Fly4free.pl

Atrakcje turystyczne bez turystów? Nie wszędzie! Niektóre miejsca wciąż przyciągają tłumy

tadż mahal
Foto: MuiZur / Unsplash

Mimo trwającej pandemii koronawirusa tysiące turystów przybywa do Tadż Mahal – jednego z najsłynniejszych zabytków Indii i świata. Mimo apeli służby zdrowia, władze zdecydowały się dopuścić do niezwykłego miejsca aż 15 tys. turystów dziennie. I choć wydaje się to wręcz nierealne w dzisiejszych czasach, to Tadż Mahal nie jest jedynym miejscem, które mimo sytuacji, znów przyciąga tłumy odwiedzających.

W Koloseum, turystów zabrakło do tego stopnia, że w starożytnej arenie rozgościły się zwierzęta, m.in. jeże, ropuchy i ptaki drapieżne. Zatłoczona zwykle Petra znów nabrała tej magii i tajemniczości, którą miała przed boomem na tanie loty do Jordanii. Machu Picchu zobaczył zaledwie jeden turysta, ale nie obeszło się bez specjalnego zaproszenia od Ministerstwa Kultury.  Mężczyzna dostał pozwolenie dzięki akcji lokalnej społeczności i agencji turystycznych, bowiem utknął w Peru aż na 7 miesięcy, właśnie z powodu marzenia o zwiedzeniu jednego z siedmiu nowych cudów świata.

Nie ma więc wątpliwości, że koronawirus – choć jest najgorszym, co spotkało branżę turystyczną w historii,  jednocześnie sprawił, że zwiedzanie – o ile tylko jest możliwe – stało się przyjemne jak nigdy dotąd. Wreszcie zniknęły bowiem tłumy. Ale czy wszędzie? Jak się okazuje, są miejsca, które znów mają problemy z nadmiernym zatłoczeniem.

Do Tadż Mahal ciągną tłumy, więc władza idzie im na rękę

Podobnie jak wiele innych zabytków, Tadż Mahal zostało zamknięte dla zwiedzających już w marcu – w obawie przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Ponowne otwarcie nastąpiło we wrześniu, ale było obarczone limitem odwiedzających. Maksymalnie mauzoleum mogło odwiedzić 10 tysięcy osób dziennie i oczywiście musieli stosować się do innych obostrzeń – jak zachowanie dystansu czy zasłanianie ust i nosa. Przynajmniej w teorii.

Z powodu dużego zainteresowania władze zdecydowały się zwiększyć dozwoloną liczbę odwiedzających do 15 tysięcy, a jak donoszą urzędnicy ochrony zdrowia, wiele osób nie przestrzega żadnych zasad bezpieczeństwa. Duża część odwiedzających nie nosi maseczek, nie dezynfekuje rąk i nie zachowuje odstępów. Eksperci biją więc na alarm, że taka decyzja rządu może doprowadzić do wzrostu zakażeń, ale władze tłumaczą, że chcą aby „każdy turysta mógł otrzymać swój bilet”.

Inne miejsca też mają "problem"

Tadż Mahal nie jest jednak jedyne. Zaledwie kilka miesięcy po wybuchu pandemii koronawirusa, gdy Chiny – jako jeden z pierwszych krajów – wracały powoli do względnej normalności, furorę robiły pierwsze zdjęcia ponownie zatłoczonego Wielkiego Muru czy parku Huangshan. Chińczycy bowiem tłumnie wrócili do podróży, gdy tylko było to możliwe. I to tak tłumnie, że lokalne władze musiały na bieżąco zamykać niektóre atrakcje turystyczne.

Z nadmierną turystyką borykają się obecnie również wyspy Chatham należące do Nowej Zelandii. W „normalnych” czasach przyjeżdżało tu ok. 2 tysięcy turystów rocznie, ale teraz liczba ta drastycznie wzrosła. Skąd to nagłe zainteresowanie regionem, który dysponuje zaledwie 150 miejscami noclegowymi? To efekt obostrzeń, jakie panują w Nowej Zelandii. Odkąd kraj niemal zupełnie zamknął granice, jego mieszkańcy zaczęli szukać wypoczynkowych alternatyw wewnątrz swojego terytorium, a Chatham okazały się być do tego idealne.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »