające bohaterstwo żołnierzy. Zapomnieli tylko o pomniku dla polaków, których likwidowali tam w katowniach. No ale taka władza… Nie naród.
Image
Image
Image
Image
Po obejściu kompleksu, od razu ruszyliśmy na Terespol. Do granicy były może 3 kilometry, ale jak tylko wyszliśmy z fortecy to strasznie się rozpadało i po prostu chcieliśmy przeczekać pod jednym z tuneli. Szczęście dopisało i jechała śmieciarka, którą dojechaliśmy pod granicę. Taki klimacik!
Image
Image
Ostatni stop na Białorusi...
Przejście graniczne okazało się tylko dla samochodów, więc podeszliśmy do białoruskiego celnika, który oznajmił nam, że jak będzie jechać swój, czyli białorusin to on go przekona, żeby nas przewiózł przez granicę. Jak powiedział tak zrobił i już siedzieliśmy w samochodzie u śmiesznego gościa, który cały czas rzucał jakieś głupie teksty do celniczek polskich i białoruskich. Po podbiciu pieczątek i przejechaniu granicy wysiedliśmy i złapaliśmy podwózkę do domu.
Image
Litwa i Białoruś! ZALICZONE!
Wypad na Litwę i Białoruś okazał się bardzo dobrym pomysłem. Odwiedziłem wiele miast, które chciałem zobaczyć, trenowałem w trzech klubach i poznałem tam kolejnych świetnych ludzi. Jak zwykle po wyjeździe jestem zadowolony i nie trzeba mi nic więcej do szczęścia.

Dzięki dla Martyny za fotki, których używałem praktycznie przez cały czas!

KONIEC :) !

P.S. Za dwa dni wybieram się autostopem do Lizbony :) Moje przygody można śledzić na www.facebook.com/roadjitsu / roadjitsu.pl
Jak wrócę, oczywiście dołączę relację na forum !

Pozdro!
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 16 Mar 2015 17:59 

Rejestracja: 14 Mar 2014
Posty: 1238
Loty: 85
Kilometry: 125 454
niebieski
Byłem w kwietniu 2014 roku na Białorusi korzystając z biletów na MŚ w hokeju i powiem było bardzo fajnie i gdyby te cholerne wizy bywał bym tamczęściej. Bardzo pozytywnie nastawieni ludzie a i sam " rezim Łukaszenki" jak się go w Polsce nazywa był dla mnie i moich rozmówców nigdzie niewidoczny. Polecam Białoruś-smaczne zefiry i serki. :D
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 15 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group