Z oszczędności czekacie aż zniosą wizy do USA? Udowadniamy, że to bez sensu
Zniesienie wiz to zawsze gorący temat. Co jakiś czas pojawiają się spekulacje i plotki, że stanie się to już teraz, zaraz. Za każdym razem słyszymy też, że tym razem stanie się to już na pewno. Tymczasem serial pod tytułem „koniec wiz do USA” niezmiennie ciągnie się niczym „M jak Miłość”, a przecież… wcale nie ma na co czekać.
To stwierdzenie może dziwić, ale za chwilę wszystko zrozumiecie. Wszak już teraz można zwiedzać Stany za naprawdę niewielkie pieniądze. Nie wiecie jak? Pokażę, w jaki sposób ja to robię.
Cześć, mam na imię Paweł i codziennie wyszukuję dla was tanie loty na łamach Fly4free.pl. Swoją przygodę z podróżowaniem rozpocząłem w listopadzie 2010 roku. Na początku była Europa, jednak z tyłu głowy od zawsze siedziało mi, że warto byłoby wybrać się gdzieś dalej. Na szczycie listy miejsc do zobaczenia miałem właśnie Stany Zjednoczone – może to przez wszechobecny kult USA w programach telewizyjnych, filmach, a może przez promocje, jakie wtedy pojawiały się na Fly4free.pl. Mimo chęci, zawsze coś stawało na przeszkodzie – i tak jak w przypadku wielu z was, przede wszystkim była to kwestia wiz, które przecież już za chwilę miały być zniesione. Więc czekałem.
Czekanie zamieniło się w marnowanie... okazji
Czekałem nawet wtedy, gdy w 2012 roku pojawiła się jedna z najlepszych okazji, jaką kiedykolwiek było mi dane zobaczyć: Nowy Jork za bagatela 170 PLN od Alitalii! Na początku pomyślałem, że to żart, ale jednak tak nie było. Szczęściarze (bo tak ich wtedy określałem), którzy posiadali wizę – kupili i polecieli. Co gorsza szybko okazało się, że nie była to jedyna hitowa promocja z tego roku. Dwa miesiące wcześniej ta sama linia oferowała Filadelfię za 666 PLN. Tymczasem wizy jak były na początku, tak były i później. A ja… wciąż czekałem.
Kolejny rok – już 2013 znów pokazał mi, że choć ja czekam, to promocje nie zamierzają tego robić. Wspomnę chociażby o lotach do Nowego Jorku od 578 PLN. Okazja była fenomenalna, bo wylot był z Warszawy! No ale mówiłem sobie: „Dobra, spokojnie, przecież zaraz zniosą wizy i ty też polecisz”. Tymczasem… rok znowu minął, kolejne tanie bilety przeszły koło nosa. I to wszystko dlatego, że tak jak wielu z was – czekałem.
Myślicie, że to koniec mojej katorgi? A gdzie tam! Rok 2014 przyniósł kolejne hity. Do wielu miast USA mogliśmy polecieć od 613 PLN. Miesiąc później wystrzeliła podobna promocja – tym razem z cenami od 817 PLN. Jasne, te bilety nie były dostępne z wylotem z Polski, tylko z innego europejskiego państwa, ale przecież podróżowanie to sens naszego życia, prawda? 😉 Więc dlaczego by nie upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu i nie zwiedzić np. Barcelony razem z Chicago czy Nowym Jorkiem w trakcie jednego wyjazdu? Tym bardziej, że dostanie się do Barcelony to w dzisiejszych czasach żaden problem.
Mimo tego od czasu do czasu pojawiały się oferty dla opornych, czyli z wylotem z Warszawy. Na przykład do Nowego Jorku mogliśmy się udać już od 813 PLN. To ile już tych promocji przegapiłem? Palców na jednej dłoni braknie, ale jakoś to przeżyłem. Dopiero, gdy pojawiły się Hawaje za 1730 PLN – coś we mnie pękło. Dokonałem rezerwacji, bez posiadanej wizy. Świadomie dokonałem tego zakupu i byłem też świadomy tego, że mogę stracić pieniądze – zarówno za bilety jak i za opłatę wizową, gdyby mój wniosek został odrzucony.
Myślisz, że nie dostaniesz wizy? To łatwiejsze niż się wydaje!
Pieniądze są dobrą motywacją. Dlatego skoro powiedziałem A, to trzeba było powiedzieć B. Wypełnianie wniosku wizowego poszło dość sprawnie. Co ciekawe, na tym etapie odkryłem, że wersje dla mężczyzn i kobiet różnią się znacząco od siebie. Były momenty, że pomagałem sobie tłumaczeniem w internecie, wiele pytań wydawało się być podchwytliwych albo zwyczajnie śmiesznych z perspektywy zwykłego turysty, ale nie napotkałem właściwie żadnych trudności przy uzupełnianiu formularza.
O co pytali? Na przykład o umiejętność posługiwania się bronią, konstruowanie ładunków wybuchowych czy przemyt ludzi. Także miejcie się na baczności wypełniając wniosek, bo nigdy nie wiecie, jakie sekrety spróbują z was wyciągnąć. Później pozostało jeszcze zapłacić tzw. opłatę wizową i czekać na rozmowę w konsulacie. Jednak wbrew moim obawom, wszystko przebiegło sprawnie i po kilkunastu sekundach rozmowy przy okienku, pracownik placówki dyplomatycznej wypowiedział magiczne i tak oczekiwane przeze mnie zdanie: „Zapraszamy do Stanów”.
Czy to się opłacało? No pewnie!
Wtedy zaczęła się jazda. I to dosłownie. Zacząłem jeździć do Stanów regularnie. Mamy sierpień 2019 roku i przez te 5 lat niewiele się zmieniło, jeżeli chodzi o zniesienie wiz. Pewnie czekałbym dalej i marnował kolejne okazje, których jest coraz więcej. Bo niewątpliwie to, co zmieniło się dość diametralnie w tym czasie, to częstotliwość ofert na przeloty do USA w kwocie do 1000 PLN w obie strony. Coś, co jeszcze kilka lat temu było rarytasem, dzisiaj jest standardem.
Dlatego dzisiaj nie żałuję pieniędzy wydanych na wizę. W ciągu tych 5 lat na terenie USA byłem 6 razy i wybieram się tam ponownie. Zobaczyłem wszystkie popularne miejsca na wschodnim i zachodnim wybrzeżu oraz te mniej popularne, jak na przykład karaibskie Portoryko. I nie chodzi o to, żeby się chwalić. Chcę wam pokazać, czekając w nieskończoność, przez palce przelatują wam przed nosem nie tylko kolejne lata, ale i wiele bardzo dobrych okazji.
Tymczasem wiza ważna jest przeważnie przez 10 lat, co w prostym rozrachunku daje nam ok. 61.8 PLN na rok. To mniej niż chociażby ważna tylko przez 6 miesięcy wiza wjazdowa do Turcji (ok. 77 PLN). Tak, wiem, że jednorazowy wydatek na amerykańską wizę to ok. 618 PLN, czyli na pierwszy rzut oka naprawdę sporo. Ale jednocześnie jest to ułamek tego, ile trzeba wydać na miejscu, a w dodatku opłata jest jednorazowa, niezależnie od tego, ile razy pojedziecie do USA.
Co z tymi wydatkami?
No dobrze, ale co z tymi wspomnianymi wydatkami. Skoro wiza z perspektywy czasu wydaje mi się dość niewielką inwestycją, to ile musiałem wydawać później?! Koszty podróży są pewnie drugą po wizach problematyczną sprawą, a wielu z was na pewno wzbrania się przed decyzją o turystycznym wyjeździe do USA, sądząc, że na miejscu jest bardzo drogo.
Jak to zwykle bywa, prawda leży gdzieś po środku i wszystko zależy od tego, jakim typem podróżnika jesteście. Jeśli podobnie jak ja jesteście „ekonomiczni”, dacie radę. Zawsze staram się wydawać tyle, na ile mnie stać. Nie śpię w 5-gwiazdkowych hotelach, (no chyba, że cena jest naprawdę atrakcyjna, to czemu nie!), nie stołuję się w drogich restauracjach i zdecydowanie wystarczą mi lokalne bary czy znane sieci fastfoodów. Do tego staram się podróżować poza sezonem urlopowym.
Przejdźmy jednak do konkretów. Przykładowy 6-dniowy pobyt na Florydzie kosztował mnie 744 PLN za loty w dwie strony za osobę. Z kolei wypożyczenie auta (Mustang Cabrio) kosztowało 222.95 GBP (ok.1053 PLN) z pełnym ubezpieczeniem, noclegi w miejscowości Hollywood tuż przy plaży 2094 PLN – za całe mieszkanie. Do tego wejściówki m.in. mecz NBA Miami Heat czy Kennedy Space Center, jedzenie oraz paliwo, które w Stanach jest bardzo tanie (np. 2.27 USD za galon na Florydzie) ok. 1100 PLN za osobę.
Dużo? Niekoniecznie. Wystarczy zastanowić się, że w cenie wakacyjnego wyjazdu all inclusive do Egiptu czy na Wyspy Kanaryjskie mamy prawie tydzień na Florydzie. Inny przykład to także 6-dniowy pobyt, ale tym razem na zachodnim wybrzeżu – w Kalifornii – to podobne koszty. Zarezerwowałem loty do Los Angeles z Kopenhagi za ok. 950 PLN za osobę, noclegi w Long Beach zarezerwowałem za 1922 PLN/6 nocy, wypożyczenie auta na 6 dni (Dodge Challenger) to koszt 246.32 GBP (ok. 1164 PLN).
A jak będzie z wizami? Czekajcie...
Wolicie poczekać? No cóż, nie mogę wam tego zabronić ani nie powiem, czy i kiedy wizy znikną. Wiem, że przyzwyczailiśmy się już do zapowiedzi polityków, ale widzę też, że tym razem przynajmniej padają już konkretne daty. Są też inne znaki, które dają nadzieję, że może tym razem się uda, jak chociażby zapowiedziane uruchomienie przez American Airlines lotów z Krakowa do Chicago.
Musimy jednak pamiętać o tym, że nie stanie się to szybko. Jednym z najważniejszych warunków, aby Polska mogła dołączyć do tzw. „Visa Waiver Program” jest obniżenie liczy odrzuconych wniosków wizowych do poziomu 3 procent pośród wszystkich złożonych aplikacji. Te liczy się za dany rok fiskalny, który zawsze zamyka się na koniec września.
Do tej pory Polska miała kłopoty z osiągnięciem takiego wyniku, ale warto zauważyć, że w zeszłym roku zanotowała i tak rekordowo niski współczynnik. Jak będzie tym razem? Ostateczne wyniki powinny być znane pod koniec tego lub na początku przyszłego roku, ale to nadal nie będzie koniec całego procesu. Jeśli osiągniemy odpowiednio niski pułap i spełnimy to kryterium, sprawa Polski trafi do amerykańskiego Kongresu. Tam głosowanie nad wejściem naszego kraju do programu bezwizowego powinno być formalnością, choć po latach niespełnionych obietnic, lepiej się na to nie nastawiać.
Dlatego nawet, jeśli wszystko pójdzie pomyślnie, trudno oczekiwać, by już w przyszłym roku wizy do USA zostały zniesione, a jeśli jakimś cudem miałoby do tego dojść – to bardziej realną datą jest końcówka roku aniżeli jego początek. I choć jestem pełen nadziei i życzyłbym sobie tego z całego serca, to jednak moim zdaniem i tak nie ma na co czekać. Lepiej jakoś to przeboleć, zapłacić i wyrobić sobie amerykańską wizę już teraz.
Nie tylko dlatego, że nie wiemy, ile potrwają procedury ze zniesieniem wiz, ale co ważniejsze – nie wiemy też, kiedy eldorado na tanie loty do Stanów się skończy. Może być tak, że będzie trwało w najlepsze (czego Wam i sobie życzę), ale może być także tak, że ceny poszybują do góry jak w lotach po Europie (Wizz Air czy Ryanair). Tym bardziej w kontekście najnowszych wieści o znaczącym ograniczeniu siatki połączeń transatlantyckich przez Norwegiana.
Jeśli więc marzycie o tym, żeby odwiedzić USA, to nie czekajcie na zniesienie wiz. To naprawdę nie ma sensu!