REKLAMA

Atrakcje turystyczne i miasta bronią turystów przed ich własną głupotą. Siebie przy okazji też

niebezpieczne selfie
Foto: ENRIQUE ALAEZ PEREZ / Shutterstock

Idiotyczne zachowanie, łamanie zakazów lub tak duże pragnienie zrobienia dobrego zdjęcia ma czasem przykre konsekwencje. Od oburzenia świadków, usłyszenia paru gorzkich słów, po kary finansowe, uszczerbek na zdrowiu a w skrajnych przypadkach nawet śmierć. Zamiast prosić słynne miejsca i atrakcje turystyczne stawiają na zdecydowane środki – mandaty, zakazy i udogodnienia. Tak, by nie dochodziło do tragedii i zniszczeń.

Zaledwie kilka dni temu media obiegła informacja, że we włoskim parku narodowym Cinque Terre, dyrekcja zacznie wręczać mandaty turystom w nieodpowiednim obuwiu. Zasada, która będzie obowiązywać od wakacji jest efektem coraz liczniejszych akcji ratunkowych. Turyści w klapkach czy japonkach często nie radzą sobie z pokonywanym szlakiem i wtedy dzwonią po pomoc. Kto nie dostosuje się do nowych zasad i mimo tego wyjdzie na wycieczkę nieprzygotowany, musi się liczyć z mandatem w wysokości do 50 do nawet 2,5 tys. EUR (10,7 tys. PLN).

– Ludzie przybywają przekonani o tym, że są nad morzem. Faktycznie morze jest, ale ścieżki są jak w górach, czasem nawet trudniejsze. Dlatego nie może być żadnych klapek plażowych czy balerinek. Prosimy o to w trosce o bezpieczeństwo turystów  – powiedział dyrektor parku narodowego Patrizio Scarpellini, cytowany przez dziennik „La Repubblica”.

Cinque Terre nie jest jednak odosobnionym przypadkiem. Miejsc, gdzie zakazy, mandaty lub po prostu wycofanie się z udostępniania miejsca turystom jest jedynym sposobem na okiełznanie bezmyślności jest coraz więcej.

Pewnie wielu powie, że cóż, selekcja naturalna albo niech każdy chodzi gdzie i jak chce, ale równocześnie niech ponosi później finansowe konsekwencje udzielenia pomocy. I oczywiście w wielu miejscach tak jest, ale równocześnie coraz więcej obiektów, miast czy regionów chce chronić turystów przed ich własną głupotą. Po to, by tej pomocy w ogóle nie trzeba było udzielać. Ani samym turystom ani obiektom, które przy okazji potrafią zniszczyć. A wierzcie, że to, do czego zdolni są ludzie, bardzo często nie mieści się w głowie. 

Mandat, mandat i jeszcze raz mandat

Czasem aż trudno uwierzyć, że czegoś w ogóle trzeba oficjalnie zabraniać, by skutecznie powstrzymać ludzi. Na przykład – skakania i sikania z balkonów do hotelowego basenu. Brzmi jak absurd, na który mogli wpaść tylko nieliczni? Nic bardziej mylnego. Na Majorce takie incydenty zdarzały się na tyle często, że trafiły na listę 73 najważniejszych obostrzeń obowiązujących na wyspie. Za łamanie kodeksu dobrego zachowania grożą mandaty od 88 do 2640 GBP (ok. 13,2 tys. PLN).

Rzym wprowadził obostrzenia dotyczące sprzedaży i spożywania alkoholu od godziny 22. Przy popularnych atrakcjach zdecydowano także o zakazie piknikowania, które turyści urządzali sobie przede wszystkim przy fontannach. Nie umiecie po sobie sprzątać? To nie będziecie jedli tu wcale.

Co ciekawe, poza mandatami, w skrajnych przypadkach władze miasta mogą zdecydować o zakazie wstępu do danej dzielnicy. Gdyby beztroska za bardzo nas poniosła, będziemy mieć od 48 godzin do nawet 60 dni, by przemyśleć swoje zachowanie zanim ponownie wrócimy w miejsce naszego przewinienia.

Za to w Disneylandzie zabroniono rozsypywania prochów zmarłych krewnych, bo przynajmniej raz w miesiącu rodziny przywożą prochy zmarłych bliskich i rozsypują je w pobliżu rollercoasterów, na trawnikach i w wodzie.A to przecież tylko kilka przykładów z ostatnich miesięcy. Widać więc wyraźnie, że miasta i atrakcje turystyczne nie zamierzają pobłażać turystom w nieskończoność. Można się wiec spodziewać, że mandatów i obostrzeń będzie coraz więcej, a egzekwowanie obowiązujących standardów coraz bardziej restrykcyjne i bezdyskusyjne.

dmuchane koła
Foto: PimmyTan / Shutterstock

Za grzechy poprzedników pokutują następni

Kilka miesięcy temu na łamach Fly4free, poruszaliśmy temat podróżowania w myśl zasady „przecież więcej tu nie wrócę”. Zdanie, które może być najlepszą motywacją w chwilach zwątpienia i zmęczenia, często okazuje się też idealnym pretekstem do robienia głupot. Przecież nikt mnie tu nie zna, więcej mnie nie zobaczą, ja ich też więcej nie odwiedzę. Więc po co hamulce, odrobina rozsądku i zasady, które mama wpajała nam między niedzielnym kotletem a przycinaniem brody zamkiem od kurtki. Bawmy się, szalejmy, a dobre wychowanie i poszanowanie kultury zostawmy innym.

Problem polega jednak na tym, że to co po sobie zostawiamy pokutuje w przyszłości. Być może faktycznie nie dotknie nas bezpośrednio, ale już innych turystów – jak najbardziej.

W czerwcu ubiegłego roku dwie turystki urządziły sobie niezłą zabawę przed meczetem w Kota Kinabalu. Stroje, zwłaszcza jak na otoczenie religijnego miejsca, miały dość skąpe, a taniec, który zaprezentowały przed meczetem uwieczniły na nagraniu. To zaś szybko obiegło sieć i wywołało burzę wśród Malezyjczyków. Można było to usprawiedliwiać głupotą jednostek pośród całej rzeszy dobrze zachowujących się turystów? Pewnie tak. Ale władze meczetu po prostu postanowiły więcej nie ryzykować i zamknęły obiekt dla zwiedzających. Pozwiedzane.

Na Bali władze także mają dość niesfornych turystów. Pół roku temu ogłoszono, że wstęp do świątyń będzie się odbywał tylko z przewodnikiem. Na razie nie wiadomo, kiedy przepisy zostaną wprowadzone w życie, ale Balijczycy uważają, że tylko w ten sposób można „wychować” turystów.

 – Świątynie muszą być chronione, ponieważ są duszą kultury i obyczajów na Bali – tłumaczył Tjokorda Oka Artha Sukawati, zastępca gubernatora. – Jesteśmy zbyt otwarci na turystów, więc ich przybywa, ale w rzeczywistości ich jakość jest teraz inna niż wcześniej.

sint maarten
Foto: Solarisys / Shutterstock

Selfie? Ochronimy was zanim dojdzie do tragedii

Pragnienie zrobienia wymarzonego zdjęcia to kolejna rzecz, która potrafią na krótką (lub całkiem długą) chwilę odebrać rozsądek turystom. W lutym jeden z irlandzkich polityków zaproponował, by na tamtejszych klifach postawić specjalne stanowiska do selfie. Dzięki temu ludzie mieliby idealnie miejsce na idealne zdjęcie, a jednocześnie szanse na to, że zrobią sobie przy okazji krzywdę, znacznie zmaleją.

Całkowity zakaz używania selfie sticków obowiązuje już w ponad tysiącu miejsc na całym świecie – m.in. w Disneylandzie, Koloseum, Musee d’Orsay, British Museum, Ermitrażu, na Wembley, O2 Arenie czy Wimbledonie. I tu ponownie – zamiast ufać w zdrowy rozsądek, odpowiednie osoby po prostu podjęły decyzję, że po co ryzykować, jeśli można zakazać i mieć święty spokój. Wszak liczby i doświadczenie pokazuje, że gdy chodzi o zdjęcia, ludzie lubią tracić rozum. Tylko na przełomie sześciu lat – od 2011 do 2017 roku – odnotowano aż 259 śmiertelnych wypadków podczas robienia selfie.

Zresztą problematyczne mogą okazać się także tradycyjne zdjęcia – robione np. podczas lądowania samolotu, obserwowania pand lub zwiedzania Kaplicy Sykstyńskiej. Nie wierzycie? Tłumaczyliśmy każdy z tych przypadków na naszych łamach.

Specyficznym przypadkiem jest wyspa Sint Maarten – znana z samolotów przelatujących bardzo nisko nad wypoczywającymi tu ludźmi. Lotnisko jest bowiem przy samej plaży, która przyciąga entuzjastów mocnych wrażeń i świetnych zdjęć. Emocje faktycznie gwarantowane, więc mimo kolejnych zakazów i obostrzeń, turyści pchają się dosłownie… pod samoloty. Tymczasem podmuch wiatru potrafi z łatwością wrzucić ich do wody lub przewrócić. Oczywiście może się wydawać, że to nic strasznego, ale całkiem niedawno jeden z takich upadków skończył się tragicznie. A miało być tylko fajne zdjęcie. Choć turystka trzymała się ogrodzenia – co w jej opinii miało zapewnić bezpieczeństwo –przeleciała kilka metrów w powietrzu, a później uderzyła głową w kamień. Mimo przewiezienia do szpitala i szybkiej pomocy lekarzy, zmarła. 57-latki nie odstraszyły ani liczne ostrzeżenia ani poprzednie zajścia, które zdarzały się w tym miejscu.

Podobne miejsce do obserwacji samolotów znajduje się na wyspie Phuket w Tajlandii. Jeszcze kilka lat temu było ogólnodostępne i zupełnie nie pilnowane. Teraz z uwagi na rosnącą popularność, władze zdecydowały się stworzyć na plaży strefę bezpieczeństwa, w której nie mogą przebywać żadne postronne osoby. Za złamanie zakazu grozi 20 lat więzienia.

Można więc domniemywać, że prędzej czy później i Sint Maarten podzieli ten sam los. Bo skoro turyści sami nie potrafią zadbać o swoje bezpieczeństwo, trzeba to robić pod przymusem. Niestety.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
"...zabawę przed meczetem w Kota Kinablu" raczej Kota Kinabalu ;-)
kyl, 13 marca 2019, 20:23 | odpowiedz
Owszem :) Poprawione, dzięki.  
kyl "...zabawę przed meczetem w Kota Kinablu" raczej Kota Kinabalu ;-)
Aneta Zając, 14 marca 2019, 10:32 | odpowiedz

Panorama wybrzeża
Najlepsza oferta

Tydzień w Algarve za 464 PLN!

Rafał Waśko | 2019-08-20 21:59
REKLAMA
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel