REKLAMA

„Długie przesiadki to mój podróżniczy fetysz”. Jak sprawić, by nie zamieniły się w koszmar?

changi singapur
Foto: Nawadoln / Shutterstock

Jedni je kochają, inni nienawidzą. Podczas gdy ja czuję podekscytowanie na widok informacji „długa przesiadka”, większość uznaje je za bolesną konieczność. Tymczasem kilkanaście wolnych godzin, nawet na lotnisku, może być naprawdę świetną przygodą.

Linie lotnicze prześcigają się w otwieraniu coraz dłuższych bezpośrednich połączeń. Singapore Airlines od października uruchamia trasę z Singapuru do Nowego Jorku, gdzie lot potrwa prawie 19 godzin, Qatar Airways lata z Auckland do Dohy, dzięki czemu pasażerowie spędzają w samolocie 18 godzin, a Qantas z Perth do Londynu, co zajmuje ponad 17 godzin.

I trudno się dziwić, skoro większość pasażerów nie znosi przesiadek i w miarę możliwości kompletnie ich unika albo przynajmniej stara się wybierać takie, które są krótkie – 2,3 godziny maksymalnie.

Ale wiem też, że na świecie jest sporo osób takich jak ja, które celowo wybierają loty z długą przesiadką. Czasem nawet, jeśli oznacza to, że trzeba odrobinę dopłacić. Czy to normalne? Nie wiem. Czy to fajne? No jasne. I zamierzam Wam to udowodnić.

Odpowiednie lotnisko

Dobra, gdybym miała spędzić 12 godzin przesiadki w Modlinie, to jest duże prawdopodobieństwo, że służby wywiozłyby mnie w kaftanie, a mój umysł zadziałał na zasadzie fatamorgany – zamiast niewielkiego budynku z rzędem niewygodnych krzeseł, widziałabym fenomenalne lotnisko, z którego żal wychodzić. Wpatrzona w nieistniejącą fontannę i szalenie zainteresowana miękkimi leżankami istniejącymi tylko w mojej głowie, mogłabym szybko przykuć uwagę pozostałych pasażerów.

Tylko, że lotniska z założenia dedykowane tanim przewoźnikom, rzadko są gigantycznymi i dobrze zorganizowanymi punktami przesiadkowymi. Staram się więc nie przesiadać byle gdzie albo przynajmniej w takich miejscach nie wydłużać tej opcji.

Celuję w te najbardziej znane i lubiane lotniska – międzynarodowy port lotniczy w Dubaju, Hamad w katarskim Doha czy Changi w Singapurze,  Incheon w Seulu czy port w Pekinie. Ale przecież duże możliwości daje też londyńskie Heathrow, podparyskie lotnisko Charles de Gaulle, Zurych czy Amsterdam Schiphol. Do tego dochodzi wiele lotnisk, które nie oferują zbyt wiele, ale po prostu są blisko miasta. Wymieniać można naprawdę długo.

Dobry wybór to podstawa. Potem zaczynają się przygody, które możecie dostosować do swoich zwyczajów i charakterów.

doha katar
Foto: Sven Hansche / Shutterstock

Jedziemy na miasto!

Nie ma chyba nic fajniejszego niż intensywne zwiedzanie danego miasta – to moja ulubiona opcja podczas długich przesiadek. Zamiast gnić nawet na najciekawszym lotnisku, zawsze wybieram przejażdżkę do centrum. Czasem w kilkanaście godzin można zobaczyć sporo np. w Dubaju czy Doha. Choć często zdążycie przejechać tylko pod kilka kultowych miejsc jak w Rzymie, Londynie czy Pekinie, gdzie miejsc do zwiedzania nie zabraknie nawet przez tydzień.

Oczywiście wyjście na miasto można zorganizować na własną rękę. Korzystamy z publicznego transportu, zaznaczamy na mapie najważniejsze punkty „do odhaczenia”, znajdujemy wcześniej miejsce, do którego chcemy wyskoczyć na obiad itd. Popularne jest np. zwiedzanie Wielkiego Muru Chińskiego, wyjechanie na Burdż Chalifa, przejażdżka pod Koloseum albo szybkie zakupy na targu Waqif w Doha.

Druga opcja to skorzystanie z wycieczek, które często oferują same linie lotnicze. Wiele z nich jest darmowych pod warunkiem, że mamy odpowiednio długą przesiadkę i bilet w danej linii lotniczej. Tak jest m.in. w Singapurze, Stambule, Tokio, Doha, na Islandii czy Amsterdamie. Wtedy nie musicie się martwić o organizację, ale nie liczcie też na indywidualne podejście.

Co ciekawe – czasem trafiają się wycieczkowe perełki. Na przykład Kenya Airways oferuje w ramach przesiadki w Nairobi darmowe… safari. Jednak zazwyczaj jest to kilkugodzinna wycieczka objazdowa z przerwą w kultowym miejscu i powrót na lotnisko. Co nie znaczy, że jest marnowaniem czasu.

Przed wyjazdem trzeba oczywiście sprawdzić, czy w danym kraju nie potrzebujemy wizy, a jeśli tak, to ile taka kosztuje. Czasem koszt jej wyrobienia może zniszczyć sens jednodniowego wypadu. Na szczęście coraz więcej krajów, które słyną z przesiadek, wycofuje się z drogich wiz lub wprowadza krótkoterminowe, które pozwolą zobaczyć nam trochę miasta. W ubiegłym roku wiz dla Polaków pozbył się Katar, a już od 4 lat nie ma ich także w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jeśli przesiadacie się w Pekinie, możecie skorzystać z darmowej wizy, której ważność w 2017 roku wydłużono z 72 h do 6 dni. Warto więc korzystać.

Atrakcje lotniskowe

Nie zawsze jednak wypad na miasto jest najlepszą opcją. Może się przecież zdarzyć, że przesiadka wypada w nocy. Wtedy trzeba to przemyśleć. Za pierwszym razem w Doha nie trzeba było mnie długo namawiać, żebym pojechała w środku nocy do centrum. Po prostu chciałam pooglądać panoramę miasta. Tym bardziej, że przejażdżka Uberem z i do miasta kosztowała w sumie 16 PLN. Ale na kolejnej nocnej przesiadce wolałabym skorzystać z tego, co oferuje samo lotnisko.

I myślę, że podobnie jest z innymi mega lotniskami, które mają w zanadrzu tak wiele atrakcji, że trudno ze wszystkich skorzystać nawet w ciągu kilkunastu godzin. Na lotnisku w Monachium istnieje browar, w Hongkongu kino Imax, w Las Vegas – a jakże! – automaty do gier, w Vancouver gigantyczne akwarium itd.

Zresztą niektóre z lotnisk zasłużyły nawet na osobne relacje. Testowaliśmy dla Was chociażby Incheon w Seulu czy Changi w Singapurze, gdzie czekają ogrody, zjeżdżalnia, a nawet darmowy masaż stóp.

singapur changi
Foto: Sorbis / Shutterstock

Samoloty latają, a Ty śpisz

Dobrą opcją na nocne przesiadki jest też po prostu… odpoczynek. Najtańsza opcja to skorzystanie z popularnych leżanek, a nawet całych pokoi przeznaczonych do odpoczynku, które oferują mega lotniska. Przy długich przysiadkach, część linii oferuje też darmowe noclegi – tak robi m.in. Emirates, Ethiopian, Air China, Thai Airways czy Qatar. Niemal zawsze zostaniemy też bezpłatnie odwiezieni i przywiezieni. Taka oferta nie jest jednak przydzielana z automatu i zazwyczaj trzeba o nią wnioskować. Jednak jeśli tylko otrzymamy potwierdzenie – możemy spać spokojnie. Nie tylko przed, ale i w trakcie przesiadki.

Jeśli akurat mamy na to budżet lub odpowiedni status w liniach lotniczych, warto korzystać z lotniskowych saloników. Te najlepsze na świecie oferują nie tylko miejsce do odpoczynku czy pracy, ale też całą masę atrakcji – od kina, „piwniczek” z winem, przez baseny z leżakami i testowanie whisky aż po wybitnie smaczne steki przyrządzane specjalnie dla nas. Na pewno nie będziecie się w nich nudzić, a cena wejścia może być mniejsza niż posiłek i dwa piwa kupione w lotniskowym barze.

singapur changi
Foto: Sorbis / Shutterstock

A może większa przerwa w podróży?

Ostatnia opcja jest dla tych, którzy nie muszą skrupulatnie liczyć dni urlopowych, a ich plan wojaży nie jest wypełniony po same brzegi. Jeśli tylko dysponujecie dodatkowym czasem, warto też rozważyć coś więcej niż kilkunastogodzinną przesiadkę. Zwłaszcza w miastach, których z różnych względów nie planujecie odwiedzić na dłużej.

Przykładowo Dubaj nie jest miastem, które nadaje się na 2-tygodniowy urlop, ale kilka dni można wypełnić bez trudu. Od dawna poluję też na krótki pobyt na Malediwach – ale właśnie w ramach wydłużonej przesiadki, bo dwa tygodnie plażowania nawet w najbardziej rajskim klimacie zanudziłyby mnie na śmierć.

Ailitalia oficjalnie namawia swoich pasażerów na 3-dniową przerwę w Rzymie, podczas której nawet przetrzymają twój bagaż, jeśli tylko sobie tego życzysz. Myślę, że w Tokio, Berlinie, Pradze czy Stambule też się nikt przez 2-3 dni nie znudzi.

A co zwiedzicie, to wasze.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Jest jedna literówka zmieniająca sens zdania...wizja (zamiast wizy) w Pekinie...
vivere, 21 sierpnia 2018, 22:02 | odpowiedz
Poprawione, dzięki.
Rafał Waśko, 21 sierpnia 2018, 22:14 | odpowiedz
Avatar użytkownika
To prawda. Ja ostatnio sprawdzam bezpośrednio na stronie linii lotniczej czy nie ma opcji długiej przesiadki. Kombinuję tak, aby przylecieć wieczorem, przespać się w hotelu i wylecieć wieczorem dnia następnego.Tak zrobiłem z  Turkish Airlines w Istambuke,  z Emirates w Dubaju, a za 2 tygodnie mam Abu-Dhabi (Etihad).W każdym z tych przypadków zapłaciłem za bilet tyle samo, co lot z przesiadką kilkugodzinną.Polecam.
Adi102, 23 sierpnia 2018, 7:19 | odpowiedz

Do których krajów pojedziemy bez problemu? Wszystkie obostrzenia w jednym miejscu! »
REKLAMA
porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.