Ryanair publikuje zarobki swoich pracowników. Faktycznie gorzej niż w markecie?
Strajki personelu pokładowego i pilotów na pewno nie cieszą Ryanaira. Przewoźnik robi, co może, by wypłacić jak najmniej odszkodowań i zrealizować jak najwięcej połączeń zgodnie z rozkładem. Pracownicy nie odpuszczają, a Ryanair publikuje ich zarobki. Wojna trwa w najlepsze.
Pierwszy strajk w 34-letniej historii Ryanaira doszedł do skutku. Zbuntowali się piloci z Irlandii i załogi pokładowe z Portugalii, Hiszpanii i Belgii. Dwudniowy protest 25 i 26 lipca ma zmusić irlandzkiego przewoźnika do poprawiania warunków pracy i respektowania prawa. Mimo oczekiwań, nie udało się dojść do porozumienia przed wyznaczonym terminem więc w konsekwencji Ryanair musiał odwołać blisko 600 lotów w całej Europie, co bezpośrednio dotknęło ok. 100 tys. pasażerów.
W kolejnej odsłonie tej wojny, którą w dużej mierze Ryanair prowadzi także publicznie, postanowił opublikować oficjalne stawki, które płaci swoim pracownikom. Wedle tych informacji piloci w zależności od kraju zarabiają od 16 200 EUR (ok. 69,7 tys. PLN) do 18 267 GBP (ok. 88 tys. PLN) miesięcznie. Najwięcej w Wielkiej Brytanii, a najmniej w Hiszpanii.
Załogi pokładowe w zależności od kraju i swojego statusu – od 2119 EUR (ok. 9 tys. PLN) do 3753 EUR (ok. 16 tys.) miesięcznie. Najwięcej w Irlandii, najmniej w Belgii.
W komentarzach na Twitterze szybko pojawiły się zarzuty, że stawka brutto jest kompletnie nieadekwatna do rzeczywistych zarobków. Zwrócono też uwagę, że trzeba jeszcze odliczać raty za szkolenie i że takie standardy obowiązują chyba tylko osoby z bardzo starymi kontraktami. Ale zagranie Ryanaira, które miało poprawić jego wizerunek, nie zostało przyjęte z entuzjazmem. „To jest żałosne, kogo próbujecie przekonać?” – zapytał jeden z internautów. „Nie wierz we wszystko, co czytasz w internecie. Szczególnie, z takich podejrzanych źródeł jak Michael O’Lying” – napisał inny celowo przekręcając nazwisko szefa Ryanaira.
Niestety Ryanair zapomniał chyba, że w strajku najmniej chodzi o pieniądze, a dużo bardziej o podejście do pracownika. Problemem, co wielokrotnie podkreślali pracownicy, nie są same stawki, a chociażby sposób rozliczania godzin. W jednym z wywiadów piloci przyznali nawet, że są eksploatowani jak kierowcy TIR-ów.
Nie jest tajemnicą, że personel pokładowy ma wyliczane wynagrodzenie na podstawie godzin spędzonych w powietrzu – a więc w trakcie opóźnienia, oczekiwania na pasażerów czy pracy na lotnisku… robią to za darmo. Dodatkowo nie chcą podlegać rygorystycznym limitom dotyczącym sprzedaży na pokładzie, chcą móc brać urlopy macierzyńskie, mieć prawo do zasiłku chorobowego i mieć sensowne, bezpośrednie umowy o pracę, a nie być zatrudniani przez agencje pracy. Pełna lista postulatów dostępna jest na stronie ITF.
Postulaty pilotów też dotyczą jakości pracy, choć nieco się różnią.
– Nasi piloci będący członkami związku, bezpośrednio zatrudnieni przez Ryanair skarżą się, że nie ma przejrzystego systemu umożliwiającego ustalenie ważnych kwestii w tym dobrowolnego czy przymusowego transferu lub alokacji w bazach, przyznawania rocznych urlopów i kryteriów dotyczących awansów – tłumaczą członkowie Irish Airline Pilots Association.
Nie ma więc wątpliwości, że nagła chęć przejrzystej informacji na temat zarobków, nie wzięła się znikąd. A wysokie kwoty mają zszokować pasażerów, którzy choć są niezadowoleni z odwołanych lotów, w dużej mierze stoją po stronie pracowników. Tylko chyba nie wszystko poszło po myśli linii.
W efekcie strajków Ryanair poinformował też, że przesunie część swoich samolotów z Dublina do… Polski.