Zapomnij o oklepanych miejscach! Te „wyspy” w Europie to moc atrakcji, ale też… tanie zakupy
Na pozór nietypowe kierunki wyjazdowe – w rzeczywistości interesujące miejsca, nie tylko dla miłośników ciekawostek geograficznych i polityczno-historycznych. Jedno z nich sąsiaduje z naszym krajem, a wjazd i możliwości zwiedzania stały się prostsze niż kiedykolwiek wcześniej. Byliście tam?
Jakie to uczucie: mieszkać na terytorium należącym do „naszego kraju”, otoczonym ze wszystkich stron terytorium innego państwa? Ile jest takich miejsc na świecie… i czy chcąc dotrzeć do enklawy lub eksklawy, musimy szykować się na dłuższą wycieczkę?
Eksklawy, enklawy i inne dziwy
Na pewno słyszeliście o tym, że od 1 lipca Polacy chcący odwiedzić rosyjski obwód kaliningradzki, będą to mogli zrobić bez opłat wizowych – władze Federacji Rosyjskiej objęły takim ułatwieniem obywateli 50 krajów.
Z turystycznego punktu widzenia, oprócz możliwości bezproblemowego zwiedzania tego najdalej na zachód wysuniętego regionu Rosji – oraz poszukiwania licznych polskich śladów w Kaliningradzie, którego historyczna nazwa polska to Królewiec, niewątpliwą ciekawostką jest to, że… to jedna z nielicznych możliwości przebywania na terytorium eksklawy.
Cóż to takiego jest? Najprościej rzecz ujmując: eksklawa to część państwa lub innego terytorium administracyjnego, położona wewnątrz innej jednostki administracyjnej. Stanowi część terytorium lądowego, leżącego na obszarze nienależącym do tegoż terytorium. Może być otoczona terytorium innego państwa lub jednostki administracyjnej, stanowi wtedy jednocześnie enklawę.
Jak to wygląda na mapie? Otóż na przykład tak:
Życie w eksklawie
Ciekawe, nieprawdaż? Wyobraźcie sobie, że Polska posiada taki fragment, terytorium poza granicami naszego państwa – otoczony ze wszystkich stron innymi krajami.
Brzmi nieco abstrakcyjnie… ale dla osób żyjących w obwodzie kaliningradzkim to codzienność.
– Czasami czuję się jak na wyspie, otoczony obcymi ludźmi. Chcąc jechać do Moskwy lub do innych rosyjskich miast, muszę skorzystać z samolotu lub jechać przez przynajmniej dwa inne kraje: Litwę i Łotwę albo Polskę i Białoruś. Ale to nie zmienia faktu, że jesteśmy tutaj stuprocentowymi obywatelami Rosji. Po prostu żyjemy nieco z dala od głównego terytorium kraju – śmieje się Dima, którego poznałem podczas ostatnich Mistrzostw Europy w piłce nożnej.
Dima mieszka w obwodzie kaliningradzkim, w miejscowości Swietłyj (dawna historyczna polska nazwa to Buda). Ale szukając eksklaw i enklaw na mapie Europy, znajdziemy ich więcej.
Co ciekawe, jedna z najbardziej znanych enklaw – położona na naszym kontynencie – to miejsce, które licznie odwiedzane jest przez polskich turystów i… miłośników zakupów. Gdzie go szukać?
Republika San Marino
To właśnie San Marino, wciśnięte w górzyste terytorium Włoch, jest przedstawicielem elitarnego, liczącego zaledwie trzy kraje, klubu państw-enklaw. Dla porządku, przypomnijmy: enklawa to terytorium otoczone ze wszystkich stron terytorium innego państwa.
San Marino spełnia te warunki – aby dostać się do Serravalle, Domagnano czy Borgo Maggiore, MUSIMY przejechać przez terytorium Włoch. Czy warto? Cóż, widoki z Monte Titano (szczyt mierzy 749 m n.p.m.) są powalające: przy dobrej pogodzie można dostrzec Adriatyk i włoskie miejscowości rozsiane wzdłuż jego wybrzeża.
* * *
Spacerując po wąskich uliczkach San Marino, bardzo często usłyszycie język polski: to popularny cel wycieczek autokarowych, które przemierzają trasę z Polski do Włoch, zahaczając o te niewielkie państwo.
Czy tylko dla widoków oraz podziwiania średniowiecznych fortyfikacji, placów i domów? Nie do końca: San Marino słynie z licznych sklepów i punktów handlowych, gdzie można tanio zaopatrzyć się w praktycznie każdy element garderoby, kupić pasek czy zegarek. A to, że na niektórych koszulkach nazwy firm brzmią nieco dziwnie i raczej nie są oryginalnymi produktami („Adidos”, „Vesrace”)? Cóż, dla części kupujących nie ma to większego znaczenia.
Święte miejsce oraz afrykańska wycieczka
Wspomniałem, że San Mario jest jednym z zaledwie trzech państw-enklaw na świecie. A może któregoś z naszych czytelników zachęci to do zdobycia/odwiedzenia wszystkich enklaw? Cóż, 2/3 takiej „korony enklaw” można zdobyć podczas jednego wyjazdu, ponieważ drugim europejskim reprezentantem jest… Watykan.
Sprawa jest podwójnie interesująca, bo Watykan, oprócz posiadania wielu światowych rekordów (to m.in. najmniejsze niepodległe państwo świata pod względem liczby ludności oraz powierzchni), jest położony w obrębie nie tyle innego kraju, co wręcz pojedynczego miasta. Mowa oczywiście o Rzymie.
Wizyta w Watykanie nie wymaga paszportów i kontroli, a samo zwiedzanie Placu Świętego Piotra, Bazyliki czy Muzeów Watykańskich może stanowić ogromną atrakcję turystyczną.
* * *
Nieco gorzej wygląda kwestia skompletowania państw-enklaw i wizyty w Lesotho. Powód? Koszty dotarcia. To górzyste państwo (ciekawostką jest fakt, że całe terytorium tego kraju położone jest na wysokości powyżej 1000 m n.p.m.) jest enklawą w Republice Południowej Afryki. Odpada zatem tani pomysł na wizytę, w przypadku Watykanu sprowadzający się do znalezienia połączeń niskokosztowych przewoźników, którzy operują na trasach z Polski do Rzymu.
Co zastaniecie na miejscu? Egzotykę, wspaniałe krajobrazy m.in. Gór Smoczych, możliwość podglądania antylop w ich naturalnym środowisku. Unikalną możliwością jest także szusowanie na stokach w sezonie zimowym, trwającym od lipca do sierpnia. A całość napędzać może świadomość, że jesteście jednymi z niewielu turystów, którzy zdecydowali się na przyjazd do tego kraju – Lesotho nie plasuje się w czubie najpopularniejszych destynacji turystycznych na świecie.
A może do Włoch? Czy to jeszcze Szwajcaria?
Kończąc temat enklaw – i wracając do eksklaw – ciekawym doświadczeniem może być wizyta w pewnej miejscowości, którą dość ciężko jednoznacznie opisać. Może spróbuję w ten sposób:
Miejsce wewnątrz szwajcarskiego kantonu Ticino, należące do Włoch, mimo położenia na terytorium Szwajcarii – jednocześnie oddzielone od Włoch górami i jeziorem Lugano.
Proste, nie? 😉 Witaj w Campione d’Italia.
* * *
Tutaj wiele rzeczy jest unikalnych. Miasto Campione d’Italia administrowane jest jako część kraju Helwetów: mieszkańcy używają szwajcarskiej waluty, są częścią szwajcarskiego obszaru celnego – chociaż podlegają zwierzchnictwu włoskiemu w prowincji Como. Aby jeszcze bardziej skomplikować: mimo faktu, że jest to włoskie miasto, podatki płacone są… w Szwajcarii.
Na naszych łamach opisywaliśmy kiedyś to miejsce: Campione d’Italia jest wyjątkiem wśród światowych eksklaw, gdyż w jednym kierunku jej terytorium odgradza od głównego kraju jezioro. Co to oznacza w praktyce? Ciekawostkę: wykonalna jest wycieczka, w trakcie której przepłyniecie do głównego terytorium Włoch z Campione przez jezioro Lugano, nawet nie wchodząc na szwajcarski ląd – mimo faktu, że jezioro samo w sobie należy do Szwajcarii.
Zainteresowani nietypowym pomysłem na wycieczkę?
Eksklawy i ich ciekawostki
W Europie, oprócz Campione d’Italia, możecie zwiedzić trzy inne eksklawy. O ile Llívia (hiszpańska eksklawa na terytorium Francji) oraz położona wewnątrz Szwajcarii niemiecka eksklawa Büsingen am Hochrhein nie budzą większych emocji, o tyle holendersko-belgijski „łamaniec” zwany Baarle, zdecydowanie wart jest wizyty.
Wyobraźcie sobie miejsce, które położone jest na granicy Holandii i Belgii – nie stanowiąc jednej spójnej całości, tylko składając się z 30 części, nieregularnie ze sobą graniczących w ramach organizmu miejskiego.
I tu zaczynają się dziać ciekawe historie: w zależności od tego, jak przebiega granica przez Baarle, taka jest przynależność danego domu i ulicy. Sama granica jest oznaczona specjalnymi punktami i liniami, umieszczonymi m.in. na ulicach i chodnikach.
Są miejsca w Baarle, gdzie granica dzieli dom na dwie części. Kim są zatem jego mieszkańcy: Belgami czy Holendrami? I w jakim państwie jest dany dom? Odpowiedź jest dość zaskakująca: o tym, do jakiego państwa (Holandii czy Belgii) należy dany dom, decyduje to, gdzie znajdują się… drzwi wejściowe do budynku.
Implikuje to wiele śmiesznych sytuacji, na przykład związanych z tym, gdzie mają być płacone podatki. Posiadasz dom, którego drzwi frontowe wychodzą na stronę belgijską, a w Holandii są niższe stawki podatkowe? Przestawiasz drzwi w ten sposób, aby główne wejście było od „holenderskiej” strony – i już przynależysz do innego urzędu podatkowego w innym kraju. 😉
To tylko fragment pogmatwanej historii Baarle, które przez swoje nietypowe położenie stało się nie lada atrakcją turystyczną. Jak się tam dostać z Polski? Można to zrobić bardzo tanio: wystarczy dolecieć do Eindhoven na pokładzie samolotu niskokosztowych przewoźników. Rynair operuje na tej trasie m.in. z Krakowa i Warszawy-Modlina, z kolei Wizz Air łączy Eindhoven m.in. z Gdańskiem, Katowicami, Lublinem, Poznaniem, Wrocławiem i Warszawą – a od połowy września także z Krakowem. Bilety na tej trasie bardzo często kosztują zaledwie 39 PLN w jedną stronę.
A potem już tylko szybki transfer do Baarle, które jest położone w odległości 50 km od portu lotniczego w Eindhoven. I możecie zacząć bawić się w wielokrotne przekraczanie granicy holendersko-belgijskiej, nie ruszając się z Baarle.
Inspiracja do podróży
Enklawy, eksklawy, ciekawe (z turystycznego punktu widzenia) miejsca, warte odwiedzin podczas wakacyjnych wojaży. Znacie inne miejscowości w Europie, interesujące ze względu na swoje położenie i przynależność geograficzno-polityczną?
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?