Barcelona chce nowego podatku dla turystów. Takiej opłaty nie ma żadne miasto w Europie
Decyzja władz Barcelony jest tym dziwniejsza, że… miasto ma już podatek turystyczny – w zależności od klasy hotelu, w którym nocujemy musimy zapłacić od 65 eurocentów do 2,25 EUR od osoby za noc (ta najwyższa stawka dotyczy najbardziej luksusowych, 5-gwiazdkowych hoteli).
I tak jest w praktycznie każdym turystycznym mieście – „opłatę klimatyczną” zbierają hotele, przekazują ją następnie do kasy miasta lub regionu.
Barcelona idzie o krok dalej i chce „opodatkować” także tych turystów, którzy nie nocują w stolicy Katalonii tylko wpadają tu przejazdem, na kilka godzin.
To pomysł Ady Colau – burmistrz miasta, która od dawna uważa, że… do Barcelony przyjeżdża zdecydowanie zbyt wielu turystów. W zeszłym roku było to ponad 8 mln ludzi, co oznacza, że była trzecim najchętniej odwiedzanym miastem w Europie po Paryżu i Londynie.
Problem jest poważny, bo choć turystyka daje Barcelonie poważny zastrzyk gotówki – według oficjalnych danych turyści wydają w tym mieście 18 mln EUR dziennie – to zbyt dużemu napływowi ludzi sprzeciwiają się sami mieszkańcy.
Jak tłumaczyła Colau, wielu mieszkańców Barcelony uważa, że z powodu natłoku turystów ich miasto zamienia się w „park rozrywki”.
Stąd różne pomysły na ograniczenie ich liczby – w zeszłym roku ogłosiła wstępny plan ograniczenia liczby turystów, żeby, jak mówiła, „Barcelona nie stała się drugą Wenecją”. Pierwsze efekty planu już widać, np. Barcelona przestała udzielać licencji nowym podmiotom ubiegającym się o otwieranie pensjonatów czy hoteli. Wprowadzono też zakaz wstępu dla zorganizowanych wycieczek na znany barceloński targ La Boqueria w czasie zakupowych „szczytów” w piątki i soboty.
Nowy podatek = masa niewiadomych
– Turyści zostawiają u nas pieniądze, ale też dużo nas kosztują. I nie chodzi mi tylko o kwestie infrastruktury czy bezpieczeństwa, ale też o kwestie socjalne jak niezadowolenie mieszkańców, rosnące koszty życia czy problemy na rynku mieszkaniowym – komentuje barcelońska radna Gala Pin.
Nie wiadomo jeszcze, ile wyniesie nowy podatek, ale władze Barcelony szacują, że do miejskiej kasy z tego tytułu mogłoby wpłynąć dodatkowe kilka mln euro. Ale bardziej problematyczny jest sposób pobierania opłat. Hiszpański „El Pais” powołując się na swoje źródła informuje, że opłaty byłyby z pewnością pobierane od zorganizowanych wycieczek w autokarach, a także od pasażerów statków wycieczkowych cumujących w Barcelonie. Pewnym problemem jest kwestia indywidualnych turystów przybywających w samochodach osobowych. Tu pomysłem Barcelony ma być wprowadzenie opłaty dla aut na zagranicznych numerach rejestracyjnych (np. poprzez opłatę za wjazd do centrum miasta) albo podwyższenie opłat parkingowych dla wszystkich aut niezarejestrowanych w Barcelonie.
Jeśli podatek wejdzie w życie, to prawdopodobnie dopiero w przyszłym roku.
Nowe podatki chcą wprowadzić nie tylko władze Barcelony. Od 1 lipca nowy podatek turystyczny będzie wprowadzony na Majorce i Ibizie.