Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 60 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3
Autor Wiadomość
#41 PostWysłany: 15 Lut 2015 21:02 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Siedem ciekawych faktów, na temat tego, jak podróżuje nam się po kraju Kiwi.

Image
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off
Juve lubi ten post.
 
      
#42 PostWysłany: 20 Lut 2015 09:47 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Droga z Greymouth do Westport to kwintesencja Zachodniego Wybrzeża. Przez blisko 100 kilometrów jedzie się skalistą i urwistą drogą usianą mnóstwem zakrętów. Po lewej woda, po prawej góry. Główny punkt na tej trasie to Punakaiki - mała miejscowość rozsławiona przez skały wapienne wyglądające jak piętrzące się jeden na drugim naleśniki. Nazwa adekwatna - Pancake Rocks. Szkoda tylko, że nie trafiliśmy na high tide, bo wtedy fale powodują wyrzucanie wody w górę przez szczeliny pomiędzy skałami i tworzą coś na kształt gejzerów. Ale miejsce bardzo ładne, dobre na 20-minutowy spacer, tym bardziej, że główna atrakcja położona jest 3 minuty piechotą od głównej drogi.

Image

Image

Image

Image



Jak już dojechaliśmy do Westport, skierowaliśmy nasze kroki w stronę Cape Foulwind Walkway. Bardzo przyjemny spacer i super widoki na ocean. Dość długi, bo 2,5hr return ale warto. Tu znajduje się miejsce, które jako pierwsze dojrzał Abel Tasman, odkrywając Nową Zelandię. Na końcu tej drogi znajduje się punkt, gdzie w najlepsze zabawiają się foki, ale w porównaniu z Kaikourą czy nawet The Catlins to tutaj odległość jest ogromna. Nawet nie mamy dobrych fotek, bo było za daleko i pod słońce.

Image

Image

Image

Image



Kolejnym przystankiem było jezioro Rotoroa. Może i ładne ale tyle muszek co tam było rano przed śniadaniem to jeszcze nie trafiliśmy w NZ. Nie dało rady zrobić dosłownie nic. I nie działa na nie żaden preparat, nawet kupiony tutaj, specjalnie na ten konkretny gatunek owada. Nic.

Image

Image



Pojechaliśmy zatem do drugiego z jezior w Nelson Lakes NP - Rotoiti. Fantastyczny spot. Trafiła nam się idealna pogoda, ale nie ma tam nic do roboty, jeśli masz tylko samochód. Potrzeba nam było łódkę, kajak, czy chociażby ponton. Nie dziwimy się już, jeśli ktoś nam mówi, że jego ulubione miejsce na Wyspie Południowej to Rotoiti. Jeśli masz coś co pływa i słońce nad sobą - miazga. Do tego sporo ptaków, które chętnie pozują do zdjęć i jeszcze chętniej wsuwają co się im rzuci.

Image

Image

Image

Image

Image



Popołudniem dotarliśmy do Motueki. To punkt wypadowy zarówno na Farewell Spit (sama północ Płd Wyspy) jak i do Abel Tasman NP. Samo miasteczko nie ma jakichś szczególnych atrakcji i w zasadzie służyło nam do zatankowania Tweety i zrobienia zakupów. Znaleźliśmy jeden ciekawy wrak spoczywający na plaży, który prezentował się okazale, ale nic więcej. Następny stop - Farewell Spit, a potem Abel Tasman. Zrobiliśmy już rezerwację na kajak i będziemy dwa dni wiosłować, a potem trzeciego dnia maszerować. Pogoda ma być złota! :)

Image

Image

Image
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off
Moya lubi ten post.
 
      
#43 PostWysłany: 22 Lut 2015 11:45 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Wharariki Beach - najlepsza plaża ever! Mega piach i małe fur sealsy pływające w basenach między skałami! Spójrzcie sami - czy te oczy mogą kłamać?

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
      
#44 PostWysłany: 04 Mar 2015 11:05 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Siemano!

Nie było nas przez kilka dni, bo mieliśmy napięty program i ograniczone możliwości czasowe na jakąkolwiek wrzutkę. Jesteśmy już na Północy, klimat zupełnie inny, wieczorami człowiek gorączkowo nie chowa się przed wiatrem w samochodzie. Inna też jest roślinność - zamiast surowych górskich krajobrazów, raczej zielone pagórki. Dużo więcej ludzi, co rzuca się w oczy od razu. Dużo więcej samochodów, a ludzie jakby inni. Na południu każdy się do nas uśmiechał, machał nam, mnóstwo ludzi mówiło "cześć" bez żadnego powodu. Ludzie nawet chcieli robić sobie z nami zdjęcia, jak gotowaliśmy w samochodzie gdzieś w miasteczku. Tutaj, na północy jakby każdy żył swoim życiem, choć ludzie nadal mili.

Na północ przyjdzie jeszcze czas, podsumowanie południa ogarniemy zapewne niedługo, a tymczasem Abel Tasman National Park.

Zamiast standardowego łażenia po wiszących mostach i przemierzania leśnych bezdroży, wybraliśmy kajak. Po blisko dwugodzinnej odprawie, dotyczącej zasad bezpieczeństwa i ogólnego zaplanowania trasy, wsiedliśmy w nasz pomarańczowy wehikuł, razem z plecakami i z namiotem, pomachaliśmy na pożegnanie i ruszyliśmy w drogę.

Najtrudniejszą część naszej trzydniowej wyprawy miał stanowić kawałek odsłoniętego oceanu, zwany Mad Mile, rzekomo niespokojny i czasem mega trudny do pokonania. Wspominali, że będzie ciężko - fakt, ale to co zastaliśmy na wodzie, przeszło nasze oczekiwania. Wysokie fale, bujające kajakiem na lewo i prawo oraz silny wiatr w twarz, sprawiający wrażenie jakbyśmy stali w miejscu. Płynęliśmy po łuku, nieco pod prąd, co wydłużało dystans, bo postawienie kajaku bokiem do fali mogło oznaczać niechcianą kąpiel. A wraz z nią, konieczność suszenia całego naszego ekwipunku, czyli ostatnia rzecz jaka była nam w tej chwili potrzebna. Fakt, że piszemy tego posta, oznacza, że przeżyliśmy, ale po blisko dwugodzinnej walce z pogodą padliśmy na plaży w Anchorage Bay na twarz.

Drugi dzień to już bułka z masłem. Od rana na wodzie totalna flauta. Po dwóch godzinach machania wiosłami dobiliśmy do Mosquito Bay, jednej z przyjemniejszych plaż w całym Parku Narodowym. Na całe szczęście, nazwa tej zatoczki nie ma nic wspólnego z tymi latającymi szkodnikami. Za obiad posłużyła nas zupa z dyni, o której mowa będzie na filmie, który postaramy się zuploadować na dniach. Składu wolicie nie znać, a jedyna pozytywna informacja na okładce puszki to fakt, że w ogóle w tej zupie była dynia. Posileni, powiosłowaliśmy w stronę wyspy Tonga, na której rzekomo uwielbiają się wylegiwać sealsy. A skoro są tam sealsy to znaczy, że my tam jedziemy. Bo lubimy sealsy. W Internecie pełno jest filmików, pokazujących sealsy wdrapujące się na kajaki, zaciekawione cóż to za maszyna do nich przypłynęła. Niestety, trafiliśmy chyba na porę sjesty, bo większość fok leżała do góry brzuchami i nie raczyła nawet wskoczyć do wody. Wprawdzie kilka małych pluskało się w basenach międzyskalnych, ale żaden z nich nie zbliżył się do nas na mniej niż kilka metrów.

Drugi nocleg był na Onetahuti Bay. Spoko plaża i fajny spot do spania. Warto dodać, że pomimo tego, że słońce nas w ciągu dnia nie opuszczało, obie noce w namiocie były chłodne. Szczególnie pierwsza, gdzie musieliśmy odziać się w bieliznę termoaktywną.

Abel Tasman NP to taka perełka na południu. Nie spotkaliśmy chyba jeszcze w NZ osoby, która miałaby złe zdanie o tym Parku Narodowym. Zatem jeśli ktokolwiek ma mocno ograniczony czas na Wyspę Południową, to te rejony wydają się rozsądnym wyborem. Za kajak zapłaciliśmy 189 dolarów za osobę (kajak, water taxi, opłata za pole namiotowe już wliczone).


Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
      
#45 PostWysłany: 06 Mar 2015 09:24 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Nie bardzo wiem jak wstawić miniaturkę z YT na forum, więc wrzucam linka do filmu z Abel Tasman NP :)

http://www.zalatani.com/blog/kajakowy-chillout-w-abel-tasman-2/
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#46 PostWysłany: 06 Mar 2015 15:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 908
niebieski
Pięknie. Bardzo pięknie. Nowa Zelandia wzywa :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
Shadow lubi ten post.
 
      
#47 PostWysłany: 07 Mar 2015 10:26 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Do Havelock North przyjechaliśmy aby zobaczyć dwie rzeczy - Te Mata Peak oraz rezerwat głuptaków na Cape Kidnappers. Rano skierowaliśmy Tweety na wzgórze Te Mata, które po maorysku oznacza dokładnie "Twarz Rongokako". Rongokako to przodek plemienia Ngati Kahungunu, które zamieszkuje ten obszar Nowej Zelandii (ah, te maoryskie nazwy. Spamiętać je wszystkie to niezłe wyzwanie). Pogoda nie dopisała, ale samo wzgórze to bardzo przyjemne miejsce. Podczas słonecznych i bezchmurnych dni, widać stąd podobno Ruapehu, najwyższy szczyt Północy.

Im dalej w las, tym pogoda była coraz lepsza. Druga z przewidzianych na ten dzień 'atrakcji' to kolonia głuptaków na Cape Kidnappers, z którym też wiąże się ciekawa historia. Otóż, grupa Maorysów podjęła próbę porwania chłopca tahitańskiego pochodzenia ze statku Jamesa Cooka, który według notatek znajdował się w wodzie. Chłopiec został wciągnięty na łódź przez Maorysów, lecz ekipa HMS Endeavour momentalnie otworzyła ogień, zabijając dwóch maori. Chłopcu udało się uciec, a James Cook nazwał to miejsce Cape Kidnappers.

Dziś znajduje się tu bardzo duży rezerwat głuptaków australijskich. Nie jakieś tam kilka ptaków. Setki, tysiące tych całkiem sporych i bardzo ładnych ptaszysk. Potrafią one podobno - po zobaczeniu ryby w wodzie - rozpędzić się do 120km/h i wpaść lotem nurkowym do wody po ofiarę. Wszystko to dzięki pęcherzykom powietrza umieszczonym na czaszce i klatce piersiowej tych ptaków. Są dość towarzyskie i nie boją się zbytnio obecności ludzi. Rezerwat znajduje się około 2,5 godziny od parkingu, idzie się plażą i trzeba uważać na pływy, tzn., że głuptaki codziennie ogląda się o innej porze można, ze względu na poziom wody w oceanie. Nie jest to krótka wyprawa, bo zajmuje około 5-6 godzin, zależnie od tego ile siedzi się na górze ale warto. Warto, bo to świetne miejsce!

Po drodze stało nam się jednak coś, co stać się nie powinno. Otóż, po krótkiej wizycie w toalecie, przed samym podejściem na wzgórze, złapałem nieofrtunnie aparat i pasek zahaczył o szczebelek ławki. Efekt? Upadek na ziemię i zbity filtr polaryzacyjny! Przed samymi głuptakami :( Musiałem kombinować na szybko nowy filtr, ale na szczęście tutaj wiedzą, że dużo osób podróżuje i brak permanentnego adresu nie stanowi problemu. Po prostu następnego dnia zadzwoniłem z Napier do firmy, która zajmuje się dystrybucją Marumi na NZ i dzień później, w Taupo, czekał na mnie świeżutki filtr :) Załączamy jedną fotkę z efektem 'rozbitego filtra' :)



Image

Image

Image







Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!


Ostatnio edytowany przez Shadow, 21 Mar 2015 10:56, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
#48 PostWysłany: 11 Mar 2015 06:38 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Witaj w Mordorze! - kilka słów o Tongariro Alpine Crossing na blogu. A poniżej klika fotek na zachętę :) Miłej lektury :)


Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
#49 PostWysłany: 14 Mar 2015 11:29 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Great Alpine Highway - krótki powrót na Południe i kilka słów więcej o Arthur's Pass na blogu :)
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#50 PostWysłany: 16 Mar 2015 11:01 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Wielkie Jezioro Taupo - mekka sportów wodnych na Wyspie Północnej. To największy słodkowodny zbiornik wodny w całej Australazji i uwierzcie - naprawdę kawał jeziora. Samo miasteczko też niczego sobie - bardzo przyjazne dla turysty, z mnóstwem kawiarni, barów, restauracji i sklepów z pamiątkami. Na każdym kroku reklamy bungy, skydive, jetboat, itp. Dla nas to był jednak tylko przystanek pomiędzy Tongariro, a Rotoruą.

Image

Image

Lokalną atrakcją jest Huka Falls, czyli miejsce gdzie tutejsza rzeka nagle zwęża się do kilku metrów, przez co piętrzy się niemiłosiernie, stwarzając atrakcję dla każdego kto znajduje się w pobliżu. Nie kręcą nas tego typu rzeczy, gdzie robisz dwa kroki z parkingu i jesteś - mnóstwo ludzi, słychać tylko dźwięk migawki - ale trzeba przyznać, że Huka Falls robi wrażenie. Ogrom siły wody jest tutaj nie do opisania.

Image

Image

Potem ruszyliśmy w stronę Tongariro NP. Tak się akurat złożyło, że był czwartek po południu i nie mieliśmy co ze sobą zrobić, bo na alpine Crossing wybieraliśmy się dopiero w sobotę. Całkiem przypadkiem, w Internecie odkryliśmy Tokaanu Thermal Pools i tamtejszy 15-minutowy spacer dookoła. To co zastaliśmy na miejscu przeszło nasze oczekiwania. Zgrało się wszystko - czas, miejsce i światło. Nie było tam nikogo. Nie znajdziesz tego w żadnym przewodniku, a my gdyby nie nadprogramowy czas, również byśmy tam nie pojechali. Z 15 minut zrobiło nam się dobre półtorej godziny, ale to właśnie stamtąd, a nie z Milford, Tongariro, Queenstown czy Abel Tasman mamy najpiękniejsze fotki. Niżej kilka przykładów:

Image

Image

Image

Image

Image

Radość z udanego popołudnia nie trwała jednak długo. Wraz z ostatnimi fotkami, aparat odmówił posłuszeństwa. Po prostu nie dało się zrobić zdjęcia. Po przeszperaniu forów okazało się, że prawdopodobnie mechanizm podnoszenia lustra uległ uszkodzeniu. Na dzień przed Tongariro! Tego dnia kładliśmy się spać z myślą, że jutro rano, zamiast do Tongariro będziemy śmigać do Taupo i szukać pracy oraz rozwiązywać problem ze sprzętem foto. Co było dalej, napiszemy w następnym poście :)
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off
Juve lubi ten post.
 
      
#51 PostWysłany: 19 Mar 2015 10:38 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Pod koniec 1998 roku, Peter Jackson wraz z ekipą produkcyjną przeczesywali śmigłowcem terytorium Nowej Zelandii, w celu znalezienia najbardziej odpowiedniego miejsca na Hobbiton. Padło na Alexander Farm. Jeden z pracowników planu zapukał zatem popołudniową porą do drzwi właściciela farmy. W telewizji leciał akurat mecz All Blacks i nie trzeba chyba tłumaczyć, że ów właściciel miał nietęgą minę, że ktoś mu przeszkadza. "Dzień dobry, chcielibyśmy na Pańskiej farmie nakręcić gigantyczną produkcję filmową, ale niestety nie jestem w stanie zdradzić na razie jakichkolwiek szczegółów. Czy mógłbym odbyć spacer po farmie?" - zapytał przedstawiciel New Line Cinema. "Jasne, tylko upewnij się, że zamknąłeś za sobą bramę i nie będziesz przeszkadzał moim owcom" - odpowiedział właściciel zamykając drzwi, zadowolony, że może wrócić do oglądania meczu rugby. Być może ta opowieść jest nieco podkoloryzowana na potrzeby marketingowe Hobbitonu, niemniej jednak już pół roku później rozpoczęto pierwsze prace nad domkami dla hobbitów na Alexander Farm.

Na miejscu oprócz punktu informacyjnego i kasy biletowej, znajduje się również kawiarnia i sklep z pamiątkami, a wszystko to zawalone ludźmi jak Carrefour przed świętami. Ceny w tym sklepie to gratka dla ludzi z grubym portfelem albo okazja do spłukania się z całej mamony dla największych fanów i zapaleńców serii LoTR. Można tu w końcu nabyć takie cudeńka jak kapelusz Gandalfa czy płaszcz Aragorna - jedyne osiemset dolców za sztukę. Są też krasnoludzkie klucze do skarbców, wisiorki elfów czy cała gama pierścieni, naturalnie z tym najważniejszym na czele. Ceny wahają się od stówki do trzech-czterech. Jesteś w stanie wyobrazić sobie wyłożenie 200 dolarów na kawałek metalowego klucza krasnali, wielkości dorodnego banana, z wyrytymi na nim pseudo-inskrypcjami? Albo 150 dolców za ręcznie malowaną figurkę Frodo, trzy razy większą od ludzika lego? To może przekona Cię stówka za pierścień Rohanu? Albo trzy i pół paki za makietę hobbit-hole w rozmiarze 20x10cm? Odlot. A najlepsze, że kolejka do kasy się nie kończy :)

Cały post i więcej fotek na blogu tutaj :)

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#52 PostWysłany: 24 Mar 2015 09:58 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Shadow napisał(a):
Radość z udanego popołudnia nie trwała jednak długo. Wraz z ostatnimi fotkami, aparat odmówił posłuszeństwa. Po prostu nie dało się zrobić zdjęcia. Po przeszperaniu forów okazało się, że prawdopodobnie mechanizm podnoszenia lustra uległ uszkodzeniu. Na dzień przed Tongariro! Tego dnia kładliśmy się spać z myślą, że jutro rano, zamiast do Tongariro będziemy śmigać do Taupo i szukać pracy oraz rozwiązywać problem ze sprzętem foto. Co było dalej, napiszemy w następnym poście :)


Wracamy do Tongariro. Przez jeden wieczór wydawało nam się, że utknęliśmy na dobre, bo bez aparatu nie jedziemy dalej. Tym bardziej do Tongariro. Zaczęliśmy już nawet szukać pracy w okolicach Taupo i wysłaliśmy wiadomość o zepsutym aparacie do wszystkich serwisów foto w całej NZ - nawet do tych na południu.

Wstajemy rano i pierwsze co zrobiłem to włączyłem aparat i postanowiłem raz jeszcze sprawdzić, w którą stronę dziś jedziemy. Czasem zdarza się, że jak elektronika poleży przez noc to "sama" się naprawia. Takie naprawy wszyscy lubimy najbardziej. I tak było w tym przypadku! Nie jesteśmy pewni czy było to tymczasowe zmęczenie materiału czy obecność pary wodnej w pobliżu i zawilgocenie styków w aparacie - nie ważne. Robi zdjęcia, więc jedziemy do Tongariro. A tam oprócz opisanego już Alpine Crossing, zamierzaliśmy wdrapać się na Ruapehu - najwyższy szczyt Północy i największy nowozelandzki wulkan.

Streścimy na szybko jak to powinno wyglądać, a jak wyglądało naprawdę. No więc strona DOC, która do tej pory działała bez zarzutu, wyprowadziła nas w pole. Po prostu na stronie departamentu konserwacji NZ jest podana zła droga. Może inaczej - nie zła, a gorsza. Stroma, niebezpieczna i wcale nie jesteśmy pewni czy rozsądna. Było mega ciężko i hardkorowo, a dziś uważamy to za najbardziej niebezpieczną rzecz jaką w życiu zrobiliśmy. Dotarliśmy do wierzchołka po dobrych trzech godzinach, ale okazało się, że ten właściwy szczyt i jezioro w kraterze jest po drugiej stronie grani i czeka nas jeszcze dobre półtorej godziny do celu po górskich grzbietach. Po drodze mieliśmy dwa momenty zwątpienia. Dwa razy zastanawialiśmy się nad odwrotem. Ruapehu prawie nas pokonało, ale finalnie cel został osiągnięty i uważamy wulkan za coś kapitalnego. Widok na jezioro robi wrażenie i warto było cierpieć tą drogę na szczyt. Wróciliśmy już poprawną drogą i wtedy okazało się jak duże kółko zrobiliśmy. Niżej kilka zdjęć i link do pełnego posta na blogu :)

Mount Ruapehu na okrągło. Różnica pomiędzy tym jak było, a jak powinno być naprawdę.

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off
wojtkow lubi ten post.
 
      
#53 PostWysłany: 08 Kwi 2015 01:18 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Ostatni już odcinek podróży. Kilka strzałów z Wai-O-Tapu Thermal Wonderland, który polecamy ale nie z samego rana, kiedy po wybuchu gejzeru Lady Knox około 10:15, wszyscy kierują się w to samo miejsce. Radzimy poczekać godzinę-dwie i wtedy będzie prawie pusto. Sam Wonderland jest zdecydowanie wart zobaczenia, bo nieczęsto widzi się takie kolory wody.

Lady Knox Geyser
Image

Champagne Pool - najbardziej znana część Wonderlandu
Image

Green Pool
Image

W Rotorui na każdym kroku czuć siarkę. I nie jest tak, że po pewnym czasie Twój nos przyzwyczai się do zapachu. Po prostu siarka everywhere. Za to samo miasto bardzo ładne i widać korzenie kultury maoryskiej, z tym, że każdy pokaz i każda atrakcja związana z maorysami kosztuje i to nieraz bardzo słono.
Image





Ostatni przystanek - Northland, najbardziej na północ wysunięta część Nowej Zelandii. Od razu czuć w powietrzu inny klimat. Wieczory już nie są tak chłodne, a w ciągu dnia naprawdę szuka się cienia, pomimo, że lato już się skończyło. Northland ma piękne plaże, czyściutką wodę i przyciąga bardzo wielu surferów, jako że spotów tu nie brakuje.

Matauri Bay
Image
Image


Tutukaka Coast
Image
Image


Rarawa Beach
Image
Image


Giant Sand Dunes - gigantyczne wydmy, na których uprawia się tobogganing. Wypożycza się specjalne deski, wdrapuje na wydmy i zjeżdża w dół z pełną prędkością. Niektórzy używają do tego również desek surfingowych. A jest naprawdę stromo i można się rozpędzić. Cena za wypożyczenie deski to 15 NZD.
Image


Cape Reinga - nie jest to - jak część osób myśli - najbardziej na północ wysunięta część Wyspy Północnej. Niemniej jednak latarnia jest bardzo ładna i grzech nie zostać tu na zachód słońca. Ponadto jest to miejsce święte dla maorysów. Wierzą oni bowiem, że to właśnie tutaj dusze ulatują to ichniejszego nieba.
Image
Image
Image


Na koniec jeszcze Ninety Mile Beach, gdzie piach jest tak twardy, że można podczas odpływu jeździć po nim autem. Rekomendowane jest 4x4 i mimo, że wiele osób przestrzegało nas, że możemy się zakopać i woda zabierze nam samochód po przypływie, to postanowiliśmy spróbować. Jechało się bardzo płynnie i tylko raz albo dwa musieliśmy chwilę pokombinować jak przejechać bardziej grząski kawałek. Za to frajda nie z tej ziemi :)
Image
Image



To już koniec naszej podróży. W następnym poście postaramy się wszystko podsumować, choć z czasem coraz słabiej, bo w międzyczasie udało nam się znaleźć pracę. Na northlandzie :)
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off
chaleanthite lubi ten post.
 
      
#54 PostWysłany: 24 Kwi 2015 07:45 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
PODSUMOWANIE

Podróż skończona, więc czas na podsumowania. Zaczniemy od tego, że zanim przylecieliśmy do Nowej Zelandii, mieliśmy pewne wyobrażenie o tym kraju, że góry, że jeziora, że ludzie przyjaźni, itd. W większości przypadków wszystko się posprawdzało. Kapitalne widoki, naprawdę kawał porządnej natury w najczystszym wydaniu. Mimo tego, że podróżowaliśmy w zasadzie w środku sezonu, ani razu nie odczuliśmy tłumów. Nawet maszerując z tysiącami ludzi na Tongariro. Innymi słowy Nowa Zelandia spełniła nasze oczekiwania.

Północ czy południe? To odwieczne pytanie stawia sobie każdy kto ma za mało czasu na NZ. A każdy ma go za mało. Z uwagi na walory widokowe, dziewiczość i warunki naturalne, Wyspa Południowa bije Północną na głowę. Jeśli z kolei weźmiemy pod uwagę pogodę - tu jest odwrotnie. Obie mają coś do zaoferowania. Ale gdyby przyszło nam wybrać urlopową destynację, byłaby to Wyspa Południowa.

Tak wygląda podsumowanie planu. Zdjęcie po lewej przedstawia jak miało być, a zdjęcie po prawej jak było w rzeczywistości (na czarno nanieśliśmy faktyczną trasę, którą pokonaliśmy). Podróż trwała 67 dni. Dlaczego krócej niż zakładaliśmy i czemu ominęliśmy aż tyle Północy? Otóż, zjechaliśmy prawie całe Południe i widoki nam po prostu spowszedniały. Na północy wybraliśmy prostą drogę na samą północ i tyle. Bez zachodu i wschodu. Może się wydawać, że nieustanne podróżowanie rajcuje, ale to nie jest do końca prawda. Bynajmniej nie w naszym wypadku. W końcu potrzebujesz oddechu.

Image


Trochę danych:

Liczba dni: 67

Dystans całkowity: 8476 kilometrów
Średnio 126 km dziennie

Budżet całkowity: 5648 NZD
Średnia: 84 NZD dziennie

Paliwo: 1593 NZD
Średnia cena na 100 km: 18,8 NZD

Noclegi: 62 NZD =]

Jedzenie: 2355 NZD
Średnio 35 NZD dziennie

Pralnia: 71 NZD
Publiczne prysznice: 49 NZD
Internet na 3 m-ce: 89 NZD

Prom: 208 NZD
Naprawa zapalniczki w aucie: 39 NZD
Delfiny, Kaikoura: 306 NZD
Kajakowanie w Abel Tasman: 390 NZD
Wai-O-Tapu: 58 NZD
Hobbiton: 150 NZD

Reszta to jakieś pamiątki i inne pierdoły, które nie nadają się do sklasyfikowania nigdzie indziej.

Podsumowując, nie zmieściliśmy się w założonym budżecie dziennym, ale to nasza wina i uważamy, że można przeżyć za 75 NZD na parę. Za dużo pozwalaliśmy sobie w kuchni :) Np. przez ostatnie dwa tygodnie praktycznie codziennie jedliśmy sushi :) A to 20-25 NZD za obiad, czyli 70% dziennych wydatków na jedzenie. Ale podróżować należy tak jak się lubi :)

Tylko cztery razy zapłaciliśmy za nocleg. Przez 66 nocy :) Dwa razy w Mt Cook i dwa razy w rejonie Milford Sound. Cała reszta to darmowe kampy i spanie na dziko. Wbrew pozorom wszędzie można spać na dziko. Po prostu nie śmieć, używaj publicznych toalet i nie hałasuj po zmroku.

To tyle. Nowa Zelandia warta jest odwiedzenia i zachęcamy każdego kto lubi podróże do wyprawy na koniec świata. Jeśli masz jakieś pytania - chętnie rozwiejemy Twoje wątpliwości.

Tymczasem, już niedługo pełna lista highlightów na blogu. Na chwilę obecną mamy:

5 najpiękniejszych plaż w Nowej Zelandii

5 najpiękniejszych dróg w Nowej Zelandii


5 najpiękniejszych jezior w Nowej Zelandii
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
#55 PostWysłany: 18 Maj 2015 06:11 

Rejestracja: 25 Mar 2013
Posty: 15
Cześć,mam kilka pytań do Was.
1) Na jakich portalach szukaliście pracy i jaki rodzaj pracy wykonywaliście?
2) Kiedy rusza sezon na kiwi, winobranie czy chmielaki i jakie stawki za tydzień pracy?
3) Czy pracodawca załatwiał Wam nocleg czy szukaliście na własną rękę? Jakie koszta? :)

pozdrawiam i życzę powodzenia :)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#56 PostWysłany: 18 Maj 2015 09:27 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Cześć DevA!

1. Backpackerboard.co.nz - strona bardzo dobrze znana pracodawcom i chętnie przez nich wykorzystywana do znalezienia pracowników. A poza tym - od drzwi do drzwi, albo poczta pantoflowa, która świetnie sprawdza się, gdy jesteś ju jakiś czas w danym miejscu (głównie małe miejscowości). My pracowaliśmy w restauracji, barze, gorących źródłach (cafe), hotelu i hostelu. Najlepsza pora na przyjazd - sierpień-październik, bo sezon przed Tobą, a popyt na pracowników rośnie z dnia na dzień.

2. Sezon na kiwi i winogrona trwa właśnie w najlepsze. Mnóstwo ofert, szczególnie Northland, Gisborne i Marlborough. Nie znamy stawek, bo nie pracowaliśmy nigdy w tej branży, ale najniższa pensja to 14,75 NZD brutto/h, chyba, że masz płacone od kilograma/kosza/beczki/taczki, czegokolwiek :) Na pewno nie jest mniej niż podstawa, bo ludzie się garną do tej pracy. Jest zapewne dość ciężka, ale możesz zasuwać od świtu do nocy i wyrabiać po 50-60h tygodniowo jak złapiesz dobry deal.

3. Zawsze szukaliśmy na własną ręke noclegu. Spaliśmy trzy miesiące w przyczepie kempingowej i pięć miesięcy w samochodzie :) Popularny jest tu wwoofing, czyli praca w zamian za zakwaterowanie. Ten link może Ci się przydać, to o pracy i zarobkach na WHV. A co do kosztów, to jesteśmy tu już 9 miesięcy i na razie zapłaciliśmy nie więcej niż 300 dolarów za spanie :) Sporo kombinowania, ale można. Grunt to znaleźć sobie dobre miejsce do życia, z dobrym właścicielem :)

Służymy pomocą w razie innych pytań :)

Pozdrawiamy z Paihia :)
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#57 PostWysłany: 19 Maj 2015 11:32 

Rejestracja: 25 Mar 2013
Posty: 15
cześć, dzięki za szybką odpowiedź. Raczej nastawiam się na pracę na południu nowej zelandii ze względu na Astro park jakim objęta jest południowa część NZ i jej natura. Póki co jestem w azji ale do NZ planuje się przenieść październik-styczeń i nastawiam się na pracę zarobkową bo zależy mi na zarobieniu jak najwięcej żeby kontynuować podróż do okoła świata, a potem zwiedzać NZ już na wizie turystycznej (coby nie marować czasu na wizie W&H) objeżdżając ją na rowerze :) Oprócz co by się nie nudzić też mam zamiar zmieniać pracę co 2-3 miesiące :)
Góra
 Profil Relacje PM off
kefirm lubi ten post.
 
      
#58 PostWysłany: 19 Maj 2015 16:03 

Rejestracja: 25 Mar 2013
Posty: 15
zauważyłem dopiero, o spaniu w przyczepie kempingowej. W swojej czy zapewnionej przez pracodawcę? Przeczytałem Wasz link, dzięki, ja jednak mam nadzieję znaleźć pracę zanim wyląduje w NZ, zobaczymy czy się uda :) póki co pracuje w Indonezji :) (nie wiem dlaczego posty mi się dublują, sorry)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#59 PostWysłany: 20 Maj 2015 12:38 

Rejestracja: 06 Paź 2012
Posty: 135
Przyczepa była pracodawcy, a w zasadzie właściciela pola kempingowego, na którym zaczepiliśmy się na 4 miesiące w Hanmer Springs. Złoty gość, naprawdę :)

Powodzenia w poszukiwaniu pracy, wpadasz tu w najlepszym możliwym okresie więc możliwości są bardzo szerokie. W większości przypadków pracodawcy chcą najpierw przeprowadzić rozmowę kwalifikacyjną, stąd sporo ofert może wypaść już na wstępie, ale z pewnością trafi się coś pośród tłumu gdzie przyjmą i bez tego. Szczególnie picking i wszelkiego rodzaju pakowanie owoców to praca dla mas i przyjmują bez zaglądania w cv, jesli tylko zapewnisz, że masz dwie zdrowe ręce i obie nogi :)

Pozdro =]
_________________
www.zalatani.com- podróż i życie na końcu świata!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#60 PostWysłany: 19 Lip 2015 21:44 

Rejestracja: 16 Lip 2015
Posty: 7
Loty: 52
Kilometry: 89 542
Zazdroszczę tych widoków!Pięknie:)
Góra
 Profil Relacje PM off
Shadow lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 60 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group