Fly4free.pl

Wraca flygskam, ale w nowej odsłonie! Napędza go chaos na lotniskach i szalejące ceny biletów lotniczych

Foto: shamir / Shutterstock
Może nie tyle wstyd przed lataniem, co troska o własny komfort i oszczędzenie sobie stresu sprawiają, że tego lata Europejczycy znacznie chętniej niż do tej pory podróżują pociągami. Idealnym przykładem jest Dania, gdzie zainteresowanie podróżami koleją było tak duże, że wykupiono wszystkie bilety na połączenia międzynarodowe z 2-tygodniowym wyprzedzeniem!

Termin „flygskam” pojawił się w dyskursie publicznym w 2019 roku, a więc jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa. Termin oznaczający „wstyd przed lataniem” pojawił się w Skandynawii i odnosił się do rosnącego trendu wśród podróżnych, którzy chcieli ograniczyć swoje podróże samolotami, by ograniczyć emisję szkodliwych substancji emitowanych do atmosfery, a zamiast tego podróżować bardziej ekologicznymi środkami transportu, np. pociągami. Dyskusję o tym, czy flygskam zawojuje Europę, przerwała pandemia koronawirusa i kolejne lockdowny, podczas których siłą rzeczy liczba połączeń lotniczych została mocniej ograniczona. Jednak teraz, gdy sytuacja się odwróciła, a podróże samolotami wracają do poziomów sprzed pandemii, mamy do czynienia z dużym powrotem popularności kolei, zwłaszcza w wakacje.

Wydaje się jednak, że w porównaniu do sytuacji sprzed kilku lat, zmieniły się motywacje dotyczące przesiadek. Ekologia, owszem, wciąż jest ważna, ale równie ważny jest stan naszego portfela, a także ogólna wygoda. To pierwsze to oczywiście efekt szalejącej inflacji i rekordowo drogiej ropy, która mocno wpływa zarówno na ceny biletów lotniczych jak i ceny paliwa. Wygoda jest zaś związana z sytuacją, jaką od wielu tygodni obserwujemy na lotniskach, a więc chaosu, kolejek i ogólnego stresu. Efekt? Przenieśmy się do Danii.

Foto: nd3000 / Shutterstock

Bilety wyprzedane na 2 tygodnie do przodu

Skoro flygskam zaczął się w Skandynawii to nie dziwi, że to właśnie tam pasażerowie szczególnie dumnie wsiadają do pociągów. Kilka dni temu duńskie koleje DSB poinformowały, że popyt na bilety na trasach międzynarodowych jest tak duży, że wszystkie bilety w tych składach zostały wyprzedane na 2 tygodnie do przodu, a więc do 19 lipca.

– Nie ma wątpliwości, że istnieje duża chęć podróżowania wśród ludzi, bo przez ostatnie lata wielu z nich nie opuszczało Danii w obawie przed koronawirusem. Ale nawet przed wybuchem pandemii widzieliśmy rosnący trend bardziej zrównoważonego podróżowania, podróży nieco wolniejszych, ale pozwalających na odkrywanie nowych rzeczy po drodze. Myślę, że widzimy to także w tym roku – komentuje Charlotte Saltoft Kjaeruff, menedżerka ds. obsługi pasażerów w DSB.

Choć faktem jest, że międzynarodowych połączeń z Danii nie ma wiele: są to tylko połączenia do Niemiec i Szwecji.

– Są też inne powody, dla których pociągi są teraz tak popularne. Mamy wakacje, ceny paliwa są wysokie, a do tego mamy teraz do czynienia z chaosem na lotniskach, a w Niemczech dostępne są tanie bilety kolejowe za 9 EUR. Tak wiele czynników sprawia, że wielu podróżnych decyduje się na tę alternatywną ścieżkę, która jednocześnie jest bardziej zrównoważona – komentuje prof. Steffan Pfattheicher z uniwersytetu w Aarhus.

Zgadza się z nim Duńskie Stowarzyszenie Biur Podróży, choć jednocześnie wskazuje na niewielką ofertę kolejową.

– Mamy podstawowy produkt, ale z uwagi na ubogą ofertę nie jest to wystarczająco dobra alternatywa dla samolotu, który wciąż pozostaje bardziej atrakcyjny pod względem czasu podróży, ale też ceny – mówi Lars Thykier z DTAA.

Foto: KapiNg / Shutterstock

Niemcy przetarli szlak?

Niewykluczone, że szlak w zmienianiu podróżniczych przyzwyczajeń pomogli przetrzeć nasi zachodni sąsiedzi, którzy wprowadzili tanie bilety miesięczne na autobusy, pociągi i cały transport publiczny w kraju za 9 EUR. Ta oferta cieszyła się ogromną popularnością, także wśród zagranicznych turystów – tylko w czerwcu sprzedano grubo ponad 20 mln takich biletów. Oczywiście, musimy w tym momencie pamiętać o tym, że największą zaletą takiego biletu jest niska cena, która jest efektem gigantycznego dofinansowania przez rząd federalny (a więc podatników), ale nie da się ukryć, że taki program zmienia przyzwyczajenia transportowe ludzi. Z największych miast zniknęły korki, zmniejszyła się emisja szkodliwych substancji, a dodatkowo portfele części Niemców nie zostały tak mocno uszczuplone przez drogie paliwo. Projekt okazał się zresztą takim sukcesem, że Niemcy już myślą o jakiejś formie przedłużenia tej oferty na cały rok, choć wiadomo raczej, że tak atrakcyjnej ceny nie da się utrzymać.

Warto zresztą nadmienić, że nie tylko Niemcy stosują tego typu promocje, mające zachęcić podróżnych do korzystania z kolei. W kilku krajach realizowane są podobne akcje, a na naszych łamach opisywaliśmy choćby promocję wprowadzoną przez Czechów, gdzie za nieco ponad 240 PLN możemy jeździć do woli pociągami po całym kraju (w tym szybkimi składami Pendolino)

Czy Europa chce zmiany?

Niskie ceny to dobry wabik, ale tak naprawdę nie do utrzymania na dłuższą metę. Ważna jest też sama motywacja i kwestia tego, czy sami podróżni chcą się przesiąść z samolotów do pociągów. Okazuje się, że bywa z tym różnie.

Bardzo ciekawy raport w tej sprawie przygotowała firma FFP Mobility and Transport, która przebadała zwyczaje podróżnicze obywateli Belgii. Jak się okazało, ponad 80 procent ankietowanych podróżujących zagranicę wybiera samochód jako najbardziej wygodny środek transportu, około 1/3 podróżuje samolotem, a 13 procent wybiera pociąg (można było wybrać więcej niż jedną odpowiedź). Jednocześnie z badań wynika, że mocno rośnie rola pociągów jako wygodnej alternatywy dla auta. W raporcie czytamy, że ponad 60 procent podróżnych wybrałoby na dłuższe podróże pociąg zamiast samolotu czy auta, głównie z uwagi na „zmniejszenie negatywnego wpływu na środowisko”. Co ciekawe, współczynnik ten był większy na trasach, na których z Belgii są wygodne szybkie połączenia do największych miast w Europie, takich jak choćby Londyn, Paryż, Amsterdam czy Berlin.

A co w Polsce?

W przypadku Polski wydaje się, że na przesiadkę z samolotu do pociągu jest jeszcze za wcześnie, choć nie oznacza to, że nie jest to możliwe. Świadczą o tym choćby entuzjastyczne reakcje na ambitne plany czeskiej linii RegioJet, która planuje uruchomić bezpośrednie połączenia kolejowe z Polski do Chorwacji, a także m.in. we włoskie Alpy oraz do Holandii i Belgii. Z drugiej strony plany te nie zostały jeszcze zmaterializowane i nie wiadomo, kiedy dojdą do skutku.

Podobnie jest zresztą z planami rządu i PKP Intercity na otwieranie nowych międzynarodowych relacji. W serwisie „Rynek Kolejowy” czytamy o planach Ministerstwa Infrastruktury, które zakładają uruchomienie kilku międzynarodowych połączeń kolejowych już w grudniu 2023 roku. Na liście tras są m.in. pociągi Warszawa-Berlin-Paryż/Bruksela, Warszawa-Kraków-Wiedeń-Monachium, Praga-Wrocław-Gdynia i Warszawa-Kowno, a w dalszej perspektywie pociąg Mare Balticum, który połączyłby Berlin ze Szczecinem, Koszalinem, Słupskiem, Trójmiastem i Olsztynem.
Ministerstwo Infrastruktury studzi jednak nadzieje na rychłe uruchomienie tych tras i tłumaczy, by nie przywiązywać się do dat.

– Plan rozwoju połączeń stanowi (…) wstępną koncepcję. Nie jest zapowiedzią uruchomienia konkretnych usług w określonych terminach. Nie został określony sposób finansowania koncepcji połączeń międzynarodowych, ale istnieje potrzeba jak najszybszego uruchomienia dodatkowych źródeł finansowania zakupu taboru kolejowego do relacji międzynarodowych, np. z wykorzystaniem środków unijnych – informuje rzecznik MI, cytowany przez „Rynek Kolejowy”.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Nie wiem co tam szaleje ale tak dawno nie zgarnalem darmowych biletów jak teraz.
tom971, 13 lipca 2022, 11:00 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »