„Jesteśmy eksploatowani jak kierowcy TIRów”. Tak wygląda praca pilota w Ryanair?
Być pilotem. Brzmi dumnie… Ale jak wygląda codzienność pracy, zwłaszcza w tanich liniach lotniczych? Cóż, na tym wyidealizowanym obrazie możemy dostrzec sporo skaz. Etos pracy odchodzi w kąt – a na pierwsze miejsce wysuwa się obawa o etat, zabezpieczenie socjalne oraz napięty system pracy. Piloci – proszący o anonimowość – porównują swoją pracę do kierowców TIRów lub do pracowników w Biedronce.
W światowych mediach wciąż nie cichnie afera, którą rozpętał irlandzki Ryanair, kasując do końca października blisko 2 proc. swoich lotów. Oficjalne tłumaczenie linii lotniczej (piloci przewoźnika muszą odebrać urlopy, które nawarstwiły się po realizacji napiętego letniego grafiku) jest podawane w wątpliwość. Za kulisami wskazuje się na problemy innego typu: odejścia z pracy części zatrudnionych pilotów.
Konkurencja wbija szpilki w firmę, którą dowodzi charyzmatyczny Michael O’Leary. Lasse Sandaker-Nielsen, piastujący w Norwegian stanowisko dyrektora ds. komunikacji, mówi bez ogródek:
– Ponad 140 pilotów w 2017 roku porzuciło taniego irlandzkiego przewoźnika i zatrudniło się w Norwegian Air Shuttle.
Co jest przyczyną tak gwałtownego przepływu pilotów z Ryanair do norweskiego przewoźnika? Jak nie wiadomo o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o… pieniądze. Nasi rozmówcy wskazują, że pod gładkimi określeniami irlandzkiej linii („elastyczność zatrudnienia”) kryje się po prostu praca na „umowie agencyjnej”, bez stabilizacji i z bardzo napiętym grafikiem. Portal pasazer.com podaje, że w zeszłym roku pilot przewoźnika spędzał za sterami średnio 842 godziny przy prawnym limicie 900 godzin rocznie.
Na tym tle oferta Norwegian (linia zapewnia wyższe zarobki i pełen etat, a co za tym idzie wszystkie świadczenia socjalne) faktycznie może być powodem, dla którego piloci Ryanair decydują się na zmianę pracodawcy.

Fot. StockphotoVideo, shutterstock
WP.pl cytuje polskiego pilota, który pracował w Ryanair, a od niespełna roku lata już w innej linii lotniczej. Według niego, w zawodzie pilota nie zostało już nic z dawnej elitarności, a winne temu są właśnie tanie linie.
– Pracujemy bez etatu, urlopu, aby tylko samolot był w ruchu. To praca równie elitarna, jak na kasie w Biedronce – nie owija w bawełnę pilot. – Powiedzmy, że zaczynałem dzień w Modlinie, potem lecę do Londynu, następnie do Marsylii, a dzień kończyłem we Włoszech. Odpoczywam i wracam do domu kolejną trasą. Wychodziłem z domu w środę, wracałem w niedzielę. Robione jest wszystko, aby wykorzystać do maksimum normę godzin pracy w powietrzu – dodaje rozmówca WP.pl
Ktoś może powiedzieć: taka praca, piloci wiedzą, na co się godzą. Cóż – jak widać, zasady gry się zmieniły. Zapotrzebowanie na pilotów nie maleje, rynek cały czas się powiększa, a dobry pilot ma wiele możliwości i propozycji. Oszczędzanie na wszystkim, w tym także na warunkach pracy i płacy personelu – nie zawsze się opłaca.
Nie od dziś wiadomo, że szef Ryanair nie należy do osób, które są rozrzutne. Czy ostatnie wydarzenia sprawią, że sięgnie głębiej do kieszeni swojej firmy, aby przyciągnąć nowych pracowników i zapobiec dalszemu odpływowi obecnych pilotów do konkurencji?