REKLAMA

Odwiedziłam Wyspę Lalek i przeżyłam koszmar. Czy to najbardziej przerażające miejsce świata?

wyspa lalek meksyk
Foto: Eneas De Troya / Wikimedia

Jedna legenda, jeden szalony człowiek i setki opowieści świadków sprawiły, że niewielka wysepka w Mexico City zaliczana jest dziś do grona najbardziej przerażających miejsc na świecie. Tymczasem rzeczywistość znacznie różni się od sławy tego miejsca. Zobaczcie, czym jest Wyspa Lalek, jak wygląda i dlaczego dziś bać się można tylko tego, że ktokolwiek będzie chciał was tam zabrać.

Zacieniony kanał, po którym nieśpiesznie porusza się nasza kolorowa tratwa, jeszcze przed chwilą tętnił życiem. Teraz głosy, śpiewy i radosną zabawę słyszę jedynie w oddali, a dookoła znajdują się tylko gęsto porośnięte krzaki. Robi się coraz ciszej i mroczniej. A może to tylko wyobrażenie, które zbudowałam sobie w głowie, czytając o tym miejscu przerażające historie? Im bliżej brzegu jesteśmy, tym lepiej widzimy setki lalek i maskotek – przybitych do drzew, zawieszonych na sznurkach, niszczejących w wodzie. Mam wrażenie, jakby setki tych zabawkowych, często okaleczonych oczu wpatrywały się prosto w nas. Zresztą, w kogo miałyby, skoro w tym kierunku płyniemy tylko my i jakaś para zupełnie zdezorientowanych turystów tuż za nami. Za chwilę wejdziemy na Isla de las Muñecas, słynną meksykańską Wyspę Lalek.

Tak zaczynają się wszystkie horrory. Wakacje, wesoła atmosfera, aż tu nagle wiedzeni ciekawością młodzi ludzie wkraczają na teren, który od dawna nie jest dla zwykłych ludzi gościnny. Szybko okazuje się, że miejscowi omijają to miejsce z daleka, a dramatyczna historia, jaka stoi za niewielką wyspą, odbije się na naszej psychice na zawsze. Jeszcze tylko rytmiczna muzyka, dźwięk skrzypiących drzwi i BANG! Czas na suspens, po którym wszyscy zaczynają krzyczeć.

Oficjalnie to miało być jedno z najbardziej przerażających czy niepokojących miejsc na turystycznej mapie świata. Wymieniane notorycznie w tego typu rankingach, otoczone aurą tajemniczości, ładnie opisaną historią i zapewnieniom, że absolutnie nikt nie chce tu podpłynąć z własnej woli. W rzeczywistości słynna Wyspa Lalek faktycznie okazała się być koszmarem. Tyle, że w zupełnie innym sensie.

Dwie minuty po przybiciu do brzegu wiem już, że jedynym zaskoczeniem w tej historii będzie fakt, że kiedykolwiek uważałam, że warto tu przyjechać.

wyspa lalek
Foto: Leon Rafael / Shutterstock

Skąd się wzięły lalki?

Historia Wyspy Lalek to w rzeczywistości – jak to często bywa z takimi miejscami – pomieszanie legendy, ludowych opowieści, plotek i odrobiny prawdy. Wersji jest przynajmniej kilka, a żadnej z nich nie da się już dziś potwierdzić ze stuprocentową pewnością.

Wszystko zaczęło się od Juliana Santany Barreri, który zdecydował się samotnie zamieszkać na niewielkiej Isla de las Muñecas. Oczywiście wtedy nie nosiła takiej nazwy, a była jedynie kawałkiem opustoszałego lądu w centrum przepięknych kanałów Xochimilco, na obrzeżach tętniącego życiem Mexico City.

Według opowieści mieszkańców, któregoś dnia samotnik usłyszał tonące dziecko, ale nie był w stanie go uratować. Na drugi dzień znalazł jednak w tym samym miejscu lalkę, która unosiła się na wodzie. Wyciągnął ją i zawiesił na drzewie, chcąc w ten sposób oddać cześć zmarłej dziewczynce. Legenda głosi, że lalki pojawiały się w tym samym miejscu przez kolejne dni, a Julian wszystkie z nich wyciągał i wieszał na kolejnych drzewach. Zbieractwo przerodziło się w prawdziwą obsesję, która trwała przez blisko 50 lat.

Jedni powiedzą, że to siła wyższa albo duch dziewczynki kazały mu się tak zachować. Inni – bardziej racjonalni – wytłumaczą to chorobą psychiczną czy innymi zaburzeniami, na które miał cierpieć Meksykanin. 18 lat temu jego życie zakończyło się dokładnie w tym samym miejscu, w którym kilkadziesiąt lat wcześniej tragicznie zmarła wspomniana dziewczynka. Od tamtej pory legenda nabrała mocy, bowiem według wielu osób taki zbieg okoliczności tylko potwierdził przerażającą historię z nadprzyrodzonymi elementami. Świadkowie zapewniali, że widzieli jak lalki otwierają oczy, inni słyszeli jak szepczą między sobą albo poruszają głowami.

wyspa lalek meksyk
Foto: doleesi / Shutterstock

Niedostępna atrakcja turystyczna?

To między innymi dlatego blogi, reportaże, a nawet filmy na YouTube umieściły Wyspę Lalek pomiędzy słowami „przerażający” a „makabryczny”. Wszystkie opowieści budują nastrój jak z dobrej jakości horroru – czarno-białe zdjęcia, podkręcone filtrem „dramaturgia” w prostym programie graficznym. Dostać się tu można za pomocą trajineras – kolorowych tratw pływających po słynnych kanałach Xochimilco (wpisanych zresztą na listę UNESCO). Za pływanie płaci się stawkę godzinową, a więc im więcej chętnych znajdziecie – tym mniej cała wycieczka będzie kosztować. I choć wiele osób zapewnia, że właściciele trajineras na pytanie o Wyspę Lalek jedynie wzdrygną się bez słowa, a inni będą stanowczo odradzać i odmawiać wypraw w to miejsce, nie dajcie się nabrać.

W rzeczywistości żaden z nich nie wyraża sprzeciwu, większość bez słowa przyjmuje zlecenie, negocjując jedynie uparcie cenę, a kilku bardziej przedsiębiorczych już wkleiło zdjęcia z wyspy do anglojęzycznej wersji wycieczkowego katalogu. Jest popyt, jest podaż, wiadomo.

Co do samych wrażeń – cóż, też nie liczcie na fajerwerki. Gdy zabrakło Juliana, lalki wieszały kolejne osoby, także turyści i mieszkańcy, którzy odważyli się wejść na owianą złą sławą wyspę, choć wielu pewnie powie, że pojawiły się same. Dziś jest ich tu blisko tysiąc sztuk, a ze względu na wilgoć, kapryśną pogodę i palące słońce niszczeją w ekspresowym tempie. A przecież oto właśnie chodzi. Większość z nich jest też „okaleczonych”. Jedna nie ma ręki, inna nogi, trzeciej głowa wisi niemal na słowo honoru. Do lalek dołączyły maskotki, a nawet dziecięcy rowerek. Niby wszystko wygląda tak jak powinno, niby sceneria zdecydowanie bliżej Hitchocka niż Disneya, ale jednak to nie to, czego oczekiwałbyś po takim miejscu. Tym bardziej, że razem z turystami dotarł tu też kapitalizm – na terenie Wyspy Lalek otwarto niewielki bar, w którym od czasu do czasu można kupić piwo, napoje czy podstawowe przekąski. Do kompletu brakuje tylko sklepu z pamiątkowymi magnesami.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że choć być może kilkadziesiąt lat temu wyspa faktycznie mogła być symbolem szaleństwa jednego człowieka i przynajmniej w takiej kategorii wzbudzać swoiste przerażenie, dziś niewiele ma wspólnego z tamtą historią. Oczywiście poza lalkami, choć i te pewnie nie pamiętają już samego Juliana.

Za to sam teren przypomina też bardziej polanę z drzewami i jest naprawdę niewielki. Można zrobić sobie krótki spacer, który zajmie wam może kwadrans, obfotografować setki lalek i z powrotem wsiąść na łódkę. Biorąc pod uwagę, ze płynęliśmy tu ponad godzinę – rozczarowanie będzie dość delikatnym słowem.

wyspa lalek meksyk
Foto: Byron Ortiz / Shutterstock

Życie kontra śmierć

Po kilku chwilach wypływamy zza winkla i znów dookoła nas w hurtowych ilościach leje się tequila i mezcal, a także stołeczna wersja Michelady, czyli piwo serwowane w kartonowych kubkach z charakterystyczną posypką dookoła jej brzegu. Crust, jak nazwałby ją barman, to mieszanka suszonej ostrej papryki i limonki, którą zresztą wsypuje się także do środka, uzupełnia ostrym sosem i zalewa ulubionym piwem.

W zasięgu wzroku mamy kilkanaście kolorowych tratw. Po całym terenie pływa ich pewnie trzycyfrowa liczba. Otacza nas atmosfera festynu, choć nie minęło jeszcze południe, a w Mexico City trwa dzień powszedni. Ktoś wynajął całą łódkę na randkę i przytulony do swojej dziewczyny płynie niemal bez słowa nie zwracając uwagi na otoczenie. Na innej, ktoś właśnie organizuje rodzinną imprezę, więc poza jej członkami na pokład zabrano też cały zespół mariachi śpiewający najpopularniejsze meksykańskie melodie. Ich głos niesie się po wodzie nie gorzej niż w precyzyjnie zaprojektowanych filharmoniach. Co kilka minut podpływa do nas sprzedawca – z kapeluszami, grillowaną kukurydzą czy kwiatami.

I w tej wersji kanały Xochimilco są o wiele ciekawszą atrakcją niż usilnie tworzona atmosfera grozy wokół niewielkiej, zupełnie pustej i kompletnie nieprzerażającej wyspy. Atrakcją nieco tandetną, jarmarczną, ale jednocześnie taką, którą się zapamiętuje. O lalkach nie myślałam nawet pięć minut później – chyba, że w kontekście straconego czasu, a melodia nierozpoznanego szlagieru, do którego sześciu mariachi zaprezentowało swój autorski, kompletnie przerysowany, kiczowaty układ taneczny, gra mi w głowie do dziś na samo wspomnienie. Choć jestem wielkim fanem tajemniczych, nieco przerażających czy dziwacznych atrakcji, chętnie błąkam się po opuszczonych miejscach, a ludzkie wierzenia, legendy i zabobony są dla mnie szalenie ciekawe, w tej rozgrywce życie zdecydowanie wygrywa ze śmiercią.

Dziś nie dziwię się, że tak niewiele jest polskojęzycznych reportaży z pierwszej ręki na temat Isla de las Muñecas, a wszystkie artykuły ograniczają się do przeredagowanej notatki z tej samej agencji prasowej. Napisanie, że to miejsce jest przerażające byłoby kompromitacją. A polecanie go – kłamstwem. 

Tym bardziej, że nawet jeśli szukacie mniej turystycznych perełek, które z różnych względów nie są polecane przez wielu, Mexico City oferuje o wiele lepsze atrakcje. Chociażby targ białej i czarnej magii – pełen amuletów, składników do eliksirów (!), gotowych specyfików na wszystkie problemy i bolączki, od kropel na problemy łóżkowe, przez herbatkę na wzbogacenie się po zioła gwarantujące bezproblemowe przekroczenie granicy z USA (serio!). I jeśli chcecie gdzieś się przerazić, to zdecydowanie lepiej spojrzeć w oczy tej czy owej „czarownicy” w ciasnym zaułku niż wpatrywać się w plastikowe oko zniszczonej lalki. Ta druga na pewno nie rzuci uroku, a ta pierwsza? Tego nigdy nie możecie być pewni.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?

plaża w larnace
Najlepsza oferta

Urlop na Cyprze za 570 PLN

Paweł Iwanczenko | 2019-05-20 12:10
REKLAMA
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel